Fuine

Czepiam się. To moja specjalność.
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 218
-
- Chudszy
- Stephen King
- cena: 25,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Fuine 2012-01-08
Bachman kontra King - decydujące starcie
Do sprawy powyższych nazwisk powracając za chwile, rozpocznę może z drugiego końca... Trójka to chyba najbardziej niesprawiedliwa ocena na świecie. Z jednej strony uwzględnia dostateczny wysiłek autora w dzieło, z drugiej wyraźnie daje mu do zrozumienia, że nie popisał się na miarę swoich możliwości. I takie właśnie uczucie towarzyszyło mi podczas całej lektury “Chudszego”. Książka to niewątpliwie ciekawa, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że dobrze się stało, że mroczne alter ego Kinga odeszło w niebyt za sprawą rozległego “raka pseudonimu”. Podobnie jak w “Mrocznej połowie” i “Wielkim marszu” brutalna strona ludzkiej natury przejawia się w “Chudszym” w o wiele bardziej złowrogi sposób niż w tzw. klasycznych kingowych horrorach. Fascynacja przeplatająca się z – szczególnie pod koniec książki – niemal fizycznym obrzydzeniem jest podstawą historii Williama Hallecka. Historii jakże prostej: chwila dekoncentracji podczas jazdy samochodem, nieuważna kobieta na jezdni, śmiertelny wypadek i praktyczny brak zasądzonej kary. Od tej chwili jednak ścieżki życia naszego bohatera zostają nierozłącznie splecione z mackami cygańskiej klątwy, która potężnej postury prawnika zmienia szybko w cień zdesperowanego szaleńca, nierozumianego przez żonę, lekarza i specjalistów z ośrodka psychiatrycznego. Opowieść z początku snuta powoli wymaga od czytelnika pewnej dozy “kredytu zainteresowania”, następnie wybucha spektakularnie (w tym miejscu przyznam, że byłam skłonna dać jej mocną czwórkę), pod koniec jednak powracając do bachmanowskiego stylu, bez nadziei, sympatii i oczyszczenia, pozostawia po sobie tylko ciarki wędrujące po plecach. I stąd moja trójka oceny dla “Chudszego” i utwierdzone już przekonanie, że mroczna połowa Kinga jest zbyt demoniczna, klinicznie umysłowo chora, nawet dla tak wiernej czytelniczki Króla za jaką się uważam. Odłóżmy więc “Chudszego” na tę samą półkę, gdzie spoczywają podręczniki na temat anoreksji, rozprawki o Drakuli i analizy dokonań seryjnych morderców. Wśród tych tematów będzie się czuła z pewnością doskonale, a ja pewnie jeszcze długo ostrożnie podchodzić będę do tarty truskawkowej. Mojej ulubionej... Niestety. -
- Cycero
- Robert Harris
- cena: 21,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Fuine 2011-12-11
Porywające studium władzy
Na ostatniej stronie Robert Harris tak pisze o swej najnowszej powieści: "większość zdarzeń, które [książka] opisuje rzeczywiście zaistniało; pozostałe mogły się wydarzyć; a żadne, mam nadzieję, nie przeszło do historii jako nie mające miejsca." I mając na uwadze powyższe zastrzeżenie autora, który wśród historii różnych krajów czuje się najwyraźniej jak ryba w wodzie – czego dowodzą "Vaterland" czy "Archangielsk" – mogę jedynie chylić czoła przed "Cycero". Pomimo że w klasyfikacji ludzkości na osoby zafascynowane historią starożytną i takie, które jedynie przyjmują do wiadomości (bez specjalnego zainteresowania) jej istnienie, należę do drugiej z tych grup, Robert Harris dwa razy z rzędu spłatał mi czytelniczego figla. Pierwszy raz przy okazji wspomnianej już wyżej "Pompeii", fascynującej relacji z dni poprzedzających jedną z największych naturalnych katastrof w Europie, drugi raz teraz, za sprawą " Cycero". Rzadko, i to podkreślam, naprawdę rzadko zdarza mi się zostać tak błyskawicznie porwaną w wir wydarzeń, jak