stały recenzent  Robert Węgrzyniak

Moje rekomendacje są listą wydawnictw, które moim zdaniem są warte uwagi. Są pozycje komercyjne jak i te mniej. Nie mniej polecam wszystkie z poniższych krążków i myślę, że nie jedna osoba znajdzie coś dla siebie. Brakuje mi tutaj kilku płyt jak np. Beach House - Teen Dream (bezwzględny #1 album roku 2010 dla mnie) oraz kilka innych... Ale mimo to serdecznie polecam. Pozdrawiam i miłego odsłuchu oraz poznawania zakątków muzyki pop, alternatywnej i tej która koi ból...

Rekomendacje:

  1. Mirrorwriting
  2. Mirrorwriting [Polska cena]
  3. Aphrodite [NTSC]
  4. All The Lovers (remixes)
  5. Head First
  6. Flesh Tone
  7. Ocean Eyes
  8. Memoirs Of An Imperfect Angel [Digipack]
  9. Reality Killed The Video Star
  10. All The Lost Souls [Deluxe]
  11. Do You Want The Truth Or Something Beautiful?
  12. Back To Bedlam [Jewelcase]
  13. Happiness
  14. Some Kind Of Trouble
  15. Tron: Dziedzictwo / Tron: Legacy [OST]
  16. Endlessly [Polska cena]
  17. Lights
  18. Rock Dust Light Star [Polska cena]
  19. Yes
  20. Go
  21. Hands All Over [Deluxe] [Digipack]
  22. Confessions On A Dance Floor
  23. The Confessions Tour [Special Edition]
  24. Body Talk (Complete)
  25. Bleu Noir
  26. Seasons Of My Soul
  27. Scissor Sisters
  28. Boys Outside
  29. The Hundred In The Hands
  30. Beautiful World [Digipack]
  31. Beautiful World [Special Edition]
  32. Circus Deluxe
  33. The Circus Live
  34. Progress [Deluxe] [Digipack]

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 150

  • Marcin Wyrostek & Coloriage [Digipack]

    Robert Węgrzyniak 2011-12-08

    Slawa sluzy...   (0 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Patrzac po zdjeciu na okladce, twarz zrobila sie kraglejsza co za tym idzie, debiut po Mam talent dobrze sie sprzedal... ale od debiutu nic nie zmienilo sie w muzyca.... nudno troszke,a szkoda
  • 4 [Deluxe]
    • 4 [Deluxe]
    • Beyonce
    • cena: 63,64 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Robert Węgrzyniak 2011-06-29

    Prefekcyjnie zaśpiewany album...   (1 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Beyonce znana ciut starszym słuchaczom jako 1/3 nie istniejącej grupy Destiny's Child powraca z kolejnym już 4 albumem o znamiennym tytule, który został wybrany przez fanów - "4". Młodsi fani i słuchacze na pewno pamiętają hity Crazy in Love, Deja Vu czy Single lades i Halo. Ten album jest promowany przez bardzo energetyczna piosenkę Run The World (Girls). Przyjęta bardzo chłodno nie dała #1 na żadnej z oficjalnych list przebojów na całym świecie, chociaż trochę namieszała... Późniejszy występ Beyonce na BB Awards z fenomenalnym show pokazał światu energie płynącą z tej piosenki, a sama Bee zaszokowała choreografią i wizualizacjami. Potem przyszła kolej na singiel "Best Thing I Never Had" który już króluje w UK (#1 iTunes) i albumów również, wszyscy czekamy na obrazek jaki zostanie zaprezentowany do tego utworu, bo on sam jest magiczny. Niedzielny występ na Glastonbury był po prostu GENIALNY. Miałem okazje oglądać go w internecie na żywo i po prostu zapierało dech w piersiach. Ten głos, całe show i pierwsza kobieta od 20 lat która była gwiazdą tegoż festiwalu i przyciągnęła więcej widzów przed telewizorami niż Coldplay czy U2 (ponad 2.5 mln). Wracając do albumu to jest to idealna klimatyczna płyta z mieszanką muzyki pop, urban i afrykańskimi akcentami gdzieniegdzie. Dla wielu jest to jej najlepszy album w karierze. I przychylam się do tej opinii. Zero patosu, przekombinowania i komercji. Bee jest marką samą w sobie i naprawdę udowadnia to na tym krążku. Tutaj nie ma wielu hitów maksymalnie 3 na 12 piosenek to chyba nie jest dużo. Czysty pop, niesamowity wokal i muzyka oraz oryginalnie dzika grafika z pazurem kobiecości Beyonce. Nic dodać nic ująć a złota płyta już w Polsce jest. Perfekcyjna płyta pop 2011 jak na razie! Polecam End of Time! <3 KOCHAM!
  • 4
    • 4
    • Beyonce
    • cena: 56,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Robert Węgrzyniak 2011-06-29

