Dariusz Sokołowski
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 13
-
- Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa
- Arthur Conan Doyle
- cena: 55,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Dariusz Sokołowski 2012-01-23
Ksiega prawie wszystkich dokonań (18 z 18 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ostrzeżenie dla nabywców- z jakichś powodów zbiór "Przygody Sherlocka Holmesa" ukazał się w tym wydaniu bez jednego opowiadania- "Przygoda w Copper Beeches". Chodzi o to, żeby kupić ten zbiór w osobnym wydaniu? Nie rozumiem takiej polityki wydawniczej, zwłaszcza, że angielski pierwowzór "Complete Sherlock Holmes" jest naprawdę complete. -
- Alchemy - Live
- Dire Straits
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2010-04-03
Płyta bez charakteru (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Płyta nagrana na szczycie "direstraitsomanii", co jest jej największą wadą. Muzyka Dire Straits jest często spokojna i nastrojowa - pełna energii, ale pulsującej pod powierzchnią, daleko od rock'n'rollowego bezustannego czadu. A tu, niestety, chętna do współpracy publiczność, udaremnia wszelkie próby zbudowania tego nastroju. Klaskanie do rytmu i śpiewanie w chwilach niekoniecznie odpowiednich ten knopflerowski klimat niszczy. O ile takim rockowym rakietom jak „Sultans of Swing” to nie przeszkadza (chociaż czy pomaga? - dyskusyjne), to „Private Investigations” - piękny, bardzo wyciszony utwór - został rozniesiony w proch. Szkoda, bo zespół nie był tu niczemu winien. Zagrali tak, jak umieli, czyli znakomicie. -
- Trasa koncertowa '97 cz. II
- Jacek Kaczmarski
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2008-05-15
Naprawdę dobry zestaw piosenek JK (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Na szczęście wydawca nie wpadł w pułapkę wypuszczenia na rynek zestawu typu "Greatest Hits Live". Obok powszechnie znanych znalazło się miejsce na te znane mniej i nowsze, przez co całość brzmi bardziej świeżo i lepiej oddaje sposób widzenia przez Jacka realiów III RP. I dobrze - Jacek Kaczmarski to poeta aktualny (nadal, mimo kilku lat od śmierci) i zamykanie go w szufladce barda Solidarności (którym notabene nigdy nie był) jest wyjątkowo irytujące. Na koniec uwaga - to nie jest niepublikowany wcześniej materiał, ale wznowienie (choć kolejność utworów została mocno zmieniona) dwóch płyt "Koncert '97" wydanych w niskim nakładzie 10 lat temu przez Scutum, które do tej pory funkcjonowały jako trudno dostępny oficjalny bootleg. Obszerniejsza jest także wkładka z danymi, zamiast skromnej karteczki z wersji Scutum. Bardzo dobrze, że wznowiono. -
- Complete Animals
- The Animals
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2007-03-14
Complete? Niezupełnie (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Od strony muzycznej komentować płyty nie warto- kim byli Animalsi, każdy wie. Natomiast warto, żeby słabiej znający ich dorobek nabywcy wiedzieli, że album zawiera materiał z sesji nagrywanych dla Mickie Mosta w latach 1964-1965, czyli pierwszy okres twórczości kapeli, w klasycznym składzie Burdon-Price-Chandler-Valentine-Steele i stylistycznie najbliższy surowemu rhythm-and-bluesowemu idiomowi. Nawet odpowiednia adnotacja na okładce się znajduje, ale brązowe litery na brązowym tle zdjęcia nie rzucają się w oczy. Właściwie szkoda takiego ograniczenia pod mylącym tytułem, bo późniejsze płyty, te bez Price'a, nagrywane pod szyldami The Animals i Eric Burdon & The Animals były nieco inne, ale też bardzo zacne, a i za mniej znane dokonania reaktywowanego na kilka lat na przełomie lat '70 i '80 pierwszego składu też bym się nie obraził. I to dopiero byłby prawdziwy zestaw „Complete Animals”. Miło pomarzyć ;-) -
- 9 kompania
- Fiodor Bondarczuk
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2007-03-14
Prawie jak Rambo. "Prawie" nie robi większej różnicy (24 z 36 uznało tę recenzję za pomocną.)
