Rafał Chojnacki
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 96
-
- Hello Pig
- The Levellers
- (towar niedostępny)
Rafał Chojnacki 2008-08-19
Lepsza wśrod gorszych
Najfajniejsza okładka płyty grupy Levellers jaką widziałem. Mimo to do płyty podchodziłem z obawami. Słyszałem, że to najmniej folkowa pozycja w ich dyskografii. Od razu uspokajam, że to nie do końca prawda, ale jeśli tak dalej pójdzie, to kto wie czy zdecyduję się zamieścić tu recenzję kolejnego albumu. "Happy Birthday Revolution" - czyżby Levsi chcieli się załapać na popularność Che Gevary i Buena Vista Social Club ? No, ale nie ma tu takiej muzyki, po prostu piosenka opowiada o kubańskiej rewolucji. "Invisible" - dziwny utwór, trochę w ich stylu, ale nie do końca. Jakiś taki dancingowy. No i wokal Marka jest w pewnych frazach nieco przesterowany. Całość jedzie mi psychodelią Beatlesów. Kolejny kawałek to "The Weed That Killed Elvis". To z kolei jakby ktoś chciał oddać klimat płyty "Achtung Baby" U2. Tylko że ja nie przepadam za tą płytą. No i wreszcie wracamy do starych Levellersów. Fortepian, gitara, mandolina i kolejne instrumenty. "Edge Of The World" to jeden z moich faworytów na tej płycie. Echa starego stylu pobrzmiewają też w "Do It Again Tommorow", z lekkimi orientalizmami, lecz również z naleciałościami jakiegoś brit-popu. Skrzypce w "Walk Lightly" pasowałyby raczej do Starego Dobrego Małżeństwa niż do Levellersów, piosenka dość spokojna, ale daleko jej do balladowych hitów grupy. "Voices on the Wind" piosenka sama w sobie bardzo levellersowa i ogólnie fajna, ale wykonanie (zwłaszcza wokal i coś co hałasuje) zupełnie nie do przełknięcia. Muszę poszukać wersji koncertowej. "Sold England" utwór trochę nijaki, brakuje mu czegoś, a może czegoś jest za dużo? Chórki? Ładne głosiki i jeszcze jakieś "uuu" w tle w zwrotkach. O co chodzi? "Modern Day Tragedy" - ja przewijam, nie da się słuchać. No i znowu to co lubię - "Dreams". Nie można takich płyt nagrywać? Utwór nie jest doskonały, ale dużo powyżej średniej. W "61 Minutes od Pleading" znów mamy echa muzyki dotąd Levellersom obcej, jednak wracają też na swoje podwórko. Z kolei "Red Sun Burns" to świetna folkowa (!) ballada. Jeśli ktoś nie chce słuchać całej płyty, niech poszuka chociaż tego kawałka (no i może jeszcze kilku innych). Na zakończenie "Gold and Silever", też dobry otwór, zalatuje trochę solowymi dokonaniami Boba Geldofa, ale to akurat nie zarzut. Reasumując płyta dziwna. Nie polecam w całości, ale są kawałki, których cieszę się że nie przegapiłem. -
- Zeitgeist
- The Levellers
- (towar niedostępny)
Rafał Chojnacki 2008-08-19
Najlepsza płyta "środkowego okresu"
Mglisty i dżdżysty dzień. Aby wstać do pracy i móc robić coś więcej niż tylko o ospale gapić się w monitor, potrzebowałem czegoś jeszcze, poza kubkiem gorącej kawy. Walkman był dobrym rozwiązaniem. Jeśli jedzie się do pracy ponad godzinę, to można sobie uprzyjemnić czas słuchaniem muzyki. Wahałem się pomiędzy pierwszą płytą The Clash a czymś Carrantuohilli. No i stanęło na Levellersach. Jako że moje dwie ulubione płyty ("Levelling The Land" i "Waepon Called The Word") mam tylko w postaci CD, musiałem zadowolić się późniejszymi nagraniami grupy. Z domu wyszedłem przy dźwiękach "Hope Street", radosnych i skocznych, z fajnym riffem. To jeden z większych przebojów grupy (teledysk w MTV i wysokie