    Prefekcyjnie zaśpiewany album....   (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Beyonce znana ciut starszym słuchaczom jako 1/3 nie istniejącej grupy Destiny's Child powraca z kolejnym już 4 albumem o znamiennym tytule, który został wybrany przez fanów - "4". Młodsi fani i słuchacze na pewno pamiętają hity Crazy in Love, Deja Vu czy Single lades i Halo. Ten album jest promowany przez bardzo energetyczna piosenkę Run The World (Girls). Przyjeta bardzo chłodno nie dała #1 na żadnej z oficjalnych list przebojów na całym świecie, chociaż trochę namieszała... Późniejszy występ Beyonce na BB Awards z fenomenalnym show pokazał światu energie płynącą z tej piosenki, a sama Bee zaszokowała choreografią i wizualizacjami. Potem przyszła kolej na singiel "Best Thing I Never Had" który już króluje w UK (#1 iTunes) i albumów również, wszyscy czekamy na obrazek jaki zostanie zaprezentowany do tego utworu, bo on sam jest magiczny. Niedzielny występ na Glastonbury był po prostu GENIALNY. Miałem okazje oglądać go w internecie na żywo i po prostu zapierało dech w piersiach. Ten głos, całe show i pierwsza kobieta od 20 lat która była gwiazdą tegoż festiwalu i przyciągnęła więcej widzów przed telewizorami niż Coldplay czy U2 (ponad 2.5 mln). Wracając do albumu to jest to idealna klimatyczna płyta z mieszanką muzyki pop, urban i afrykańskimi akcentami gdzieniegdzie. Dla wielu jest to jej najlepszy album w karierze. I przychylam się do tej opinii. Zero patosu, przekombinowania i komercji. Bee jest marką samą w sobie i naprawdę udowadnia to na tym krążku. Tutaj nie ma wielu hitów maksymalnie 3 na 12 piosenek to chyba nie jest dużo. Czysty pop, niesamowity wokal i muzyka oraz oryginalnie dzika grafika z pazurem kobiecości Beyonce. Nic dodać nic ująć a złota płyta już w Polsce jest. Perfekcyjna płyta pop 2011 jak na razie! Polecam End of Time! <3 KOCHAM!
  • Bright Lights Bigger City [2 Tracks]

    Robert Węgrzyniak 2011-06-14

    Piosenka na miare filmow o Bondzie.   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Niewatpliwie Cee Lo Green zaslynal nam piosenka 'Crazy' spiewana w duecie Gnarls Barkley, ale powrot z wlasnym, solowym materialem naprawde oplywa w luksusy i perelki. Piosenka 'Bright Lights Bigger City' jest do moim skromnym zdaniem, najlepsza piosenka na albumie i zarazem genialnie nadawala by sie jako piesn przewodnia do kolejnej czesci przygod o Jamesie Bondzie (ktokolwiek mial by go zagrac). Swietnie wyprodukowana, esencja muzyki po z pazurem i ten glos.... Jedna z piosenek roku 2011. Polecam.
  • Born This Way [Special]

