Paweł Głód
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 8
-
- Requiem dla snu
- Hubert Selby Jr
- cena: 31,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Paweł Głód 2010-09-15
Coś na co warto było czekać (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Czekałem na to kupę czasu, ale - mówię Wam - warto było czekać. Na pięć dni przed premierą wydawniczą zdobyłem egzemplarz "Requiem dla snu" Huberta Selby'ego Jr. w przekładzie Elżbiety Gałązki-Salamon. Wczoraj skończyłem czytać tę powieść. Zanim jednak opowiem swoje wrażenia z lektury, chciałbym przypomnieć początki zainteresowania tym dziełem. Zaczęło się od filmu, a właściwie od zwiastuna, który obejrzałem w 2001 roku. Po Polsce z tego, co pamiętam, krążyła jedna kopia dzieła Aronofsky'ego i zbytnio nie miałem szansy na obejrzenie tego filmu. Zadowalały mnie fragmenty filmu puszczane na kablówce. Sam film obejrzałem jakieś kilka lat później i od razu mnie zachwycił: zarówno od strony technicznej (kapitalny montaż, rewelacyjna muzyka Clinta Mansella) jak również od strony gry aktorskiej (bezkonkrencyjna Ellen Burstyn w roli Sary Goldfarb). Pozostało mi czekanie na książkę. Dla mnie swoistym skandalem było to, że powieść nie została jeszcze wydana w Polsce. Nadzieja pojawiła się wraz z wypuszczeniem na rynek "Piekielnego Brooklynu" (Last exit to Brooklyn) - debiutanckiej powieści Selby'ego. Pozostało mi czekać na "Requiem dla snu". No i się doczekałem. Proza Selby'ego jest specyficzna. Jest ona rodzajem strumienia świadomości. Miejscami można się pogubić w tym, co kto mówi. Jego proza może wydawać się bełkotem, ale to tylko pierwsze wrażenie. Selby odtwarza w dialogach sposób mówienia ludzi z Bronxu. Ale nie to jest najciekawsze w powieści. Najciekawszy w "Requiem dla snu" jest opis mechanizmu uzależnienia, stopniowego schodzenia w coraz większe piekło zależności od różnych rzeczy: telewizji, narkotyków, pigułek na odchudzanie, etc. Niezależnie od tego, od czego człowiek się uzależnia, efekt zawsze pozostaje ten sam. Czytelnik musi przygotować się na dość ostrą jazdę i na to, że pod koniec następuje ostre zderzenie ze ścianą. Proza Selby'ego w "Requiem..." z jednej strony jest minimalistyczna, a z drugiej jest ona naładowana emocjami. "Requiem dla snu" jest książką trudną. Dużo w niej brutalności, naturalizmu, miejscami zezwierzęcenia (przykładem może być scena, w której bohaterowie muszą rozcieńczać heroinę wodą z ubikacji, żeby dać sobie w żyłę). Mimo wszystko polecam jej lekturę. -
- Margot
- Michał Witkowski
- cena: 30,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Paweł Głód 2009-09-09
Książka raczej do słuchania (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Problem" z prozą Witkowskiego jest taki, że jego książki nadają się bardziej do słuchania niż czytania, ponieważ są one pisane językiem "mówionym". A interpretacja własnych tekstów wychodzi Witkowskiemu znakomicie. Wystarczy posłuchać "Lubiewa", żeby się o tym przekonać. Podobnie rzecz ma się z "Margot". Książkę czyta się szybko. Napisana jest wartkim językiem i chyba to właśnie język jest tu najwyższym atutem tej książki. Bo sama fabuła jest praktycznie prosta, o ile można tu mówić o fabule. Wydaje mi się, że fabuła jest tu szczątkowa, rwana, jakby bardziej chodziło o ukazanie charakterów niż o losy postaci. Trudno mi powiedzieć, czy to wada czy zaleta. Jak kto woli. Szkoda tylko, że książka jest tak krótka i nieco niedbale wydana. -
- Harry Potter i Książę Półkrwi
- (towar niedostępny)
Paweł Głód 2009-07-12
To jakieś kpiny z gracza (6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Gra jest fatalna. Wątek fabularny potraktowany jest po macoszemu. Ktoś, kto nie czytał książki, może się nie połapać w fabule, gdyż jest ona poszatkowana. Główny wątek jest zbyt krótki, kończy się on w momencie, gdy się na dobre rozwinął. Lepsze rozwiązania fabularne były w "Zakonie Feniksa", tam przynajmniej można było pograć porządnie, bo fabuła była naprawdę rozwinięta, a tu mamy jeden wielki krok w tył. Niektórym może się spodobać chodzenie i odkrywanie miejsc w Hogwarcie, mieszanie eliksirów czy latanie na miotle, ale to zdecydowanie za mało, żeby grze wystawić dobrą ocenę tym bardziej, że data jej premiery była przesuwana z powodu przesunięcia daty premiery filmu i było dość czasu na to, żeby grę dopracować, a nie wystawiać takiego bubla. Odradzam zakup tej gry. -
