Bartosz Kaczmarek
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 30
-
- Abbey Road
- The Beatles
- (towar niedostępny)
Bartosz Kaczmarek 2008-02-01
Geniusz! Zgadzam się z moimi poprzednikami w 100% (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Po niezadowalających sesjach nagraniowych do albumu "Let It Be" (pierwotnie mającego nosić tytuł "Get Back"), The Beatles zaproponowali producentowi, George'owi Martinowi, że zbiorą się ponownie i nagrają płytę "jak za starych dobrych czasów", nie bacząc na konflikty, jakie narosły podczas nagrywania albumu The Beatles (znanego też jako "White Album" - "Biały Album"). Martin zgodził się, w efekcie czego powstała płyta "Abbey Road". Jest ona szczególnie znana z utworu George'a Harrisona "Something". Wspomniana piosenka, a także inna "Here Comes the Sun" udowadniają jego potencjał kompozytorski, porównywalny z tym Lennona czy McCartneya. Inne powszechnie rozpoznawalne utwory z płyty "Abbey Road to Come Together" Lennona i "Oh, Darling" McCartneya. Ciekawostką jest śpiewana przez Ringo Starra jego kompozycja "Octopus' Garden". Sercem albumu jest piękna szesnastominutowa wiązanka złożona z krótkich piosenek - niektóre z nich są urwane, połączonych przez Beatlesów. Większość z tych utworów powstała i została nagrana w wersji demo podczas sesji do "White Album" oraz "Let It Be". Swoistą suitę rozpoczyna "You Never Give Me Your Money" McCartneya (luźno nawiązujące do problemów finansowych Beatlesów z wytwórnią Apple), po nim następują trzy kompozycje Lennona: "Sun King" (z wyróżniającymi się - podobnie jak w "Because" - harmoniami wokalnymi Lennona, McCartneya i Harrisona), "Mean Mr. Mustard" (napisane podczas niesławnej podróży Beatlesów do Indii) i "Polythene Pam". W dalszej kolejności mamy cztery kompozycje McCartneya: "She Came In Through The Bathroom Window" (napisaną po tym, jak jedna z fanek włamała się do rezydencji Paula, prawdopodobnie przez okno w łazience), "Golden Slumbers" (opartą na XIX-wiecznym wierszu Thomasa Dekkera), "Carry That Weight" (jedną z niewielu piosenek, w której śpiewają wszyscy czterej Beatlesi), a na koniec - ironiczną puentę "The End", zawierającą pierwsze i jedyne solo perkusyjne Starra nagrane na taśmę za jednym razem (jest ono obecne na oryginalnej wersji płyty), a także żywiołowe, grane na zmianę solówki gitarowe Lennona, McCartneya i Harrisona (wersja alternatywna z solówką gitary prowadzącej Harrisona i solo perkusyjnym Starra jest umieszczona na płycie 3 wydawnictwa "The Beatles Anthology"). Krótki utwór "Her Majesty", kończący drugą stronę płyty, był pierwotnie częścią wiązanki. McCartneyowi nie podobało się jednak jej brzmienie wraz z tą piosenką i kazał ją wyciąć. Inżynier studia, Geoff Emerick, miał nakaz niewyrzucania niczego, co stworzyli Beatlesi - umieścił "Her Majesty" po wiązance, po dwudziestosekundowym okresie ciszy. Beatlesom spodobał się ten przypadkowy interesujący efekt i piosenka pozostała na albumie. Na większości okładek płyty utwór "Her Majesty" nie jest wymieniony. Jego nazwa widnieje jednak na naklejce na samej winylowej płycie. Słuchając uważnie, można na początku "Her Majesty" wychwycić ostatnią nutę utworu "Mean Mr. Mustard", po którym "Her Majesty" był oryginalnie umieszczony, przed wycięciem go. Wspaniała płyta! Aż trudno uwierzyć, że powstawała w takich nieprzyjemnych okolicznościach. Można ją śmiało postawić na równi z "Sierżantem Pieprzem", który jest równie genialny, bo jest kamieniem milowym w karierze The Beatles. -
- Say It's Not True
- Queen & Paul Rodgers
- (towar niedostępny)
Bartosz Kaczmarek 2008-01-24
Żałosne! (0 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Zastanawiam się po kiego grzyba oni to wydali? Pieniążki? Jeszcze za mało się "naharowali", odcinając kupony od dawnej sławy? Chyba im za mało. A tak poza tym, ja nie kupuję już niczego, co się w rzeczywistości nie zwie Queen. -
- The Division Bell
- Pink Floyd
- (towar niedostępny)
Bartosz Kaczmarek 2007-11-21
Świetna! (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Przez wielu niemiłosiernie zjechany album. Zjechany bo... nie ma Watersa. Doskonałe kompozycje z zamykającym "High Hopes" na czele, miażdżąca solówka Dave'a, fajne choć banalne w warstwie tekstowej "Take It Back", niezwykle hipnotyzujący "Keep Talking", piękny "Coming Back To Life" czy "Lost For Words". Bardzo dobry też utwór "Wearing The Inside Out Mr". Wrighta, który po raz pierwszy zaśpiewał solo od czasu 1972 ("Obscured By Clouds"). Jak dla mnie bomba. 5 gwiazdek ze spokojem. To nie to, co Chwilowa Utrata Zdrowego Rozsądku. -
- Live In New Orleans
- Norah Jones
- cena: 40,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Bartosz Kaczmarek 2007-11-11
Świetny koncert!
