stały recenzent  Art 3

Wszystkie recenzje są subiektywne. W opiniach względem danego produktu nie mam zwyczaju krytykowania innych recenzentów za ich własne zdanie. Wszystkim odwiedzającym, życzę przyjemnej lektury.

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 789

  • The Constant [Polska cena]

    Art 2011-08-30

    Twórcza wyobraźnia Coco Sumner

    Powiem od razu, że nie spodziewałem się po córce legendarnego Stinga, tak dobrego, debiutanckiego albumu. Rytmiczność oraz aranżacyjny warsztat "The Constant" porywa, a w głosie i sposobie śpiewania młodej Sumner, słychać samego mistrza, zwłaszcza gdy weźmiemy pod lupę pierwsze, bardziej żwawe, krążki Stinga. A więc jest konkretnie, melodyjnie i niebanalnie, taka zgrabna osmoza pop-punka, rocka i new-wave, zakorzeniona w muzycznej prostocie lat 80. "Self Machine", utwór otwierający krążek, porywa od pierwszych nut, że o refrenie nawet nie wspomnę. "Quicker", to rzecz wryazista i to pod względem formy i treści. A że liderka I Blame Coco ma nam coś ważnego do powiedzenia, to już zupełnie inna sprawa. "Summer Rain" jest zaskakującym kontrastem, zwłaszcza po kilku bardziej zrywnych fragmentach. To piękna, refleksyjna ballada, podkreślona ważkim refrenem a cover "Only Love Can Break Your Heart", pierwotnie pochodzący z repertuaru kanadyjskiego barda, Neila Younga a spopularyzowany na początku lat 90 przez brytyjskie trio Saint Etienne, w interpretacji Coco Sumner bardzo pasuje do kształtu i ogólnego stylu "The Constant". No i jest jeszcze miejsce na duet ze szwedzką królową disco, Robyn. "Caesar" w wykonaniu obu niewiast, ma w sobie tyle samo nowo-falowego chłodu, co fascynacji kłującym, skandynawskim electro. Mniam. Powstała zatem jeszcze jedna interaktywna płyta dla słuchacza rozkochanego w szeroko pojętej muzyce popularnej, tak dalekiej od wszechogarniającego nas dźwiękowego banału. Jak widać młodzież potrafi!
  • Black And White America

    Art 2011-08-29

    Afro-Ameryka   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wszystko, czego dokonał Lenny Kravitz w swojej twórczości, zasługuje na chwałę i podziw. Każda nowa płyta amerykańskiego artysty, to najprawdziwsza oaza kreatywności, oparta zarówno o historię rocka, tudzież przemycająca wszystko, co najbardziej trendy i cool we współczesnej muzyce popularnej. Dyskretne elektroniczne smaczki oraz nowoczesna produkcja tworzą niezwykłą osmozę z tradycjami rocka, funky, soulu i starego, dobrego rhythm'n'bluesa. Nawet taneczny, lekko glamowy beat w "In The Black", albo typowo prince'owy "Liquid Jesus", pasują do kravitzowej twórczości. Jednakże rock'n'rollowy pocisk w rodzaju "Rock Star City Life", niesie nie mniejsze emocje, jak niegdyś "Fly Away" albo "Are You Gonna Go My Way". Jest jeszcze singlowy "Stand" i znów glam-rock z lat 70 i znów ta fajna, lekka melodia jakich tutaj wiele. Jednakże "Black And White America", to większe ustępstwo na rzecz tradycji funky, soulu i r'n'b. Mniej gitarowego, typowo rockowego grania w duchu Hendrixa i Led Zeppelin a za to więcej inspiracji śpiewem i twórczością Prince'a oraz Steve Wondera. Wszystko podane jest jednak z wielką kulturą i gracją, która sięga jak zwykle źródeł zaproponowanej przez Kravitza muzyki. Mam jednak nieodparte wrażenie, że album jest raczej dawką nazbyt układnej i wygładzonej całości, zupełnie jakby artyście zabrakło na te piosenki pomysłu. Zanim zdążymy się na dobre rozsmakować w danej kompozycji, to niemalże każdy utwór przelatuje niepostrzeżenie przez uszy. I tyle. Za mało tutaj spontaniczności, za mało jakiegoś progresu, zaskoczenia a za dużo produkcyjnego patosu. Za mało luzu i jeszcze jakby było tego mało totalnie niepotrzebny udział Jaya-Z i Drake'a. Na szczęście krążek, zachwyca sferą melodyczną. To bodaj jedne z najlepszych melodii, jakie wyszły spod pióra tegoż artysty...
  • Pala
    • Pala
    • Friendly Fires
    • cena: 60,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Art 2011-08-29

