karolina rodzaj
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 140
-
- Głowa wroga
- Augustyn Baran
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-08-05
Swojskie bóstwa w peerelu
"-Nikt nie chce dzieci. Dobrze, że nam się udało i żyjemy. Dobrze jest żyć, bo dużo ciekawych rzeczy się dzieje i wiele można w życiu zobaczyć. A potem koniec." Augustyn Baran to według słów Andrzej Stasiuka "świetny pisarz z Galicji, o którym świat mało co wie, a powinien". Urodzony w setna rocznicę urodzin Nietzschego ma na swoim koncie wiele wyróżnień i nagród za twórczość literacką oraz zbiór opowiadań (czy też powieść?- mam wątpliwości) zatytułowany "Głowa wroga". Przezabawna opowieść z pewnością nie przypadnie do gustu konserwatystom- choć pozostałych nadużywanie słowa "pizda", które to jest uzasadnione przez akcję opowieści, cały jej styl i modus scribendi nie powinny razić. Jest tam trochę filozofii i religii, zdroworozsądkowe podejście i walka z nieujarzmioną przyrodą. Na przykład pierwszy tekst dotyczy walki bohatera z kogutem, który bronił mu dostępu do domu dziadków- głowa koguta zostaje na końcu zjedzona, a czytelnik z pewnością na długo zapamięta scenę, w której bohater zastanawia się nad tym, jakby to było, gdyby to kogut jadł jego głowę. Narrator i jego przyjaciel Dola mieszkają na wsi, trwają lata pięćdziesiąte, więc przez akcje powieści przemykają kułacy i partyjniacy. Znajdziemy gdzieś w tle pierwszomajową demonstrację. Ale to przede wszystkim opowiadania o babach i śmierci, o seksie, choć może lepiej byłoby rzec, że chędożenia one dotyczą. Postaci miewają fantasmagoryczne pomysły- ustawienie przerażających rzeźb w lesie, czy też wręczenie koleżankom "Orderów Czułych Pizd" o wiele mówiącym kształcie. Chłopcy wisilają swoją wyobraźnię i dają popis inwencji by gniazdka rozkoszy dotknąć czy chociażby zobaczyć."Głowa wroga" to proza intrygująca, zabawna i okrutna… Dosadna i w pewnym stopniu siermiężna. Kolorowa i intensywna jak ludowa wycinanka. Nie tak jednak jednoznaczna i pozostawiająca głód fabuły i lektury. Nikt nie opisał jeszcze wsi polskiej w ten sposób! Kapitalne złączenie Tanatosa i Erosa, choć ta dwójka powinna raczej przybrać jakieś bardziej słowiańskie imiona, może Dzidziela (bogini miłości) i Nya (bóstwo śmierci). O tym pisarzu z pewnością powinno być głośno! -
- Rola mojej rodziny w światowej rewolucji
- Bora Cosic
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-08-05
Królestwo robotników (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Wszystko to było niebezpieczne, ale wesołe. Wujek powiedział: "Socjalizm to dzieciństwo rodzaju ludzkiego, w sensie nieustannej radości". Tata przytaknął." Urodzony w Zagrzebiu serbski pisarz Bora Cosić ma na swoim koncie ponad trzydzieści książek- rodzimi czytelnicy znają "Deklarację celną". Niedługo przed jej opublikowaniem w Polsce, wydano inną jego powieść. Znakomita tłumaczka m.in. Dubravki Ugresić i Danilo Kisa Danuta Cirlić-Straszyńska starała się o wydanie Ćosićowskiej "Roli mojej rodziny w światowej rewolucji" już przed ponad trzydziestu laty. Ówczesna cenzura nie godziła się na sposób, w jaki autor potraktował kwestię rewolucji socjalistycznej, a który to sposób przyniósł mu międzynarodowe uznanie. "Dziadek powiedział: "Komunizm to wesoły ustrój."" Książkę cięto i żądano zmiany tytułu. Niewielka powieść jest przede wszystkim zabawna i ironiczna. Jej narrator- dziecko, a potem młodzieniec- patrzy na świat zmian, jakie następują w Jugosławii po jej "wyzwoleniu" i wprowadzeniu ustroju socjalistycznego. Śmiertelnie poważnie traktuje wszelakie zebrania, demonstracje i działalność, mającą na