Jarosław Czechowicz
polonista i mól książkowy z Krakowa
Rekomendacje:
- Lis już wtedy był myśliwym
- Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie
- Przypomnij sobie
- Comédia infantil
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 52
-
- Zapiski ze złego roku
- John Maxwell Coetzee
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Jarosław Czechowicz 2008-11-08
Zły rok?.. (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Czy to jest powieść? Trudno takim mianem określić najnowsze dokonanie południowoafrykańskiego noblisty. „Zapiski ze złego roku” są niewątpliwie książką, w której odnaleźć można cały zestaw „dyżurnych” u Coetzeego tematów takich jak inteligentna krytyka panujących we współczesnym świecie stosunków społeczno – politycznych, konfrontacja uosobienia kobiecej młodości i wolności z męską jesienią życia przynoszącą gorycz porażki lat przeżytych nie tak, jak chciałoby się je przeżyć oraz statyczny wizerunek dojrzałego intelektualisty, który próbuje zrewidować swoje dotychczasowe poglądy i spojrzeć na własne życie z dystansu. Uważam, że właśnie budowanie tego dystansu do samego siebie jest w tych specyficznych zapiskach najważniejsze. Coetzee bowiem próbuje definiować na nowo rzeczywistość, jaka go otacza, ale także próbuje od nowa konstytuować własne człowieczeństwo. „Zapiski” to swojego rodzaju tekst konfesyjny i opowieść o tym, jak różnie przyglądać się można zmiennemu i chaotycznemu na pozór światu współczesnemu. Dokonuje się w nim oryginalna ekstrapolacja; manipuluje on nie tyle samym czytającym, co człowiekiem, o którym czytamy. Zmienia się ze stanowczego manifestu światopoglądowego w przejmującą opowieść o tym, w jaki sposób miłość potrafi zmienić kategoryczność sądów o rzeczywistości, w której trudno o jakiekolwiek wyraziste kategorie wartości. Książkę powinno się kartkować trzy razy. To chyba najlepszy sposób na to, by w skupieniu i zrozumieniu przeżyć snute przez autora opowieści. Najpierw należy przeczytać pełne patosu oraz inteligenckiej wyższości notatki dotyczące spraw, wartości i zdarzeń będących dla każdego z nas chlebem powszednim. Potem powinno się przeczytać specyficzny komentarz do owych notatek poczyniony przez młodą, witalną i pełną bezpretensjonalnego uroku filipińską emigrantkę Anyę, która podejmuje się przepisywania poczynionych przez autora uwag. Trzecim krokiem jest podjęcie się próby przeanalizowania tego, w jaki sposób o swoich tekstach i współuczestniczeniu Anyi w nabieraniu przez nich emocjonalnego zabarwienia pisze sam JC, zmagający się nie tylko z własną chorobą, ale przede wszystkim niemocą opowiadania o tym, czego tak naprawdę doświadcza. Zalecam zatem potrójną lekturę, niekoniecznie w porządku ustalonym przez podzielone na trzy części kartki. Taka droga poznawania „Zapisków ze złego roku” pozwoli na pełniejsze odkrycie tajemnic, jakie kryją one w sobie. -
- Znieczulenie miejscowe
- Dawid Kornaga
- cena: 20,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Jarosław Czechowicz 2008-11-08
