Igor Czajka
Relacje z podróży na blogu <a href="http://blog.czajka.art.pl">http://blog.czajka.art.pl</a><br> Aktualnie relacjonowana wyprawa do Azji Środkowej. Wcześniej Chiny w 2007 roku. W planach teksty o Indiach, Dubaju i Europie środkowo-wschodniej. Zapraszam!
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 10
-
- Narodziny wojującego islamu w Azji Środkowej
- Ahmed Rashid
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-10-12
Zawikłany azjatycki węzeł (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Lektura uzupełniająca do Nowych państw Azji Środkowej. Kapitalna książka, którą czyta się jak sensacyjną powieść. Autor, sprawiający swoim tekstem wrażenie zamerykanizowanego Araba, na co dzień mieszkający w Lahore w Pakistanie, przedstawia sytuację polityczną krajów Azji Środkowej z perspektywy nie statystyki, jak robi to Capisani, ale z perspektywy zwykłych ludzi. Także przywódców poszczególnych krajów oraz ruchów fundamentalistycznych przedstawia jak zwykłych ludzi. Okraszone to jest wieloma anegdotami, które częściej zamiast uśmiechu, wywołują na twarzy grymas przerażenia beznadziejnością i zawikłaniem narosłych w tym rejonie problemów. Skomplikowane gry interesów i układ sił, wybiegający daleko poza granice Azji Środkowej, aż do Pakistanu czy Dubaju, przedstawione są w sposób bardzo uporządkowany i pozwalający w końcu zrozumieć, co to za wojna toczy się w tym dalekim Afganistanie. Tłumacz i wydawca nie ustrzegł się wielu pomyłek i literówek, ale tutaj nie przeszkadzają one aż tak bardzo. Raczej zaangażowanie autora jest na tyle duże, że aż czasem wywołuje uśmiech, gdy pisze o niesprawiedliwości i podłości okazywanej przez tego lub innego władcę azjatyckiego kraju. Naprawdę wiele zrozumiałem po tej lekturze i wiele się dowiedziałem. -
- Kirgiz schodzi z konia
- Ryszard Kapuściński
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-04-08
Kapuściński na wesoło
Osiem reportaży z Azji Środkowej, napisanych w latach sześćdziesiątych. Każdy z innego kraju. Autor podróżuje z zachodu na wschód, zaczynając od Gruzji i docierając do tytułowej Kirgizji. Kapuściński zatrzymuje się na wybranych przez siebie szczegółach codziennego życia w każdego kraju. Pozostały w tych tekstach - oprócz zapachu miejsc - także szerokie pokłady uznania Autora dla przetwórczej energii i mocy socjalistycznej modernizacji tradycyjnych społeczeństw. Zaskakujący jest w tych tekstach - pokrewny Żeromskiemu - pozytywistyczny zachwyt postępującymi przemianami, w państwie z wiadomym kontekstem. Z jednej strony mamy zdziwienie przewodnikiem, który przekonuje Autora, że Mahometa nigdy nie było; z drugiej, kilka kartek dalej, mamy taki ustęp: "Azja radziecka jest dzisiaj wielkim placem budowy, terenem nieustającej rewolucji technicznej, a zarazem szkołą życia, uczelnią stu narodów". (s. 110) Biorąc pod uwagę czas i okoliczności powstania tych tekstów, takie fragmenty nie dziwią. Jednak w zestawieniu z dużo późniejszym "Hebanem" czy "Szahinszachem" brzmią prawie humorystycznie, pozostając niezłym przykładem zmanierowania umysłu i pewnego rodzaju młodzieńczej fascynacji dziejącymi się zmianami. Ciekaw jestem, czy różne współczesne teksty, po latach, także będą bawić swoją naiwnością? -
- Chiny
- Oskar Weggel
- cena: 28,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Igor Czajka 2008-04-08