    Letnia przygoda z Friendly Fires   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Hedonistyczny klimat Cut Copy, melodyczna bezpretensjonalność Empire Of The Sun oraz leniwie słodki nastrój lata w tropikach. Friendly Fires na swojej drugiej płycie proponują interesujący kolaż indie-popu, rocka i rozwibrowanego new-wave. Przyzwoite melodie, porywające refreny, niesione na odświeżonych brzmieniach lat 80, pozornie arytmiczne bity no i emocjonalny śpiew wokalisty, fantastycznie budują nastrój albumu „Pala”. Nic tutaj nie jest podane na talerzu. Melodie wchodzą w głowę po drugim odsłuchu. Jednakże od razu do przodu wybijają się oczywiste hity, w rodzaju „Running Away”, „Hawaiian Air”, „Show Me The Lights” a także wolna, niemalże trip-hopowa kompozycja tytułowa, dająca nieco więcej wytchnienia od tłustych, tanecznych pląsów. „Live Those Days Tonight”, kompozycja otwierająca „Palę”, to znów coś na kształt psychodelicznego popu, zbudowanego na subtelnych kontrastach, lecz pod względami melodycznymi, to ciężkostrawny gniot. Trio wypada o wiele lepiej w utworach lekkich, płynnych z mocnym naciskiem na śpiewny refren i nietrudno wówczas sobie wyobrazić upalnych, letnich dni oraz gorących nocy, gdy ciszę podkreśla przyjemny, eteryczny szelest owadów. Ładna płyta, lecz do poziomu wydawnictw wyżej wspomnianego koleżeństwa, niestety wciąż nie po drodze.
  • Oh Land
    • Oh Land
    • Oh Land
    • cena: 40,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Art 2011-08-29

    Electro-pop z Danii

    Tajemniczy Oh Land, to przede wszystkim osoba pięknej białogłowy, byłej modelki Nanny Qland Fabricius, która to pewnego, pięknego dnia zamarzyła zostać gwiazdą popu. No i udała się jej ta sztuka, lecz do poziomu produkcji Goldfrapp, dzielą Oh Land lata świetlne. To jest jednak zły album, tylko strasznie nierówny. Eteryczne, natchnione „Perfection” i następujące po nim podobne w nastroju „Break The Chain”, zachwycają wyjątkowymi melodiami oraz onirycznym klimatem. Electro-popowy „Son Of A Gun”, to jakże zacna zrzynka z La Roux a „Voodoo”, to motyw wyjęty wprost z „Only You”, klasycznej kompozycji, zapomnianego już duetu Yazoo. Delikatne „Lean”, mogłoby spokojnie znaleźć się na którejś z ostatnich płyt Lamb a „Human”, kojarzy się z najciekawszymi utworami z Goldfrapp. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze przebojowy refren, wprost wymarzony dla alternatywnych uszu i ta chropowata, niemalże laptopowa elektronika. No cóż, ale na tym polu rządzi już niejaka Katy B, której Nanna mogłaby pozazdrościć kreatywności. Ale mówić można wiele. W każdym razie „Oh Land”, to nadzwyczaj przyzwoita porcja muzyki, która zachwyci klarownymi, niezwykle kunsztownymi walorami melodycznymi oraz ambicjami, wykraczającymi nieraz poza schematyczny, nudny pop znad Oceanu, przesadnie gloryfikowany na różnego rodzaju stacjach muzycznych. Szkoda jedynie, że parę ostatnich kompozycji z tracklisty, wyraźnie zaniża poziom całości albumu. Ale ta płyta, poza paroma mniej udanymi fragmentami z pewnością się spodoba.
  • Wypoczynek z duchami

