stały recenzent  Michał Medwid

Rekomendacje:

  1. Podziemny krąg
  2. Gdy oślica ujrzała anioła

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 9

  • Księżyc w nowiu

    Michał Medwid 2009-11-24

    Potworności ciąg dalszy.   (0 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ostrzegam, że w recenzji zdradziłem co nieco z wydarzeń opisanych w sadze. Czytacie na własną odpowiedzialność. Pamiętam, jak kilka miesięcy temu moja młodsza siostra zachęciła mnie do obejrzenia "Zmierzchu". Zniosłem dwie godziny ze skamlącą Stewart i strojącym groźne miny Pattinsonem nadspodziewanie dobrze. Byłem ciekaw jak cała sytuacja ma się w książce. Dlatego kupiłem... cały czteroksiąg. Powiedzieć, że pluję sobie w brodę to za mało. Jedynie "Zmierzch" miał w sobie coś (niewiele) przyciągającego. Natomiast "Księżyc w nowiu" czy dwie późniejsze części to po prostu niesamowicie przegadana żenada. Tom drugi to zdecydowanie najgorsza pozycja spośród całej czwórki pełnej kfiatków. Najgorszy jest styl Meyer. Nieznośnie laboratoryjny, przesadnie dokładny, a mimo to nieudolny. Ta kobieta po prostu nie potrafi pisać, choć być może to wina tłumaczenia, które także nie zachwyca. Język jest suchy, banalny. Meyer czasem sili się na mądre i pseudo - dowcipne wtrącenia, która nie cholery nie pasują do całości. Co do samych bohaterów, to zanim opisałbym wady jednego z nich nie starczyłoby znaków tej recenzji. Wystarczy chyba tyle, że równie papierowych i jednowymiarowych istot w żadnej innej książce nie spotkałem. Nawet Bella swoimi męczącymi rozterkami (Edward czy Jacob?) nie zaskakuje, a drażni. Fabuła, cóż ciężko cokolwiek o niej powiedzieć, gdyż saga jej praktycznie nie posiada. Ot, nastolatka napotyka w małej mieścinie na północy Stanów wampira - zakochuje się - muszą się rozstać dla jej bezpieczeństwa - poznaje Indianina, który okazuje się być wilkołakiem - zakochuje się w wilkołaku - wraca do wampira - ale ciągle czuje miętę do cieplusiego wilczka - walczą o przetrwanie trzeci tom z rudą Vikki - Ed i Bell mają dziecko - Indianin jest niepocieszony, ale co mu tam ma jeszcze córkę wampirów. Tak, to był spoiler, ale nie ma strachu, fabuła nie zaskakuje. Książki Meyer są po prostu głupie, naiwne, przesadzone i odrealnione w każdym calu. Szkoda je nawet wypożyczać z biblioteki.
  • Dekalog dobrego Dextera

    Michał Medwid 2008-08-04

    Gra w wisielca nigdy nie była bardziej złowieszcza

    Dextera Morgana poznałem przez przypadek. Nie, nie siedziałem w kubańskiej knajpce przy zimnym piwku, czy tequili i gapiąc się na latynoskie striptizerki kątem oka dostrzegłem Dexa. Został mi polecony serial emitowany przez stację Showtime i od pierwszego odcinka pokochałem postać kreowaną przez Michaela C. Halla. Postanowiłem kupić książki opiewające "przygody" Morgana. Narracja jest niesamowicie nastrojowa, Lindsay to jeden z najlepszych gawędziarzy z jakimi się zetknąłem podczas moich 20 000 mil literackiej żeglugi. Opisy, docinki, przemyślenia są tak sugestywne i dowcipne, że nawet gdy Dexter żartuje z czegoś tak mało śmiesznego jak zabójstwo, zaśmiewałem się do łez. Postaci drugoplanowe niestety są nieco słabiej zarysowane. Ale można to sobie wytłumaczyć tym, że przecież Dexter to istota nie mająca... no, dowiedzcie się sami. Aczkolwiek serialowi kumple i wrogowie Dexa są znacznie bardziej "żywi". Fabuła zarówno "Dekalogu" jak i "Demonów" jest dosyć nieskomplikowana, aczkolwiek zakończenie może zadziwić... swym swoistym okrucieństwem. Warto przeczytać "Dekalog" ze względu na niesamowitego, sympatycznego głównego bohatera, którego mimo, że jest mordercą i którego motywacje są nie do pomyślenia dla normalnych ludzi, nie sposób nie polubić. Największą wadą książki jest jej broszurowa objętość. Jeff mógł się postarać o nieco dłuższą powieść.
  • Udław się
    • Udław się
    • Chuck Palahniuk
    • cena: 27,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Michał Medwid 2008-07-10