celu propagowanie światowej rewolucji- pisze płomienne wiersze, układa piosenki, tworzy nawet własną gazetkę. Ze swoich kilku lat nie rozumie rozmów dorosłych, szczególnie tych dotyczących spraw damsko-męskich. "Ludzie szczęśliwi mają słabą pamięć i bogate wspomnienia". Nawet swoją pierwszą wybrankę próbuje poderwać w iście pionierski sposób. Cała jego drobnomieszczańska rodzina poświęca się dla sprawy- cierpiąca na ból zębów matka, ojciec alkoholik, wujek babiarz. Mają świadomość tego, że ich istnienie przypada na czas dziejowych zmian. Chcąc, a czasami nie chcąc muszą przyczynić się do budowy tego, najlepszego z możliwych ustrojów. Książka iskrzy poczuciem humoru, które rozładowuje napięcie, sprawia, że wydarzenia tragiczne dostają komicznych rysów. Trochę to przypomina "Aleję słoneczną" Thomasa Brussiga, gdzie padają słowa, "Ludzie szczęśliwi mają słabą pamięć i bogate wspomnienia". "Rola mojej rodziny…" to obraz zmian, najlepszy opis przejściowych czasów w literaturze, powieść zaskakująco świeża i ożywcza. -
- Miss Bukaresztu
- Richard Wagner
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-26
Kim byłem? Kim jestem teraz? (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Decyzję o lekturze książki autora nam nieznanego często podejmujemy po zapoznaniu się z notką biograficzną. Richard Wagner należy według niej do czołówki niemieckich prozaików urodzonych i wychowanych w Rumunii. Skojarzyć może się to, nieprzypadkowo, z osobą Herty Muller pisarki, spod której pióra wyszły wydawane ostatnio z sukcesami książki "Sercątko" i "Dziś wolałabym siebie nie spotkać". Nie bez powodu czytelnik może skojarzyć sobie ten duet- Herta Muller i Richard Wagner byli małżeństwem. Informacja ta miałaby posmak plotki, gdyby służyła li tylko samej sobie. Okaże się jednak, że niedawny życiowy duet łączy tematyka książek- oboje wracają do przeszłości. "Miss Bukaresztu" to nietypowy, trzymający w napięciu kryminał. Pierwszym narratorem, jakiego poznajemy jest Dino Schullerus, mieszkający w Berlinie przesiedleniec z Rumunii. Wyjechał z rodziną dzięki temu, że żona była stuprocentową Niemką- on sam był pierwszym "obcokrajowcem" w rodzinie. Jednak to nie pochodzenie skłoniło go do opuszczenia ojczyzny. Żona postawiła mu warunek- albo ona, albo praca w Securitate. Przeszłość zaczyna mścić się po latach. Dino pracuje w agencji detektywistycznej. Dostaje zlecenie śledzenia niewiernej żony. Okazuje się, że zna ją z Rumunii, że była jego dawną kochanką. Nie tylko z nią sypiał, ale miał zlecenie, by ją szpiegować. Podejrzliwy mąż dostaje dowód zdrady i znika. Nie chce dalszych materiałów, które mogłyby przyczynić się do uzyskania rozwodu. Po kilku dniach okazuje się, że Erica nie żyje! Co się stało? Dino musi stanąć twarzą w twarz z tajemnicami swojej młodości. Coraz częściej wątek kryminalny nie wystarcza, by przyciągnąć wybrednego czytelnika, który w księgarni ma wybór wśród setek tytułów. U Richarda Wagnera bardziej interesujące od samej fabuły jest tło obyczajowe. Dinu, Erika, wszyscy niemal bohaterowie mieli w Rumunii coś wspólnego ze służbami specjalnymi. "Miss Bukaresztu" to także opis funkcjonowania bezpieki- szantaże, matnia niezrozumiałych układów i zależności. To także próba opisania rzeczywistości "królestwa robotników". Nawet ta ocena nie jest jednolita- Wagner prezentuje rozmaite punkty widzenia. Dzięki przewrotowi w latach czterdziestych dziadek bohatera z pastucha analfabety stał się wójtem; panienka z dobrego inteligenckiego domu musiała odpracowywać swoje "niezdrowe pochodzenie"… "Miss Bukaresztu" to opowieść wielopoziomowa. Jeden z poziomów to oczywiście intryga i