stały recenzent  Bartosz Soczówka

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 20

  • Podpalaczka

    Bartosz Soczówka 2008-04-14

    Doskonała powieść-prawdziwe emocje!   (2 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    W oryginale „Podpalaczka” ukazała się w 1980 roku, w co aż trudno uwierzyć, kiedy czyta się powieść. Fabuła i wątki, które splatają się w dziele Kinga w dalszym ciągu nurtują wielu ludzi i są przedmiotem najnowszych powieści, czy scenariuszy filmowych. Każdy z nas podczas studiów nie jeden raz czytał na tablicy ogłoszeń zaproszenie do udziału w rozmaitych eksperymentach. Podobnie rzecz się ma z głównym bohaterem, który na jeden z takich eksperymentów się decyduje, skuszony atrakcyjnym wynagrodzeniem za udział. Los chciał, że stało się to najważniejszym wydarzeniem w jego życiu. Przyszła żona Andy’ego McGee również brała udział w tym samym eksperymencie – testach środka halucynogennego, który w rzeczywistości miał wyzwolić w „królikach” doświadczalnych zdolności PSI. Nikt spośród naukowców nie wziął pod uwagę, co stanie się, gdy dwoje ludzi poddanych działaniu „Lotu Sześć” zechce mieć dziecko. Charlie McGee przyszła na świat jako mieszanka wybuchowa zdolności ojca i matki. Posiada nie tylko zdolności telepatyczne, telekinetyczne, ale przede wszystkim potrafi wzniecać ogień siłą umysłu. Nie dziwi więc fakt, że tą niezwykła rodziną interesuje się rządowy wywiad, pragnąc pozyskać ich zdolności do własnych celów. „Podpalaczka” to powieść niezwykle dynamiczna, w której akcja nie spowalnia ani przez moment. Niesamowity klimat pościgu, mroczne rządowe tajemnice, wszędobylscy agenci to tylko nieliczne elementy fabuły. King barwnie konstruuje wszystkie postaci, zarówno te główne, jak i drugoplanowe. Fenomenalnie opisuje stany umysłu każdej ze stron konfliktu. Największym plusem powieści jest jej niebanalność. Czytając bowiem o zdolnościach głównej bohaterki moglibyśmy pomyśleć: „I po co tyle szumu? Niech ich wszystkich spali i po sprawie”. King bierze jednak pod uwagę prawdziwe emocje dziecka, które jest zagubione i nieświadome swojej siły. To właśnie czyni powieść Kinga niezwykle „prawdziwą” i odróżnia od innych pozycji traktujących podobny wątek. Powieść czyta się niezwykle lekko, a zarazem jest ona na tyle obszerna, by porwać czytelnika na dłużej, niż kilka wieczorów. Gorąco polecam tę pozycję.
  • W sieci pająka

    Bartosz Soczówka 2008-03-29

    Emocje, jakich nie znałeś   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Mija właśnie drugi kwadrans odkąd wpatruję się w pustą stronę programu Word, usiłując ogarnąć swoje emocje i napisać recenzję. Nieczęsto ma miejsce taka sytuacja...Przecież przeczytałeś już setki thrillerów, najrozmaitszych rodzajów i autorów - powtarzam w myślach do siebie - i znasz ten gatunek, niczym prawnik Kodeks Cywilny. Pół godziny temu skończyłem czytać powieść "W sieci pająka" Jamesa Pattersona. W sztuce perswazji i wywierania wpływu funkcjonuje tzw. "zasada 30 sekund", która głosi, iż ludzie w ciągu pierwszych 30 sekund kontaktu z drugą osobą decydują, czy chcą nadal utrzymywać tę relację. Powieści Pattersona wystarczy dać cytowane 30 sekund i żadne z Was nie odłoży jej na półkę. "W sieci pająka" to doskonale napisany thriller, który, gdy już wciągnie nas po prologu, nie pozwoli rozstać się ze sobą, aż do ostatniego akapitu. Mamy w nim do czynienia z prawdziwym architektem grozy i rosnącego napięcia. Patterson jest perfekcjonistą w każdym calu. Klimat, fabuła, wyrazistość powieści - wszystko to powoduje, że nasze emocje nie opadają ani przez moment. Nie będzie przy tej okazji ani opisu głównego wątku, ani charakterystyki postaci. Jestem świadom, że wszystko, co napiszę o tej powieści będzie płytsze od stanu faktycznego. Tę książkę po prostu musisz przeczytać, a najlepszą recenzję wystawiają jej emocje, które starałem Ci się przekazać w tych kilku zdaniach.
  • Dziennik egzorcysty

