stały recenzent  Jarosław Orłowski

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 6

  • 49 idzie pod młotek
    • 49 idzie pod młotek
    • Thomas Pynchon
    • (towar niedostępny)

    Jarosław Orłowski 2009-05-06

    Fantazja albo paranoja – wybór należy do ciebie!   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wkrocz do świata Edypy Maas i tajemniczego Trystero, gdzie wyrazy TRUP i Ś.M.I.E.T.N.I.K. nabierają nowego znaczenia, a demon Maxwella sortuje w pudełku molekuły powietrza pod wpływem ludzkiego spojrzenia. Świata, w którym warto pochwalić się w towarzystwie udziałem w orgii z wykorzystaniem „dwóch wiader łoju, małego samochodzika z otwieranym dachem i foki.” Świata, w którym „okrutny książę Squamuglii zamordował dobrego księcia Faggio, smarując trucizną stopy posągu świętego Narcyza, biskupa Jerozolimy, które książę miał zwyczaj całować podczas niedzielnej mszy w pałacowej kaplicy.” Świata, w którym Anonimowi Inamorati leczą się z miłości, najgroźniejszą bronią jest ludzka mina, a delfiny zastąpić mają człowieka na Ziemi. Świata „anarchicznego cudu”, gdzie każda para na parkiecie tańczy inny taniec i nikt na siebie nie wpada. Świata fantazji, będącej zarazem jedyną niewątpliwie realną rzeczywistością, ponieważ naszą: „Chwyć swą fantazję za mackę i nie pozwól, by freudyści ją spłoszyli albo żeby psychiatrzy struli ją lekami. Czymkolwiek jest, trzymaj. Jeżeli ją stracisz, upodobnisz się do innych ludzi, przestaniesz istnieć.” Świata, w którym – opierając się na przeszłości - można przeprowadzić rozbieżne i zarazem jednakowo słuszne rozumowanie na każdy temat, ponieważ historyczne postaci nie żyją i nic nie mogą nam powiedzieć: „Co pozostaje? – Słowa. – Wybierz jakieś słowa. (…) O nich możemy pogadać.” Świata, w którym jedynym sensem jesteś ty sam. Świata, w którym „za oczywistym znaczeniem kryje się drugie, albo też brak znaczenia.”, Świata, w którym żyjesz, lub nie żyjesz w ogóle.
  • Włóczędzy Dharmy

    Jarosław Orłowski 2009-04-07

    „nie ma nic wspanialszego, niż przemyć o poranku twarz w lodowatym górskim potoku”   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Proza Kerouaca ujmuje wyjątkową zdolnością wywoływania w czytelniku wizualizacji emocji, które przeżywał autor w opisywanych przez siebie sytuacjach. Buddyjskie przemyślenia wcale nie zdają się aspirować do rangi głębokich, autorytatywnych, filozoficznych rozstrzygnięć („największy grzech to słuszność”) – są podane w lekkiej, lecz często wyjątkowo pięknej pod względem literackim, formie . We ‘Włóczęgach Dharmy’ sprzeczne konkluzje nie wykluczają się, lecz uzupełniają, składając się na otwarty, refleksyjny światopogląd autora. Książka pełna jest humoru rodem z Woody’ego Allena, co sprawia, że ‘złote myśli’ łatwo zapadają w pamięć („nie można żyć na tym świecie, ale też nie ma dokąd pójść”, „myślę, że to wszystko to cudowna halucynacja, na dodatek z rodzaju tych, które uwielbiam”). ‘Włóczędzy Dharmy’ są autobiograficznym manifestem, potępiającym cywilizację oderwaną od ‘prawdziwego świata’, w której ludzie „(…) mają wyłożone białymi kafelkami ubikacje, gdzie wydalają, niczym górskie niedźwiedzie, wielkie cuchnące gówna. Wszystko jednak zostaje spłukane do wygodnych rur kanalizacyjnych, więc nikt nie myśli więcej o gównie ani też nie uświadamia sobie, że sam zrodził się z gówna, cywety i morskiej piany. Za to spędzają oni cały dzień na nieustannym myciu rąk śmietankowymi mydełkami, które pragną w sekrecie zjeść w łazience.” - oto przykład urokliwego opakowania ważnego przesłania w lekki humor zabarwiony wulgarnością – błyskotliwy i zarazem prosty styl Kerouaca. Gdy ograniczamy swe poszukiwania intelektualne do oglądania telewizji, efektem jest „milion oczu patrzących Jednym Okiem”. Zachwycające opisy znajdziemy w relacji z wyprawy w góry Sierra Nevada: „tutaj, dziesięć tysięcy stóp ponad pełnym zgiełku światem, mam przed oczyma żywy obraz pokoju i zdrowego rozsądku. (…) Czułem się tak beztrosko jak mała dziewczynka, wioząca na saneczkach swego braciszka do domu, kiedy oboje śpiewają wymyślone przez siebie piosenki i nagle przewracają się prosto w zaspę, a potem otrzepują ze śniegu. Później niewinna, szczera twarzyczka dziewczynki spoważnieje w dorosłym świecie, gdy kuchnia stanie się jej codziennym azylem.” ‘Włóczędzy Dharmy’ pozwalają nam odnaleźć w sobie tę małą dziewczynkę i zachwycić się światem, od którego oddziela nas współczesna cywilizacja. Może przyznamy sami przed sobą, że „lepiej być wolnym i spać w niewygodzie, niż jako więzień w królewskim łożu”? Czy nie „przepłacamy tego ulotnego widowiska, jakim jest życie”? Raj jest przecież na wyciągnięcie ręki: „ci, którzy są dobrzy, pozostają w niebie. Oni byli w niebie od samego początku.” W ostateczności pozostaje nam mieć nadzieję, że świat zależności materialnych ma swój kres: „Jakim koszmarem byłby świat, który istniałby naprawdę! Bo gdyby świat był rzeczywisty, byłby nieśmiertelny.” Celebrowanie sztuki odczuwania szczęścia uniezależnionego od wytworów współczesnej cywilizacji winno być naszą drogą.
  • Dziecię boże
    • Dziecię boże
    • Cormac McCarthy
    • cena: 26,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Jarosław Orłowski 2009-04-01

