stały recenzent  Małgorzata Michałowska

Rekomendacje:

  1. ID [Digipack]
  2. Inside Story [Limitowana edycja] [Digipack]
  3. Caught In The Act
  4. 26 bajek z Afryki - ze zdjęciami Ryszarda Kapuścińskiego
  5. Siesta - Muzyka Świata Vol. 1 - Marcin Kydryński prezentuje [Digipack]
  6. Siesta - Muzyka Świata Vol. 2 - Marcin Kydryński prezentuje [Digipack]
  7. Siesta - Muzyka Świata Vol. 3 - Marcin Kydryński prezentuje [Digipack]
  8. Siesta - Muzyka Świata Vol. 4 - Marcin Kydryński prezentuje [Digipack]
  9. Duety
  10. MTV Unplugged: Hey [Digipack]
  11. Michael Buble Meets Madison Square Garden [Edycja kolekcjonerska]
  12. Dwa Serduszka Cztery Oczy [Książka+CD]
  13. Jo.& Co
  14. Tribute To Andrzej Zaucha. Obecny [Książka+CD]

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 10

  • Michael Buble Meets Madison Square Garden [Edycja kolekcjonerska]

    Małgorzata Michałowska 2009-07-04

    Michael wraca do domu   (11 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Po sześciu latach od wydania płyty, która przyniosła mu ogromną sławę, niezliczonej ilości koncertów, które zagrał wraz zespołem w blisko czterdziestu krajach świata w ciągu ostatnich dwóch lat, Michael Buble, wielkim koncertem w nowojorskiej Madison Square Garden (blisko 14 tys. widzów!), podsumowuje pewien etap swojej kariery. A my otrzymujemy album dokumentujący to niezwykłe wydarzenie. Na płycie znalazły się znane z wykonań kanadyjskiego croonera przeboje Elvisa Presleya, Leonarda Cohena, Niny Simone, czy Franka Sinatry. Nie zabrakło również jego autorskich piosenek takich, jak „Everything”, czy „Lost”, które fantastycznie zabrzmiały wykonane na żywo. O sile głosu Michaela możemy się natomiast przekonać słuchając zamykającej album „Song for you”. Ale to wydawnictwo nie byłoby pełne bez DVD, na którym znalazł się zapis koncertu, bardzo zgrabnie włączony do filmu dokumentalnego Jasona Hehira. To interesująca opowieść, odsłaniająca kulisy nowojorskiego występu. W dokumencie poznajemy Michaela Buble jako osobę, darzącą dużym szacunkiem nie tylko swoją rodzinę (w której najwierniejszym fanem wokalisty okazuje się być dziadek), ale również swoich współpracowników i publiczność. Jest on przy tym człowiekiem nie pozbawionym poczucia humoru. Niezapomniana jest scena, w której przyznaje, że czuje się czasami niczym Whitney Houston w filmie „The Bodyguard”, a następnie wskakuje swemu rosłemu ochroniarzowi na ramiona, by odśpiewać „I will always love you”. Mnóstwo jest tu takich smaczków. Ot choćby moment, w którym Buble cytuje jedną z mądrości mistrza Yody nazywając go wielkim filozofem. Na DVD (w edycji kolekcjonerskiej) wśród dodatków znalazł się również utwór „Stardust” wykonany z towarzyszeniem grupy Naturally 7. Już choćby dla tego, absolutnie olśniewającego fragmentu, warto mieć to wydawnictwo. Nowy Jork był dla Michaela Buble miejscem, gdzie rozpoczynała się jego kariera, o czym mówi ze wzruszeniem wspominając swoje dawne występy w klubie Blue Note. Występ przed tamtejszą publicznością stanowił więc niejako powrót do domu. Jak w piosence „Home”, która tutaj doczekała się świetnego, wzruszającego wykonania.
  • Tribute To Andrzej Zaucha. Obecny [Książka+CD]

