stały recenzent  Rafał Chojnacki

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 95

  • Zamek z piasku, który runął
    • Zamek z piasku, który runął
    • Stieg Larsson
    • (towar niedostępny)

    Rafał Chojnacki 2009-10-20

    Rewelacyjny finisz cyklu   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    rzeci tom szwedzkiego cyklu "Millenium", autorstwa nieżyjącego już pisarza, Stiega Larssona, rozpoczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym zakończyła się powieść "Dziewczyna, która igrała z ogniem". O ile drugi tom można było czytać właściwie nie mając pojęcia o wydarzeniach z książki "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", to "Zamek z piasku, który runął" jest już logiczną kontynuacją poprzedniej części. Bez znajomości wcześniejszego tomu trudno zrozumieć wszelkie zależności personalne i motywy kierujące bohaterami. Co prawda Larsson momentami prowadzi czytelników za rękę pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami, jednak ogrom wiedzy na temat postaci umknie nam, jeżeli zaczniemy czytać od trzeciego, ostatniego tomu cyklu. "Zamek z piasku..." to epicka opowieść o wojnie z tajną policją, historia śledztwa, które ma pokazać ludzi ukrytych przed obiektywami dziennikarzy. Ludzi mających w pogardzie szwedzkie prawodawstwo i ludzkie życie. Larsson pokazuje też jednak jaką władzę ma w swoich rękach bezkompromisowy i zdolny dziennikarz. Biografia szwedzkiego pisarza dziwnie przypomina nam życiorys jego bohatera. Larsson był - tak jak Blomkvist - dziennikarzem i wydawcą niezależnego pisma, które specjalizowało się w prasowych dochodzeniach i publikacji niewygodnych materiałów. Jego dziennikarska sława sprawiła, że gdy w 2004 roku niespodziewanie zmarł, wokół tej śmierci narosło wiele mitów. Larssona kojarzono głównie jako wytrwałego łowcę skrajnie prawicowych ugrupowań i ich powiązań z biznesem. Podczas dziennikarskiej pracy zapewne niejednokrotnie trafiał również na współpracowników Säpo. Zapewne stąd tak dobrze zna struktury tajnej policji. Cykl "Millenium" to swoista perełka w gwiazdozbiorze skandynawskich kryminałów. Polecam!
  • Spirala
    • Spirala
    • Tom Egeland
    • cena: 33,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Rafał Chojnacki 2009-09-09

    Lepszy niż "Kod da Vinci"   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Określenie "Spirali" jako norweskiego "Kodu Leonarda Da Vinci", czy nazywanie Toma Egelanda skandynawskim Danem Brownem, to spora przesada. Owszem, obaj autorzy poruszają w swoich książkach tajemnice historii i docierają do mrocznych tajemnic związanych z podwalinami religii chrześcijańskiej. Jednak jest to typowa cecha całej rzeszy tzw. thrillerów historycznych, z których większości nie dałoby się jednak odnieść do powieści Browna. Jest to o tyle istotne, że "Spirala" jest powieścią starszą, niż "Kod...", a wspólne cechy niektórych elementów fabuły (zakony rycerskie, tajemnica Rennes-le-Chatteau, relikwie) świadczą jedynie o doborze lektur, jakim kierowali się obaj autorzy przygotowując podstawy do swoich fabuł. Polskie wydanie "Spirali" jest zresztą zakończone komentarzem, w którym norweski autor sam pisze nieco o podobieństwach i różnicach dotyczących obu tych utworów. Konkluzja jest taka: dobrze, że "Kod..." odniósł sukces, gdyż dzięki temu czytelnicy na całym świecie mogli poznać również "Spiralę". Trudno się w tym miejscu z Tomem Egelandem nie zgodzić. Bohaterem powieści jest nieugięty w swoich zasadach norweski archeolog. Choć przeżywa momentami mrożące krew w żyłach przygody, to nie przypomina nawet odrobinę amerykańskiej ikony Indiany Jonesa. Albinos, noszący nazwisko Bjorn Belto, jest znacznie bardziej spokrewniony z bohaterami skandynawskich powieści kryminalnych, niż z dzielnymi uczonymi spod znaku profesora Roberta Langdona, masowo zaludniającym karty historycznych thrillerów. Bjorn działa czasem impulsywnie, kieruje się własną logiką, czasem nieco zaburzoną, co łatwo wytłumaczymy wcześniejszym pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Sympatyczny Norweg używa tego argumentu jako wymówki, kiedy tylko nie chce się poddać z pozoru racjonalnym argumentom. Osią całej intrygi jest wykopana na terenie dawnej kaplicy joannitów skrzynia, zawierająca ponoć tajemnicze manuskrypty, dotyczące tajemnic związanych z Jezusem i z wczesnym chrześcijaństwem. Jako że wbrew norweskiemu prawu skrzynię chce wywieźć ze Skandynawii prowadzący wykopaliska zagraniczny uczony, Bjorn postanawia ją ukryć. Choć przełożeni nakazują mu posłuszeństwo, archeolog wyrusza w podróż, która ma dać odpowiedzi na kilka bardzo ważnych pytań. Pierwsze z nich dotyczy międzynarodowej fundacji wspierającej badania naukowe na całym świecie: czy to możliwe, że jej przedstawiciele działają ponad prawem? Drugie dotyczy pięknej dziewczyny, w której Bjorn niemal natychmiast się zakochał. Narracja Toma Egelanda jest spokojna i dokładna, można by nawet rzec, że nieco powolna. W tym kontekście kojarzy się z Henningiem Mankellem, choć obaj panowie tworzą powieści w zupełnie innej stylistyce. Mankell jest mistrzem jeżeli chodzi o drugi plan akcji, Egeland koncentruje się jednak na pierwszym. Jednak w jego twórczości również mamy do czynienia z bohaterem, który jest osobą trudną w relacjach międzyosobowych, chodzi własnymi drogami i nie spocznie, dopóki nie uzyska satysfakcjonujących odpowiedzi.
  • Pokażę wam strach

