Dominika Kmiecik
Jestem wielką fanką muzyki francuskiej oraz jungle,uwielbiam francuskie filmy i produkcje hiszpańsko-francuskie,jestem wierną fanką Mylene Farmer i Celine Dion.
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 222
-
- Greatest Hits 87- 97
- Kylie Minogue
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-05-21
Największe dokonania księżniczki popu (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ta bardzo sympatyczna składanka największych hitów Kylie Minogue ucieszy nie tylko fana piosenkarki, fana muzyki disco czy pop, fana muzyki lat 80 czy lat 90, ale fana muzyki po prostu. Nie można nazywać siebie melomanem, nie można interesować się muzyką, nie znając jej prowodyrów, osób się w niej liczących, nawet jeśli nie trafiają one w nasze gusta muzyczne. Kylie to z pewnością pewna ikona, nie wiem czy słusznie zaliczana do grona twórców muzyki „gay”. Jakby na nią nie patrzeć, jest wzorem kobiecości, wokalu, nienagannego ubioru, makijażu. W latach 1987-1997 odnosiła swoje największe sukcesy i nagrała najbardziej charakterystyczne kawałki. Sądzę więc, że płyta spokojnie mogłaby się nazywać „The Best Of Kylie Minogue”, nawet gdyby miała zostać wydana dzisiaj. Bo to są jej naprawdę najlepsze dokonania, nie tylko pod względem treści, ale i pod względem marketingu i sprzedaży. Przeszywające w zabawny sposób dźwięki elektroniki, w ogóle nie pasujące do spokojnego popu i nieco szybszego disco to znak rozpoznawczy Minogue – słychać to wszystko na tej kompilacji od pierwszego dźwięku do ostatniego. 8 remiksów to wielka gratka dla fanów Australijki – są one zrobione naprawdę w dobrym guście, ambitnie i z polotem. To nawet nie przeróbki, lecz… inne wersje tej samej piosenki, jakby twórca sprawdzał, z jaką melodią dana linia wokalno-melodyczna zabrzmi lepiej. I bardzo dobrze, że słuchacz dzięki temu albumowi sam może to ocenić. Niepowtarzalny styl, nienaganny wokal, dopracowane do ostatniego szczegółu i dopięte na ostatni guzik partie muzyczne i masteringowe – to wszystko znajdziemy na tym wydawnictwie, warto go zakupić, by wiedzieć przynajmniej co ganimy mówiąc „Nie, ja nie słucham Kylie Minogue, ja słucham ambitnej muzyki”. Ja odpowiedziałabym „Jeśli to nie jest ambitne, to czym są Britney, Madonna, Cher i Whitney razem wzięte?” -
- Kylie Minogue / Impossible Princess
- Kylie Minogue
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-05-21
By ocenić, czy księżniczka jest królową
Dwie płyty Kylie Minogue w specjalnym promocyjnym wydaniu – 2 w cenie 1 to dobra propozycja dla kogoś, kto Kylie nie zna lub też dla kogoś, kto najbardziej ceni sobie jej starszą twórczość. Płyta sygnowana jej imieniem i nazwiskiem tylko i wyłącznie z 1994 roku i „Niemożliwa księżniczka” z 1998 to 2 kolejne wydawnictwa w dyskografii księżniczki popu. W zasadzie ciężko powiedzieć, dlaczego Australijka została pozbawiona tytułu „królowej” przez Madonnę, ale można mniemać, że ta druga ma na swoim koncie o wiele więcej skandali. Te dwa albumy charakterystyczne są dla samej piosenkarki, ale i dla tamtych lat, tamtego „szalonego” czasu, podwiązanych białych prześwitujących bluzek i jeansów ze zbyt wysoką talią. Wcześniej Minogue jako debiutantka była świeża, ale mam wrażenie, że również głupiutka. Sposób jej wokalu w prawie 10 lat po debiucie poprawił się nie do poznania. Rzecz jasna, że