    Małgorzata Michałowska 2009-07-04

    Godny następca mistrza   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Na początku muszę poczynić pewne szczere wyznanie – był czas, gdy nie znosiłam Kuby Badacha. Z pewnością przyczyniła się do tego niechybna wpadka, jaką była kolaboracja z Robertem Jansonem (ogromnie irytujące „Małe szczęścia”). Ale podejmowane przez niego artystyczne działania w zespołach The Globetrotters i Poluzjanci sprawiły, że zyskał w moich oczach. Dziś nie zawahałabym się nawet uznać go za jednego z najlepszych, a przynajmniej najbardziej interesujących, polskich wokalistów. A wszystko za sprawą pyty „Obecny” z piosenkami Andrzeja Zauchy. To taki album, którego nigdy nie ma się dość, a po pierwszym przesłuchaniu ma się ochotę włączyć go jeszcze raz. Tak zaraźliwa jest energia tej muzyki! Jestem zauroczona absolutnie zaskakującymi aranżacjami bardzo dobrze znanych piosenek takich, jak "C'est la vie", "Wymyśliłem ciebie", czy "Bądź moim natchnieniem" i niesamowitymi wręcz saksofonowymi szarżami Henryka Miśkiewicza. Do tego świetnie brzmiący, mocny głos Kuby. Inna sprawa, że same utwory Zauchy to znakomite kompozycje z niebanalnymi tekstami. Ale nawet taki materiał może zostać zmarnowany, gdy trafi w ręce partacza. Na szczęście tym razem tak nie jest. Wydaje się, że jeden z najbardziej nieodżałowanych polskich wykonawców ma godnego następcę.
  • Manchester
    • Manchester
    • Manchester
    • cena: 36,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Małgorzata Michałowska 2008-12-03

    Męski punkt widzenia   (7 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Zespół Manchester powstał przed dwoma laty w Toruniu. W tym czasie panowie zdołali już zdobyć sobie fanów, występując między innymi na festiwalach rockowych w Węgorzewie i Jarocinie. Popularność przyniosły im również udział w programie "MTV Rockuje" oraz zwycięstwo w tegorocznej edycji festiwalu TopTrendy. W kilka miesięcy po tym sukcesie do rąk słuchaczy trafia ich debiutancki album. To kawał solidnego gitarowego grania, które w oczywisty sposób nawiązuje do brit-popu. Sięgając po ten album nie należy oczekiwać muzycznej rewolucji czy wielkich słów. Znajdą się zapewne osoby, dla których zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej okaże się on zbyt łatwy, za mało rockowy czy wręcz banalny. Mnie jednak przekonuje prostota surowego, choć melodyjnego, grania i szczerość tekstów wyśpiewanych charakterystycznym głosem Macieja Tachera (trzeba przyznać, że urzekający to wokal). Traktuję tę płytę z lekkim przymrużeniem oka. Bo jak inaczej traktować pięciu dorosłych facetów, którzy radzą dziewczynie, by nie oddawała się na pierwszej randce ("Nie na pierwszej randce"), przyznają, że czasami nie mają ochoty na seks ("Ty znów chcesz się kochać") albo tworzą antyfeministyczną piosenkę o jakże znamiennym tytule "Kobiety są złe"? Oczywiście musi do tego dojść piłka nożna ("Man United"). Ta płyta jest niemal jak lekcja poglądowa na temat męskiego świata. Całkiem przyjemna lekcja, którą można często powtarzać, bo nie nudzi.
  • Duety
    • Duety
    • Bogusław Mec
    • cena: 28,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Małgorzata Michałowska 2008-09-15