    Robert Węgrzyniak 2011-06-14

    Absolutny pop z domieszką różnorodności...   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ten album od samego momentu gdy została podana data jego premiery był skazany na sukces... Jest ciemniejszy od strony graficznej i bardziej różnorodny od strony muzycznej od debiutu. Osobiście polecam album w wersji Deluxe czyli 2 CD gdzie posiadamy naprawdę bardzo fajne bonusy w formie 3 dodatkowych piosenek oraz kilku remixow, które również polecam ich miłośnikom... Wracając do albumu, jest on mieszanka muzyki, języków i wszechstronności Lady Gaga. Jest on momentami nieco patowy lub przewidywalny, jak kto woli, ale przykuwa uwagę fakt że jest to ponad jedna godzina muzyki, gdzie niemalże każdy znajdzie coś dla siebie. W świetle skandali, strojów czy całego tego szumu i zgiełku jaki panuje w kolo wokalistki, trzeba przyznać że jak na album napisany dosłownie na kolanie w tourbusie czy podczas mniejszej czy większej libacji alkoholowej, wyszło jej to naprawdę przemyślanie i porządnie. Nie ma może tam hitów w stylu 'papapa' czy 'rarara' ale to jest właśnie plus tego albumu, Lady gaga po prostu nie kopiuje już wcześniej wykorzystanych motywów. Jest za to wiele ciekawych mieszanek stylów pop, dance, odrobina rocka i heavy metalu jak by się uparł. Dla mnie najlepszymi piosenkami na albumie są wszystkie... poza Marry The Night, Bloody Marry i You & I, chociaż ta ostatnia ostatnio u mnie zyskała... Remixy z cd 2 można podzielić na mniej i bardziej ciekawe a ponad czasowe Fashion of his love jest typowym popowym kawałkiem poświęconym utalentowanemu projektantowi oraz przyjacielowi Lady Gaga - Alexandrowi McQueen. Osobiście album oceniam w świetle tego co zostało już dotychczas wydane z kategorii pop w tym roku na 5 gwiazdek. Britney Spears, Jennifer Lopez czy Jessie J oraz inne tego typu wokalistki, raczej nie zaskoczyli a raczej zawiodły. Tutaj może nie mamy milowego kroku, ale na pewno nie będziemy zawiedzeni i przy tym porządnie ubawimy się słuchając muzyki pop z lat 80-90. Polecam serdecznie!
  • Born This Way [Polska cena]

    Robert Węgrzyniak 2011-06-14

    Absolutny pop z domieszką różnorodności...   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ten album od samego momentu, gdy została podana data jego premiery był skazany na sukces... Jest ciemniejszy od strony graficznej i bardziej różnorodny od strony muzycznej od debiutu. Osobiście polecam album w wersji Deluxe czyli 2 CD gdzie posiadamy naprawdę bardzo fajne bonusy w formie 3 dodatkowych piosenek oraz kilku remixow, które również polecam ich miłośnikom... Wracając do albumu, jest on mieszanka muzyki, języków i wszechstronności Lady Gaga. Jest on momentami nieco patowy lub przewidywalny, jak kto woli, ale przykuwa uwagę fakt że jest to ponad jedna godzina muzyki, gdzie niemalże każdy znajdzie coś dla siebie. W świetle skandali, strojów czy całego tego szumu i zgiełku jaki panuje w kolo wokalistki, trzeba przyznać że jak na album napisany dosłownie na kolanie w tourbusie czy podczas mniejszej czy większej libacji alkoholowej, wyszło jej to naprawdę przemyślanie i porządnie. Nie ma może tam hitów w stylu 'papapa' czy 'rarara' ale to jest właśnie plus tego albumu, Lady gaga po prostu nie kopiuje już wcześniej wykorzystanych motywów. Jest za to wiele ciekawych mieszanek stylów pop, dance, odrobina rocka i heavy metalu jak by się uparł. Dla mnie najlepszymi piosenkami na albumie są wszystkie... poza Marry The Night, Bloody Marry i You & I, chociaż ta ostatnia ostatnio u mnie zyskała... Remixy z cd 2 można podzielić na mniej i bardziej ciekawe a ponad czasowe Fashion of his love jest typowym popowym kawałkiem poświęconym utalentowanemu projektantowi oraz przyjacielowi Lady Gaga - Alexandrowi McQueen. Osobiście album oceniam w świetle tego co zostało już dotychczas wydane z kategorii pop w tym roku na 5 gwiazdek. Britney Spears, Jennifer Lopez czy Jessie J oraz inne tego typu wokalistki, raczej nie zaskoczyli a raczej zawiodły. Tutaj może nie mamy milowego kroku, ale na pewno nie będziemy zawiedzeni i przy tym porządnie ubawimy się słuchając muzyki pop z lat 80-90. Polecam serdecznie!
  • Born This Way
    • Born This Way
    • Lady Gaga
    • cena: 59,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Robert Węgrzyniak 2011-06-14