Wampiryczna proza! (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jeśli uważacie, że na co dzień mijacie na ulicy takich samych ludzi jak wy, to bardzo się mylicie! Jeżeli jesteście przekonani, iż świat zdominowany przez homo sapiens podlega rzekomo rozumnemu człowiekowi i nie ma w nim miejsca na rządy innych, inteligentniejszych i potężniejszych istot, jesteście w dużym błędzie. Nowa książka Dawida Kornagi udowodni wszem wobec, iż wokół nas żyją... wampiry. I to nie byle jakie wampiry! Cwane to bestie, sprytne i tak doskonale kamuflujące swą obecność, że nijak nie możemy odkryć ich obecności czy to na wykładach z teorii filozofii, czy to pod łóżkiem domu rozkoszy, czy też w perfumerii, na plaży, w parku lub w budce z kebabem. A jeśli myślicie, że pojawiły się znienacka i straszą Bogu ducha winnych Polaków w XXI wieku, wbijając swe zęby w ich szyje, dowiecie się, że jeden z nich uczestniczył w bitwie pod Grunwaldem i pod Warną, drugi był wielbicielem przedwojennego kina lwowskiego, a jeszcze jeden namiętnie wypijał krew stróżów porządku na mrocznych polskich ulicach podczas stanu wojennego. Kornaga wybornie udowadnia, iż nie wyczerpały się w polskiej literaturze pomysły na krytykę polskości i codziennych absurdów, jakie są udziałem każdego z nas. Podążając śladami jego wampirów, wędrujemy ścieżkami wydeptanymi już przez wielu literackich kontestatorów polskiej rzeczywistości. Skąd innowacyjny pomysł na lubujących się w jusze bohaterów? "(...) A na tym właśnie polega bycie wampirem, na byciu sobą, co nieliczni potrafią; kiedy ktoś się odważy, zaraz wytykają go palcem, że niby zęby mu się wydłużyły, serce zhardziało, sumienie poplątało." Bohaterowie odważni, bohaterowie z krwi (sic!) i kości, bohaterowie wyraziści i przekonujący... obecność takowych jest mocno deficytowa we współczesnej literaturze polskiej. Ci wampiryczni są straszni i - przekonujący. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo! Mocną stroną książki jest ironiczny język, który pozornie trywializuje ważkie kwestie, a jednocześnie ostrą brzytwą satyry tnie wymagającą operacji na żywym organizmie tkankę społeczną, którą wszyscy tworzymy. Z pewnością uczucie niedosytu wywoła fakt, iż zbyt wiele rozwiniętych opowieści nie ma w książce spójnego zamknięcia. Z drugiej jednak strony jest "Znieczulenie miejscowe" powieścią - kolażem, literacką galerią postaci i zdarzeń, które dopiero wspólnie tworzą dość przygnębiający obraz polskości. -
- Ból kamieni
- Milena Agus
- cena: 22,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Jarosław Czechowicz 2008-09-07
Kiedy nadchodzi miłość? (10 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Milena Agus wydaje się prosić o chwilę uwagi oraz refleksji nad pozornie prostą i banalną, ale tak naprawdę głęboką historią o bólu i radości istnienia; historią, w której rodzi się zarówno miłość, jak i świadomość tej miłości. Po niedawno wydanej jugosłowiańsko-greckiej opowieści wnuczki o babci (mam na myśli "Ekaterini" Marii Knežević), polski czytelnik otrzymuje kolejną, tym razem toczącą się w urokliwych zakątkach Sardynii i północnych Włoch. Opowieść wnuczki jest jednocześnie poznawaniem samej siebie i emocjonalnym przenikaniem do historii sprzed wielu lat, mającym na celu zrozumienie drogi, po jakiej niebawem narratorka - znajdująca się u progu związku małżeńskiego - będzie musiała kroczyć. Przewrotna i niejednoznaczna rekonstrukcja dziejów własnej babci niesie w sobie także specyficzne pragnienie odkrycia i zrozumienia rodzinnych więzi, wszak "Moja babcia była cała dla mnie, przynajmniej tak, jak mój ojciec cały dla muzyki, a moja matka cała dla mojego ojca". Ta rodzinna opowieść będzie coraz bardziej wnikliwym studium wzajemnych relacji, jakie ukształtowały babcię, jej syna i kształtują świadomość jego córki. Milena Agus barwnie portretuje życie na Sardynii, specyficzną izolację wyspy i to, że nawet najbardziej traumatyczne doświadczenia historyczne (w tle opowieści