    Spotkanie osobowości z różnych muzycznych światów   (12 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Bogusław Mec to artysta charakterystyczny. Ciepła, lekko chropowata barwa głosu. Czerń i kapelusz. Tajemnica. Oto pierwsze skojarzenia, które przychodzą do głowy, gdy się o nim myśli. Przed kilkoma laty powrócił z płytą "Recepta na życie". Powrócił jako mężczyzna dojrzały, po przejściach. Dziś na rynek trafia jego nowy, bardzo udany, album. Do udziału w projekcie "Duety" zaproszeni zostali artyści młodego pokolenia. Jedyną premierową piosenkę na płycie Mec zaśpiewał w towarzystwie Petera Getza. Pozostałe utwory znane już są z wcześniejszych wykonań. Przypomniano je, odświeżono. Otrzymały drugie życie. Trzeba przyznać, że niezwykle trafnie dobrano gości do poszczególnych utworów. Do swego największego przeboju - "Jej portretu" - artysta zaprosił Annę Marię Jopek. To powtórka spotkania, które miało miejsce podczas opolskiego koncertu z okazji 80-lecia Polskiego Radia. Justyna Steczkowska, z charakterystyczną dla siebie lekkością, zaśpiewała w "Małym białym psie". Krzysztof Kiljański znów pokazał swój niepowtarzalny urok dżentelmena, a Tatiana Okupnik brzmi jak rasowa jazzowa wokalistka. Swoje miejsce bardzo dobrze odnaleźli również rockowi wokaliści, jak Maciej Balcar, Piotr Cugowski czy Maciej Silski. Kasia Klich z powodzeniem zastąpiła Annę Jantar w utworze "Pozwolił nam los", a Marcin Rozynek świetnie zaprezentował się w "Z wielkiej nieśmiałości". A sam Bogusław Mec? Nie udaje młodzieniaszka. Nie sili się na wokalne popisy. Mimo to jego charakterystyczny głos wciąż brzmi świetnie i może zachwycać. Uznanie należy się także Polskiej Orkiestrze Radiowej pod kierownictwem Wiesława Pieregorólki, która towarzyszy artystom, klamrą - swych niezwykle udanych aranżacji i wykonań - spinając te spotkania osobowości z różnych muzycznych światów. Ten album ma w sobie niepowtarzalny, troszeczkę staroświecki urok. Warto go posłuchać choćby po to, żeby przekonać się, jak wspaniale mogą brzmieć polskie piosenki sprzed kilku dekad. Ciągle młode. Ciągle piękne.
  • ID [Digipack]
    • ID [Digipack]
    • Anna Maria Jopek
    • cena: 43,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Małgorzata Michałowska 2007-05-11

    Uniwersalny język muzyki   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Różnorodnie, ale mimo wszystko spójnie to wszystko brzmi. Nawet, gdyby Anna Maria Jopek śpiewała tutaj tylko "la la la" byłoby pięknie, choć oczywiście teksty są, jak zwykle, znakomite. Urzekający duet z Dhaferem Youssefem, Mino Cinelu wspina się na wyżyny w utworze "Cisza na skronie, na powieki słońce". I to niemal disnejowsko-hollywoodzkie zakończenie Herdzina - świetne. Kayah brzmi momentami wręcz arabsko. Mam nadzieję, że jej projekt nagrania płyty z muzykami z Afryki dojdzie do skutku, bo to może być coś naprawdę niezwykłego. Jest jeszcze Richard Bona, który zdobywa moje serce powoli, ale skutecznie (i nie chodzi tylko o jego obecność na "ID"). Są też wspaniali pianiści i band. Samo zakończenie ostatniego utworu łudzi tym, że za chwilę wejdzie Peter Gabriel i swoim chropowatym głosem zacznie śpiewać: "In this proud land we grew up strong...", czyli jeden ze swych największych hitów "Don't Give Up". Nie jestem znawczynią jego twórczości, ale gdzieś w perspektywie wyczuwalny jest jego ślad, taka duchowa obecność. O pięknej oprawie graficznej albumu nie wspominam - płyty Anny Marii Jopek zawsze stały na wysokim poziomie jeśli chodzi o tę estetyczną stronę. Ta produkcja stanowi wspaniały dowód, że muzyka to uniwersalny język, który nie znosi kłamstwa. Warto po nią sięgnąć, by przekonać się, że nawet najbardziej odważne marzenia mają szansę się spełnić. Spotkali się utalentowani, wrażliwi ludzie, a do naszych rąk trafia niezwykły owoc tego spotkania. Warto po niego sięgnąć.
  • Siesta - Muzyka Świata Vol. 2 - Marcin Kydryński prezentuje [Digipack]