próba rozwikłania tajemnicy śmierci pięknej kobiety. Jednak są i inne. Wagner umiejętnie połączył historię rodzinnego konfliktu pokoleń i sytuacji emigranta. Dinu powtarza sobie: "Zachowuj się tak, jakbyś się nie wyróżniał negatywnie wśród tubylców. Imigrant, któremu się udało, nie może przesadzać." Na dworcu od lat zaopatruje się w prasę z ojczyzny, wciąż kibicuje temu samemu lokalnemu klubowi i żyje w przeświadczeniu, że w Rumunii wszystko byłoby inaczej. Wyobraża sobie tamten świat- jego dzieci miałyby dla niego większy szacunek, byłby u siebie. Czy byłoby lepiej? A może tęskni tylko dlatego, że obiekt jego marzeń jest nieosiągalny? Książka zachwyca przede wszystkim misterną i pomysłową konstrukcją. Można ją zarysować w kilku słowach: Dinu pisze książkę o swoich poszukiwaniach, wysyła ją do człowieka, który zna jego i znał Erikę. Rumuński literat dysydent czyta maszynopis, opowiada własne przeżycia, potem książka trafia do młodego chłopca, który uczestniczył w jego kursie dla pisarzy. Okazuje się, że jest on synem Dinu. Każdy z bohaterów patrzy na zabójstwo Eriki i własną oraz narodową przeszłość zgoła odmiennie. Każdy z tego tria posługuje się odmiennym, wyrazistym stylem. "Miss Bukaresztu" to nie tylko kryminał, który zadowoli nawet tych, którzy za gatunkiem nie przepadają. To także opowieść o rozliczeniu się z historią i analiza ostatniego półwiecza dziejów Rumunii. -
- Kilka nocy poza domem
- Tomasz Piątek
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-26
Co kryje prawda?
Nie ruszając się z domowego zacisza, postanowiłam spędzić "Kilka nocy poza domem" z Tomaszem Piątkiem. Udało się- byłam zaintrygowana, byłam nieco przerażona, a także zachwycona książką i intrygą, w jaką pisarz wciąga czytelnika. Kilka nocy poza domem spędził także Maciej Niwiński, dziennikarz dużej i liczącej się gazety, kiedy postanowił rozwikłać serię niewyjaśnionych przestępstw. Za pośrednictwem Sieci zbiera materiały do swoich reportaży i artykułów. Dotychczas był po prostu jednym z wielu dostarczycieli sensacji, którzy gdy pisali o najbardziej krwawych mordach, sprowadzali na czytelników prasy błogi spokój, że tym razem trafiło na kogoś innego… Maciej postanawia zbadać kilka ze spraw: w stolicy giną pary nastolatków, jego przyjaciel- kontrowersyjny i ekscentryczny muzyk zostaje zamordowany. To dopiero początek! Każde ze zdarzeń, na przykład, pomysł rosyjskiej telewizji na prawdziwe hardcorowy reality-show na morzu, każdy detal uzupełnia znane już informacje, gmatwa i mami. W redakcji wielkiego dziennika pracuje się zgodnie z zasadą "life is brutal"- jesteś niewystarczająco wytrzymały, nie masz znajomości, najszybszych wieści i pewnej bezwzględności, stoisz na przegranej pozycji. Dziennikarze muszą zapomnieć o swoich uczuciach, względach prywatnych i etycznych, by poświęcić się swojej pracy do granic ludzkich możliwości. Ludzie mediów czasami płacą wysoką cenę, ale uznają, że warto. Źródła informacji nie do końca są czyste, interesy i układy są niezdrowe, podobnie rywalizacja o ostrzejszy temat na pierwszą stronę. Oprócz tego Tomasz Piątek pisze o pokoleniu trzydziestolatków: zmęczonych, zniechęconych i mimo pozornego sukcesu pokrzywdzonych przez los. "Kilka nocy poza domem" to kryminalny thriller. Kontrola ludzkich umysłów i destylowanie z nich zła absolutnego. Finisz jest jak wyjęty z programu "Nie do wiary" czy serialu "Czynnik PSI"- ale wychodzi to książce na dobre. Zmyślna fabuła przyspieszy akcję serca, przyprawi o zawroty głowy swoim wyrafinowaniem, doprowadzi do mdłości obowiązkową dawką obrzydliwości, każe rozglądać się nerwowo- na podobne wrażenia, co zrozumieją, docierając do miejsca, w którym mroki intrygi rozpoczną się rozwidniać, szczególnie narażeni będą wszyscy internauci… Spotkajmy się poza domem, może na Bagnach? --- -