struny głosowe nie zostały podmienione, ale warsztaty zrobiły swoje. Kylie przestała łapać każdą szansę zaistnienia w mediach, porzuciła serial i inne dziwne pozycje w jej karierowym życiu, skupiła się na muzyce w jej czystej, krystalicznej formie. Sama okładka „Kylie Minogue” od razu „daje po oczach” swoją kontrastowością z poprzednimi longplayami. Doskonałe „Confide In Me”, które to pokazało Minogue z zupełnie innej, bardziej dojrzałej emocjonalnie i rozsądniejszej strony. Od tamtej pory w jej życiu już wszystko układało się po jej myśli, zyskała status gwiazdy, który do dzisiaj pozostał niezmienny i niezachwiany. „Impossible Princes” to już zupełnie inna historia. Nie chciałabym ryzykować stwierdzenia, że gorsza, ale z pewnością mniej ambitniejsza. Odejście od klimatu średnio ambitnego popu i przejście do trochę bardzie górnolotnego disco nie wyszło Kylie na dobre, ale jest cała rzesza fanów, która przecież uważa inaczej… „Did It Again” to z pewnością najmocniejszy utwór na albumie, gdzie to Minogue bardzo ironicznie podchodzi do tematu życia, rozumu, osobowości. Kwintesencją jest teledysk, który poza przekazem merytorycznym ukazuje też… trochę ciała piosenkarki. Od tego albumu Australijka została zauważona także jako kobieta, zmieniła nawet swój image na bardziej kobiecy. „Breath” znowu pokazuje trochę nagości, ale oczywiście jako fanka Kylie wierzę, że w słusznej sprawie. Słuchając całego albumu czujemy neony przewijające się nam po plecach, w myślach widzimy tandetność i kiczowatość ubiorów w stylu disco… Po tych 2 albumach bywało lepiej i gorzej, ale na pewno nie inaczej, jak to miało miejsce przed nimi. Ufam, że ta wizytówka Kylie Minogue nie zawodzi, lecz pokazuje metamorfozę z przerostu treści nad formą w przerost formy nad treścią, która to przemiana w tym wypadku klasyfikowana jest po prostu jako okres przejściowy, na całe szczęście. -
- Rammstein. Czarna skrzynka nie otwieraj
- Adam Kisch
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-01-19
Niepozorna perełka (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ta książka, mimo iż nie zadziwia swoimi rozmiarami jest jedną z perełek w mojej bibliotece domowej. Szczerze powiedziawszy, niewiele książek o muzykach czy muzyce jest dobrych. Oczywiście, jasne jest, że fani są zadowoleni, bo dowiadują się czegoś nowego, ale książka nie spełnia swojego zadania, jako słowo pisane nie poszerza naszych horyzontów. Gdy kupowałam to niewielkie wydawnictwo nie liczyłam na cuda i wychodzi na to, że nie liczyłam, a się przeliczyłam. Słucham ich od bardzo dawna, nie zwracając jakiejś szczególnej uwagi na... manierę ich istnienia, o której dowiaduję się dopiero teraz. Książka to nie biografia, to nie dokument, ale też nie pejoratywnie zabarwiona krytyka z modną ostatnio nagonką na wszystko co "ostre", nie tylko w muzyce. Rammstein to zespół grający rock industrialny, przez wielu jednak uważany za grupę metalową. Ale niezwykłą, oj nie! Jej niebanalność krzyczy o sobie wszędzie gdzie tylko pojawiają się ci Niemcy. Wyjaśniona została wreszcie nazwa zespołu - pochodzi od miasta, w którym znajduje się amerykańska baza lotnicza, ot, to mi bardzo wiele wyjaśniło! Otóż ci "sympatyczni" panowie mają żal, sięgający swej etymologii do czasów II i I wojny światowej! Śmiało można powiedzieć, że ten kto sądził, że wokalista jak i jego koledzy