przy okazji pamiętnikarskiej relacji Tiro z życia Cycerona. Wyważone słowa niewolnika cum sekretarza (oraz skromnego twórcy sztuki stenografii) w zestawieniu z gwałtownością wydarzeń historycznych, w których miał swój udział, przedstawiają czytelnikowi obraz Rzymu, jakiego nie znamy. Cycerona, którego ludzkiej naturze nie mieliśmy do tej pory okazji się przyjrzeć. " Cycero" to więc nie biografia słynnego mówcy i filozofa, lecz porywająca, fascynująca, unikalna rozprawa o władzy. Tak, władzy, bo imperium nie odnosi się do Cesarstwa (jakkolwiek butny nie byłby gromowładny orzeł z okładki), a Władzy. Przez duże W, władzy nad życiem i śmiercią, władzy politycznej, nadanej przez Państwo swemu Obywatelowi... Do takiej władzy dąży Cyceron, człowiek znikąd, pogardzany przez arystokrację, nienawidzony przez sądowych oponentów. Dąży do niej znikąd, z pozycji zero. I zwycięża. Po drodze erudycją pokonując siłę, elokwencją korupcję, a wraz z nim – oraz Tiro – my, czytelnicy, zaglądamy w podcienia rzymskich willi wprost w najciemniejsze intrygi Pompejusza, Kataliny i samego Juliusza Cezara. Jeśli wydawało się Wam kiedyś, że historia jest nudna i mdła, już pierwszy rozdział " Cycero" zada temu kłam. I po skończeniu książki, pewnie wołać będziecie jak i ja teraz: więcej TAKIEJ historii prosimy, panie Harris! Więcej! -
- Spisek
- Robert Harris
- cena: 34,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Fuine 2011-12-11
Ostatnie dni Republiki czyli jak hartowała się (cesarska) stal
O ile tematem "Imperium" (pierwszej części rzymskiej trylogii Harrisa, po polsku nie wiadomo w sumie dlaczego zatytułowanej "Cyceron", mimo że oryginalny tytuł pasowałby o wiele lepiej) było dojście Cycerona z "prostego ludu" do władzy, tak "Spisek" (w oryginale „Lustrum” czyli pięcioletni czas rządów) w pełni o owej władzy stanowi. I żałować tylko mogę, że za moich szkolnych lat niniejsza powieść nie spłynęła jeszcze z imponującej wyobraźni autora na papier, bo niechybnie zakochałabym się w Cyceronie na umór i do szczętu, co przełożyłoby się niewątpliwie na lepsze oceny z historii starożytnej. No, ale taki to już charakter Roberta Harrisa, że wplątana w fikcyjne wątki historia w jego książkach - czy jest to zagłada Pompejów, zagadka Enigmy, progenitura Stalina czy alternatywny obraz Europy po II Wojnie Światowej - nawet największym klasowym osiołkom w pamięć zdolna by była zapaść. Ale abstrahując od dywagacji szkolnych i skupiając na "Spisku", mogę tylko powiedzieć, że generalnie słów mi brak... Rzadko się to, szanowni państwo, zdarza, ale jeszcze rzadziej trafia mi w ręce książka taka jak ta, gdzie z każdą kartką ożywa historia Rzymu. Papierowe do tej pory postacie otrzymują serca i umysły, mgliście zapamiętane z podręczników wydarzenia nagle rozbrzmiewają szczękiem mieczy i oburzonymi głosami Senatu. Zapoznany już wcześniej z procesu Verresa Cyceron na naszych oczach doznaje przeobrażenia: z filozoficznego ideału i sądowego podium zstępuje polityk, wykluwa mąż stanu, a następnie Ojciec Narodu. Dzięki wspomnieniom Tiro, wiernego sekretarza, śledzimy niecodzienne losy fascynującej postaci. Jakże przydałoby się ten żywot Cycerona dać do przeczytania naszym politykom, nieważne jakiej maści! Ku rozwadze i przestrodze, bo jak trafnie oddaje książkowa zajawka: zaślepiony ambicją i zachłyśnięty władzą Cyceron z obrońcy Republiki staje się jej wyrzutkiem. Zgładzony przez Rzym... A może przez Cezara o bezlitosnych oczach i boskich ambicjach? Przez psychopatyczne knowania Katyliny? Tchórzostwo Pompejusza? Chciwość Krassusa? Czy też własne błędne decyzje, podjęte przecież dla ratowania kraju? Zamykając "Spisek" staram się odpowiedzieć sobie na to pytanie. I czekam... Czekam na część trzecią tej wspaniałej opowieści, otwierającej przed nami bramy i opłotki dawnego Rzymu, wiedząc już z podręcznika, co nastąpi (dlaczego, Marku Antoniuszu? dlaczego?!), ale chcąc przeczytać to spod pióra Roberta Harrisa. Mistrza historii wszelakiej. -
