stały recenzent  MonikaSz

www.impresjemoniki.blogspot.com

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 15

  • Katoniela
    • Katoniela
    • Ewa Madeyska
    • cena: 26,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    MonikaSz 2008-04-26

    Historia kobiety uwikłanej w katolicyzm   (5 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Choć żyjemy w już XXI wieku, to sfera religii nadal pozostaje dla wielu Polaków tematem tabu. Uważana przez niektórych za skandalizującą książkę "Katoniela" dotyczy ważnego, ale trudnego tematu - katolicyzmu. Główną bohaterką powieści Madeyskiej jest Aniela, która urodziła się w ortodoksyjnie katolickiej rodzinie: "Była katoliczką. Wyboru dokonali za nią rodzice, a za nich ich rodzice, a za nich, i tak dalej". Poprzez ukazanie doświadczeń tej kobiety autorka demaskuje katolicki model rodziny. Warto tutaj nawiązać do krótkiej notki o autorce, która została umieszczona na okładce. Jej pierwsze zdanie brzmi: Ewa Anna Madeyska od urodzenia (w 1971 roku) katoliczka. Myślę, że ta deklaracja daje autorce prawo do obnażania postaw wielu polskich katolików. Istotny jest fakt, że autorka w jednym z wywiadów przyznała się do uczestnictwa w Charyzmatycznym Ruchu Odnowy w Duchu Świętym. To może tłumaczyć dogłębną znajomość praktyk tego ruchu, która wyłania się na kartach powieści. Losy Anieli są jakby pryzmatem, przez który autorka ukazuje specyfikę katolickiego modelu rodziny: dorastanie w domu, w którym nie było żadnej emocjonalnej więzi między członkami rodziny, a dziecku nakazuje się chodzenie do kościoła, bez wytłumaczenia istoty wiary, w domu, w którym ojciec zdradza matkę, a ta cierpliwie znosi swój krzyż, córkę wychowuje się w myśl zasady: "Dziękuję, kiedy dostaję, proszę - najlepiej o nic, i przepraszam, że proszę, chociaż i tak wiadomo, że raczej nic nie dostanę"; małżeństwo z człowiekiem, który nie miał do niej szacunku, traktował jak swoją niewolnicę, upokarzał ją, próbując uzależnić ją od siebie ekonomicznie (wypłata Anieli wpływała na "Jego Wspólne Konto"), a następnie płacił za spełnianie "małżeńskich obowiązków". Taka postawa nie przeszkadzała mu w angażowanie się w życie kościoła, gdzie był postrzegany nie tylko jako dobry katolik, ale także jako przykładny mąż i ojciec. Łatwo jednak dostrzec, że Madeyska krytyce poddaje powierzchowność polskiego katolicyzmu, w którym liczy się to, aby w kościele prezentować się ładnie i schludnie, a na katechezie na pamięć uczyć się dogmatów, bez zadawania (na pozór) naiwnych pytań. Madeyskiej często zarzuca się tendencyjność i manipulację. Nie mogę zgodzić się z takimi opiniami. Oprócz przedstawia katolicyzmu jako religii ludzi skrzywionych i nieszczęśliwych, autorka pokazuje też pozytywne wzorce (Pola, przyjaciółka głównej bohaterki, dobrowolnie zgadza się na pozostanie w katolickim modelu rodziny i nie żałuje swojego wyboru). Ważnym elementem książki jest język, stanowiący skrzyżowanie stylu Biblii oraz języka tekstów religijnych ze sposobem pisania Doroty Masłowskiej. Jest on więc mocny, dosadny. "Katonielę" oceniam pozytywnie za to, że pokazuje zakłamanie katolickich rodzin i robi to z perspektywy tkwiącej w środku zdarzeń kobiety. Jeżeli tylko nie potraktujemy jej jako próby wywołania skandalu, to jej lektura może być świetnym pretekstem do refleksji na temat świadomości społeczeństwa polskiego i pozycji kobiety w strukturze społecznej w XXI wieku.
  • Tylko ciebie chcę