    Rafał Chojnacki 2009-09-09

    Niesamowity Poe   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nikolaj Frobenius to popularny norweski pisarz i scenarzysta, u nas praktycznie nieznany, a szkoda. Z jego nazwiskiem mogliśmy się co najwyżej zetknąć w przypadku scenariusza do oryginalnej wersji filmu „Bezsenność” (w reżyserii Erika Skjoldbjærga), na podstawie którego Christopher Nolan nakręcił amerykańską wersję z Alem Pacino i Robinem Williamsem. Na świecie jednak Frobenius znany jest głownie jako pisarz. Jego najbardziej znane dzieło, to nietypowy kryminał, zatytułowany „Lokaj De Sade'a”. Powieść „Pokażę wam strach” również nie może zostać zaliczona do typowych. Oto bowiem stajemy twarzą w twarz z samym ojcem horroru – Edgarem Allanem Poe, który zerka na nas czujnie z artystycznie przetworzonej okładki. Frobenius wykonał świetną robotę jako dokumentalista. Jego literacka fikcja oparta jest na wnikliwych badaniach źródeł, które pokazują amerykańskiego klasyka jako człowieka nietuzinkowego, może nawet ekscentryka. W powieści widzimy go jako geniusza, u którego szyi wisi krwiopijca, karmiący się jego sukcesem, a jednocześnie szczerze go nienawidzący. Jako etatowego plugawca Frobenius przedstawia pastora Rufusa Griswolda, redaktora współpracującego z Poem, udającego jego przyjaciela i toczącego z nim zawzięte dysputy o literaturze. To właśnie z perspektywy Griswolda i Poego obserwujemy świat przedstawiony. Świat, w którym pojawia się tajemniczy morderca. Największą satysfakcją płynącą z lektury jest tu aura tajemniczości, spowijająca postać amerykańskiego romantyka. W odróżnieniu od licznych biografów Frobenius nie próbuje nawet tłumaczyć dziwnych zachowań Poego, po prostu wyciąga je na światło dzienne i pokazuje ich złożony charakter. Bardzo ważnym elementem jest tu skomplikowana relacje między oboma bohaterami. Skrajnie różni od siebie, są sobie na swój sposób niezbędni, co czyni ich znajomość jeszcze bardziej zagmatwaną. Faktem jednak jest, że w wydaniu Frobeniusa to Poe zyskuje większą sympatię czytelnika. Morderca, o którym wspomniałem wcześniej, to postać jakby żywcem wyjęta z kryminalnych opowiadań Poego. Można rzec, że ktoś inspiruje się tekstami romantyka, próbując zainteresować jego osobą policję. A może tajemniczy Poe nie jest wcale taki niewinny? Sam układ między literatem i redaktorem (pastor Griswold próbował również swoich sił jako pisarz) przypomina znaną „przyjaźń” Wolfganga Amadeusza Mozarta z Antonio Salierim, którą Miloš Forman doskonale pokazał w słynnym „Amadeuszu”. To świetnie przedstawiony motyw, kto wie czy nie najciekawszy w całej powieści. „Pokażę wam strach” to dobry materiał na film. Pod warunkiem jednak, że nie zrealizowaliby go Amerykanie, gdyż zbyt dużo tu subtelnych niuansów, które specjaliści z Hollywoodu zapewne pominęliby już w fazie pisania scenariusza. Powieść ta, to ozdoba „Kolekcji skandynawskiej” wydawnictwa Skrypt. Szkoda, że tak mało o niej napisano w mediach (nawet tych elektronicznych). Jako bardzo nietypowy kryminał, zasługuje bowiem na uwagę nie tylko miłośników powieści detektywistycznych, ale również fanów grozy i twórczości samego Poego. W odróżnieniu bowiem od Matthew Pearla, który popełnił jakiś czas temu powieść „Cień Poego”, książka Frobeniusa to dobrej jakości literatura.
  • Sekret Kroke
    • Sekret Kroke
    • Małgorzata Fugiel-Kuźmińska, Michał Kuźmiński
    • cena: 27,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Rafał Chojnacki 2009-07-21

