stały recenzent  Dorota Iwona Krychowiak

Rekomendacje:

  1. X & Y
  2. Loose [Polska cena]
  3. Długa droga w dół
  4. Aion
  5. Spleen & Ideal
  6. Within The Realm Of A Dying Sun
  7. The Serpent's Egg
  8. Treasure
  9. City Of Angels (Miasto Aniołów) [OST]
  10. Misplaced Childhood
  11. Script For A Jester's Tear
  12. Fugazi (Special Edition)
  13. Wpadka
  14. Bridget Jones w pogoni za rozumem
  15. Wielki słownik niemiecko-polski
  16. Dziewczyna z perłą (okładka filmowa)
  17. Czerwony Kapturek - książka + CD (czyta Jarosław Mikołajewski)
  18. Mimikra
  19. Control
  20. Płonął ogień twoich oczu...
  21. 9 [Digipack]
  22. Nie chcę o tym mówić. Studium męskiej depresji
  23. Szkoła urządzania domu

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 18

  • Telefon z klapką

    Dorota Iwona Krychowiak 2009-09-14

    Figa z makiem dla dorosłych, ale dziecku może się spodobać   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Telefon Sassy mam już od pięciu lat, bo kupiłam go, gdy mój pierwszy synek miał parę miesięcy. Zakładałam, że produkt ten zaspokoi u mego dziecka żądzę zabawy pilotem telewizyjnym, telefonem komórkowym i podobnymi urządzeniami. A tu figa z makiem — błędne założenie. Oczywiście dziecko nie jest takie głupie. Prawdziwy pilot, czy komórka, to władza, z którą telefonik Sassy nie może się równać, co jak się okazało każdy, ale to faktycznie każdy, niezależnie od wieku, wie. Niemniej jednak zabawka ma jak na mój gust różne walory, więc tym bardziej zdziwiło mnie, że pierworodny za nią nie przepadał. Tymczasem moje drugie bobo (obecnie ośmiomiesięczne) bawi się telefonem przyzwoicie często. Obecnie małego interesuje głównie przesuwany koraliczek oraz potrząsanie zabawką niczym grzechotką, bowiem wtedy włącza się elektroniczny dzwonek-melodyjka. Same guziczki pociągają go tylko wtedy, gdy ja je naciskam. Można wtedy usłyszeć „hello” i „goodby”, tegoż odpowiedniki w języku hiszpańskim oraz wspomnianą melodyjkę, słowem 5 różnych rzeczy. Guziczki są 4, co oznacza, że żadnemu z guziczków nie jest przypisany na stałe konkretny dźwięk, co różni tę zabawkę od wielu jej podobnych i powoduje, że dziecko nie może kojarzyć danego przycisku z jakąś określoną na stałe funkcją, za każdym razem jest zaskakiwane. Trudno mi powiedzieć, czy to dla maluchów ciekawe, czy może raczej irytujące. Trzeba jednak dodać, że dźwięki są prezentowane w niezmiennej kolejności. Być może dzieci starsze (przedszkolaki) rozgryzą tę rządzącą guziczkami zasadę i uznają ją za intrygującą. Ciekawe dla bobasów jest zapewne to, że telefon się zamyka — swoisty efekt „a kuku” po ponownym otworzeniu go. Ale żeby nie było tak dobrze zawiasy telefonu — przynajmniej mojego egzemplarza — są zbyt luźne, telefon wiecznie się zamyka (szczególnie, gdy dziecko bawi się nim leżąc na plecach). Jeśli chodzi o wykonanie, to miałabym także zastrzeżenia co do użytej farby, która częściowo już zeszła (stało się to dość szybko, nie po 5 latach). Na szczęście jednak są to małe powierzchnie a telefon i tak pełen jest ciekawych dla maluchów wzorków. Nasza zabawka przetrwała już niejedno i nadal wszystko w niej działa (także bateria), co w przypadku produktu w cenie do 20 zł nie jest raczej normą. Głośność telefonu jest przyjazna — dziecko wszystko słyszy a włosy dorosłych pozostają na swoim miejscu. Wymiary w stanie rozłożonym: ok. 20 x 7 x 2,5 cm. Daję 4 gwiazdki pomimo opisanych wad, bo za tę cenę pewne rzeczy można wybaczyć.
  • Przed wschodem słońca