    MonikaSz 2008-02-08

    Tylko dla egzaltowanych podlotków...   (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka "Tylko ciebie chcę" zachęciła mnie do kupna. W końcu mocno sugestywne hasło na ładnej okładce: "Odlotowy melanż nie dla lamusów!", a także zapowiedź, że ta "kultowa książka dla młodych ludzi, lepsza od najlepszej gry komputerowej (...)" nie może pozostawić nikogo obojętnym. Chociaż nie znam się na grach komputerowych, to jestem jeszcze dość młoda w związku z czym jest to książka adresowana do mnie. "Tylko ciebie chcę" jest kontynuacją książki Federica Mocci "Trzy metry nad niebem". Jednak czytanie pierwszej części trylogii (we Włoszech ukazała się już trzecia część) możemy sobie darować, ponieważ w swojej drugiej powieści włoski pisarz powraca do wszystkich wątków, które pojawiły się wcześniej, wzbogacając je o kilka nowych. Powieść reklamowana jest jako realistyczny portret młodego włoskiego pokolenia. Niestety, wizja ta uderza nas swoją sztucznością. Opis dwudziestolatków dokonany przez dwukrotnie starszego autora jest powierzchowny i strywializowany. Świat poznajemy z perspektywy młodego bohatera Stepa, który właśnie po dwóch latach wrócił ze Stanów Zjednoczonych do Rzymu. Młodość, uwypuklana przez wydawcę jako jeden z największych atutów powieści, nie może być usprawiedliwieniem wszystkich banalnych, płytkich opinii narratora: Albo to wina piwa, albo też i ona i te jej pytania przyprawiają mnie o zawrót głowy. Albo to wina bólu, jaki zadała mi ta miłość, o której wciąż pamiętam, Jakie to upierdliwe! Tak trudno wymazać z pamięci fajne rzeczy. Ale o ile mogę wybaczyć kreację bohatera, jako nad wyraz afektywnego, aczkolwiek nieco ograniczonego człowieka, tak trudno mi się pogodzić z językiem, którym rzekomo mają się posługiwać młodzi ludzie: naprawdę w dechę, nadużywany przymiotnik fajny czy zwroty typu: Łyso ci? Nie wiadomo, kto - autor czy tłumaczka - bardziej przyczynił się do faktu, że język powieści aktualny dla wcześniejszej generacji niż ta, która pojawiła się na kartach powieści. Niezaprzeczalną winą autora jest za to wszechogarniający materializm sączący się z kart tej powieści: To kurtka marki Fire. Tam noszą ją ci, którym się udało. Zajebista, co? Zawsze ma zasięg. (...). To model N70, ma wszystko a do tego jest mały. Właściwie w całej książce nie ma opisu osoby, w którym narrator nie odwołałby się do marki noszonych przez nią ubrań. Rozumiem, że autor książki nie ma dobrego zdania o młodym pokoleniu, ale wymienianie samych nazw firm jest dla czytelnika nieznośnie nudne i nie może zastępować rzetelnego (urozmaiconego) opisu. Co mogę na koniec powiedzieć o fabule? Typowa, banalna historyjka o miłości dwojga dwudziestolatków. Pozbawiona głębszych treści, nie może predestynować do tego, aby być postrzegana jako wierny obraz młodego pokolenia. Prezentowani tu młodzi ludzie, oprócz głoszonych przez siebie frazesów, nie mają nic do powiedzenia. Autor rozwleka to do objętości 480 stron. Można było, bez strat dla (skądinąd marnej) fabuły, skrócić książkę o połowę - proponuję wyciąć wszystkie fragmenty dotyczące markowych ubrań i gadżetów. A motyw pisania na murach wyznań miłosnych może stanowić atrakcję wyłącznie dla egzaltowanego podlotka.
  • Tylko ciebie chcę