pozycje na listach). Faktycznie wybór płyty był dość dobry, bo kilka tu kawałków niemal punkowych, a Jon niekiedy wcale nie oszczędza swych skrzypiec. Do tramwaju wsiadałem przy spokojnych, jak najbardziej folkowych rytmach "Maid Of The River". Zmiana środka komunikacji przy akompaniamencie "Fantasy", lekko punkowego i dość radosnego utworu. Hmmm... to już druga strona kasety. Bardzo lubię "PC Keen" i "Leave This Town". Ogólnie płyta znacznie lepsza od swej poprzedniczki (mowa o studyjnym albumie "Levellers") i następczyni ("Mouth To Mouth"). Należy dodać że to pierwsza płyta, której reedycji dokonano oficjalnie w Polsce. Podobnie było z kolejną ("Mouth to Mouth"), oraz ze składanką typu "the best" ("One Way Of Life"). Chyba jednak kiepsko się sprzedawały, skoro ostatni album ("Hallo Pig") już nie doczekał się reedycji. Wyjątkowo mało tu New Model Army (za ich kontynuatorów uznawano kiedyś Levellersów), ale to chyba dobrze, w końcu to zespół Levellers nie NMA. -
- Azaran [Digipack]
- Lautari
- cena: 42,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Rafał Chojnacki 2008-08-19
Niesamowita muzyczna podróż (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Od lat z ciekawością obserwuję poczynania Michała Żaka, od czasu jego pierwszych celtyckich projektów, do dziś. Kiedy pojawił się w składzie Lautari (moja ówczesna wiedza na temat tego zespołu ograniczała się wówczas do przesłuchania ciekawej acz nie pasjonującej płyty "Muzica Lautareasca Nova"), koniecznie chciałem posłuchać jak razem brzmi ta grupa. Okazało się że to bardzo ciekawy pomysł, zwłaszcza że wystartowali wówczas z programem "O poszukiwaniach ptaka Azarana". Muzyka kręgu kultury bizantyjskiej, przetransponowana przez doświadczenia członków zespołu okazała się tematem bardzo nośnym. Efektem pracy nad tym programem jest właśnie płyta "Azaran". Jest to na pewno muzyka ludzi z olbrzymią wyobraźnią. Delikatnie wplatane motywy tradycyjne, współczesne kompozycje autorstwa członków zespołu i niesamowity feeling, który pozwala muzykom na bardzo swobodne myślenie o muzyce - to przede wszystkim wielkie atuty Lautari na tej płycie. Słychać tu też nić porozumienia jaką nawiązali muzycy z tradycyjnymi motywami. Sporo tu jazzu, ale raczej w sposobie myślenia o muzyce, niż w samych dźwiękach. To raczej brzmienia otwartych przestrzeni niż zadymionych klubów. -
- Świat bez końca
- Ken Follett
- (towar niedostępny)
Rafał Chojnacki 2008-06-05
Mało solidne filary (1 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Powieścią "Filary Ziemi" Ken Follett zaskoczył wszystkich. Czytelnicy i krytycy przyjęli tę książkę z dużą dozą pozytywnych recenzji. Nic więc dziwnego, że autor zdecydował się kontynuować rozpoczętą opowieść. Choć akcja "Świata bez końca" rozgrywa się 200 lat później, to nie ma wątpliwości, że to druga część cyklu, śledzimy bowiem losy potomków bohaterów "Filarów...". Pierwsza powieść awanturniczo-przygodowa Folletta, osadzona w historycznych realiach średniowiecznej Anglii była bardzo świeża - zarówno pod względem treści, jak i formy. "Świat bez końca" niestety nie ma już tej świeżości i oryginalności. Fakt, że autor przesunął akcję kolejnego tomu o kilka pokoleń naprzód, zmienia jedynie realia. Wciąż jednak tłem jest walka o władzę, a bohaterowie wikłają się w intrygi. Saga historyczna nie może się też obyć bez romansu, Follett nie stroni więc również od takich wątków. "Świat bez końca" to solidne "czytadło". Szkoda tylko, że zachęcony lekturą "Filarów Ziemi" w gruncie rzeczy musi być zniechęcony kolejnym tomem, który sprawia wrażenie dopisywanego na siłę. W ten oto sposób sprawny pisarz dyskontuje własny sukces. Aż strach pomyśleć co będzie dalej, podejrzewam, że skuszony mamoną autor ciekawych thrillerów może na stałe przerzucić się na historyczne produkcyjniaki. -
