stały recenzent  Agnieszka Kusiak 3

"Czytanie oznacza stanięcie oko w oko z rzeczywistością w jej najbardziej skondensowanej postaci, a to - dziwna rzecz - jest mniej straszne, niż mieć z nią ciągle do czynienia w formie rozcieńczonej" Amelie Nothomb "Antychrysta". Witam moli książkowych i tych, którzy świat zapisany na stronach książek na równi wypełniają swoim. Typowy mól książkowy zaczyna zdanie od: "Uwielbiam książki" - i ja też. Mogłabym zamieszkać w bibliotece, mogłabym zostać przez omyłkę zamknięta na noc w księgarnii, mogłabym pracować (oczywiście dorywczo) w antykwariacie, których dziś szukać jak ze świeczką. Pasję "książkową" traktuję jako terapię oderwania od swojej codzienności i pomalowania innymi barwami świata jaki mnie otacza. Nie buduję siebie na podstawie przeczytanych historii, ani nie utożsamiam się z bohaterami stworzonymi przez autorów książek. Czytam z nieprzepartej chęci poznania spostrzeżeń innych osób, zapamiętuję mądre zdania, frazy czy opisy rzeczy, które wydają sie być trywialne, a w gruncie rzeczy takie nie są. Uwielbiam wyobrażnię autorów, którzy budują historię, tworzą postaci, układają dialogii, kreują całkiem nową przestrzeń. I wiem, że wszystko jest tylko inną wersją tego, co już było. Ktoś kiedyś, kilkanaście lat temu z pewnością opisał już historię, którą teraż poniekąd ktoś współczesnie "odgrzewa". Bo wszystko już było. Ale ile czytelników (i nie-czytelników) tyle opini. A z nimi się nie walczy, bo to droga bez końca i bez zwycięzcy. Ja, mimo tego, zawsze po skończeniu książki, gdy ją zamykam i trzymam przez chwilę w dłoniach dotykając raz jeszcze obwoluty, jestem pełna podziwu dla autorów każdej z nich, każdej książki, jaka tylko trafia do moich rąk. I zrażam się tym, gdy gazety i prasa szybciej i łatwiej znajdują sobie wiernych czytelników, aniżeli cienka choćby książeczka kieszonkowa. Że ludzie wolą przerzucić stos miesięczników, przekartować bezmyślnie poradniki oraz plotki z życia gwiazd aniżeli dotknąć choćby jednej okładki książki. Że łatwiej znajdujemy czas na kartkowanie periodyków niż na lekturę "normalnej" książki. Takie chyba mamy czasy, choć tego typu uogólnienie przypomina porywanie się z taczkami do budowy zamku. Harry Potter i J.Rowling zaprzecza temu, że nie czytamy. Magia i baśniowy świat szkoły Hogwart porwały tych, którzy dawno temu nabrali awersji do ksiązek w ogóle. Coehlo też wybił się z grona autorów odkładanych na półki. Sapkowski i Tolkien to też pisarze, którzy świat fantastyki odkurzyli z pyłu. Są wyjątki zaprzeczające ogółowi, co na prawdę cieszy i buduje wiarę. A pisząc o sobie - dopiero kilka miesięcy temu znalazłam odpowiedź na najtrudniejsze dla mnie pytanie - którego pisarza lubię najbardziej? Trudno powiedzieć jednoznacznie, bo autor pisze w zależności od nastroju, a książki powstają w zależności od czasów w jakich przyszło nam żyć. Lubię Coetzee. Jego powieści, tak proste i tak szczere skłaniają mnie do innego patrzenia na proste dni mojego własnego bytu. Gdzie uzmysławiam sobie, że życie nie zawsze jest albo białe albo czarne. My, aktorzy sceny życia, czasem nieświadomie zaciskamy pętlę wokół własnej szyi usiłując złapać coś nieosiagalnego lub dążyć do nierealnych celów. Nie umiemy zmienić biegu zegara, a to wywołuje w nas nerwowość i frustrację. Jesteśmy słabi - trybiki w systemie czegoś od nas "Większego". Wracając do lubianych autorów - po przeczytaniu "Szaleństw Brooklynu" lubię także Paula Austera. A jeszcze bardziej utwierdziłam się w tym przekonaniu po "Trylogii nowojorskiej", która zbudowana jest z trzech opowiadań stanowiąceych jedną spójną całość. Rewelacyjna fabuła połączona z bystrym językiem i dobrym okiem. Odrywa od codzienności i zmusza do myślenia. Czytam wiele. Najczęściej powieści obyczajowe, historie realne, które pisze samo życie. Które mogą spotkać każdego z nas ze mną włącznie. Splot wielu wątków czasem smutnych, czasem zabawnych, a nawet komicznych - jak to zwykle w życiu bywa. To są powieści, które trzymając mnie w swoich szponach i nie pozwalają mi często oderwać sie od siebie. Chodza za mną. Jest i książka, która na długo po skończeniu długo nie pozwalała o sobie zapomnieć - "Martin Eden". Urocza. Pozdrawiam wszystkie bliskie mi dusze "moli książkowych" oraz tych, którzy uwielbiają sztukę pisania. Agnieszka Kusiak