    Bartosz Soczówka 2008-03-19

    Nudno o egzorcyzmach   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nie jestem zadowolony, gdy przychodzi mi wyrazić krytyczną opinię na temat przeczytanej książki, albowiem mam wówczas pretensje do samego siebie o zły dobór lektury. Dokładnie tak czułem się jednak po przeczytaniu "broszurki", bo trudno jest mi to nazwać literaturą, pod tytułem "Dziennik egzorcysty". Przyznaję, że książkę zamawiałem z katalogu, stąd już na wstępie zaskoczyły mnie jej parametry - 107 stron, małego formatu, pisane zbyt dużą czcionką. Nie liczy się ilość, tylko jakość - pomyślałem i zabrałem się za lekturę... Na pierwszych 30 stronach dowiadujemy się, czym są egzorcyzmy w rozumieniu Kościoła katolickiego, jakie były ich początki, czemu mają służyć itd. Przyznaję, że ta część książki jest dość interesująca, zwłaszcza fragment opisujący, w jaki sposób weryfikuje się "kandydatów" do przeprowadzenia nań egzorcyzmów oraz jakie są znaki, po których egzorcysta stwierdza działalność diabła. Poznajemy również charakterystykę obrzędów liturgicznych towarzyszących egzorcyzmom oraz słynne ryty symboliczne. Następnie przechodzimy do sedna, czyli dziennika egzorcysty, który na przestrzeni kilkudziesięciu stron jawi nam się bardziej, jako rocznik, aniżeli dziennik. Ponad 50 stron opisów rozmaitych wizyt, kontaktów, listów, z jakimi stykał się tytułowy egzorcysta. W zamyśle autora miało nam to zapewne dać obraz jego codziennej pracy i problemów, z którymi się zmaga. Jednakże banalność i ogólność tej części książki osiąga cel dokładnie odwrotny. Z każdą stroną zastanawiałem się coraz bardziej, po co ja to czytam i czego się tak naprawdę dowiaduję. Niestety, ale pewien poziom ogólności po prostu jest dla mnie kpiną z czytelnika i tutaj dokładnie z tym się zetknąłem. Każdy przypadek to raptem kilka zdań, kompletnie bez ładu i składu i co najgorsze bez wniosków i informacji, które czytelnika najbardziej interesują. Wiało nudą i pustką, po której nastąpiło krótkie podsumowanie i to by było na tyle. Osobom, które chciałyby się bliżej zapoznać z tematem polecam szereg innych pozycji, albowiem "Dziennik..." jest zdecydowanie przesadnie skromny i ogólny.
  • Tajemnicza historia wampirów

