stały recenzent  Anita Ozimek

Rekomendacje:

  1. Comédia infantil
  2. Komin pokutników

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 14

  • Życie Pi
    • Życie Pi
    • Yann Martel
    • (towar niedostępny)

    Anita Ozimek 2005-08-03

    Ocean czytelniczych doznań   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Z czytaniem książek jest jak z dogadywaniem się z ludźmi. Bo albo nie masz z nimi o czym gadać. Innymi słowy nie masz im nic do powiedzenia. Ni w ząb cię nie rozumiem, wciskasz mi ciemnotę. Albo znajdujecie wspólny język i w mig się dogadujecie. Hmm...jeśli tak, to autorowi Życia Pi powiedziałabym, Panie Martel to była prawdziwa przyjemność, doskonale mi się z Panem rozmawiało. Cóż za polot, co za wyobraźnia. Jakże wielobarwna i złożona paleta warsztatu pisarskiego. Chylę nisko czoła i kłaniam się przed wielkim talentem pisarskim. Włada Pan nim po mistrzowsku. I żywię głęboką nadzieję, że wrócimy jeszcze do tematu. Owszem stawia pan wysoko poprzeczkę. Wymagający z Pana towarzysz dysputy, ale nic to, wypada tylko podziękować za co? No wiele się tego uzbierało- choćby za dostarczenie wielu wzruszeń i tematów do przemyśleń. Wyobraźnia bestia rozszalała się na całego i popatrz pan nie mogę sobie z nią poradzić. Umie Pan zagadać rozmówcę. I mogłabym tak z Panem Panie pisarz rozmawiać choćby i całą noc i bez końca. Ech, aż miło posłuchać. Ile w tym magii, ile mądrości życiowej. Zdradzę Panu tajemnicę, w kuluarach dużo się o Panu mówi i to wyłącznie w samych superlatywach. Niejaki zgrzyt stanowi tylko dylemat, która z dwóch historii jest autentyczna. Myślę ja sobie, że i jedna, i druga to ta sama opowieść o tragedii, która spotkała Pi. To taka narracja dziecka, które gdy czegoś nie rozumie, to tworzy alternatywną rzeczywistość. Coś, co pomoże mu uporać się z cierpieniem i dalej żyć w swoim świecie i w zgodzie ze swoimi zasadami. Tak pierwszorzędny z Pana psycholog. To by było na tyle. Kochani do dzieła, ruszcie te swoje d..... i w te pędy zabierajcie się do czytania. Powiem tylko ARCYDZIEŁO! Nie uświadczy tu nudy ani filozof, ani podróżnik, ani socjolog. Szkoda czasu na gadanie, lepiej poczytać i zakochać się od pierwszego słowa w "Życiu Pi". To niezapomniana przygoda w podróży przez wzburzony ocean życia wilka morskiego, co to zacumował nie do jednego brzegu.
  • Nostalgia anioła