Rekomendacje:

  1. Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki
  2. Raj tuż za rogiem
  3. Dom Augusty
  4. Pamiętnik przetrwania
  5. Lato przed zmierzchem
  6. Mam łóżko z racuchów
  7. Księga bez tytułu
  8. Once
  9. Rzeka tajemnic
  10. Jedwabna opowieść
  11. Pamiętnik
  12. Kwietniowa czarownica
  13. Będziesz tam?
  14. Sześć stóp pod ziemią (sezon 1, 5 DVD)
  15. To skomplikowane
  16. Śpiewająca lipka. Bajki Słowian Zachodnich
  17. Dzisiaj narysujemy śmierć
  18. Dzieci cesarza
  19. Lód i woda, woda i lód
  20. W pułapce wojny
  21. Opowieść o Darwinie
  22. Zapasy z życiem
  23. Duchy Goi
  24. Dopóki Mamy Twarze
  25. Kaczmarek By Możdżer
  26. Gottland
  27. Tarantula
  28. Bękart ze Stambułu
  29. O miłości i innych demonach

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 625

  • Charlie i fabryka czekolady (Magia kina)

    Agnieszka Kusiak 2011-12-26

    Kino konesera od lat 5 wzwyż   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Twórcą filmu jest Tim Burton, znany ze współpracy z Johnnym Deppem i swoją żoną Heleną. Ich trójka od dawien dawna kręci dzieła, które zjednują sobie widzów na całym świecie. Ich filmy częstokroć ocierają się o granice baśni. Jest to bowiem mieszanka rzeczywistości i bajki, realizmu i snu, a tu zawsze widoczne są kłamstwo i dobro, bo gdzie indziej kontrast widać najlepiej, jak nie w filmach baśniowych? Willy Wonka, właściciel fabryki czekolady, organizuje konkurs. Pięciu śmiałków, fanów przepysznej czekolady, wejdzie do tej fabryki marzeń i będzie mogło zobaczyć jak powstają smakołyki dziwacznego właściciela. Zwycięzcami zostaje 5 dzieci, które wraz z osobą towarzyszącą przekraczają próg "raju". I tu, wewnątrz budynku dochodzi do absurdalnych zachowań owych dzieciaków, wrednych, rozpieszczonych, samolubnych i wyjątkowo niegrzecznych. Ujawniają się ich charaktery, których prowodyrami stają się przypadkowe sytuacje. Prawdą staje się powiedzenie "Jacy rodzice, takie dzieci". Swoboda wychowania owocuje skrajnymi tworami ludzi. Jest tu brutalny chłopak, obżarty grubas i samolubna dziewucha, a każdy z nich ma zalewie 10 lat. Tim Burton sięgnął po filmową konwencję, która w szczery sposób pokazuje ludzi. Niby baśń, a jak prawdziwa.
  • Bękart ze Stambułu