Kiedyś przy okazji innej recenzji wyraziłem nadzieję, że "Dziewiąta kompania" będzie dobrym filmem. A nadzieja jest, jak wiadomo, matką głupich. Filmy wojenne dzielę na batalistyczne widowiska (i nic ponad to), filmy starające sie o wojnie powiedzieć coś istotnego (czyli z natury rzeczy antywojenne) i filmy propagandowe. „Dziewiąta kompania” aż ocieka propagandą o dzielnych sowieckich żołnierzach, co to, jak powiedział głos zza kadru, „swoją wojnę wygrali”, choć państwo, które ich tam wysłało przestało istnieć. Po co była ta wojna, jakoś się twórcom przemilczało. Ciekawe w takim razie, dlaczego całkiem liczni weterani z Afganistanu, którzy rzekomo wyszli tymi uszlachetnionymi zwycięzcami, potem stali się jednym z największych problemów państwa i zamiast być jego najlepszymi obywatelami, zasilali szeregi mafii. Zamiast rozliczenia z niedawną, mało chwalebną przeszłością, o które aż się prosiło, dostaliśmy agitkę w sowieckim (albo hollywoodzkim, jeśli ktoś woli) stylu. Że o sowieckich zbrodniach wojennych, zresztą nigdy nie rozliczonych, nawet nie wspomniano, chyba nie muszę pisać. Scena pacyfikacji wioski, w której przecież nie wszyscy byli partyzantami, jest wyjątkowo obrzydliwa w zestawieniu z tymi kończącymi film komentarzami. Widocznie żołnierz rosyjski wielki jest i basta, niezależnie gdzie i po co jest wysłany i co tam robi. Albo scena, w której Sowieci o mało nie wchodzą na własną minę przeciwpiechotną. Zdanie, że mogła zrobić krzywdę swoim i szybki przeskok akcji, żeby tylko widz nie zdążył pomyśleć, że ofiarą tego potępianego powszechnie sposobu prowadzenia wojny padała głównie ludność cywilna. Polecam „Kandahar”, gdzie pokazano, ilu inwalidów takie miny wyprodukowały (może by tak Gutek wydał ten film na DVD). Na dodatek pełno tam łzawego sentymentalizmu- wracający do ZSRR żołnierz, który oddał amulet nowoprzybyłemu za chwilę ginie w zestrzelonym przez rakietę samolocie, instruktor, któremu odmówiono prawa powrotu do Afganistanu, płacze na polu pełnym maków, zakrwawiony i podeptany przez mudżahedinów szkic widoku ze szczytu zrobiony przed chwilą przez zabitego wartownika, chłopiec strzelający w plecy żołnierzowi, który nie spodziewał się ataku z tej strony. Dość! Gorzej jest tylko w „Rambo”! A tę jedną gwiazdkę przyznałem za parę niezłych obyczajowych obserwacji z komisji poborowej i (zwłaszcza) za scenę wykładu pozbawionego złudzeń politruka („Nikt i nigdy nie zdobył Afganistanu”). Przy okazji - film oparto na autentycznym epizodzie obrony szczytu górującego nad szlakiem wojskowych konwojów. Broniąca go kompania poniosła niewielkie straty, a wśród słabo uzbrojonych, niewyszkolonych i fanatycznie prących do przodu partyzantów straty były ogromne. No, ale to znacznie mniej łez wyciska z oczu żałujących potęgi upadłego imperium, a i proputinowscy dysponenci kasy by nie sypnęli tyle. -
- Czarna seria: pakiet filmów polskich (10 płyt DVD)
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2006-11-29
Comeback kataryniarza (z papugą) (8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ta papuga z tytułu komentarza, jak wiadomo, służyła do ciągniecia losów. To zestawienie robi dokładnie takie wrażenie - trudno o bardziej przypadkowy zestaw filmów. Co do ceny - przychylam się do zdania poprzedników, zwłaszcza, że nie widzę nabywców chętnych na cały, tak losowo dobrany pakiet. A jeśli ktoś kupi dla 2-3 (góra czterech) tytułów, to robi się już horrendalnie drogo. -
- Wyzwolenie (wydanie pięciopłytowe)
- Julius Kun, Jurij Ozierow
- cena: 66,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Dariusz Sokołowski 2006-10-20
