stały recenzent  Wojciech Zawiliński

"My eyes open with dawn. The Sun Shines on my face. I will die someday, until that day, I embrace the knowing" (Paul Kuhr - Awaken). Łowca dzikich świń oraz dobrego towarzystwa, ambitnego kina, gór (zwłaszcza Bieszczadów), azylu literatury i kontemplacji muzyki, scrabbli + parę rzeczy, o których jeszcze nie wiesz... Promotor dębickiego zespołu ILLUMINANDI - przedstawiciela 'mocnego uderzenia' z pozytywnym przesłaniem: rock/ metal z el.muzyki klasycznej (skrzypce, wiolonczela). Strona zespołu: www.illuminandi.kdm.pl

Rekomendacje:

  1. Rozalia i Trufel
  2. Podręczny nieporadnik. Młotek

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 22

  • www.1944.waw.pl
    • www.1944.waw.pl
    • Marcin Ciszewski
    • (towar niedostępny)

    Wojciech Zawiliński 2009-06-12

    Jeszcze raz "godzina w"...   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    …po zaskakującym i niezwykle wciągającym alternatywnym epizodzie kampanii wrześniowej, którym uraczono nas rok temu, mamy wreszcie kolejną ucztę – krwistą konfrontację mrocznej historii z nowoczesnością w polskim wydaniu. A że mateczka historia mocno nas sponiewierała, tym bardziej fascynujące stają się rozważania na temat możliwych zmian naszych losów. Zwłaszcza budzących takie emocje jak powstanie warszawskie. Dalsze losy znanych już nam bohaterów absorbują w równym stopniu, emanują szybkim rozwojem zdarzeń, urzekają soczystym językiem. I wbrew pozorom niedowiarków, są logiczne. Oczywiście w dopuszczalnych granicach – walka staje się bardziej wyrównana, wróg wcale nie stoi na straconej pozycji a częste zwroty akcji wciąż zaskakują. Autorowi udało się poprawić styl (w telegraficznym skrócie - nie powtarza się już aż tak, co rusz denerwująca mantra, że dany bohater jest już np. pewny danej decyzji i zaraz za nim idzie stwierdzenie, że nie mógł się bardziej mylić) a także chyba bardziej wszystko przemyśleć – konfrontacja nie jest już nieustanną jatką za sprawą przewagi nowoczesnej technologii a tym samym szczegółowe opisy broni nie mają już takiego znaczenia. Realia historyczne naprawdę wiernie zostały oddane, na szczęście nie ma potknięć jak w pamiętnej dacie epilogu. Ciekawi mnie, czy opowieść jest już zamknięta? Wszak do opisania pozostał szmat czasu z wojennego kalendarza – interesująco zwłaszcza jawi się postać majora Wojdyńskiego i jego podziemna odyseja. Choć kusi też historia pułkownika Grobickiego i jego kompanów w USA tego okresu, kiedy jak się okazuje – znajomość wydarzeń historycznych i możliwość czerpania z tego niewątpliwych zysków, klasyczny powrót do przeszłości, okazuje się nie do końca różowa. Na tyle, że decydują się na ryzyko krótkiego jak mniemają powrotu do okupowanej Polski roku 1944. Trzymam kciuki za rozwinięcie. Klimat www.1939-1944.pl osobiście kojarzy mi się z „Jeszcze raz Pearl Harbor (The Final Countdown)”, gdzie współczesny lotniskowiec amerykański wpada w czarna dziurę i zostaje przeniesiony w czasie do chwili japońskiego ataku: czy w takiej sytuacji wolno ingerować w historię? W filmowym przykładzie (podawanym zresztą przez samego Marcina Ciszewskiego za inspirację) nie dochodzi do konfrontacji, tutaj mamy wręcz odmienną sytuację. Podoba mi się jednak jeszcze jedno rozwiązanie przyjęte przez autora – historia zdecydowanie nie lubi ingerencji… Trudno mi się wypowiadać jak druga część broni się osobno, ja miałem przyjemność poznać obydwie części z niewielką przerwą. Przyjemność gwarantowana!
  • Prawie dzieciństwo