    MonikaSz 2008-02-08

    Tylko dla egzaltowanych podlotków...   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka "Tylko ciebie chcę" zachęciła mnie do kupna. W końcu mocno sugestywne hasło na ładnej okładce: "Odlotowy melanż nie dla lamusów!", a także zapowiedź, że ta "kultowa książka dla młodych ludzi, lepsza od najlepszej gry komputerowej (...)" nie może pozostawić nikogo obojętnym. Chociaż nie znam się na grach komputerowych, to jestem jeszcze dość młoda w związku z czym jest to książka adresowana do mnie. "Tylko ciebie chcę" jest kontynuacją książki Federica Mocci "Trzy metry nad niebem". Jednak czytanie pierwszej części trylogii (we Włoszech ukazała się już trzecia część) możemy sobie darować, ponieważ w swojej drugiej powieści włoski pisarz powraca do wszystkich wątków, które pojawiły się wcześniej, wzbogacając je o kilka nowych. Powieść reklamowana jest jako realistyczny portret młodego włoskiego pokolenia. Niestety, wizja ta uderza nas swoją sztucznością. Opis dwudziestolatków dokonany przez dwukrotnie starszego autora jest powierzchowny i strywializowany. Świat poznajemy z perspektywy młodego bohatera Stepa, który właśnie po dwóch latach wrócił ze Stanów Zjednoczonych do Rzymu. Młodość, uwypuklana przez wydawcę jako jeden z największych atutów powieści, nie może być usprawiedliwieniem wszystkich banalnych, płytkich opinii narratora: Albo to wina piwa, albo też i ona i te jej pytania przyprawiają mnie o zawrót głowy. Albo to wina bólu, jaki zadała mi ta miłość, o której wciąż pamiętam, Jakie to upierdliwe! Tak trudno wymazać z pamięci fajne rzeczy. Ale o ile mogę wybaczyć kreację bohatera, jako nad wyraz afektywnego, aczkolwiek nieco ograniczonego człowieka, tak trudno mi się pogodzić z językiem, którym rzekomo mają się posługiwać młodzi ludzie: naprawdę w dechę, nadużywany przymiotnik fajny czy zwroty typu: Łyso ci? Nie wiadomo, kto - autor czy tłumaczka - bardziej przyczynił się do faktu, że język powieści aktualny dla wcześniejszej generacji niż ta, która pojawiła się na kartach powieści. Niezaprzeczalną winą autora jest za to wszechogarniający materializm sączący się z kart tej powieści: To kurtka marki Fire. Tam noszą ją ci, którym się udało. Zajebista, co? Zawsze ma zasięg. (...). To model N70, ma wszystko a do tego jest mały. Właściwie w całej książce nie ma opisu osoby, w którym narrator nie odwołałby się do marki noszonych przez nią ubrań. Rozumiem, że autor książki nie ma dobrego zdania o młodym pokoleniu, ale wymienianie samych nazw firm jest dla czytelnika nieznośnie nudne i nie może zastępować rzetelnego (urozmaiconego) opisu. Co mogę na koniec powiedzieć o fabule? Typowa, banalna historyjka o miłości dwojga dwudziestolatków. Pozbawiona głębszych treści, nie może predestynować do tego, aby być postrzegana jako wierny obraz młodego pokolenia. Prezentowani tu młodzi ludzie, oprócz głoszonych przez siebie frazesów, nie mają nic do powiedzenia. Autor rozwleka to do objętości 480 stron. Można było, bez strat dla (skądinąd marnej) fabuły, skrócić książkę o połowę - proponuję wyciąć wszystkie fragmenty dotyczące markowych ubrań i gadżetów. A motyw pisania na murach wyznań miłosnych może stanowić atrakcję wyłącznie dla egzaltowanego podlotka.
  • Tylko ciebie chcę

    MonikaSz 2008-02-08

    Tylko dla egzaltowanych podlotków...   (5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka "Tylko ciebie chcę" zachęciła mnie do kupna. W końcu mocno sugestywne hasło na ładnej okładce: "Odlotowy melanż nie dla lamusów!", a także zapowiedź, że ta "kultowa książka dla młodych ludzi, lepsza od najlepszej gry komputerowej (...)" nie może pozostawić nikogo obojętnym. Chociaż nie znam się na grach komputerowych, to jestem jeszcze dość młoda w związku z czym jest to książka adresowana do mnie. "Tylko ciebie chcę" jest kontynuacją książki Federica Mocci "Trzy metry nad niebem". Jednak czytanie pierwszej części trylogii (we Włoszech ukazała się już trzecia część) możemy sobie darować, ponieważ w swojej drugiej powieści włoski pisarz powraca do wszystkich wątków, które pojawiły się wcześniej, wzbogacając je o kilka nowych. Powieść reklamowana jest jako realistyczny portret młodego włoskiego pokolenia. Niestety, wizja ta uderza nas swoją sztucznością. Opis dwudziestolatków dokonany przez dwukrotnie starszego autora jest powierzchowny i strywializowany. Świat poznajemy z perspektywy młodego bohatera Stepa, który właśnie po dwóch latach wrócił ze Stanów Zjednoczonych do Rzymu. Młodość, uwypuklana przez wydawcę jako jeden z największych atutów powieści, nie może być usprawiedliwieniem wszystkich banalnych, płytkich opinii narratora: Albo to wina piwa, albo też i ona i te jej pytania przyprawiają mnie o zawrót głowy. Albo to wina bólu, jaki zadała mi ta miłość, o której wciąż pamiętam, Jakie to upierdliwe! Tak trudno wymazać z pamięci fajne rzeczy. Ale o ile mogę wybaczyć kreację bohatera, jako nad wyraz afektywnego, aczkolwiek nieco ograniczonego człowieka, tak trudno mi się pogodzić z językiem, którym rzekomo mają się posługiwać młodzi ludzie: naprawdę w dechę, nadużywany przymiotnik fajny czy zwroty typu: Łyso ci? Nie wiadomo, kto - autor czy tłumaczka - bardziej przyczynił się do faktu, że język powieści aktualny dla wcześniejszej generacji niż ta, która pojawiła się na kartach powieści. Niezaprzeczalną winą autora jest za to wszechogarniający materializm sączący się z kart tej powieści: To kurtka marki Fire. Tam noszą ją ci, którym się udało. Zajebista, co? Zawsze ma zasięg. (...). To model N70, ma wszystko a do tego jest mały. Właściwie w całej książce nie ma opisu osoby, w którym narrator nie odwołałby się do marki noszonych przez nią ubrań. Rozumiem, że autor książki nie ma dobrego zdania o młodym pokoleniu, ale wymienianie samych nazw firm jest dla czytelnika nieznośnie nudne i nie może zastępować rzetelnego (urozmaiconego) opisu. Co mogę na koniec powiedzieć o fabule? Typowa, banalna historyjka o miłości dwojga dwudziestolatków. Pozbawiona głębszych treści, nie może predestynować do tego, aby być postrzegana jako wierny obraz młodego pokolenia. Prezentowani tu młodzi ludzie, oprócz głoszonych przez siebie frazesów, nie mają nic do powiedzenia. Autor rozwleka to do objętości 480 stron. Można było, bez strat dla (skądinąd marnej) fabuły, skrócić książkę o połowę - proponuję wyciąć wszystkie fragmenty dotyczące markowych ubrań i gadżetów. A motyw pisania na murach wyznań miłosnych może stanowić atrakcję wyłącznie dla egzaltowanego podlotka.
  • Ex libris. Wyznania czytelnika