- Bagno
- Tomasz Piątek
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-26
Po śmierci zmarli udali się na bagna (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Jest taki profesor od baśni i pieśni. Wszystkie zbadał, przeanalizował i udowodnił, że pierwotni Polacy czy tam Słowianie- jakbyś nie nazywał tego, co wtedy tutaj mieszkało- wierzyli, że po śmierci zmarli odchodzą na bagna." Tomasz Piątek z książki na książkę staje się pisarzem coraz lepszym. "Bagno" czyli już czwarty tytuł w dorobku tego lingwisty to niepokojąca, lekko drwiąca, określona celnymi spostrzeżeniami powieść, trochę kryminał dygresyjny z historycznymi ciągotami, trochę thriller, który sprawi, że czytelnik nie zazna spokoju, zanim nie dowie się, kto stoi za makabrycznymi zbrodniami. "(…)wierzyli, że po śmierci zmarli odchodzą na bagna." Ale przecież ci, którzy ostatnie tchnienie wydali właśnie na bagnach, nie musieli nigdzie odchodzić. Było ich całe mnóstwo. Pierwszy znaleziony został dostawca pizzy, student architektury. Powodem mogły być pieniądze, które miał przy sobie. Kolejny to zdolny informatyk, którego śmierć tłumaczyć można byłoby zapotrzebowaniem na legendę tragicznie zmarłego geniusza. Ale im więcej ofiar, więcej możliwości, tym sprawa staje się bardziej zagmatwana. Otchłań wciągnęła jeszcze starszego pana z jamnikiem na smyczy… umarli odeszli na bagna. Głównym bohaterek powieści, pierwszym narratorem jest architekt. Osiągnąwszy sukces, rozprawiwszy się z alkoholowym problemem i odnalazłszy Boga, może uznać się za człowieka spełnionego. Wolny czas spędza spacerując po podmokłym terenie mieszczącym się w Warszawie. Bagna to symbol zła, nad którym nie można zapanować. Na tej ziemi niczyjej zbudowany został kościół, który zaprojektował nasz narrator, monstrualnej wielkości świątynia w kształcie łodzi. To właśnie jej projektant odkrył pierwsze zwłoki. Na własną rękę prowadzi śledztwo- teren, który uznaje za bezpieczny zmniejsza się coraz bardziej. Koktajl, jaki składa się na intrygę jest bardzo zróżnicowany- religia (katolicyzm, masoneria, pogaństwo), świat reklamy (jak, mimo że może stać się to niebezpieczne, przyciągnąć klientów i zorganizować ciekawą promocję), rozważania etyczno-moralne, poczucie humoru oraz nieco obrzydliwości… Tropy prowadzą do najstarszego warszawskiego kościoła, którego piętrowe podziemia mogły być miejscem kultu koziołka… Wszystko jest tajemnicze i mroczne. Ta powieść ma wiele wspólnego z wcześniejszym dziełem Tomasza Piątka, zatytułowanym "Kilka nocy poza domem". Chociażby pomysł z niezwykłą grą związaną z promocją pewnego napoju powinien być znany czytelnikom tamtego tytułu, podobnie jak religijno-światpoglądowy pasztet, w którym nurzają się co niektóre z postaci. Zauważyć też można, że postać centralna każdej jego dotychczasowej książki miała problemy z jedzeniem. "Bagno" to trzy historie. Pierwsza- budowniczy ekscentrycznego kościoła. Druga- sen szaleńca. Trzecia łączy je w całość- poruszającą i zakasującą. Tomasz Piątek potrafi budować niepokojący nastrój, umie utrzymać czytelnika w napięciu i sprawnie każe mu cały umysł zaprzątać intrygą. Powiedzieć, że "Bagno" wciąga, to banał… powiedzieć, że jest grząskie, nieco obrzydliwe, niebezpieczne - też. Jednak to najszczersza prawda. -
- Heroina (pocket)
- Tomasz Piątek
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-26
Uwaga!!! (rodzice, brońcie swoje dzieci) Tomasz P. uzależnia. Przytomność, czy przyjemność- oto jest pytanie.
