stały recenzent  michal majczak

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 20

  • Script For A Jester's Tear [Special Edition]

    michal majczak 2007-11-17

    So here I am once more   (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Pamiętam jeden wieczór. Lata temu. Znajomy, który nie cierpiał Marillion po kilku tygodniach przymusowego słuchania tej płyty zapytał drugiego, który od tygodni raczył go zawartością "Script..." - słuchaj a oni nagrali coś jeszcze - Zaskoczył. I na skutek permanentnej inwigilacji pokochał. Tak jak ja. Bo kocham tą płytę bezgranicznie. Za co? Za "Chelsea Monday", która stała się przyczynkiem do nazwania jednej z moich kotek? Za "Forgotten Sons" i niewiarygodnie szkocki akcent Fisha, gdy krzyczy? Za "...dont get me your problems! z "He knows You knows", który powinien być, gdybym się nie wstydził, moim dzwonkiem w telefonie? Za wreszcie "Script for a jester's tears" czyli tytułowy utwór podsumowujący moje życie? Nie! To była miłość od pierwszego wejrzenia. Miłość na zabój! Tkwić w latach osiemdziesiątych i nie znać tej płyty, to tak jakby mówić o miłości nie pamiętając oczu pierwszej dziewczyny... Pamiętam inny moment. Ktoś, kilka miesięcy temu, kto zadeklarował, że rok skończył się w roku 1979 zapytał: - Ty, ale "Script" na anologu to masz? Nie. Nie na analogu. To była moja pierwsza płyta kompaktowa w życiu. I było warto. Scenariusz dla łez błazna? Nie mówcie, że nie znacie! Błagam. Nie mówcie, że znacie muzę lat osiemdziesiątych nie znając tej płyty. Nie mówcie, że Marillion to "Kayleigh". Nie mówcie. Posłuchajcie. Błazna.
  • Brytyjski Rock w latach 1961 - 1979 przewodnik płytowy A - F

    michal majczak 2007-09-26

    To niemożliwe...   (5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    To niemożliwe, żeby nucili sobie Panowie do golenia Deep Purple, Budgie lub Led Zeppelin a nie mieli tej książki. Bo przecież nucicie, prawda? "Da da da dadadada, ...smoke on the water, fire in the sky", "There's a lady lala... and she's buying a stairway to heaven". Bywa, że brzytwa nas porwie i zaczniemy cichutko, tak, żeby żona nie usłyszała "I can't get no satisfaction". Ech, nie da się ukryć, rock w latach 60-tych potrafił porwać. Szkoda, że nie nagrywa się już takich płyt. I rzeczywiście nie nagrywa się, jest jednak grupa szaleńców, która nie utulona w żalu płyty z tamtego okresu znajduje. I to jakie. Brzytwa staje dęba. Do tej grupy należy Jacek Leśniewski. Kiedy polecił mi kilkanaście lat temu parę płyt z pierwszego okresu psychodelii, postanowiłem założyć zakład golarski, bo wiedziałem, że w te kilka minut, jakie ja poświęcam swojemu zarostowi, nie zanucę tych wszystkich niepowtarzalnych i nikomu dotąd nieznanych riffów. Dziś spokojnie mógłbym golić godzinami. A po przeczytaniu części pierwszej "Brytyjskiego rocka", cóż chyba w moim zakładzie zatrudnię kilkunastu golibrodów, bo materiału w niej zawartego nie sposób przetworzyć. A to przecież dopiero część pierwsza. To zaledwie 360 grup rockowych mieszczących się pomiędzy literą A i F. Proszę mi wierzyć ta muzyka w przeciwieństwie do dowcipów brody nijakiej ma.
  • Stars Of CCTV
    • Stars Of CCTV
    • Hard-Fi
    • (towar niedostępny)