    Wojciech Zawiliński 2009-05-04

    Czerwono biało czerwone dzieciństwo z wyblakłymi śladami po swastyce   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nikt nie lubi, kiedy zapowiedzi, opisy a także nawet recenzje danej książki okazują się niepełne i wybrakowane. Owszem, opinia J. Kurkiewicza z marcowej GW (ach, czekanie „świra” na wtorki i te parę stron poświęconych zapomnianej kulturze książki…) i porównanie, że gdyby „Sempé i Goscinny postanowili opowiedzieć o przygodach Mikołajka w epoce komór gazowych, ich książka wyglądałaby mniej więcej tak jak powieść Hansa-Georga Behra”, jest niewątpliwie oryginalna i nawet momentami trafna. Nadal jednak zdecydowanie siła ciężkości (i tak jest praktycznie wszędzie) rozłożona jest na okres dzieciństwa w latach wojny, w mocny sposób opisany przez Autora. Wbrew pozorom równie ważny stają się jednak dla bohatera powojenne lata, które tak naprawdę zajmują ponad połowę opowieści. Gdyby tak było, historia skończyłaby się na rozpaczliwym szturmie brata w mundurze Hitlerjugend na sowieckie czołgi i wieści o śmierci siostry, która zażyła cyjanek ponieważ „nie chciała być zhańbiona przez Murzyna” po wkroczeniu Amerykanów a najpóźniej po śmierci ojca po procesie norymberskim. Owszem, przeszłość rodziny oraz innych, nierzadko podłych, ludzi ma duży wpływ na całość. Czarny humor w narracji głównego bohatera – Dziecka, przeradza się w równie wciągającą relację Chłopca, cały czas snującego opowieść w trzeciej osobie. Nie traci jednak na ostrości, pozornie naiwnych wnioskach, które obnażają mroczne i często absurdalne strony natury ludzkiej. Dojrzewanie, poznawanie świata, na którym ciąży grzech wojny i nazizmu, a na którego podwórku rządzą okupanci. Niedostatek i niezawinione krzywdy – równie mocny wpływ na bohatera wywiera powtarzający się molestowania seksualnego przez innych (wśród których postać jeńca odgrywa jedną z mniejszych ról), mimo swej powtarzalności pomijany w opiniach, może ze względu na to, że faktycznie jest odpychający, tak jak na to zasługuje. Świat sporej liczby postaci traci podstawy i ulega rozsypce albo przyjmuje karykaturalne formy w nowych realiach. Czy prawdziwie? Mimo uniku Behra - "Wszystkie wydarzenia są zmyślone, wszystkie podobieństwa zamierzone", można odnieść wrażenie, że opisanie niejednych wydarzeń stanowiły dla niego formę psychoterapii. Zamknięcie się w sobie i bierne oczekiwanie na czternaste urodziny, utożsamiane z mityczną dojrzałością staje się jedynym wyjściem. Księża ze szkoły stają się prześladowcami, rodzina – matka, konserwatywni dziadkowie również ponoszą porażkę. Najbardziej jednak fascynujące są osoby, które podejmują walkę i starają się sobie z tym wszystkim radzić. Do ich grona należy Dziecko, które staje się Chłopcem a w końcu Mężczyzną, który podejmuje ucieczkę – do wolności. Chciałbym wierzyć, że mu się udało.
  • Królestwo piekieł. Powstanie Warszawskie

    Wojciech Zawiliński 2008-12-02

    Podpucha z warszawską barykadą w dalekim tle   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Cóż, jeśli ktoś lubi takie opowiadania, proszę bardzo. Całość stanowi stylizowaną na wspomnienia żołnierza karnej kompanii opowieść - z pierwszej ręki, zbrutalizowaną, schematyczną, z pruskim drylem w hitlerowskim wdzianku, z zidiociałymi dowódcami oraz mięsem i bebechami na wierzchu. Jeśli ktoś przebrnie przez rzeź cofającego się frontu wschodniego i opisy rosyjskich gwałtów, to dotrze do tytułowej historii.
  • Wojciech Zawiliński 2008-01-26

