Krzysztof Pochmara
Niezależny publicysta, recenzent Katedry. --- www.pochmara.yoyo.pl ---
Rekomendacje:
- Opowieści z Narnii tom 1-7
- Demokracja - bóg, który zawiódł
- Historia twojego życia
- Rekonkwista
- Diuna
- Mesjasz Diuny
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 55
-
- Jak przeżyć w fantastyczno-naukowym wszechświecie
- Charles Yu
- cena: 25,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Krzysztof Pochmara 2011-08-06
Świetne (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Kapitalna, ciepła, pełna humoru, mądra i niebanalna powieść. Naprawdę warto. Fantastyka wysokich lotów. -
- Vertical
- Rafał Kosik
- (towar niedostępny)
Krzysztof Pochmara 2008-08-29
Książka roku!
Wyobraźnia autora i wykreowana wizja zapierają dech w piersiach, a potem rozwijają się w doskonałą, Verne'owską przygodę. Tej książki nie sposób zapomnieć! -
- Zapach szkła
- Andrzej Ziemiański
- (towar niedostępny)
Krzysztof Pochmara 2008-06-20
De gustibus... (2 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Zapachy – w swojej ulotności i zróżnicowaniu – z trudem poddają się obiektywnym ocenom. Tak jest i z „Zapachem szkła”, który nie wywarł na mnie większego wrażenia, podczas gdy opowiadania z tego zbioru wprost obsypano nagrodami fandomu). Cóż poradzić – proza Ziemiańskiego wydaje mi się nijaka. Jej ambicje nie wykraczają poza prostą, czasem wręcz rubaszną i naiwną rozrywkę, a jednocześnie za mało jest w tych opowiadaniach charakteru i oryginalności, by mogły czymkolwiek zaskoczyć. Ziemiański nie szczędzi amunicji różnorakiego kalibru – od mrowia drobnych żarcików po odważne fabularne konstrukcje w rodzaju imperialnej Polski dysponującej armią genetycznie modyfikowanych zwierząt. W większości są to jednak niewypały lub pomysły o ograniczonej sile rażenia. Skąd więc tak liczne wyróżnienia, jakie w środowisku fantastów zebrały utwory „Zapachu szkła”? Po części pewnie zadziałał odpowiedni warsztat Ziemiańskiego, piszącego sprawnie i lekko, a przy tym niezbyt wysoko stawiającego interpretacyjną poprzeczkę. W dużej mierze zadecydował też zapewne świat, w którym rozgrywa się akcja powieści – swojski, wiernie oddający rodzime realia i pełen aluzji do polskiej historii i kultury. Co więcej – na kartach opowiadań ów z polska wyglądający świat pokazano nieraz w krzywym zwierciadle, w którym cherlawa, zakompleksiona Polska okazuje się potężną, dumną Rzeczpospolitą. A trudno o skuteczniejszy sposób na czytelnicze emocje niż połechtanie zbolałej historyczną martyrologią duszy Polaka. Choć i niżej podpisany lubuje się w wizjach tego rodzaju (wszak więcej w nich życia niż w pisaninie z importu), to jednak te, które kreśli Ziemiański, zdają się bezbarwne. Daleko im do przewrotności i rozmachu Pilipiuka, Wolskiego czy Lewandowskiego. Andrzej Ziemiański nie wnosi do tej żonglerki nic nowego. Gra na patriotyczną nutę bez szczególnej wirtuozerii. „Zapach szkła” nie wydał mi się szczególnie pociągający, choć biorąc pod uwagę moją subiektywną opinię, należy pamiętać o tych wszystkich, którzy Ziemiańskiego chwalą, nagradzają i czytają z entuzjazmem. Jak mawiali starożytni - de gustibus... -
- Piramidy Napoleona
- William Dietrich
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Krzysztof Pochmara 2007-11-28