    Małgorzata Michałowska 2006-10-16

    Ciepły, zielony kocyk   (35 z 42 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Pierwsze zetknięcie z płytą, to kontakt z jej okładką, z całą „otoczką” towarzysząca krążkowi. „Siesta” to coś więcej niż płyta. To wydany ze smakiem album. Z przepięknymi zdjęciami M. Kydryńskiego i jego komentarzami do każdego utworu. Co odnajduję po umieszczeniu płyty w odtwarzaczu? Na początku paleta barw - „Lisanga”. Trochę, jak z okładki płyty trzech niezwykłych muzyków, którzy nagrali ten utwór. Ciepły głos Marizy – moje wyobrażenie o Portugalii. Lekkie, jak mgiełka „Ora”, przepięknie obciążone gitarą. Souad Massi – wielka tęsknota w głosie (dlaczego? proponuję zajrzeć do komentarza w książeczce). Bezgraniczną miłości do gitary (wiadomo – Pat). Cudowną ciepłą bossa novę (miłość do gitary podwojona zatem). Anoushkę Shankar, która wycisza, koi duszę. Trudny do zdefiniowania, niezwykłej urody jedenasty kamień. Mari Boine –znów tęsknota, w której przychodzi nam, słuchaczom uczestniczyć; jakże piękna! Ciepło Hiszpanii, a słońcem jest…gitara. Radosnego, plażowego, poprawiającego nawet najgorszy nastrój Richarda B. Zieloną Mayrę Andrade. Tajemniczą Jorane – mój singiel z tej płyty. Po prostu ZJAWISKO! A na koniec rozmaryn - dziwnie znajomy, choć odmieniony, inny niż go znamy. Ta płyta jest jak ciepły, zielony kocyk na zimowe dni. Różni się ona od pierwszej części „Siesty”. Przede wszystkim wydaje się być spójniejsza. Nie znaczy to, że odmawiam pierwszemu krążkowi wdzięku. Oba są piękne. Oba mam w swej kolekcji i jestem pewna, że następny też kupię.
  • Half The Perfect World

    Małgorzata Michałowska 2006-09-05

    Kobieta, wino i śpiew...   (14 z 17 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Śpiewa standardy. Ale robi to niestandardowo. Bo, czy jest jakaś inna współczesna wokalistka, która potrafi zabrać słuchacza w podróż w czasie? Tu nie chodzi jedynie o głos (przywodzący na myśl Billie Holiday), ale o atmosferę, to ledwo dostrzegalne "coś". Leniwie sączące się dźwięki grane i śpiewane z miłością i pasją. Słucha się tego albumu z dużą przyjemnością, bo niesie ukojenie. Bo ta muzyka będzie rozgrzewała, rozświetlała ponure jesienne wieczory. Wspaniałe jest to, że w cenie jednej Madeleine dostajemy gratis K. D. Lang. Ich duet "River" to prawdziwa uczta dla uszu! A na zakończenie "Smile" – bujający, optymistyczny evergreen, który sprawia, że człowiekowi robi się ciepło wokół serca. Warto mieć ten album. Warto mieć z kim go posłuchać. A jeśli zdarzy się przy tym jakieś dobre wino, to każdą jesień czy nawet najgorszą zimę da się przetrwać.
  • Half The Perfect World
    • Half The Perfect World
    • Madeleine Peyroux
    • (towar niedostępny)

    Małgorzata Michałowska 2006-09-05

    Kobieta, wino i śpiew...

    Śpiewa standardy. Ale robi to niestandardowo. Bo, czy jest jakaś inna współczesna wokalistka, która potrafi zabrać słuchacza w podróż w czasie? Tu nie chodzi jedynie o głos (przywodzący na myśl Billie Holiday), ale o atmosferę, to ledwo dostrzegalne "coś". Leniwie sączące się dźwięki grane i śpiewane z miłością i pasją. Słucha się tego albumu z dużą przyjemnością, bo niesie ukojenie. Bo ta muzyka będzie rozgrzewała, rozświetlała ponure jesienne wieczory. Wspaniałe jest to, że w cenie jednej Madeleine dostajemy gratis K. D. Lang. Ich duet "River" to prawdziwa uczta dla uszu! A na zakończenie "Smile" – bujający, optymistyczny evergreen, który sprawia, że człowiekowi robi się ciepło wokół serca. Warto mieć ten album. Warto mieć z kim go posłuchać. A jeśli zdarzy się przy tym jakieś dobre wino, to każdą jesień czy nawet najgorszą zimę da się przetrwać.
  • It's Time
    • It's Time
    • Michael Buble
    • cena: 34,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Małgorzata Michałowska 2005-04-12