    Agnieszka Kusiak 2011-12-23

    Kto jest czyim dzieckiem   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Powieść zaczynamy konwersją czasową. W pierwszej kolejności poznajemy matki obu bohaterek, by potem zaznajomić się z właściwymi postaciami tej powieści, nastoletnimi młodymi dziewczętami - Turczynką i Ormianką. Jednak ich osoby stanowią uzupełnienie tego, co rozgrywa się w tle. Jest to bowiem cały aspekt społeczno-polityczny, Turcy i Ormianie, narodowości, które żyjąc zakorzenioną historią nie potrafią pogodzić się z teraźniejszością. Ciągle wyciągane zaprzeszłe dzieje, nieznane dla młodych pokoleń stale podgrzewane przez dorosłe osoby. Do tego dochodzi wzajemna nienawiść, którą młodzi nie zawsze kultywują, czego oznaką jest większa tolerancja na innych. Tak jest w przypadku Asyi i Armanusz, które poznają się jako "przyszywane" członkinie rodziny Kazanci, które lubiąc się łamią tym samym tabu pokoleniowych nienawiści. Asya mieszka w Turcji, dorasta wśród dziwacznych ciotek i nigdy nie widzianego wujka Mustafy, który jest ojczymem Armanusz. Ta zaś, dorastając w Ameryce, potajemnie przyjeżdża do Turcji by poznać dom rodzinny swej babci. Plątanina losów dwóch różnych rodzin i tego, co wychodzi na jaw podczas wspólnego spędzania czasu sprawia, że wiele przykrych faktów ujrzy światło dzienne, czego prowodyrami w pierwszej kolejności będą dżiny, a zwłaszcza ten zły, który nie znosi obłudy. Kim są kobiety z rodziny Kazanci? Kim matka, którą własna córka nazywa ciocią? Co sprawia, że mężczyźni w tej rodzinie dożywają tylko do 40 roku życia? Fatum to, czy taki los? Co skrywa rodzinny dach? "Bękart ze Stambułu" to niesłychanie barwna powieść, historycznie kolorowa, ale jednocześnie bardzo czarna w tym, co skrywa pod "podszewką". Jest radość, bunt dorastania, jest i ból i cierpienie - odwieczne dwubiegunowe ludzie namiętności. Nic nie współistnieje bez swego skrajnego odpowiednika. Bo, jak to często w życiu bywa, kraina samym mlekiem nie płynie...
  • Stone
    • Stone
    • John Curran
    • cena: 19,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Agnieszka Kusiak 2011-12-17

    Doką prowadzi resocjalizacja?   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Czy - jak napisał jeden z recenzentów na merlin.pl - w tym filmie brakuje "suspensu i napięcia"? Czy tylko dlatego widz siedzi przykuty do ekranu, bo jest ekscytacja? RACZEJ NIE. Bo dobre filmy dla inteligentnego widza mają coś poza tym - mają głębsze znaczenie, tzw. "drugie dno" oraz coś, co zawiązuje się na końcu filmu. Taki jest właśnie "Stone" z doborową i bardzo dobrą obsadą aktorską oraz niesamowicie przemyślanym scenariuszu. Oto Jack (Rober De Niro), kurator sądowy u progu emerytury, dostaje do oceny zachowanie pacjenta-skazanego za podpalenie dziadków, Stone`a (Edward Norton). Dialog jaki się między nim zawiązuje, rzucane wulgaryzmy oraz konfrontacja dwóch osobowości sprawiają, że każdy z nich zaczyna inaczej patrzeć na swoje dotychczasowe życie. Stone w międzyczasie zaczyna pogrywać z kuratorem poza murami więzienia, podpuszczając swoją żonę Lucetta (Milla Jovovich) by doszło do jej spotkania z Jackiem. Stajemy się widzami gierek grymaśnej żony, skazańca szukającego Boga oraz podstarzałego kuratora, którego biernym uzupełnieniem jest żona, ta sama... od 42 lat. I to właśnie ona, cicha, pobożna, widząca więcej niżby mogło się wydawać jest znaczącym ogniwem tego filmu. Pomijana, wiecznie poniżana i odsuwana na bok, jednocześnie cierpiąca poniżenia - to o nią powinniśmy pytać. Bo czym staje się tytułowy "Kamień", jak nie przygniatającym głazem? Muszę nadmienić, że aktorkę wcielającą się w rolę Madylyn (Frances Conroy) lubię od czasu, gdy poznałam ją dzięki serialowi "Sześć stóp pod ziemią". Tu jest równie fenomenalna. Podobnie rzecz ma się z podstarzałym, zramolałym Robertem De Niro, którego bardzo lubię w filmach, do których nie musi się zbytnio "nagina", bo gra siebie. Starego, z dolegliwościami swego wieku, zrzędę o wiecznie "niewyraźnej" gębie. Polecam.
  • Tarantula
    • Tarantula
    • Thierry Jonquet
    • cena: 22,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Agnieszka Kusiak 2011-12-10