Wiele wyjaśniająca pozycja (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Tuż przed wyjazdem do Chin, Gośka znalazła w internecie tę świetną książkę. Mnie bardziej interesowała zamierzchła historia, dlatego dość długo nie mogłem się zabrać do tej lektury. W zasadzie przeczytałem ją dopiero po powrocie. I tu niespodzianka! Naprawdę fascynująca rzecz! Jest to piąta edycja książki, która ewoluowała razem z Chinami. Pierwsze wydanie ukazało się w roku 1981, więc od tego czasu zmieniło się na tyle dużo, że w zasadzie teraz jest to zupełnie inna książka. Oddajmy na chwilę głos autorowi: "Celem tej książki jest w pierwszym rzędzie obalanie stereotypów. Najłatwiej to osiągnąć, ukazując bez osłonek polityczne, gospodarcze i kulturalne wyzwania, którym Chiny muszą sprostać. Skomplikowane, a czasem wręcz nierozwiązywalne problemy, z jakimi boryka się ten kraj, pokazują, że nie jest on lewiatanem, lecz olbrzymim placem budowy, na którym dzień i noc prowadzi się prace i dokonuje eksperymentów, a obok niewątpliwych sukcesów pojawiają się katastrofalne błędy. Po drugie postaram się wykazać, że tamtejsze sukcesy ekonomiczne nie są dziełem przypadku, a ponadto w Chinach istnieją realne szanse na demokratyzację, zwłaszcza na wybrzeżu. Po trzecie wreszcie, chodzi o ukazanie Państwa Środka - w którym od roku 1949 ścierają się wpływy marksistowskie, wolnorynkowe i elementy tradycji - jako autonomicznego obszaru kulturowego o własnym systemie wartości, który po nieudanej próbie maoistowskiej Rewolucji Kulturalnej od dawna wkroczył na drogę renormalizacji. Wyraźnie odczuwalne determinanty żywej od setek lat tradycji nie stanowią przy tym wyłącznie elementów hamujących rozwój, lecz - przeciwnie - wyzwalają kreatywne impulsy. Poglądową (i dla gospodarek zachodnich częstokroć bolesną) lekcję pozytywnego oddziaływania tradycji dała Japonia oraz Cztery Małe Smoki (Korea Płd., Tajwan, Hongkong i Singapur), wyrastające z tej samej prastarej gleby metakonfucjanizmu co Chiny." Autor opisuje po kolei większość aspektów życia we współczesnych Chinach. Można wreszcie zrozumieć, dlaczego Chińczycy mogą "budować socjalizm kapitalistycznymi metodami", jednocześnie dalej czcząc Mao. Jak doszło do obecnego boomu gospodarczego i dlaczego sami Chińczycy nie narzekają tak bardzo, jak by się to mogło wydawać. Co więcej, są ze swojego kraju coraz bardziej dumni i podkreślają, że teraz Chińczycy do Chin wracają, a nie z nich wyjeżdżają. W kraju, który podobno jest komunistyczny! Wiedziałem już wcześniej, że pojęcia europejskie trudno jest zastosować do opisu społeczeństwa chińskiego. Do tego stopnia, że np. pojęcie "prawa człowieka" jest w zasadzie nieprzekładalne na język chiński. Chińczyk realizuje się poprzez współpracę z grupą. Jeśli grupa dobrze funkcjonuje, dzięki miedzy innymi niemu - wtedy Chińczyk jest szczęśliwy i samozrealizowany. Zachodni indywidualizm i samorealizacja przez odróżnienie się, jest tak samo niepojęta dla Chińczyka, jak chińskie współgranie dla nas. Ale jak to się przekłada na codzienne życie i z czego w zasadzie wynikają takie a nie inne postawy - to pięknie wyjaśnia Weggel. Używa do tego celu pojęcia metakonfucjanizmu, ale co to jest - dowiecie się z lektury. Naprawdę polecam! -
- Niesamowita Słowiańszczyzna
- Maria Janion
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-04-08