    Najpiękniejsza rzecz na świecie - wyobraźnia w wyśmienitym humorze   (10 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)

    W fotelu Mistrzów słowa rozsiada się imć pan Zagłoba z okularami na czubku nosa, puszczający co chwilę oko do słuchającej go młodszej i całkiem już dorosłej dziatwy. Powoli rozkręca się, jak świat w Dolinie Tove Jansson budzi się do życia po zimie, bawiąc nas wciąga w kolejną zasadzkę, która niejednego zdawałoby się uodpornionego Piżmowca wyprowadziłaby z równowagi. Autentyczna radość, która płynie z czytanych wersów, kolejnych kwestii odkrywanych na nowo bohaterów, sprawia, że trudno sobie później wyobrazić genialne puenty Ryjka, sceptyczne uwagi Paszczaka, entuzjazm Muminków bez oddania ich głosem Krzysztofa Kowalewskiego. Wszystko przepełnione emocjami, prawdziwie oddającymi charakter Muminków, odmiennie od królującej ostatnimi laty niezmiennie pozytywnej japońskiej animowanej adaptacji (skądinąd na swój sposób również uroczej) niemalże namacalnie dzieląc z nimi zarówno radości i fantazje, jak i strach (ach, ta zmora dzieciństwa - Buka!), kłótnie oraz troski. Przeżywamy nieszczęście Paszczaka, który traci sens życia, będąc posiadaczem już pełnej i niewymagających dalszych uzupełnień kolekcji znaczków i nagle rzucamy się w wir poszukiwań na nowo narodzonego botanika. Podfruwamy na własnym obłoku, odczarowujemy Króla Kalifornijskiego, wrzucamy przypadkiem lub z premedytacją kolejne dziwne rzeczy do czarodziejskiego kapelusza z jeszcze dziwniejszym skutkiem, bronimy skarbu Topika i Topci, żegnamy Włóczykija, rzucamy się w wir poszukiwań torebki Mamusi Muminka, targujemy z Czarodziejem podczas sierpniowego festynu. Aż chłodnia jesień wkroczy do krainy Muminków, gdyż inaczej jakże miałaby przyjść znów wiosna? Tysiące zaskakujących arcyzabawnych sytuacji - zdawałoby się już zapomnianych a zawierających skrytą mądrość autorki, która stworzyła tak piękną krainę i zaludniła ją mieszkańcami, którzy stają się nam jeszcze bliżsi. Całość zaleca się słuchać na sposób indiański. Cichaczem chichocząc, aby w drodze do pracy inni pasażerowie nie przyglądali się nam z rosnącym niepokojem.
  • Wojna Iwana. Armia Czerwona 1939-1945