rozgrywa się najpierw druga wojna światowa, a potem trudne budowanie włoskiej państwowości) nie są w stanie zrujnować prostych pragnień, których spełnienie daje szczęście i siłę. Wnuczka składa hołd babci, teraźniejszość kłania się dostojnej przeszłości, pragnienie zrozumienia miłości nakazuje przyjrzeć się temu, jak kiedyś się kształtowała. Wszystko w muzycznej scenerii, która dodaje powieści uroku. I tak gładko, prostolinijnie, przekonująco napisane. Na przeczytanie tej książki potrzebny jest spokojny wieczór. Wieczór, w którym można przez chwilę wsłuchać się w szum Morza Śródziemnego, posmakować sardyńskich potraw, poczuć magię i zrozumieć, że w życiu nie warto się na nic skarżyć, chociaż "ból kamieni" wielokrotnie może dać o sobie znać. To nie jest jakaś wielka literatura, to literatura prostej prawdy i subtelnych prób jej uchwycenia. -
- Vita
- Melania Mazzucco
- cena: 46,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Jarosław Czechowicz 2008-09-07
Włoski american dream... (4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
On i ona. On - silny, twardy i niepokonany (czy na pewno?). Ona - odważna, pewna siebie i przekonana o tym, że zawsze będą razem. Melania Mazzucco napisała powieść wyjątkową - o niepowtarzalnej miłości i przywiązaniu oraz o przeszkodach, jakie stawia im życie. O dwójce włoskich emigrantów, ale także o pokoleniu przegranych, którzy tworzyli Amerykanom raj na ziemi, sami dotykając otchłani piekielnych. O tym, jak ważna jest pamięć i jak wiele trudu trzeba sobie zadać, by nie pozwolić ludzkim namiętnościom sprzed lat odejść w zapomnienie. Mazzucco pisze niejako opowieść o Vicie dokładnie wtedy, kiedy ją czytamy. Podczas lektury przekonać się bowiem można, ile trudu zadała sobie autorka, aby zrekonstruować dzieje swoich przodków (choć książka opiera się jednak głównie na sentymentalnych fantazjach autorki kreujących szczegółowo losy bohaterów) i o tym, jak żywe zawsze pozostanie przywiązanie i miłość mimo tego, że ludzie diametralnie się zmieniają. "Vita" jest także próbą zaprezentowania kobiecego punktu widzenia na ród, w którym kobiecość nie odgrywała większego znaczenia. W końcu "Mazzucco to mężczyźni - małomówni, powściągliwi, władczy, tragicznie niezdolni do porozumiewania się. Ludzie z kamienia". Autorka założyła, że typową włoską familię, zdominowaną przez ukrywających swe uczucia macho, przedstawi inaczej - subtelniej i łagodniej. Mimo tego "Vita" wcale nie jest subtelną lekturą - stanowi tragiczny zapis rozczarowania i trudu życia, jakie stały się udziałem tych, którzy na początku XX wieku przeprawiali się statkami za ocean, w poszukiwaniu lepszego życia. A sama Vita? Nie ma o niej zbyt wielu wzmianek w dokumentach, do jakich dociera autorka. Sprawia wrażenie tła, choć znajduje się wciąż w centrum uwagi - zarówno autorskiej, jak i czytelniczej. Poznamy zarówno jej tajemnicę, jak i okrucieństwo. Przyjrzymy się tej postaci znacznie dokładniej niż Diamantemu, który tak naprawdę wydaje się być głównym bohaterem tej opowieści rozpiętej między tym, co się zdarzyło, a tym co dzieje się w sercu samej Mazzucco. To bardzo wyrazista postać z krwi i kości, a jednak... fantazmat, symbol, baśniowe wręcz wyobrażenie tego, co stanowi o sile przetrwania. Jakkolwiek interpretować wizerunek Vity, jedno jest pewne - ta książka opowiada o sile życia, o woli dokonywania zmian i próbach przezwyciężania życiowego fatum. "Vita" z pewnością jest książką życia Melanii Mazzucco. Możliwe nawet, że jest jej najintymniejszą spowiedzią. Przeczytajmy ją w skupieniu. -
