sim
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 6
-
- To Mój Czas [Jewelcase]
- Justyna Steczkowska
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
sim 2009-03-30
nie polecam. (6 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Nie ma tu nawet nad czym dyskutowac. Plyta jest zla (aczkolwiek moglo byc gorzej... na nastepnej mysle, ze mozemy sie spodziewac taniego disco i rytmow latino). Justyna zmierza w zlym kierunku. Pretensjonalne teksty, muzycznie takze nic specjalnego. Jedyny ciekawy utwor to korytarze (ktory z reszta powstal jakies 10 lat temu, kiedy Justyna nie miala jeszcze takiego "parcia na szklo"). Osobiscie uwazam, ze "Justyna Steczkowska" za czasow "dziewczyny szamana" to w rzeczywistosci byl Grzegorz Ciechowski i wraz z nim umarla Justyna.. przynajmniej muzycznie. Od tego czasu jest na rowni pochylej. -
- Tak zwyczajny dzień
- Karolina Kozak
- (towar niedostępny)
sim 2007-09-17
"Tak" zwyczajnemu dniu (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Często zapomina się, że solowy album to nie tylko wokalista, którego nazwisko widnieje na okładce, ale także szereg muzyków odpowiedzialnych za poszczególne części produkcji. Trzeba przyznać, że pod tym względem "Tak zwyczajny dzień" nie jest aż taki zwyczajny. Już od pierwszych dźwięków słychać wpływ Marka Napiórkowskiego, który przez wielu uważany jest za najlepszego w Polsce gitarzystę jazzowego (brał udział w projektach Anny Marii Jopek, Henryka Miśkiewicza, Doroty Miśkiewicz i innych). We wszystkich tych projektach na basie grał także Robert Kubiszyn, również obecny na płycie Karoliny. Taki dobór muzyków być może nie jest gwarancją sukcesu, ale na pewno jest jego solidną podstawą. Ogromnie zaskoczył mnie materiał "Tak zwyczajnego dnia". Piosenki są bezpretensjonalne i bardzo dobrze zaaranżowane,co sprawia, że słucha się ich z przyjemnością. Nie da się jednak uniknąć dość wyraźnych skojarzeń z Anią Dąbrowską i Moniką Brodką. Jest to z pewnością wadą, gdyż Karolinie nie udało się wypracować tym albumem własnego stylu, ale z drugiej strony dobrze, że JazzBoy Studio raz na jakiś czas wydaje płyty z wysmakowanym popem czy to pod nazwiskiem Ani Dąbrowskiej czy też Karoliny Kozak. Ogromnym atutem albumu jest natomiast kameralne instrumentarium. Jak bowiem wiadomo, w prostocie tkwi piękno i idealnie sprawdza się to w przypadku "tak zwyczajnego dnia". Wokal Karoliny brzmi bardzo nastrojowo i subtelnie. Nie ma tu wokalnych akrobacji ani popisów skalą głosu. Siła ekspresji została przeniesiona na treść, jednocześnie przy skromnej i uroczej formie. Czy płyta odniesie sukces? Myślę, że z odpowiednią promocją na pewno tak, choć przyznam, że jak na debiutancki album powinienna być bardziej zróżnicowana. Jednak z drugiej strony to przecież "taki zwyczajny dzień", więc odrobina monotonii nie powinna nikogo dziwić. -
- Daj mi chwilę
- Justyna Steczkowska
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
sim 2007-05-29
Rozczarowanie (17 z 38 uznało tę recenzję za pomocną.)