    Absolutny pop z domieszką różnorodności...

    Ten album od samego momentu gdy została podana data jego premiery był skazany na sukces... Jest ciemniejszy od strony graficznej i bardziej różnorodny od strony muzycznej od debiutu. Osobiście polecam album w wersji Deluxe czyli 2 CD gdzie posiadamy naprawdę bardzo fajne bonusy w formie 3 dodatkowych piosenek oraz kilku remixow, które również polecam ich miłośnikom... Wracając do albumu, jest on mieszanką muzyki, języków i wszechstronności Lady Gaga. Jest on momentami nieco patowy lub przewidywalny, jak kto woli, ale przykuwa uwagę fakt, że jest to ponad jedna godzina muzyki gdzie niemalże każdy znajdzie coś dla siebie. W świetle skandali, strojów czy całego tego szumu i zgiełku jaki panuje w koło wokalistki, trzeba przyznać że jak na album napisany dosłownie na kolanie w tourbusie czy podczas mniejszej czy większej libacji alkoholowej, wyszło jej to naprawdę przemyślnie i porządnie. Nie ma może tam hitów w stylu 'papapa' czy 'rarara', ale to jest właśnie plus tego albumu, Lady Gaga po prostu nie kopiuje już wcześniej wykorzystanych motywów. Jest za to wiele ciekawych mieszanek stylów pop, dance, odrobina rocka i heavy metalu jak by się uparł. Dla mnie najlepszymi piosenkami na albumie są wszystkie... poza Marry The Night, Bloody Marry i You & I, chociaż ta ostatnia ostatnio u mnie zyskała... Remixy z CD 2 można podzielić na mniej i bardziej ciekawe a ponad czasowe Fashion of his love jest typowym popowym kawałkiem poświęconym utalentowanemu projektantowi oraz przyjacielowi Lady Gaga - Alexandrowi McQueen. Osobiście album oceniam w świetle tego co zostało już dotychczas wydane z kategorii pop w tym roku na 5 gwiazdek. Britney Spears, Jennifer Lopez czy Jessie J oraz inne tego typu wokalistki, raczej nie zaskoczyli a raczej zawiodły. Tutaj może nie mamy milowego kroku, ale na pewno nie będziemy zawiedzeni i przy tym porządnie ubawimy się słuchając muzyki pop z lat 80-90. Polecam serdecznie!
  • Pala
    • Pala
    • Friendly Fires
    • cena: 60,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Robert Węgrzyniak 2011-06-14