muzycy są cokolwiek spokojni, to po lekturze stwierdzi, że niezłe z nich "świry". Sama nie miałam pojęcia o wielu sprawach, więc uważam, że każdy słuchacz powinien przeczytać "Czarną skrzynkę". Obowiązkowo! Jako fanka zespołu Clawfinger dowiedziałam się także, że ma z Rammstein wiele wspólnego. Image, który nie pasuje do zepsutych chłopców doskonale oddaje to, o czym śpiewa zespół, bo czy to nie dziwne, że okazuje się, że wszyscy mężczyźni są biseksualni? Metal, ogólnie ciężka muzyka nie pasuje do erotyki, seksu, tańca, walki ze złym systemem... ale przeciętny odbiorca nie wie, do czego grupa zmierza i co ma na myśli. Och, jak mogłam?! Jak mogłam przez przeszło 10 lat słuchać tego, że umrę jak każdy, nie wiedząc, że tak naprawdę chodzi o to, że wszyscy jesteśmy jedną osobą w wielu ciałach, jak mogłam słuchać płaczu za matką, kiedy on był wyznaniem miłości do ojca..., nie wiem jak mi się to udało, ale wiem, że teraz już wiem, z czym mam do czynienia. Dobrze, że wiem, że wiem. Z arcydziełem, wykraczającym poza wszelkie gatunki. Dla każdego, kto zdecyduje się na lekturę - na zdrowie! -
- Robert Burns
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-01-19
Zagadka nadal pozostaje zagadkę
Kolejny tytuł spod sygnatury "Szkockie opowieści" to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika literatury. Robert Burns, bo jego dotyczy lektura, był pisarzem, a dokładniej poetą epoki romantyzmu. Wyróżniało go to, że pisał o miłości i wielkich bohaterach-amantach, ale robił to w sposób niezwykle brutalny. Legenda, którą owiany jest żywot Szkota mówi, że ciążyła na nim klątwa. Zmarł w wieku 37 lat, oficjalnie z przepracowania na roli w zbyt młodym wieku, nieoficjalnie, to właśnie demony miały zawładnąć jego duszą. Lektura, którą polecam, zachowuje swój oryginalny styl, ponieważ napisana jest po angielsku. Książka wyjaśnia wiele nieścisłości, które pojawiają się we wszelakich biografiach poety. Dowiadujemy się o jego młodości całkiem wielu spraw, także o tym, że być może padał często ofiarą wykorzystywania seksualnego i fizycznego. Stąd jego niepopularna maniera pisania... W historii Szkotów zajmuje należne mu miejsce, ale mimo to, ludzie nie wiedzą o nim zbyt wiele, na świecie często w ogóle nie wie się, co pisał, jak pisał i przede wszystkim dlaczego. Książka odrzuca koncepcję nieszczęśliwego zakochania, podpowiada nam jednak, że być może Burns był homoseksualistą, nie znającym żadnego innego mężczyzny swojej orientacji. Zupełnie niewykluczone, że popełnił samobójstwo, myśląc, że jest chory psychicznie. Zadziwiające, że żaden lekarz nigdy nie zbadał go po śmierci, nie było mowy o żadnej sekcji zwłok. Po prostu stwierdzono wycieńczenie organizmu. Legenda mówi, że wielu jego sąsiadów widywało go jeszcze przez lata, kiedy przechadzał się po wzgórzach nieopodal domu. Że wpatrywał się w lasy i jeziora, które tak bardzo umiłował... Z książki dowiemy się o tym wszystkim znacznie więcej, ale nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że wszystkiego... -
- Selected Poems - Robert Burns
- Robert Burns
- cena: 8,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Dominika Kmiecik 2008-01-19