Justyna Steczkowska zawsze wydawała mi się artystką niepokorną. Po takich przebojach jak "Grawitacja" spodziewałam się, że nowy album będzie kolejnym etapem muzycznych poszukiwań. Ale płyta jest banalna, miałka, zbyt prosta. Piosenki skrojone są pod gust masowego słuchacza. Płyta niczym nie zaskakuje. Proste melodie, zasłyszane milion razy, brak jakichkolwiek interesujących fragmentów harmonicznych czy aranżacyjnych. Komercyjna do granic możliwości, a przecież Justyna ma umiejętności i głos, by stworzyć coś niebanalnego. Podsumowując - wielkie rozczarowanie. -
- Paw królowej
- Dorota Masłowska
- (towar niedostępny)
sim 2006-10-13
Byle ku awangardzie! (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Tegoroczna nagroda NIKE jeszcze nigdy nie wzbudziła tylu kontrowersji. W myśl zasady "nie ważne, jak mówią, byle mówili" Masłowska dostała nie tylko 100.000 zł., ale także idealną promocję "Pawia królowej", bo książka niezaprzeczalnie wzbudzi zainteresowanie na rynku. Czy jednak zasługiwała ona na tak wielkie wyróżnienie? "Paw królowej" to książka nowatorska, awangardowa. Napisana została w zupełnie nowej konwencji - rapu. Ciekawy zabieg: czasy współczesne opisane współczenym językiem, we współczesnej konwencji. Sam pomysł formy wydaje się być jak najbardziej trafiony. W praktyce powstał jednak rymowany, niezrozumiały bełkot. Paradoksalnie, takie właśnie teksty można usłyszeć w polskich rozgłośniach radiowych jako "głos młodego pokolenia". Można więc by było postrzegać to w kategorii pastiszu. W takim przypadku kwintesencję książki można by zawrzeć na pierwszej stronie i tam tę książkę zamknąć. Po co aż 156 stron, skoro irytacja budzi się już po pierwszej? Należy więc doszukiwać się pewnych przesłanek, treści, a tych tu niestety nie ma. Przerost formy nad treścią nabiera tu zupełnie nowego wymiaru. Treść jest w całości podporządkowana formie. Nie chodzi mi tu nawet o wulgaryzmy czy prozaiczność języka, bo to akurat mi się podoba (w porównaniu z Witkacym i tak wypada konserwatywnie). Jednak nie w takim wydaniu, nie w takim bełkocie. Obiektywnie, o ile "wojnę..." bardzo cenię i uważam za fenomen literacki, o tyle "Paw.." jest moim zdaniem fatalny. Awangarda dostosowana do komercji. Masłowska miała pomysł, świetny z resztą, który jednak nie wyszedł. Jako pastisz rapu, książka sprawdza się w 100%, ale po co wciskać w usta pokolenia formę i słowa, które są charakterystyczne dla wąskiej grupy? (mam tu na myśli kulturę hip-hopu, blokersów itp) Szara rzeczywistość, szarych bloków, bezsensowne konstrukcje 'zdaniopodobne': "Penis, penis, cycki i pochwa, chciałaby sobie ona dać zrobić żaluzje w oczach, bo powieki otwierają jej się ciągle, ciągle humor jej psują dobry te patologii społecznej pod jej własnym domem korowody"- wszystko "za bardzo", rzeczywistość tworzona na siłę, schlebiająca polskim malkontentom. Mając jednak na względzie, że ludzie zawsze lubili przyjmować odmienne stanowisko (wszyscy to lubią, więc dla mnie to kicz; mówią, że to kicz, dla mnie to awangarda) zapewne znajdą się całe rzesze entuzjastów "Pawia..". Jest to jednak zbrodnia na języku polskim i propaganda formy, która wcale nie jest "głosem pokolenia". Książka bez treści, sama forma. Podsumowując, pomysł był dobry, jednak się nie sprawdził. Jak już pisałam, komercyjna awangarda. Każdy jednak będzie chciał przekonać się sam, więc autorka źle na tym nie wyjdzie. -
- Paw królowej - z autografem
- Dorota Masłowska
- (towar niedostępny)
sim 2006-10-13
Byle ku awangardzie!
Tegoroczna nagroda NIKE jeszcze nigdy nie wzbudziła tylu kontrowersji. W myśl zasady "nie ważne, jak mówią, byle mówili" Masłowska dostała nie tylko 100.000 zł., ale także idealną promocję "Pawia królowej", bo książka niezaprzeczalnie wzbudzi zainteresowanie na rynku. Czy jednak zasługiwała ona na tak wielkie wyróżnienie? "Paw królowej" to książka nowatorska, awangardowa. Napisana została w zupełnie nowej konwencji - rapu. Ciekawy zabieg: czasy współczesne opisane współczenym językiem, we współczesnej konwencji. Sam pomysł formy wydaje się być jak najbardziej trafiony. W praktyce powstał jednak rymowany, niezrozumiały bełkot. Paradoksalnie, takie właśnie teksty można usłyszeć w polskich rozgłośniach radiowych jako "głos młodego pokolenia". Można