    Pająk i jego ofiary   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    By stworzyć taką powieść trzeba być mistrzem o niesłychanie wielkiej wyobraźni, co - jak udowodnił sam autor - nie jest rzeczą błahą. Oto poznajemy renomowanego chirurga plastycznego, Richarda i jego żonę Ewę, którą więzi w dziwny sposób, zaryglowując ją na trzy spusty na pietrze swej willi. Jednocześnie nadzy otwieramy oczy w ciemnej piwnicy przywiązani łańcuchem do rur, leżymy w kałuży własnych odchodów, a jedyne co nam doskwiera to pragnienie. Za chwilę zaś stajemy się zbiegiem, złodziejem i mordercą skrytym w samym gąszczu lasu, z dala od siedzib ludzkich i sami leczymy boleśnie uszkodzone udo. Trzy różne historie, trzy różne osoby, ale jest coś, co je łączy - niewola. Ewa nie jest kobietą, Alex nie zaginął bez śladu, a Vivienne to ofiara brutalnego gwałtu. Nie zdradzę poszczególnych bohaterów, nie ujawnię ich poniżeń i niejednokrotnych nagłych zrywów i błędnych kroków. Nie ujawnię zezwierzęcenia jakiemu ulegli, a które w konsekwencji sprawiło, że osobowość jako taka całkiem zanikła. Instynkt przetrwania stał się priorytetem, a dalsze potrzeby zeszły na inny plan. Człowiek w obliczu śmierci zrobi wszystko by się dostosować, a tym samym przeżyć, bo tylko byt ma sens. Książka, niewielka wręcz broszurka autorstwa Thierry`ego Jonquet`a to, wbrew swemu niepozornemu wyglądowi mistrzowsko skonstruowana powieść o niesłychanej fabule. Nie ma tu patosu i zbytniego przedłużania scen. Jest perfekcyjnie napisana, a jej psychologiczne dno stanowi niebywałą gratkę dla czytelnika. Nie można się od niej oderwać. Krąży za Tobą, szepcze do Ciebie, gładzi Cię po karku i zmusza do czytania. A gdy już dobrniesz do ostatniej strony, gdy ja zamkniesz i ponownie spojrzysz na okładkę dojdziesz do wniosku, że psychopatyczne wnętrza noszą w sobie nawet ci, po których się tego absolutnie nie spodziewamy. "Tarantula" to Mistrzostwo Literackie.
  • Zrób sobie raj
    • Zrób sobie raj
    • Mariusz Szczygieł
    • cena: 35,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Agnieszka Kusiak 2011-12-09

    Czechy bez zachwytu   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Gottland" to fenomen w porównaniu z "Rajem". Tu mamy obraz współczesnych Czech i wydawać by się mogło, że to przyciągnie czytelników, że zadziała jak magnes zwłaszcza na młodych. A stało się coś wprost odwrotnego. Książka nie wciąga, nie ciekawi, nie ma w sobie magnetyzmu ani tego, co sprawia, że chce się jej dać szansę, że się rozwinie i "zmusi" do czytania do samego końca. Kilka stron, potem kilka kolejnych... i nic.
  • Dziewczyna z perłą

    Agnieszka Kusiak 2011-12-06

    Dziewczyna w kolczykach żony   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Po otrzymaniu Oscara za rolę jąkającego się króla Anglii, Colin Firth odzyskał drugą świeżość. Teraz każdy nowy film, w którym gra od samej zapowiedzi staje się hitem ekranu, a stare filmy z jego udziałem zostają ponownie odkurzone. Tak jest i z "Dziewczyną z perłą", gdzie Colin gra malarza Vermeera. Młody, w długich włosach artysta, który w jednym domu mieszka wraz z żoną, szóstką dzieci i teściową. Majątek domu zależy od jego natchnień i dzieł. W sklepach i na targu zaciągają długi, które spłacają dopiero wówczas, gdy Vermeer sprzeda obraz. Aż pewnego dnia w jego domu pojawia się Grit, służąca, sprzątaczka i jednocześnie muza, bo jej osoba sprawia, że Vermeer zyskuje inne spojrzenie. Widzi obrazy, kolory i ich nasycenie. Wciąga dziewczynę w swój malarski świat, który w ogóle nie obchodzi nikogo z domowników. Jednak spokój nie trwa wiecznie. Mały, ciasny dom i ściany, które mają "uszy" i "oczy", wszystko to sprawia, że Grit w oczach Pań domu traci wiarygodność. Dzieci Vermeera zjednują się przeciw niej. Także teściowa, kumocha trzymająca pieczę na kasą w domu, pozwala sobie na kłamstwo wobec rodzonej córki. A wszystko w imię dobra majątku. Film, który nakręcił Webber to arcydzieło. Nie ma tu szybkich zwrotów akcji, ani scen wypełnionych bełkotem aktorów. Jest to film, gdzie aktorzy więcej grają mimiką, gestykulacją, odruchami. Trzeba go oglądać, nie słuchać. Z bacznego obserwowania bowiem wyciśniemy całe jego piękno, a całości dopełni fenomenalna scenografia. Film z wysokiej półki. POLECAM.
  • Życie przed oczami

