stały recenzent  Krzysztof Pochmara

Niezależny publicysta, recenzent Katedry. --- www.pochmara.yoyo.pl ---

Rekomendacje:

  1. Opowieści z Narnii tom 1-7
  2. Demokracja - bóg, który zawiódł
  3. Rekonkwista
  4. Diuna
  5. Mesjasz Diuny

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 55

  • Ślad
    • Ślad
    • Patricia Cornwell
    • (towar niedostępny)

    Krzysztof Pochmara 2007-04-12

    Śladowe emocje   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jeśli miał to być thriller, nie udał się zupełnie, bo nie budzi dreszczyku emocji. Jeśli miał to być kryminał - trzeba było darować sobie zapoznawanie czytelnika ze zbrodniarzem już na piętnastej stronie. Głównym przeciwnikiem doktor Scarpetty jest nie tyle zbrodniarz, co raczej biurokratyczny bałagan w śledztwie. Sprawa morderstwa tonie w powodzi kompetencyjnych konfliktów, psychologicznych problemów, osobistych uwikłań i zadawnionych urazów. "Ślad" to telenowela z wątkiem kryminalnym. "Ślad" czyta się powoli i mozolnie, do samego końca świat wydaje się nierzeczywisty, a zachowania bohaterów - nienaturalne. Sprawcą jest prawdopodobnie czas teraźniejszy, w którym napisano całą powieść. Zastosowanie tak specyficznego narzędzia w kilkusetstronicowej narracji to więcej niż potknięcie - to zbrodnia na czytelniku. Trudno orzec, co najbardziej dokucza u Cornwell. Długie, nie zawsze poprawne lub nie dość zręcznie przetłumaczone zdania? Brak jakiejkolwiek tajemnicy, dla której warto brnąć przez kolejne rozdziały? Uparcie stosowana narracja w czasie teraźniejszym? Historia, w której sprawę morderstwa rozgryźć łatwiej niż poboczne perypetie bohaterów? Jedno jest pewne - nudzić czytelnika to w tym gatunku błąd niewybaczalny.
  • Więzy krwi
    • Więzy krwi
    • Maja Lidia Kossakowska
    • (towar niedostępny)

    Krzysztof Pochmara 2007-04-11

    Takie sobie...   (2 z 22 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Takie sobie czytadło. Pięknie wydane, nastrojowo opowiedziane takie sobie historie...
  • Syberia. Wyprawa na biegun zimna

    Krzysztof Pochmara 2007-04-10

    Ambitalentnie...   (6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka jest pięknie wydana, zupełnie jak nie za tę cenę; przygoda niezwykła, kraina urzekająca. Niestety - brakuje Pałkiewiczowi dobrego pióra, które oddałoby klimat wyprawy. Za dużo tu nic niewnoszących bzdur, egocentrycznych wtrętów, osobistych i towarzyskich wtrąceń, a za mało dziennikarskiej dociekliwości (może należało poprosić dobrego dziennikarza, by obrobił materiał albo przeprowadził wywiad-rzekę?), brak plastycznego języka, za mało chronologicznego porządku opowieści, za mało zamaszystych opisów. Cała przygoda ledwie się zaczęła, ledwie mogliśmy jej posmakować - a już się kończy. Nieco rozczarowujące doświadczenie...
  • Syberia. Wyprawa na biegun zimna

    Krzysztof Pochmara 2007-04-10

    Ambitalentnie...   (6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka jest pięknie wydana, zupełnie jak nie za tę cenę; przygoda niezwykła, kraina urzekająca. Niestety - brakuje Pałkiewiczowi dobrego pióra, które oddałoby klimat wyprawy. Za dużo tu nic niewnoszących bzdur, egocentrycznych wtrętów, osobistych i towarzyskich wtrąceń, a za mało dziennikarskiej dociekliwości (może należało poprosić dobrego dziennikarza, by obrobił materiał albo przeprowadził wywiad-rzekę?), brak plastycznego języka, za mało chronologicznego porządku opowieści, za mało zamaszystych opisów. Cała przygoda ledwie się zaczęła, ledwie mogliśmy jej posmakować - a już się kończy. Nieco rozczarowujące doświadczenie...
  • Miasto Permutacji