    Cudowne evergreeny   (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Kolejna płyta tego kanadyjskiego wokalisty dostarcza porcji wspaniałych, swingujących piosenek, które cały świat zna z wykonań Ray’a Charles’a, Niny Simone czy The Beatles. W interpretacji Michaela te „ciągle zielone” standardy brzmią niezwykle świeżo, zachowując jednak swój niepowtarzalny staroświecki urok. Jedynym zupełnie nowym utworem na płycie jest romantyczna ballada „Home”. Nad produkcją płyty czuwał David Foster, a gośćmi są tu między innymi Nelly Furtado i Chris Botti. Nie łatwo jest tak zaśpiewać dobrze znane utwory, by stały się „twoje”, by tchnąć w nie nowe życie. Nie udało się Rodowi Stewardowi, grupie Westlife, że o Krzysztofie Krawczyku nie wspomnę. Michael Buble to potrafi. Jak nikt inny umie stworzyć niepowtarzalny klimat – poruszyć romantyczną strunę, ale i porwać do tańca. Ten facet kocha muzykę i to się czuje! Zupełnie zaskakująca jest niezwykła lekkość, z jaką przychodzi mu śpiewanie. W czasach, gdy wielu wykonawców sili się na jakąś niezwykłą, nierealną wręcz barwę, głos Michaela brzmi naturalnie i nie męczy. Polecam „It’s Time” wszystkim tym, którzy dosyć mają nastawionych na komercję, jednosezonowych tworów i papki serwowanej przez rozgłośnie radiowe.
  • Worldwide Underground

    Małgorzata Michałowska 2004-05-03

    Po prostu...baduizm!   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wielu twierdzi, że w muzyce soul obecnie nie ma sobie równych. Wielu uważa ją za boginię dźwięku. Dla innych jest niesamowitym zjawiskiem – muzycznym, socjologicznym, czy też jeszcze innym (jakim tylko chcecie). Jedno nie ulega wątpliwości: ma charyzmę i cudowny głos. W tym momencie może paść tylko jedno nazwisko (a właściwie pseudonim, ale co tam): Erykah Badu. Na płytę „Worldwide Underground” fani Eryki Badu czekali aż trzy lata. Jednak ogromna ich rzesza (w tym ja) twierdzi, że było warto. Jest to płyta łącząca w sobie najlepsze cechy jazzu, r’n’b, funky i hip hopu. Teraz zapewne wracasz wzrokiem do pierwszego zdania, które napisałam. Trudno Erykę uznać za artystkę stricte soulową. Ale czy w ogóle muzykę, jej twórców da się zaszufladkować? Nawet jeśli, to z pewnością wymkną się ze swojej szuflady albo trafi do niej ktoś, kto nieźle tam namiesza. Taka jest właśnie Erykah, która dość mocno namieszała w całej muzycznej „szuflandii”. I choć na płycie „Worldwide Underground” znajdziemy zdecydowaną deklarację miłości do hip hopu („Love of my life (an ode to hip hop)”) , to nie ulega wątpliwości że nie tylko hip hop jest bliski Badu. Wiele jest tu zabawy brzmieniami i stylami. To właśnie charakteryzuje jej muzykę – eksperymentowanie, improwizacja, oryginalność. Gdzieś obok tego wszystkiego jest wierność swym korzeniom. Trudno przecież zmienić kolor skóry (Michael Jackson jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę). Z resztą nie w tym rzecz. Eryka Badu jest oryginalna, bo potrafiła harmonijnie połączyć wiele muzycznych światów, czego chyba nikt przed nią nie odważył się zrobić, a czego dowodem jest właśnie „Worldwide Underground”. Muzyka płynie, litery zapełniają ekran komputera. Jest spokojnie, rytmicznie, nastrojowo. Taki jest właśnie baduizm...

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Nowości - polecamy!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!