- Kraj, gdzie nigdy się nie umiera
- Ornela Vorpsi
- cena: 25,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Jarosław Czechowicz 2008-04-26
Podróż do mrocznego kraju (4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mieszkająca w Paryżu Vorpsi napisała po włosku książkę o Albanii. Pozornie wydawać by się mogło, że nie może to być tekst przekonujący. Wydawać by się mogło także, że ojczyznę bolącą i ojczyznę raniącą można przeżyć tylko i wyłącznie wewnątrz, pisząc o niej jej językiem i przyglądając się wszystkiemu wokół. Ornela Vorpsi bazuje jednak na traumie przeżyć z dzieciństwa i szeroki punkt widzenia na swój smutny kraj otrzymuje dopiero, gdy przygląda mu się z oddalenia. Ojczyzna Fatosa Kongoli i Ismaila Kadarego (o którym przeczytamy w tej książce) jest dla nas nadal miejscem tajemniczym, miejscem odizolowanym od reszty Europy i miejscem, w którym żyje się w innym, własnym rytmie. Tymczasem w oczach Vorpsi to miejsce, w którym żyje się wiecznie. Miejsce, w którym śmierć jest dopiero początkiem czegoś, co nienazwane za życia upomina się o swoje prawa. Miejscem, z którego trzeba wyjechać, aby tak naprawdę móc o nim napisać. I tak jak sama autorka wraz z kobiecymi bohaterkami tej złożonej z historyjek obyczajowych quasi-powieści odczuwa nieznośną niepewność i czuje się napiętnowana w oczach, w jakich tylko czai się zawiść i zło, tak Albania rodzi się w tej prozie jakby w swej wstydliwej kobiecości, z jaką dusi się sama w sobie i nie jest w stanie wyjść naprzeciw reszcie Europy, spoglądającej na nią niczym na kopciuszka. Dominująca tematyka w opowiadaniach Vorpsi to problem tożsamości, kobiecej niezależności, masochizm kulturowy i mentalny Albańczyków oraz przede wszystkim grzebanie marzeń, które nie mają możliwości w pełni się narodzić. Albania rysuje się jako kraj bylejakości i dumy z tej bylejakości, jako kraj zawiści i jako kraj szeptanych pokątnie słów rozgrzeszenia. Kraj, w którym wszystko sypie się i kraj, który na gruzach nie jest w stanie zbudować niczego nowego. Państwo, w jakim piekielny żar słońca wypala przyzwoitość i potęguje kompleksy. "Z pyłu i błota zrobiony jest ten kraj; słońce pali tak mocno, że liście winorośli rdzewieją, a rozum zaczyna się topić. Skutkiem ubocznym tego wszystkiego (obawiam się, że trwałym) jest megalomania, obłęd, który pośród owej flory krzewi się jak chwast". To jednocześnie także miejsce wielbiące narodową martyrologię, nurzające się w błocie historycznych uprzedzeń, donosów, pustych haseł bez wyrazu i oddane jedynej bezwarunkowej miłości do matki-partii: "Cały mój cudowny kraj jakże spragniony jest tragedii! Wymyśla ją z niczego, jak Stwórca, który ulepił nas z nicości prochu". Jak w takim piekle na ziemi przeżyć i jak ująć w słowa to, ile upokorzeń i smutku musi przeżyć młoda dziewczyna, aby zrozumieć swą ojczyznę, której nie jest w stanie się wyprzeć, choć boli ją ona i uwiera? Przytaczając Tadeusza Różewicza, można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że ojczyzna Vorpsi "krwawi i boli&", a krwi i bólu nie są w stanie zatrzeć ani upływ czasu, ani pisanie o swym kraju w innym języku. To książka będąca swoistą formą autoterapii. Możliwością prawdziwego umierania w kraju, gdzie nigdy się nie umiera... -
- Marsz Polonia
- Jerzy Pilch
- cena: 30,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Jarosław Czechowicz 2008-04-21