"Heroina" Tomasza Piątka, przyznam się szczerze, trafiła do mnie dopiero przy drugim czytaniu, uzależniając mnie na dobre od książek jego autorstwa. Nie pomoże tu żaden odwyk. A kiedy będę już znużona i wyczerpana fizycznie, wtedy napiszę książkę i dam jej tytuł "Tomasz P. i jego powieści"-, bo od kilku dni zbyt dużo czasu spędzam, zastanawiając się nad obrzydliwościami fabuł z kolejnych książek, nad Madame Heroiną… Tak, bo opowieść o tym, jak pewien lingwista stał się pisarzem, który nawet w telewizji mówi, że będzie mógł niedługo utrzymywać się tylko z pisania, opowieść tę należałoby rozpocząć od "Heroiny". "Utrata porcji dymu to jak utrata ręki albo nogi, albo coś jeszcze gorszego. Różnica między absolutnym, a prawie absolutnym szczęściem jest naprawdę ogromna." Opowieść o tej powieści zacząć wypada tradycyjnie: Tomasz- bohater powieści, którego wielu zgodnie z sugestiami autora utożsamia z nim samym- nie był ćpunem romantycznym, hipisowsko-woodstockowym. Nasz bohater był człowiekiem sukcesu- wymyślił nową dziedzinę nauki i do tego umiejętnie sprzedawał ją w mediach. Ćpał tylko w dni wolne od pracy i potrafił nawracać na drogę wolną od heroiny swoich znajomych, ale nie siebie samego. Można by zacząć w inny sposób: Główną rolę w tym, jak to się mówi, oszałamiającym debiucie, porywającym odkryciu powierzono nikomu innemu jak… zaraz, zaraz… na drugim planie chowa się pan Tomasz, a przed nim… tak, tak! Główną heroiną tej książki jest "Heroina"! W debiutanckim tytule nie ma wstrząsających opisów agonii, nie ma w niej drastycznych scen. Jest za to obraz szczęścia człowieka zaćpanego, tego "jak mu dobrze, jak radośnie, bo ma Herę". Uzależniony widzi tylko plusy swego zachowania. "Ćpać z gówniarzem, a potem go nawracać, wspomagać jego matkę w karaniu, a potem fizycznie ją pocieszać." "Heroina" doskonale obrazuje jak wysoki jest poziom zakłamania i obłudy u narkomanów, mimo że sami tego nie kontrolują. Swoim ciałem i umysłem nie żądzą sami. Władczynią jest Ona. Królowa nocy i cesarzowa potępionych, obiecująca euforyczne stany i pełnię szczęścia na kredyt. Zapłacić przyjdzie później, nawet gdy ćpa się tylko w dni wolne od pracy, tak jak czynił to Tomasz. "Heroina"- powieść rozliczeniowa, dzięki której ci, którzy chełpić się mogą tym, że nie mają pojęcia, jak używać białka, dowiedzą się kilku rzeczy. Nie jest to, na szczęście, kurs obsługi, ale rozjaśni mrok ignorantom, którzy powinni być dumni ze swojej w tej kwestii niewiedzy. To także fajerwerk dowcipu i dowód literackiego talentu. Przy ilu książkach dotyczących poważnego tematu uzależnień czytelnik śmiał się głośno i co kilka chwil? Świetnie się bawiłam! Dobranoc państwu, Madame H. zeszła już ze sceny… -
- Kolekcja namiętności
- Natalia Śniadanko
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-26
Czytanie - jedna z namiętności (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ze wszystkich ukraińskich prozaików wydawanych u nas ostatnio Natalka Śniadanko proponuje czytelnikowi twórczość najprzyjemniejszą, dziewczęcą i soczytą. Autorka jest dziennikarką i tłumaczką. Bohaterka powieści, kolekcjonerka przeżyć to młoda dziewczyna- Ołesia Podwieczorkówna. Atrakcyjna na tyle, iż koleżanki z klasy z radością przyjmują jej długie spódnice. Czytająca wystarczająco, by dochrapać się zakazu czytania od okulistki. Sympatyczna w tej mierze, która nie pozwoliła jej narzekać na brak męskiego zainteresowania. Mimo to, jej pierwsza miłość musiała być nieszczęśliwa- nie dość, że za obiekt swoich uczuć wybrała takiego chłopca, że do żywionego ku niemu afektu