Rozpali wyobraźnię w długi zimowy wieczór (6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Piramidy Napoleona" to imponująca budowla. Na planie ogromnego światowego spisku William Dietrich wzniósł liczącą pół tysiąca stron powieść, w której zmieścił rewolucję francuską, egipską kampanię Napoleona, tajemniczy medalion, wielką tajemnicę i równie wielką miłość, piramidy, masonerię oraz niekończący się ciąg ucieczek, pościgów i przygód. Czytelnik szukający niezbyt ambitnej frajdy będzie zachwycony. Książka opowiada losy Ethana Gage'a, niesfornego jankesa, który wygrywa w karty tajemniczy medalion i tym samym wplątuje się w sięgający zamierzchłej przeszłości spisek, w który zamieszani byli Mojżesz, templariusze, starożytni Egipcjanie i pół tuzina innych wpływowych person i organizacji, od masońskich lóż poczynając, na papiestwie kończąc. Ethan Gage trafia do grona szacownych uczonych, którzy wespół z ekspedycją Napoleona, ruszają do Egiptu, by zgłębiać tajemnice starożytnych. Na tej drodze czeka na Gage'a - jakże by inaczej! - masa niebezpieczeństw, niespodzianek, ucieczek, pojedynków i zagadek. "Piramidy..." prezentują się okazale bez względu na przyjętą perspektywę. Z dystansu zachwycają rozmachem wizji, umiejętnym wpleceniem fabularnych nici w meandry historycznych wydarzeń i obecnością autentycznych postaci, znanych z podręczników historii. W zbliżeniu zaś stają się frapującym thrillerem, który stylistyką przypomina po trosze "Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna, a po trosze przygody dzielnego Indiany Jonesa i poszukiwaczy zaginionej arki. To, co w "Piramidach..." najbardziej zdumiewające, to szczegółowość wizji. Malowniczość opisu bywa wręcz urzekająca. Czworoboki francuskiej piechoty, palącej z muszkietów w bitwie pod Piramidami, potyczki Napoleońskich okrętów z flotą Nelsona na wodach Morza Śródziemnego, barwne cygańskie tabory i monotonne krajobrazy pustyń - niektóre obrazy wprost zapierają dech w piersiach. Tyle entuzjazmu prostego czytacza. Ktoś, kto pochłania książki kilogramami, dopatrzy się bowiem w "Piramidach..." konstrukcyjnej łopatologii i niechlujnego wykończenia. Jeśli bowiem zawiesić na "Piramidach..." oko na dłużej - mimo całego natłoku fajerwerków i fabularnych galopad - z powieści bije monotonia. Dla bardziej wyrobionego czytelnika, w tej pełnej dynamiki i tajemnic książce, zabraknie prawdziwie zaskakujących zwrotów akcji i umiejętnego operowania suspensem. Spod brawurowych scen pościgów wyziera naiwność i dokuczliwy brak realizmu. W rozmachu teorii spiskowej gubi się historyczne prawdopodobieństwo i wiarygodność. Summa summarum - "Piramidy Napoleona" tyleż wyróżniają się z mnogości thrillerów historycznych, co wydma zagubiona pośrodku Sahary. I tak samo trwałe, jak owa wydma, są czytelnicze wspomnienia z lektury. Jeśli jednak komuś dokuczają jesienne chłody - "Piramidy..." z pewnością zabiorą w rozpalającą wyobraźnię podróż ku rozgrzanym piaskom Sahary i dostarczą solidnej dawki emocjonujących przygód. Jeśli komuś dokucza intelektualna nuda - pod "Piramidami..." ziewnie i zaśnie. -
- Lalka
- Alisa Mun
- (towar niedostępny)
Krzysztof Pochmara 2007-11-28
Miłe kiepskiego początki (2 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Pierwsze wrażenia bywają mylne - po dwóch kwadransach z Alisą Mun wydaje się, że autorka pójdzie śladami Houellebecqa, Dicka i Lema, tworząc doskonałą powieść o współczesnym świecie i uniwersalnych prawdach. Lektura pozbawia złudzeń. Powieść młodej, rosyjskiej autorki jest bardziej emancypacyjnym manifestem, niż głęboką diagnozą rzeczywistości. Krzyczy sloganami, zamiast poszukiwać odpowiedzi na trudne pytania. Doprawdy intrygujące są pierwsze sceny, w których, wskutek pewnego przypadku, w Lindzie zaczyna budzić się świadomość i prawdziwe życie, a Maksim stopniowo zmienia do niej stosunek, tracąc dystans właściwy relacji człowieka z - bądź co bądź - przedmiotem. W tych pierwszych scenach Alisa Mun uchwyciła złożoność tych relacji, kreując dylematy podobne tym, przed którymi Stanisław Lem stawiał Krisa Kelvina w "Solaris" a Philip Dick - Ricka Deckarda w "Czy androidy śnią...?". W postawie Maksima Alisa Mun pokazuje współczesnego mężczyznę, rozdartego między pragnieniami głębszej relacji i - zarazem - pójścia na skróty; nieszczęśliwego w kontakcie z prostytutką, która jest niedoskonałą namiastką prawdziwie kochającej kobiety, i zbyt infantylnego, by odnaleźć się w dojrzałej i skomplikowanej relacji z kobietą. Niestety, widoki na literacką głębię tego dzieła szybko okazują się grą miraży. Z każdą kolejną stroną opowieść się spłyca, a w pewnym momencie staje się jasne, że jest tylko emancypacyjnym manifestem. Gdy Linda staje się morderczynią, jej postawa przestaje być psychologicznie wiarygodnym odbiciem dylematów współczesnej kobiety, a staje się feministycznym wrzaskiem, z którego nie wynika nic, oprócz - być może - wyładowania frustracji, którego autorka dokonuje na powieściowych samcach. U czytelnika pojawia się - i nie ustępuje już do końca - wrażenie, że Alisa Mun ma bardzo niewiele do powiedzenia. Koncert rozczarowuje, a w każdym razie oferuje znacznie mniej, niż można było wnosić z pierwszych taktów. Podsumowując: Potencjalnie miła lektura dla sfrustrowanych patriarchalnym uciskiem i poszukiwaczy literackiej egzotyki. A nazwisko autorki - warte zapamiętania na wypadek, gdyby młoda, rosyjska pisarka z feministycznym zacięciem, stała się dojrzałą, rosyjską pisarką, z bagażem życiowych doświadczeń i odrobiną życiowej mądrości do przekazania. -
- Opowieści o Vimce
- Alexandra Pavelkova
- cena: 28,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Krzysztof Pochmara 2007-11-23
Pavelkowej daleko do Kossakowskiej, Białołęckiej i Brzezińskiej (1 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Alexandrze Pawelkowej udało się połączyć ogień z wodą. Niestety, finalny efekt - wypadający gdzieś między fantastyczną sztampą a wybujałym artyzmem - ani nie rozpala wyobraźni, ani nie porywa wartkim nurtem akcji. "Opowieści o Vimce" odziedziczyły wszelkie bolączki marnego szablonu fantasy, od którego je odrysowano - nudne postacie w nudnej scenerii, konie, miecze, karczmy, magia - ileż można?! Nie pomogło nawet przyprawienie opowiadań słowiańską mitologią - zabieg skończył się na kosmetycznych drobiazgach, które nie zdołały nadać książce znamion wyjątkowości. Nic tu nie intryguje, nic nie fascynuje, wszystko jest ograne, zużyte, wręcz literacko wyświechtane. Tu, gdzie Pawelkowa próbowała przełamać ramy konwencji, jest jeszcze gorzej. O ile banalne machanie mieczem może jeszcze krzesać szczątkowe emocje, o tyle wiedźma przemierzająca świat, by nieść ulgę cierpiącym, zakrawa na szczyt nudziarstwa. Tu, gdzie sztandarowy bohater fantasy gwałci, plądruje i rabuje, Vimka koi ból, zaprzyjaźnia i zakochuje się. Opowieść staje się czasami przeraźliwie ckliwa, smakująca jak schizofreniczny koktajl heroicznej przygody i pamiętników nastolatki. W zbiorze Pawelkowej daje się wyczuć jakiś szerszy projekt literackiego przytulenia świata, wpisania w konwencję fantasy pochwały tolerancji, braterstwa i miłości. Smoczyca okazuje się troskliwą matką, a wampir pragnie porzucić zgubny nałóg krwiopijcy. Niestety, szaty konwencji fantasy za grosz nie pasują lewicowym dyrdymałom. Sceny smoczo-ludzkiej przyjaźni czy nawracania wampirów z wampiryzmu, wyglądają równie przekonująco i poważnie, co Conan w spódnicy. Lektura, paradoksalnie, nabiera rumieńców w kilku fatalnych fragmentach, gdzie nawarstwienie językowych potknięć i fabularnego banału osiąga punkt krytyczny. Zdarzają się bowiem dzieła tak fatalne, że aż intrygujące. Przez "Opowieści o Vimce" brnąłem niczym przez śniegi Spitzbergenu, dopóki nie odnalazłem perwersyjnej frajdy w tropieniu językowych i fabularnych katastrof - od tej chwili lektura zaczęła przypominać jazdę na snowboardzie. Lektura obowiązkowa dla kolekcjonerów gniotów i literackich masochistów. -