Kilka luźnych myśli (4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Idee panslawistyczne nie mają w Polsce dobrej opinii, kojarząc się z imperialną polityką Rosji. Do tego stopnia są na cenzurowanym, że wszelkie myśli o słowiańskiej wspólnocie i słuszności bratania się Słowian dostają pejoratywna łatkę panslawizmu. Na każdym kroku, z gorliwością neofity, podkreślamy swój związek z Zachodem, jakbyśmy bali się jakiejś demaskacji zbrodni. A przecież nasz związek z Zachodem jest co najmniej tak samo silny jak ze Wschodem. Jesteśmy Europą Środkową w pełnym tego słowa znaczeniu. Kontusz szlachecki wykazuje wybitne wpływy wschodniej sukmany. Ale nigdzie indziej niemieccy osadnicy tak szybko się nie zasymilowali, tworząc polskie mieszczaństwo. Nie chcę tu jednak podawać wielu przykładów naszego polskiego stania okrakiem w dwu różnych światach. Chcę zasygnalizować tylko bardzo dobrą lekturę, która otwiera oczy na dawno wyparte z historycznej świadomości fakty i zależności. Odświeżone spojrzenie na słowiańskie mity, które często grzęzły "w panslawistycznych lub nacjonalistyczno-faszystowskich pułapkach" (z okładki). Pierwsza część "Niesamowitej Słowiańszczyzny" Marii Janion opisuje w szeregu esejów to, o czym zapomnieliśmy; to, co zostało wyparte; to, co zostało zniszczone. Pokazuje jak pierwotna słowiańskość walczyła i buntowała się przeciwko nowej wierze, jak ścierały się frakcje zachodniego i wschodniego rytu chrześcijańskiego, jak zepchnięte do podświadomości słowiańskie duchy trwają i zasilają zbiorową wyobraźnię aż do dzisiaj. To nie jest sielanka. To jest historia słowiańskiej traumy, historia kompleksu niższości i współistniejącego kompleksu wyższości, historia poczucia "przynależności do strony słabszych i pokrzywdzonych, zniewolonych i poniżonych, pozbawionych jakiegoś ukrytego dziedzictwa, niesprawiedliwie zapomnianych, a także usuniętych na bok bądź miażdżonych przez proces, który określono jako dziejowy postęp" (z okładki). Fascynującą lekturę w zasadzie można zakończyć na tej pierwszej części. Druga część poświęcona psychoanalizie współczesnej literatury, przeprowadzonej z feministycznego punktu widzenia, niestety pozbawia ogromnej części przyjemności. Oczywiście to, co dla mnie jest przeszkodą dla kogoś może być zaletą, ale jednak świetna podstawa pierwszej połowy książki, nie owocuje zadowalającym rozwinięciem w drugiej. Niemniej, wszystkim którzy widzą jedynie proste odpowiedzi i proste rozwiązania w kwestii relacji Polski ze Wschodem - polecam lekturę "Niesamowitej Słowiańszczyzny". -
- Niesamowita Słowiańszczyzna
- Maria Janion
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-04-08
Kilka luźnych myśli (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Idee panslawistyczne nie mają w Polsce dobrej opinii, kojarząc się z imperialną polityką Rosji. Do tego stopnia są na cenzurowanym, że wszelkie myśli o słowiańskiej wspólnocie i słuszności bratania się Słowian dostają pejoratywna łatkę panslawizmu. Na każdym kroku, z gorliwością neofity, podkreślamy swój związek z Zachodem, jakbyśmy bali się jakiejś demaskacji zbrodni. A przecież nasz związek z Zachodem jest co najmniej tak samo silny jak ze Wschodem. Jesteśmy Europą Środkową w pełnym tego słowa znaczeniu. Kontusz szlachecki wykazuje wybitne wpływy wschodniej sukmany. Ale nigdzie indziej niemieccy osadnicy tak szybko się nie zasymilowali, tworząc polskie mieszczaństwo. Nie chcę tu jednak podawać wielu przykładów naszego polskiego stania okrakiem w dwu różnych światach. Chcę zasygnalizować tylko bardzo dobrą lekturę, która otwiera oczy na dawno wyparte z historycznej świadomości fakty i zależności. Odświeżone spojrzenie na słowiańskie mity, które często grzęzły "w panslawistycznych lub nacjonalistyczno-faszystowskich pułapkach" (z okładki). Pierwsza część "Niesamowitej Słowiańszczyzny" Marii Janion opisuje w szeregu esejów to, o czym zapomnieliśmy; to, co zostało wyparte; to, co zostało zniszczone. Pokazuje jak