    Lepszy od debiutu i top 3 2011!   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    „Pala” to muzyczna euforia wznosząca słuchaczy wysoko ku słońcu, zanurzająca ich w wieczornych imprezach na plaży, wakacyjnych miłościach i szybująca w kierunku letniej ulotności… Chwile zapomnienia, ekstatyczna zabawa do rana, przyjemne zmęczenie i towarzyszące mu uczucie błogości. Na szczęście, by doświadczyć wszystkich tych wrażeń, nie trzeba czekać aż do czasu, gdy nastaną upalne dni. Wystarczy dać się porwać Friendly Fires w szaloną muzyczną podróż. Ich nowa płyta jest swego rodzaju przepustką do lata. Nie ma czasu na zastanawianie się, nagle zostajemy wciągnięci w wir dźwięków. Album rozpoczyna się retro-futurystycznym manifestem „Live Those Days Tonight” przywołującym na myśl imprezy rave’owe z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. To rytmiczne, taneczne i niemal transowo zapętlające się zapomnienie. Pędzimy ile sił, a serce staje w ogniu! Utwór pt. „Blue Cassette” jest kolejnym z wehikułów zabierających nas do czasów, gdy podstawowym nośnikiem, na którym popularyzowano muzykę, była kaseta magnetofonowa. Pojawiają się dźwięki przesuwania taśmy, przycisku „play”, znane nam z przenośnych odtwarzaczy typu „Walkman”, które to poprzedzają eksplozje refrenów. W „Running Away” nadal uciekamy, lecz możemy już obejrzeć się za siebie. Szaleńcze tempo odsłuchu płyty na chwilę opada. Jesteśmy na przystanku DFA. Już za chwilę zachłyśniemy się „Hawaiian Air”. Soczyste bębny, dźwięki klawiszy, odgłosy pozytywki i cymbałków tworzących klimat płyty nadal są słyszalne. Wokal Eda Macfarlane’a może kojarzyć się z wesołą wersją Roberta Smitha z The Cure lub radosną odmianą głosu Andrew Mearsa z Foals. Wreszcie następuje chwila wytchnienia. W „Hurting” pojawia się przestrzeń, szepty i dramaturgiczne pauzy serwowane jakby przez DJ-a. Unosi się łagodna, miłosna piosenka, której pozwalamy swobodnie odejść. Głównym celem podróży jest tytułowa „Pala”, muzyczna utopia, w której dominuje marzycielskie zatopienie i cisza. Subtelnie dawkowane są dźwięki instrumentów, przestrzeń, chórki, pogłosy, świergot ptaków i odgłosy przypominające „naciąganie” aparatu fotograficznego. Słuchamy kompozycji z zachwytem, zamykamy oczy i na chwilę znikamy. Z magicznego snu budzi nas „Show Me Lights”, utwór z hiphopowym bitem, jednak nie odstający w znaczący sposób od reszty płyty. Wracamy na parkiet, jest surowiej i bardziej rockowo-tanecznie. Zapętlony, pulsujący, brudny bas, kojarzący się z dokonaniami Toma Veka, połączony został z nu disco w "fasonie" Holy Ghost! i z wypracowanym na tej płycie, wyraźnym stylem Friendly Fires. To musi być „True Love”. Z utworu na utwór zakochuję się coraz bardziej w tym albumie i nie zanosi się tylko na chwilowe zauroczenie. Nie chce się wracać na Ziemię, "przyjazne ogniki" sprawią jednak, że lądowanie będzie łagodne. „Pull Me Back To Earth” przypomina nieco dokonania Talking Heads. Kołatki, świergotliwe gitary i afrykańska rytmika wzbogacone są o unowocześnione brzmienie. Kompozycja „Chimes” znów porywa nas na parkiet. Cymbałki, tech-house’owy rytm i jednostajny wokal przechodzą płynnie w eksplozje dreampopowych fajerwerków z dynamicznym basem. Delikatnie mówiąc. Polecam!
  • Mirrorwriting [Polska cena]

