stały recenzent  Piotrek

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 52

  • Kieszonkowy atlas kobiet - wydanie ekskluzywne

    Piotrek 2009-05-27

    Kieszonkowy, a jaki ekskluzywny   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nowe, ekskluzywne wydanie „Kieszonkowego atlasu kobiet” zdecydowanie do kieszeni się nie zmieści. Zresztą nie ma potrzeby, by książkę tę chować po kieszeniach. Literacki debiut Sylwii Chutnik to znakomita, błyskotliwie napisana powieść, obraz żeńskiej (i zniewieściałej) części polskiego społeczeństwa, a konkretnie Warszawy. Miasto stołeczne to osobny, być może najważniejszy bohater „Atlasu” (w końcu Warszawa to też kobieta). Podobnie jak w „Lalce” Prusa, tło zdarzeń – kręte ulice warszawskie – z czasem wysuwa się na pierwszy plan i całkowicie absorbuje uwagę czytelnika. Głównym miejscem zdarzeń jest pewna kamienica przy ulicy Opaczewskiej, gdzie spotkać można Czarną Mańkę, panią Marię, Marysię i paniopana (by nie rzec babochłopa) Mariana. Podobieństwo imion zamierzone i celowe. Żeńskie wersje Marii są w dużej mierze sympatyczne, choć gdzieniegdzie wybrakowane. Na tle wadliwego i nijakiego Mariana są to jednak ideały. Każda z nich uosabia pewien element polskości, ma w sobie coś ze stereotypowej Matki Polki – a to sposób mówienia, a to poglądy, a to nadmierna troska i ciekawość. W żadnym wypadku nie są to ich wady, po prostu część kobiecej natury, cecha zaprogramowana, dziedziczona genetycznie. Sylwia Chutnik, feministka i działaczka społeczna, żeńskie charaktery stworzyła z dbałością, matczyną opieką i miłością, tak by „Kieszonkowy atlas kobiet” był jak najbliższy prawdzie, a przy tym niekoniecznie obiektywny. Jednocześnie mężczyźni (teoretycznie będący nieodłącznym elementem życia kobiet) zostali zepchnięci na n-ty plan, a gdy już uda im się przebić do pierwszego szeregu, zostają zbesztani, oczernieni i wyśmiani. W „Kieszonkowym atlasie kobiet” nie ma dla nich miejsca, będą musieli poczekać na swoją kolej, na swój własny atlas. Do kieszeni, butonierki lub za pazuchę. Albo po prostu, zwyczajnie, do poczytania.
  • Tango
    • Tango
    • Sławomir Mrożek
    • (towar niedostępny)

    Piotrek 2009-02-21

    Takie tango   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Zwykły dzień najzwyklejszej familii dwudziestego wieku. Stomil, zapakowana w niezniszczalną piżamę głowa rodziny, Eleonora, matka Polka, Eugenia, starszawa postać balansująca pomiędzy stolikiem, gdzie grywa w karty, a katafalkiem, Eugeniusz, uległy wuj. No i jest jeszcze Edek - on, dres, piwo, uosobienie wszystkiego, co w polskiej kulturze "obciachowego". Niby zwyczajnie, a tak jakoś "nowocześnie". Z krucjatą przeciwko owej "nowoczesności" wyrusza Artur, ostoja chrześcijańskiego konserwatyzmu, wielbiciel tradycji, historii i intelektualnej nudy. Jego plan to obalić nowy porządek, wykorzenić sztukę i swobodę, proklamować stary ład. Innym domownikom wizja ta nie wydaje się być atrakcyjną. Własny potomek ma zamiar pozbawić ich jedynych przyjemności. Artur uzyskuje tylko poparcie nieasertywnego wuja Eugeniusza, jednostki zewsząd ograniczanej. Kulminacyjnym punktem dramatu będzie scena ślubu Artura i kuzynki Ali, ślubu aż do przesady staroświeckiego, z błogosławieństwem, koronkowymi mankietami, cylindrami i goździkiem w butonierce. Ślubu, który nie dojdzie do skutku, a zastąpiony zostanie tytułowym tangiem, rewolucyjną La Cumparsitą, bez kobiety, tańczoną przez dwóch mężczyzn i wprowadzającą nowy porządek w domostwie. Dramat Mrożka to utwór w polskiej literaturze niezwykle ważny i przełomowy, mimo poważnej treści, pełen surrealistycznego humoru. Inspirujący, zaskakująco prawdziwy i aktualny opis buntu przeciwko buntowi, niezadowolenia jednostki z tego, co wywalczyło poprzednie pokolenie, rozczarowania nonkonformistyczną postawą i łatwej drogi do zastąpienia pełnej swobody totalną kontrolą.
  • Slumdog. Milioner z ulicy