    Udławiłem się...   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Czego się spodziewałem po książce o tak przewrotnym tytule? Czegoś podobnego, co znalazłem na jej kartach, ale podanego jakoś inaczej. Palahniuk, który zachwycił mnie "Podziemnym Kręgiem" stracił nieco w moich umęczonych czytaniem oczach (podkreślam, że tylko NIECO; człowiek ten nadal pozostaje w moim rankingu najlepszych pisarzy współczesnych na jednym z pierwszych miejsc). Cóż, czytając recenzje na kilku portalach internetowych (niezbyt pochlebnych) uskarżających się na epatowanie seksem, wręcz pornografią liczyłem na mocną literacką burleskę opiewającą losy bohatera traktującego kobiety przedmiotowo, niemającego niczego wspólnego z Werterem, osiągającym orgazm przy dotykaniu ręki Lotty. Liczyłem na prześmiewczą powieść o człowieku uzależnionym od tematu będącym tabu od wieków. Pragnąłem czytać o Vincencie, dywagującym na temat masturbacji w miejscach publicznych, kochającym się z kobietami podobnymi do niego. Proszę mnie źle nie zrozumieć. To wszystko tu jest, tylko... jakoś tak... dziwnie. Takie to nie palahniukowe jakieś. Chyba na siłę. Nie podoba mi się konwencja, że co drugi rozdział to retrospektywna historia Victora, mająca podkreślić jego makabryczne stosunki z matką. Po co to, skoro matka nie ma jakiegoś szczególnego wpływu na fabułę? Ot, leży sobie w szpitalu i dzięki jej dziennikowi okazuje się... co się okazuje, sami się dowiedzcie. Dość zabawna rzecz się okazuje, mało prawdopodobna, ale zabawna na dłuższą metę. Cóż, trochę się zawiodłem na "Udław się", nastawiłem się na prawdziwą obrazoburczość i pornografię wylewającą się spomiędzy kart, zalewającą kolana, ale w ogólnym rozrachunku jest to całkiem zgrabna powieść. Można ją polecić, bez obawy, że tytuł wejdzie w życie podczas jej czytania.
  • Kraina Chichów

    Michał Medwid 2008-07-05

    Miszmasz absolutnie niczego...   (0 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jonathana Carrolla poznałem dzięki tej właśnie książce. I skutecznie zniechęciłem się na prawie dwa lata. Żałuję nieco tego czasu, bowiem kilka późniejszych pozycji naturalizowanego wiedeńczyka jest całkiem udanych ("Białe jabłka", "Zaślubiny patyków" czy "Muzeum psów"), aczkolwiek jego "najgłośniejsza i najbardziej znana" (sic!) powieść jest także najgorszą. W "Krainie Chichów", prócz wspaniałej okładki i niezgorszego tytułu, po którym notabene spodziewałem się czegoś co najmniej tak mrocznego jak "Lśnienie" Kinga, nie ma absolutnie niczego, co mogłoby zachęcić czytelnika do lektury. Fabuła jest skrajnie nudna, ot wielki fan znakomitego oraz ekscentrycznego pisarza książek dla dzieci rusza do miasteczka, w którym pisarz ów dokończył żywota, by napisać jego biografię. Po drodze "dzieje się" (użyłem cudzysłowu, gdyż wartka akcja jest zupełnie obca Carrollowi) kilka niespodziewanych, aczkolwiek absurdalnych, głupich i tak wydumanych rzeczy, że miast się bać człowiek pęka ze śmiechu. Należy dodać, że nie leży to w zasłudze wspaniałego dowcipu autora, raczej wynika z nieporadności tegoż. Zakończenie jest... nagłe. Po prostu, książka jakby się ucinała w pewnym momencie. Bez żadnego ostrzeżenia. Niby jest jakaś puenta (słaba), ale ciśnie się na usta "o co tu chodzi?". Język jakim napisano "Krainę Chichów" przypomina sprawozdanie przeciętnego gimnazjalisty: "poszedłem, zrobiłem, powiedziałem, dowiedziałem się, stwierdziłem,...". O-K-R-O-P-N-O-Ś-Ć!!! I takim oto pozytywnym akcentem zakończę marną recenzję marnej książczyny.
  • Gdy oślica ujrzała anioła

