marek staniszewski
www.staniszewskimarek.blogspot.com
Rekomendacje:
- Winning znaczy zwyciężać
- Rzeka genów
- Bhagawadgita
- Made in China
- You Are The Quarry
- Entropia - nowy światopogląd
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 17
-
- Bona Drag
- Morrissey
- (towar niedostępny)
marek staniszewski 2004-04-14
Wartość czysto kolekcjonerska...
Nawet jeżeli ktoś bardzo lubi byłego wokalistę The Smiths, w tym przypadku trzeba mieć wiele cierpliwości i wyrozumiałości aby wysłuchać tego do końca. Najlepsze utwory z płyty (8,9,13) to "Viva Hate". Szkoda, że nr 8 znalazł się właśnie tutaj. 6 to jakieś zabawne kuriozum. Polecam "magiczny stoliczek" (nr 7) jako jedyny kawałek, który cokolwiek wnosi do albumu. Wyraźnie słychać, że Morrissey jeszcze nie doszedł do siebie po rozpadzie Kowalskich i ciągle szuka... -
- Viva Hate
- Morrissey
- (towar niedostępny)
marek staniszewski 2004-04-14
Najlepszy solowy album Morrisseya
Może to zabrzmi obrazoburczo dla fanów The Smiths, ale gdyby nie rozpad tej formacji, to nigdy nie powstałaby tak genialna płyta. Co najciekawsze minęło już trochę czasu od jej powstania, a "Viva..." nadal brzmi świeżo i energetycznie. Jak zwykle Morrissey podróżuje po bardzo prywatnym świecie nostalgii i wspomnień - można tu np. spotkać bohaterów filmów, oglądanych przez niego w dzieciństwie. Płyta stanowi integralną, zamkniętą całość - jest pewną opowieścią, a jednocześnie każdy kawałek jest mini-dziełem, co sprawia, że można jej słuchać w nieskończoność (dziś coraz trudniej trafić na taką płytę...) Ktoś powiedział, że 7-my utwór jest niepotrzebnie długi i nudny (trwa ponad 8 min.), moim zdaniem jest o 5 min. za krótki! Morrissey jest tu w najlepszej formie - zarówno wokalnej, jak i literackiej (jest prawdziwym poetą, bez dwóch zdań...). "I don't mind..." zaśpiewał tak, jak pewnie zrobiłaby to Alison Moyet. "Everyday..." na tyle spodobał się Chrissie Hynde, że sama postanowiłą wykonać ten kawałek. Idealnie pasowałyby tu "Girlfriend in a coma" oraz "Hairdresser in fire" - najlepiej mieć jakieś single z tymi numerami pod ręką, słuchając Viva Hate - wtedy ma się prawdziwą ucztę:-) -
- Pamiętnik Orchidei czyli zapiski ocalonego z XX wieku
- Zygmunt Kałużyński
- cena: 27,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
marek staniszewski 2004-04-13
Wojenny koszmar i filmowy przewodnik... (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Obsesja wojny. Pomimo tego, że Zygmunt Kałużyński porusza w książce różne tematy, jeden wątek jest szczególnie silny - właśnie wojna. Kałużyński mówi o wojnie odważnie, odziera ją z patosu, bohaterstwa, zwyciężania, patriotyzmu i innych pięknych pojęć. Zostaje smród, ból, upokorzenie i wstręt -trochę inne oblicze wojny. Kałużyński pokazuje jak wojenna trauma wpłynęła na jego życie, osobowość, postrzeganie świata. Mocny dokument. Książkę warto znać także z tego względu, że stanowi świetny przewodnik po filmach wartych zobaczenia. Mała książeczka, ale wielka. -
- Pi
- Darren Aronofsky
- (towar niedostępny)
marek staniszewski 2003-04-30
Wciągająca paranoja
Chaos, który powoduje bezustanną migrenę. A może pierwsza była migrena? Aronofsky nie jest doświadczonym reżyserem ale miał ułatwiony start: idealnie wpisał się w nurt kina off’owego. Film można sobie postawić na półce obok "Blair Witch Project", czy swojskiego "Kalaffiora" albo powstałej niedawno "Katedry". Oto młody, niezależny twórca kręci film, który z założenia nie jest produkcją komercyjną, a bardziej potrzebą ekspresji. I o to chodzi. Zarówno forma, jak i treść w żaden sposób nie wpasowują się w gusta kultury masowej. Film warto więc obejrzeć chociażby jako swego rodzaju kuriozum - oto coś innego, "oryginalnego", niezależnego - zupełne przeciwieństwo perfekcyjnie dogładzonej komercji, która gości obecnie na ekranach. Uwaga! Widzów, poszukujących wartkiej akcji, szybkich samochodów, pięknych kobiet i scen walk film może absolutnie rozczarować. Powiedzą: "Ciekawy temat został spłycony do granic banalności. Bohater chce odkryć klucz do struktury wszechrzeczy. Posiąść prawdę absolutną. Poszukuje jej w liczbach, co zamienia się w zwykłą manię. Akcja pomimo trików formalnych jest po prostu nudna - albo jej brak. Poszczególne sekwencje stają się boleśnie przewidywalne. Nie ma żadnych emocji. Wykreowane