    Wojciech Zawiliński 2007-10-08

    Ponure losy wojny   (16 z 31 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Konfrontacja z wyobrażeniami na temat sowieckiego żołnierza, tytułowego Iwana, powala tysiącami szczegółów i historii, nierzadko dopiero po upadku Imperium mogących również mieć właściwe miejsce w opowieściach. Od bliskiej klęski po ostateczne zwycięstwo okupione wielkimi stratami. Od nieprzygotowanej armii miotającej się w fińskiej zimowej pułapce po chaos odwrotu aż po przełomy pod Stalingradem i na łuku kurskim oraz drogę do Berlina i zapomnienie weteranów. Miejscami można wyczuć, że jest to książka tworzona docelowo dla "uniwersalnego" czytelnika. Tym niemniej to akurat cieszy, ponieważ modne ostatnimi "dostosowywanie" stwarzało nierzadko sztuczne wrażenie i rodziło pytania, co niby miało być dla nas niezrozumiałe, że zostało zmienione lub usunięte w polskim wydaniu. Przez nasz kraj bowiem Armia Czerwona idzie jak w 44/45 roku - jak burza. Wobec skali późniejszej wojennej zawieruchy 1939 rok to marginalny, ale uczciwie podsumowany epizod. Wyzwalanie litewskiej ziemi z Wilnem na czele lub sprowadzanie Lwowa do ukraińskiego tła to już jednak zbytnie uproszczenie. Tym niemniej zagotowałem się mocno naprawdę tylko raz, gdy w podsumowaniu zagłady powstania warszawskiego autorka przychyliła się do stwierdzenia, iż Stalin nie był w stanie udzielić mu pomocy. W ten sposób Catherine Merridale dociekliwa w poszukiwaniu prawdy w wyidealizowanych wspomnieniach weteranów oraz przemilczeń w oficjalnych a także utajnionych dokumentach okazuje miejscami swoją słabość. Wszystko na szczęście blednie wobec ogromu całości, bo jak prześledzić losy zbiorowości, z której jedna trzecia zmobilizowanych (8,6 mln - z niektórych roczników 90%) nie doczekała końca wojny a wielu paradoksalnie czekał gorszy los niż napiętnowanych jeńców wojennych. Nie upiększa niczego, nie przemilcza gwałtów i okrucieństw zarówno jednej jak drugiej strony. Przemyślana kompozycja, po której kalendarium przegląda się jak napisy końcowe filmu, które przykuwają uwagę, nie pozwalając opuścić seansu. Drażni pewien zabieg redakcyjny - przypisy autorki są zamieszczone na końcu (o dziwo w odróżnieniu od sporadycznych uwag tłumacza), choć poza suchymi odniesieniami do bibliografii zawierają momentami istotne i ciekawe spostrzeżenia, które wyrwane z kontekstu tracą sens a nikt nie będzie co rusz przerzucał stron. A lektura wciąga jak rzadko, pozwalając zrozumieć zagubienie i częste niezrozumienie charakteru tytułowego Iwana, oddając honor jednostce. Niby pionka historii a przecież człowieka jak każdy z nas. Oskarżanego a tak naprawdę nieprzygotowanego, młodego chłopaka, który nie był niczego sam winien, a jakich tysiące znalazły ostatni spoczynek również w naszym kraju. Rekomendacja społeczności Merlina rozwiewa większość wątpliwości - zasłużony bestseller ostatnich tygodni. Dla pasjonatów historii II Wojny Światowej, wielu duszach wychowanych kiedyś na książeczkach z Żółtym Tygrysem i nie tylko pozycja obowiązkowa.
  • O bibliotece

    Wojciech Zawiliński 2007-10-06

    Wspaniały wykład, świetna lekcja, krótka książka i pobieżny mini-przewodnik

    Niejako w ramach polemiki z wcześniejszymi opiniami... Daleki jestem bowiem od bezgranicznego zachwytu nad tą książeczką, nad którą być może właśnie się zastanawiacie. Owszem, U. Eco jak zawsze przedstawia swoje racje jak zawsze błyskotliwie i nie bawi się tutaj w czasami utrudniające kontakt mniej wprawionym czytelnikom zawiłości językowe, w których jest także mistrzem. Tym niemniej chciałbym zauważyć, że jest to naprawdę drobiazg - bardzo ładnie wydany, ale nawet za tak przystępną cenę jest to lektura na jedną podróż do pracy a i tak bez pośpiechu i z należytą uwagą. Owszem, ujmuje ujęcie symetrii panującej w biblioteki, jej ideały (wobec których zachwyt nad stołecznym BUW-ie blednie), przemyślenia na temat rozwoju mimo upływu czasu (odczyt wygłoszony został w 1981 roku) nadal aktualne. Czytając błyskotliwe wywody uśmiecham się dodatkowo przypominając sobie na skutek zawartego w nich humoru jak to w komedii UHF stacja telewizyjna emituje pogram "Conan the Librarian", w którym bibliotekarz o wyglądzie wojownika mścił się na czytelnikach przetrzymujących książki. Wszak 19. punktowy wzorzec anty-biblioteki, to prawdziwy majstersztyk. Przy nim perypetie każdego z nas bledną, tak jak chociażby moja kara za przetrzymanie książek wypożyczonych pod koniec czerwca, naliczona mimo tego, że... biblioteka w lipcu i sierpniu była zamknięta z powodu remontu. Doskonały wykład - połączenie harmonii bibliotecznego modelu wszechświata momentami z prawdziwym kabaretem. Jeśli jednak miałbym wybierać, wolałbym zdecydowanie dołożyć i zdobyć coś utrzymanego w podobnym stylu - najnowszy zbiór "Rakiem...", może brakujący tom "Zapisków na pudełku od zapałek" czy wznowiony ostatnio "Diariusz najmniejszy", ale mając fioła na punkcie autora, wszystko mam. Przyznaję, bardzo ucieszyłbym się dostając "O bibliotece" jako prezent - skromny, gustowny, mądry. Niestety, sam kupiłem...
  • Tylko krótko, proszę