"Words are not enough..." (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Robert Burns, szkocki poeta doby romantyzmu. Niby poeta, jak każdy inny, ale okazuje się, że niekoniecznie. Jestem zwolenniczką czytywania w oryginale i teraz w przypadku Burnsa ma to swoje jak najbardziej logiczne uzasadnienie. Zawiłe losy jego bohaterów, niczym Kordian cierpią swój byt i niczym Wallenrod mają poczucie winy z powodu własnego życia. Rzecz jasna, tłumaczenia są dobre, ale zabierają jego poezji (która nawet momentami wydaje się być prozą) duszę, głębię... Poezja jego jest cudowna, wiersze, w których namiętność uprawia dziki seks ze skromnością i prostotą, jęki rozkoszy wplatają się w jęki obłąkanej duszy... Miłość, która ostatecznie rodzi się śmiercią, zawiłość, która jest prostactwem zagadek dręczących ludzkość... chór nimf leśnych jako demony nocy... wszystko się miesza i tworzy zwyrodniałą całość, która uzależnia. Zbiór przepięknych wierszy, które traktują o tym, że oprawca może być ofiarą, a grzesznica świętą... Uzależniam się z każdą kolejną przeczytaną linijką... Niewinna blondynka jest Bogiem, a rzeka demonem, mężczyzna jest kobietą, kobieta jest złem, ludzie są dobrem... Paradoks, paranoja. Kocham Burnsa. -
- Ewig Junger Robert Stolz
- Robert Stolz
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-01-19
Klasyka na nowo
Robert Soltz był doskonałym kompozytorem, szkoda, że nikt dzisiaj nie porównuje go do Bacha czy Beethovena, bo jak najbardziej sobie na to zasłużył. Jego muzyka płynie, pulsuje niczym krew w żyłach, anioły na pewno mają jego kolekcję w podniebnych zbiorach. Nie wiem dlaczego, ale to dwu płytowe wydawnictwo przypomina mi bardzo muzykę francuskiej piosenkarki Robert, bynajmniej nie ze względu na jej imię, ale na mistyczność wykonań. Soltz był także dyrygentem, dlatego jego dzieła są dla mnie bardziej wiarygodne. Przez przeszło 95 lat tworzył coś, co jego zdaniem było jedynym czynnikiem, który może pomóc ludzkości w przetrwaniu. I nie wiem, czy miał na myśli ogólnie muzykę, czy może tylko klasyczną... w każdym razie Ewig Junger na 2 płytach CD jest dokonaniem doskonałym, zarówno jako muzyka klasyczna, jak i muzyka po prostu. Soltz zawsze mawiał, że umrze, ot tak, ale jego kompozycje będą wiecznie żywe. I miał rację. Szczególnie te właśnie dwa krążki, które dla mnie są szczególne, bo wyczuwam w nich bardzo dokładnie powiew świeżości, czegoś nowoczesnego. Klasyka jest czymś ciężkim do zmodernizowania, bo natychmiast przestaje być klasyką. Sama w sobie jest typowa dla Soltza, ale odbiega od jego poprzednich dokonań. Widzę pochwałę kobiecości, pogoń za utraconą utopią..., co znaczy, że jest dobrze. Ale odnajduję także poranną rosę, letni wiatr, więc jest doskonale. A jeśli dodam jeszcze nowoczesne brzmienie i klasyczny... bounce? To mam coś, o czym nie śniło się filozofom. Muzyka klasyczna w nowoczesnym wydaniu... Polecam. -
- Opowiadania - Robert Graves
- Robert Graves
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-01-19
Interesująca prostota
Graves był zawsze dla wielu zagadką, bo mimo, iż pisał zupełnie zwyczajnie to odnosił sukcesy na miarę wielkich skandalistów. A może to właśnie w tej prostocie i przejrzystej formie przekazu kryje się jego specyficzność? Myślę, że to całkiem prawdopodobne. Zbiór opowiadań zawiera te chyba najbardziej popularne i lubiane. Polecam każdemu, bo zarówno starszy jak i młody czytelnik z pewnością zrozumie, co autor miał na myśli. Prawie całkowity brak metafor, opisów przyrody, eseistycznego stylu... i już wiem, gdzie