Marta Kąpielska
dlaczego jestem tak głupia, że widząc na pewno, że inni są głupi, nie chcę być od nich mądrzejsza?
Rekomendacje:
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 51
-
- Birdy
- Birdy
- cena: 39,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Marta Kąpielska 2012-04-04
Nieuzasadniony zachwyt (4 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Birdy to wokalistka młoda, nawiązując do jej pseudonimu scenicznego: jest to wokalistka nieopierzona. Głos jest cienki i smutny i,owszem, może spowodować przypływ melancholii. Tego Birdy absolutnie nie odmówię. Natomiast to, iż żadna piosenka nie jest jej autorstwa, jest już sporym zarzutem. Obrońcy mogą rzec, iż ma dopiero 15 lat. Więc skoro ma dopiero 15 lat, to niech śpiewa na szkolnych apelach. Dla mnie jej wykonanie Skinny Love to profanacja genialnego oryginału, cover Young Blood odebrał pierwowzorowi przebojowość i w zamian za to nie dodał nic. Na temat bezsensu wydania tej płyty nie ma co się chyba rozpisywać - jej wiek to czysty chwyt marketingowy. Jest ona niczym innym, jak pseudo-alternatywnym odpowiednikiem Justina Biebera. By być artystką nie wystarczy za duży sweter i smutne spojrzenie, niestety. -
- Suburbs
- Arcade Fire
- cena: 48,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Marta Kąpielska 2010-07-26
warta każdej złotówki :) (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Przyznam szczerze, iż z drżącymi rękoma zabierałam się do pierwszego przesłuchania tej płyty.Bałam się o to, w którą stronę zespół podąży, czy w kierunku patetycznych brzmień jak np. Wake Up, czy może w coś bardziej spokojnego. Kanadyjczycy z Arcade Fire wybrali umiarkowanie, wedle złotej zasady, żeby nie przedobrzyć. I wyszło im to na zdrowie ;) Zaczęłam neutralnie - przy czytaniu książki. Muzyka grała w tle nadając całkiem przyjemny nastrój. Po wstępnym osłuchaniu się i przełamania lodów z tą długo oczekiwaną płytą zaczęłam bardziej wsłuchiwać się w piosenki, a trzeba przyznać, że jest z nimi tutaj naprawdę różnorodnie. Różnorodność na tej płycie nie razi, wręcz przeciwnie: album tworzy bardzo zgrabną całość. Paleta nastrojów rozkłada się równomiernie i starannie. Mamy nawiązujące poniekąd do lat 80tych Sprawl II, nieco rock&rollowe Month Of May, folkowe Wasted Hours czy promujący płytę singiel We Used To Wait zdecydowanie nie odstający od alternatywnych dźwięków pojawiających się na rynku przez ostatnie lata, jednak moim ulubionym kawałkiem z tej płyty jest Suburban War, subtelna linia basu i delikatny gitarowy riff i nieco sentymentalny wokal. Podsumowując, uważam, że ta płyta jest płytą genialną, płytą która podniosła poprzeczkę bardzo wysoko i Arcade Fire będą musieli się nieźle napracować, żeby to kiedyś pobić. -
- Day & Age [Polska cena]
- The Killers
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Marta Kąpielska 2009-03-25