- Telefon komórkowy Nokia 5200 Black
- (towar niedostępny)
Rafał Chojnacki 2008-06-05
Gustowny telefon (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
O tym, że ta firma potrafi robić dobre telefony komórkowe nie muszę chyba nikogo przekonywać. Nokia to Nokia. Wiadomo, że bywają różne modele telefonów, jednak ten ma w sobie coś unikatowego. Jest porządny, solidnie wykonany (podobne pod względem konstrukcyjnym modele innych firm często wyglądają, jakby miały się za chwilę rozlecieć), a na dodatek zadbano o gustowny wygląd. Mimo że nie jest to najnowszy model, to warto się z nim zapoznać bliżej. Pierwszy kontakt już wiele o nim mówi - aparat dobrze leży w ręce. Po kilkunastu miesiącach użytkowania można powiedzieć również, że to telefon odporny na wypadki losowe. Nie narzekam również na baterię, wciąż trzyma się nieźle. Obecnie dodatkowym atutem jest niska cena - ten telefon wart jest każdego wydanego na niego grosza. -
- Czas wrzeszczących staruszków
- Rafał A. Ziemkiewicz
- (towar niedostępny)
Rafał Chojnacki 2008-05-20
Bez kompromisu (28 z 32 uznało tę recenzję za pomocną.)
Rafał A. Ziemkiewicz zasłużył już sobie na opinię bezkompromisowego publicysty, który ostrzem swego pisarstwa potrafi silnie razić głupotę i bezmyślność nie tylko rządzących elit, ale i tłumów, które za tymi elitami idą. Nawet jeżeli nie zgadzamy się z politycznymi poglądami, które przez teksty Ziemkiewicza prześwitują, to nie można odmówić jego felietonom uroku. Im bardziej różni się od czytelnika w ocenie niektórych faktów, tym cenniejsze mogą się wydawać jego spostrzeżenia. Nie sądzę bowiem, by znalazł się uważny czytelnik, który potępiłby w czambuł wszystkie tezy felietonisty, bez względu na sympatie polityczne. Ziemkiewicz inteligentnie splata rozmaite wątki otaczającej nas rzeczywistości, tworząc kolejną ciekawą książkę, którą czyta się lepiej niż niejedną sensacyjną powieść. -
- Czerwona maska
- Graham Masterton
- (towar niedostępny)
Rafał Chojnacki 2008-03-25
Thriller i horror, czyli to co najlepsze u Mastertona (6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Sissy Sawyer znamy już całkiem dobrze z jednej z poprzednich powieści Grahama Mastertona - „Złej przepowiedni”. Stara wróżka przepowiadała wtedy zbliżającego się do pobliskiego miasteczka tajemniczego zabójcę-snajpera, którego policja nie była w stanie schwytać. Tym razem mamy do czynienia z powieścią jeszcze bardziej osadzoną w realiach bliskich horrorowi. Cała akcja toczy się bowiem wokół starego medalionu, za sprawą którego ożywają obrazy malowane przez Molly, synową Sissy Sawyer. Dokładniej rzecz ujmując chodzi o to, że z płócien schodzą tworzone przez nią postacie i... oczywiście nic dobrego z tego nie wynika. Zabójstwa, które prasa przypisuje mordercy nazwanemu Czerwona Maska stają się wyjątkowo makabryczne, a Molly, pracująca przy sporządzaniu policyjnych portretów pamięciowych, zaczyna