    Krzysztof Pochmara 2007-04-06

    Ambitne science-fiction   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    „Miasto permutacji” to pogoń za odpowiedziami na odwieczne pytania. Niedobory literackiego kunsztu rekompensuje z nawiązką siła wyobraźni, odwaga literackiej wizji i finalne owoce intelektualnego eksperymentu. Książka pełna jest wydarzeń o głębszym, filozoficznym sensie. Już w pierwszej scenie pojawia się refleksja o ludzkiej wolności – czy mamy prawo podjąć wolną decyzję o zniewoleniu samego siebie? Na ile jesteśmy zakładnikami swoich przeszłych decyzji? Pojawia się problem tożsamości w świecie, w którym można z łatwością amputować sobie ciąg zer i jedynek odpowiedzialnych za niepożądane myśli, gdzie można przypisać sobie cechy, talenty i pragnienia, które chcielibyśmy mieć. Gdzie są granice modyfikowania siebie? Gdzie zaczyna się już ktoś inny? W intelektualnym dryfie Greg Egan sięga problemów nieskończoności, raju (względnie piekła) made in Earth, problemu prawdy i kryteriów prawdziwości w świecie, w którym wszystko jest fikcją. W końcu Egan wzbija się i sięga pułapu, na którym nieuchronnie ściera się z problemami Boga, kreacji świata etc. By czytać Egana ze smakiem, trzeba lubić lektury popularnonaukowe i umieć przymknąć oko na zwolnione czasem tempo, nie dość plastyczne postaci, nie dość szalone zakręty akcji. Po „Mieście permutacji” nikt nie biega, nie strzela, nie wrzeszczy. Z drugiej strony – dzieją się tam rzeczy, o jakich nie śniło się filozofom.
  • Opowieść o złodzieju ciał. Kroniki wampirów - tom 4

    Krzysztof Pochmara 2007-04-06

    Literacka katastrofa   (7 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ta powieść jest przerażająca. Przerażające jest w niej wszystko - naiwność fabuły, niespójne postacie, dziwaczne przypadłości, na które cierpią bohaterowie, fatalny styl, nieznośnie patetyczne dialogi i przytłaczająca objętość. Wampir Lestat jest kompletnie nieskładny logicznie. Jego egzystencja stała się zwierzęca - aby żyć, musi zabijać. A on, będąc lwem, ciągle waży racje, przeżywa rozterki, kalkuluje moralne szkody. Zamiast bestii pielęgnującej w sobie resztki człowieczeństwa - powstał kuriozalny przykład zniewieściałego seryjnego mordercy. Wszystkie postacie, odrysowane od jednego szablonu, powalają sztucznością, wszystkie są histeryczne, zbabiałe i skłonne do wygłaszania pompatycznych monologów. Wszyscy sobie wyznają miłość, wszyscy się dotykają z ciepłem i łagodnością, wszyscy się całują, a - koniec końców - wszyscy ze sobą śpią. Wampir z kobietą, człowiek z wampirem, wampir z psem. Konkludując - "Opowieść..." ma w sobie tyle grozy, co przygody Gumisiów. Anne Rice udało się uchwycić zjawisko wampirymu tylko w tym sensie, że pięćset stron jej arcynudnej powieści wysysa z czytelnika wszelkie siły witalne.
  • Wieżowiec

    Krzysztof Pochmara 2007-03-29

    Jak zepsuć doskonały pomysł   (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Miała być trzymająca w napięciu opowieść, celnie oddająca kondycję ludzkości. Miała być powieść tętniąca znaczeniami i będąca inspiracją wielu ważnych debat. Niestety, w ambicji diagnozowania świata zabrakło Ballardowi woli i umiejętności, by po prostu napisać dobrą książkę. W czterdziestopiętrowym kolosie, zamieszkanym przez anonimowych yuppies, rozgrywa się walka o władzę. Spirala szaleństwa burzy system cywilizacyjnych norm, cofając mieszkańców nowoczesnego drapacza chmur w barbarzyński chaos. Sam wieżowiec, jego społeczność, jak i walka, jaka w niej rozgorzała, miały być metaforami współczesnego człowieka i świata. Niestety - i psychologiczne ambicje, i planowana głębia powieści blakną pod nieścisłościami fabuły i schematycznością bohaterów. Nietuszowane niczym skazy na logice autor uznał zapewne za nieistotne zająknięcia w podniosłym monologu o współczesności, może nawet uznał je za konieczne, by wiarygodniej przedstawić alienację wieżowca, jego szczególny mikrokosmos - zamknięty, odcięty od świata i nieubłaganie osuwający się w chaos. Życzliwy recenzent dopatrywałby się w tych niekonsekwencjach i błędach onirycznego charakteru opowieści, a płaskich psychologicznie bohaterów uznałby za lunatycznych wędrowców wśród sennych (koszmarnych!) wizji. W przeciwieństwie do recenzenta życzliwego, recenzent rzetelny nie może ich nazwać inaczej, jak zbiorem zupełnie niewiarygodnych postaci zatopionych w kompletnie nierealistycznym świecie. Życzliwy recenzent, który "Wieżowcem" by się zachwycał, kończąc powieść, stanąłby przed trudnym problemem. Jeśli bowiem ktoś twierdzi, że kiepską książkę należy czytać z wyrozumiałością tylko dlatego, że autor chciał nam coś ważkiego powiedzieć, to ten ktoś musi umieć jasno wyartykułować, co w takim razie zostało mu powiedziane. Co chciał powiedzieć Ballard? Nie wiadomo. Z całą pewnością chciał nam powiedzieć znacznie więcej, niż powiedzieć potrafił.
  • Trzy końce historii, czyli Nowe Średniowiecze