    Wojciech Zawiliński 2007-09-18

    Tęsknota za normalnością...   (7 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Political fiction - polityka bez jadu, żółci. Prezydentura odmienna od naszych - mądra, z charakterem właściwym tylko Czechom, ale skromna, z klasą, taka, jaką chcielibyśmy widzieć. Prezydent - dramatopisarz Havel zafundował nam prawdziwą ucztę dla wymagającego czytelnika i lekcję sprawowania władzy zarazem. W rytmie teatralnej niemalże mantry przewija się wyciąg najbardziej smakowitych z kilku tysięcy stron poleceń, przekazywanych podczas prezydentury współpracownikom z Kancelarii a zachowanych na osobistym komputerze, z którego obsługą sam autor, jak się jednocześnie przyznaje, miał problemy. Przez całość przewleczone są misternie odpowiedzi na wywiad, będący kontynuacją legendarnego "Zaocznego przesłuchania", dzięki czemu poznajemy również wydarzenia wcześniejsze, które wyniosły Havla na Hrad. Zwieńczenie stanowią zaś osobiste notatki, jak chociażby refleksje z wizyty w Stanach, w których na pierwszym planie jest niemalże rozbawienie różnicami kulturowymi, dopiero potem np. dyplomacja. Wszystko nieco w pośpiechu, do czego autor sam się przyznaje, uświadamiając sobie prawdę, iż zostało mu niewiele czasu. Zdrowotne perypetie pospołu z osobistymi sprawami odgrywają wszak niepomniejszą rolę. A na razie bawi nas relacjami z walki z przemówieniami, które konsultuje non stop z "tradycyjnymi uwagownikami", dziękuje krajowemu ruchowi oporu za działalność podczas wyjazdów zagranicznych, oddaje koszule do prania, opowiada o kopaniu pod stołem jednego z własnych ludzi podczas negocjacji z komunistami, odsłania kulisy rozwodu ze Słowakami, martwi się czy żarówka w szafie, aby nie przeszkadza nocującemu w niej nietoperzowi, komentuje zmiany na karuzeli politycznej... Rzecz niespotykana - nie znajdziecie drugiego takiego polityka, który jednocześnie udostępni swoje wystąpienie na temat drażliwych roszczeń niemieckich z ich prezydentem, aby ten mógł je od razu skomentować, urwie się po operacji, nie mogąc opuścić ważnego głosowania a jednocześnie przyzna, że dokonał czegoś niemożliwego, czyli skończył swoje orędzie noworoczne. W rezultacie mamy pieczołowity i osobisty, niepozbawiony humoru, ale również dystansu zapis przeszło kilkunastu lat życia bezpośredniego uczestnika wielkich przemian naszego świata, który miał to przynależne nielicznym szczęście, że mógł na nie wywierać wpływ. Sam zresztą przyznaje, iż uważa to za ogromny dar losu. Pragniemy poznać od razu jak najwięcej opowiedzianych przez niego historii a z drugiej dawkować przyjemność lektury takiego dzieła, aby starczyło na jak najdłużej.
  • Louis de Funes. Nie mówcie o mnie za dużo