    MonikaSz 2008-02-03

    Wyjątkowe zwierzenia mola książkowego!   (7 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nakładem wydawnictwa Świat Literacki w 2004 roku ukazał się przepięknie wydany zbiór siedemnastu esejów Anne Fadiman zatytułowany "Ex libris. Wyznania czytelnika". Jak tłumaczy sama autorka, książka ta jest próbą rehabilitacji za przyczynienie się do powstania modelu czytelnika-konsumenta, który to model tworzyła, pisząc recenzje do wielu cenionych amerykańskich czasopism. Próba ta przyniosła owocny skutek - powstała pełna ciepła, skrząca się delikatnym humorem lektura opisująca życie z książkami na co dzień. Za materiał posłużyły autorce własne doświadczenia - wszak jako córka krytyka literackiego i reporterki oraz żona pisarza ma do tego doskonałe warunki. W zbiorze tym zawarte zostały często bardzo intymne wyznania, dotyczące związków człowieka z książkami. Na zaledwie 170 stronach sąsiadują ze sobą eseje m.in. o różnicach między miłością dworską a zmysłową, którymi można darzyć książki ("Tak nie wolno obchodzić się z książką"), o obsesji członków rodziny Anne Fadiman, dotyczącej szukania błędów ortograficznych w każdym tekście, który znajdzie się zasięgu ich wzroku, nie pomijając menu czy sygnalizacji drogowej ("Wstaw stację"), czy o połączeniu księgozbiorów małżonków, będącym wydarzeniem bardziej spektakularnym i stresującym niż rzeczywista ceremonia zaślubin ("Zaślubiny księgozbiorów"). Erudycja pisarki sprawia, że eseje te są nie tylko ciepłą opowieścią o miłości do literatury, ale także istną skarbnicą wiedzy - nie tylko z zakresu czytelnictwa. Książka obfituje w wiele ciekawostek z życia współczesnych pisarzy amerykańskich (często przyjaciół autorki), informacji na temat istoty kobiecości według podręcznika z XIX wieku czy... wypraw na biegun polarny, których członkowie "okazali się może ofermami i nieudacznikami, ale na Boga, byli dżentelmenami w każdym calu". Znakomitym uzupełnieniem lektury polskiego czytelnika są zamieszczenie na końcu każdego rozdziału komentarze (sporządzone przez Jana Gondowicza), tłumaczące wiele zagadnień z kultury amerykańskiej, które w pełni pozwalają delektować się subtelną ironią pisarki. Książkę tę czyta się jednym tchem także ze względu na wyrafinowany język i delikatny humor, co jest zasługą także polskich tłumaczy (Hanny Pastuły oraz Pawła Piaseckiego). Jeden z esejów Anne Fadiman poświęca opisowi pozycji znajdujących się na jej Specjalnej Półce. Jedno jest pewne - ujmujące wyznania autorki zawarte w "Ex libris" znajdą swoje miejsce na mojej Specjalnej Półce.
(Stron: 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!