pierwotna słowiańskość walczyła i buntowała się przeciwko nowej wierze, jak ścierały się frakcje zachodniego i wschodniego rytu chrześcijańskiego, jak zepchnięte do podświadomości słowiańskie duchy trwają i zasilają zbiorową wyobraźnię aż do dzisiaj. To nie jest sielanka. To jest historia słowiańskiej traumy, historia kompleksu niższości i współistniejącego kompleksu wyższości, historia poczucia "przynależności do strony słabszych i pokrzywdzonych, zniewolonych i poniżonych, pozbawionych jakiegoś ukrytego dziedzictwa, niesprawiedliwie zapomnianych, a także usuniętych na bok bądź miażdżonych przez proces, który określono jako dziejowy postęp" (z okładki). Fascynującą lekturę w zasadzie można zakończyć na tej pierwszej części. Druga część poświęcona psychoanalizie współczesnej literatury, przeprowadzonej z feministycznego punktu widzenia, niestety pozbawia ogromnej części przyjemności. Oczywiście to, co dla mnie jest przeszkodą dla kogoś może być zaletą, ale jednak świetna podstawa pierwszej połowy książki, nie owocuje zadowalającym rozwinięciem w drugiej. Niemniej, wszystkim którzy widzą jedynie proste odpowiedzi i proste rozwiązania w kwestii relacji Polski ze Wschodem - polecam lekturę "Niesamowitej Słowiańszczyzny". -
- Moje pierwsze samobójstwo
- Jerzy Pilch
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Igor Czajka 2008-04-08
Samobójstwo... (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Przebrnąłem niedawno przez - tak ładnie i klasycznie reklamowany jako arcydzieło - zbiór opowiadań Pilcha. Ekshibicjonistyczne, z pozorem autoironii - sugerujące skromność pisarza, mającego świadomość swej pozycji. Jednocześnie pełne użalania sie nad swoja dolą (taką samą jak każdego niespełnionego pisarza - czyli nad dolą zagubionej duszy poszukującej). Autor zdradza nam sekrety swojego warsztatu, wkładając je w usta - nieświadomej powagi własnych słów - Najpiękniejszej Kobiety Świata. Rozprawia się z własnym dzieciństwem i poczuciem nieporadności, rozbijając w drobny mak lornetkę dziadka i życie niedoścignionego przyjaciela. Buduje mury mentalności świata wiślańskich ewangelików, uzasadniając swoje w świecie wyobcowanie. No przeczytałem, bo trzeba. Bo wypada znać choć trochę tego, kto na piedestale wieszcza niemalże obecnie stoi, kto zajął miejsce tych, którzy odeszli, którym juz nagród przyznać nie można. Dużo ich nie ma. Tych na piedestale. Czasem sie kogoś dołączy, kogoś, kto pióro ma z pióra, a młody jest, by zmanierować lub zmanipulować było łatwo. Jednocześnie by wytrącić argument z ręki adwersarzy, że młodych sie nie dopuszcza. Polityka czy literatura, te same zasady, te same reguły walki pól. Bourdieu mógłby powiedzieć więcej na ten temat, ale nie powie już nic więcej niż w Regułach sztuki. Ale dlaczego ja o nikach a nie o Pilchu? Nie wiem. Opowiadania poprawne stylistycznie i dramaturgicznie. Trzymają się kupy, ale to wszystko. Nie zostałem powalony ani treścią ani nowatorstwem formy. Niczym. Jedynie opowieść o stoliku szachowym przemówiła mi do wyobraźni, być może dlatego, że sam w szachy grywam i stolik taki zapragnąłem posiąść. Cóż więcej? Samotność w hotelu? Rozczarowanie kobiecym ideałem? Obcowanie z Duchami babki Pechowej? Opowiadania wędrują już do głęboko położonych zakamarków pamięci, skąd może kiedyś ktoś je wydobędzie, ale bardziej prawdopodobne jest ze sczezną tam wraz z moim ciałem. -
- Śnieg
- Orhan Pamuk
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-04-08