Od jakiegoś czasu (a będzie to już dobre dwa lata), jako zagorzały tradycjonalista rocka, punka, metalu, bluesa, jazzu, bardzo zainteresowałem się muzyką młodej, ambitnej, pięknej, utalentowanej wokalistki i pianistki jazzowej - Nory Jones. Artystka posiada niebanalny, jakby lekko "zadymiony" głos, a jej muzyka to bardzo zgrabny miks jazzu z klasycznym popem, soulem i elementami country. Ma na swoim koncie 3 albumy: "Come Away With Me", który okazał się wielkim sukcesem, i słusznie zresztą, "Feels Like Home" oraz najnowszy "Not Too Late". Co do koncertu: świetne utwory, świetni, utalentowani instrumentaliści, świetne wykonania i świetna ona - Norah Jones. Widać, że to nie byle jaka artystka. Na koniec były owacje na stojąco. Dla niej i dla zespołu. Aż dziw, że jeszcze w tym komercyjnym świecie muzycznym, gdzie "gwiazdy" popisują się ciałem i robią z muzyki jeden wielki kicz, znajdzie się taki ktoś, kto ma rzeczywiście talent, profesjonalizm muzyczny (wokalny i instrumentalny) i na 3 miejscu dopiero urodę, bo rzeczywiście ona jest ładna, a nie popisuje się ciałem. I za to ja właśnie lubię! -
- Kill To Get Crimson [Polska cena]
- Mark Knopfler
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Bartosz Kaczmarek 2007-09-22
Stary, dobry, klasyczny Mark Knopfler (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mark Knopfler to muzyk, który nie musi niczego udowadniać, a grając tylko z czystej przyjemności pokazuje, że klasyczny rock nie umarł i nie umrze nigdy. Płyta niezwykle klasyczna i nastrojowa. Bardzo miło się słucha podczas jazdy samochodem czy siedząc w miłym towarzystwie i wspominając stare dobre czasy. Co tu więcej pisać? Iść do sklepu i kupić! Zwłaszcza, że mamy bardzo przyzwoitą (bo polską) cenę tej płyty. Polecam. -
- ...and Then There Were Three [Collectors Edition]
- Genesis
- cena: 86,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Bartosz Kaczmarek 2007-09-13
Niestety, ostatni taki piękny Genesis (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Steve Hackett odchodzi od zespołu, ponieważ inni członkowie Genesis niechętnie akceptują jego materiał twórczy. Po krótkich poszukiwaniach nowego gitarzysty, zespół postanawia działać dalej we trójkę: Tony Banks, Phil Collins oraz Mike Rutherford. Jest to ostania taka płyta, na której panowie serwują nam prawdziwy progresywny rock, choć już z łagodniejszym odcieniem. Do moich faworytów należą: "Snowbound", "Burning Rope" i "Undertow". Album wzbudził też kontrowersję za sprawą utworu "Follow Me, Follow you", który jako pierwszy w dziesięcioletniej historii grupy znalazł się na listach przebojów i od tego czasu był ucieczką w komercyjne rejony, co słychać na kolejnych płytach. Niemniej jednak ta płyta jest - moim zdaniem - najlepsza obok Gabrielowskiego "Seeling England By The Pound" oraz już Collinsowego "A Trick Of A Trial". Po tym było już tylko gorzej. -
- Live Aid
- cena: 171,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Bartosz Kaczmarek 2007-08-21
Kasa, kasa, kasa (2 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)
Nie będę się zbytnio rozpisywał na ten temat. Powiem krótko: to całe przedsięwzięcie, jakie powstało z inicjatywy Boba Geldofa, było czystą obłudą. Kraje Trzeciego Świata do dziś głodują, a "gwiazdy" jeżdżą limuzynami i mieszkają w - jak to się dziś mówi - wypasionych willach z basenem. Żaden zespół czy muzyk (a przede wszystkim Roger Taylor, perkusista Queen) nie krył tego, że "Live Aid" to - cytuję: "wspaniały cel i na pewno wpłynie na niego mnóstwo forsy, ale żeby nie było wątpliwości, że robię/robimy to dla własnej sławy". -