    Sekret dobrej powieści   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Gdyby przyjrzeć się popularności podgatunków współczesnej powieści kryminalnej, okazałoby się zapewne, że z jednej strony chwytliwym tematem są thrillery historyczne w stylu "Kodu Leonarda da Vinci", z drugiej zaś wiele wskazuje na to, że gatunkiem przyszłości będą kryminały retro. Małżeństwo Małgorzata Fugiel-Kuźmińska i Michał Kuźmiński próbuje połączyć w swojej książce oba te elementy, na dodatek oddając nastrój przedwojennego Krakowa. Całość wzbogacona jest pastiszem, mam bowiem wrażenie, że w chwili obecnej nie da się już napisać tego rodzaju powieści całkiem "na poważnie". Mamy tu więc historię niemieckiego szpiega, arystokraty z dynastii Romanowów, który na zlecenie oszalałych na punkcie mistyki nazistowskich dygnitarzy ma szukać tajemniczego żydowskiego zwoju. Oczywiście u podstaw całej wyprawy leży po raz kolejny próba zdobycia dowodów na to, że Germanie to rasa panów. Zwój ma zdaniem Niemców udowodnić aryjskie pochodzenie... Jezusa Chrystusa. Inne wątki powieści pokazują nam życie na żydowskim Kazimierzu, mieszankę codzienności z sacrum Kabały. Nastroje lata 1939 roku zostały tu smakowicie opisane. Panuje klimat niepewności, ale też mimo niepokojących wieści z Niemiec, polscy Żydzi nie czują bezpośredniego zagrożenia. To bardzo gorzki obraz, jeżeli przyjmiemy współczesny punkt widzenia. Najbardziej jaskrawym palimpsestem jest jednak Maciek Majcher, postać niemal żywcem wyjęta z songów Brechta, ze szczególnym uwzględnieniem "Opery za trzy grosze". Maciek, to warszawski kiler, który musi opuścić stołeczne miasto, a jego drogi krzyżują się ze ścieżkami Romanowa. "Sekret Kroke" to świetna zabawa z konwencją, pozostaje więc mieć nadzieję, że autorzy nie pozwolą swojemu pomysłowi zbyt szybko przeminąć.
  • Ogrody i labirynty. Leksykon historia, sztuka, ikonografia

    Rafał Chojnacki 2009-03-31

    Przewodnik po krainie piękna   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Któż z nas nie kocha ogrodów? Nawet jeżeli sami nie zajmujemy się uprawianiem swojego kawałka działki, to przecież z lubością oddajemy się kontemplacji rozmaitych parków. Jeżeli nie możemy tego robić osobiście, to z pomocą przychodzą nam kolorowe publikacje, prezentujące zdjęcia lub reprodukcje malarstwa. Wydany przez Arkady leksykon "Ogrody i labirynty", to jednak coś więcej, niż tylko kolejny zbiór zachwycających bogactwem malowideł. To zgrabnie ułożone kompendium dotyczące znaczenia symboli w malarstwie, rozpoznawania typów ogrodów i szkół, do których one nawiązują. Nade wszystko jednak leksykon ten jest przewodnikiem po krainie piękna, w której możemy przez chwilę poczuć się jak w domu.
  • Las cieni
    • Las cieni
    • Franck Thilliez
    • cena: 28,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Rafał Chojnacki 2009-03-31