Pomyłka? (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Rany! Co mnie podkusiło, żeby akurat tego noblistę przeczytać?! Zadziałała magia umiejętnego marketingu i wszyscy wokół zaczęli brać na warsztat czytelniczy, jedyną dostępną książkę czyli śnieg, odmieniany na każdy możliwy sposób. Po przeczytaniu książki wiem już (co w sumie wiedziałem także wcześniej), że śnieg może się kojarzyć ze wszystkim. Śnieg może przypominać ukochaną, niezależnie od okoliczności: czy się stoi w pustym pokoju ciemną nocą, czy ma się lufę przyłożoną do skroni. Śnieg może być metaforą matczynej miłości, miłości ukochanej oraz utraty młodzieńczych złudzeń i bezmiernego smutku emigranta. Odmieniany przez wszystkie przypadki: śnieg za firanką i pod pokrywką garnka, śnieg w teatrze miejskim i w zimnej kostnicy, śnieg przed oczami i pod powiekami, śnieg z sześcioma ramionami życiowych aktywności i odcieni. Strona bez śniegu to strona stracona. Rozumiem, że autor zastosował określoną figurę stylistyczną, mającą scharakteryzować egzaltację bohatera - wyobcowanego z własnej ojczyzny i nieakceptowanego na emigracji, pogrążonego w depresji zakompleksionego nadwrażliwca, bojącego się zaangażować w jakikolwiek związek, rozpamiętującego wszelkie życiowe niepowodzenia tylko po to, by udowodnić zasadność swojej asekuracyjnej postawy wobec życia. Zamysłów artystycznych mogło być znacznie więcej, niż jestem w stanie ogarnąć swym małym rozumkiem. Jednak będę się upierał, że jest to materiał na opowiadanie, co najwyżej nowelę, ale nie na pięćset-stronicową powieść! Litości! Początkowo myślałem, że to nieudolność tłumaczenia zbudowała tak irytującą i drażniącą czytelnika frazę, ale tłumacz może źle przetłumaczyć zdanie, może zdenaturalizować dialogi, ale raczej nie wkłada do tekstu nadmiaru określonych słów. Chyba? Poza tym styl narracji zmienia zupełnie charakter, gdy narrator nie stara się za wszelką cenę wejść w skórę, czy raczej głowę głównego bohatera lecz przyjmuje swoją własną perspektywę i zaczyna relacjonować swoje prywatne śledztwo, dotyczące ostatnich chwil własnego bohatera. Zatem zabieg zamierzony. Jeśli był on obliczony na zmęczenie czytelnika - w tym wypadku pełny sukces! Jeśli był obliczony na przekazanie czytelnikowi skomplikowanej psychiki tureckiego emigranta ze Stambułu do Frankfurtu - pełna klapa. Pomijam zupełnie drewniane dialogi, przy których najbardziej sztuczne dialogi "przypadkowych przechodniów" filmowanych "przypadkiem" w czasie stanu wojennego brzmią tak naturalnie, jak gadki pijanych przyjaciół przy ognisku. Pomijam też wiele innych stylistycznych zabójstw na literaturze, gdyż nie jestem w stanie zidentyfikować przestępcy: autor czy tłumacz? Natomiast niezaprzeczalnie jest to jedna z najnudniejszych i najtragiczniej napisanych książek, jakie udało mi się przeczytać w moim krótkim życiu. Jeśli następni nobliści będą prezentować taki poziom, nie pozostaje nic innego niż cieszyć się, że Kapuścińskiego ominął zaszczyt znalezienia się w tym znamienitym gronie. -
- Śnieg
- Orhan Pamuk
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-04-08
Pomyłka? (5 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Rany! Co mnie podkusiło, żeby akurat tego noblistę przeczytać?! Zadziałała magia umiejętnego marketingu i wszyscy wokół zaczęli brać na warsztat czytelniczy, jedyną dostępną książkę czyli śnieg, odmieniany na każdy możliwy sposób. Po przeczytaniu książki wiem już (co w sumie wiedziałem także wcześniej), że śnieg może się kojarzyć ze wszystkim. Śnieg może przypominać ukochaną, niezależnie od okoliczności: czy się stoi w pustym pokoju ciemną nocą, czy ma się lufę przyłożoną