Stanisław Michalski
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 9
-
- Cal
- Mark Knopfler
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Stanisław Michalski 2006-08-04
Krążek nie przynoszący rozczarowań, przyjemny, będący dobrą płytą filmową, ale na pewno nie wybitną (11 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
W 1984 roku gitarzysta, wokalista i lider zespołu Dire Straits wykonał pracę zleconą na potrzeby filmu "Cal" w reżyserii Pata O'Connora. To drugi solowy album tego artysty. Rok wcześniej wydał on równiez filmową, znakomitą płytę "Local Hero", nagraną w 1982 roku wraz z całym składem muzyków Dire Straits i wieloma gośćmi, a pochodzące z niej fragmenty zostały włączone do stałego repertuaru jego macierzystej grupy. "Cal", choć nagrany z towarzyszeniem prawie całego podstawowego składu z sesji Brothers In Arms (poza klawiszowcem Alanem Clarkiem), co na pewno dodaje wielkiej atrakcyjności płycie, wraz z pomocą Paula Brady'ego i Liama O'Flynna nie jest tak świetnym soundtrackiem. Nie zmienia to faktu, iż jest bardzo ciekawy. Mark Knopfler pokazał tutaj, że we wspaniały sposób potrafi zagrać delikatnie, oszczędnie nie tracąc nic ze swojej specyficznej maniery. Jak na przykład w onirycznym "A Secret Place/Where Will You Go" albo bardzo podobnym pod względem muzycznym muzycznym "The Road". Na płycie mamy więc urocze kompozycje nie pozbawione pięknych melodii, które na długo zapadają w pamięć, jak choćby rozpoczynający wszystko "Irish Boy", będący krótkim utworem nawiązującym do tradycyjnej muzyki irlandzkiej, która od zawsze pasjonowała Knopflera. Ale jest tu dużo innych piosenek zachowanych w podobnym stylu, jak spokojna "Father And Son" lub "Potato Picking". Bardzo dużo tu odniesień do Dire Straits. Nastrój niepokoju w "Fear And Hatred" albo zagrywki Marka w końcówce "Love And Guilt" ewidentnie kojarzą się z "Private Investigations" (to chyba najlepsze momenty na płycie), jak również "Irish Love", który można porównać do "Why Worry". Na zakończenie dostajemy długi "The Long Road", czyli coś w rodzaju podsumowania płyty z pięknym zwolnieniem, zmianą metrum w połowie i efektowną solówką gitarzysty na koniec. "Cal" na pewno nie jest jakimś szczytowym osiągnięciem Knopflera, zachowuje jednak wiele ducha poczynań z Dire Straits (zwłaszcza z okresu "Love Over Gold" i "Brothers In Arms"), jednak nie można jej odmówić specyficznego, przyjemnego klimatu. Z drugiej strony to dobra płyta filmowa znakomicie ubarwiająca obraz O'Connora. Polecam ją przede wszystkim sympatykom twórczości Knopflera. Naprawdę, warto posłuchać. -
- Synchronicity
- The Police
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Stanisław Michalski 2006-07-31
Album, który we wspaniałym stylu podsumował kilkuletnią działalność zespołu The Police (5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Kulminacyjny moment i łabędzi śpiew rockowego już wtedy giganta. Ostatni studyjny album w dorobku tej angielskiej formacji jest wspaniałym podsumowaniem kilkuletniej działalności. Dzieło powstałe w nie najlepszej atmosferze w zespole, co o dziwo nie odbiło się na jakości tej płyty. Najkrócej mówiąc, rockowe trio w życiowej formie, ze szczególnym uwzględnieniem Stinga, który okazał się tu znakomitym kompozytorem i wręcz fenomenalnym wokalistą w każdym z utworów. Wspomnijmy też o znakomitej grze Summersa, który chyba urodził się po to, by grać w The Police, no i nadającym temu wszystkiemu odpowiednie tempo Copelandzie. Znajdziemy tu utwory dynamiczne, pełne werwy, takie jak obydwie części kompozycji "Synchronicity", ale także niepozbawione pięknych melodii, tego szczególnego, jakże oryginalnego police'owego uroku. Znajdziemy tu również zapierające dech w piersiach ballady - "Every Breath You Take" i "Tea