    michal majczak 2007-08-16

    Numer dwa na liście albumów, które nie znudzą się przez 24 miesiące

    Pod warunkiem, że słyszałeś debiutancki album The Killers, bo jeśli nie - to jest to numer jeden. Niepodważalny numer jeden. Odkąd jakiś spryciarz od marketingu wymyślił tak zwany indie-rock, co piąty chłopak z Wysp zbiera czterech kolegów i zakłada zespół. Efekt? Co dwa dni mamy kolejną płytę reklamowaną jako przewrót w indie-rocku i co dwa dni mamy płytę przereklamowaną. Dlatego na każdy krążek z naklejką "indie" patrzę bardzo ostrożnie. Ten album kupiłem tak naprawdę dla okładki. Widziane na każdym kroku na Wyspach żółto-czarne oznaczenie CCTV jako wyróżnik debiutanckiej płyty? Hmm - zobaczmy. Do domu przyniosłem, do odtwarzacza włożyłem i ... musiałem kupić drugi odtwarzacz, żeby słuchać innych płyt. Bo tej wyjąć po prostu nie sposób. Wbija żółto-czarne żądło w mózg i osa-cza. To nieprawda, że chłopcy grają w w stylu Franz Ferdinand, a porównanie ich do komercyjnego "pseudogarażowego" grania Green Day to potwarz (proszę o wybaczenie). Równie dobrze można by napisać, że Led Zeppelin grali w stylu The Cream, bo ci nagrali debiutancką płytę pierwsi. Hard - Fi gra jak Hard - Fi i jest hard-fajowy. Basta! Nie ma na tym krążku, podobnie jak na pierwszych Killersach, ani jednego słabego, ba, ani jednego nawet średniego numeru. Od "Cash machine aż do "Stars of CCTV" - nieokiełznana radość i melodie, które wpadają w uchu jak numer do właśnie poznanej, olśniewającej dziewczyny. Ja to mówię. Weteran. Wychowałem się na rocku lat 60-tych, a mój guru muzyczny twierdzi nawet, że po roku 1979 rock się skończył. Jednak Hard Fi rządzili każda imprezą, każdym spotkaniem, każdym wyjazdem przez blisko dwa lata. W drugim odtwarzaczu przekrzykiwali ich The Killers, a moi znajomi robili foty obu okładkom, by "ściągnąć" to sobie z netu. Tę recenzję piszę na miesiąc przed wydaniem drugiej płyty chłopaków ze Staines. Nowa płyta na okładce ma żółty napis "No cover art" - tylko i wyłącznie, a singiel zamiast zdjęcia ma wypisane: "Expensive black and white photo of the band not available". Ale tym razem ich płytę kupię nie dla okładki. Czego i Państwu życzę. Zróbcie sobie hardfajową jesień. Przez 24 miesiące!
  • UniSexBlues
    • UniSexBlues
    • Kasia Nosowska
    • cena: 17,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    michal majczak 2007-06-11

    Przeorał mi pot plecy   (15 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)

    O tym, że Kasia Nosowska bierze z Barańczaka dowolną myśl i zamienia ją w melodię, której nawet Robert Janowski nie słyszał wiemy nie od dzisiaj. Od czasów pierwszej płyty wyciągnęła już z rękawa tyle myślikrólików, że zazdrośnikom zabrakło śrutu tutu. Ale takim zygzakiem zaskoczeń jak na tej płycie jeszcze konwencjom nie uciekała, chociaż i tak konwencje mają przy niej zadyszkę. Pani Kasiu ta płyta jest padamnakolanająca, jezujaksięciesząca,dlaczegowszystkococudownetakszybkosiękończąca. Jednym słowem. Niezwykła. To dzieło, to działo ukryte wśród kwitów, bo każda inna polska produkcja brzmi przy niej jak kwit z prośbą o zapomogę. Przeorał mi pot plecy, zachlapał mnie deszcz uniesienia, utonąłem w przepastnych przestrzeniach pani samogłosek, a ze spółgłosek zrobiłem sobie płyn do kąpieli na później. Dziękuję pani madame, za ten wdzięk z jakim gra pani na nosie każdej chwili, w której myślę, że już panią znam. Dziękuję za płytę, która sprawiła, że znów mi się chce. Podobno najlepszy scenariusz to taki, z którego nie można wyjąć żadnej sceny, dlatego też państwo wybaczą, że nie zacytuję żadnego fragmentu, nie wypuszczę pojedynczego myślikrólika, nie włożę go do gabloty i pod lupę. Płyty roku 2007 nie można bezkarnie kroić.
  • Unisexblues [Limited Edition] [Digipack]