- Theodore Boone. Uprowadzenie
- John Grisham
- cena: 27,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Fuine 2011-12-11
Huśtawka wrażeń, plejada nastrojów
Przeczytawszy z przyjemnością, może nie bezgraniczną, ale sporą na pewno, pierwszą część przygód Theo Boone, najmłodszego prawnika w historii Stanów Zjednoczonych a la John Grisham, zauważam ze smutkiem, że albo część druga wytraciła impet narracyjny pierwowzoru, albo też powinnam w końcu pogodzić się z faktem, że obie książki skierowane są do czytelnika o wiele młodszego niż moi. Podczas lektury a to styl wydawał mi się zbyt uproszczony, to znów raziło moralizatorstwo autora, dydaktyczne wstawki dla mniej więcej dziesięciolatków kuły w oczy itp. A jednak... przeczytałam "Uprowadzenie" od samego dynamicznego niczym fesjbukowa ściana początku do rozlazłego końca, czasem marudząc pod nosem, czasem potakując z sympatią, i kiedy ukaże się na rynku "Theo Boone nr 3" z pewnością sięgnę po niego także. Bo mimo uproszczeń i konfliktu oczekiwań z rzeczywistościa, Grisham nawet w wersji "lajt" ma w sobie klasę, której niewielu pisarzy może dorównać. Historia tajemniczego zniknięcia April Finnemore, najlepszej koleżanki głównego bohatera, nie jest majsterszykiem dreszczowca, ale dla czytelników, którzy podchodzą do tej opowiastki we właściwej kolejności (czyli jako do kontynuacji "Młodego prawnika") będzie ona stanowiła miłą lekturę i powrót do znajomych już postaci. W zasadzie powinnam ocenić "Uprowadzenie" na trojkę - jako słabsze od części pierwszej - a jednak nie mogę. Ponieważ nigdzie bardziej niż tutaj właśnie urwisowski charakter Grishama (widoczny przebłyskami np. w "Kliencie") dochodzi do głosu w postaci niezrównanej, niezapomnianej i nie-do-opisania sceny z Sądu dla zwierząt. Papuga zwana Pete kontra Stadnina to kabaret czystej wody i dla tej jedynej sceny warto zapoznać się z przygodami Theo Boone, których kontynuację nie wątpię autor ma w zamyśle, bo przecież proces Petera Duffy wcale się w „Młodym prawniku” nie zakończył. Lepiej więc lub gorzej, opowieść (po)toczy się dalej a ja razem z nią... -
- Klient
- John Grisham
- cena: 38,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Fuine 2011-10-26
Skończona opowieść. Otwarta historia. (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mimo że od stworzenia "Klienta" minęło już sporo lat - książka powstała w 1993 roku, wersja filmowa w rok później - opowieść o Marku Swayu nie straciła nic na aktualności i od lat pozostaje w pierwszej dziesiątce grishamowych bestsellerów. Może dzieje się tak za sprawą młodego wieku bohatera, może popularności filmu, dynamicznej akcji, ciekawej fabuły... a może zwyczajnie dlatego, że John Grisham jak w żadnej innej książce potrafi tą historią wzbudzić w czytelniku szczere, niemal rodzicielskie zaangażowanie umysłu (i serca) w dobro Marka i jego rodziny. Od momentu gdy dwaj nastoletni chłopcy, właściwie dzieci jeszcze, natykają się w lesie na skorumpowanego prawnika ich życie już nigdy nie będzie takie samo. Rozdarty pomiędzy przymusem wyjawienia prawdy i ochroną brata i matki Mark musi w "Kliencie" stanąć przed najważniejszą w swym życiu decyzją. A ma przecież dopiero 11 lat! Splatając skomplikowane losy naszego