    Piotrek 2009-02-17

    Książka za milion   (9 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka, która popularność zawdzięcza niezwykłej ekranizacji Danny'ego Boyle'a. Tak, tego od psychodelicznego "Trainspotting", czarnego jak heban "Płytkiego grobu" i dicapriowskiej "Niebiańskiej plaży". Brytyjski offowy reżyser sięgnął po powieść hinduskiego pisarza Vikasa Swarupa "Slumdog. Milioner z ulicy" będącej "uksiążkowieniem" globalizacji. Na jej stronach czysty indyjski folklor, Bollywood, curry i tygrysy bengalskie łączą się z komercją, zachodnim światem mediów. Jamal K. Malik to przeciętny (?) mieszkaniec slumsowej dzielnicy Bombaju. Nie ma żadnego wykształcenia, lecz nie stanowi to dla niego najmniejszej przeszkody, by stanąć do rywalizacji w teleturnieju "Milionerzy" i dotrzeć do pytania o 20 milionów rupii. W wygranej przeszkodzić mu mogą tylko wyjątkowo podejrzliwe organy państwowe (bo skąd niby Jamal znałby odpowiedzi na pytania? Bo skąd w ogóle u niego pomysł wystartowania w teleturnieju?). "Slumdog" to wnikliwe spojrzenie na sytuację społeczną i ekonomiczną panującą w, aspirujących do miana światowego mocarstwa, Indiach. Brak tu oceny, a tym bardziej prób krytyki, jak w nagrodzonym Bookerem 2008 "Białym Tygrysie" Aravinda Adigi. Powieść Swarupa to jedynie wizja Indii, daleka od stereotypowych, bollywoodzkich wyobrażeń. Cudowna, błyskotliwie napisana historia Hindusa z krwi i kości, z jego autentycznymi problemami i marzeniami.
  • Brotherhood  [Limited Edition]

    Piotrek 2008-10-06

    300% "chemical"

    Z jednej strony nareszcie, z drugiej szkoda, że tak szybko. The Chemical Brothers dokonali dwupłytowego podsumowania swojej twórczości. "Hey Boy, Hey Girl", "Galvanize", "Believe" - jest wszystko czego niewinna duszyczka przeciętnego fana nieprzeciętnego duetu z Wysp Brytyjskich zapragnie. Jest nawet więcej, białe kruki w postaci "Weaponów" - praktycznie niemożliwych do zdobycia nagrań The Chemical Brothers. W sumie parę dobrych godzin elektronicznego grania na najwyższym poziomie (parę godzin, gdyż oczywiście zakładam, że funkcja "repeat" będzie używana nadzwyczaj często). Gwarantowane liczne powroty - na krócej: na jedną, dwie piosenki, lecz obecność "Brotherhood" w okolicy odtwarzacza to rzecz pewna. Do czasu, gdy po płytę sięgną nasze dzieci, zasłuchane w futurystyczne szaleństwa minikomputerów. Usprawiedliwią się modą na muzykę retro. My będziemy wiedzieli swoje - The Chemical Brothers są nieśmiertelni.
  • Piotrek 2008-10-06

    Atak robali z londyńskiego zoo

    Jak się złościć to na wesoło - z takiego założenia wyszli twórcy projektu "The Bug" i stworzyli bardzo zaangażowaną politycznie płytę, nie uciekając od sympatycznych, pozytywnych, tanecznych bitów. Efektem ich pracy jest najciekawszy album ostatnich tygodni, znakomite połączenie ragga, muzyki etnicznej i wielkomiejskich brzmień. Wszystko to za sprawą lidera grupy, Kevina Martina, jednego z najbardziej doświadczonych muzyków hiphopowych. Mocne, "rozbujane" granie połączono z celnymi komentarzami na temat sytuacji na świecie. Jak w piosence "Angry", najlepszej z całego "London Zoo", pozornie materiale na dyskotekowy hit roku, w rzeczywistości manifeście poglądów czarnoskórego rapera i jego apokaliptycznej wizji świata, krytycznym obrazie relacji międzyludzkich. Muzyka "The Bug" na pewno przypadnie do gustu młodym (duchem), dynamicznym ludziom, którzy odczuwają potrzebę naprawy świata i którzy oczekują od muzyki dużej dawki energii do działania, a przede wszystkim świetnych tekstów. Utwory z "London Zoo" znakomicie sprawdzą się w samochodzie czy w iPodzie, nawet słuchane głośno w domu raczej nie skomplikują relacji z sąsiadami. A ja, rozbujany, naładowany pozytywną energią, z nienasyceniem czekam na dużo więcej.
  • Dzieci północy