    Wojciech Zawiliński 2007-09-06

    Któż z nas nie śmiał się na filmach z jego udziałem?   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Letni wysyp premier wśród lektur przynosi oddźwięk sporego zainteresowania chociażby biografiom. Ot, schlebianie ludzkim gustom. Niekiedy jednak wśród nich znajdują się jaśniejsze, całoroczne brylanty. Tak jak wspomnienia synów Luisa de Funes'a, poświęcone ojcu, mistrzowi francuskiej komedii. Odkąd pamiętam, czyli od małego brzdąca, zaśmiewałem się przy wygłupach charakterystycznego "łysielca" z Francji, który powalał ekspresyjną grą i fajerwerkami gagów oraz tysiąca min. A teraz mam przyjemność polecić w formie przypomnienia książkę, która go przybliża i co poniektórym ponownie przywraca. Uświadamia, iż nie wziął się znikąd jak meteor, ukształtowała go rodzina i naprawdę ciężka praca a u podstaw sukcesu leżało bogate doświadczenie. Na przeciwnym biegunie są już wspomnienia rodzinne, nawyki, przywary i anegdoty, które pokazują, że w grze odtwarzanych przez aktora postaci niekiedy niemalże zawierają się - co chyba nie zaskakuje - jego własne prywatne zachowania. Całość pokazuje również drugą stronę sukcesu - reakcje i zazdrość ludzi, utratę prywatności, poświęcenia przy realizacji poszczególnych projektów. Niezależnie od tego pokazuje także to, jak duży sukces odniósł sukces de Funes, pozostając nadal sobą. Ciekawe ujęcie stanowi pryzmat także pracy w teatrze. Bracia Patrick i Olivier świadomie uniknęli z założenia łatwych wzruszeń, wspomnienia zamykając przed odejściem Mistrza. Tym samym poświecili je temu, co najważniejsze -pełni życia. Owszem, pozostawia to pewne niedopowiedzenia - niektóre sprawy potraktowane są marginalnie. Zapewne polski widz chciałby wiedzieć więcej na temat kulis serii "Żandarmów", ale może skoro dla rodziny najpopularniejsze pozycji z filmografii nie były aż tak ważne, to może również dla niego? Niektóre pozycje z filmografii miały różne recenzje w francuskiej prasie, tego tutaj też nie znajdziemy. Ze strony polskiego wydawcy są tez pewne niedociągnięcia - tłumacz niekiedy pozostawił, na szczęście sporadycznie, francuskie tytuły. Nie każdy wszak musi wiedzieć od razu, iż anegdota o "Le Corniaud" dotyczy perypetii na planie "Gamonia". Porządna zaś nota biograficzna, filmografia i lista występów w teatrze aż prosi się o uzupełnienie o plakaty, przynajmniej z najbardziej znanych filmów, które stanowiły grę samą w sobie. Razi też nieco, iż mimo relacje dotyczą czasów nie aż tak znowu odległych, zdjęcia są czarnobiałe. Tym niemniej zapewne taki zabieg podrożyłby pozycję, przez co nie byłaby aż w tak przystępnej,biorąc pod uwagę przyjemność lektury, cenie. W niektórych większych tradycyjnych księgarniach trudno znaleźć niniejszą pozycję - pracownicy umiejętnie wstawiają ją do działu filmowego i zapominają o niej. W Merlinie to nam nie grozi, chociaż na pewno odnośnik przy filmach z aktorem na pewno pomógłby wzrostowi zainteresowania książką. Dość słabo wypromowaną, a zasługującą na uznanie. Wszak wielbicieli talentu Louisa de Funes'a nigdy u nas nie brakowało.
  • Praga. Miasto jak na dłoni
    • Praga. Miasto jak na dłoni
    • (towar niedostępny)