    Dorota Iwona Krychowiak 2008-08-20

    Przed wschodem słońca, czyli co tu zrobić, żeby się nie zakochać?!   (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Dwoje młodych ludzi, ona - wrażliwa, inteligentna i ulotnie świeża Francuzka i on - sceptyczny, myślący Amerykanin z tłustymi włosami, zwisającymi bezładnie spodniami i kiczowatym zarostem, spotyka się przypadkowo w pociągu jadącym w kierunku Wiednia. Jesse albo leci na każdą jako tako wyglądającą dziewczynę, albo jest z natury spięty i pobudliwy, dość powiedzieć, że szybko zaczyna chwytać się intelektualnej brzytwy, byleby wywrzeć na dziewczynie wrażenie. Ona początkowo jest bardziej zrelaksowana, co nie przeszkadza jej w poważnym traktowaniu chłopaka. Rozmawiają o wszystkim, zarówno o tym, jak ich wychowywano, jak i o samopoczuciu babci! Z twarzy obydwojga szybko można odczytać, że rozmowa sprawia im coraz większą przyjemność. Jej kres ma położyć przystanek w Wiedniu, gdzie Jesse musi wysiąść. Spontanicznie proponuje dziewczynie, by wysiadła razem z nim. Celine zgadza się. Potem aż do rana szwendają się po Wiedniu, odwiedzają wesołe miasteczko, sklepik płytowy, kościół, kluby, oglądają życie uliczne, idą nad rzekę i piją w parku zdobyte młodzieńczym podstępem wino. No, może tam w tym parku dzieje się coś jeszcze, w każdym razie nie jest to nic, czego widz nie umiałby przewidzieć. Rano każdy ma pójść (a raczej pojechać) w swoją stronę, by nigdy więcej się nie zobaczyć, bo to w ich sytuacji (odległość Francja-Ameryka) byłoby niedorzeczne. Ot cała akcja. Do tego strasznie dużo gadają, na dodatek na niemal każdy temat. Nikt ich nie napada, nic nie wybucha, nie ma żadnego pościgu samochodowego, ani nikt nie umiera. Po co zatem to wszystko? Ano po to, by widz i tak siedział przez te ok. 100 minut jak na szpilkach urzeczony nieustającym napięciem pomiędzy tą dwójką. Skąd ono się bierze? Po pierwsze z doskonałych dialogów osób, które: 1) Nie chcą popełnić starych błędów - np. swoich rodziców - ale zdają sobie sprawę z tego, że to nie jest proste; 2) Nie wiedzą, co ze sobą począć w obcym mieście i z obcym człowiekiem, ale nie mogą oprzeć się wrażeniu, że czas spędzają przyjemnie i że ten obcy robi się podejrzanie bliski; 3) Próbują rozwikłać konflikt pomiędzy ulotnością i brakiem perspektyw zaistniałej sytuacji a narastającymi w nich uczuciami. Po drugie z doskonałej gry aktorskiej zarówno Julie Delpy, jak i przede wszystkim Ethana Hawke, który jest mistrzem w kreowaniu głębokich psychologicznie postaci uwięzionych we własnych emocjach (zresztą nie tylko jako aktor, także jako powieściopisarz). Po trzecie z wyważonego stylu kręcenia filmu: ze spokojnych ruchów kamery, pejzażowych obrazów, roztropnie dobranych, charakterystycznych dla Wiednia scenerii, małej ilości, acz wymownych wątków pobocznych i dobrej, niestroniącej od muzyki poważnej ścieżki dźwiękowej. Wszystkie te, tak stosownie dobrane, środki pomagają widzowi skoncentrować się na tym, co dla obydwojga bohaterów staje się najważniejsze - na narastającym, niczym niepohamowanym zauroczeniu, które bardzo uroczo i seksownie grozi czymś więcej.
  • Toddlerz - Wieża z Kurką
    • Toddlerz - Wieża z Kurką
    • (towar niedostępny)