postaci są płaskie i drętwe. Przedstawiona relacja uczeń - mistrz jest po prostu żałosna. Pomimo pozornego zamieszania tak naprawdę nic się nie dzieje!" Uważam jednak, że jest w tym filmie coś, co sprawia, że chętnie się do niego powraca. Aronofsky umiejętnie zasiewa wątpliwość połączoną z ciekawością. Zadaje zdawałoby się proste, ale podstawowe pytania o sens, i granice poznania. Każdy zastanawiał się kiedyś czy światem, który nas otacza rządzi losowość, zupełny przypadek, czyste prawa fizyki, czy może istnieje jakaś ukryta reguła, mistyczne prawo, wzór, który może wszystko ująć i opisać. Żeby się nie wysilać najczęściej przyjmujemy wtedy jedną ze skrajnych perspektyw: naukową lub religijną. Ta ostatnia może się wydawać o tyle prostsza, że nie pozostawia już miejsca na wątpliwości ale też wymaga poddania się - uznania, że nie wszystko może być wyjaśnione racjonalnie i do końca. Droga naukowa wymaga bezustannej krytyki, weryfikacji i pogodzenia się z myślą, że im więcej wiemy, tym wiemy mniej. A może jest jakaś droga na skróty? W którym miejscu geniusz graniczy z obłędem? Czy gdybyśmy poznali prawdę absolutną, bylibyśmy w stanie ją wyrazić, przekazać innym? Aronofsky stawia wiele „niezręcznych” pytań i złośliwie nie chce udzielić żadnej odpowiedzi. Sam film dosyć szybko ulatuje z pamięci. Pytania pozostają. O tym, że w Aronofski ma prawdziwy talent reżyserski moim zdaniem świadczy jednak dopiero "Requiem dla Snu". -
- Stop Making Sense
- Talking Heads
- cena: 43,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
marek staniszewski 2003-04-29
Kamień milowy (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Stop Making Sense" po raz kolejny wszedł nie dawno na ekrany kin (niestety nie w naszym kraju). Obraz stanowi w tym przypadku integralną część z muzyką - David Byrne ma duszę designer'a jako absolwent szkoły reklamowej. Pomimo tego trzeba tę płytę mieć w domowej kolekcji. Według mnie stała się ona swego rodzaju symbolem stylistyki muzyczną lat osiemdziesiątych. Ciekawy jest fakt, że wielu artystów czerpało z niej cytaty lub wykonywało własną wersję ("Psychobójca" Lubomskiego to chyba najlepsze polskie wykonanie "Psycho Killera, a Tom Jones odgrzał niedawno "Burning Down The House". Plastikową rybę na desce do krojenia śpiewającą "Take Me to the River" można kupić w sklepach Londynu jako zabawny gadżet. Absolutny eklektyzm: muzyka funky, rock, pop, amerykański folk - wszystko podane w perfekcyjnej oprawie. Okładkę stanowi kadr z filmu muzycznego (koncertu), widać na niej charyzmatycznego lidera Davida Byrne'a w nieco zbyt obszernym garniturze, stanowiącym fragment niesamowitej oprawy plastycznej i scenografii filmu. Uwaga! Płyta ma to do siebie, że można jej słuchać bez końca... -
- The Queen Is Dead
- The Smiths
- (towar niedostępny)
marek staniszewski 2003-04-28
Viva Morrissey (6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
W słoneczny dzień umawiasz się z dziewczyną przy bramie cmentarza. Nagrobki Keats'a i Yeats'a są po jej stronie. Po twojej jest nagrobek Wilde'a - kto wygrywa? "Cemetery Gates" oddaje poetycki nastrój wszystkich tekstów Morrisseya. Warto też wsłuchać się w tekst "Bigmouth Strikes Again" aby się dowiedzieć, co mogła czuć Joanna D'Arc, kiedy płomienie... Cała płyta jest potwierdzeniem tego, że Morrissey jest przede wszystkim wielkim poetą. Ale nie mniej ważna jest muzyka. Rock spod znaku "gumy arabskiej" osiąga tu wyżyny doskonałości i szkoda, że na żadnej stacji muzycznej nie można zobaczyć teledysku, nakręconego do "The Queen is dead". Parafrazując tytuł ostatniego utworu: "Pewne płyty są większe, niż inne" -
- Trompe Le Monde
- Pixies
- (towar niedostępny)
marek staniszewski 2003-04-28
Rewelacja
Od pierwszego taktu do ostatniego dźwięku absolutna, żywa energia. Dziś nikt już tak niestety nie gra. Czarny Franciszek (Black Francis) osiąga tu szczyt swoich możliwości. Jest też gradka dla koneserów - cover utworu Jesus and Mary Chain. Jeśli Doolittle cechował się genialną prostotą i syntezą, to Tromple Le Monde jest zaskakująco różnorodna i dojrzała. Są na niej energetyczne pigułki (Planet od Sound), są też bardzo nastrojowe utwory (Letter To Memphis). Pomnik prawdziwego rock'n'rola.
- 1
- 2






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