    Wojciech Zawiliński 2007-09-06

    W Pradze jest naprawdę pięknie

    Wspaniałe miejsca z własną historią za każdym rogiem - w dodatku "stadami". Nic dziwnego, że zabytki, "miejsca kultowe" cieszą się aż takim zainteresowaniem turystów. Dodajmy specjały czeskiej kuchni i wyborne miejscowe piwo. Mimo, że od przybytku głowa ponoć nie boli (nieważne czy do Pragi wybieracie się - o zgrozo - tylko na weekend czy na cały tydzień), przydaje się zawsze pomocna dłoń. Taką właśnie rolę pełni niniejszy przewodnik. Mimo, że data wydania nie napawa zbytnim zaufaniem, to wyjąwszy informacje zwłaszcza na temat cen (chociażby świetnej Karty Praskiej umożliwiającej darmowy wstęp do wielu miejsc i dającej spore oszczędności - obecnie 4-dniowej za 740 KC zamiast 3 dni i 490 KC dla osoby dorosłej) czy zapewne noclegów i niesprawdzonych przeze mnie polecanych lokali i restauracji, to reszta po prostu zaskakuje prostotą i genialnością rozwiązania. Nie jest to przewodnik po mieście w pełnym słowa znaczeniu, ani superdokładna mapa, prędzej plan sześciu wielkich, najbardziej uczęszczanych dzielnic. Do każdego z nich można w bardzo prosty sposób uzyskać osobno dostęp, rozkładając poświęcone mu strony na rozmiarze równej czterem stronom podanych wymiarów, mamy wszystko, co potrzebne. Czytelną mapkę z zaznaczonymi atrakcjami, sensowny opis tych największych oraz na górze i na dole zdjęcia pomagające zorientować się w okolicy i odnaleźć poszukiwane obiekty. Plus informacje praktyczne na poprzedzających plan dzielnicy stronach. Całość wydana w utwardzonej, elastycznej okładce - strony na grubym papierze, odporne na zniszczenie i wielokrotne powroty do Pragi. Owszem, chcąc wiedzieć więcej na temat odwiedzanych miejsc, zaopatrzymy się w grubszy przewodni wydany w roku wyprawy, góra rok wcześniej. Szukając noclegu i dojazdów kupimy aktualną mapę, sprawdzimy zmiany cen i tras komunikacji miejskiej, wydrukujemy sobie to i owo z Internetu. Ale nie musimy tego wszystkiego targać non-stop ze sobą! Tylko dzięki temu zgrabnemu szpargałowi hop-siup, rozłożymy strony i momentalnie będziemy wiedzieć, gdzie jesteśmy i jak do kolejnego magicznego praskiego zakątka skierować swe kroki.
  • Praga - przewodnik Baedeker

    Wojciech Zawiliński 2007-09-06

    Najlepszy obecnie dostępny towarzysz włóczęgi po praskich uliczkach!   (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nieważne, czy jesteśmy weekendowym, czy - jak to w polskiej turystycznej tradycji bywa - długoweekendowym gościem w czeskiej stolicy. Nieistotne, czy będziemy chcieli biegać po praskim bruku z wywieszonym językiem od jednego miejsca do drugiego, czy też na spokojnie, w swoim rytmie chłonąć jego historię. Bez znaczenia, czy planujemy wspinać się na kolejne wieże, skakać z praskich mostów rozpiętych nad Wełtawą do zadymionych piwiarni, czy przesuwać się przed obrazami w ciszy galerii. Pal licho, czy wolimy wyprażany syr z hranolkami, czy gulas i bramborove knedliky. Oto przewodnik, który nam wszystko ułatwi. Jeśli tylko postaramy się o niego przed wyjazdem, mamy szansę przynajmniej nie przeoczyć tego, na czym najbardziej nam zależy. Rekomendacje, historie wszelakie, porady, fakty, przemyślane trzy trasy praktycznie całodniowych wycieczek, słowa zachęty do odwiedzin także okolic Pragi, dokładne opisy każdej atrakcji (największe w prezentacji 3D!), jasno wyjaśniona lokalizacja i dojazd, umiejętnie wplecione ciekawostki, okraszające całość świetne zdjęcia, które chciałoby się samemu pstrykać. Wykonanie też niczego sobie. Okładka miękka, ale ma dodatkową folię i bez kłopotu mieści się w schowku na mapę. Raczej przeznaczona dla kierowców - brak w niej aktualnych rozkładów jazdy linii autobusowych. Drobiazg, który jednak mógłby pomóc; po Pradze nie warto poruszać się inaczej niż komunikacją miejską (Polak może się nabawić chorobliwej zazdrości- jak ona działa!), o trzech liniach metra nie wspominając. Uwaga! Przewodnik stwarza niebezpieczeństwo! Kto przeczyta - Pragi nie opuści. W połczeniu z własnymi doświadczeniami przewodnik idealny!
(Stron: 3)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!