- Anioły w Ameryce
- Mike Nichols
- cena: 44,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Paweł Głód 2008-09-21
Fenomenalny serial (7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Krótko mówiąc, jest to film o relacjach międzyludzkich w obliczu dość kryzysowych sytuacji. To próba zaobserwowania ludzi wobec pogodzenia się lub nie, ze swoim losem. Opowiada on o nowojorskim środowisku homoseksualnym połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. To czas, w którym rozpędu nabierała pandemia AIDS. Pierwotnie miała być to opowieść o ostatnich dniach życia Roya Cohna (postać wzorowana na prawdziwej osobie) - prawnika, krypto geja, który zaraził się HIV. W końcu jednak sztuka przerodziła się w coś szerszego i w konsekwencji opowiada ona historię różnych osób zmagających się nie tylko z chorobą, ale również z akceptacją drugiego człowieka - nie tylko jako homoseksualisty, ale jako człowieka ogólnie. Bo tu tak naprawdę nie ma osoby idealnej, która nie miałaby problemów z przyjęciem drugiej osoby jako daru. Z akceptacją ma problemy Belize (pielęgniarz gej) wobec Cohna, Prior (kolejny główny bohater sztuki) wobec Hannah (matka Josepha, gorliwa mormonka) i vice versa. Tego typu relacji jest więcej. Nie chcę tu wyliczać. Najciekawszym jednak problemem w kwestii akceptacji mają tytułowi aniołowie wobec ludzi. Są oni zazdrośni o to, że Bóg bardziej zafascynował się ludźmi niż nimi, a przez to opuścił On Niebo. Nie będę tutaj rozwlekał się na temat poprawności teologicznej tego typu podejścia, ponieważ nie czas i miejsce na to. Sztuka Kushnera jest zaangażowana politycznie, co w serialu powoduje niemały zgrzyt. Została ona napisana w latach 80-tych i dzisiaj pewne teksty o politycznym nacechowaniu powodują lekki zgrzyt, trącą myszką i są niemiłosiernie nadmuchane. I osobiście mnie to drażniło. Sam serial mimo tego jest w moim odczuciu majstersztykiem, który jest zasługą ekipy. I tak, brawa należą się Mike'owi Nicholsowi - za ciekawy klimat filmu. Co mnie zauroczyło, to niewątpliwie muzyka Thomasa Newmana, szczególnie motyw przewodni. Kolejny techniczny plus to znakomite zdjęcia Stephena Goldblatta (szczególnie ciekawa wizja Nieba) oraz efekty specjalne. Co do ról aktorskich, to według mnie najlepiej wypadł Jeffrey Wright, który zagrał Pana Ściemniacza oraz Belize i jednego z Aniołów. Wright to aktor niestety niedoceniany. W "Aniołach..." zagrał wybitnie, wcielając się w dwie diametralnie różne postaci. Takie samo mistrzostwo jest udziałem niezastąpionej Meryl Streep, wcielającej się w postać rabina, Ethel Rosenberg oraz Hannah. No i nie miał racji Truman Capote mówiąc, że Streep nie ma za grosz talentu. Ciekawą rolę miał do zagrania Justin Kirk, który wcielił się w Priora - człowieka chorego na AIDS, którego opuszcza partner i równocześnie człowieka, któremu objawia się Anioł. Patrick Wilson też miał do zagrania dość skomplikowaną postać. Grał on bowiem konserwatywnego prawnika, mormona, geja, który nie potrafi siebie zaakceptować i który równocześnie zmaga się ze swoją żoną, a żona z nim. Ogólnie rzecz ujmując - projekcja "Aniołów w Ameryce" była dla mnie dość ciekawym doświadczeniem. -
- Harry Potter i Zakon Feniksa
- (towar niedostępny)
Paweł Głód 2007-07-18
Dobra gra z kilkoma minusami (9 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jak już inne osoby zauważyły, pod względem graficznym i zadaniowym gra jest bardzo dobra. Jednak z przykrością stwierdzam, że ta część "Harry'ego Pottera" ma swoje mankamenty: jeden wywiedziony z "Czary Ognia", a drugi zupełnie nowy. Pierwszy to sterowanie. Niestety w "Zakonie Feniksa" mamy sterowanie rodem z "Czary Ognia". Jest to irytujące, że trzeba co rusz zmieniać sposób chodzenia postaci. Drugi minus to rzucanie czarów. Po pierwsze: irytujące jest to, że na jeden przedmiot można rzucać np. dwa albo trzy czary (Depulso, Accio, Wingardium Leviosa). Lepsze rozwiązanie było we wcześniejszych częściach, gdzie wiadomo było, który czar działa na daną rzecz. Po drugie: czasami Harry rzuca czary, których się nie rzucało. Po trzecie: czasami trzeba się nieźle namachać, żeby jakiś czar zadziałał. Po trzecie: często zdarza się rzucać czar nie na ten przedmiot, na który się chciało. Ogólnie jednak gra wypada na plus mimo tych minusów. -
- Zakonnica
- Luis De La Madrid
- (towar niedostępny)
Paweł Głód 2006-08-21