    Bartosz Soczówka 2008-03-09

    Naukowo o wampirach   (11 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Na samym początku niniejszej recenzji zadam ci drogi czytelniku proste pytanie. Jakie jest twoje wyobrażenie o książce pod tytułem „Tajemnicza historia wampirów”, na okładce której widzisz w dodatku tajemniczą postać stąpającą po ludzkich szczątkach? Nie otrzymam chyba wyróżnienia za inteligencję twierdząc, że pomyślisz sobie, iż patrzysz właśnie na jakiś nowy horror lub powieść fantastyczną. Ja również tak pomyślałem… Spoglądasz jednak czytelniku na ostatnią stronę okładki wspomnianej pozycji i czytasz: „profesor Sorbony”, „fenomen wampiryzmu”, „antropologiczna analiza wierzeń” itp. Myślisz sobie – „Nie oceniaj książki po okładce”, po czym idziesz do kasy i kupujesz książkę. Przynajmniej w moim przypadku tak właśnie było… Claude Lecouteux, francuski profesor Sorbony, jest znanym specjalistą literatury i kultury średniowiecza. Napisał on wiele książek na temat ludowych wierzeń i uchodzi za autorytet w dziedzinie duchów, wróżek, czarownic, wilkołaków i demonów. „Tajemnicza historia wampirów” to niezwykle szeroka analiza fenomenu wampiryzmu, dokonywana przez naukowe szkiełko i oko. Jest to dokładna analiza treści, albowiem autor przybliża nam rozległy i spójny obraz mitu wampira na podstawie literackich, kronikarskich i nie tylko opisów. Dzięki trafności i rzetelności badacza otrzymujemy niezwykle wyczerpujący materiał w postaci klasyfikacji i typologii rozmaitych aspektów tematu. Czytelnik poznaje literackie początki mitu wampira oraz rozmaite wierzenia na temat życia i śmierci. Na ich podstawie autor prezentuje mitologicznych prekursorów wampirów jak chociażby: Przywoływacz, Pożeracz, Koszmar, Dusiciel i wiele innych. Poznajemy również najpopularniejsze nazwy wampirów wraz z ich etymologią – Grobnik, Brukołak, Nosferatu, Stafia itd. Dopełnieniem tego wszystkiego są opisy praktyk, dzięki którym orientowano się, że ktoś jest wampirem, a także przegląd metod, jakimi walczono z takowymi osobnikami. Mit wampira prowadzi nas do refleksji nad życiem, śmiercią i miłością – jak pisze autor – trzema głównymi biegunami naszego człowieczeństwa. Czy życie jest tylko ułudą, a śmierć snem, z którego budzimy się pewnego dnia siłą miłości lub nienawiści, tych dwóch potęg, które przewodziły Stworzeniu, jak opowiadają dawne mity chaldejskie? Gorąco polecam tę książkę wszystkim, których pasjonuje to, co nieznane, a mają ochotę spojrzeć na tę tematykę z zupełnie innej perspektywy. Dzieło Claude’a Lecouteux z pewnością nie jest lekturą porywającą i przeznaczoną dla fanów mocnych wrażeń. Stykamy się w niej z dogłębną, naukową pracą badawczą, a sama książka stanowi raport z jej efektów.
  • Krew czasu

    Bartosz Soczówka 2007-12-23

    Kryminalny wehikuł czasu   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Krew czasu" to czwarta powieść francuskiego mistrza suspensu. Tym razem nie spotykamy w niej Joshuy Brolina, który był głównym bohaterem słynnej trylogii Chattama ("Otchłań zła", "W ciemnościach strachu" i "Diabelskie zaklęcia"). Akcja powieści toczy się dwutorowo: z jednej strony jesteśmy uczestnikami śledztwa, które toczy się w Kairze w roku 1928, gdzie porywane i bestialsko mordowane są kilkuletnie dzieci, a z drugiej znajdujemy się w czasach współczesnych (rok 2005), w klasztorze Mont-Saint-Michel, gdzie francuski kontrwywiad ukrywa kobietę, która będąc w niewłaściwym miejscu i czasie weszła w posiadanie niewygodnych politycznie informacji. Za sprawą tajemniczego dziennika , główna bohaterka powieści Marion odkrywa mroczne sekrety wydarzeń, jakie zaszły w Kairze. W tle owej przygody sama staje się obiektem dziwnej gry ze strony mieszkańców opactwa Mont-Saint-Michel. Ktoś przysyła jej dziwne wiadomości i za wszelką cenę stara się odebrać znaleziony dziennik. Jaką prawdę kryją pożółkłe stronice rękopisu i co może mieć on wspólnego z odległym klasztorem, na dodatek kilkadziesiąt lat później? Ta wyjątkowa podróż w wehikule czasu pozwala nam odkryć, że historia zatacza wyjątkowo obszerne kręgi, a wydarzenia z pozoru ze sobą nie związane mogą okazać się nierozłączne - jeśli tylko znajdzie się ogniwo, które je łączy.
    "Krew czasu" różni się od wcześniejszych powieści Chattama. Jej celem nie jest tym razem chwilowe zatrzymanie akcji naszych serc, lecz zbudowanie klimatu, który sam w sobie jest przerażający i nie wymaga dodatkowych efektów. Na uwagę zasługuje też mistrzowska kompozycja postaci od strony psychologicznej, czego kulminacją jest zakończenie powieści. Maxime Chattam pokazuje nam kolejną ze swych pisarskich twarzy - jak zawsze groźną i piękną za razem, a na pewno szalenie porywającą. Przeczytajcie koniecznie tę powieść - fani Chattama na pewno będą mile zaskoczeni.
  • Nie do poznania