- 300 (2-płytowa edycja specjalna)
- Zack Snyder
- (towar niedostępny)
Krzysztof Pochmara 2007-11-03
Doskonały, szowinistyczny film naszego kręgu cywilizacyjnego (13 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)
Lewica się jeży, bo znów powstało wielkie filmowe widowisko, które okazało się fundamentalnie prawicowe, a - co więcej - staje się powoli jasne, że wielkie filmowe widowiska lewicowe po prostu być nie mogą z samej definicji. Bo jak tu nakręcić porywający film na kanwie posiedzeń komitetu czy nawet wokół podpisania traktatu? Jak porwać serca sylwetkami ludzi małych i godnych politowania?! Film wywołał oburzenie Iranu, a opiniotwórcze media spuściły mu solidne recenzenckie lanie. W obronie obrazu Franka Millera i Zacka Snydera stanęło potem paru krytyków, którym nie przeszkadza, że Spartanie nie są homoseksualistami i nie walczą o równość i socjalizm. Ci nieliczni zdroworozsądkowi obrońcy stawali na głowie, by udowodnić, że film nie jest politycznie niepoprawny ani w żadnym sensie prawicowy, że to tylko śliczne widowisko nie grzeszące żadnym przesłaniem... Bzdura! Ten film to apologia naszej cywilizacji, piękna laurka dla Leonidasa i jego garstki szaleńców. To doskonała wizualnie ilustracja mitu, który leży gdzieś u korzeni naszej kultury. Że demonizuje Persów? Że ubarwia historię? Że idealizuje naszych? A od czego są mity?! Niech sobie Iran nakręci swoje po swojemu, jeśli potrafi! Gdy Kserkses, wizualnie upozowany zresztą na apostoła tolerancji, po pierwszym starciu oznajmia pokojowo, że "nasze kultury mogłyby się od siebie wiele nauczyć", bezczelny Leonidas odparowuje, że przecież od rana udziela Persom lekcji swojej kultury. Myślę, że to, co najbardziej zabolało krytyków, to ciągle nie wygojone ślady tamtej lekcji. "Przechodniu powiedz Sparcie, iż wierni jej prawom tutaj spoczywamy" - to epitafium Symonidesa zdobi kurhan, w którym pochowano "trzystu". Jedyne, co zrobili Miller i Snyder, to mocą komiksu i filmu, wypełnili ten testament. Sarkają niektórzy, że Amerykanie znów chcą nas uczyć umiłowania wolności, honoru i odwagi. Cóż, Leonidas nie żyje, a ktoś przecież musi. -
- Szczeliny
- Anna Starobiniec
- cena: 18,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Krzysztof Pochmara 2007-10-29
Szczypta Kinga, krztyna Kafki i odrobina Dicka (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Każdy zrujnowany dom, straszący gąszczem pajęczyn, gapiący się ślepiami powybijanych szyb i sapiący kłębami kurzu, zaczynał swą drogę ku ruinie od zardzewiałej klamki, pękniętej balustrady albo niewielkiej szczeliny w ścianie. Żadna to sztuka straszyć nawiedzonym domem-ruiną. Ale Anna Starobiniec, strasząc czytelnika, sięga daleko w przeszłość, do czasów spokoju i normalności. Pokazuje zwyczajnych ludzi w pospolitym otoczeniu, w którym znienacka pojawia się mała rysa. Szczelina, za którą kryje się nieznane i przez którą zło, strach i szaleństwo powoli przesączają się do naszego świata, powoli, ale nieubłaganie, podmywając jego fundamenty i wiodąc ku ostatecznej katastrofie. W tym sensie Wydawca, który poważył się na porównanie "Szczelin" do prozy Stephena Kinga, ma wiele racji. W opowiadaniach Anny Starobiniec groza narasta powoli, zdaje się przesiąkać do normalnego życia i właśnie to balansowanie na krawędzi obłędu, a potem nieubłagane staczanie się w jego otchłań, jest tu najbardziej przerażające. Po okresie cichego podkopywania i kruszenia rzeczywistości, jest już czyste szaleństwo. Po świecie rozlewają się obrzydliwość albo rewolucja, a