jest pies pogrzebany. Graves pisze tak prosto, że aż zastanawiająco. U niego nie ma żadnych niedopowiedzeń, wielokropków, wszystko jest jasne od początku do końca. Ale nie oznacza to wcale, że możemy spodziewać się zakończenia, o nie! Właśnie na tym polega fenomen tych opowiadań, wiem dokładnie co się dzieje, dlaczego tak się dzieje, ale nie wiem co będzie dalej. Gdy już się dowiem, myślę, że to oczywiste, że musiało się stać właśnie tak, ale mimo wszystko czuję pewien niedosyt. Dlaczego jako czytelnik, mocno zaawansowany nawet nie wiem co stanie się dalej, w tak banalnym (na pozór) opowiadaniu? Trzeba spytać Roberta Gravesa, jak on to robi, że mam ochotę czytać więcej i więcej tych wcale nieciekawych historii... -
- Introducing
- Inessa
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-01-17
Światowo i nienudnie
Inessa jest utalentowaną Ukrainką, która mimo tendencji pozostała raczej w ubraniu niż bez niego i jej piękny głos nie niesie za sobą w tle mnóstwa skandali. Śpiewa wzruszająco, przejmująco i bardzo emocjonalnie i na szczęście nie ma w jej muzyce ani grama kiczu, który ogółowi kojarzy się z Ukrainą czy Niemcami, w których to Inessa mieszkała przez większość część życia. Jedynym odniesieniem do ojczyzny jest rodzaj modulowania głosu, bardzo charakterystyczny dla niektórych krajów słowiańskich. I mowa tu nie o "weselnych przyśpiewkach" a wzruszających, pełnych dramatyzmu, ale jak najbardziej realnych pieśniach narodowych. Na Ukrainie przepychu nie ma, na albumie też nie. Ale zamiast tego jest skromność i prostota, która broni się doskonale, w tej mieszance popu i r'n'b. Teksty traktują przede wszystkim o miłości, trochę banalnie, ale na całe szczęście, nawet niegłupio. Lirycznie, romantycznie, bez szaleństw i udziwnień. Album dobry dla fanów spokojniejszych brzmień, pozbawionych hitowej przebojowości. Do wyciszenia, bo nie napiszę raczej, że do refleksji. Album to swoistego rodzaju ewenement, bo mimo braku barwności gatunkowej utrzymany jest na wysokim poziomie i zachwycą swoją naturalnością, Inessa niczego nie udaje i nie stara się robić niczego na siłę. Momentami mam wrażenie, że wokalistka jest tak krucha, że zaraz się rozsypie... Mało kontrowersji, a dużo dobrej muzyki. Mówić wiele więcej nie trzeba, bo muzyka obroni się sama, trzeba tylko zaryzykować. -
- Christina Aguilera / Stripped
- Christina Aguilera
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-01-17
Romanyczność i prowokacja w imię zasad (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Przyznam, że fanką silnego i pięknego w całej swej potędze głosu Christiny Aguilery jestem już od dawna. Jej ostatnia płyta, która zwraca się bardziej w stronę klasycznego jazzu i swingu w ogóle nie przypomina początków. A jakie były początki? No właśnie, ta kompilacja jest doskonałym przypomnieniem debiutu "Christina Aguilera" i ewolucji na "Stripped", czyli bardzo niegrzecznej dziewczynki. Pierwszy album tej sympatycznej blondynki utrzymany jest w klimatach "brtinejowskiego" popu, ale wznosi się kilka poziomów wyżej od niekwestionowanej księżniczki popu. Muzyka nie jest może żadnym specjalnym osiągnięciem, teksty też są banalne, ale wszystko nadrabia ten nieprzeciętny głos. Kreacja Christiny wtedy opierała się na image'u grzecznej miłej dziewczynki z sąsiedztwa i takie właśnie były jej piosenki, lekkie i przyjemne. Drugi album, "Stripped" czyli "obnażona" jest zupełnym zaprzeczeniem pierwszego i stanowi dla niego absolutny kontrast. X-Tina przyjmuje bardziej bojowniczą i buntowniczą pozę, prowokuje, szokuje seksualnością i ...