stały recenzent  Beata Kajtanowska

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 5

  • Odzyskany
    • Odzyskany
    • M. J. Hyland
    • cena: 28,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Beata Kajtanowska 2009-01-02

    Liczy się tylko prawda   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka napisana jest w pierwszej osobie – czytelnik poznaje świat z punktu widzenia Johna. Język opowieści jest prosty i łatwo przyswajalny, w pełni zgodny z wiekiem narratora. „Odzyskany” to historia przeżyć dojrzewającego dwunastolatka, jego własna interpretacja zachodzących wydarzeń, jego własne przemyślenia, czasem miłe, czasem naiwne, a czasem bezwzględne i przez to – okrutne. Rzeczywistość dziecka jest tu skonfrontowana ze światem dorosłych, wieloznacznym i pełnym niuansów, którego reguł John nie rozumie. Światem, do którego chce należeć, ale nie jest w stanie jeszcze przekroczyć granicy. Światem, który John objaśnia sobie na swój własny – dziecięco naiwny, wyłącznie czarno-biały – sposób. Mimo narracji pierwszoosobowej, czytelnik jest utrzymywany w niepewności - w miarę lektury narasta przekonanie, że wcale nie znamy głównego bohatera, który – choć jest w pewnym sensie „na świeczniku” i nie ma przed czytelnikiem tajemnic – nie raz zaskakuje nadspodziewanie dojrzałym postanowieniem czy opinią. Mimowolnie czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy talent Johna – początkowo traktowany jako typowo dziecięca fantazja – nie jest prawdziwy. Na ile John – bazując na swoim darze i za wszelką cenę poszukując prawdy – próbuje manipulować otoczeniem, a na ile sam jest manipulowany przez własne zdolności? Czy dążenie do poznania prawdy może zniszczyć życie? I w końcu – jaka jest prawda Johna, a jaka – jego matki? Jego ojca? Komu wierzyć? To lektura niepokojąca i prowokująca. Częściowo odpowiada za to osoba głównego bohatera. Niespełna dwunastoletni chłopiec próbuje opisywać własne emocje jeszcze dziecinnym, niewprawnym językiem. Wielu doznawanych przez siebie uczuć nie rozumie, a niektórych – nawet nie potrafi nazwać. Ale jest szczery i – mimo że jego postępowanie może drażnić – nie sposób uniknąć, przynajmniej częściowego, utożsamiania się z nim. Czasem podczas lektury zastanawiałam się, jak bym ja postąpiła, będąc na miejscu jego matki czy ojca. A czasem przypominały mi się własne „grzeszki” z dzieciństwa… Cóż, nie daje się przejść obok Johna obojętnie. Tak samo, jak nie daje się łatwo zapomnieć tej książki.
  • Gamedec. Zabaweczki. Błyski

