YarK YarK
Rekomendacje:
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 12
-
- Taking Chances [Digipack]
- Celine Dion
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
YarK YarK 2007-11-27
Celine Dion... (między 3+, a -4) (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Dion to utalentowana pani w średnim wieku, która już od dobrych kilkunastu lat gości na rynku muzycznym. Płyty były lepsze lub gorsze, choć zazwyczaj te francuskie sprzedawały się troszeczkę lepiej - nie wiedzieć czemu. Teraz "zaryzykowała", stała się dojrzała, a przez to bardziej wiarygodna, postanowiła się troszeczkę "powydzierać" i pojeździć pazurkami po ciągle zmieniającej się tablicy światowego rynku muzycznego... (tutaj mam mieszane uczucia). "Taking chances", to album dobry, natomiast nie można nazwać go rewolucyjnym, czy wnoszącym coś nowego, świeżego, czegoś co zdołałoby wywołać lawinę lub przynajmniej trzęsienie ziemi w naszych duszach. Celine - zna i potrafi wykorzystać swoje walory muzyczne, głosowe, skrzętnie ukrywając, to co niekoniecznie najlepiej jej wychodzi. Pazur, który jest wszechobecny na albumie, dodaje mu charyzmy i smaku, ale po kilkunastu przesłuchaniach, ma się wrażenie, że człowiek gdzieś już, to słyszał i nadal odczuwa przeraźliwe zgrzyty, grzmoty i inne dziwnie nie przyjemnie dźwięki, ale wszystko, to można wybaczyć, bo jakość jest nie byle jaka, a sama autorka już nie jeden raz pokazała na co ją stać (I tutaj "Titanic" górą - nie ma mocnych). Singiel - bardzo dobrze wyselekcjonowany, bo chyba najlepszy z całego albumu. Godne polecenie, bo również dobre to nr. 3, 5, 7, oraz 11. Od nr. 13 do końca, czyli kawałka 16, płytka zaczyna fajnie, melodyjnie i drapieżnie kołysać, czego niekoniecznie można powiedzieć o początku. Jednym słowem: płytka dobra na jesienne wieczory, dłużej nie będzie egzystować. -
- Sexi Flexi
- Natalia Kukulska
- cena: 36,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
YarK YarK 2007-11-27
Ehhhhh, przez wielkie EHHHH !!! (5 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)
Do broni, wyceluj, pal.., pudło. Tyle mogę napisać o najnowszej produkcji Kukulskiej i spółki. Płyta za bardzo upodabnia się do dokonań Sistars, a już na pewno powiewa Kylie Minogue, tyle, że ona wie, jak robić takie albumy, natomiast Natalia nie za bardzo odnalazła się w tym świecie. Za dużo tu słodyczy, ozdobników, banalnych chórków i tych okropnych, totalnie porozjeżdżanych tekstów. "Sexi Flexi", to takie troch "tutti frutti", tyle, że od razu masz po tym zgagę i brak apetytu, nie mówiąc już o następnej porcji. Przykro mi, bo poprzednie płytki, było do przyjęcia. -
- As I Am
- Alicia Keys
- (towar niedostępny)
YarK YarK 2007-11-11
Wyśmienita...
