stały recenzent  Aleksandra Adamczyk

Witam! Nazywam się Aleksandra Adamczyk i jestem studentką matematyki w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Moimi pasjami są muzyka klasyczna i liryczna zarówno biernie jak i czynnie oraz górskie wyprawy.

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 14

  • Droga na molo w Wigan

    Aleksandra Adamczyk 2007-08-13

    Cały jego gniew i rozczarowanie znalazły ujście właśnie w "Drodze na molo w Wigan" - The Times   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jak to się dzieje, że możesz przeczytać np. to, co w tej chwili piszę do ciebie? Zapewne odpowiesz: bo mam Internet. No tak, to racjonalna i logiczna odpowiedź, ale jak to się dzieje, że serfujesz po Internecie. Odpowiesz: bo mam komputer. I znów masz rację, ale pozwól, że zapytam jeszcze dlaczego twój komputer działa? A ty z nutą zniecierpliwienia, lecz wciąż jeszcze spokojny odpowiesz tak, jak odpowiada się ciekawskiemu dziecku: bo w gniazdku jest prąd, a jest prąd, bo istnieją elektrownie, a istnieją elektrownie, bo są ludzie, którzy je zbudowali i pilnują, żeby pracowały jak należy. Doskonale, ale... czy nie pominąłeś czegoś po drodze? Aby elektrownia pracowała potrzeba tysięcy ton węgla miesięcznie, a jak wiesz nasze, polskie elektrownie są w przytłaczającej mierze napędzane przez węgiel. Zatem kilka kilometrów pod ziemią, na przodku, pracują górnicy, którzy (tak mi się wydaje) w niewyobrażalnym dla ciebie trudzie wydobywają ten drogocenny surowiec, po to, abyś ty mógł zagotować wodę na herbatę czy przeczytać, o czym nowym donosi twój ulubiony portal internetowy. O tym między innymi pisze Orwell w tej książce-reportażu. O klasie robotniczej XX-wieku, która mieszka w nieludzkich warunkach, jest wyzyskiwana i ogłupiana. Niezwykle obrazowe opisy pozwalają przenieść się w tamte czasy. W klaustrofobiczne chodniki kopalni, do śmierdzących baraków i wczuć się w sytuację ich mieszkańców oraz doznać upodlenia, jakie towarzyszy im każdego dnia. O tym traktuje pierwsza część reportażu. Druga jest próbą znalezienia przyczyny takiej sytuacji oraz próbą znalezienia rozwiązania. Orwell, przytaczając niejednokrotnie wydarzenia swojego dzieciństwa i młodości ukazuje chore tryby systemu, w którym przyszło żyć ludności angielskiej, a który nigdy nie przyczyni się do poprawy warunków życia tych najbiedniejszych. Widzi on jedną drogę wyjścia, jedyny system społeczny, który może uratować sytuację, a który błędnie interpretowany i wykorzystany niezgodnie z jego przeznaczeniem zamyka sobie drogę do zwycięstwa.
  • Mezzo
    • Mezzo
    • Małgorzata Walewska
    • (towar niedostępny)

    Aleksandra Adamczyk 2007-07-14

    Jak wół do karety

    Szukałam ‘czegoś’ Soyki, a kupiłam „Mezzo” Małgorzaty Wawelskiej. Dlaczego? Przeczytałam te wszystkie poniższe recenzje i stwierdziłam, że to musi być dobra płyta. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy godzinę później słuchałam jej w pociągu. Głos Pani Małgorzaty jak zwykle przepiękny – wszak to jeden z najbardziej cenionych mezzosopranów na świecie, i właśnie dlatego tak bardzo zaskoczyło mnie, dlaczego wydała płytę tak niskich lotów. Zestawienie muzyki opartej na kilku akordach, w dodatku realizowanej w znacznej mierze elektronicznie, z głosem operowym to wielka pomyłka. Wrażenia miałam podobne do tych, kiedy ktoś zabrałby mnie na koncert orkiestry symfonicznej, a potem musiałabym wysłuchać tego w wersji mono. Wyraźnie i mocno rysuje się sekcja rytmiczna w postaci perkusji i gitary basowej nadając całości ‘popowego’ brzmienia. Na dodatek Pan Piotr Rubik dokonał aranżacji dzieł znanych kompozytorów takich jak G.Bietz, L.van Beethoven, J.Offenbach, czy G.Verdi. Dodam że aranżacji mocno udziwnionych, które niewiele wnoszą do danego utworu, a jedynie zniekształcają jego pierwotny kształt i wydźwięk – słowem muzyka nie dorównuje wokalowi. Nie jest jednak tak, że kompletnie nic mi się nie podoba. Pozytywny wrażenia pozostawiają utwory Alma Mater czy Guardami amore, jednak muzyka z tej płyty jest przede wszystkim lekka, łatwa i przyjemna. Zbyt lekka, zbyt łatwa i… niekoniecznie przyjemna. Melomanom zdecydowanie odradzam.
  • Mezzo
    • Mezzo
    • Małgorzata Walewska
    • (towar niedostępny)