bohatera z Reggie Love, adwokat upadłą i z dna powstałą na nowo, pisarz zapewnia czytelnikom nie tylko doskonałą lekturę, ale także pasjonujący wgląd w prawny światek południowych stanów Ameryki. Od bufonowatych prawników w stylu Roya Foltrigga i skorumpowanych kreatur a la Clifford, poprzez bezwzględne charaktery pokroju Muldanno i zimnokrwistych agentów FBI dostajemy w prezencie całą gamę niezapomnianych postaci. Także odrobinę humoru, gdyż Mark jest nad wyraz niezwyczajnym chłopcem, oraz kilka łez za sprawą brutalnej bezwzględności prawa. Porównując książkę z filmem należałoby też oddać hołd scenarzystom, którzy opowieść na srebrny ekran przenieśli zdumiewająco dobrze, i pamiętając, że Grisham napisał już thrillerów bez liku, wrócić sobie do starego dobrego "Klienta"... Do Memphis i Nowego Orleanu bez telefonów komórkowych (jeszcze), do dziejów dwojga chłopców, i może spróbować dopisać swoje własne zakończenie? Bo to jedyna rzecz, której mi w powieści zabrakło: definitywnego końca życiorysów poznanych podczas lektury postaci. I tych złych, i tych najlepszych. A już Marka szczególnie! -
- Theodore Boone. Młody prawnik
- John Grisham
- cena: 27,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Fuine 2011-10-26
Cudowne dziecko palestry albo Grisham w wersji lajt (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Theodore Boone" jest książką godną polecenia z kilku powodów, głównie jednak ze względu na fakt, że autor do tej pory znany z "dorosłych" i zwykle skomplikowanych thrillerów prawniczych nagle zwraca swą uwagę ku czytelnikowi potencjalnemu, młodemu i nowemu czyli nastolatkom. Opowiastka (nie za długa, nie za krótka, tam w sam raz) o przygodach prawnego orlątka w prowincjonalnym amerykańskim miasteczku z pewnością rozpali wyobraźnię dorastającego czytelnika, przesyconego może plejadą wampirów i innych stworów fantastyczno-baśniowych mnożących się na półkach młodzieńczej literatury szybciej niż króliki na wiosnę. Strattenburg, mieścina niezbyt okazała i w annałach stanowych niegodna uwagi, nagle otrzymuje swoje "5 minut" za sprawą procesu o brutalne morderstwo z rabunkiem. Oskarżony (mąż ofiary) oczywiście do winy się nie przyznaje, a prokurator na cienkim lodzie stoi, pozbawiony jakichkolwiek dowodów łączących podejrzanego z miejscem zbrodni. Nic więc dziwnego, że całe miasteczko żyje sprawą a Theo - potomek prawników z dziada pradziada - rozmyśla jak tu wyrwać się ze szkoły na "prywatną sądową wycieczkę". Wszak nie tylko ma w planach szczytną karierę sędziego (lub adwokata... bo Theo co drugi dzień zmienia zdanie w tej materii), ale także z powodzeniem świadczy drobne usługi prawne szkolnym kolegom i koleżankom. Ciekawość jednak czasem na próg piekła doprowadzić może, toteż nasz młody bohater staje nagle przed problemem przerastającym znacznie jego (całe) trzynaście lat. Wskutek braku dowodów mąż zamordowanej kobiety zostanie uniewinniony. Raz uniewinnionego podmiotu nie można - przynajmniej w Stanach – ponownie oskarżyć w tej samej sprawie. Co jednak jeśli istnieje świadek zbrodni?! Świadek, który widział zbyt wiele, wie zbyt dużo, a jednocześnie ma swoje powody, by unikać kontaktu z policją. Theo z rodzicami i wujkiem Ike'm mają nie lada orzech do zgryzienia. Czy uda im się nie połamać sobie zębów? O tym przemilczę, zaś w kwestii książki, która będzie doskonałym prezentem dla gimnazjalisty zainteresowanego trybikami wymiaru sprawiedliwości pozwolę sobie na obronę autora, któremu zarzucono już trywialność, miernotę i płytkość przekazu. Szanowni państwo dorośli, studenci i nastolatkowie (starsi), "Theodore Boone: młody prawnik" powstał dla kilkunastolatków młodszych niż szanowne grono, może więc zamiast w czambuł krytykować pozwólmy wypowiedzieć się zamierzonym odbiorcom niniejszej opowiastki? Bo jakoś mam wrażenie, że Grisham w wersji lajt może im się całkiem spodobać zanim dorosną do poziomu "Raportu Pelikana"! -