    Dorota Iwona Krychowiak 2008-04-25

    Zachęca do skupienia   (9 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Fisher Price to marka, której nikomu, kto ma małe dzieci, nie trzeba przedstawiać. Solidne, odporne na uderzenia, miłe dla oka zabawki, w których z reguły wszystko działa tak, jak powinno: małe dziecko nie musi wkładać zbyt wiele siły w poruszanie dźwigienkami, pokrętłami itd. Rodzic zatem nie musi się obawiać, że zabawka szybko się rozklei, pęknie, że jest niefunkcjonalna czy niebezpieczna. Z reguły jednak Fisher Price oznacza dla nas dorosłych problem ze zbyt wysoką ceną. Tym razem jest inaczej - to niespełna 50 zł nie odstrasza. Toddlerz ma 4 poziomy, na których mogą znaleźć się piłki (jajka kwoczki umieszczonej w ukryciu na górze). Wieża jest dość spora a jednocześnie nie za duża, by dziecko mogło ją samodzielnie przenosić: ok. 28x8x8 cm. Kulki można przemieszczać różnymi sposobami: na pierwszym poziomie poprzez wyciąganie i wpychanie bolca, na następnym wskutek okręcania walca i celowania w jego otwór, a na ostatnim poprzez pokręcanie okrągłą platformą i również celowanie do umieszczonej w niej dziurki. Gdy wszystkie jajka są już na dole, wieżę można postawić do góry nogami. I tu mamy pewien mankament, bo konstrukcja w tej pozycji mogłaby być stabilniejsza. Niemniej jednak wieża ustawiona i w ten sposób nie przewraca się. Przemieszczanie kulek na inne poziomy w odwrotnym kierunku odbywa się na tych samych zasadach, co w kierunku pierwotnym. Na koniec jajka można schować pod kwoczką, otwierając jej dźwigienkę - mój synek uwielbia to robić i pytać mnie, gdzie podziały się piłki, choć przecież obydwoje doskonale wiemy, gdzie one są. Wieżę można także wykorzystać do nauki liczenia: np. ułóż kulki tak, by na pierwszym poziomie była 1 kulka, na drugim 2, na trzecim 3 i na 4 cztery. Jest to możliwe, bo kulek jest 12 a to, co niepotrzebne można ukryć pod kurką. Słowem: miła, zajmująca zabawka dla dzieci w wieku ok. 3-6 lat. Niewykluczone, że podobałaby się też dzieciom młodszym i pewnie przetrwałaby bez szwanku ewentualne eksperymenty ze spadaniem ciała stałego.
  • Kebab z kota

    Dorota Iwona Krychowiak 2008-03-11

    Hard podchody

    Tak, tak przyznaję wam rację dziewczyny - tytuł jest niemożliwy, to nie na nasze nerwy! Jednak siadajcie już do literackiego stołu. Tę książkę jednak da się skonsumować. Zresztą poza zaspokojeniem głodu przygody/sensacji/kryminału, "Kebab" z-wiadomo-czego uraczy was też smakiem prawdziwej przyjaźni, wód Bałtyku/Starej Świny i kilku innych przypraw. Jeśli już zaprzyjaźniliście się z Larsem i Mateuszem dzięki "Beczce soli", tu będziecie mieli okazję spotkać ich ponownie. Choć tym razem historia opowiadana jest ustami drugiego z przyjaciół. Jednocześnie muszę podkreślić modułowość tych książek, tzn. fakt, że można, ale nie trzeba ich czytać po kolei. Oj przypadł mi do gustu klimat "Kebabu": Karsibór, słony smak Bałtyku, swąd przestępstwa. W wakacje kupuję mapę i jadę tam! Będę szukać śladów, tak jak inni chadzają śladami książek Dana Browna. Nie można zrobić lepszej reklamy temu regionowi. Akcja książki dzieje się wprawdzie także i za granicą, ale jednak, gdy chłopaki dochodzą do sedna sprawy, przekraczają ten słynny mostek z ruchem wahadłowym, wiodący na ich wyspę strachów, to dopiero robi się człowiekowi swojsko nieswojo! Wiele pomysłów tej książki jest niestety powieleniem oklepanych schematów: jak dom, to taki opuszczony i na uboczu; jak samochód, to drogi i szybki; jak dziewczyna, to koniecznie bardzo ładna. Jednakże już chowam pazurki. Wszak to nie jest książka kształtująca światopogląd, tylko mieszanka sensacji z komedią i szczebiotem zaprzyjaźnionych ze sobą chłopaków zwracających się do siebie po męsku per "głupek" czy "głąb". Przymykam zatem oko na te schematy. Aczkolwiek, co do elementów zabawnych, to debiut był silniejszy. Tam śmiałam się po prostu częściej. Pomimo tego daję "Kebabowi" o punkcik więcej i to akurat nie po to, by dać wyraz przewrotności kobiecej natury, lecz dlatego, że tym razem całokształt jest moim zdaniem lepszy. Decyduje o tym nie tylko radosna scena z mnichem obżerającym się kiełbaską, czy bardziej profesjonalne odniesienia do muzyki/literatury/filmu, ale i to, że pierwsza-po-debiucie jest bardzo spójna, sceny sprawnie opisane, bohaterowie "stoją człowiekowi przed oczyma", a akcja - choć niewolna od widocznych naciągnięć, np. co do ilości i umiejscowienia pasażerów w pontonie - zasadniczo porywa. Daję takie 5 pkt. w skali narodowej. A teraz odważę się napisać jeszcze jedno: ta książka przypomina mi nieco "Pana Samochodzika" i inne książki dla młodzieży, na których wychowało się pokolenie lat 70-tych: Bohater, stwierdziwszy przestępstwo stara się niezwłocznie zaprowadzić porządek. W tym celu posuwa się do czynów á la podchody, słowem działań w kontekście piękna przyrody i intensywnego smaku przygody. Tym razem jednak mamy podchody w wersji hard, a nasza harcerska sceneria w takiej duszącej odmianie nie była nam dotąd znana. Zatem "Kebab" nie jest odpowiedni dla nieletnich, choć - wbrew swemu nieludzkiemu, a raczej niekociemu tytułowi - nadaje się także dla płci pięknej od 18 lat wzwyż.
  • Constantine (2 DVD)