do skroni. Śnieg może być metaforą matczynej miłości, miłości ukochanej oraz utraty młodzieńczych złudzeń i bezmiernego smutku emigranta. Odmieniany przez wszystkie przypadki: śnieg za firanką i pod pokrywką garnka, śnieg w teatrze miejskim i w zimnej kostnicy, śnieg przed oczami i pod powiekami, śnieg z sześcioma ramionami życiowych aktywności i odcieni. Strona bez śniegu to strona stracona. Rozumiem, że autor zastosował określoną figurę stylistyczną, mającą scharakteryzować egzaltację bohatera - wyobcowanego z własnej ojczyzny i nieakceptowanego na emigracji, pogrążonego w depresji zakompleksionego nadwrażliwca, bojącego się zaangażować w jakikolwiek związek, rozpamiętującego wszelkie życiowe niepowodzenia tylko po to, by udowodnić zasadność swojej asekuracyjnej postawy wobec życia. Zamysłów artystycznych mogło być znacznie więcej, niż jestem w stanie ogarnąć swym małym rozumkiem. Jednak będę się upierał, że jest to materiał na opowiadanie, co najwyżej nowelę, ale nie na pięćset-stronicową powieść! Litości! Początkowo myślałem, że to nieudolność tłumaczenia zbudowała tak irytującą i drażniącą czytelnika frazę, ale tłumacz może źle przetłumaczyć zdanie, może zdenaturalizować dialogi, ale raczej nie wkłada do tekstu nadmiaru określonych słów. Chyba? Poza tym styl narracji zmienia zupełnie charakter, gdy narrator nie stara się za wszelką cenę wejść w skórę, czy raczej głowę głównego bohatera lecz przyjmuje swoją własną perspektywę i zaczyna relacjonować swoje prywatne śledztwo, dotyczące ostatnich chwil własnego bohatera. Zatem zabieg zamierzony. Jeśli był on obliczony na zmęczenie czytelnika - w tym wypadku pełny sukces! Jeśli był obliczony na przekazanie czytelnikowi skomplikowanej psychiki tureckiego emigranta ze Stambułu do Frankfurtu - pełna klapa. Pomijam zupełnie drewniane dialogi, przy których najbardziej sztuczne dialogi "przypadkowych przechodniów" filmowanych "przypadkiem" w czasie stanu wojennego brzmią tak naturalnie, jak gadki pijanych przyjaciół przy ognisku. Pomijam też wiele innych stylistycznych zabójstw na literaturze, gdyż nie jestem w stanie zidentyfikować przestępcy: autor czy tłumacz? Natomiast niezaprzeczalnie jest to jedna z najnudniejszych i najtragiczniej napisanych książek, jakie udało mi się przeczytać w moim krótkim życiu. Jeśli następni nobliści będą prezentować taki poziom, nie pozostaje nic innego niż cieszyć się, że Kapuścińskiego ominął zaszczyt znalezienia się w tym znamienitym gronie. -
- Możliwość wyspy
- Michel Houellebecq
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-04-08
Nie-możliwość (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Książkę zmęczyłem powodowany wewnętrznym imperatywem poznania czegoś, co jest dyskutowane nawet w wielkonakładowych dziennikach. Nie zachęciły mnie drukowane tam fragmenty powieści, nie zachęciły mgliste recenzje. Ale, aby mieć zdanie na jakiś temat - trzeba ten temat poznać, chociaż liznąć. Pisarze, których szanuję, wypowiadający się się na temat twórczości Houellebecqa nie maja o nim wysokiego zdania. Po przeczytaniu książki dołączyłem do nich, choć pewnie z zupełnie innych powodów. Co mi się nie podoba? Niekonsekwencja i bałaganiarstwo. Bohater obudził się i z przerażeniem stwierdził, że nie ma przy nim psa. Okazało się, że pies ociera się się o drzewo kilka kroków dalej wściekle ujadając. Ujadanie bohatera nie obudziło? Albo stopione lody Arktyki i Antarktydy zatopiły prawie całą Azję zostawiając tylko Tybet. A Europa? Europa pogrążyła się w wojnach. Przecież wiadomo, że Europa leży znacznie