- The Wall - 20th Anniversary Live
- Pink Floyd
- (towar niedostępny)
Bartosz Kaczmarek 2007-08-21
Koncert lepszy od nagrania studyjnego (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Bardzo cenię "Ścianę" (mimo że jestem wyznawcą "Ciemnej Strony", "Chciałbym, żebyś tu był", "Zwierząt", a także Gilmourowskiego Division Bell), ale nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego album koncertowy jest oceniany niżej, aniżeli studyjny. W moim przekonaniu jest zupełnie odwrotnie. Wszystko jest tutaj piękniej zagrane i - co najważniejsze - dopracowane, czego nie można tak do końca powiedzieć o albumie studyjnym. Czegoś tam brakuje. Żeby nie było niezrozumienia: "The Wall" to wielkie dzieło Floydów, mimo fatalnych okoliczności, jakie wówczas zachodziły w zespole. Niemniej jednak mnie o wiele bardziej podoba się wersja koncertowa, bo ma w sobie to coś, czego nie ma studyjna. -
- Detox / Dzień, w którym pękło niebo
- Dżem
- cena: 35,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Bartosz Kaczmarek 2007-02-26
Słabo jak na taki świetny polski zespół (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ja, jako wieloletni fan tej najwspanialszej na polskim rynku muzycznym rockowej formacji, z przykrością muszę stwierdzić, że album "Detox" jest jedną z słabszych płyt (o ile nie najsłabszą) w całej ich karierze. Co mnie na niej drażni? Po pierwsze: brzmienie płyty - zbyt nowatorskie (zwłaszcza teraz, gdy ją zremasterowano). Po drugie: bardzo dużo nudnych i nieciekawych utworów, co na wcześniejszych płytach raczej się nie zdarzało. Po trzecie: wokal wielkiego nieobecnego artysty Ryszarda Riedla - jakby cukierkowaty, mało ordynarny, mało emocjonalny, mało zadziorny. Można się domyślić, że przyczyną tego był właśnie pobyt Ryśka na odwyku. Z utworów godnych polecenia mógłbym wymienić tylko utwór tytułowy, czyli "Detox" oraz "List Do M.". Ten ostatni najbardziej podobał mi się w wersji LIVE ze Spodka '92 roku. Co do dodatku do płyty "Detox", czyli "Dnia, w którym pękło niebo" - można posłuchać. Dwie gwiazdki, więcej dać nie mogę. Taki zespół jak Dżem stać było na o wiele więcej! -
- The Black Parade
- My Chemical Romance
- cena: 34,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Bartosz Kaczmarek 2007-01-16
Rewelacyjna! (15 z 16 uznało tę recenzję za pomocną.)
Kiedy przypadkiem zobaczyłem ich na programach typu Viva Polska czy 4FunTV (rzadko oglądam, bo jak dla mnie te stacje jadą komerchą na kilometr) w teledysku "Helena", a później także posłuchałem dwóch utworów z poprzedniej płyty stwierdziłem (jako zagorzały tradycjonalista rocka, punka i metalu, choć w pewnym stopniu też otwarty na nowsze brzmienia), że to kolejna kapela na miarę tych wszystkich dzisiejszych pop-rockowo-punkowych zespołów, których dziś jest mnóstwo. Jednakże po przesłuchaniu najnowszej płyty "The Black Parade" (a to za sprawą mojej kochanej kuzynki) całkowicie zmieniłem o nich zdanie. Płyta w całości wywarła na mnie niezwykłe wrażenie. Tematyka utworów bardzo smutna, ale muzycznie jest niezwykle porywająco. Do moich ulubionych należą: "Welcome To The Black Parade", "Dead", "Mana" czy smutny, ale jakże piękny "Cancer". Rzeczywiście widać, że panowie, tworząc tę płytę, inspirowali się takimi wspaniałymi grupamo jak Queen, Pink Floyd czy The Beatles. Polecam gorąco ten album.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