    Anita Ozimek 2005-08-01

    Cierpienie ma nie jedną twarz   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    O krzywdzie dziecka napisano już wiele książek. Myślę sobie jeszcze jedna cegiełka do opasłej galerii historii dzieci- niechcianych, niekochanych, z domów dziecka, ze szpitali i niestety z kryminalnych statystyk. Cóż więcej można o tym napisać? Jak, jeszcze bardziej poruszyć nieczułe serca? Przy temacie tak trudnym, bo przecież mowa tu o rzeczach, które wzbudzają wiele emocji wśród opinii publicznej, budzą zgorszenie, niesmak i obok których nie sposób przejść obojętnie można z łatwością otrzeć się o manipulowanie ludzkimi uczuciami. A stąd już jeden krok do przekroczenia jakże kruchej granicy dobrego smaku, by w prostej linii zostać posądzonym o płytką tkliwość, tani zabieg komercyjny wymierzony w liczbę sprzedanych egzemplarzy? Byłam wielce ciekawa i zaintrygowana, jak się rozprawi z tym tematem pani Sebold. Każdy, po zapoznaniu się z lekturą przyzna, że autorka sięgnęła po dość niekonwencjonalne i ryzykowne rozwiązanie, lecz sprostała temu zadaniu w każdym możliwym tego słowa znaczeniu. W tym przypadku czytelnik już od pierwszych stron miał być świadkiem brutalnego gwałtu i na czternastoletniej dziewczynce. Banał? Nic bardziej mylnego. Nowatorska u Sebold jest nie tylko sama konstrukcja akcji, ale też jej wydźwięk emocjonalny. Z pewnym przekąsem powiem, że nasunęła mi się analogia do sceny żywcem wyjętej z kronik kryminalnych. Kolejna próba zrekonstruowania morderstwa. Z tą jednak różnicą, że relacjonującym nie był przestępca, ale sama ofiara. Widzimy ją zatem jak z Nieba z bracią niebieskich przyjaciół obserwuje życie na ziemi. Towarzyszy najbliższym w ich rozterkach, małych radościach i szarości dnia codziennego i jakże nieudolnych próbach radzenia sobie z utratą kogoś bliskiego- córki, siostry, koleżanki. Mało tego, widzimy jak towarzyszy swemu katowi, który tak brutalnie odebrał jej życie. Płaczesz więc i śmiejesz się jednocześnie. Gdy bohaterka cierpi, cierpisz razem z nią. Gdy się raduje, wnet masz rozpromienione oblicze, a gdy wzbiera w niej bunt i oburzenie na los, który ją spotyka masz ochotę dorwać tego zbrodniarza i własnymi rękoma wymierzyć sprawiedliwość. I tak akcja książki nabiera zawrotnego tempa. Atmosfera się zagęszcza i rośnie napięcie. A ty, chłoniesz niczym gąbka wodę każdą kolejną stronę. Dręczy tylko pytanie – dorwą w końcu tego s... ? Finał zaskakuje, ale czegóż można się było spodziewać, skoro cała książka jest po prostu nietuzinkowa. Koncentrując się na próbie rozrachunku z cierpieniem, z jednej strony mamy zbrodnię, a z drugiej niespotykaną wrażliwość. Jedno i drugie piętrzy się i jest gotowe by stoczyć ostateczną bitwę. Kto wygra tym razem - dobro czy zło? Okazuje się, że w tej walce nie ma i nie może być wygranych. Sebold nie daje gotowych recept, jak pokonać cierpienie. Bo czy można polemizować z bólem? Nie osądza, ale też nie mówi jaka kara dla złoczyńcy jest jedynie słuszna. Pokazuje jedynie, że można w innym świetle spojrzeć na ludzką krzywdę i że odczucia temu towarzyszące niekoniecznie muszą być grubo podszyte gniewem i rozgoryczeniem. Zaprasza niejako czytelnika do zabrania głosu w dyskusji, do zajęcia stanowiska. A fakt, iż w podobny, okrutny sposób los obszedł się z samą autorką dodaje pikanterii i realizmu całej historii. Myli się jednak ten, kto myśli, że została ona opowiedziana z chęci zemsty. Czytelnik ma pomóc autorce uporać się z cierpieniem? Czy też to autorka przez pryzmat swoich doświadczeń wyciąga pomocną dłoń do odbiorcy książki? Książka Sebold jest ni mniej ni więcej tylko bogatym w mądrość życiową zapisem skomplikowanych relacji międzyludzkich z tragedią w tle. Jest niczym lustrzane odbicie wnętrza cierpiącej duszy, w którym możemy się przejrzeć. Zobaczyć wszystkie jego niedociągnięcia i niedoskonałości, ale też jego jaśniejsze, pozytywne strony. Jakie będzie wasze lustrzane odbicie?
  • Gnój (wydanie kieszonkowe)