    Aleksandra Adamczyk 2007-07-14

    Jak wół do karety   (4 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Szukałam ‘czegoś’ Soyki, a kupiłam „Mezzo” Małgorzaty Wawelskiej. Dlaczego? Przeczytałam te wszystkie poniższe recenzje i stwierdziłam, że to musi być dobra płyta. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy godzinę później słuchałam jej w pociągu. Głos Pani Małgorzaty jak zwykle przepiękny – wszak to jeden z najbardziej cenionych mezzosopranów na świecie, i właśnie dlatego tak bardzo zaskoczyło mnie, dlaczego wydała płytę tak niskich lotów. Zestawienie muzyki opartej na kilku akordach, w dodatku realizowanej w znacznej mierze elektronicznie, z głosem operowym to wielka pomyłka. Wrażenia miałam podobne do tych, kiedy ktoś zabrałby mnie na koncert orkiestry symfonicznej, a potem musiałabym wysłuchać tego w wersji mono. Wyraźnie i mocno rysuje się sekcja rytmiczna w postaci perkusji i gitary basowej nadając całości ‘popowego’ brzmienia. Na dodatek Pan Piotr Rubik dokonał aranżacji dzieł znanych kompozytorów takich jak G.Bietz, L.van Beethoven, J.Offenbach, czy G.Verdi. Dodam że aranżacji mocno udziwnionych, które niewiele wnoszą do danego utworu, a jedynie zniekształcają jego pierwotny kształt i wydźwięk – słowem muzyka nie dorównuje wokalowi. Nie jest jednak tak, że kompletnie nic mi się nie podoba. Pozytywny wrażenia pozostawiają utwory Alma Mater czy Guardami amore, jednak muzyka z tej płyty jest przede wszystkim lekka, łatwa i przyjemna. Zbyt lekka, zbyt łatwa i… niekoniecznie przyjemna. Melomanom zdecydowanie odradzam.
  • Historia pewnej podróży