Wymarsz polskich lęków i fobii (5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jerzy Pilch napisał nową powieść. Już w charakterystycznej dla niego introdukcji z wyraźną nonszalancją informuje czytelników między wierszami: "Aaa, machnę sobie jeszcze jedną książkę". I machnął. Machnął nieźle, choć nie tak dobrze, jak dotychczas. Mamy bowiem w "Marszu Polonia" mesjanistyczną wizję obolałej Polski nowych czasów. Opinie, które porównują tę książkę do "Wesela" czy "Miazgi", są opiniami na wyrost. Można tu bowiem dostrzec literackie paralele także ze sztandarowymi dziełami Mickiewicza, z "Nie-Boską komedią" i z twórczością Witkacego. Można, ale co z tego? Ociera się "Marsz Polonia" o literackie tropy, świadomie igra z narodową mitologią przywar społecznych i politycznych, ale wychodzi nam z tego powieść co najwyżej dobra, albowiem w szaleństwie surrealistycznej narracji Pilch wydaje się sam wyraźnie plątać. Co należy o tej opowieści napisać na początku? Czytelnik lubiący zerkać na ostatnią stronę i podglądać zakończenie, nie może tego tutaj zrobić. Klucz do odczytania tej książki kryje się bowiem w ostatnim zdaniu. Jeśli jednak przyjmiemy, że ma to być wizja katastrofy, trudno oprzeć się wrażeniu, że prorokując, autor zbyt silnie opiera się na tym, co już było. Marsz to jednak bardzo żwawy, kontrowersyjny i szaleńczo obłąkany, ale bardzo polski i bardzo w swej wymowie przekonujący. Bohater - narrator w dniu swoich pięćdziesiątych drugich urodzin uznaje, że ta znamienna dla niego data będzie jednocześnie przyczynkiem do spektakularnego podrywu, mającego na celu przypomnienie sobie rozkoszy utraconej młodości. Mamy więc we wstępie panienki, mamy wódkę, mamy szczere zdziwienie światem i mamy szaroburą polską ulicę, która wyciąga rękę po jałmużnę. Mamy więc Pilcha, jakiego znamy. Potem nie zaskoczy niczym nowym. "Marsz Polonia" jednak będzie mieć w sobie niepowtarzalną moc czarowania słowem i ugotuje nam autor lingwistyczny wywar przyprawiony polskimi wadami, bolączkami, absurdami i konfliktami. Określając tę powieść gatunkowo, należałoby zacytować bohatera, który mówi, że tworzy pewien poemat. Jaki? "Metafizyczno - polityczno - teologiczno - autobiograficzno - sensacyjno - satyryczny". No to wiemy już wszystko. Albo nie wiemy nic. -
- Comédia infantil
- Henning Mankell
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Jarosław Czechowicz 2008-04-17
Bynajmniej nie infantil... (12 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)
Pewnej nocy na deskach oświetlonej sceny teatru Dony Esmeraldy rozlegają się strzały, a później piekarz Jose Antonio Maria Vaz odnajduje zakrwawionego chłopca, którego wynosi na dach i opatrując jego rany, wysłuchuje niezwykłej opowieści. Brutalnie skrzywdzony w dzieciństwie Nelio jako dziesięcioletni chłopiec wydaje się być już doświadczonym starcem. Nelio opowie historię dwóch rodzin - tej prawdziwej, zniszczonej przez rebeliantów i tej drugiej, ulicznej, kalekiej, brudnej i obdartej, ale jedynej prawdziwej i akceptującej chłopca. Dlaczego Vaz poświęca mu tak wiele uwagi? Nelio to nie jest zwykły chłopiec. Nelio to kontestator, mały prorok, mędrzec i przywódca dzikiego stada młodych ludzi żyjących na ulicy. Chłopiec to legenda już za życia. Legenda, którą należy zapamiętać i opowiadać. "Bo przecież Nelio nie był po prostu biednym i brudnym małym ulicznikiem. Przede wszystkim był wyjątkowym człowiekiem, niepojętym, wieloznacznym, jak rzadki ptak, o którym wszyscy mówią, choć nikt właściwie go nie widział". Jest więc umierające na dachu piekarni dziecko symbolem