    Bartosz Soczówka 2007-12-02

    Uważaj! Emocje gorące jak ogień!   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Uwielbiam rozmowy na temat literatury. W gronie moich znajomych jest jedna osoba, z którą rozmowy te mają wyjątkowy smak. Potrafimy godzinami dyskutować o przeczytanych ostatnio książkach, nowościach, na których wydanie oczekujemy, czy też po prostu wymieniać opinie na temat gatunków literackich, które kochamy. Podczas jednej z ostatnich rozmów usłyszałem od swojego kolegi następującą opinię: "Po tylu latach czytania coraz trudniej jest mi sięgać po amerykański kryminał, czy thriller. Cały czas mam bowiem wrażenie, że będzie to kolejna pozycja oparta na niemalże identycznym scenariuszu, co któraś z już przeze mnie przeczytanych.". Nie mogę równać się z moim znajomym, który jest wybitnym koneserem i znawcą gatunku, nie mniej jednak zaintrygowała mnie jego wypowiedź. Faktem jest, że wybór interesującej powieści z gatunku, który oboje uwielbiamy, jest obecnie zadaniem niezwykle ambitnym i trudnym. Lawina autorów, tytułów, promocji - to wszystko sprawia, że musimy poświęcić coraz więcej czasu, aby ulokować go w interesującej powieści. Drogi Czytelniku - dzisiaj recenzuję powieść, na którą z pewnością powinieneś poświęcić swój wolny czas. "Nie do poznania" Ridley'a Pearsona jest książką, która porwie Cię bez granic, zaangażuje Twój umysł i emocje, a po jej przeczytaniu zdziwisz się, jak wiele wiesz na temat metod współpracy policji ze strażą pożarną, gdy w ciemnościach miasta czai się groźny podpalacz z jeszcze groźniejszą technologią.
    Napisanie powieści Ridley Pearson poprzedził gruntownymi przygotowaniami. Setki wywiadów ze strażakami, analizy najsłynniejszych spraw, odwiedzanie tajnych rządowych laboratoriów oraz wsparcie astronauty z programu Apollo. Dzięki temu, że autor wykonał "pracę domową" wzorowo, powieść "Nie do poznania" jest bogactwem informacji na temat najnowocześniejszych technik policyjnych oraz metod współpracy różnych służb. A to wszystko Pearson wyplutł w przerażającą historię z ogromną dawką suspensu.
    Fabuła powieści osadzona jest w Seattle, gdzie prawdziwe żniwo zbiera fanatyczny piroman. Domy samotnych kobiet płoną w przeciągu kilku sekund, w temperaturze niemożliwej do osiągnięcia przy wszelkich tradycyjnych "sposobach". Czy to, że pożary następują zawsze w chwili, gdy w domach nie ma dzieci jest tylko przypadkiem, czy też może podpalacz coś tym faktem komunikuje? Jaki związek mają z tym wyryte na drzewach symbole i przesyłane do inspektora straży pożarnej listy ze znanymi cytatami? Na te i inne pytania odpowiedzi szuka Lou Boldt - charyzmatyczny sierżant policji z Seattle, który słynie z najwyższego procentu rozwiązanych spraw kryminalnych, a któremu pomaga atrakcyjna psycholog Daphne Matthews. Warto podkreślić, że w powieści spotykamy się z prawdziwą paletą barwnych postaci, z których każda ma swoje miejsce w historii. Wspólnie z głównymi bohaterami tworzą oni zespół w prawdziwym tego słowa znaczeniu i to właśnie zespołowa praca wykwalifikowanych ekspertów jest jedynym ze smaczniejszych wątków książki.
    Dzieło Pearsona porywa czytelnika od pierwszych stron, a napięcie rośnie do samego końca. Nie ma mowy o przewidywaniach, czy trafnych tropach - po prostu jesteśmy w ogniu śledztwa i posuwamy się naprzód wraz z jego bohaterami. "Nie do poznania" to bez wątpienia jeden z najlepszych i najbardziej realistycznych thrillerów ostatnich lat.
  • Epifania Wikarego trzaski