Fatalny film (6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
O jeden film za daleko… Zaskakujące zakończenia są dość ciekawym elementem w filmie. Jednak trzeba je umieć robić. To po pierwsze. Po drugie: jeśli w kolejnym obrazie znowu serwują nam zaskakujący koniec, to zaczyna to być już nudne. Po trzecie: jeśli takowy koniec pojawia się na zasadzie "ni przypiął, ni wypiął", to widz może się wkurzyć. I po czwarte: jeśli widzom serwuje to Brian Yuzna, to jest to cios poniżej pasa. A tak, niestety, stało się w przypadku filmu "Zakonnica", którego producentem jest właśnie Yuzna. Sześć koleżanek mieszkanka w internacie, prowadzonym przez zakonnice. Jedna z sióstr okazuje się być sadystką, której zależy tylko na bezsensownym znęcaniu się nad uczennicami. Pewnego razu odkrywa ona, że jedna z dziewcząt jest w ciąży. Zakonnica postanawia pozbyć się tej ciąży. Przyjaciółki postanawiają jakoś pomóc swojej koleżance. W wyniku nieszczęśliwego wypadku zabijają one zakonnicę. Po tym incydencie szkoła zostaje zamknięta. Dziewczęta rozpoczynają własne życie. Po siedemnastu latach koszmar jednak powraca. Powoli zaczynają ginąć kolejne kobiety, które jako młode dziewczęta brały udział w zabójstwie siostry-sadystki. Wszystko wskazuje na to, że sprawcą śmierci jest duch zakonnicy… Fabuła zapowiada się ciekawie. Można pomyśleć, że wręcz wciągająco. Jest tajemnica, jest groza. Efekty specjalne są na dość przyzwoitym poziomie. Czasami przypominają słynny "Dark Water", bo kluczowe elementy fabuły dzieją się w wodzie i poprzez wodę. Jednak gdy widz dociera wreszcie do końca filmu, okazuje się, że nie pozostaje nic innego, jak rozwalić monitor czy telewizor jakimś ciężkim przedmiotem. Może zabrzmi to bardzo nieparlamentarnie, ale napiszę to: tak durnego, debilnego i nielogicznego zakończenia horroru nigdy nie widziałem. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni mi jakim cudem scenarzysta wpadł na tak idiotyczny pomysł zakończenia obrazu. Koniec tego filmidła wykazuje luki i nielogiczności całego scenariusza. A to nie koniec. Kretynizm scenariusza potwierdzają aktorzy, którzy snują się po planie i nie wiadomo, po co to robią. Niestety, Yuzna firmując swoim nazwiskiem to "dzieło" kompletnie dał ciała. Twórca, który ma na swoim koncie dość dobre horrory powinien zrobić coś lepszego, a nie taki gniot, który powoduje u widza tylko irytację i nic więcej. Niestety, tego filmu nie ratują dobre efekty specjalne. Nic nie może uratować filmu, jeśli scenariusz został napisany niechlujnie. Podsumowując: Yuzna rękoma Luisa de La Madrida, który jest reżyserem "Zakonnicy", dał znak widzowi, że jako twórca horrorów zaczyna się wypalać. Innym znakiem producenta dla widza jest potraktowanie go jak ostatniego idioty, który nie połapie się w debilizmie scenariusza zaserwowanego nam przez twórcę. I chyba dla twórców tego "dzieła" był to "o jeden film za daleko". -
- Capote
- Bennett Miller
- (towar niedostępny)
Paweł Głód 2006-08-21
Genialny film (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Czy można nakręcić film o zbrodni, nie robiąc zbyt dużo hałasu i nie wylewając hektolitrów krwi? Można. Film Millera wpisuje się w nurt podobny do "Słonia" Gusa van Santa. "Capote" to film o tworzeniu i o ofiarach tego procesu. Zarówno bohaterowie "Z zimną krwią" jak i sam Truman Capote stali się ofiarami procesu tworzenia. Capote za wszelką cenę pragnąc ukończenia swojego dzieła, zapętlił się tak, że sam wpadł w pułapkę, którą zastawił. Niewątpliwy sukces powieści niebeletrystycznej, jaką jest książka "Z zimną krwią", przemienił się w ostateczny upadek genialnego pisarza. Obraz Millera ukazuje cały mechanizm tego upadku. Robi to w sposób dyskretny, nie narzucający się widzowi. Film zmusza odbiorcę do dogłębnego zastanowienia się nad przedstawioną sytuacją. Gorąco polecam "Capote'a" wszystkim, którym nieobca jest refleksja nad ludzkim życiem i jego drogami. -
- Requiem For A Dream / Requiem dla snu [OST]
- Kronos Quartet, Clint Mansell
- cena: 56,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Paweł Głód 2005-06-21
Wspaniała muzyka, wspaniały film (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Muzyka jest świetna. W fantastyczny sposób oddaje nastrój filmu. Polecam każdemu, kto chciałby po nią sięgnąć. Film zresztą też polecam.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