    "na wzór i podobieństwo twoje"   (10 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Trzeba było arcydzieła w postaci „Drogi”, aby - po 35 latach od napisania - ukazało się na polskim rynku „Dziecię boże” Cormaca McCarthy’ego. Znając dzieło nagrodzone Pulitzerem, bez trudu rozpoznamy styl autora: krótkie i proste w formie zdania, pozostawiające nas z głowami pełnymi pytań. Pytań do siebie. Co prawda nie utożsamimy się z mordercą (Lester Ballard lat 27), tak łatwo, jak z umierającym ojcem z „Drogi”, ale może powinnyśmy - choć teoretycznie, na chwilę? W końcu tytułowym bohaterem jest „dziecię boże, stworzone, by tak rzec, na wzór i podobieństwo twoje” a „ludzie są jednacy, odkąd Pan Bóg stworzył pierwszego”, powinniśmy więc zastanowić się, czy nie jesteśmy wszyscy „przedstawicielami ludzkości, która trzyma przy piersi istoty kalekie i obłąkane, która pragnie mieć ich złą krew w swoich dziejach i będzie ją miała.” Może potrzebujemy więc punktu odniesienia w postaci dna, od którego możemy się odbić? A może to odbicie jest tylko naiwnym kojeniem naszych sumień, gdy mówimy sobie, że nie jesteśmy tacy źli, jak zbrodniarze, o których słyszymy? Może z kolei nawet emanacja zła, która wydaje nam się najpodlejszą z możliwych, nie jest jednak złem absolutnym, wyzutym z wszelkich pozytywnych uczuć („Patrzył na minimalny ruch wszelkiego żywiołu w dolinie, patrzył na szare pola wywracane czernią na wierzch, na warkocze bruzd po przejechaniu pługa, na powolne panoszenie się zieleni drzew. Ukucnął, spuścił głowę na kolana i rozpłakał się.”)? Czy nie nazbyt demonizujemy cudze zło a przerysowujemy własne dobro? Ile zdziwienia może wywołać wiadomość o tym, że jakiś zbrodniarz chował w domu papużkę lub czytał dzieciom bajki na dobranoc?! W końcu wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi. Skoro istnieją ‘źli ludzie’, skłonni do ‘dobra’, to czy my sami – uznając siebie za dobrych ludzi – nie nazbyt optymistycznie zakładamy, że nie jesteśmy skłonni do zła? Nie z zemsty, nie w obronie własnej, lecz dla czystej przyjemności? Czy nie zabilibyśmy, nie zgwałcilibyśmy, nie oskalpowalibyśmy, aby w ten sposób umilić swoje bardzo podłe życie, gdyby szeroko rozumiany ‘nasz świat’ (zewnętrzny i wewnętrzny) nie umożliwiał nam czerpania innych przyjemności? Oczywiście sprawa nie jest aż tak prosta: może zasłużylibyśmy sobie na zło, może skrzywdziłby nas los, może byłaby jakaś przegapiona nadzieja… tych wszystkich wątków McCarthy nie wyjaśnia, nie dokonuje pogłębionej analizy psychologicznej bohatera, nie opowiada nam o jego dzieciństwie ani wydarzeniach, które ukształtowały jego psychikę. Autor pozostawia nas jednak z pytaniami i nie pozwala nam wymigać się od odpowiedzi prostym wykazaniem różnic pomiędzy nami a bohaterem, którego nie poznajemy wystarczająco dobrze, aby móc się od niego jednoznacznie odciąć. Musimy więc na wszelki wypadek przyjąć, że być może jesteśmy do niego bardziej podobni, niż byśmy chcieli przyznać. Zastanówmy się też, czy istnienie takich osób jak Lester Ballard choć trochę nie poprawia nam samopoczucia i czy ten nasz optymistyczny stan (‘nie zrobiłbym czegoś takiego’, ‘jestem lepszy’) jest uzasadniony.
  • Jarosław Orłowski 2008-06-23