    Michał Medwid 2008-03-12

    Ma - Pa moich urojeń...   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Zwą mnie Euchrid Eucrow. Sam o sobie nie mogę powiedzieć nic, ponieważ jestem niemy. Mogę tylko myśleć, co też skrzętnie robię. Myślę, analizuję, dochodzę do wniosków... Lubię myśleć i dochodzić do wniosków, na podstawie obserwacji. A mam co obserwować, bowiem w Ukulore, miejscowości, w której dane mi było przyjść na świat nie brakuje obiektów nadających się do podpatrywania. Wszystko w tym zakątku świata, w którym Bóg wydaje się mieć twarz umazaną krwią i ochłapami mózgu wymieszanego z kawałkami czaszki jest wykoślawione, wynaturzone, przesadnie makabryczne. Ale to mój świat, i muszę się do niego dostosować. Mimo mej ułomności, mimo rodziny, która nie ma nic wspólnego ze stereotypem kochającej mamy i zarabiającego na życie taty. Nie mogę nikomu opowiedzieć, ale mogę obserwować. Co też skrzętnie robię... Co też zaobserwowałem, do jakich przemyśleń doprowadziło mnie me życie? Kto ciekaw, niech sam się przekona... Ale niech wie, że wkracza świat gorszy od najmroczniejszych fantazji, najstraszniejszych koszmarów sennych.
  • Wyjątkowo wredna ceremonia

    Michał Medwid 2006-10-13

    Mistrzu ceremonii- proszę zaczynać...   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Dzieło Tomasza Bochińskiego miało być, z założenia, czymś oryginalnym i prześmiewczym. No, cóż. Z założeniami różnie bywa. Pomysł na książkę jest świetny. Któż bowiem słyszał o grabarzach, będących członkami starodawnego cechu? Główny bohater Elizabediath Monck też miał być oryginalny. Wyszło nieco inaczej. Owszem jest to postać nietuzinkowa, jednak czegoś jej wyraźnie brakuje. Sama fabuła... Hm, ciężko powiedzieć. Właściwie podczas lektury jesteśmy rzucani z miejsca na miejsce, gubimy się w postaciach i wydarzeniach. Co najdziwniejsze, kupując tę książkę, spodziewałem się 6 opowiadań o Moncku, nie sądziłem, że jego przyody zostaną przerwane (w dodatku w tak dziwny sposób) w opowiadaniu czwartym, a dwa pozostałe będą traktowały o zupełnie innym bohaterze i wydarzeniach. Nigdzie nie jest to też napisane. Język jakim napisano książkę jest w porządku. Pasuje do opowiadanych historii. Najciekawszą postacią jest Hiena Cmentarna- Mattheus Dalambert. Uczony mag z jednej strony, pijak z drugiej. Chociaż pijaństwo w świecie Moncka nie jest niczym dziwnym. Wszyscy tam piją i hulają. Właściwie nie ma opowiadania, w którym ktoś nie uskarżałby się na kaca. Jeśli naprawdę nie macie, co zrobić z pieniędzmi, to możecie kupić "Wyjątkowo wredną ceremonię" (w kilku momentach nawet się uśmiechnąłem podczas czytania) jednak moim zdaniem szkoda tych 26 złotych. Lepiej zainwestować w jakąkolwiek pozycję Pratchetta.
  • Z piekła rodem
    • Z piekła rodem
    • Allen Hughes, Albert Hughes
    • (towar niedostępny)

    Michał Medwid 2006-10-11

    Piekielnie dobry film   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Któż nie słyszał o Kubie Rozpruwaczu (w oryginale Jack the Ripper), seryjnym moredrcy grasującym onegdaj po ulicach Londynu? No właśnie. Chyba nie ma takiej osoby. Film opowiadający o wydarzeniach tamtych dni to obraz pod wieloma względami doskonały. Czuć ów ciężki, brudny klimat Londynu końca XIX wieku. Doskonała gra aktorska. Świetne kreacje, oprawa audiowizualna, lecz przede wszystkim na uwagę zasługują postacie głównych bohaterów: insp. Frederick Abberline (Johnny Depp) oraz Kuba Rozpruwacz (Ian Holm). Postać policjanta obdarzonego niezwykłymi zdolnościami jest wyjątkowo udana. Nie jest to typowy good guy. Wręcz przeciwnie! Jest uzależniony od palenia opium i alkoholu, jakiego alkoholu! Ma bardzo sceptyczne podejście do wielu spraw, a cyniczne uwagi i wybuchowość sprawiają, że jest on bliższy sercom widzów. A co do Kuby... Warto oglądnąć film dla tej postaci. Sposób w jaki wkracza na scenę, spowity w mrok i czarny płaszcz podszyty czerwoynm aksamitem. Kunszt! Nie jest to typowy horror, jednak kilka scen może sprawić, że podskoczycie na krześle z wrażenia. Gorąco polecam "Z piekła rodem", tylko nie zapomnijcie o zimnym drinku, bo temperatura w piekle jest zwykle wysoka. Bardzo wysoka.
  • Gnijąca panna młoda