    michal majczak 2007-06-04

    Przeorał mi pot plecy   (7 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

    O tym, że Kasia Nosowska bierze na Barańczaka dowolną myśl i zamienia ją w melodię, której nawet Robert Janowski nie słyszał wiemy nie od dzisiaj. Od czasów pierwszej płyty wyciągnęła już z rękawa tyle myślikrólików, że zazdrośnikom zabrakło śrutu tutu. Ale takim zygzakiem zaskoczeń jak na tej płycie jeszcze konwencjom nie uciekała, chociaż i tak konwencje mają przy niej zadyszkę. Pani Kasiu ta płyta jest padamnakolanająca, jezujaksięciesząca, dlaczegowszystkococudownetakszybkosiękończąca. Jednym słowem. Niezwykła. To dzieło, to działo ukryte wśród kwitów, bo każda inna polska produkcja brzmi przy niej jak kwit z prośbą o zapomogę. Przeorał mi pot plecy, zachlapał mnie deszcz uniesienia, utonąłem w przepastnych przestrzeniach pani samogłosek, a ze spółgłosek zrobiłem sobie płyn do kąpieli na później. Dziękuję pani madame, za ten wdzięk z jakim gra pani na nosie każdej chwili, w której myślę, że już panią znam. Dziękuję za płytę, która sprawiła, że znów mi się chce. Podobno najlepszy scenariusz to taki, z którego nie można wyjąć żadnej sceny, dlatego też państwo wybaczą, że nie zacytuję żadnego fragmentu, nie wypuszczę pojednynczego myślikrólika, nie włożę go do gabloty i pod lupę. Płyty roku 2007 nie można bezkarnie kroić i patroszyć.
  • Speak And Spell [Collectors Edition]

    michal majczak 2007-03-06

    Remaster of servant   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nie chcę rozsiewać bluźnierczych plotek, ale był czas, gdy za bycie niedepeszem można było dostać regularny łomot. Kto nie pamięta? Kto dostał? Gdzie dziś są depesze? Dziwne grzywki, czarne koszulki, nienawistne spojrzenia na curowców? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech natychmiast kupi tę płytę. Był taki czas, kiedy Depeche Mode było uosobieniem wszystkiego co nowe. Teraz nadszedł ten moment, gdy remastery Depeche Mode są wyznacznikiem hmmm... remasteru jako takiego. Te płyty znane na pamięć, te dźwięki, za które toczono wojny wróciły w tak nowej i nieoczekiwanej postaci, że ja ten, który parę razy dostał, bo nosił buty à la Robert Smith wybaczam. Wybaczam i chylę czoła. Let's play remaster and servant. Let's play. I wybacz Robert wasze remastery kocham dziewiczą miłością, ale pójdę na miasto i będę szukał każdego, kto nie ma blond grzywki i czarnej koszulki, a jak już znajdę, zaciągnę do domu na czarną celebrację. Bo ta muzyka w tym wydaniu (proszę wybaczyć, że się powtórzę: w tym wydaniu) to muzyka dla mas. I chłopcy po raz kolejny pokazali masom, kto ustawia poprzeczkę. Najwyżej jak tylko się da.
  • Songs Of Faith And Devotion [Collectors Edition]

    michal majczak 2007-03-06

    Songs of faith in remaster   (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    I feeeeel you. Your sun is shine. I feeel you within my remaster. Kto się spodziewał? Może jedynie ci, którzy wierzyli, że Bitwa po Grunwaldem Matejki miała naprawdę pięćdziesiąt na sto metrów a nam maluczkim pokazano tylko fragment. Bo taka jest ta płyta i proszę wybaczyć, że akurat Matejki użyłem do porównania. Utwory Depeche Mode są u nas w kraju pewnie znane lepiej niż to płótno. Wstawmy zamiast Matejki Mona Lisę, Śniadanie na trawie czy co tam jeszcze pojawia się najczęściej na reprodukcjach w Ikei. Efekt będzie taki sam. Panowie Depesze pokazali dwieście metrów kwadratowych płótna więcej... każdego obrazu. Wyszli z muzeum i cóż... zaskoczyli mnie po raz kolejny. Mieć sprzęt dolby soround i nie mieć tej płyty to tak, jakby impresjonistów znać tylko z opowiadań. Jeśli więc ktokolwiek try walking in their shoes musi, po prostu musi tego posłuchać. Powiało wiosną, krokusy remasteru zawstydziły najlepszych.
  • Apple
    • Apple
    • Mother Love Bone
    • cena: 51,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    michal majczak 2007-03-06