nie mogłaby się przyznać publicznie bez kompromitacji, to on nie reagował na jej listy! Potem było już tylko lepiej - Witia, Żenia, Witalik… A w środku tego korowodu oczywiście Ołesia. Bystra, złośliwa i nieodparcie pociągająca. Gdyby "Kolekcja namiętności" była tylko swojego rodzaju pamiętnikiem z okresu dojrzewania i wyznaniem na temat pierwszych miłości, utonęłaby w powodzi podobnych książek. Bronią ją przede wszystkim poczucie humoru, celne spostrzeżenia i barwny język. Nie bez znaczenia jest środowisko, w którym dorasta Ołesia. Ukraina, stanowiąca część ZSRR znajdowała się, o czym nikomu przypominać nie trzeba, za żelazną kurtyną. Cóż z tego, że młodzieżowy tygodnik rozpoczął przedrukowywanie popularnej na Zachodzie książki o nastolatkach, skoro mentalność i obyczaje Ukrainy nie pozwalały na stosowanie rad w praktyce, o seksie przedmałżeńskim myślano niechętnie, prezerwatywy krajowej produkcji były słabej jakości… Matka bohaterki na jej pytania o golenie nóg i pierwszy stanik odpowiadała niezmiennie, że o "takich" rzeczach myślą tylko kobiety lekkich obyczajów. Kontrast pomiędzy słowiańskim duchem, a chociażby niemieckim Ordungiem (choć to podejście stereotypowe) Ołesia miała okazję zanotować przy swoim wyjeździe do Niemiec i dzięki kontaktom z mieszkańcami, szczególnie jednym, który usilnie obstawał za emancypacją. "Kolekcja namiętności" to także opowieść o międzypokoleniowych konfliktach i rozdźwięku między oczekiwaniami rodziców, a własnymi planami i sposobach przechytrzenia własnych opiekunów. Skoro namiętności, to musi być też ich źródło- to książka o mężczyznach! Ciekawą kwestią, związaną z podkreślonym już miejscem akcji jest kwestia ponownej ukrainizacji poradzieckiej republiki. Do czasu przemian i rozpadu ZSRR językiem urzędowym był rosyjski, ukraiński zepchnięty został na drugi plan. Potem pojawiła się potrzeba nauki tego języka, społeczny popyt na ukraińskość, a kierunek studiów wybrany przez Ołesię stał się niezwykle popularny. Konserwatyści oskarżyli Natalkę Śniadanko o to, że w swojej książce uprawia ona pornografię. Myślałam, że na podobny zarzut trzeba sobie zasłużyć czymś więcej niż to zaprezentowane zostało w "Kolekcji namiętności". Wydaje mi się, że by ferować wyroki potrzeba czegoś więcej niż… (To chyba najbardziej zapadający w pamięć fragment dotyczący seksu?)… niż sceny, w której bohaterka w trakcie pierwszego zbliżenia (piszę to z pewną drwiną) traci dziewictwo przy pomocy śrubokręta trzymanego przez partnera? Zaraz po tym, dodajmy, nastąpiło skonsumowanie związku w bardziej tradycyjny sposób. W temacie, użyjmy naukowego określenia, defloracji bohaterowie mieli sobą dość długie podchody i dyskusje. Natalka Śniadanko pisze o tym, że chciałaby (to słowa bohaterki, ale myślę, że można je też przypisać autorce), by Ukraina nie była kojarzona tylko z Czarnobylem, ale i pięknem Galicji. Bez obaw- dla czytelników z pewnością będzie ojczyzną Natalki Ś. i Andrieja Kurkowa ("Kryptonim pingwin"). Powieść kończy się dodatkiem na temat instrukcji obchodzenia się z panną galicjanką. Zabawny hołd złożony tym kobietom - prawie hagiograficzny, doprawiony jednak nutą ironii sprawia, o mieszkankach Lwowa myśleć będę tylko ciepło i serdecznie. Tak jak o Ołesi Podwieczorek i Natalce Śniadanko… -
- Niedzielna cisza
- Gina B. Nahai
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-12
Wybór między wiarą a miłością