    Anita Ozimek 2005-07-29

    Szlachetni Obywatele, Kochani Rodzice Oprawcy   (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Mam przed sobą książkę, którą popełnił Kuczok. Aplauz już ucichł, oczy nie bolą od blasku fleszy, a ja mogłam w ciszy i spokoju oddać się lekturze. Myśląc z przekąsem– czym mnie Pan zaskoczy, Panie Kuczok? Czytałam więc, i czytałam, a ciekawość szybko ustępowała miejsca smutkowi i milczeniu. Bo tylko milczenie mogło zamknąć usta rosnącemu we mnie oburzeniu na całe to zło, na cierpienie. Poczułam się bezsilna i było mi wstyd. Wstyd za siebie, za innych i za to, że wciąż jeszcze pozwalamy, aby takie rzeczy zdarzały się w rzekomo cywilizowanych i humanitarnych czasach. Mówią, że nie powinno się pisać ani czytać takich książek, bo świat i bez tego jest wystarczająco bezlitosny i okrutny. Niby prawda, tylko że problem sam nie zniknie, gdy zamkniemy na niego oczy. To taki rodzaj sztuki, który choć cieszy się złą sławą, to długo nie schodzi z afisza. „Gnój” to nic innego, jak dramat w trzech odsłonach. Odsłonie bólu, rozkładu wartości moralnych i w końcu szerzącej się w zastraszającym tempie plagi obojętności na krzywdę. Pytałam siebie, czy naprawdę doskwiera nam dżuma znieczulicy? Czy nie można jej zatrzymać i dokąd to nas zaprowadzi? Nurzałam się więc w „Gnoju” i co rusz doświadczałam smrodu autentyczności i odoru cierpienia, który zdawał się nie mieć końca. Kuczok nie otarł się o prawdę. On nią nas wręcz spoliczkował, obnażając brutalnie tzw. normalność. Nic przedtem i nic potem nie zachwiało bardziej moją wiarę w ludzi. Tak Panie Kuczok odwalił Pan kawał dobrej roboty! Wolałabym jednak, aby była to tylko fikcja literacka. „Gnój” to książka o tym, jak nie powinno wyglądać życie. Jak nie powinno być wychowywane dziecko i w końcu o tym, jak można postarać się o to, aby szybko i skutecznie uprzykrzyć sobie i innym życie. Tym boleśniejsza jest to prawda, że niemal zawsze godzi w istoty, które są najmniej odporne na zło. Najmniej odporne, bo bezbronne i nie zdążyły się jeszcze nauczyć przyjmować tęgich pasów od życia. Nauk, które wymierzają z poczucia bezsilności i rezygnacji najbliżsi. A przecież to oni, jak nikt inny, winni te kruche i delikatne istoty, które dopiero stoją u progu życia, otoczyć troską i miłością. Powinni, a jednak tego nie robią. I zamiast tego, z jakichś niewytłumaczalnych powodów, bo czy można logicznie wytłumaczyć zło, w imię dobra dziecka karcą, krzywdzą, zadają ból fizyczny i psychiczny. Któż tego nie zna - weź ty lepiej zabawkę i idź się pobaw, masz zeta kup sobie loda i nie zawracaj mi głowy, daj ty mi święty spokój, już cię tu nie ma, precz mi z oczu. Zapytacie, a co na to dziecko? Dziecko tymczasem wciąż kocha ze sobie tylko właściwą ufnością i naiwnością. Miłością, która nie żąda i nie pyta, a tylko daje i daje nie pragnąc nic w zamian. Przyjmuje więc bez słowa sprzeciwu tę wypaczoną, zdeformowaną rzeczywistość. Przyjmuje, ale już wie, że życie to nie bajka. Choć nikt mu o tym nie powiedział, nie uprzedził i nie pokazał, że można inaczej, lepiej. Taka jest bolesna prawda. Nie ma miłości lepszej i gorszej, jak nie ma mniejszej i większej krzywdy. Jest tylko jedna miłość i jeden ból. Ból drętwy, namolny i niszczący. Chciałoby się łudzić, że tak nie jest, że to tylko wytwór wyobraźni autora napisany ku przestrodze. Chciałoby się, ale wszyscy wiemy, że tak jest i prawdopodobnie w tej chwili, może nawet za ścianą jest drugi taki mały K. i drudzy Państwo K. „kochający i idealni” rodzice. Bzdura! Czyżby? Widzicie te łzy, tę purpurę siniaków. Słyszycie ten płacz, od którego kraje się serce i ten niemy krzyk o pomoc. Jakieś wątpliwości? Panie Kuczok, chylę czoła i gratuluję wprawnego pióra i więcej niż dobrej książki. Książki ambitnej i wymagającej. A nam wszystkim niestety nie pogratuluję barbarzyńskich czasów, w których wciąż jeszcze dziecku dzieje się krzywda.
  • Oskar i Pani Róża
    • Oskar i Pani Róża
    • Eric-Emmanuel Schmitt
    • (towar niedostępny)