wyżej niż Tybet. Takich rzeczy jest w powieści mnóstwo i niestety sprawiają one, że wszystko się czyta nie jak przekaz intelektualisty ale jak opowiadanie uczniaka. Dbałość o szczegół i trzymanie się praw fizyki pozwoliło Lemowi zbudować światy, które porażały swoim filozoficznym przesłaniem. Można było wejść w wykreowany świat bez wątpliwości, zapominając o jego fikcyjności, wniknąć w jego system wartości i zastanowić się nad przesłaniem. Niestety u Houellebecqa te drobne niekonsekwencje sprawiają, że wykreowany świat momentalnie rozpada się z hukiem jak przerwany budzikiem sen, wracasz na jawę i stwierdzasz: ale głupi ten sen. Może Houellebecq powinien skupić się na eseistyce publicystycznej, zostawiając literaturę literatom. Bowiem (choć to już można zrzucić na karb tłumaczenia) również językowa strona powieści pozostawia wiele do życzenia. Stanowczo Houellebecq nie jest mistrzem słowa. Nie jest również mistrzem artystycznej konstrukcji powieści. Pomysł to nie wszystko. Powieść to nie konceptualizm. -
- Nowe państwa Azji Środkowej
- Giampaolo Capisani
- (towar niedostępny)
Igor Czajka 2008-02-04
Kompendium o Azji Środkowej (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Świetna książka dla osób szukających pierwszego kontaktu z państwami Azji Środkowej. W przystępny sposób sprzedane informacje na temat historii poszczególnych krajów na tle całego regionu. Można uporządkować sobie wiedzę o migracji ludów od Czyngis-chana przez Tamerlana po Wielkich Mogołów. Z ciekawostek: Tamerlan uważał się za potomka Czyngis-chana, choć był potomkiem z bocznej linii żeńskiej, co nie przeszkadzało mu jednak wyżynać w pień całych miast, usypywać piramid z czaszek pokonanych, a jednocześnie dbać o rozwój sztuki i handlu na jedwabnym szlaku. Baber, który dał początek hinduskiej dynastii Wielkich Mogołów (jeden z jego następców, w rozpaczy po śmierci ukochanej żony, kazał wybudować Tadż Mahal) najechał Indie z dzisiejszego Uzbekistanu, skąd wygoniły go koczownicze plemiona uzbeckie. Afganistan był państwem sztucznie stworzonym przez Rosję i Anglię w XIX wieku, tylko w tym celu, by mocarstwa nie miały wspólnej granicy. Spora porcja współczesnych informacji politycznych i gospodarczych daje wgląd w przyczyny dzisiejszej sytuacji poszczególnych krajów. Wiadomości na temat bogactw naturalnych połączone są z informacjami na temat trudności w ich eksploatacji i eksporcie. Różne złożone problemy polityczne i społeczne wyłożone są w przystępny sposób. Wszystko to pozwala nie tylko poznać, ale usystematyzować i uporządkować potężną porcję nieznanej normalnie wiedzy. Byłbym zachwycony tą książką gdyby nie jedno ale. Niestety warstwa językowa pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem, czy to kwestia niechlujności autora, czy tłumacza. Oprócz tego nagminne jest mieszanie czasów, liczb, literówki itp. pospolite dość błędy, które nie czynią lektury przyjemną i lekką. Gdy, jako do następnej lektury, sięgnąłem po Kapuścińskiego "Kirgiz schodzi z konia", zrozumiałem jaką wartość i jaką przyjemność mogą sprawić okrągłe zdania, poprawny język, po prostu dobra literatura. Zdarzają się także w "Nowych państwach" momenty gdy autor w jednej części przeczy informacjom podawanym w innej, choć na szczęście nie występuje to często. Burzy jednak nieco zaufanie do rzetelności i jakości reszty informacji. Niemniej jednak jest to fantastyczna pozycja otwierająca oczy na istotę i problemy całego, prawie zupełnie nieznanego w Europie, regionu.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