    Aleksandra Adamczyk 2007-01-31

    Chodźmy tam... światło woła...   (5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Miała być prezentem. Jest "ku pamięci". Niewątpliwie opowiada o małych spacerkach i wielkich podróżach. Przemijaniu, spoglądaniu wstecz i wpatrywaniu się w przyszłość. Ale o tym już na pewno słyszałeś. Ode mnie dowiesz się o odczuciach z nią związanych. Płyta napawa optymizmem. Jest radosna, niemalże spontaniczna, jednak artyzm pana Grzegorza nie pozwala choćby przypuszczać braku dokładnego przemyślenia aranżacji utworów. I w tym widzimy jego geniusz. On czuje te utwory po swojemu, bo pana Marka znał osobiście, co więcej, był pasjonatem jest twórczości, wychowując się na niej. Jednak charakterystyczne brzmienie, zwłaszcza fortepianu, bije z utworów i nie pozwala pomylić go z niczym innym. Figlarny "Gaj" z duecie z Anną Marią Jopek zdaje się być śpiewany z iskierką w oku obojga. Czuć radość w ich głosie, a nawet widzimy oczyma wyobraźni dwoje zakochanych i ich zabawną grę słów. W tytułowej "Historii jednej podróży" między zwrotkami został wykorzystany motyw "a tylko cicho" z koncertowego wykonania tego utworu przez pana Marka. I oczywiście w partiach mówionych pojawił się głęboki i miękki głos pana Wojtka Manna, nie do pomylenia z żadnym innym. "Motorek" - szybki, jak na pracowitą maszynę przystało. W tle rozpoznajemy głos Jana Kantego Pawluśkiewicza. Partie smyczkowe zostały całkiem zgrabnie zastąpione gitarą elektryczną, której wtóruje stukot maszynowych tłoków. "Korowód" - mało kto dziś pamięta pierwotną, arytmiczną wersję "Korowodu", którą możemy usłyszeć chociażby na pierwszej płycie zespołu Anawa o takim samym tytule. Również pan Grzegorz pokusił się o interpretację drugiej wersji. Lekko stonowana, o wolniejszym tempie niż w oryginale. Natomiast "Skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy" to moja ulubiona pozycja. Jest preludium do ostatecznego podsumowania. Optymistycznie skłania do przemyśleń nad naszym własnym życiem. Dźwięki wydobywane przez fortepian niemalże poganiają do refleksji. Końcowe repetycje słów tytułu zapadają w pamięć wraz z beztroskim pogwizdywaniem... tak jakby to pytanie było banalne, a odpowiedź znajdowała się gdzieś tuż obok. Ostatnie słowa płyty zachęcają do szukania swojej drogi, swojego sposobu na życie, malując jej pozytywną perspektywę… wszak "światło woła". Zestaw instrumentów niemalże standardowy (bez ekstrawagancji, jak choćby w 11:11), a zatem możemy usłyszeć gitary, zespół smyczkowy, saksofon, loopy, akordeon, perkusję i instrumenty perkusyjne oraz oczywiście fortepian. Pomimo pozornie małej liczby instrumentów, całość brzmi bardzo dobrze. Nic dodać, nic ująć. Jak zawsze.
  • Pod światło/Tutaj jestem

    Aleksandra Adamczyk 2006-10-14

    Patrz przed siebie i bądź   (10 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Firma Pomaton EMI zaprezentowała nam kolejny album składający się z dwóch płyt Grzegorza Turnaua: „Pod Światło” oraz „Tutaj jestem”. Spoglądasz w przód, ale nie możesz dostrzec niczego konkretnego. Wszystko jest jasne i fascynujące, ale zarazem budzące niepokój, czy aby na pewno to, na co patrzysz, jest tym, co odbiera twój umysł. Tak właśnie patrzy się „Pod światło”. Jednak bynajmniej Pan Grzegorz nie chce nas oślepić, a jedynie oświetlić to, co widzimy na co dzień. Wpleść w życie światło, które jest niezbędne do zobaczenia cieni przeszłości. Swoje rozważania rozpoczyna utworem „Krótka bajka”, zapowiadającym próbę spoglądania na świat z innej perspektywy. W przekazaniu sensu tekstów Ewy Lipskiej, Kazimierza Mikulskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Michała Zabłockiego, a także swoich własnych pomagają artyście dźwięki wydobywane przez fortepian, flet, perkusję, saksofony, gitary, wiolonczelę, obój, skrzypce czy waltornię. Zazwyczaj w aranżacjach nie występują na raz więcej niż trzy instrumenty, jednak staranny dobór dźwięków i tak czyni je niezwykle ciekawymi. Dwie piosenki („Trąbki”, „Gdy kwitnie żonkil”) zostały wzbogacone przez głos Pani Beaty Rybotyckiej. Natomiast płyta „Tutaj jestem”, z utworem o tym samym tytule na czele, jest swoistym manifestem przywiązania artysty do otaczającego Go świata i wartości. Bardzo dobrze widać to na przykładach utworów takich, jak: „Wzdłuż ulic”, „24 smutki”, w którym godzi się z własnym jestestwem czy „Murarz” będącego hołdem dla wyznawanych wartości. Również na tej płycie są żeńskie partie wokalne wykonywane przez wspomnianą wcześniej Beatę Rybotycką (utwór 12) oraz Justynę Steczkowską (utwór 2). Zbiór instrumentów, w porównaniu z wyżej przedstawiona płytą, został wzbogacony przez dodatkowe skrzypce i wiolonczele, kontrabas, altówkę, instrumenty klawiszowe, fagot, rożek angielski czy klarnet, których w pełnej krasie możemy posłuchać w utworach „Murarz oraz „Kto chce bym go kochała”. Podsumowując, album tan jest kolejnym udanym zestawieniem fragmentu twórczości Grzegorza Turnaua.
  • Pod światło/Tutaj jestem