    Agnieszka Kusiak 2011-12-03

    Koniec życia przed oczami

    Ten film to, jak to nazywam, ekranowa podpucha. Zaczyna się miło, ciekawie, stopniowo wciąga, by potem zacząć nieco przynudzać i stawać się wprost przewidywaną papką. W szkole dochodzi do tragedii. Młody chłopak strzela do uczniów, jest wiele ofiar i rannych. Strzela także do Diany - w tej roli Uma Thurman - i jej koleżanki Amandy. Jak ta konfrontacja wpłynie na dalsze losy dorosłej już kobiety? Czy można poradzić sobie z traumą po takim doświadczeniu? Film składa się z wielu retrospektyw i przeskoków czasowych. Pada jakiś wątek, by zaraz powrót do przeszłości wyjaśnił motyw - widz skacze po scenach i urywkach wyciętych z dorosłego życia Diany, która obecnie jest matką i żoną lecz mentalnie nadal tkwi w dramacie z młodości. Wracają do niej strzały, strach niejednokrotnie wyczula ją na każdy najdelikatniejszy szmer. Nawet córkę wychowuje pod pręgierzem własnych doświadczeń. Tłamsi ją. Film jest może i ciekawy, jednak sama konstrukcja oraz gra aktorska pozostawia wiele do życzenia. Ostatnia scena filmu staje się najbardziej zagadkową i najbardziej zaskakującą jednocześnie. Uważny widz zauważy sens. Jednak czy warto obejrzeć cały film by doczekać do ostatecznego wyjaśnienia pozostawiam już do indywidualnego wyboru.
  • Śmierć pięknych saren

    Agnieszka Kusiak 2011-11-28

    Ryby nie biorą   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wielką sobie zrobiłam krzywdę oglądając ten film po uprzedniej lekturze powieści pod tym samym tytułem. Inaczej wyobrażałam sobie jej ekranizację. Film pochodzi z 1986 roku i rządzi się ówczesną kinematografią ale daleko jest owej fabule do tego, co zawiera książka. Wiele scen i ważnych wątków zostało pomiętych, a te które zostały sfilmowane po wielokroć spłaszczono. Nawet same tytułowe sarny nie stanowią takie sensu stricte jaki powinny. Także ryby wydają się na pół żywe, jak nie śnięte i cudem pływające. Czuję, mimo wielu usilnych starań, wielkie zaskoczenie. Można pośmiać się w Firmy Elektrolux i z niczego poza tym. Powieść jest perełką przy tak bladej konkurencji jaką stanowi film. To dwa całkiem odrębne światy. Aż ciśnie się pytanie - po cóż opierać film na książce skoro tej książki w tym filmie w ogóle nie ma?
  • Co nas kręci, co nas podnieca

    Agnieszka Kusiak 2011-11-27

    Co nas kręci w pewnym wieku

    Uwielbiam Woody`ego za jego monologowanie. Każdy z filmów to majsterszyk kinowego przegadania, gdzie pomiędzy zdaniami skryte są pewne prawdy i fakty z naszego życia. Oto podstarzały facet bierze pod swój dach młodziutką dziewczynę. Niby tylko na jedną noc, a potem ma odejść. Niemniej jednak nowa lokatorka siłą swej młodzieńczej urody przekonuje go do tego, by zostać nieco dłużej. I tak oto toczy się życie tych dwoje. On dziwak, ona naturszczyk chłonący jego przegadane mądrości i cudaczne nawyki dnia codziennego (jak choćby śpiewanie "Happy birthday" podczas porannej toalety). Aż pewnego dnia przyjeżdża mamusia owej młodej damy... Woody Allen w świetnej formie, jak zawsze zresztą. Czas się go nie ima. Jak on to robi, że w tym wieku tworzy tak błyskotliwe filmy??? Tajemnica nie do odgadnięcia.
  • A Hundred Million Suns [Polska cena]

    Agnieszka Kusiak 2011-11-24

    Odkrycie   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Są czasem piosenki, które jednym uchem wyłapuje się w radiu, potem zagnieżdżają się w umyśle i krążą po głowie i nie pozwalają o sobie zapomnieć, aż człowiek zaczyna szukać wykonawcy... Tak pewnego razu usłyszałam piosenkę "Chasing Cars" i tym samym trafiłam na zespół Snow Patrol. Ta płyta jest kolejną już w dyskografii i równie świetną jak wcześniejsze (choć nie powinno się NIGDY - PRZENIGDY - porównywać płyt jednego zespołu do siebie). Polecam wielbicielom melodyjnego rocka oraz tym, którzy grzebią po półkach z płytami szukając pereł. Dla mnie Snow Patrol to odkrycie.

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!