In The Sahara". Ta druga to kameralna, oniryczna piosenka, oparta na wysokim, bardzo przejmującym śpiewie Stinga, jakby kroczącej, czujnej perkusji Copelanda i niezwykłej, ślicznie zanurzonej w pogłosach gitary Summersa, natomiast ta pierwsza przedstawia zespół w stricte rockowej, delikatnej, przejmującej, ale i zdecydowanej formie. Efekt? - najwiekszy przebój i jeden z najładniejszych utworów w całym dorobku The Police. Już na poprzedniej płycie "Ghost In The Machine" zespół skorzystał z pomocy brzmień elektronicznych i dzięki temu nieco zmieniło się jego brzmienie. Na tej płycie odgrywa ono o wiele bardziej znaczącą rolę, a w połączeniu z przepiękną gitarą Summersa nadaje niesamowity blask i przestrzeń takim utworom jak "O My God" (w którym pojawia się trochę zniekształcona, ale interesująca partia saksofonu - zabieg znany z "Ghost In The Machine"), "Synchronicity I", kojarzący się trochę z Queen, ale mający wiele z police'owego charakteru, ale przede wszystkim "Wrapped Around Your Finger" - jeden z największych przebojów, ale też jedno z największych osiągnięć artystycznych The Police, podobnie jak "Every Breath You Take". Mamy też coś w rodzaju krzyżówki rockowego zadęcia i balladowania, jak choćby urzekający "King Of Pain", ale i typowy, "rasowy" The Police - "Miss Gradenko", w którym słychać tylko "te" trzy instrumenty i śpiew wokalisty, bez żadnych wspomagań elektronicznych. Sama kompozycja - krótka, zgrabna, chociaż nie przebojowa i nie tak oczywista. Jednakże przywołująca na myśl czasy płyty Zenyatta Mondatta. Są też inne odniesienia do przeszłości, jak troszkę dziawaczny "Mother", ewidentnie kojarzący się z kolażami dźwiękowymi z filmowej płyty "Brimstone & Treacle". Inne dziwadełko to "Walking In Your Footsteps", będący łagodną piosenką mającą wiele z ducha muzyki afrykańskiej. Te dwie kompozycje nie są złe, ale nieco odstają od reszty. Bardzo dobrze pasują jednak do pozostałego materiału i dzięki temu album jest różnorodny. Pomimo wielkiego sukcesu światowego w przypadku tego zespołu nie istnieje takie coś jak komercyjność, ponieważ jego twórczość jest niesamowicie autentyczna i naturalna, oryginalna, ale i przejmująca, co przyciągało i przyciąga masową publiczność oczekującą dobrej, prawdziwej muzyki, a nie sztucznego towaru na sprzedaż. The Police to dziś legenda muzyki. Sting nie chce reaktywacji formacji - chce, aby jej legenda pozostała nienaruszona. Jednak po trasie koncertowej promującej "Synchronicity" sformował własny zespół i rozpoczął karierę solową, podążając własną drogą mającą wiele z ducha macierzystej formacji. Najlepsze odzwierciedlenie jej stylu odnajdziemy na płytach z lat dziewięćdziesiątych, ale nie znaczy to, że Sting nie zaprezentował własnego, oryginalnego stylu. Płyta "Synchronicity" okaza się jednak prawdopodobnie jego szczytowym osiągnięciem artystycznym i solidnym fundamentem do dalszej kariery. Poza tym - mamy do czynienia z jedną z najlepszych płyt rockowych wszech czasów. -
- The Joshua Tree
- U2
- (towar niedostępny)
Stanisław Michalski 2006-07-31
Jedna z najlepszych płyt w 2 połowie lat 80. (a może i w całym XX wieku?...) (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Trzy pierwsze kawałki to istne cuda, mające niesamowitą moc i wielką siłę oddziaływania na każdego. Porażają, ale i urzekają prostotą i niebiańskim wykonaniem. Reszta to materiał bardzo udany, różnorodny, żywiołowy, jednak już nie tak powalający jak te trzy najbardziej znane kompozycje. Wyróżniają się "Bullet In Blue Sky" oraz dramatyczny "Exit" przedstawiający bardziej drapieżne oblicze zespołu U2. Trzeba przyznać, że Bono i spółka osiągnęli tutaj maksimum swoich możliwości. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie nagrali tak udanej rzeczy. Zespół w tym czasie był u szczytu formy. Osiągnął dzięki tej płycie niesamowity światowy sukces komercyjny i artystyczny. -