komercja ? ależ tak! (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Przy recenzowaniu, czy poddawaniu jakiejkolwiek ocenie zespołów pokroju The Killers, mam spory dylemat. Czy oceniać to w kategorii zespołu komercyjnego, czy zespołu ambitnego ? Od pierwszych dźwięków słychać, że to coś nowego. Słychać, że zespół zbacza z drogi wytyczonej przez debiut, a nawet przez 'Sam's Town'. The Killers to zespół, którego początkowym zadaniem było zamieszanie na rynku muzycznym, i dokonali tego. Szkoda, że jednorazowo i kilka lat temu na 'Hot Fuss'. 'Day & Age' to płyta opiewająca w kawałki lekkostrawne i przyjemne. Po pierwszym przesłuchaniu nie byłam w stanie odróżnić jednej piosenki od drugiej. Po kilku następnych zaczęłam rozumieć koncepcję tego albumu. Płyta zaczyna się spokojnym, zdecydowanie popowo-rockowym kawałkiem, z miłym refrenem. Następnie przechodzimy do radiowego hitu - 'Human'. Ciekawe połączenie elektroniki z marszową partią perkusji. Wybór singla to traf w samo sedno, zarówno przy 'Human' jak i przy 'Spaceman'. Są to utwory z refrenami szybko wpadającymi w ucho, łatwe do zanucenia i do potańczenia. 'Joy Ride' wprowadza nas w zupełnie odmienny świat. Riff ciągnący się przez praktycznie cały utwór jest małokillersowy. Nie zatrzymujemy się długo przy balladce 'A Dustland Fairytale' przechodząc do utworu z intrem brzmiącym jakby było żywcem wzięte z Króla Lwa. W 'I Can't Stay' odkrywamy znowu coś nowego, zdecydowanie nieKillersowego. Piosenka oparta jest na kulturze śródziemnomorskiej. Kolejne kilka utworów nie utkwi nam w głowie na dłużej, dopiero finałowe 'Goodnight, Travel Well' może nas nieco poruszyć. Ta płyta to dowód na to, że The Killers szuka nowych brzmień, oddalając się znacznie od swoich korzeni. Szkoda tylko, że efekt całości jest przytłumiony przez monotonny wokal, który w każdej piosence brzmi łudząco podobnie. Nie ukrywajmy - nie jest to album dla ambitnego słuchacza. Ucho konesera muzyki rockowej szybko zmęczy się tego rodzaju utworami. A szkoda, bo rokowałam Killersom świetlaną przyszłość po debiucie. A teraz... czego się nie dotkną, to psują... -
- Hipertrofia
- Coma
- (towar niedostępny)
Marta Kąpielska 2008-11-11
Barokowe to takie - przerost formy nad treścią (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Muzykę można oceniać w dwóch kategoriach, można odbierać ją jako sztukę, lub jako rozrywkę, coś przyjemnego. Muzyka Comy na tej płycie z pewnością nie służy celom rozrywkowym, toteż tą kategorię zostawmy w spokoju. W muzyce jako sztuce Coma osiągnęła apogeum możliwości, osiągnęła coś, co nie udało się innym - wydała ambitną i jednocześnie popularną płytę w Polsce. Coma koncept miała dobry, ba, nawet bardzo dobry. Z wykonaniem też sobie poradziła. Gorzej z tym, że na tych dwóch płytach, wśród tych 35 "utworów" znajduję się tak mało muzyki. Przeszkadzają mi w słuchaniu minutowe przerwy ze stukotami, rykami, szczękami i innym odgłosami. Gdy chcę znaleźć w Comie coś, co mnie kiedyś urzekło, znajduję tylko łomot, zły łomot, nie Comowy łomot. Spodziewałam się czegoś na miarę czternastominutowych zaprzepaszczonych sił wielkiej armii świętych znaków, czegoś na miarę Listopada, czy nawet Leszka Żukowskiego. Nie ma tu niczego takiego, są za to kawałki prawie wszystkie brzmiące tak samo. Moim faworytem na tej płycie zdecydowanie jest singiel "Zero Osiem Wojna" i kawałek "Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców". Ciekawe są też "Archipelagi". Podobają mi się tytuły, np. "Popołudnia bezkarnie cytrynowe" czy kolokwializm w "Epilogu ze starym prykiem". Roguc sprawia wrażenie, jakby zapomniał, że umie śpiewać. Gdzie się podziały jego mocno wokalne partie w piosenkach? Zatracił to wszystko, co miał najlepszego. Teksty nie są już tak przemawiające. Może Coma dojrzała i skończyło się grafomaństwo, ale to grafomaństwo było specyficznie Comowe i Comowo nieodłączne. Coma odrzuciła starą Comę i nie wiem, czy zrobiła tak do końca dobrze, bo zabrała swoim fanom to, co kochali w Comie najbardziej. Teraz nie ma tutaj miejsc na muzyczną oryginalność, bo pod względem koncepcji Coma oryginalną się stała. Dobrze, że szukają ciągle czegoś nowego, ale czy na pewno idą w dobrą stronę? -