    Art 2011-08-17

    Wakacje z duchami

    Nie ma nic bardziej intrygującego, jak podróż po miejscach, w których historia odcisnęła swoje piętno. Nasze polskie zamki, są bez wątpienia mekką niesamowitych legend jak i wydarzeń, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, będących jednocześnie wytworem ludzkiej wyobraźni, tudzież zbiorem realnych historii, ktore miały miejsce kilkanaście wieków temu. "Wypoczynek z duchami", to książka, którą czyta się jak zbiór opowiadań o ludziach, którzy żyli w innej rzeczywistości, jednakże mostem łączącym świat czytelnika ze światem człowieka tamtych czasów, są te same błędy, pragnienia i wiele innych ludzkich cech, które do dziś kształtują naszą osobowość. Tytułowe duchy, rzeczywiście straszą i to z natężeniem największych, najbardziej mrocznych tajemnic jakie tylko możemy sobie wyobrazić. Dzięki tej pozycji, odbywamy swoistą podróż w czasie. Odkrywamy miejsca, do których dziś bez trudu możemy dotrzeć i z bliska przyjżeć się tym wszystkim niesamowitym zakątkom Polski. Oczywiście mamy tutaj wybrane pozycje, jeżeli chodzi o polskie zamki, jednakże zawartość książki jest wyczerpująca, jeżeli chodzi o informacje oraz obszerny rys historyczny. Ilość nagromadzonych duchów, bije na łeb na szyję niejeden horror, a przecież ludzka fantazja ma nieograniczone możliwości. I na przykład dowiadujemy się, że Niedzica jest ostoją najprawdziwszych duchów, gdzie ukryty jest skarb inkaskiej księżniczki, podczas gdy Książ, to przede wszystkim historia księżnej Daisy i jej przeklętych pereł a także niesamowite zakątki tajemnicznych podziemi. Korzkiew, to znów duch urodnej Grzymisławy i legenda o śpiących rycerzach na zamkowym dziedzińcu a Zamek w Łebie, dziś hotel "Neptun", czaruje i wabi tajemniczymi opowieściami o tragedii na morzu. Zbiór tych wszystkich opowiadań o duchach, powinien nosić tytuł "Wakacje z duchami". Więc jeżeli ktoś szuka ciekawego i niebanalnego pomysłu na letni wypoczynek, osobiście proponuję wyprawę po jednych z najpiękniejszych zamków i pałaców na świecie a wówczas przekonamy się o ich historycznej potędze. I na koniec małe p.s nie zapomnijcie wziąć do plecaka "Wypoczynku z duchami", który uatrakcyjni wasz pobyt w miejscach, do których zawsze będziecie chcieli wracać. Miłych wakacji.
  • LP1
    • LP1
    • Joss Stone
    • cena: 64,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Art 2011-08-12

    Panna Stone - bardziej rockowa i z Davem Stewartem pod rękę   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Dave Stewart ma ostatnio najwyraźniej szczęście do współpracy z pięknymi oraz przede wszystkim utalentowanymi paniami. Były członek legendarnego duetu Eurythmics najpierw był współodpowiedzialny za tegoroczny krążek Stevie Nicks, „In Your Dreams” a teraz może się poszczycić współpracą z Joss Stone. I o ile w przypadku Nicks produkcyjny wkład Stewarta w całokształt „In Your Dreams” był właściwie ledwo zauważalny, gdyż płytę zdominował charakterystyczny styl członkini Fleetwood Mac, tak w przypadku Stone możemy mówić o pewnym „urockowieniu” całości materiału i dotychczasowego stylu młodej wykonawczyni. Jednakże „LP1”, to rzecz zastanawiająca. Żywe instrumenty, akustyczna baza oraz popisy wokalne Joss a także w tym przypadku udany flirt z rockiem, rhythm n’bluesem, soulem i ogniskową balladą. Tak w dużym skrócie jawi się bilans nowego albumu Brytyjki. Początek w postaci balladowego „Newborn”, nie odkrywa jeszcze natężenia całego materiału. Dopiero zrywny „Karma”, poraża energią i pozwala pannie Stone na wokalne szaleństwo, na jakie nie pozwoliła sobie na żadnej z poprzednich płyt. Ciekawie brzmi również synkopowy „Don’t Star Lying To Me Now” a emocje nie mniejsze niż w poprzednim numerze. Trochę gorzej dzieje się z muzyką Joss, gdy zabiera się za śpiewanie bezbarwnego popu w „Somehow” a przesadny dramatyzm w „Last One To Know”, wcale nie rzuca na kolana. Lepiej już, kiedy otrzymujemy bardziej ważki temat w postaci subtelnie kołyszącego „Drive All Night”, kojarzącego się nieco ze stylem Indii Arie. Jest, więc bardzo, bardzo amerykańsko, stylowo i całkiem znośnie. Jednak osobiście nie sądzę, aby propozycja Joss Stone okazała się przysłowiowym „czarnym koniem”, który zdecyduje o kształcie czołowych miejsc na listach najlepiej sprzedających się albumów w kilku najbliższych tygodniach.
  • Credo
    • Credo
    • The Human League
    • cena: 65,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Art 2011-07-27