    Beata Kajtanowska 2008-12-05

    Gierczany detektyw w kosmosie

    Autor nie oszczędza czytelnika - od pierwszych stron wręcz przytłacza nowościami - na Gai obowiązuje czas uniwersalny, oparty na systemie dziesiętnym. Oczywiście, wiąże się z tym nowe nazewnictwo - gajańskie cetnia i mona są krótsze od ziemskich sekund i minut, ale za to hekta jest dłuższa od godziny. Dek (odpowiednik ziemskiego tygodnia) liczy dziesięć dni, pięć deków tworzy gajański miesiąc (pendek). Na dodatek w kalendarzu jest tylko dziesięć miesięcy - nie ma listopada i grudnia. A Boże Narodzenie przeniesiono na inny termin. Również miary kątów są wyrażane w gradusach, a nie w stopniach. Gwiazdy rysują na gajańskim niebie inne kształty, horyzont jest dużo dalej niż na Ziemi, dzienne niebo ma brzoskwiniowo-złoty kolor. Wszystkie te szczegóły w pierwszej chwili oszałamiają, ale każdy z nich jest uzasadniony i przypomina czytelnikowi, że Torkil stał się mieszkańcem innej planety. Autor wykorzystuje wprowadzone zmiany do przedstawienia różnych "smaczków" obyczajowych - począwszy od trywialnego (pozornie) kłopotu z określeniem czasu przygotowywania potraw - kuchenki wykalibrowane są w gajańskich jednostkach czasu, a przywiezione z Ziemi przepisy kulinarne oparte na ziemskich jednostkach, aż po prawdopodobną zmianę niektórych przysłów - skoro kąt pełny liczy 400 gradów, to gajańska wersja przysłowia: "zmienić zdanie o 180 stopni" powinna brzmieć: "zmienić zdanie o 200 gradusów" (szkoda, że akurat w tym przypadku korekta położyła puentę). Należy zauważyć, że autor nie poprzestał na jednorazowej, niezmiennej kreacji świata przyszłości i umieszczaniu w nim kolejnych - mniej lub bardziej wymyślnych - przygód gamedeca. Przeciwnie - świat Torkila ewoluuje, zmienia się niemal z dnia na dzień. W każdym kolejnym tomie Marcin Przybyłek wzbogaca stworzoną przez siebie wizję przyszłości o nowe szczegóły. Ale nie poprzestaje na wymyślaniu nowych gadżetów, które oddaje do dyspozycji bohaterom - szacuje też wpływ nowych urządzeń technicznych na codzienne życie ludzi. Autor nie powtarza się, nie streszcza poprzednich tomów - po prostu kontynuuje opowieść. Odwołuje się przy tym do poprzednich przygód Torkila, ciągnie zawiązane tam wątki i czyni to w dobrym tempie. Nie unika dosadnych, mocnych słów, jednak ani jeden wulgaryzm nie został użyty w celu epatowania czytelnika - po prostu rozwój fabuły i stopień zdenerwowania bohatera w niektórych scenach w pełni uzasadniają takie słownictwo. A w innych, nieco bardziej intymnych chwilach Torkil jest niemal poetą... Należy docenić umiejętności autora do przedstawiania specjalistycznych zagadnień w sposób dostosowany do wymogów powieści fabularnej (z konieczności uproszczony) - tak, aby nie odstraszyć czytelnika, ale i nie przekroczyć granicy prawdopodobieństwa. Wszystkie kierunki rozwoju, zmiany w przyszłości, jakie przedstawia autor, są mniej lub bardziej prawdopodobne i nie nadużywają cierpliwości ani tolerancji nawet "technicznego" czytelnika. I właśnie dlatego niecierpliwie czekam na dokończenie tej historii.
  • Fryne Hetera
    • Fryne Hetera
    • Witold Jabłoński
    • cena: 28,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Beata Kajtanowska 2008-12-05

    W Atenach ona była najpiękniejsza   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    W świecie, w którym cały panteon bóstw determinował ludzki los, życie Fryne nie stanowi wyjątku - jego zmienne koleje zostały określone już przy jej narodzinach. Nad wypełnieniem przepowiedni czuwa z oddali mag Apollonios - na skutek jego zakulisowych machinacji Fryne opuszcza ukochane Ateny, udając się do Macedonii, a następnie - śladem podbojów Aleksandra - przez Azję do Aleksandrii. Bo Fryne ma do wypełnienia zadanie... zadanie, które zmieni na zawsze historię. Ale, szczerze mówiąc, ten wątek wcale nie był dla mnie najważniejszy. Tak samo, jak w "Egipcjaninie Sinuhe" - poszczególne przygody głównego bohatera nie stanowią o wartości powieści. One są tylko pretekstem do podróży przez starożytny świat, w którym oczami Fryne obserwujemy życie mieszkańców, poznajemy panteon wyznawanych przez nich bóstw, bierzemy udział w niektórych obrzędach. Wiedza historyczna i etnograficzna autora budzi podziw. Jeszcze większy podziw budzi umiejętność dzielenia się tą wiedzą z czytelnikami - w książce nie ma ani jednej dłużyzny czy autorskiego wykładu ex cathedra. "Fryne hetera" napisana jest pięknym językiem, bardzo plastycznym i sugestywnym, miejscami wręcz malarskim. Szczególnie cenię sobie fakt, że przedstawiony przez Witolda Jabłońskiego wizerunek starożytnej Grecji tętni barwami, sprzeciwiając się stereotypom, które z uporem przedstawiają naszych kulturowych przodków w białych chitonach przed oślepiająco białymi świątyniami. Uderzający w powieści jest szacunek dla wszystkich, dziś uznawanych za pogańskie, kultów i wierzeń - wszystkie są równoprawne, żadnemu autor nie odbiera prawa do istnienia. Po prostu przedstawia je, opisuje, nie dokonując wartościowania - to należy już do czytelnika. Wprawdzie Fryne wypowiada się z niechęcią o bogu Żydów i o chrześcijaństwie, ale jakiego innego komentarza na temat monoteizmu można oczekiwać po osobie wychowanej w kulturze, w której żaden bóg nie żąda wyłączności? Ktoś powiedział, że pamięć o zmarłych sprawia, że nadal żyją wśród nas. Dzięki Witoldowi Jabłońskiemu Fryne, najpiękniejsza z ateńskich heter, jest z nami i oprowadza nas po swoim świecie. Wysłuchajmy jej opowieści - naprawdę warto.
  • Opowieść podręcznej