- Mamma Mia! [OST] (Polska Cena)
- (towar niedostępny)
Marta Kąpielska 2008-10-07
Soundtrack to nie film, tylko jego część (6 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)
Do napisania tej recenzji nie skłoniła mnie ani popularność kinowej wersji musicalu 'Mamma Mia', ani miłość do muzyki ABBY, ani też obsada czy wykonawcy piosenek. Do napisania tej recenzji skłoniło mnie wiele komentarzy wyrażających bezgraniczne uwielbienie dla, dość słabego (nie bójmy się przyznać) soundtracku. Tak, wiem. Tutaj nie chodzi o poziom wokalnych zdolności, tylko o dobrą zabawę. A taką, zdaje się, aktorzy mieli nagrywając te piosenki. Dotąd nie przepadałam za przesłodzonymi, prostymi... mało urozmaiconymi i emocjonującymi piosenkami ABBY. Piosenki z filmu "Mamma Mia" mają więcej tzw. czadu, więcej duszy i serca. Jednak za mało mi tutaj muzycznej ekspresji. Są piosenki, których aranżacja (zarówno muzyczna jak i plastyczna) zachwyciły mnie do reszty, jak np. '"imme Gimme Gimme (A man after midnight)" lub "Mamma Mia" czy "Money Money Money". "Voulez-Vous" nie wypada najgorzej na tle bladego "Lay All Your Love On Me". Jest to recenzja inna od wszystkich, bo jedyna na temat. Reszta dotyczy filmu, a nie muzyki. Dla mnie za słabo, by dać 5. -
- The Black Parade Is Dead [Digipack]
- My Chemical Romance
- cena: 71,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Marta Kąpielska 2008-08-22
Wiecie co robią z takimi jak oni w więzieniach? (2 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
No właśnie, wiecie? Pozwoliłam sobie zacytować jedną ze starszych piosenek grupy. I pozwolę sama sobie odpowiedzieć. Tacy jak oni w więzieniu mogą siedzieć za dwie rzeczy: za marny wokal i za pisanie genialnych piosenek. Występ w Mexico City w niczym nie jest spontaniczny, ba! Jest przewidywalny od początku do końca. Efekty świetlne, zachowania zespołu, ruchy wokalisty - wszystko wyreżyserowane. Ten koncert może zrobić wrażenie na kimś, kto nie oglądał poprzednich koncertów promujących Czarną Paradę. Trzeba przyznać, że o wiele bardziej spontaniczny i, jeśli chodzi o klimat, ciekawszy jest koncert w New Jersey, rodzinnym mieście chłopaków. Przebrani w zwykłe T-Shirty, zachowujący się jak zwykły zespół - takie My Chemical Romance chciałabym pamiętać. I, nie oszukujmy się, Gerard nie dysponuje głosem, który słyszymy na krążkach. Plus za genialną aranżację i dopracowanie, ale ja jednak wolę niedopracowane, ale jednak z pazurem LOTMS. Na całe szczęście Żenada Parada się już skończyła. -
- Video Gra [Jewelcase]
- Video
- (towar niedostępny)
Marta Kąpielska 2008-08-22
Co z tą Polską? (2 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
A to już w Polsce nie ma w kogo inwestować? Są tylko pseudo rockowi artyści z wodą sodową w głowie jeszcze przed osiągnięciem jakiegokolwiek większego sukcesu niż piosenka jednego sezonu. Dlaczego promuje się taki chłam, ni to oryginalny, ni to pomysłowy ni to mądry ani do śmiechu. Żałość mnie ogarnia, gdy słyszę sprartaczoną wersję hitu "The Buggles". Po prostu... Polska upadła aż tak nisko? -