"Posłuchaj… Opowiem ci historię, której łatwo nie zapomnisz. Nie zamkniesz na nią uszu, nie zaprzeczysz jej, nie odwrócisz się, by pozostawić ją na moich wargach, w mych dłoniach." Prawda to, bo ktoś, kto przeczyta choć jedną z książek sygnowanych przez Ginę B. Nahai z całą pewnością nigdy nie zapomni tej szczypty orientu w opowieści, tej atmosfery, jak gdyby przez cały czas wiał wiatr ze wschodu, niosąc za sobą piasek, po którym stąpała Szeherezada. "Niedzielna cisza' - bohaterami tej niezwykłej książki, w której zakochać można się już od okładki- jest dwoje młodych ludzi. Losy Adama i Blue zostały splecione jeszcze przed ich urodzeniem. Pełne żaru i namiętności postacie powołały ich do życia i zostawiły- czy mieli możliwość wyboru? A może nie mogli zmienić biegu wyznaczonej na początku świata historii? Adam wychował się w domu dziecka- nieprzyjemnym zakładzie, w którym zostawiła go matka. Będąc młodą dziewczyna uwiodła męża swojej rodzicielki, Małego Sama Jenkinsa i urodziła jego syna. Tajemniczy Profesor przywiózł sobie z dalekiego kraju żonę - Blue. Mężczyzna był wyznawcą Małego Sama, pastora lokalnej sekty, która poddawała się działaniu Ducha Świętego. Gotowi byli wystawiać się na ukąszenia węży, zadawać rany i pić silne trucizny- wszystko w imię wiary. Adam (dziennikarz od lat relacjonujący jeden z bliskowschodnich konfliktów) wraca do rodzinnej - nigdy nie miał prawdziwej rodziny- osady w Appalachach. Przygnała go ciekawość, dlaczego umarł Mały Sam. Złe języki oskarżają o jego śmierć właśnie Blue- kobietę, która wyglądała tak, jakby w wieku trzech lat wymyśliła siebie (piękny opis zaczerpnięty z powieści). Nie mają wyboru- fatum, magnetyzm, czy po prostu fatalne zauroczenie pcha ich ku sobie. Niezwykle interesujący jest opis życia radykalnych chrześcijan z ich oddaniem i bezgranicznym zaufaniem wobec Boga. "Niedzielna cisza" to znakomite połączenie sagi rodzinnej o zabarwieniu metafizycznym z umieszczoną w niezwykłych sceneriach opowieścią o wciąż aktualnych dylematach wyboru między wiarą a miłością, obowiązkiem, a odejściem od niego. Gina Barkhordar Nahai to lżejsza wersja prozy G.G. Marqueza w wydaniu wybitnie kobiecym. -
- Maigret i trup bez głowy
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-01
Szukamy sprawcy- nie mamy ciała!
"W kanale Saint-Martin znajdowano zwłoki dość regularnie, prawie zawsze w następstwie ruchu śruby napędowej barki. Najczęściej wyławiano je w całości i czasami były to ciała mężczyzn (…) Poćwiartowane zwłoki również nie należały do rzadkości; wyławiano je średnio dwa do trzech razy w roku. Zawsze jednak, jak daleko sięgał pamięcią brygadier Depoil, były to ciała kobiet." Przypadek, z którym tym razem przyszło się zmierzyć inspektorowi Maigretowi był nietypowy. Z kanału wyłowiono tylko rękę, która zablokowała barkę braci Naud, którą mieli przetransportować węgiel. Ręka była bezspornie męska, ale brakowało pozostałych części ciała. Na miejsce zbrodni wezwano najsłynniejszego francuskiego policjanta- bystry i inteligentny komisarz Maigret musiał rozwiązać tę sprawę. Jak tu jednak szukać przestępcy, skoro nie ma ciała? Jak zidentyfikować zwłoki, którym brakuje głowy? Największy miłośnik palenia fajki pod francuskim niebem nie z takimi już sobie radził zagadkami. Bada wszystkie możliwości i zaczyna przeprowadzać długie przesłuchania… Oczywiście uwieńczone sukcesem. Na początek za obiekt swoich dociekań wybiera sobie właścicielkę nadbrzeżnego lokalu, która oprócz męża obdziela hojnie swoimi względami licznych kochanków. "Maigret i trup bez głowy" Georgesa Simenona to jedna z ponad stu książeczek i opowiadań kryminalnych, które łączy tytułowa postać. Maigret - dociekliwy i opanowany. Raczej pracowity niż genialny. Przy każdym śledztwie pije