    Bartosz Soczówka 2007-11-30

    Jak to Jezus zamieszkał w szafie   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Epifania, z greckiego epifaneia, znaczy objawienie, ukazanie się bóstwa światu i ludziom. Sytuację, w której młodemu wikaremu objawia się Jezus w towarzystwie archanioła Michała, bez wątpienia możemy doń zaliczyć. Nie jest powiedziane, czy okoliczności objawienia, bądź jego treść mają tutaj znaczenie. A te właśnie są w powieści Szczepana Twardocha co najmniej "wyjątkowe". "Epifania wikarego Trzaski" to barwna opowieść o młodym księdzu, który z Warszawy przeniesiony zostaje na śląską prowincję. Zderzenie tych dwóch światów jest dla niego trudnym przeżyciem, w którym odnajduje Boga i coraz to nowe wartości swojej posługi. Pewnego dnia jego życie ulega jednak diametralnej zmianie. Oto na plebani, u tytułowego wikarego Trzaski, pojawia się Jezus Chrystus w towarzystwie Michała Archanioła i zapowiada, że kolejne objawienie stało się właśnie udziałem księdza i to właśnie on został wybrany, by przekazać światu kolejne prawdy wiary. Reakcja księdza? "Ja pierdolę!". Dokładnie w takim nastroju, w jakim obecnie jesteś Drogi Czytelniku, pokonujesz kolejne stronice tej barwnej przypowieści. Od momentu spotkania z Jezusem ksiądz Jan Trzaska zaczyna być obiektem niezwykłych wydarzeń. Jego mowa przyciąga tłumy, jego dłonie uzdrawiają chorych, a on sam zastanawia się, czy nie zwariował. A na to wszystko Jezus upodobał sobie szafę wikarego za miejsce, w którym się zatrzyma na czas ich wspólnej misji. Powieść Twardocha to z jednej strony pomysłowa i oryginalna historia, a z drugiej niezwykle refleksyjna powieść obyczajowa. Z początku jest bardzo wesoło, jednakże im bliżej jesteśmy końca książki, tym bardziej rozumiemy, że intencje autora dalece wykraczają poza chęć rozbawienia nas. Grzech, przebaczenie, nawrócenie - wszystko to przybliża nam Szczepan Twardoch. Mnogość barwnych postaci, ich indywidualne historie i przeżycia są bez wątpienia wielkim atutem powieści. Gorąco polecam "Epifanię wikarego Trzaski", którą czyta się bardzo lekko i która z dozą dobrego humoru, zmusza nas do refleksji nad człowiekiem i otaczającą go rzeczywistością.
  • Wendigo
    • Wendigo
    • Graham Masterton
    • cena: 23,5 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Bartosz Soczówka 2007-11-25