    Czytadło, które zapada w pamięć   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Las cieni", to kolejna powieść kryminalna, której autor zastosował prosty trik: bohaterem jest David Miller, pisarz, specjalizujący się właśnie w kryminałach. Pozwala to autorowi na łatwiejsze wejście w skórę bohatera, zaś czytelnik ma wrażenie, że opowieść jest przez to bardziej wiarygodna. David Miller jest jednak nie tylko pisarzem, pracuje również jako balsamista, czyli przygotowuje zwłoki przed pochówkiem. Pracując w tym zawodzie powinien raczej pisać horrory, ale okazuje się, że nie kryminał musi nam wystarczyć. Niestety popularność Millera sprawia, że otrzymuje coraz więcej listów od wielbicieli, co z czasem może okazać się niebezpieczne. Wśród wielbicieli pojawia się bowiem osoba psychopatyczna... kim jest tajemnicza Miss Hyde? Czy ma coś wspólnego z bezlitosnym Katem? Jeżeli macie w skojarzenia z „Misery” Stephena Kinga, to jesteście na dobrym tropie, bo to podobny typ powieści. Co prawda David Miller nie jest tak boleśnie bezradny jak Paul Sheldon, za to Kat wyróżnia się wyjątkowym sadyzmem. Są w tej powieści sceny, które na długo pozostają czytelnikowi w pamięci.
  • Pan Samochodzik i ... Wyspa Sobieszewska t. 85

    Rafał Chojnacki 2009-03-31

    Rozrywka dla młodzieży   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Kolejna tajemnicza sprawa związana z zabytkami i międzynarodowym gangiem złodziei dzieł sztuki prowadzi Pawła Dańca w moje okolice. Sobieszewo, Gdańsk Sopot – to miejsca które znam jak własną kieszeń. Pewnie właśnie dlatego miałem czasem wrażenie, że autor nieco się czytelnikom podkłada: a to pisząc o modnej restauracji chińskiej przy głównej ulicy Sopotu, a to każąc Pawłowi w krótkim czasie objechać trójmiejskie sklepy z dostawą owoców. Chińska restauracja o której mowa, to ponure miejsce rodem z PRL-u, a sensowna kuchnia orientalna w ekskluzywnej formie mieści się zupełnie gdzie indziej. Nawet jeżeli autor był w Trójmieście, to chyba jednak nie samochodem, bo pominął sprawę korków na ulicach, które wydłużają 20 minutowy przejazd mniej więcej do półtoragodzinnej mordęgi. Ale faktem jest, że sama powieść na szczęście niewiele na tym traci. Historia związana z Wyspą Sobieszewską rozpoczyna się nietypowo, od akcji w której Paweł Daniec wraz ze swym rywalem i jednocześnie przyjacielem, Jerzym Baturą, odbijają z rąk porywaczy narzeczoną Jerzego i starego Niemca, który ma być informatorem Sebediana, gangstera zajmującego się handlem dziełami sztuki, z którym Pan Samochodzik i jego pomocnik mieli już wcześniej do czynienia. Sceny rodem z serialu o MacGyverze na szczęście szybko się kończą i Paweł wraca do kraju, by pod pozorem urlopu udać się na Wyspę Sobieszewską, gdzie ma obserwować ludzi interesujących się skarbami ukrytymi przez Niemców uciekających przed Rosjanami pod koniec drugiej wojny światowej. Jak zwykle jest tu dziewczyna, a nawet dwie - tajemnicza Magda, która zabiera się z Pawłem na kajakowy autostop, oraz Margerita, włoska dziennikarka, zajmująca się tematyką związaną z poszukiwaniem skarbów. Tam gdzie są kobiety, tam zwykle Paweł Daniec wpada w tarapaty – pod tym względem jest nieodłącznym kontynuatorem sercowych tragedii swojego zwierzchnika. Jak zwykle okazuje się, że kobiety nie zawsze mają szczere intencje, czasem tylko trudno poznać która z nich polubiła bohatera, a która tylko planuje go wykorzystać do swoich celów. „Pan Samochodzik i Wyspa Sobieszewska”, to tom dość standardowy, choć trzeba przyznać, że prezentuje bardzo ciekawy fragment historii związany z tajemnicami II wojny światowej i wycofywania się wojsk niemieckich z Pomorza.
  • Ksiądz Jerzy Popiełuszko