- Boy
- U2
- (towar niedostępny)
Stanisław Michalski 2006-07-31
Dobry debiut (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jak na debuit - album co najmniej dobry - zespół zaproponował oryginalny styl, który później w mistrzowski sposób rozwinął. Już na płycie "October", która jest o niebo lepsza od debiutu. Na początek 3 merlinki. -
- October
- U2
- (towar niedostępny)
Stanisław Michalski 2006-07-31
Jedna z najlepszych, ale też najbardziej niedoceniona płyta U2 (z niewiadomych powodów) (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
U2 pokazali, że mają bardzo szerokie horyzonty muzyczne, eksperymentują, ale nie zapominają o chwytliwych i szybkich melodiach. Moim zdaniem "October" plasuje się już za "The Joshua Tree" ze względu na fakt, iż jest zbiorem bardzo różnorodnym, ciekawym, ale zarazem niezwykle spójnym. Jedyne do czego można by się przyczepić to niezbyt dobre brzmienie. Jednak utwory takie jak "Tommorow", "Gloria" to majstersztyki i aż dziw, że zespół dziś nie gra ich na koncertach. Krótko mówiąc znakomita, ale niedoceniona płyta, jednakże polecam ją nie tylko sympatykom U2. Najlepsza płyta tegoż zespołu w pierwszym okresie działalności! (Zgadzam się z recenzją pana Bartosza, jednak za postępy artystyczne i wyraźne rozwinięcie stylu postawię 5 merlinków). -
- War
- U2
- (towar niedostępny)
Stanisław Michalski 2006-07-31
Płyta dobra, ale nie najlepsza
Płyta, będąca dalszym rozwinięcięm stylu U2. To z niej pochodzą pierwsze przeboje takie jak "Sunday Bloody Sunday" albo "New Year's Day". Szczególnie ten drugi to U2 z krwi i kości. Ciąg dalszy eksperymentów - użycie skrzypiec, kobiecych głosów. Album ten jednak nie jest najlepszy, uwzględniając płyty zespołu z lat 80. -
- The Unforgettable Fire
- U2
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Stanisław Michalski 2006-07-31
Elektronika i rozmach dominuje, ale w sposób przemyślany (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
U2 popracowali nad brzmieniem i można powiedzieć, że był to dobry ruch. W efekcie słyszymy niesamowitą swobodę, przestrzeń i rozmach granych utworów. Jeżeli chodzi o same kompozycje, mamy wyłącznie perełki bardzo zbliżone do siebie, jeśli chodzi o klimat. Bono i spółka zaflirtowali tutaj z brzmieniami elektronicznymi, z bardzo dobrym zresztą efektem, nie tracąc przy tym nic ze swojej tożsamości. -
- Rattle And Hum
- U2
- cena: 50,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Stanisław Michalski 2006-07-31
Płyta ciekawa, bo bluesowa i studyjno-koncertowa (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Płyta wszakże różniąca się od wcześniejszych dokonań. Zespół poczuł tu po prostu bluesa. Utwory ciekawe, mające wiele wspólnego z bluesem, country, ale także znajdziemy tutaj kompozycje będące kwintesencją stylu U2 - te, których zabrakło na poprzednim albumie. Dodam, że zespół skorzystał z pomocy muzyków - gości. Album przybrał formę płyty studyjno-koncertowej. Utwory live zaczerpnięto z trasy promującej "The Joshua Tree". Na szczególną uwagę zasługuje znakomita, gospelowa wersja "I Still Heaven't Fund But I'm Looking For". -
- Zooropa
- U2
- cena: 50,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Stanisław Michalski 2006-07-31
Bardzo przeciętnie, no i niezbyt ciekawie. (0 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Znów postanowili skorzystać z dóbr elektronicznych, ale chyba niezbyt im się to udało. Większość tych utworów jest po prostu nieudana. Trochę rapu, popu, house…po co? Ta płyta jest najbardziej odbiegająca od pozostałych dokonań U2, co niestety w tym przypadku nie jest zaletą.





Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)