Kłamstwo za miliony rubli pozostaje kłamstwem (3 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Przez wieki Rosja była tyranią, a rosyjska sztuka była sztuką człowieka przez tyranię gnębionego (Gogol, Czechow itp). Tak samo było z rosyjskim (radzieckim) kinem - pokazać człowieka wplątanego w wojnę wbrew sobie, deptanego przez państwo własne i wroga, usiłującego ocalić siebie. Oczywiście było czujne oko cenzora, więc z konieczności było to takie "kino półprawd", ale inaczej film by po prostu nie powstał. Chciałbym zobaczyć tzw. "wersje reżyserskie" tych filmów. Ale takowych nigdy nie było. A z czym mamy tutaj do czynienia? Ano politbiuro KPZR zażyczyło sobie propagandowej agitki rozmiarów wręcz gargantuicznych, która przebiłaby analogiczne produkcje Hollywoodu i przyniosłoby Krajowi Rad prymat i na tym polu. I mierny rzemieślnik (bo nie artysta) Ozierow zamówienie wykonał. Oczywiście film też jest zrobiony z tzw. perspektywy zwykłego żołnierza (własny pomysł czy życzenie Kremla?), ale załgana ta perspektywa, a także prawda historyczna, do nieprzyzwoitości. Tak naprawdę liczy się tylko wielka batalistyka. Jeśli mam już wybierać jakąś, to wolę taką odrealnioną całkiem z "Władcy Pierścieni", niż ten propagandowy pseudorealizm Ozierowa. Film to dzieło sztuki. I trzeba zapytać, czemu dzieło chudożnika Ozierowa służy. Pokazaniu jakiejś prawdy o człowieku? Tam człowiek gości tylko pozornie. Prawdy historycznej? Bez jaj (chyba, że ktoś nie zna historii). Rozrywce? Przecie to "tratatata- bum" szybko zaczyna nużyć. Ile godzin można? I po co? Jakiś nieprawomyślny rosyjski historyk literatury powiedział, że sztuka sowiecka przestała być sztuką bitego, a stała się sztuką bijącego. Nic dodać, nic ująć. Zresztą życie dopisało do "Wyzwolenia" ciekawy siąg dalszy. 10 lat później Jurij Ozierow kręci film "Żołnierze wolności" - hagiograficzny fresk o wojennych losach Leonida Breżniewa. BTW - jeszcze nie widziałem reklamowanej "Dziewiątej kompanii". Oby było to złapanie drugiego oddechu przez rosyjskie kino o tematyce wojennej. -
- Na Zachodzie bez zmian
- Lewis Milestone
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2006-06-07
Jeden z tych filmów, które się nie starzeją.,.,.,. (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Niech nikogo (to znaczy tych, którzy nie czytali powieści Remarque'a) nie zmyli opaska "Kolekcja wojenna" na pudełku. Mamy do czynienia z dziełem w 100% antywojennym. Bez zapierającej dech batalistyki i ducha tzw. przygody w rodzaju różnych "Parszywych dwunastek" albo patriotycznych agitek w rodzaju "Wzgórza rozdartych serc". Tylko chęć wyjścia cało z rzezi i równie instyktowna chęć ocalenia człowieczeństwa. Sceny zapadające w pamięć zostały wymienione wyżej, więc nie ma sensu powtarzać. Mimo, że film ma ponad 70 lat, wywiera wrażenie pewnie takie samo, jak na widzach z tamtych lat (przynajmniej tak sądzę). 5 gwiazdek za film- wielki i nieprzemijający, ale dla projektanta okładki 0 (!!!)- za pisownię "Na Zachodzie Bez Zmian". Może by tak do szkoły podstawowej i od razu na oślą ławkę dla nieuków? Język polski ma trochę inne zasady pisowni niż angielski (czy raczej amerykański, czyli angielski zwulgaryzowany i uproszczony). Tak przy okazji- w tytule Merlina "Zachodzie" też powinno być z małej litery. Patrz polskie wydania Remarque'a. -
- 60 minut na godzinę [Box]
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2004-05-14
- 2 gwiazdki za niedosyt (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
No właśnie. Jaka była "60"- wszyscy wiedzą. Nie mogę tylko darować wydawcy skąpego wyboru. Na przykład na płycie "Rycerze" zamiast piosenek-wypełniaczy mogłyby się znaleźć "dzieła wszystkie". Nawet za cenę wydania materiału na 2 albo 3 CD. Recenzji Mańka i Jędrka też za mało! -
- The Times They Are A-Changin
- Bob Dylan
- (towar niedostępny)
Dariusz Sokołowski 2004-04-15
Na Stadion X-Lecia, panowie!
Rozumiem, że firma Duchesse sama sobie przygotowała materiał z płyt analogowych za pomocą miernej jakości remasteringu. Do uwag p. Artura dorzucę: skandaliczny tytuł, sugerujący, że jest to katalogowy album Dylana tak właśnie zatytułowany, a nie składanka i okładka, która przedstawia zdjęcie Dylana wycięte z okładki płyty "Highway 61 Revisited".
- 1
- 2






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