i fantasmagorią, jest realnym doświadczeniem Vaza i jest także ulotnym niczym wiatr znad oceanu uosobieniem pewnych uniwersalnych prawd o życiu. Przedwcześnie dorosły rzecznik prawdy o brutalnym świecie dokonuje swojego rodzaju spowiedzi. Jest bowiem powieść Mankella swoistym tekstem konfesyjnym, tekstem po cichu zapisanym i teraz niejako szeptanym nam na ucho. W smutnej opowieści Nelio on sam rodzi się na nowo, opowiadanie staje się dlań formą duchowej terapii, dzięki której może już za życia pojednać się z duchami z zaświatów i po raz ostatni pełną piersią "połykać wiatr", który go owiewa. "Opowiadam, żeby utrzymać się przy życiu. Dokładnie tak samo, jak kiedy uciekałem od bandytów, a biegło moje życie, tak teraz życie leży w słowach, które opisują, co się stało". Pomiędzy poszczególnymi słowami ukryje się prawda i tylko dzięki wypowiadanym słowom ta prawda nabierze znaczenia. -
- Schiza
- Paulina Grych
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Jarosław Czechowicz 2008-04-16
Schiza to czy rzeczywistość? (7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oto przed nami powieść nowych czasów, której fabułę tkają losy antybohaterów. Oto przekonująca pokoleniowa opowieść o nieprzystosowanych. Oto książka, która zabierze głos w imieniu tych, którzy na co dzień głosu nie mają, których życie odstawiło na boczny tor, a farmakologiczne substytuty szczęścia próbują walczyć z ich lękami, obsesjami i kompleksami. Paulina Grych opowiada o ludziach, których spotyka się coraz częściej. O ludziach zamkniętych w sobie i w swoich mieszkaniach. Ludziach, którzy nieśmiało przyglądają się życiu i z niechęcią patrzą na własne odbicie w lustrze. Reporterska dociekliwość pomogła zburzyć w "Schizie" psychologiczną i emocjonalną wieżę Babel, pozwoliła odtrąconym przez życie wylizać wzajemnie swoje rany, pocieszyć się i nadać sensowny bieg zdarzeniom, których kalejdoskop ukazuje nam przekonująco Polskę zawistną i nietolerancyjną, Polskę ułomną i bardziej chorą, niż wszyscy ci, którzy za takich się uważają. To książka o trudzie budowania marzeń w pozbawionym marzeń świecie. Książka o oswajaniu lęków i pozornym ich odpędzaniu. Smutna książka o wykluczonych i książka o wykluczeniu, któremu można zapobiec jedynie poprzez ciepło i empatię w gronie podobnych sobie. "Schiza" opowiada o losie, który się nie wypełnia i o życiowej drodze, jaka się nie kończy. O tych, którzy z puzzli własnego życia próbują ułożyć spójny obraz życia innych poszkodowanych. Ta powieść jest wielowarstwowa i wieloznaczna. Równie pokręcona jak jej bohaterowie, ale na każdej stronie tak samo prawdziwa i sugestywnie wciągająca w ten nieprzyjazny z pozoru świat. Każdy z bohaterów "Schizy" będzie próbował na nowo zrozumieć siebie i otaczający go świat. Grych napisała przede wszystkim o próbach. Nie ma w tej książce gotowych recept na szczęście, ale są w niej przedstawione różne, nieporadne często drogi dochodzenia do szczęścia. Szacunek dla autorki należy się przede wszystkim za pochylenie nad zgarbionymi życiowo i wysłuchanie tych, których wargi próbują szeptem wyartykułować ból i bunt wobec rzeczywistości. Chociaż ta szczecińska schiza dotyka do żywego czytelnika, warto jest przyjrzeć się jej bliżej, a następnie... rozejrzeć wokół, bo być może jakaś Diana, Janka, Beata, Marek czy Henryk czekają tylko, aby ich wysłuchać i im pomóc... -
- Ruchy
- Sławomir Shuty
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Jarosław Czechowicz 2008-04-16