- Tajemnica
- Mark Billingham
- cena: 29,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Fuine 2011-10-20
Gdy nie wystarcza już cierni... (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Tajemnica" powinna być prezentowana aplikantom do trudnej sztuki pisania kryminałów jako lektura obowiązkowa podczas pierwszego roku, natychmiast po obwieszczeniu urbi et orbi decyzji odnośnie pójścia w ślady Agathy Christie i jej podobnych. Osobom nie znającym jeszcze Marka Billinghama - coraz częściej nazywanego (czy się to komu podoba, czy nie) "brytyjskim Michaelem Connellym" - radzę jak najszybciej wydłubać z półek księgarskich lub bibliotecznych "Mięczaka" et al. i prześledzić pokrętne ścieżki kariery detektywa inspektora Toma Thorne'a, bo wciągająca to lektura... Albo, i ku czemu okazja niniejszym się nadarza, sięgnąć wpierw po "Tajemnicę" i od tego miejsca rozpocząć przechadzkę po świecie londyńskiego pół- i ćwierć-światka. Przyznam, że sama do tej oto książki podeszłam "z pewną ostrożnością taką", nie bedąc pewna, jak autorowi uda się kryminał pozbawiony mego ulubionego bohatera, ale w miarę lektury bardzo szybko rewidowałam pierwotne uprzedzenia. Billingham po raz kolejny dowiódł, że niewielu pisarzy może się z nim równać i mroczna historia z najgłębszych zakamarków Londynu wciągnęła mnie do reszty i na amen. Historia - co trzeba zaznaczyć - napisana po pierwsze w rzadko spotykanej w kryminale konwencji: z punktu widzenia ofiary, po drugie: z wręcz niewiarygodną dozą realizmu, nie pozostawiającą watpliwości, że środowisko młodocianego gangu zostało przez autora dogłębnie zbadane. Trajektorie pocisków, które splatają ze sobą losy T i Helen Weeks są boleśnie przypadkowe. Dwie kule, dwóch przyjaciół na autobusowym przystanku, dwa samochody wymierzające wyrok... W śmierci Paula i zbliżających się narodzinach jego syna (córki?) odnależć możemy całą bezsilność ofiary - nie tej, która zginęła, ale tej, której przypadło żyć dalej. Helen, uparcie drążąca bezsensowną śmierć partnera, stopniowo odkrywa, że odkrycie jej sensu bynajmniej nie przynosi ulgi. Że podejrzenia, poczucie winy, świadomość błędu bolą jeszcze bardziej, gdy wychodzą na światło dzienne. Rozdartego poczuciem winy T nie potrafi ocalić pewna doza zadośćuczynienia, gdy sprawiedliwość wymierzana jest reką bezprawia. W otmętach książki pojawia się i Thorne, ale jego widmową obecność przyćmiewają zdecydowanie o wiele bardziej wyraziste postacie Franka i małoletnich gangsterów z Lewisham. W zakończeniu "Tajemnicy" nie odnajdziemy też oczekiwanego "happy endu", jedynie może zawrót głowy po tylu nieoczekiwanych zwrotach akcji. Coś się skończy, coś się rozpocznie, pozostaną łzy... -
- Nekromanta. Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela
- Michael Scott
- cena: 43,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Fuine 2011-10-15