    Aleksandra Adamczyk 2006-10-14

    Patrz przed siebie i bądź   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Firma Pomaton EMI zaprezentowała nam kolejny album składający się z dwóch płyt Grzegorza Turnaua: „Pod Światło” oraz „Tutaj jestem”. Spoglądasz w przód, ale nie możesz dostrzec niczego konkretnego. Wszystko jest jasne i fascynujące, ale zarazem budzące niepokój, czy aby na pewno to, na co patrzysz, jest tym, co odbiera twój umysł. Tak właśnie patrzy się „Pod światło”. Jednak bynajmniej Pan Grzegorz nie chce nas oślepić, a jedynie oświetlić to, co widzimy na co dzień. Wpleść w życie światło, które jest niezbędne do zobaczenia cieni przeszłości. Swoje rozważania rozpoczyna utworem „Krótka bajka”, zapowiadającym próbę spoglądania na świat z innej perspektywy. W przekazaniu sensu tekstów Ewy Lipskiej, Kazimierza Mikulskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Michała Zabłockiego, a także swoich własnych pomagają artyście dźwięki wydobywane przez fortepian, flet, perkusję, saksofony, gitary, wiolonczelę, obój, skrzypce czy waltornię. Zazwyczaj w aranżacjach nie występują na raz więcej niż trzy instrumenty, jednak staranny dobór dźwięków i tak czyni je niezwykle ciekawymi. Dwie piosenki („Trąbki”, „Gdy kwitnie żonkil”) zostały wzbogacone przez głos Pani Beaty Rybotyckiej. Natomiast płyta „Tutaj jestem”, z utworem o tym samym tytule na czele, jest swoistym manifestem przywiązania artysty do otaczającego Go świata i wartości. Bardzo dobrze widać to na przykładach utworów takich, jak: „Wzdłuż ulic”, „24 smutki”, w którym godzi się z własnym jestestwem czy „Murarz” będącego hołdem dla wyznawanych wartości. Również na tej płycie są żeńskie partie wokalne wykonywane przez wspomnianą wcześniej Beatę Rybotycką (utwór 12) oraz Justynę Steczkowską (utwór 2). Zbiór instrumentów, w porównaniu z wyżej przedstawiona płytą, został wzbogacony przez dodatkowe skrzypce i wiolonczele, kontrabas, altówkę, instrumenty klawiszowe, fagot, rożek angielski czy klarnet, których w pełnej krasie możemy posłuchać w utworach „Murarz oraz „Kto chce bym go kochała”. Podsumowując, album tan jest kolejnym udanym zestawieniem fragmentu twórczości Grzegorza Turnaua.
  • Turnau w Trójce
    • Turnau w Trójce
    • Grzegorz Turnau
    • cena: 24,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Aleksandra Adamczyk 2006-10-12

    Koncertowo   (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Turnau w Trójce" to koncert zagrany w studiu i na antenie III Programu Polskiego Radia 26 marca 1994 roku. Całość rozpoczyna krótki rys niedalekiej przeszłości artysty, a on sam wita się z publicznością pierwszą piosenką z płyty "Pod światło" i kontynuuje upajanie publiczności w duchu tego albumu. Utworem "Byłem w nowym Jorku", w nieco zmienionej aranżacji, rozpoczyna wplatanie w recital kompozycji ze swojej debiutanckiej płyty "Naprawdę nie dzieje się nic", uzupełniając go piosenkami w duecie z Andrzejem Sikorowskim. Na szczególna uwagę zasłużył sobie prześmiewczy charakter pozycji "Dobra rada", w którym panowie zgodnie skandują, że na ich nutach piratom "trudno będzie się wzbogacić". Słuchając tej płyty możemy przenieść się do sali koncertowej, wypełnionej publicznością żywo i spontanicznie reagującą na celne pointy, czy to w piosenkach, czy w komentarzach artysty. Nie wychodząc z domu poznajemy Grzegorza Turnaua od strony estradowej jako sympatycznego i ciepłego człowieka. Możemy usłyszeć całe mnóstwo nowych, zharmonizowanych nut, które dodają znanym już piosenkom zupełnie innego brzmienia. Dodatkowo jesteśmy świadkami niezwykłego duetu Turnau – Sikorowski swobodnie bawiącego się dźwiękami. Gorąco polecam osobom, którym nieobca jest kraina muzyki przez duże "m".
    • Turnau W Trójce
    • Grzegorz Turnau
    • (towar niedostępny)