śpiewa prosto z serca. Głównie o wartości człowieka, kobiety, dziecka, o tym jak była molestowana przez swojego ojca. O tym, że nigdy nie należy się poddawać ("Fighter") i każdy jest piękny ("Beautiful"), apeluje też do kobiet, by wiedziały o swojej pozycji społecznej ("Can't Hold Us Down"). Ten album jest momentami mroczny, a nawet ciężki. Nie można już powiedzieć, że muzyka na nim zawarta jest zwykła, bo niej tym razem bardzo ambitna, teksty są na poziomie i całość jest bardzo górnolotna. Wokalistka pokazuje jeszcze większe możliwości głosowe, co się ceni. Głos, który wkomponowany w krwiożercze dźwięki bitów staje się wyrazem cierpienia w "Dirty" traktuje o tym, że świat może zrobić "dziwkę" nawet z najwartościowszej i z wysokim poczuciem moralności dziewczyny. Klip, który obiegł skandalem cały świat tak naprawdę prześmiewa się z współczesnych wartości, które rządzą światem. Pogoń za sławą, seksem i pieniędzmi jest żenująca, ale prawdziwa. Christina poradziła sobie z tematem doskonale, pokazała swoją klasę i ugruntowała swoją pozycję na rynku muzycznym, teraz już absolutnie niczym nie zachwianą. Warto "ugryźć" ten krążek, by przekonać się, że Aguilera ma pazur, ale jej romantyczne oblicze z czasów debiutu także może urzec. -
- Soundtrack Of My Life
- Deemi
- (towar niedostępny)
Dominika Kmiecik 2008-01-17
Idzie nowe!
Soundtrack życia Deemi niestety nie został przyjęty zbyt entuzjastycznie i nie wiedzieć dlaczego, zarzuca się wokalistce przesadną komercję. Osobiście zarzutów nie rozumiem, bo ta dama śpiewać potrafi, teksty ma niegłupie, a nawet więcej, są one całkiem mądre, traktują o życiu, wartościach, moralności i etyce. Muzykę i bity stworzyli najlepsi twórcy światowych gwiazd i nie podlega dyskusji, że jest fenomenalna. Deemi żyła w slumsach, więc klimat krążka opiera się na gangsterskiej atmosferze czarnoskórych raperów. Sama Deemi z resztą rapuje i śpiewa, a wszystko to w imię dobrego r'n'b. Dodatkowym atutem jest to, że piękna wokalistka posiada cudowny, kojący jak miód głos, który działa uspokajająco. A gdy taki cudowny wokal opowiada nam o gwałtach na ulicach, morderstwach i dilerce narkotyków, to powstaje całkiem ciekawa mieszanka wybuchowa. Ja widziałabym rolę Deemi nawet jako drugą Celine Dion, a może bardziej ze względu na klimat tworzonej muzyki, Whitney Houston. Sama artystka przyznaje, że inspiracją jest dla niej właśnie Houston, zaś sama słucha Arethy Franklin i Tiny Turner. Język tego albumu jest brutalny i nie pasuje mi do delikatnej Deemi, ale cała kompilacja jest obalaniem konwenansów i pewnych stereotypów. To coś nowego, świeżego. Delikatna młoda dziewczyna opowiada anielskim głosem pełnym przekleństw o rzeczach, które nie mogą mieć miejsca w świecie, którym rządzi dobro. Śpiewa o tym z wyrzutem, nie skąpiąc rozmaitych określeń na oprawców. Zachowuje przy tym stoicki spokój... płyta jest niebanalna, warto ją mieć, by odkryć w muzyce coś nowego, może zupełnie nowy nurt? Kto wie, album nie spotkał się z dobrym przyjęciem, ale prowodyrzy nigdy nie mieli łatwo...






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