    Michał Medwid 2006-07-12

    Póki śmierć nas nie rozłączy...   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Tim Burton od zawsze zaskakiwał; oryginalnością, nietuzinkowością, często groteską. Większość filmów tego ekscentryka to prawdziwe perełki w dziedzinie kinomatogrfii; któż bowiem nie słyszał o "Sleepy Hollow" ("Jeździec bez głowy"), "Beatle Juice" ("Sok z żuka") czy "Scissorhand Edward" ("Edward Nożycoręki"). Jego najnowsze dzieło "Corps Bride" ("Gnijąca panna młoda") to jednak jedna z moich ulbionych pozycji tego reżysera. Główna postać, Viktor Van Dort (Johnny Depp, a jakże) jest synem zamożnych handlarzy ryb, którzy jednak pragną posiadać status wysoko urodzonych, dlatego też postanowili ożenić syna z jedyną córką, państwa Everglotów (mających tytuł szlachecki, ale cierpiących na brak gotówki). Sprawa nieco się komplikuje, gdyż roztargniony Viktor nie potrafi nauczyć się słów przysięgi. W rozpaczy ucieka do lasku na skraju miasta i wypowiada magiczne słowa wkładając obrączkę na gałąź, która w rzeczywistości jest palcem Gnijącej Panny Młodej. O Świecie Umarłych, występującym w tym filmie powiem jedno. Jeśli życie pozagrobowe wygląda właśnie tak, to ja chcę umrzeć. Cały film cenię (prócz niesamowitego klimatu, barwnych postaci, nietuzinkowego humoru, bowiem to normalka w filmach Burtona) za to, że całość nie jest wykonana na komputerze. Postacie to kukiełki, których najdrobniejsze ruchy były nagrywane osobno i dopiero potem montowane. To wielki plus i ukłon Burtona w stronę przeszłości szlachetnej sztuki filmów animowanych. Cóż można więcej rzec? Jeśli nawet nie lubicie Burtona, naprawdę warto zobaczyć ów film. Ręczę, że nic was to nie kosztuje, to świetna zabawa.
  • Sekretne okno
    • Sekretne okno
    • David Koepp
    • (towar niedostępny)

    Michał Medwid 2006-07-07

    Rozdwojenie jaźni czy paranoja?   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Sekretne okno" to thiller Davida Koeppa na motywach noweli mistrza współczesnej grozy, Stephena Kinga. Główny bohater, Mort Rainey (świetna gra Johnny'ego Deppa) jest w dołku; żona go zdradziła, nowa powieść jest na etapie kilku pierwszych zdań, w dodatku nawiedza go tajemniczy gość, który przedstawił się jako, John Shooter (John Turturro) i oskarżył Morta o plagiat. Od tego momentu życie Morta nabiera jeszcze ciemniejszych odcieni. Shooter okazuje się być niebezpiecznym psychopatą, który dla udowodnienia swojej racji posuwa się do podpalenia, a nawet morderstw. Mort już nie może czuć się bezpieczny w swoim domku nad jeziorem. W filmie ujęła mnie szczególnie świetna gra Johnny'ego Deppa, który granej przez siebie postaci nadał pewne indywidualne cechy, sprawiające, że trudno nie czuć do niego sympatii. Także muzyka, skomponowana przez Philipa Glassa i efekty dźwiękowe stoją na naprawdę wysokim poziomie. Duże wrażenie robi także "wędrówka" kamery na początku filmu. Oczywiście nic nie można zarzucić fabule i klimatowi filmu, ale przecież powstał on na podstawie dzieła Kinga. Gorąco polecam "Sekretne okno", nie tylko fanom, mistrza grozy, ale wszystkim lubiącym mocne wrażenia.

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!