    Pakt z indiańskim duchem   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Płodność pisarską przypłaca się niestety tym, że nawet najlepszemu autorowi zdarzają się "słabsze chwile", których efektem są marne i kiepskie powieści. Kiedy rozpoczynałem swoją przygodę z twórczością Grahama Mastertona byłem nią zafascynowany. Po lekturze takich pozycji, jak "Rytuał", "Tengu", "Zaklęci", "Zjawa", "Czarny anioł" czy "Bezsenni" wydawało mi się, że Masterton będzie wyjątkiem od tej reguły. Myliłem się... Uświadomiły mi to bowiem inne powieści autora, takie, jak chociażby "Dżin", "Dziedzictwo" czy "Zła przepowiednia", po których lekturze zastanawiałem się, dlaczego w ogóle powstały i jak ktoś, o takim potencjale, może napisać coś tak słabego. Tym bardziej cieszę się, że dzisiaj mogę uspokoić fanów Mastertona, że ich mistrz powraca do dawnej formy, o czym świadczą ostatnio wydane pozycje, w tym m.in. "Wendigo", o której poniżej. Co wspólnego może mieć uprowadzenie niewinnych dzieci z indiańskim duchem? Większość odpowie, że to pewnie duch je uprowadził. Pudło! Tytułowy Wendigo, czyli leśny duch, mający według legendy zamieszkiwać lasy w Quebeku i północnej części Stanów Zjednoczonych, zostaje wezwany na pomoc prywatnemu detektywowi, aby odnaleźć porwane dzieci. Staje się to możliwe dzięki umowie, jaką z demonem zawiera matka dzieci - Lily Blake. Pozornie uczciwy układ z czasem przynosi pierwsze, niewinne ofiary, co zaczyna rodzić panikę wśród bohaterów powieści. Jak za dawnych, dobrych czasów Masterton wprowadza nas w świat indiańskich mitów, legend i zaklęć, wśród których ciężko odróżnić rzeczywistość od magii. Napięcie, niczym ze świetnego filmu akcji, połączone z heroiczną walką bohaterów z zaświatami tworzy ten, dobrze nam wszystkim znany, klimat powieści, od którego oderwać się nie sposób. Jedynym minusem "Wendigo" jest w mojej opinii wąsko przedstawiona legenda ducha, o której przecież wiele napisano i słyszano. Być może jest to celowy zabieg autora, który chciał jedynie wykorzystać wątek leśnego stwora, nie zagłębiając się zbytnio w samą jego historię. W każdym razie liczcie się z tym, że po skończeniu książki otworzycie przeglądarkę w Internecie i zaczniecie węszyć w podaniach na temat Wendigo.
  • Zapisane w kościach

    Bartosz Soczówka 2007-11-25

    Antropologia w służbie thrillerowi   (6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wzorując się na słowach Leszka Millera można rzec, iż prawdziwego pisarza poznaje się po tym, jak kończy i jakie emocje drzemią w nas, gdy czytamy ostatnią stronę jego powieści. Twórczość Simona Becketta doskonale wpisuje się w to przekonanie i zdaje się udowadniać, że słowa byłego premiera można przenieść także na niepolityczny grunt. Simon Beckett debiutował w ubiegłym roku powieścią "Chemia śmierci", która została bardzo ciepło przyjęta przez miłośników gatunku. "Zapisane w kościach" to kontynuacja przygód doktora Dawida Huntera - antropologa sądowego, który słynie z tego, że potrafi zmarłych skłonić do zwierzeń. Akcja powieści ma miejsce na wyspie Runa, która z powodu warunków atmosferycznych zostaje odcięta od świata. To właśnie tam mieszkańcy odnajdują spalone zwłoki, których nikt nie potrafi zidentyfikować. Wiedza i doświadczenie głównego bohatera sprawiają, że spalone kości zdradzają swą tajemnicę - przerażającą z punktu widzenia okoliczności, w jakich mają miejsce wydarzenia. Spokojna wysepka staje się areną makabrycznych wydarzeń, gdzie z każdym dniem mieszkańcy mają w stosunku do siebie coraz więcej wątpliwości. Ważniejszy do zrecenzowania, aniżeli sam pomysł powieści, jest styl, jakim pisze Beckett. Realizm jest tutaj na pierwszym miejscu! Groza buduje się sama. Wystarczy wspomnieć, że autor pracując nad tą powieścią regularnie korzystał z porad wielu ekspertów. Od szkockich detektywów, którzy zapoznali go ze specyfiką pracy na odległych wyspach, poprzez specjalistów od przypadków śmierci w ogniu, a na pracownikach instytutów meteorologicznych skończywszy. W powieści Becketta przejmująco prawdziwe są nie tylko morderstwa i emocje bohaterów, ale także pogoda, krajobraz, obyczaje i socjologiczne właściwości małych grup społecznych. "Zapisane w kościach" to powieść, w której napięcie rośnie do samego końca, a czytelnik przynajmniej kilkukrotnie ma wrażenie, że rozwikłał wraz z bohaterem zagadkę Runy. Simon Beckett to mistrz faktu i król finiszu. Zakończenia jego powieści są niemalże perfekcyjne, dając przy tym wyraz jego inteligencji i błyskotliwości. Wielbiciele gatunku thrillera doskonale wiedzą, jak niewielu mamy takich autorów. Nie tak dawno pisałem o tym, że Maxime Chattam jest nowym dzieckiem wśród mistrzów suspensu. Miło mi stwierdzić, że ma rodzeństwo...
  • Zapisane w kościach