więc by było postrzegać to w kategorii pastiszu. W takim przypadku kwintesencję książki można by zawrzeć na pierwszej stronie i tam tę książkę zamknąć. Po co aż 156 stron, skoro irytacja budzi się już po pierwszej? Należy więc doszukiwać się pewnych przesłanek, treści, a tych tu niestety nie ma. Przerost formy nad treścią nabiera tu zupełnie nowego wymiaru. Treść jest w całości podporządkowana formie. Nie chodzi mi tu nawet o wulgaryzmy czy prozaiczność języka, bo to akurat mi się podoba (w porównaniu z Witkacym i tak wypada konserwatywnie). Jednak nie w takim wydaniu, nie w takim bełkocie. Obiektywnie, o ile "wojnę..." bardzo cenię i uważam za fenomen literacki, o tyle "Paw.." jest moim zdaniem fatalny. Awangarda dostosowana do komercji. Masłowska miała pomysł, świetny z resztą, który jednak nie wyszedł. Jako pastisz rapu, książka sprawdza się w 100%, ale po co wciskać w usta pokolenia formę i słowa, które są charakterystyczne dla wąskiej grupy? (mam tu na myśli kulturę hip-hopu, blokersów itp) Szara rzeczywistość, szarych bloków, bezsensowne konstrukcje 'zdaniopodobne': "Penis, penis, cycki i pochwa, chciałaby sobie ona dać zrobić żaluzje w oczach, bo powieki otwierają jej się ciągle, ciągle humor jej psują dobry te patologii społecznej pod jej własnym domem korowody"- wszystko "za bardzo", rzeczywistość tworzona na siłę, schlebiająca polskim malkontentom. Mając jednak na względzie, że ludzie zawsze lubili przyjmować odmienne stanowisko (wszyscy to lubią, więc dla mnie to kicz; mówią, że to kicz, dla mnie to awangarda) zapewne znajdą się całe rzesze entuzjastów "Pawia..". Jest to jednak zbrodnia na języku polskim i propaganda formy, która wcale nie jest "głosem pokolenia". Książka bez treści, sama forma. Podsumowując, pomysł był dobry, jednak się nie sprawdził. Jak już pisałam, komercyjna awangarda. Każdy jednak będzie chciał przekonać się sam, więc autorka źle na tym nie wyjdzie. -
- Pierwszy stopień
- Mario Szaban
- (towar niedostępny)
sim 2006-05-29
Stopniowo w górę! (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Pierwszy stopień" to debiutancki album Maria Szabana, wokalisty gruntownie wykształconego muzycznie. Mario jest absolwentem prestiżowego Wydziału Jazzu i Rozrywki na Akademii Muzycznej w Katowicach, kompozytorem, producentem i aranżerem. Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałam materiał z płyty w miejskim sklepie muzycznym, od razu zwrócił moją uwagę. Pomyślałam: czyżby Kuba Badach wydał solową płytę? Ogromne było moje zaskoczenie, że utwory te pochodzą z debiutanckiej płyty nieznanego szerszej publiczności wokalisty - niejakiego Maria Szabana. Do tego porównania skłonił mnie profesjonalizm strony wokalnej albumu. Od razu słychać, że Mario nie jest kolejnym piosenkarzem-amatorem, ale gruntownie wykształconym muzykiem, co z pewnością stanowi największy atut płyty. Ciepła barwa głosu, świetne frazowanie i wspomniany wcześniej profesjonalizm sprawia, że płyta wyróżnia się spośród proponowanych nam przez wytwórnie fonograficzne albumów gwiazd jednego sezonu. Kolejnym elementem wyróżniającym "Pierwszy stopień" jest materiał muzyczny - zgrana mieszanka czarnych brzmień, r'n'b, popu i jazzu. Od czasów świetności Mietka Szcześniaka niewielu jest w naszym kraju wokalistów hołdujących stylistyce Babyface'a czy Franka McComba. Tym bardziej album Szabana odpowiednio wypromowany może odnieść sukces komercyjny na miarę "Feniksa" Kasi Cerekwickiej. Jedyną słabą stroną albumu są teksty - często błahe i banalne. Płyta traci przez nie na swojej elegancji. Ambitne brzmienia kłócą się z mało wyszukanymi tekstami. Trudno zatem wyznaczyć przeciętnego odbiorcę tego albumu - wielbicieli wysublimowanych, lekko jazzowych brzmień w stylu Doroty Miśkiewicz czy wspomnianego wcześniej Mietka Szcześniaka z pewnością razić będą prozaiczne, młodzieżowe wyrażenia. Szaban śpiewa bardzo dobrze, jednak gdyby jeszcze do tego dodać lepsze teksty, "Pierwszy stopień" na pewno trafiłby do szerszego grona odbiorców. Debiutancka płyta Szabana to płyta bardzo dobra, profesjonalna. Nie jest jednak albumem przełomowym, ale to dopiero "Pierwszy stopień" w jego karierze, a niezaprzeczalnie pnie się na szczyt. Polecam.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