    Zaginiony horyzont rock'n'rolla   (8 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jeśli ktokolwiek potrafi sobie wyobrazić jak połączyć czarne paznokcie Lou Reeda, cekinowe spodnie Davida Bowie i pierwszy zarost na brodzie Eddiego Vedera powinien posłuchać tej płyty. Dżemik babci Pearl siedział sobie jeszcze wtedy jako truskawki czy inne poziomki na krzaczkach, glam rock umierał jak supernova, a ci faceci wrzucili co się dało do melaksera i stworzyli tost, który łączy kromkę lat siedemdziesiątych z kromkę lat osiemdziesiątych z tak pysznym serem z lat dziewięćdziesiątych, że ślinka cieknie chociaż wiek 21 już nam się starzeje. Mniam, mniam, glam, glam. I nie słuchajcie tych, którzy mówią, że Green River, grunge, Seattle, ta płyta to przejście pomiędzy dekadami, ten facet na wokalu, nazwisko nic wam nie powie, bo odszedł, to ostatni z wielkich, Freddie Mercury grunge'u, ci kolesie na gitarach to pierwsi z niedocenionych, ta płyta to drzwi do świata, w którym rock'n'roll rules. Jeśli kiedykolwiek śniła wam się gwiazda rocka to żaden teleskop Heweliusza nie pokaże jej bliżej. I teraz po tym wszystkim co napisałem, powiedzcie mi, że nie słyszeliście jej do tej pory. Nigdy nie odwiedziliście Shangri-la? Gdzie wasz zaginiony horyzont? Wstyd!
  • michal majczak 2007-03-06

    Sycylia, wyspa przeklęta   (24 z 25 uznało tę recenzję za pomocną.)

    No dobra, nie lubisz kryminałów. Wkurzają cię ci wszyscy detektywi, piękne kobiety, które przychodzą do ich biur ze swoimi tajemnicami, po pierwszych stronach wiesz kto zabił i masz dość kolejnych głupich zabójstw, bo naoglądałeś się już tyle w TVN-ie, że wolisz prognozę pogody. Po niej przynajmniej śpisz spokojnie. No dobra! Znajomy mówi ci, że coś tam czytał i że o Sycylii, fajnie: who cares? Ale kompletnie nie masz co czytać więc się skusisz, bo znajomy zawsze miał wyczucie, a ty właśnie masz trzy godziny w pociągu przed sobą. I co? Choć trudno w to uwierzyć przeoczyłeś stację. Choć trudno dać temu wiarę postanawiasz jeszcze raz zobaczyć "Ojca chrzestnego", by zrozumieć o co tym Sycylijczykom chodzi i myślisz sobie: kryminał? Chcę tylko je czytać! Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: Camilleri. Jak można nie znać tego staruszka. Facet zjadł zęby na teatrze, tak na teatrze panie i panowie, ale pod koniec swojej drogi jakimś skrzydłem anioła został wciągnięty w krąg kryminału. Po latach eksperymentów literackich, po latach borykania się z Szekspirem, sorry Andrea, ale nie wiem czy nawet go lubiłeś, postanowiłeś napisać książkę, po której nie tylko polubiłem detektywów i śródziemnomorską kuchnię. Sprawiłeś, że czekam na każdą Twoją książkę z utęsknieniem psa, który rano czeka aż ktoś go w końcu wyprowadzi. Na drogę zła. Innymi słowy dziękuję i... zazdroszczę! Kurczę, nawet nie wiesz jak!
  • Spiskowcy rozkoszy

    michal majczak 2007-03-06

    Spiskowcy scenariusza rules!   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jak to się dzieje? No jak? Niby z Krakowa tak blisko, a z Zakopanego to już w ogóle, szkoda gadać! Jak to się dzieje, że oni potrafią? I to tak! Z każdą minutą filmu rośnie w tobie poczucie zażenowania! Prawdziwego i niesłabnącego. Bo jak, jak to możliwe? Żaden film polski nie jest tak zakręcony, żaden polski scenariusz nie jest tak surrealistyczny, tak daliowski (od Dalego rzecz jasna) jak ten. Mało tego ani Szwedzkie Sklepowe Dwa ani Najszczęśliwszy Murzyn Świata nie jest tak erotyczny jak ten? No jak? Jak im się udało połączyć Dalego, Szwejka i erotyzm? No jak? Ano odpowiedź jest prosta: tu z polskiego podwórka. Nie pamiętam kto, powiedział kiedyś: jeśli nie boli cię przyrodzenie od siedzenia nad scenariuszem to widza będzie bolało przyrodzenie od siedzenia nad twoim filmem. I ot, cały sekret. Bierzcie polscy filmowcy przykład ze "Spiskowców rozkoszy". Bierzcie brak dialogów od nich. Odżałujcie głupiej tautologii. I bądźcie tak rozchełstani erotycznie jak oni. Bądźcie Freudem Europy. Oglądajcie więcej Svankmajera. Z pożytkiem dla widzów. Naprawdę! Pozazdrościć!
(Stron: 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!