- Sawdust
- The Killers
- cena: 34,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Marta Kąpielska 2008-08-02
Trociny (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jedno, jedyne słowo doskonale określające zawartość tej kompilacji. Goście z The Killers, chyba świadomi swojego muzycznego muzycznego potencjału (a ostatnio chyba jego braku..), wiedzieli jak zatytułować swoją płytę. Sawdust oznacza trociny. Bo ta płyta to właśnie trociny, pozostałości po doskonale doszlifowanym "Hot Fuss" i nieco mniej doskonałym "Sam's Town". Chociaż spis piosenek nie wygląda tragicznie i sam siebie reklamuje, jak np. cover Dire Straits czy Joy Division, to ich wykonanie... Nie ma w nich ani duszy tych zespołów, ani przebojowości The Killers. Dla fanów. -
- I Brought You My Bullets You Brought Me
- My Chemical Romance
- (towar niedostępny)
Marta Kąpielska 2007-12-04
Brudne. lecz prawdziwe brzmienie My Chemical Romance (4 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Po okładce można spodziewać się na siłę kreowanego, mrocznego zespołu, któremu wizja zjedzenia przez wampiry nie do końca się udała. I owszem, wampiry są. Ale za to w jakim wydaniu! "Vampires Will Never Hurt You" to zdecydowanie mój faworyt na krążku. Ponad 5-minutowa bomba. Spokój przeplatany z krzykiem, ostrymi gitarami i bębnieniem, nagle zmieniający się w romantyczną wersję instrumentalną. Moim kolejnym typem jest "Skylines And Turnstiles" (na uwagę zasługuje to, że jest to pierwsze nagranie zespołu!). Partia wokalna zawodzi na całej linii. Może melodie gitar nie są świetnie dopracowane i oryginalne, ale tekst, uczucia wyrażane... Są... niepokonane. Za takie brudne, niedopracowane i świeże brzmienie pokochałam właśnie My Chemical Romance. Czyż istnieje na świecie fan MCR nielubiący "Demolition Lovers"?! Podzielona na dwie części genialna piosenka o miłości. Kolejne typy to "Drowning Lessons" oraz "Our Lady Of Sorrows". Teksty sa czasem nazbyt mroczne i psychopatyczne. Tutaj, na tym krążku właśnie, objawia się prawdziwe, mało komercyjne, przez tak wielu fanów kochane, oblicze braci Way i ich zespołu. Pokochane dopiero, po przesłuchaniu "Three Cheers For Sweet Revenge" (przez wielu, gdyż nie znano tej płyty wcześniej). Aż łza się kręci w oku, gdy pomyślę, że płyta ta została odrzucona przez ogół i zaliczona do emo! I jeśli ktoś spróbuje porównać do tego krążka "The Black Parade"... grr. -
- Untitled
- Korn
- (towar niedostępny)
Marta Kąpielska 2007-08-16
To Korn właśnie. (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Gdzie czytam recenzję o tej płycie - to wszędzie spotykamy negatywne. A bo to KoRn gra wciąż to samo, a bo to mało zmienione brzmienia. Jakby zmienili brzmienie, to też by było źle, bo co to za muzyka, w ogóle to do KoRna nie podobne. A właśnie za taki KoRn pokochała go większość fanów i ja dla tej płyty jestem absolutnie na tak. Sentyment? Może, ale całkiem pozytywny. Na płycie są kawałki, bez których nie można spojrzeć na tę płytę obojętnie. Ma słabsze punkty, owszem, ale która płyta takich nie ma?






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