się zastanawiać, czy nie ma to jakiegoś związku ze sporządzonym przez nią portretem pamięciowym sprawcy. Za pomocą starej talii kart DaVane Sissy Sawyer próbuje pomóc w śledztwie w sprawie tajemniczych morderstw Czerwonej Maski. Rzeczywiście zdają się one łączyć z twórczością Molly, jednak przepowiednie mają to do siebie, że najłatwiej je zinterpretować po fakcie. Dlatego też początkowo nie są one zbyt pomocne w śledztwie, mimo że da się z nich odczytać nie tylko datę i miejsce kolejnego uderzenia zabójcy, jak i liczbę jego ofiar. Masterton pozwala sobie tym razem na budowanie nastroju w nieco odmienny niż zwykle sposób. Co prawda trup ściele się gęsto, ale to nie epatowanie okropieństwem ma nas przyciągać do tej powieści. „Czerwona maska” jest jedną z subtelniej zbudowanych powieści angielskiego mistrza horroru. -
- Dzień oprycznika
- Władimir Sorokin
- cena: 28,49 zł
- (towar trudno dostępny, do 21 dni
UWAGA: To towar sprowadzany na zamówienie - nie zawsze możemy
zadeklarować z góry, jak szybko go zdobędziemy. Zakładamy,
że jego sprowadzenie lub wyjaśnienie tego, czy i kiedy
będzie dostępny nie powinno potrwać dłużej niż 21 dni roboczych.
Wraz z dostawcą dokładamy wszelkich starań, żeby stało się to szybciej.
)
Rafał Chojnacki 2008-03-05
Mroczna wizja Rosji (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Władymira Sorokina znamy już z takich powieści, jak „Lód”, „Kolejka”, „Bro” i „23000”". Uważany jest za skandalistę, a jego prozę wielokrotnie oskarżano o obrazoburstwo. Tym razem zapewne będzie podobnie, gdyż Sorokin widzi przyszłość swego kraju w skrajnie mrocznych barwach. „Dzień oprycznika” to fantastyka bliskiego zasięgu, mamy bowiem rok 2027, czas kiedy w Rosji konstytuuje się monarchia. Jednak wraz z ideologicznym powrotem do czasów świetności rosyjskiego Imperium, powracają wszystkie fobie i antagonizmy. Kraj odcina się od świata, utrzymując stosunki dyplomatyczne i handlowe jedynie z Chinami. Powraca za to silna rola prawosławnej cerkwi w życiu społeczno-politycznym. Tytułowy „oprycznik”, to agent służb specjalnych, który wypełnia swoje zadania wszelkimi dostępnymi metodami, pozostając niejako ponad prawem. W powieści obserwujemy jeden dzień z życia takiego oprycznika, Andrieja Daniłowicza Komiagi. Sorokin po raz pierwszy tak odważnie wypowiada się w kwestiach dotyczących przyszłości swojego kraju. Wcześniej szokował raczej gorzką satyrą na uświęconą przeszłość, chwaloną i gloryfikowaną – tak było choćby w przypadku nieznanej wciąż jeszcze w Polsce powieści „Gołuboje sało”, w której znalazła się scena opisująca akt seksualny między Stalinem a Chruszczowem. W „Dniu oprycznika” pisarz spogląda w przyszłość i pisze ku przestrodze. Jak każdy anty-utopista będzie zapewne świetnie przyjęty i kompletnie niezrozumiany. -
- Gra ze śmiercią w tle
- Nancy Lane
- (towar niedostępny)
Rafał Chojnacki 2008-03-05
Thriller psychologiczny