    Aleksandra Adamczyk 2006-10-12

    Koncertowo

    "Turnau w Trójce" to koncert zagrany w studiu i na antenie III Programu Polskiego Radia 26 marca 1994 roku. Całość rozpoczyna krótki rys niedalekiej przeszłości artysty, a on sam wita się z publicznością pierwszą piosenką z płyty "Pod światło" i kontynuuje upajanie publiczności w duchu tego albumu. Utworem "Byłem w nowym Jorku", w nieco zmienionej aranżacji, rozpoczyna wplatanie w recital kompozycji ze swojej debiutanckiej płyty "Naprawdę nie dzieje się nic", uzupełniając go piosenkami w duecie z Andrzejem Sikorowskim. Na szczególna uwagę zasłużył sobie prześmiewczy charakter pozycji "Dobra rada", w którym panowie zgodnie skandują, że na ich nutach piratom "trudno będzie się wzbogacić". Słuchając tej płyty możemy przenieść się do sali koncertowej, wypełnionej publicznością żywo i spontanicznie reagującą na celne pointy, czy to w piosenkach, czy w komentarzach artysty. Nie wychodząc z domu poznajemy Grzegorza Turnaua od strony estradowej jako sympatycznego i ciepłego człowieka. Możemy usłyszeć całe mnóstwo nowych, zharmonizowanych nut, które dodają znanym już piosenkom zupełnie innego brzmienia. Dodatkowo jesteśmy świadkami niezwykłego duetu Turnau – Sikorowski swobodnie bawiącego się dźwiękami. Gorąco polecam osobom, którym nieobca jest kraina muzyki przez duże "m".
  • Ultima / Turnau w Trójce

    Aleksandra Adamczyk 2006-09-26

    „Nie dla cepa jest taka ballada”   (6 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Album, który tym razem proponuje nam Pomaton EMI zawiera dwie płyty z dorobku Grzegorza Turnaua, a mianowicie „Ultima” i „Turnau w Trójce”. ‘Ultima Thule’ to z łaciny koniec świata, ostatni skrawek znanego nam lądu, najdalsza granica, za którą może być wszystko albo nic. Zbliżamy się do tej ‘ostatniej stacji’ nieuchronnie, ale nie jest nią koniec bytu. Oznacza ona zatem możliwie najdalsze miejsce naszej metafizycznej podróży, po której powracamy na sam początek lecz nie po to, by zaczynać wszystko od nowa, ale by kontynuować egzystencję w sposób zgoła odmienny. „Ultima” jest pozycją zamykającą pewien cykl utworów, zapoczątkowany przez płytę „Pod światło”, który traktuje o nieustającej wędrówce człowieka, zmianie jego funkcjonowania, podejmowaniu wyborów i ponoszeniu za nie odpowiedzialności. Muzyka została skomponowana niezwykle starannie z uwzględnieniem wielu instrumentów (takich jak flet, perkusja, gitary, kontrabas, obój, rożek angielski, skrzypce, saksofony, klarnet, akordeon), do tekstów m.in. Michała Zabłockiego, Leszka Aleksandra Moczulskiego, Wiesława Dymnego czy Agnieszki Osieckiej, której utwór „Deus ex machina” jest jednym z jej ostatnich. Część piosenek pochodzi z programu telewizyjnego „Twój dekalog”: „Świat się stworzył” - „Pamiętaj abyś dzień święty święcił”, „Jestem synem mego ojca” - „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „Są pewne sprawy” - „Dekalog # 0”, „Ciała” - „Nie cudzołóż”, „Tak - nie mów tak” - „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”. „Nowa prognoza” jest utworem instrumentalnym stworzonym na bazie „Brackiej”, gdzie ,w opozycji do oryginału, brzmi fortepian wraz z klarnetem. Jak zwykle piękne partie smyczkowe możemy usłyszeć w „Wiem”, „Wiwat słodka miłość” oraz „Leniwa głowa”. Na płycie nie znajdziemy typowych przebojów, ale uważny słuchacz odnajdzie prześmiewczy charakter „Póki czas” czy „Świat się stworzył”. Podsumowując jest to pozycja poważna i zastanawiająca, zarówno w kwestii kompozycji jak i liryki. Druga płyta w albumie, „Turnau w Trójce”, to koncert zagrany w studiu i na antenie III Programie Polskiego Radia 26 marca 1994 roku. Pan Grzegorz wykonał na nim utwory ze swoich dwóch pierwszych płyt „Naprawdę nie dzieje się nic” (6,7,10) oraz „Pod Światło” (2-5, 8,9,14,15) uzupełniając je piosenkami w duecie z Andrzejem Sikorowskim (11-13, 16). To, co wyróżnia tę płytę wśród pozostałych, jest zapis koncertowy z komentarzami pana Grzegorza, spontanicznymi reakcjami publiczności i całymi wiązankami nowych nut zarówno w kompozycjach instrumentalnych jak i wokalnych. Pan Grzegorz swobodnie bawi się dźwiękami ku uciesze publiczności. Bardzo miłą niespodzianką jest pojawienie się pana Andrzeja w swoich kompozycjach, którego głos wibrato dodaje duetowi smaczku i niespotykanego brzmienia.
  • Świecie nasz [Box 15CD]