inny trunek- tym razem białe wino. Maigret po raz pierwszy pojawił się w tekście "Maigret i Goście z Europy Wschodniej". Był jeszcze bohaterem książek "Maigret i kabaret", "Wariatka Maigreta". Powieści i powiastki, w których się pojawia nie należą do obszernych. Niemniej jednak klucze do intrygi nie są czytelnikowi podane od razu i rozwiązanie zagadki nie jest wcale łatwe. Warto go poznać, nawet jeśli nie jest się fanem kryminału- wszak to klasyka gatunku, a sam Maigret równać się może z Herculesem Poirot i Sherlockiem Holmesem. -
- Proza 2 Utwory zebrane
- Tadeusz Różewicz
- (towar niedostępny)
karolina rodzaj 2004-07-01
Drugi z dwunastu (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Drugi z zaplanowanej na dwanaście tomów edycji dzieł zebranych Tadeusza Rózewicza obejmuje kolejne jego utwory prozatorskie. Na książkę złożyły się opowiadania i reportaże, a także teksty na pograniczu obu gatunków. Zróżnicowana jest długość utworów- od liczących ponad sto stron mini powieści, przez opowiadania, po miniatury literackie. Książkę rozpoczyna "MAŁA CÓRECZKA". Ojciec- z pewnością już wiekowy - opowiada o swojej córce. Będąca oczkiem w głowie dziewczyna wyjechała na studia do wielkiego miasta i zaczęła tracić kontakt z otoczeniem, rodziną. Jej świat był obcy dla mężczyzny, który postanowił do niej przyjechać na święta. Nie była już tym samym dzieckiem, któremu czytał "Pana Tadeusza", istnieje dla niej jakiś Harry, jakiś Żorż. Nie ma ojca. Pisze: "Przeczuwałem, że mnie to spotka. To musiało na mnie czekać w ukryciu. To wszystko, co wam opowiem, już się stało. Nie mam dziecka. Nie mam mojej córeczki. Nie ma jej na świecie. Tak jakby nigdy nie było." Po tym smutnym opowiadaniu przychodzi czas na "ŚMIERĆ W STARYCH DEKORACJACH". Bohater tekstu leci do Rzymu. Chce spędzić czas- tak w podróży, w czasie wiedeńskiej przesiadki, jak i na miejscu podróży- na rozmyślaniach o kulturze, literaturze. Chce obserwować i kontemplować, ale przeszkadza mu w tym pan Jadzik- współpasażer. "DREWNIANY KARABIN" i "DZIENNIK Z PARTYZANTKI" to wspomnieniowe teksty autobiograficzne. W pierwszym z nich poznajemy Tadeusza Różewicza w czasach, gdy pracował jako urzędnik w czasie wojny. To opowieść o Niemcach i ich tragediach. Tytułu drugiego nie trzeba wyjaśniać. Uderza w tym tekście kilka myśli, podobnych w wymowie do poglądów prezentowanych przez Ericha Marię Remarque'a w "Na zachodzie bez zmian". "STARE MŁODE SERCE" to wzruszająca miniatura, której technika jest bliska strumieniowi świadomości. "NAPIWEK" to rzecz o różnicach między Wschodem a Zachodem. "CMENTARZYK OKRESU MAŁEJ STABILIZACJI" to taki obrazek, który może kogoś poruszyć. "NAWET BYDLĄTKO"- zaprawiony ironią obraz z Krakowa, który ma jednak dużo szerszą, a niżeli tylko galicyjską, czy tylko polską wymowę. W "KARTCE Z WCZASÓW" i "STRAHOVSKIM KAMIENIOŁOMIE" powraca postać Franza Kafki. Pierwszy z nich to wyraźny hołd złożony pisarzowi. W kolejnym tematem są uczucia, których miejsce nie powinno być tylko w postscriptum. "SEN KWIATU, SERCE SMOKA" to fragmenty szanghajskiego reportażu- bardzo kolorowego i tętniącego życiem. Nie wymieniłam tu wszystkich dziewiętnastu tekstów, wspomniałam, to prawo recenzji, o tych, które poruszyły mnie najmocniej. W takim razie nie powinnam zapomnieć o "PRZED SEZONEM I PO SEZONIE"- dom pracy twórczej zamieszkuje jeden człowiek. Nie ma sezonu. Spokój pisarza mąci świadomość, że wkrótce przybędzie jeszcze jeden lokator, a on potrzebuje ciszy, by napisać powieść swojego życia.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