    Robert Węgrzyniak 2011-04-21

    Masterpiece!   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jamie Woon jest trzecim, po Katy B i Jamesie Blake’u, z tegorocznych brytyjskich debiutantów łączących piosenkową formę z brzmieniem mniej lub bardziej nawiązującym do sceny garażowej. Pierwszym zarazem, którego album zachwyca w całości, będąc niezwykle spójnym wydawnictwem. Niesiony famą współpracy z Burialem, nie poprzestaje jednak na post-stepowych kliknięciach, sięgając po soul i r&b. Mirrorwriting otwiera dobrze już znany, wyprodukowany przez Bevana, “Night Air”, który idealnie nastraja na najbliższe trzy kwadranse. Elegancka, zmysłowa muzyka o przepięknym, szczegółowym brzmieniu. Do dbałości o detale przez Buriala jestem przyzwyczajony, ale ten mruczący bas, spokojny, wyklaskany rytm, anielskie chóry wspierające imponujący wokal Woona, których wejście po pauzie w środku utworu rzuca na kolana – po prostu cudo. Nawet charakterystyczną upadającą na ziemię łuskę można wychwycić. Po tak dobrym otwarciu wydawałoby się, że nie da się utrzymać poziomu, ale Woon robi to bez najmniejszego wysiłku. Pulsujące “Street” (mówiłem już, że ten chłopak świetnie śpiewa?), natchnione, udramatycznione “Spirits” ze wspaniałym refrenem i harmonijnymi głosami w tle tworzącymi podkład dla przetasowanego beatu, balladka “Spirals” z sentymentalną gitarą ustępującą miejsca elektronicznym teksturom. Z kontemplowania nad lampką czerwonego wina wyrywa nagle dynamiczne “TMRW”, w którym Jamie Woon zamienia się na chwilę w gwiazdę r&b, jednak mocny beat skąpany jest w dalszym ciągu w szykownej melancholii i już po chwili album wycisza się z powrotem, by zwieńczyć się minimalistycznymi “Gravity” i “Waterfront”. Statuetka Niezal Sound of 2011 idzie zatem do…
  • Mirrorwriting
    • Mirrorwriting
    • Jamie Woon
    • cena: 50,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 14 dni )

    Robert Węgrzyniak 2011-04-20

    Masterpiece!   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jamie Woon jest trzecim, po Katy B i Jamesie Blake’u, z tegorocznych brytyjskich debiutantów łączących piosenkową formę z brzmieniem mniej lub bardziej nawiązującym do sceny garażowej. Pierwszym zarazem, którego album zachwyca w całości, będąc niezwykle spójnym wydawnictwem. Niesiony famą współpracy z Burialem, nie poprzestaje jednak na post-stepowych kliknięciach, sięgając po soul i r&b. Mirrorwriting otwiera dobrze już znany, wyprodukowany przez Bevana, “Night Air”, który idealnie nastraja na najbliższe trzy kwadranse. Elegancka, zmysłowa muzyka o przepięknym, szczegółówym brzmieniu. Do dbałości o detale przez Buriala jestem przyzwyczajony, ale ten mruczący bas, spokojny, wyklaskany rytm, anielskie chóry wspierające imponujący wokal Woona, których wejście po pauzie w środku utworu rzuca na kolana – po prostu cudo. Nawet charakterystyczną upadającą na ziemię łuskę można wychwycić. Po tak dobrym otwarciu wydawałoby się, że nie da się utrzymać poziomu, ale Woon robi to bez najmniejszego wysiłku. Pulsujące “Street” (mówiłem już, że ten chłopak świetnie śpiewa?), natchnione, udramatycznione “Spirits” ze wspaniałym refrenem i harmonijnymi głosami w tle tworzącymi podkład dla przetasowanego beatu, balladka “Spirals” z sentymentalną gitarą ustępującą miejsca elektronicznym teksturom. Z kontemplowania nad lampką czerwonego wina wyrywa nagle dynamiczne “TMRW”, w którym Jamie Woon zamienia się na chwilę w gwiazdę r&b, jednak mocny beat skąpany jest w dalszym ciągu w szykownej melancholii i już po chwili album wycisza się z powrotem, by zwieńczyć się minimalistycznymi “Gravity” i “Waterfront”. Statuetka Niezal Sound of 2011 idzie zatem do…
(Stron 15)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!