Cztery miecze. Jeden cel (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Próba zrecenzowania „Nekromanty” przypomina nieco zamiar opisania pizzy na podstawie plasterka salami. Niby smak i zapach istnieje, jednak bez kompozycji pozostałych składników przedsięwzięcie jest pozbawione sensu. Takimi „składnikami” dla niniejszej książki są poprzednie tomy „Sekretów nieśmiertelnego Nicholasa Flamela” i zakładając, że sięgający po „Nekromantę” czytelnicy doskonale znają już dokonania pary Bliźniąt, dwojga Alchemików i całej plejady bóstw większych i poślednich, nie będę zagłębiać się tu specjalnie w treść poprzestając w zamian na wrażeniu z lektury... Które jak zwykle okazało się fascynujące w największym z możliwych stopniu, i jak poprzednio pozostawiło mnie jako czytelnika w niecierpliwym oczekiwaniu na kolejną odsłonę wydarzeń. A w opowieści robi się już naprawdę gorąco! Knowania Johna Dee stają się coraz bardziej perfidne i egoistyczne, Josh i Sophie zwracają się – zgodnie z przewidywaniami – przeciwko sobie, a linie życia Flamela i Perenelle prawie dobiegły już końca. Michael Scott przeszedł już w swej historii od etapu szokowania nas mitycznymi stworami i koncentruje akcję bardziej na perypetiach bohaterów już „oswojonych” dla oszołomionego barwnością książki czytelnika. Jest to o tyle miłe, że wiele z owych postaci zdążyliśmy już szczerze polubić, a pewne z czarnych charakterów nagle tracą część swej mrocznej natury na rzecz bardziej pozytywnego wizerunku. Nie należy jednak zakładać, że w „Nekromancie”obejdzie się bez niespodzianek, bo znając upodobania autora w tej materii jest jak najbardziej prawdopodobne, że wir wydarzeń podąży w mniej przewidywanym kierunku. Podsumowując (bo kiedyś trzeba), znów za sprawą Scotta trafia nam w ręce lektura pełna informacji, zabawy i pasji, która zadowolić powinna każdego z odbiorców od lat –nastu do –dziestu, o czym niniejszym donosi Wam z poważaniem baba, która także dała się w to wciągnąć, na przekór wszystkiemu co o dorosłości świadczy! -
- Pierwszy śnieg
- Jo Nesbo
- cena: 33,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Fuine 2011-10-15
Kiedy życie każe jechać dalej... (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Listopad. Oslo jak co roku spowite zostaje delikatnym kokonem pierwszego śniegu. A Harry Hole musi znów wymienić wszystkie cztery opony zmęczonego wehikułu swojego równie zmęczonego żywota. Odłożyć bezpowrotnie te oznaczone nazwiskami Ellen Gjelten, Rakel Fauke, Jacka Halvorsen i Bjarne Mollera, pęknięte na wieki, zaginione gdzieś w zaułkach cmentarza kamiennych figur i skamieniałych uczuć i spróbować na nowo ruszyć z miejsca. Z czterdziestką na karku, z nowym biurem, Katrine Bratt uwieszoną na ramieniu i śmiertelną zagadką, która nawet dla zaprawionej w kryminalnych bojach ekipy Gunnara Hagena brzmi jak zimowy horror nastolatka. Bo to nie ośnieżony krajobraz metropolii sprawia, że po plecach bohaterów (oraz czytelnika) od samego początku akcji przechodzi zimny dreszcz. Coś złowrogiego, nieludzkiego, czai się w bałwanie wpatrującym się żużlowymi oczami w oświetlone okna domów, skąd bez śladu i logicznego powodu znikają kobiety... "Pierwszy śnieg" to nawet w już znaczącym dorobku Jo Nesbo zupełnie nowa klasa powieści. W poprzednich książkach morderca, nawet brutalny i do cna przesiąknięty złem, był mimo wszystko pozorem człowieka. Tu, już z pierwszej strony wyziera prymitywny obłąkańczy strach i świadomość, że przekroczona została pewna granica szaleństwa. Nic dziwnego więc, że mieszkańcy Oslo szeptem wymawiają moniker zbrodniarza i że Harry Hole czuje się jak marionetka w rękach genialnego lalkarza ludzkimi losami. Gdyby tylko wiedział w jakim stopniu ktoś pociąga za sznurki jego poczynań! Kilkanaście lat bezkarności, nadludzkie zasoby inwencji i wybitny plan sprawiają, że Bałwan pozostaje nie tylko bezkarny, lecz wręcz z premedytacją przewodzi wydarzeniom. I czyż nie jest to na swój sposób wspaniałe? Dla nas oczywiście. Zagłębionych w lekturę z tą szczególną gorączką