    Mieszane uczucia   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Pierwszy rzut oka na okładkę: jest to mapa Chorwacji. Drugi rzut oka: nie, małymi literkami są dopisane także: Słowenia, Bośnia i Hercegowina, Serbia i Czarnogóra, Macedonia. Zaraz, zaraz, Serbia i Czarnogóra? Cóż, od ładnych dwóch lat taki kraj nie istnieje, więc reklamowanie tej mapy jako "zawsze aktualnej" wydaje się trochę "na wyrost". Na szczęście coś mnie podkusiło, by zajrzeć do środka, a tam Czarnogóra jest już prawidłowo i aktualnie potraktowana - jako osobny kraj. (Kosowo jest obrysowane jako prowincja Serbii, jednak biorąc pod uwagę niewielki czas od ogłoszenia przez nie niepodległości, można to wybaczyć.) To jednak nie koniec niespodzianek. Na mapie znajduje się bowiem prawie cała Albania (za wyjątkiem południowego skrawka), czym na okładce wydawca się nie pochwalił. Wymienił natomiast Serbię (i Czarnogórę, oczywiście), chociaż raczył obciąć wschodni skrawek Serbii, przez co posługując się tą mapą nie uda nam się przedostać się z Serbii do Bułgarii ani też odnaleźć najwyższego szczytu Serbii, który właśnie na pominiętym skrawku kraju się znajduje. Jeśli już jesteśmy przy górach, to również najwyższy szczyt Czarnogóry nie został na mapie umieszczony (chociaż z tymi najwyższymi szczytami jest pewne zamieszanie, bo o to zaszczytne miano ubiegają się trzy czarnogórskie góry, jednak nie tłumaczy to pominięcia pozostałych dwóch z nich na mapie - w końcu i tak każdy z nich przewyższa nasze Rysy). Tak więc po pobieżnym przejrzeniu tej mapy (a mam ją kilka dni i nie jestem specjalistą od Bałkanów) znalazłem sporo niedociągnięć, jednak i tak należy docenić fakt, że powstała prawie całościowa mapa tego rejonu. Jeśli chcecie więc przedostać się z Albanii do Grecji lub z Serbii do Bułgarii, nie polecam. Jeśli natomiast wystarczą wam najważniejsze trasy i nie razi was kompletnie niezgodny ze stanem faktycznym opis na okładce, mapa z pewnością pomoże wam w poruszaniu się po Bałkanach.
  • Hańba
    • Hańba
    • John Maxwell Coetzee
    • cena: 24,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Jarosław Orłowski 2008-04-21

    Treść - tak, forma - nie   (5 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Mam taki zwyczaj, że sięgając po pierwszą książkę danego pisarza, wybieram najpierw tę uważaną powszechnie (jakkolwiek względne jest to pojęcie) za najlepszą. Tak było i tym razem - sięgnąłem po "Hańbę", dwukrotnie uhonorowaną Nagrodą Bookera. Niestety - zawiodłem się. O ile najczęściej spotyka się krytykę typu "przerost formy nad treścią", o tyle ja podsumowałbym książkę odwrotnym zdaniem: "przerost treści nad formą". Owszem, Coetzee porusza ciekawe wątki, które naprowadzają czytelnika na ważne pytania ("hańba" - jakże względne i wieloznaczne jest to pojęcie, jakże pochopnie bywa używane), ale co z tego, skoro książka jest napisana w sposób zwyczajnie nudny, nie wciągający a momentami wręcz tak banalny, że aż nie chce się wierzyć. Być może da się zwalić część winy na tłumacza, ale częste zaczynanie zdania od "aż tu nagle...", "aż tu w pewien sobotni poranek...", "aż tu pewnego dnia..." sprawiało, że momentami naprawdę nie wierzyłem, iż mam przed sobą książkę noblisty. Tylko czekałem, aż pojawi się zdanie "dawno, dawno temu..." czy "za górami, za lasami...". Podsumowując: pomysł - dobry, temat - interesujący, sposób realizacji - nieudany.
  • Kieszonkowy atlas grzybów

    Jarosław Orłowski 2007-11-07

    Mnóstwo informacji w podręcznym wydaniu   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Podstawowe zalety: świetne zdjęcia, na których (i jest to jedyny polski atlas z takim "bajerem") zaznaczono cechy charakterystyczne każdego gatunku. Ponadto pożyteczne opisy. Zaznaczono również gatunki chronione oraz podano polskie nazwy zgodnie z najnowszą "Checklistą" Wojewody (czyli aktualne - np. płomiennica zimowa zamiast zimówki aksamitnotrzonowej). Podano też na rysunku wielkość przeciętnego owocnika każdego gatunku względem książki i zaznaczono, które gatunku są chronione. Poza tym, autorzy to doświadczeni mikolodzy z wieloletnim doświadczeniem w tej dziedzinie. Jedyna wada? Całkowity chaos jeśli chodzi o układ gatunków w atlasie - wilgotnica, potem grzybówka, gołąbek, zasłonak i... nagle kolejna wilgotnica! Takie niedociągnięcie można jednak wybaczyć, bo poza tym atlas jest rewelacyjny. Gdyby nie ten chaos, uznałbym go za doskonały.

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!