    Piotrek 2008-09-29

    Zakazany Booker   (11 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Dziękuję instytucji Man Booker Prize za jej pracę na rzecz popularyzacji ambitniejszej literatury anglojęzycznej. Dziękuję za rozsławienie Zadie Smith, Kirana Desai czy Margaret Atwood. Przede wszystkim dziękuję jednak za wyniesienie na piedestał powieści Salmana Rushdiego "Dzieci Północy". Gdyby nie Broker z 1981 roku, świat nigdy nie usłyszałby historii Salima Sinai, jednego z tysiąca i jeden dzieci urodzonych 15 sierpnia 1947 roku o północy - dokładnie w chwili powstania niepodległych Indii. Przyjście na świat w tym magicznym momencie okazało się błogosławieństwem i przekleństwem zarazem. Każde z dzieci obdarzone zostało nadprzyrodzoną mocą. Zdolnością Salima była umiejętność telepatycznej komunikacji z resztą dzieci, dzięki czemu mógł zorganizować Konferencję, której celem było odgadnięcie prawdziwego przeznaczenia "Dzieci Północy". Na czym polega fenomen książki Rushdiego wyjaśnić nie potrafię. Jak to się stało, że powieść urodzonego w Bombaju pisarza zyskała taki rozgłos w Europie, podczas gdy wzbudziła ogromne kontrowersje w Indiach? Dwukrotnie nagrodzonych Bookerem Bookerów (w 1993 i 2008 roku) - wyróżnieniem przyznawanym przez brytyjskich czytelników - "Dzieci Północy" na półwyspie Indyjskim oficjalnie czytać nie wolno. W niekorzystnym świetle została w nich przedstawiona Indira Gandhi oraz skrytykowany panujący w Indiach kastowy system. Abstrahując jednak od kwestii politycznych poruszanych w powieści Rushdiego, jest to świetna, wspaniale napisana książka. Jej czytanie to uzależniająca, pochłaniająca bez reszty czynność, dostarczająca niezapomnianych wrażeń podróż do nieturystycznych Indii, mrocznej krainy, szalonej mozaiki dziesiątek kultur, religii i języków. Cudowna podróż w czasie i przestrzeni - nie da się tego opisać, trzeba przeczytać (przeżyć)!
  • Limeryki
    • Limeryki
    • Rafał Bryndal
    • cena: 27,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Piotrek 2008-09-16

    Limerykiem o limerykach   (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Pewna książka Bryndala była do tego stopnia wspaniała, że choć przez wielu nieczytana, ich ulubioną lekturą się stała.
  • Szpinak Yukiko

    Piotrek 2008-09-08

    Green in Japan   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Co może wyniknąć z połączenia, wciąż kulturalnie obcej i niestety traktowanej niezbyt poważnie przez zachodnich czytelników, Mangi oraz europejskiego komiksu? Francuz Frédéric Boilet dokonał rzeczy nowatorskiej i zaskakującej - w swoim najsłynniejszym dziele "Szpinak Yukiko" wykorzystał charakterystyczną kreskę japońskiego komiksu, zachowując zarazem układ i styl narracji typowe dla zachodnich obrazkowych historii. "Szpinak Yukiko" to romantyczna, wzruszająca opowieść, której akcję osadzono we współczesnym, trochę bezdusznym, choć pełnym ludzi Tokio, mieście, w którym tak łatwo jest poczuć się samotnym. Zupełnie jak w filmie Sofii Coppoli "Między słowami" czy powieściach Haruki Murakamiego. Głównym bohaterem komiksu Frédéric Boilet uczynił po części siebie lub inaczej, wymyślił go na swój obraz. Opisał romans, prawie zakazany, ze śliczną Japonką, Yukiko Hashimoto, eteryczną damą, podchodzącą do uczuć bohatera z dystansem. Przeznaczenia oszukać się nie da, ale czasem warto jednak spróbować... Relacje łączące kochanków przypominają trudny związek So i Chowa ze "Spragnionych miłości" Wong Kar-waia, równie zagubionych w konserwatywnym środowisku wielkiej azjatyckiej metropolii. Niewątpliwie "Szpinak Yukiko" swój sukces zawdzięcza wyjątkowej artystycznej syntezie, zabawie gatunkami. Komiks sam w sobie utożsamiany jest z kulturą niską, a Manga u europejskich czytelników budzi tym bardziej skojarzenia negatywne. Boilet sporo więc zaryzykował próbując opowiedzieć w tego rodzaju estetyce historię miłosną, w żadnym wypadku nie sentymentalną i nie kiczowatą. Najwidoczniej się opłaciło, gdyż "Szpinak..." okazał się we Francji sukcesem w tej samej mierze komercyjnym, co artystycznym (autora nazwano prekursorem "nouvelle Manga" - europejskiej odmiany Mangi, której nazwa to aluzja do "Nouvelle Vague" - nurtu we francuskim filmie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych).
  • 9 Lives
    • 9 Lives
    • Kat Deluna
    • cena: 37,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Piotrek 2008-09-05