    Beata Kajtanowska 2008-12-05

    Zniewolenie ciała i umysłu   (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Od pierwszych stron powieściowa wizja owładnęła mną z niesamowitą siłą. Znalazłam się w bardzo dziwnym kraju, w którym kobiety nie mają imion, tylko wytatuowane na nadgarstkach numery. W kraju, w którym kolor stroju określa status kobiety - czerwony zarezerwowany jest dla Podręcznych, biały - dla Córek, niebieski - dla Żon, a wszystkie Marty (to nie imię, to nazwa profesji) noszą się na ciemnozielono. W kraju, w którym kobietom nie wolno posiadać żadnej własności, a nawet samotnie wyjść na spacer. W kraju, w którym nie wolno czytać ani pisać pod groźbą utraty ręki. W kraju, w którym na każdym kroku trzeba się legitymować. Witajcie w Republice Gileadzkiej - totalitarnej antyutopii fundamentalistów religijnych. Podręczne to młode kobiety, których jedynym zadaniem jest rodzenie dzieci. Nie wolno im pracować, nie udzielają się społecznie, w zasadzie nie robią nic - po odpowiednim szkoleniu (a raczej praniu mózgu) są przydzielane odgórnym nakazem do domów zasłużonych ojców rodzin, gdzie służą jako bierne reproduktorki, takie żywe inkubatory. Jeśli urodzą, są przenoszone do innego domu, a jeśli się nie sprawdzą, trafiają do kolonii karnych, jako bezużyteczne "niekobiety" - ich miejsce zajmują kolejne wyszkolone kandydatki. W Gileadzie nie ma miłości, śmiechu, radości - jest tylko obowiązek, powinność, powaga. I paraliżujący strach. I bezwarunkowe przestrzeganie przepisów, które regulują wszystkie dziedziny życia - łącznie z częstotliwością kąpieli. Podręczna nie decyduje o niczym, nawet o terminie zmiany odzieży zimowej na letnią... "Opowieść podręcznej" można śmiało porównywać z "Rokiem 1984" George'a Orwella. Jednak obraz społeczeństwa nakreślony przez Margaret Atwood jest o wiele bardziej przerażający - bohaterowie książki Orwella, choć zniewoleni, mają własne mieszkania, pracę, mogą korzystać z telefonu, wysyłać listy, wyjechać na łono natury... Tymczasem gileadzkie kobiety nie mogą nawet poświęcić się żadnemu hobby. Książka napisana jest pięknym, bardzo sugestywnym i pełnym niuansów językiem, tytułowa podręczna snuje swą opowieść powoli, nie unika dygresji i retrospekcji. Takie leniwe tempo narracji nie budzi jednak sprzeciwu - wszak kobieta, której przez cały dzień nie wolno nic robić, celebruje najprostsze nawet czynności, choćby to było tylko jedzenie jajka. Autorka pozostawiła zakończenie otwarte - nie znamy dalszych losów bohaterki. A jednak załączony "komentarz historyczny" z 2195 r. pozostawia nadzieję - skoro naukowcy debatują nad niuansami historii i systemu społecznego Republiki Gileadzkiej, to znaczy, że ta absurdalna próba stworzenia społeczeństwa doskonałego zakończyła się niepowodzeniem. Książka jest ostrzeżeniem przed pokładaniem nadmiernej ufności w słowa tych, którzy - "dla naszego własnego dobra" - oferują łatwe wyjaśnienia i jeszcze łatwiejsze rozwiązania. Gdyż niebo jednych jest piekłem innych.
  • Podatek
    • Podatek
    • Milena Wójtowicz
    • (towar niedostępny)

    Beata Kajtanowska 2005-06-07

    Wyśmienita!

    Przemyślana, logiczna, utrzymana w tempie i na dodatek ze zgryźliwym poczuciem humoru! I nie jest przegadana! I jeszcze gratulacje dla twórcy okładki - rewelacyjne ogłoszenia - przecudownie wprost oddają rzeczywistość.

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!