Książka delirycznie ruchoma (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
To książka pełna ruchu. Tłoczą się nie tylko opętani przez szalony wir współczesnych bachanaliów mieszkańcy pewnego miasteczka i bywalcy pewnego klubu. Ocierają się o siebie także słowa, misterne konstrukcje zdaniowe, tworzą się nowe semantyczne byty i nowe znaczenia, od których nie można już uciec. Shuty stworzył powieść, w której lepkie ręce samców obmacują uległe samice i powieść, w której gwałt zadają sobie także słowa, brzęcząc w pozornej kakofonii czyniącej z ich zależności lingwistyczny danse macabre. Krakowski autor napisał powieść odważną, ale i powieść śmiało wychodzącą naprzeciw pustce wartości i nihilizmowi świata, w którym nie sposób już niczego opisać słowami, do jakich się przyzwyczailiśmy. Jeśli natomiast przyzwyczaimy się do nieustannych opisów mniej lub bardziej subtelnych aktów miłosnych i zrozumiemy, że z tej brudnej miłości brzydkich ludzi powstaje nowa słowotwórcza genealogia, szybko zorientujemy się, że "Ruchy" to nie tylko książka demaskatorska i prześmiewcza, ale przede wszystkim swoista biblia - kod, w której poznamy nowego demiurga i jego możliwości. -
- Bimber
- Łukasz Stec
- cena: 21,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Jarosław Czechowicz 2008-04-16
Niezły literacki bimber
Niepozorna książeczka, kiedyś tam napisana i kiedyś wydana. Jakiś taki dziwaczny, nieprzekonujący tytuł. I nieznane nazwisko. A co w środku? Wysokoenergetyczna uczta czytelnicza, z dużą dozą groteski, autoironii, surrealizmu i publicystycznego tonu, bynajmniej nie mentorskiego, bo wyrażanego przez młodego autora (rocznik 1982) i w imieniu młodego pokolenia. Okazuje się, że nie tylko nieżyjący Mirosław Nahacz w swoim "Osiem cztery" stworzył przekonujący manifest pokoleniowy dzisiejszych dwudziestoparolatków. Oto bowiem Stec przemówi do nas w imieniu tych, dla których doświadczenia historyczne Polaków, o jakich do dzisiaj dużo się mówi, są po prostu obce. I chociaż autor w większości opowiadań tworzy historie oparte na jego własnym "ja", które stoi niejako obok opisywanych zdarzeń, tytułowe opowiadanie ze zbioru wyraźnie wskaże zbiorowego nadawcę tej książki: "Jesteśmy pokoleniem Bimbru, prawie wszyscy urodzeni w czasie stanu wojennego, w czasie reglamentacji tego, co tak przecież ważne, w czasie braku wódki, dokładniej mówiąc, w czasie gdy połowa Polaków pędziła bimber". Niezły literacki bimber stworzył Stec na kartach swoich opowiadań. Przejedziemy się na gapę z autorem i będziemy świadkami tego, jak w środku komunikacji miejskiej rodzi się metafizyczny początek znajomości z tajemniczą dziewczyną. Wybierzemy się na mecz z osiedlowymi wielbicielami browaru i wina marki wino. Będziemy uczestniczyć w surrealistycznej wędrówce po stolicy, podczas której spotkamy ducha Boba Marleya i Woody Allena. Dowiemy się, do czego mogą doprowadzić konfabulacje snute podczas spotkania ze studentami psychologii, jakie ryzyko niesie wykupienie tzw. mieszkania lokatorskiego oraz co zrobić, kiedy o poranku przez okno akademickiego pokoju wchodzą demonstrujący górnicy, a koledzy posądzają bohatera o spisek gejowsko - żydowski. Igra z nami Stec na całego. Zaskakuje każdą kolejną stroną każdego kolejnego tekstu. Nie wierzymy całemu temu dziwacznemu bajaniu, a jednocześnie poddajemy się mu z rozkoszą. Ustawicznie zadajemy sobie pytanie o granice autorskiej wyobraźni i o to, dokąd te dziwaczne teksty nas zawiodą.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