umysłu, który w pełni docenia majstersztyk autora. Z mozolnie wydłubywanymi z przeszłości tajemnicami Rafto i zamordowanych kobiet, lekarzami, którzy okazują się doktorami śmierci i celebrytami pragnącymi życia, aż do burzącego wszystkie założenia końca na wieży skoczni Holmenkollen. Niejedno życie zdruzgotane zostaje w tej powieści i niejedna noc zostanie za jej sprawą zarwana. Ale przecież właśnie na tym polega klasa wspaniałego kryminału i prawdziwego twórcy. Jo Nesbo był już nieźle obiecujący, dobry i coraz lepszy. Niniejszym, za sprawą „Pierwszego śniegu” ogłaszam, że stał się WIELKI! -
- Trzeci klucz
- Jo Nesbo
- (towar niedostępny)
Fuine 2011-10-15
Cygańska zemsta w śmierci godzinie
Druga część tzw. “trylogii z Oslo” pozostawiła mnie w stanie pełnego oszołomienia, co zważywszy na liczbę przeczytanych już kryminałów (które były, są i zapewne na wieki będą moim ulubionym gatunkiem literackim), zdarza się wyjątkowo rzadko... No ale też nieczęsto trafia się w literaturze pisarz taki jak Jo Nesbo, posiadający nadludzką wręcz umiejętność żonglowania całą garścią wątków aż do oczyszczającego finału, który jeszcze w ostatnim momencie postawi z pozoru rozwikłaną akcję do góry nogami. Przekonałam się już o tym podczas lektury “Czerwonego gardła”, ale “Trzeci klucz” przerasta nawet tamto doświadczenie o głowę. Harry Hole, postać od pierwszego kopa w neonazistowskiej spelunce sympatyczna, rozwiązawszy tajemnicę wojennego dezertera i pochowawszy swą partnerkę Ellen Gjelten, nie zamierza odpuścić sprawcy tego ohydnego mordu. Tym bardziej, że ma w tej sprawie pewne budzące głęboki niepokój podejrzenia... Chwilowo jednak na wokandę stołecznej policji wypływa sprawa obrabowanego banku, zabójstwa przy tym, a nasz bohater – zawsze zdolny bardziej skomplikować sobie już wyjątkowo poplątany żywot osobisty – staje się ostatnią osobą wizytującą byłą kochankę przed jej samobójczą śmiercią. Dość powiedzieć, że zgubienie telefonu, wyjazd Rakel z Olegiem do Moskwy i alkoholowe zaćmienie umysłu dopełniają początków tej skomplikowanej tragedii, gdzie nic nie okazuje się ostatecznie być tym, czym się wcześniej wydawało. Jeśli w tym momencie wyrażam się mętnie, to jest to zabieg celowy, gdyż takie samo wrażenie: zagubienia i popłochu, towarzyszyć Wam będzie aż do końca lektury. Nawiasem mówiąc nazwanej po polsku “Trzecim kluczem”, po angielsku “Nemesis” (bogini zemsty) a w norweskim oryginale “Sorgenfri” (miejsce pozbawione zmartwień), co jest o tyle zasadne, że dążenie różnych osób do uwolnienia się od wszelkich problemów – poprzez samobójstwo – przeplata się w książce jak grobowa nić w barwnie haftowanym kilimie. Nesbo umiejętnie buduje i atmosferę, i postaci. Beate Lonn długo pozostaje niespokojną zagadka, Tom Waaler krąży złowieszczo niczym rekin na łowach, a Harry, jak to Harry, pogrąża się umiejętnie w coraz głębszych tarapatach, z wydaniem na siebie nakazu aresztowania włącznie. Jest w tym wszystkim odrobina humoru, głównie czarnego, ale przede wszystkim doskonała czytelnicza zabawa, gdyż mogę Wam gwarantować, że do ostatniej wręcz kartki nie będziecie mieć pewności kto zabił Stine Grette i Anne. Zemsta jest słodka, jak mówią. Jest także nieprzewidywalna i brutalna, jak można się przekonać w tej historii, a otrząsnąwszy się z oszołomienia pozostaje następnie przejść natychmiast do “Pentagramu”, co i też czynię z dreszczem oczekiwania, wiedząc, że tam właśnie opowieść o pewnej policjantce z jednoskrzydłą sikorką znajdzie swój finał, a Harry Hole – mam nadzieję – odkupienie...






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