    Weterani new-romantic w akcji!   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Słuchając albumu "Credo", można odnieść wrażenie, iż brytyjskie trio Human League odrobiło zadanie domowe z muzyki popularnej XXI wieku i postanowiło przetransportować wpółczesne brzmienie elektro do własnej twórczości. Oczywiście niemalże wszystko brzmi tutaj jakby czas zatrzymał się w miejscu, czyli bardzo w stylu Human League. "Credo", to brzmieniowy lifting jak się patrzy a new-romanticowe aranżacje oraz konstrukcja poszczególnych kompozycji zdradza fascynacje muzyką młodszego koleżeństwa z branży min. Ladytron, Junior Boys a także Hurts. Humani trzymają pion i proponują taneczny feeling, ("Night People", "Into The Night", "Egomaniac") a że wśród poszczególnych kompozycji znajdziemy utwory z góry zasługujące na miano potencjalnych radiowych hitów a to już w przypadku tria swoista norma, ("Egomaniac", "Sky", "Never Let Me Go", "Electric Shock"). Ale rzeczywistość jest przewidywalna bo radio woli grać masowy szmelc. Płyta mimo niewielkich zakrętów rytmicznych brzmi spójnie i posiada swój charakter, lecz niestety i tutaj nie udało się uniknąć muzycznych wpadek. "Single Minded", brzmi jakby Anglikom zabrakło na ten kawałek pomysłów. Banalna melodia, mało porywający refren. Podobny problem spotykamy w przewidywalnym "Breaking The Chains". O ile wzrotka broni się przetrzennym brzmieniem, to już refren wypada niczym klon piosenek, burdelowych przebierańców z Army Of Lovers. Pod koniec albumu mamy fragmenty wskazujące na swego rodzaju różnorodność to jednak tak naprawdę broni się mroczny, zaskakujący "Privilege", będący protoplastem solowego Gahana z okresu albumu "Hourglass" i łagodniejszej odmiany Nine Inch Nails. Płyta zachwyca umiarkowanie, lecz zasługuje na miejsce w każdej płytotece potencjalnego fana muzyki popularnej, który broni statusu prawdziwej muzyki.
  • Panic Of Girls
    • Panic Of Girls
    • Blondie
    • cena: 52,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Art 2011-07-22

    Legendarna Blondynka znów zaskakuje!   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    O Debbie Harry można powiedzieć tyle, iż wszelakiej maści kawały na temat stereotypowego poziomu blond-inteligencji, nie mają z jej osobą zbyt wiele wspólnego. A ta wciąż tryskająca młodzieńczą witalnością kobieta, znów pragnie wyznaczać nowe muzyczne prądy na tle współczesnej popkultury. „Panic Of Girls”, niespodziewanie zaskakuje brzmieniową świeżością, przebojowością oraz przemyca wszystko to, co w dzisiejszym indie-popowym środowisku najbardziej wartościowe i trendy. Oczywiście poza niewielkim, brzmieniowym liftingiem, Blondie się nie zmieniło. Poszczególne kompozycje znów porywają fantastycznymi refrenami i rockową energią, („What I Heard”, „Mother”, „Love Doesn’t Frighten Me”) a czasem otrzymujemy nawet i echo punkowych progresji jak w finałowym „China Shoes” albo w otwierającym to wydawnictwo, nowofalowym „D-Day”. Oczywiście nie zabrakło tak charakterystycznych dla płyt Blondyny wycieczek w różnorodne rejony stylistyczne. Jest, zatem przaśna ballada „The End The End”, jest i reggowe kołysanie, („Girlie Girlie”, „Sunday Smile”) a nawet disco jak się patrzy, („Wipe Off My Sweat”). Żeby było mało, urocze „Le Bleu” porywa cantem paryskiego walczyka. No i ten jak zwykle seksowny french… „Panic Of Girls”, to letni muzak wprost wymarzony dla ochłody wydawniczej arytmii, panującej na rynku fonograficznym, jak zwykle w sezonie ogórkowym. A Blondie nie próżnuje i znów zaprasza do odkrywania swojej twórczości. Bardzo dobry krążek.
  • It's All True
    • It's All True
    • Junior Boys
    • cena: 40,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Art 2011-07-22