    Dorota Iwona Krychowiak 2007-12-18

    Wyślij ich do diabła Constantin, chętnię popatrzę!   (9 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Stworzyć niebanalny film oparty na komiksie ("Hellblazer") na pewno nie jest łatwo. Zaangażować do głównej roli Keanu Reevsa, który jak sądzę do tej pory to dla nas Neo z "Matrixa", to ryzykowne zagranie. Oprzeć fabułę filmu na motywach religii katolickiej, przeobrazić je jak np. motyw porodu bożego/diabelskiego syna z kobiety i nie obrazić lub nie wywołać niechcianych salw śmiechu, to też sztuka. A jednak Francis Lawrence się odważył. Czy postąpił słusznie? Moja odpowiedź: tak. Wpierw skupię się na grze odtwórców głównych ról. Krótko: jest naprawdę dobra, przekonująca i - uwaga! - wręcz delikatna. Dlaczego? John Constantin to okultysta bynajmniej nie z wyboru. Posyła demony do diabła, bo niejako nie ma wyjścia. Wskutek pewnego swego czynu z przeszłości miał bowiem okazję zapoznać się z piekłem, a jako że dane mu było jednak stamtąd powrócić, to wie i widzi więcej, niż by chciał. Z tego też pewnie powodu popadł w nałóg nikotynowy, który jest moim zdaniem poważną słabością filmu, gdyż - zwłaszcza na początku - palący notorycznie Constantine, odkładający na chwilę papierosa (i jeszcze tegoż zbliżenie), by załatwić kolejną diabelską sprawę, jest śmiesznie schematyczny i banalny. Niemniej jednak Keanu Reeves jest na tyle wyśmienitym aktorem, że i ten mankament scenariusza udało mu się w miarę trwania filmu przyćmić. Jak piekielne by nie było otoczenie, w którym przychodzi mu się obracać, aktor sprawia psychologicznie poprawne wrażenie, widz łatwo może wcielić się w jego skórę regularnie maltretowaną przez złe moce. Reeves ciekawie, a momentami niemal śmiesznie, uzmysławia nam, że jego "zawód" jest mu "kulą u nogi". No cóż, wszak trafiła mu się wyjątkowo parszywa robota. No bo kto by zachował dobry nastrój, gdyby "piekło go chciało, niebo nie brało a ziemia potrzebowała". Jego partnerka - Rachel Weisz - grająca podwójną i przez to bardzo różnorodną rolę sióstr bliźniaczek, z których jedną opętał ogień piekielny, jest niemal równie interesująca. Nie można też pominąć efektów specjalnych: widoki czeluści ziejących ogniem diabelskim, przemiany osób, w które wstępują demony, wyłażące z ludzi-nieludzi robactwo, niesamowite przejścia architektoniczne. W piekle bohaterowie poruszają się nieco jak na teledysku: przechadzają się niemal rytmicznie wśród iście szatańskich pejzaży (widoków w rzeczy samej nie z tej ziemi rzec by można) - reżyser F. Lawrence trudnił się wcześniej robieniem wideoclipów. Zapewne inspiracją były tu obrazy Hieronimusa Boscha, co efektowniejsze filmy Greenawaya i wiele innych. I to jest duża siła tego filmu. Choćby dla tych obrazów i dla często przepięknych, intensywnych, nasyconych zdjęć, wyśmienitego oświetlenia, mrocznej atmosfery warto go obejrzeć. Uwaga: John Constantin cały czas pracuje w garniturze i pod krawatem, na koniec jednak nie odpala papierosa, tylko wyciąga gumę, niech zgadnę: antynikotynową - tego typu elementy mnie osobiście śmieszą, to zbyt proste efekciarstwo/moralizatorstwo, ale jeśli będziecie potrafili to, podobnie jak i momentami zbyt niejasną fabułę, wybaczyć twórcom filmu, to reszta was raczej zadowoli. Nie jesteście ciekawi, jak jest w piekle?
  • Takk [Digipack]