    Rafał Chojnacki 2009-03-03

    Zagadka śmierci księdza Jerzego   (5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Na fali popularności filmu "Popiełuszko", który zagościł właśnie na ekranach kin, doczekamy się zapewne całej rzeszy publikacji poświęconych życiu księdza Jerzego Popiełuszki, jego kapłańskiej posłudze i tragicznej śmierci z rąk funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Mam wrażenie, że wśród tych książek praca Ewy K. Czaczkowskiej i Tomasza Wiśnickiego pozostanie jednak publikacją nietuzinkową. Mamy tu przede wszystkim do czynienia z rezultatami dziennikarskiego śledztwa, a więc z analizą setek materiałów, dziesiątek dokumentów i wywiadów. Oprócz osoby księdza Jerzego, autorzy kreślą też ciekawe tło społeczno-polityczne, zwracając uwagę czytelnika na fakt, iż ksiądz Popiełuszko nie był bynajmniej jedyną ofiarą represji władz wobec ludzi Kościoła. Mimo że ocena, jaką autorzy wystawiają sprawcom zbrodni jest jednoznaczna, to w badaniu materiałów źródłowych wykazują się daleko posuniętym obiektywizmem, co podnosi wartość merytoryczną książki. Myślę, że sięgając po to opracowanie nawet osoby zaznajomione już z historią księdza Jerzego Popiełuszki będą w stanie znaleźć tu dla siebie jakieś nowe, interesujące informacje.
  • Fairport Convention

    Rafał Chojnacki 2009-01-20

    Narodziny gwiazdy   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ten album mógłby być zatytułowany "Narodziny gwiazdy", jest bowiem nie tylko kamieniem milowym w dziejach europejskiego folku, ale również po prostu pierwszą płytą najpopularniejszej angielskiej grupy folk-rockowej. "Fairport Convention" to jeszcze album bardzo zachowawczy, zapatrzony w to, co działo się w amerykańskiej muzyce folkowej. Jednak nie brak na nim już typowo brytyjskiego grania, które na późniejszych albumach rozwinęło się w rozpoznawalny styl zespołu. Co ciekawe jak na tak rewolucyjny album "Fairport Convention" nie zaskakuje aż tak, jak można by się tego spodziewać. Pierwszy album Fairportów, to jeszcze czas przed przyłączeniem się do grupy charyzmatycznej wokalistki - Sandy Denny. Judy Dyble, która śpiewa na tej płycie nie jest tak wielką śpiewaczką, jak jej następczyni. Jest tu jednak sporo utworów ("Decameron", "Jack O`Diamonds" czy "Chelsea Morning") które dziś odbierana są jako brytyjskie klasyki, więc choćby ze względu na to warto posłuchać ich pierwotnych wersji (nowe są bowiem często bardzo odmienne). Kolejną kompaktową edycję płyty wzbogacają cztery nagrania Fairportów z tego samego okresu, oraz wspomnienia Ashleya Hutchingsa zamieszczone we wkładce.
  • What We Did On Our Holidays

    Rafał Chojnacki 2009-01-20

    Drugi krok   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Zaczyna się w sposób folkowy, i to taki, który może kojarzyć się właśnie z Fairport Convention. Otwierający album utwór "Fotheringay" autorstwa Sandy Denny kojarzy się z balladowymi piosenkami Ralpha McTella. Szybko jednak przekonujemy się, że to bardzo wczesna płyta zespołu (druga w dyskografii). Drugi utwór to blues-rock w amerykańskim stylu pt. "Mr. Lacey". Kolejne "Book Song" i "Lord Is In This Place" pozostają również w amerykańskiej stylistyce. Pierwszy jest folkowy (trochę w stylu jaki próbowało u nas zaszczepić 2 + 1), a drugi to coś jakby... mruczanka, przywodząca na myśl murzyńskie melodie sakralne. "No Man's Land" Richarda Thompsona to wreszcie utwór "europejski", jest folkowa zagrywka na akordeonie, chociaż co ciekawsze mało kojarzy się z Fairport. Następnie otrzymujemy zapewnienie od samego zespołu o amerykańskich korzeniach tej płyty. Podobnie jak na pierwszym albumie jest to utwór Boba Dylana. Tym razem to "I'll Keep It With Mine", pięknie zaśpiewany przez Sandy Denny. Dalej jest podobnie. Wyróżniają się dwa utwory tradycyjne: "Nottamun Town" i "She Moves Through The Fair", oraz wielki przebój wczesnego Fairport Convention - "Meet On The Ledge". Pierwszy utwór ma w sobie już klimat późniejszych nagrań, zawiera też opętańcze, jakby orientalne solo na mandolinie. "She Moves..." z kolei, mimo że jest jedną z najczęściej wykonywanych pieśni, wersja Fairport różni się znacznie od pozostałych. Całośc kończy "End Of A Holiday" - instrumentalna miniaturka autorstwa Simona Nicola. Uważam, że nad płytą unosi się nieco hippisowski duch, który sprawia, że czasami mamy wrażenie obcowania z zespołem typu The Band. Porównując do innych albumów Fairport można odnieść wrażenie że czas nie obszedł się z nią jednak zbyt łaskawie.
(Stron 10)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Nowości - polecamy!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!