    Cała prawda w ustach Junior Boys

    Osobiście jestem związany emocjonalnie z muzyką tegoż elektronicznego duetu a każda, kolejna płyta od czasów wydania intrygującego debiutu pt, "Last Exit", zaskakuje czymś nowym, nieprzewidywalnym oraz absolutnie kreatywnym. Artystowska atmosfera doskonale sąsiaduje z niemalże warpową elektroniką również w przypadku całkiem świeżutkiego albumu "It's All True". W porównaniu z poprzednikiem, płyta zaskakuje większą różnorodnością, lecz stylistyczne struktury oraz inspiracje duetu, pozostają niezmienne. Przede wszystkim Kraftwerk, wczesny Depeche Mode a także dalekie skojarzenia z neo-klubowymi królewiczami na czele z Richardem X, Mirwaisem oraz Tigą, znajdują odbicie w twórczości Juniorów. Z pewnością więcej tutaj new-romanticowej refleksji oraz ciszy. Wystarczy się wgryść w cudne "Playtime" albo w kąsające tanecznym pulsem "Itchy Fingers" i "Second Chance". Lata 80, mieszają się tutaj ze skandynawskim elektro-chłodem a mikstura eksploduje zarówno w transowym "Kick The Can", jak i w całkiem przebojowych jak na Junior Boys momentach, ("Ep", "The Reservoir"). Na finał odsyłam do całkowicie odjechanego "Banana Song", który trwa blisko dziesięć minut, to jeszcze panowie z Cut Copy obrywają cięgi za snobowanie wyrafinowanymi utyskiwaniami na ostatnim albumie. Mikro-taneczny splendor Junior Boys, sięga zenitu a przebojowość sąsiaduje z niebanalnym pomysłem i przenosi nas na jedną z gorących, greckich wysepek. Nic tylko słuchać i słuchać...
  • Remixes 2: 81-11

    Art 2011-06-29

    Zremiksowani "Depesze" po raz drugi   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nie da się zaprzeczyć, iż od czasu wydania bardzo dobrego albumu "Ultra" z 1997 roku, nie udało się brytyjskiej legendzie muzyki popularnej nagrać krążka równie przemyślanego i konceptualnego. Kolejne wydawnictwa firomawane szyldem Depeche Mode, to jakby dreptanie w miejscu, twórcza apatia, tudzież zupełnie niepotrzebny flirt z własnymi dokonaniami powiedzmy z okresu albumu "A Broken Frame". Teraz trio uraczyło nas drugą już z kolei porcją remixów i to w powalającej ilości, (dla fanów to nie lada gratka) gdyż mamy tutaj aż trzy krążki zremiksowanych klasyków w swoim gatunku. Album jawi się jako przekrój przez niemalże całą twórczość depeszów, czyli kolejny "the best of" tyle, że przedstawiony raczej w formie fonograficznej ciekawostki, niż kolejnego, pełnowymiarowego albumu. Nie da się nie zauważyć, że poszczególne remixy zachwycają i stwarzają duszny, subtelnie nierealny klimat, podobnie z resztą jak oryginalne wersje utworów znanych z regularnych płyt brytyjskiego tria. Wciąż postępująca do przodu cyfrowa technologia, różnego rodzaju brzmieniowe bajery oraz nowinki ze współczesnej sceny klubowej, odciskają również swoje piętno na twórczości grupy a przede wszystkim na zbiorze tych całkiem intrygujących remixów, które najlepiej słucha się w całości. Otrzymujemy wówczas niemalże doskonały zbiór rarytasów w wersjach totalnie nieprzewidywalnych, aczkolwiek mocno osadzonych w iście depeszowej atmosferze. Gdyby jednak spojrzeć na ten zbiór bardziej krytycznym okiem i dokonać selekcji najwartościowszych momentów z tegoż trzypłytowego albumu i zmieścić je na jednym krążku, mielibyśmy wówczas małe arcydzieło. Pomimo mocnej trójki, warto zgłębić to wydawnictwo.

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!