    Anita Ozimek 2005-07-27

    Cierpienie i nadzieja czasami idą w parze   (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Po przeczytaniu tej książki (chylę czoła przed autorem) długo jeszcze nie mogłam pozbierać myśli. To była jedna z tych magicznych chwil, gdy zapomina się o całym bożym świecie i smutki mają mniej nadąsaną minę i troski są mniej dokuczliwe i nawet szef jest mniej kąśliwy niż zazwyczaj. Tak więc dzień sposobił się już do snu, noc nieśmiało zaglądała przez okno, a duch książki wciąż i od nowa czaił się po kątach, wymykał się spod kontroli i nie dawał ujarzmić i zaszlufladkować. Jak to możliwe by w zaledwie 78 stronach pomieścić tyle ciepła, tyle delikatności i tony tzw. mądrości życiowej? Oto jest pytanie! Ta prosta, niewyszukana przecież fabuła o losach cherlawego chorego chłopczyka o sercu olbrzyma i wolontariuszki i zapaśniczki, bynajmniej nie wagi piórkowej, która z finezją baleriny rozkłada na łopatki tzw. trudne pytania - trafia prościuteńko, na skróty w samo serce. Chwyta i już nie puszcza. A przy tym rozprawia się z nieśmiertelną i niełatwą skądinąd kwestią cierpienia w taki sposób, że zaglądasz bestii w ślepia i ani myślisz o ucieczce. A to wielka sztuka, którą autor zdaje się opanował do perfekcji. Nie wiem, czy więcej razy się śmiałam czy płakałam? Dlatego też nie jest to rzecz lekkostrawna i płytka, mimo to czyta się ją jednym tchem i apetyt rośnie w miarę jedzenia tj. czytania każdej kolejnej strony. Mówię wam, palce lizać... Na nutę kulinarną można by ją nazwać kuracją odchudzającą. Zapytacie z czego? Ot, chociażby z całego tego błota nieważności, którym się tak szczelnie i bez sprzeciwu każdego dnia oblepiamy. Tryska wiarą w jutro. Chcę powiedzieć, że książka zmusza do refleksji nad życiem, do wejrzenia w głąb siebie. I jeśli ktoś szuka antidotum na bezduszność dzisiejszego świata, na jego chłód, wykalkulowanie, nastawienie wyłącznie na zysk i karierę, to trafił pod właściwy adres. Tak, ta książka ma moc uzdrawiania okaleczonych, zbolałych dusz. Myślisz sobie, nie, tego nie wolno tak zostawić. Trzeba ocalić od zła wszystko to, co delikatne i kruche, bo nic, a już z pewnością życie i szczęście nie jest dane raz i na zawsze. Więc czym prędzej zakasujesz rękawy i już skrzętnie zbierasz każdy uśmiech i za każde dobre słowo, szczodry gest gotów jesteś oddać krocie. Na czym polega fenomen tego dzieła? Już wam odpowiadam. W prostocie kryje się piękno i tym wprost bajkowym pięknem jest przesiąknięta cała książka, nie tracąc przy tym nic z autentyczności. I jeszcze jedno, nie mogłam oprzeć się pokusie by w jednej chwili mieć znowu 10 lat. Wrócić do tego piegowatego świata, domków z piasku i pluszowych misiów. Znów wierzyć, z dziecinną naiwnością, że świat jest wielką przygodą (kinder niespodzianką), że pełen jest dobrych, życzliwych ludzi i że nie oszalał do reszty. Petycja! CAŁA POLSKA CZYTA DOROSŁYM (może już wcześnie ktoś na to wpadł?). Czy stać Cię na to by przejść obojętnie obok tej książki? TO JEST TWOJE ZADANIE DOMOWE. JAK NIE TO PAŁA I UWAGA DO DZIENNICZKA! Naszła mnie też wielka ochota (ciekawe, skąd się toto przyplątało?) by wszystkim mi drogim osobom rzec JAK TO DOBRZE, ŻE JESTEŚ, JESTEŚCIE....... I JAK TO DOBRZE, ŻE KTOŚ JESZCZE PISZE TAKIE KSIĄŻKI.
(Stron: 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!