    Dorota Iwona Krychowiak 2007-12-05

    A jednak muzyka jeszcze nie umarła   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Mruczą i mruczą, a ja odpływam coraz dalej i dalej. Mistyczna, teatralna, wykwintna, świetna. "Takk" to rodzaj twórczości, o której pisać nie sposób. Słowa są wobec niej tak marne... Włączcie tę płytę, zgaście światło, połóżcie się na podłodze i na chwilę zostawcie wszystko, co doczesne w świętym spokoju. Miłej podróży do źródeł!
    • Takk
    • Sigur Ros
    • (towar niedostępny)

    Dorota Iwona Krychowiak 2007-12-05

    A jednak muzyka jeszcze nie umarła

    Mruczą i mruczą, a ja odpływam coraz dalej i dalej. Mistyczna, teatralna, wykwintna, świetna. "Takk" to rodzaj twórczości, o której pisać nie sposób. Słowa są wobec niej tak marne... Włączcie tę płytę, zgaście światło, połóżcie się na podłodze i na chwilę zostawcie wszystko, co doczesne w świętym spokoju. Miłej podróży do źródeł!
  • Sam w domu. Bezpieczny świat

    Dorota Iwona Krychowiak 2007-11-30

    Bezpieczne dzieciństwo za grosze   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Maleńka cena, taka "tyci tyci", jakby to powiedział mój synek, że aż człowiek staje się podejrzliwy. Może to "tylko" kolorowanka? Książeczka, która kosztuje znacznie mniej niż niejedna gazetka dla małych dzieci, nie jest w stanie nas uszczęśliwić. A jednak! Moje dziecko dostało pewnego dnia od babci trzy chudziutkie książeczki o kotku i czuwającej nad nim piłce: "Sam w domu", "Na górkę" i "Przez ulicę". I bardzo się cieszę, że z tej serii jest jeszcze więcej pozycji, zaraz kupię resztę. W formie miłych dla ucha wierszyków opowiadane są historie z życia codziennego kotka. Za każdym razem kotek znajduje się w niebezpiecznej sytuacji i już już prawie dochodzi do bezpośredniego zagrożenia, gdy pojawia się skacząca piłeczka ostrzegająca go przed niebezpieczeństwem i wyjaśniająca co, jak i dlaczego. Dzięki ilustracjom autorki nie ma niepożądanych rozbieżności między tekstem a rysunkami. Wprawdzie, jak dla mnie, ilustracje mogłyby być staranniejsze, jednak mojemu dziecku to zupełnie nie przeszkadza. Ilość stron i tekstu jest odpowiednia dla dzieci w wieku przedszkolnym - jest ich akurat tyle, na ile maluchom starcza cierpliwości. Na końcu książeczek znajduje się "pouczenie" na dany temat, typu: "Pamiętaj, że nie możesz otwierać drzwi nieznajomym". Dziecko przejęte wcześniej wysłuchaną i obejrzaną historyjką z chęcią go wysłucha. I miejmy nadzieję, że trwale je zapamięta. W każdym razie, mój mały nie je już nigdy kakaowych kuleczek z mlekiem bez książeczki o kotku, który został sam w domu. Bo: "ten kotek też jadł takie kuleczki mamciu i nie mógł otwierać drzwi obcym". I o to chodzi: niech nasze dzieci uczą się przez powtarzanie, ale najlepiej to powtarzanie w mądrej zabawie z obrazkami.
  • Valmont
    • Valmont
    • Milos Forman
    • (towar niedostępny)