„Gra ze śmiercią w tle” jest powieścią bardzo mocną. Być może dzięki nieco fragmentarycznej budowie, wprowadzeniu wielu bohaterów i przede wszystkim głębokiej psychologizacji postaci. Autorka musi być bardzo wnikliwą obserwatorką rzeczywistości, skoro stworzyła tak odmienne, a jednak splatające się w jakiś sposób ze sobą życiorysy. Bohaterowie „Gry...” nieomal wołają do nas o pomoc. Nie jest tu najważniejsze to co się z nimi dzieje, a to w jaki sposób próbują zwrócić na siebie uwagę świata. Świata? Przecież również naszą, czytelników. Kimkolwiek jest Nancy Lane, są takie chwile, kiedy znika, zostawiając nas sam na sam z wykreowanymi przez siebie bohaterami. Wykreowanymi? Czy aby na pewno? Jak widać powieść budzi bardzo wiele pytań, na które sami musimy sobie odpowiedzieć. Jednym z nich jest pytanie o gatunek literacki. Nie powiedziałbym jednoznacznie, że jest to thriller (a już na pewno nie skojarzyłbym fabuły z Hitchcockiem, jak sugeruje to wydawca na okładce), choć dreszcze mogą towarzyszyć lekturze tej książki. Na pewno jednak jest tu miejsce na psychologizację, może więc thriller psychologiczny nie jest taką złą nazwą? -
- Miasteczko Salem
- Mikael Salomon
- cena: 28,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Rafał Chojnacki 2007-12-27
Najlepsza forma (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Powieści Stephena Kinga to temat, który elektryzuje zarówno fanów horroru, jak i tych, którzy lubią po prostu sięgnąć po dobrą książkę. Od lat, po każde jego kolejne dzieło ustawiają się również kolejki producentów z Hollywood. Kiedy jednak okazuje się, że większość nadających się do zekranizowania tekstów już została sprzedana, trzeba sięgnąć po coś, co już kiedyś realizowano i opowiedzieć historię na nowo. "Miasteczko Salem" uważane jest za jeden z najlepszych horrorów Kinga. Książka pochodzi z czasów, kiedy pisał on jeszcze dość czyste gatunkowo powieści grozy, bez naleciałości obyczajowych. Ekranizacja z roku 1979 jest z wielu powodów niedoskonała. Zestarzał się sam film, aktorstwo w nim nie było najlepszej próby, a i scenariusz nie oddawał w pełni klimatu powieści. Nic więc dziwnego, że w 2004 roku Mikael Salomon postanowił ponownie sięgnąć po tę książkę i zrealizować film, tym razem w konwencji miniserialu. Miniserial, to najlepsza forma do zaprezentowania opowiadanych przez Stephena Kinga historii. Film kinowy, nawet ponaddwugodzinny, zmusza reżysera do wycinania sporych partii materiału. "Miasteczko Salem" to opowieść o wampirach, w pewnym sensie dość klasyczna, odwołująca się do mitów zaszczepionych w literaturze przez Brama Stokera w jego "Drakuli". Wampir imieniem Barlow podporządkowuje sobie kolejnych mieszkańców małego amerykańskiego miasteczka. Ben Mears, pisarz, który po latach nieobecności wraca do rodzinnego Salem, staje się jego największym wrogiem. Chcąc uratować siebie i bliskie sobie osoby musi stawić czoło groźnemu krwiopijcy. Zarówno powieść, jaki i jej nowa ekranizacja bardzo ciekawie opisują małomiasteczkowy charakter amerykańskiej prowincji. King piętnuje zacofanie i zaściankowość, które doprowadzają w Salem do tragedii. Obsada nowej ekranizacji jest mocną stroną filmu. Donald Sutherland jako Barlow i Rutger Hauer jako jego pomocnik to zestaw czarnych charakterów, jaki można sobie tylko wymarzyć. Przeciw nim postawiono Roba Lowe, który nie jest może najlepszym aktorem (do powyższej dwójki mu daleko), ale zagrał również bardzo poprawnie. "Miasteczko Salem" ma w tej wersji przewagę nad filmową ekranizacją sprzed lat. Jedyna różnica, pozwalająca łaskawiej spojrzeć na stare miasteczko, to dobra muzyka i duszna atmosfera w starym filmie. Jednak jeżeli mam polecić którąś z wersji, to zdecydowanie recenzowaną tu, nowszą adaptację.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