kiedy indziej rzeczywistość rozdwaja się, bezpowrotnie rozdzierając życie i serce bohatera. Proza Anny Starobiniec kieruje się w odmęty absurdu albo maniakalnej niewiary w otaczającą rzeczywistość. Opowiadania tętnią niepokojem o realność świata, panicznym lękiem przed tym, że możemy być tylko złudzeniem, snem, który urwie się lada chwila - czuć tchnienie Philipa Dicka. Złożona, pełna emocji i plastycznych detali relacja między człowiekiem i nie-człowiekiem przypomina najbardziej przejmujące sceny z "Solaris" Stanisława Lema. A Wieczność Jaszy pełna jest perypetii jako żywo przypominających pełne absurdu losy bohaterów Franza Kafki. W świecie coś nagle pęka, zaprzecza rządzącym mu prawom, a ludzie - w nieświadomym odruchu zamknięcia oczu na to, co niemożliwe - starają się funkcjonować jakby nigdy nic, roztaczając dziwaczny, nonsensowny, oniryczny klimat szaleństwa. "Szczeliny" to niepozorna książeczka, która posłuży pewnie za wypełniacz bibliotecznych półek i nieistotny dodatek do większych zakupów. Będzie jak szczelina, która zaczyna rysować się na ścianie - ignorowana, bagatelizowana, skrywana w ciemnym kącie. Niech drżą nie wiedzący, co kryje się po drugiej stronie... -
- Śmierć w banku Main Chance
- Colin Forbes
- (towar niedostępny)
Krzysztof Pochmara 2007-10-12
Nie warto (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Śmierć w banku Main Chance", gdyby spojrzeć na nią od końca, finiszuje całkiem ciekawym kryminalnym deserem. Niestety, po dwóch daniach z taniej sensacji, nielicznym wystarczy na ów deser apetytu. Wszystko, co rozgrywa się na kartach tej powieści, zdaje się zupełnie nierzeczywiste i - prawdę mówiąc - czytelnikowi jest zupełnie obojętne, czy akurat trwa pościg czy sjesta. Bohaterowie to płaskie szkice, które nie tyle poznaje się po roli w opowieści i zróżnicowanych charakterach, co z trudem rozróżnia po imionach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nazywanie tych psychologicznych stempelków miało tyle samo sensu, co nadawanie imion pionkom w warcabach. Jeśli już Forbes udawał się na literackie poszukiwania złożoności ludzkiej psychiki, to zawsze lądował na manowcach - jak w wypadku okrutnego mordercy, który to pomaga ofierze, to ją zajadle goni, gubiąc po drodze resztki psychologicznej wiarygodności. Wszystko jest w tej książce niemiłosiernie przeciętne - od byle jakiej okładki z banalnym tytułem, po przeciętną intrygę rozegraną zgranymi kartami sztampowych postaci. Możliwą przyczynę owej przeciętności ujawnia sam wydawca, który przedstawił Colina Forbesa jako autora, który "rok w rok pisze powieść - ma ich już 41 na koncie". Po czterdziestu i jednym praniu nic już nie wygląda tak, jak na sklepowym wieszaku. Nie oszukujmy się - jak szerokie nie były by granice pisarskiego talentu, 41 książkowych kroków to aż nadto, by je przekroczyć. Kiedy złoczyńca snuje swe niecne plany, kiedy umierający wyszeptują teatralnie nadzwyczaj ważne tajemnice - sensacja i kryminał niebezpiecznie zbliża się do groteski. Jeśli ktoś znalazł w sobie siłę i ochotę, żeby przeczytać trzydziestą ósmą, trzydziestą dziewiątą i czterdziestą powieść Forbesa - być może znajdzie dość zapału, by przebrnąć przez czterdziestą pierwszą. Nie wiem tylko - po co? -
- Poczet dziwów miejskich
- Krzysztof Piskorski
- (towar niedostępny)
Krzysztof Pochmara 2007-08-27
Fatalne (3 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Katastrofa. Ta książka to marnej jakości fan-fiction. Kiedyś taki tekst mógł liczyć co najwyżej na publikację na jakiejś witrynie internetowej - dziś wydawany jest w formie książki. Bardzo ładna okładka. I to wszystko.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