    Dorota Iwona Krychowiak 2007-09-04

    Intryga w koronkach   (10 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nie wiem, jak to możliwe, ale niemal w tym samym czasie dwóch reżyserów (Stephen Frears i Miloś Forman) zabrało się do tego samego kawałka literatury. Chodzi o powieść osiemnastowiecznego autora "Niebezpieczne związki". No i teraz to już pewnie wiecie, o co mi dalej chodzi. Tak, był w 1988 roku taki film z Glenn Gloss, Johnem Malkovichem i Michelle Pfeiffer. No i tenże oscarowy film, choćby dlatego, że John Malkovich prezentował w nim tak swoiście obleśność granej przez siebie postaci, przeszedł do historii i gdzieś tam chodzi nam nadal po głowach. Stąd inny film, nakręcony rok później, znalazł się w wielkim cieniu tego pierwszego, choć nie powinien. No dobrze, fakt: "Valmont" to nie dzieło, ale jest przynajmniej bardzo dobry. Rozważmy np. tytułowego bohatera, w którego się wcielił Colin Firth: fiu, fiu, muszę powiedzieć, całkiem całkiem. No bo żeby bezwzględny uwodziciel i oszust potrafił wzbudzać nie tylko sympatię, ale nawet współczucie, to już jakiś wyczyn aktorski! Powiem więcej: właściwie to trzymamy kciuki za Valmonta, by udało mu się uwieść jedną czy drugą pannę (mężatkę czy wdowę). I nie jest przy tym obleśny, o nie, jest subtelny i czarujący. Strzeżcie się dziewczęta. Gra pozostałych aktorów zresztą też jest bez zastrzeżeń, przy czym na szczególne wyróżnienie zasłużyła moim zdaniem Annette Bening grająca nad wyraz słodko i niewinnie rolę kobiety całkowicie niezasługującej na sympatię. Jeśli chodzi o same obrazy, to, jak przystało na film kostiumowy, są piękne, sami wiecie: zapierające dech w piersiach wnętrza i kostiumy, romantyczne plenery. Równie wyśmienite dialogi: inteligentne, kąśliwe, namiętne. Słowem: pikantna historia w efektownym, koronkowym przebraniu. Sądzę, że nie będziecie żałować tych bitych 2 godzin.
  • Bociany przylatują zimą

    Dorota Iwona Krychowiak 2007-06-28

    Piątka za odwagę cywilną   (6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się czytać książki osoby piszącej tak bezpośrednio (ale nie obscenicznie) o swoim prywatnym życiu. Sytuacja rodziny Topolskich nie jest powszechna: rodzina jest wyjątkowo dobrze sytuowana, dorośli nie wstydzą się przyznawać do tego, że wielokrotnie nie rozumieją swoich dzieci (więcej: są bezradni w swojej pozycji rodzica), dzieci są adoptowane, no i jest ich aż trójka. Wydawałoby się zatem, że przeciętna polska rodzina niewiele może wynieść z książki napisanej przez kogoś, kto żyje w zupełnie innym świecie. I autorka rzeczywiście z racji swojej pozycji majątkowej - pozwalającej jej na zatrudnienie kogoś do kuchni, sprzątania itd. - nie ma prawdopodobnie pojęcia o wielu standardowych problemach rodzicielskich. Pani Iwona raczej nie wie (i dzięki Bogu), jak to jest, gdy wycieńczona ciężkimi nocami matka małego dziecka udaje się z rozwrzeszczanym maluchem do sklepu, by kupić wartościowe składniki na obiad, który potem ugotuje z dzieckiem na ręku, by w końcu to zdrowe, ale nijakie w smaku jedzenie wylądowało na dywanie. Pomimo tego "Bociany przylatują zimą" nauczyły mnie bardzo wiele, pocieszyły, dodały wiary w sens codziennych zmagań z dzieckiem. Umocniły mnie w przekonaniu, że jeśli coś jest nie tak (a każdy z nas miałby niestety co komentować, prawda?), to trzeba o tym mówić, ostrzegać innych, starać się to zmienić. Podziwiam odwagę rodziny Topolskich odnośnie krytyki urzędów, konkretnych (choć z elegancji niewymienionych z nazwiska) osób. Wreszcie ktoś puszcza parę z ust i demaskuje polską rzeczywistość. Nie dla frajdy, lecz dla dobra sprawy, dla sprawiedliwości, z odwagi cywilnej. Więcej takich odważnych i jednak coś dałoby się zmienić w tym wyświechtanym kraju... I pomimo tego ambitnego programu książkę czyta się świetnie, jak blog mądrej i dowcipnej koleżanki. Przygotujcie też chusteczki higieniczne, będą momenty, gdy oko się wam zaszkli! A najwartościowsze w tym wszystkim jest to, że cała ta historia to najprawdziwsza prawda. Wzruszająca, niesamowita, budująca prawda o rodzicach, którzy "znaleźli" swoje dzieci.
(Stron 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!