    Krzysztof Pochmara 2007-03-26

    Świeżo, interesująco, z pasją   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Doskonałe felietony, od których kiedyś zaczynało się lekturę "Nowej Fantastyki". Barwne, intelektualnie świeże i odważne, pisane lekko, okraszone smacznymi analogiami, przykładami z historii i... science fiction. Felietoniści z najzacniejszych łamów nie dorastają Jęczmykowi do pięt!
  • Furtka do ogrodu wspomnień

    Krzysztof Pochmara 2007-03-01

    Dynamicznie, lekko i z humorem

    Zaczyna się intrygująco, od kaca przez wielkie "k" i poszukiwania krnąbrnych, żyjących własnym życiem, klapków. Malowniczy opis zasłużonego cierpienia nafaszerował Dębski niezgorszym dowcipem. I choć w pogoni za żartem zdarza mu się czasem zagalopować, to od pierwszych chwil historia Owena Yeates przykuwa uwagę i zazdrośnie dzierży ją aż do ostatnich stron. Główny bohater to pisarz i prywatny detektyw w jednym, sympatyczny człowiek spożywający każdego dnia zdumiewającą ilość alkoholu, a przy tym utrzymujący godną podziwu jasność umysłu i umiejętność posługiwania się ciętą ripostą tudzież ironią. Choć cyniczny i niebezpieczny, jest jednak także słowny i ciekawski, a że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, podejmuje się ochrony człowieka, którego - zważywszy okoliczności - ochronić nie ma, zdawałoby się, najmniejszych szans. Wartka akcja, rodem z filmowej sensacji, nie pozwala na ziewnięcie, a już na pewno nie nudę. Pościgi, strzelaniny, wypadki, chwyty poniżej pasa i błyskotliwe dialogi - jest wszystko, czego potrzeba, by ani na chwilę nie zabrakło emocji. Niewiele tu fantastyki, która pojawia się jakby mimochodem, w postaci gadżetów i drobnych elementów świata przedstawionego. Sięga po nią Dębski wszędzie tam, gdzie futurystyczny sztafaż pozwala podkręcić nieco, i tak przecież szaleńcze, tempo akcji. W "Furtce..." nie chodzi o wielkie przemyślenia, intelektualną głębię czy drugie dno, ale o rozrywkę. I - mimo niezbyt ambitnej fabuły, niezbyt czasem wyszukanego humoru - nie sposób się nad tą książką nie uśmiechnąć, nie sposób się od niej oderwać. Czegóż chcieć więcej?
  • Święty alchemik
    • Święty alchemik
    • Mark Frutkin
    • (towar niedostępny)

    Krzysztof Pochmara 2007-02-25

    Rozczarowanie

    "Święty alchemik" miał być, zdaje się, w zamierzeniach autora, bliskim krewniakiem "Alchemika", a zarazem niedalekim kuzynem "Kodu Leonarda da Vinci". Okazuje się jednak, że nie dorasta do pięt swoim zacnym literackim krewniakom. Frutkin nie ma w sobie krzty przewrotności i dynamiki Dana Browna, a androny rodem z New Age prawi znacznie mniej frapująco niż Paulo Coehlo. Jakby tego było mało, w roli obiecywanych sekretów występują kompletne bzdury, w roli skrzętnie skrywanych tajemnic – pospolite banały, a filozoficzne rozważania i przełomowe olśnienia wiodą do wniosków płytkich i naiwnych. Bohaterowie są bez wyrazu, brak im jasno nakreślonych marzeń, dążeń i osobowości, szkicowano ich jakby od niechcenia, bez konsekwencji i wnikliwości. Widać, że potrzebni byli tylko jako marionetki, którymi można by zabawiać czytelnika podczas bełkotliwego monologu autora o wszechświecie, szczęściu i miłości. Jezuita i advocatus diaboli w jednej chwili jest profesjonalistą pilnie strzegącym swej bezstronności, by parę stron dalej niefrasobliwie serwować szczegóły prowadzonego śledztwa każdemu, kto tylko zagai rozmowę na ten temat. Omero, służący księdza Fabrizia, błyskotliwie polemizuje ze swoim panem, by po chwili powrócić do roli przygłupa ze skłonnością do alkoholizmu i dziwek. Małe przekłamania łatwo wychwyciłby każdy zdrowo myślący czytelnik. Niestety, bardzo trudno zdrowo myśleć nad tą książką. Newage’owa woń tej powieści jest nieznośna. Nawet poczciwy wąż Ouroboros pożerający swój własny ogon nie jest tu symbolem nieśmiertelności, ale autokopulacji. Trudno się dziwić, że wydawca musiał się ratować dofinansowaniem ze środków kanadyjskiego Ministerstwa Kultury. Na koniec,zamiast błyskotliwej puenty, dostajemy bezwartościową newage’ową błyskotkę. A w posłowiu dowiadujemy się jeszcze, że struktura powieści nawiązuje – ni stąd ni zowąd, ot tak, dla większej frajdy – do liczb z ciągu Fibonacciego. Ręce opadają. Książka wędruje w ciemny kąt najniższej półki. I tylko kanadyjskich podatników żal.

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!