    Aleksandra Adamczyk 2006-09-19

    Niepewność? Nie, pewność!   (30 z 32 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Świecie nasz" jest zbiorem całego dorobku płytowego Marka Grechuty. Każdy krążek został umieszczony w kopercie z oryginalną okładką i spisem utworów. Całość przechowywana jest w wygodnym boxie, zaopatrzonym w książeczkę, z której dowiemy się wielu ciekawych szczegółów na temat powstawania i nagrywania utworów. Następną niespodzianką jest fakt, że na każdej płycie znajdują się dodatkowe nagrania związane z daną płytą. Są to inne wersje tych samych utworów, nagrania zarejestrowane w radio czy na przeróżnych festiwalach i koncertach. Same zaś płyty pozwalają poznać pana Marka, chciałoby się powiedzieć, chronologicznie. Jesteśmy świadkami jak ewoluuje jego głos i muzyka. Z początku nieśmiało aranżuje po kilka utworów w albumie, oddając pałeczkę pierwszeństwa Janowi Kantemu Pawluśkiewiczowi, by za kilka lat móc sam decydować o brzmieniu i tworzyć muzykę pod orkiestrę i chór jak choćby w "Pieśniach do słów Tadeusza Nowaka". Ta płyta, w moich subiektywnych odczuciach, jest jedną z najlepszych, wydanych przez pana Marka. Subtelnie dobrane teksty, genialnie podłożona muzyka, rewelacje wykonanie. Wdzięku piosenkom dodają głosy Teresy Haremzy, Magdy Umer i Mariana Opani. Godną uwagi pozycją jest także "Marek Grechuta & Anawa". Debiutancka płyta z wesołymi, autorskimi utworami pana Marka: "W dzikie wino zaplątani", "Będziesz moją panią" oraz "Nie dokazuj", a także ze zwycięskim (festiwal Opole 1969 r.) "Weselem". W pełni autorską zaś płytą jest "Krajobraz pełen nadziei" czy "Dziesięć ważnych słów". Ta pierwsza to niezwykle optymistyczna opowieść o tym wszystkim, co z nadzieją jest związane. O miłości, pragnieniu lepszego jutra. Ona krzyczy, w łagodnych dźwiękach i subtelnych tekstach, ale krzyczy, o potrzebie zrobienia miejsca w swoim życiu trzem wartościom: wierze, miłości i nadziei. Natomiast "Dziesięć ważnych słów" to próba, zresztą bardzo udana, ukazania drogowskazów, które prowadzą do dobrego i spokojnego życia. Sam autor mówi o niej: jest to "propozycja dla ludzi, którzy poszukują w życiu dróg i sięgają w tym celu po poezję". Wyjątkowymi dodatkami są płyty "Serce", na której znani, polscy artyści, tacy jak Tadeusz Woźniak, Krystyna Janda czy Grzegorz Turnau, wykonują największe przeboje Marka Grechuty oraz "Godzina miłowania" zawierająca oryginalne, a co za tym idzie archiwalne, wersje również bardzo popularnych pieśni. Każdą płytę warto przesłuchać i to kilka razy, by wydobyć z niej każdy instrument i każdą jego nutę, by uraczyć swoje zmysły niecodziennymi kompozycjami i pierwszorzędnym wokalem pana Marka i jego gości.
(Stron 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!