    Sensacja z Dominikany   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Za oceanem panuje istne szaleństwo na punkcie Kat DeLuny, kolejnej nowej twarzy amerykańskiego hip-hopu. Jej dwa utwory już stały się wielkimi przebojami: nagrany z Elephant Manem "Whine Up" i przede wszystkim duet z Busta Rhymesem "Run the show". Żadna nowość? W końcu co sezon w Stanach lansowane są młode artystki, których popularność trwa często krócej niż kilka miesięcy. Z Kat DeLuną ma szansę być zupełnie inaczej. Zaledwie dwudziestojednoletnia posiadaczka ponoć pięciooktawowego głosu dokonała niemałej rewolucji w muzyce r’n’b, od czasu Missy Elliott i Seana Paula cierpiącej na brak wielkich gwiazd. DeLuna wspierana przez weteranów rapu jest w tej chwili jedyną artystką mogącą uzdrowić trochę zakurzoną, zaniedbaną i zapomnianą czarną muzykę. Stworzyć alternatywę dla fanów hip-hopu, mających dość snobistycznej, uginającej się pod ciężarem złota i błyskotek muzyki z MTV rodem, gangsterskiej nawijki 50 Centa czy kolejnych remisów Timbalanda. Utwory z "9 lives" to po prostu szczere i prawdziwe teksty, niesamowicie wyśpiewane (miejscami wykrzyczane) oraz opatrzone genialną, taneczną muzyką. Tak mało, a wystarczająco, by skomponować najlepszą hiphopową płytę ostatnich miesięcy (pomyśleć, że Kat zawdzięcza sławę wygranej w konkursie karaoke sponsorowanym przez Coca-Colę, gdzie śpiewała "I will always love you" Whitney Houston). Chapeau bas!
  • Come Fly With Me

    Piotrek 2008-08-31

    Współcześnie, retro, koncertowo!   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Uległem i odleciałem. Po sukcesie debiutanckiego albumu, Michael Buble ruszył w trasę koncertową po rodzinnej Kanadzie. "Come Fly With Me" to zapis jednego z koncertów, poparty wywiadami z muzykiem, materiałami backstage oraz dodatkowym krążkiem z kilkoma premierowymi nagraniami. Wsparcie nie było jednak potrzebne, gdyż występ Michaela Buble znakomicie broni się sam. Piosenkarz sięga po jazzowe standardy z lat pięćdziesiątych, choć nie boi się również muzycznych eksperymentów. Brawurowo wykonuje "Nice'n'Easy" Franka Sinatry oraz "Moondance" Vana Morrisona. Zachwyca swoją somnambuliczną, balansującą na granicy jawy i snu interpretacją "Can't help falling in love" oraz "My funny Valentine", utworem pozornie skromnym, choć w rzeczywistości mogącym się doskonale sprawdzić w teatrze lady Laury Henderson. Najlepszym, najbardziej wyczekiwanym punktem programu jest "Fever", niepowtarzalnie zaśpiewany największy przebój Michaela Buble. Jeśli nie z powodu genialnej muzyki, to warto po "Come Fly With Me" sięgnąć choćby dla atmosfery panującej podczas koncertu. Artysta kolejny raz udowadnia, że nawet w wielkiej sali koncertowej potrafi stworzyć klimat jazzowego klubu z lat trzydziestych, a sam ma cechy ówczesnych dżentelmenów, jest elegancki, czarujący, z zawadiackim uśmiechem i ogromnym dystansem do siebie. Michael Buble pokazuje, że może być współcześnie wielką gwiazdą, pomimo tego, iż jego teledysków nie emitują MTV i VIVA i że jest na dobrej drodze, by za kilkanaście lat być taką ikoną jazzu jak jego idole: Frank Sinatra czy Bobby Darin. Tak więc najwyższy czas, aby skorzystać z zaproszenia kanadyjskiego artysty, sprawdzić bilety i ruszyć w podróż do krainy jazzu...
(Stron 6)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!