    Bartosz Soczówka 2007-11-12

    Antropologia w służbie thrillerowi   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wzorując się na słowach Leszka Millera można rzec, iż prawdziwego pisarza poznaje się po tym, jak kończy i jakie emocje drzemią w nas, gdy czytamy ostatnią stronę jego powieści. Twórczość Simona Beckett'a doskonale wpisuje się w to przekonanie i zdaje się udowadniać, że słowa byłego premiera można przenieść także na niepolityczny grunt. Simon Beckett debiutował w ubiegłym roku powieścią "Chemia śmierci", która została bardzo ciepło przyjęta przez miłośników gatunku. "Zapisane w kościach" to kontynuacja przygód doktora Dawida Hunter'a - antropologa sądowego, który słynie z tego, że potrafi zmarłych skłonić do zwierzeń. Akcja powieści ma miejsce na wyspie Runa, która z powodu warunków atmosferycznych zostaje odcięta od świata. To właśnie tam mieszkańcy odnajdują spalone zwłoki, których nikt nie potrafi zidentyfikować. Wiedza i doświadczenie głównego bohatera sprawiają, że spalone kości zdradzają swą tajemnicę - przerażającą z punktu widzenia okoliczności, w jakich mają miejsce wydarzenia. Spokojna wysepka staje się areną makabrycznych wydarzeń, gdzie z każdym dniem mieszkańcy mają w stosunku do siebie coraz więcej wątpliwości. Ważniejszy do zrecenzowania, aniżeli sam pomysł powieści, jest styl, jakim pisze Beckett. Realizm jest tutaj na pierwszym miejscu! Groza buduje się sama. Wystarczy wspomnieć, że autor pracując nad tą powieścią regularnie korzystał z porad wielu ekspertów. Od szkockich detektywów, którzy zapoznali go ze specyfiką pracy na odległych wyspach, poprzez specjalistów od przypadków śmierci w ogniu, a na pracownikach instytutów meteorologicznych skończywszy. W powieści Beckett'a przejmująco prawdziwe są nie tylko morderstwa i emocje bohaterów, ale także pogoda, krajobraz, obyczaje i socjologiczne właściwości małych grup społecznych. "Zapisane w kościach" to powieść, w której napięcie rośnie do samego końca, a czytelnik przynajmniej kilkukrotnie ma wrażenie, że rozwikłał wraz z bohaterem zagadkę Runy. Simon Beckett to mistrz faktu i król finiszu. Zakończenia jego powieści są niemalże perfekcyjne, dając przy tym wyraz jego inteligencji i błyskotliwości. Wielbiciele gatunku thrillera doskonale wiedzą, jak niewielu mamy takich autorów. Nie tak dawno pisałem o tym, że Maxime Chattam jest nowym dzieckiem wśród mistrzów suspensu. Miło mi stwierdzić, że ma rodzeństwo...
(Stron 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Nowości - polecamy!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!