Hmm... Ta płyta się sprzeda - bez wątpienia, ale nie dlatego, że firmuje nazwisko-instytucja "Keys", bo to byłoby zbyt proste. Płyta sprzeda się, bo jest więcej niż dobra, bardzo dobra... jest wyśmienita. Smakuje, jak świeżo zerwany owoc, jak deser składający się z cudownych brzmień fortepianu i soulowego głosu, który w każdym utworze jest, jak kolejna nieodgadniona historia pisana nutami. Tej pani reklama nie jest potrzebna, ona już dawno zapracowała sobie na prestiż i szacunek, którym jest otoczona. Nie trzeba kilkunastu średnich płyt, by być kimś. Wystarczy jedna, która wyniesie Cię na piedestał, potem może być już tylko lepiej. Na tej płycie nie ma słabych piosenek, wszystkie stanowią nie teoretyczne, a praktyczne hity. Chylę czoła. -
- As I Am
- Alicia Keys
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
YarK YarK 2007-11-11
Wyśmienita... (4 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Hmm... Ta płyta się sprzeda - bez wątpienia, ale nie dlatego, że firmuje nazwisko-instytucja "Keys", bo to byłoby zbyt proste. Płyta sprzeda się, bo jest więcej niż dobra, bardzo dobra... jest wyśmienita. Smakuje, jak świeżo zerwany owoc, jak deser składający się z cudownych brzmień fortepianu i soulowego głosu, który w każdym utworze jest, jak kolejna nieodgadniona historia pisana nutami. Tej pani reklama nie jest potrzebna, ona już dawno zapracowała sobie na prestiż i szacunek, którym jest otoczona. Nie trzeba kilkunastu średnich płyt, by być kimś. Wystarczy jedna, która wyniesie Cię na piedestał, potem może być już tylko lepiej. Na tej płycie nie ma słabych piosenek, wszystkie stanowią nie teoretyczne, a praktyczne hity. Chylę czoła. -
- Trip The Light Fantastic
- Sophie Ellis Bextor
- (towar niedostępny)
YarK YarK 2007-06-05
To nie popik, to prawdziwy POP... (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Muzyka pop, bardzo rzadko zaskakuje - sama Madonna od pewnego czasu wydaje się być mniej ciekawa i twórcza niż dawniej, choć jej kolejne płyty sprzedają się tak samo dobrze, a ona jest skandalistką numer jeden. Zaskoczeniem bardzo pozytywnym w świecie popu i jego gwiazdek czy też gwiazd jest pani Sophie Ellis Bextor. Kobietę podziwiam przede wszystkim za niebanalny styl w świecie nudnawego komercjalizmu, piosenki wieją świeżością, a klipy to miód dla koneserów już od debiutu. Na "Trip The Light Fantastic" - odnajdujemy nawiązanie do poprzednich krążków artyski, nie wybiega ona zbytnio w nieznane i zbyt niebezpieczne dźwięki, pozostając wierną swojej (świetnej zresztą) stylistyce elektronicznej i komputerowej. Płyta to bardzo udany powrót. Albumik kołysze, bity same wpadają w ucho, a przycisk "replay" wciska się sam. "Catch You" to bardzo trafny i flagowy singiel, a klip do niego, w którym Sophie biega w czerwonej sukience lub płynie gondolą w rytm swojego dziwacznie zakręconego i melancholijnego głosu, jest po prostu ciekawy i wywołuje uśmiech na twarzy. Bardzo ciekawymi koncepcjami są utwory 3 i 11 - tego jeszcze u Sophie słychać za bardzo nie było. Piosenka z nr 4 to świetna huśtawka nastrojów i przejść, a 10 uważam za pretendenta do tytułu 3 singla, byłoby miło, gdyby ta ciekawa osóbka, tak właśnie postąpiła. Sophie to utalentowana eks-modelka, która w świecie popiku jest niebanalną gwiazdą pop. Mnie się podoba, a pop zyskuje na wartości. Witam z powrotem na pokładzie. -
- The Best Damn Thing [Limited Edition]
- Avril Lavigne
- (towar niedostępny)
YarK YarK 2007-04-27
Mieszane uczucia... (4 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Niestety - "The best damn thing", to płyta, która sprzeda się ze względu na nazwisko Lavigne, a nie zawartość. Na krążku znajduje się 11 utworów, z czego 2, może 3 - godne są polecenia. Trafnym wyborem okazała się piosenka "Girlfriend", która jest pierwszym singlem promującym chyba najsłabszy album w dorobku tej młodej i charyzmatycznej panienki rodem z Kanady. Piosenka z nr.7, to piosenka najlepsza z całego albumu i dobrze byłoby, gdyby to ona okazała się następnym singlem. Godne polecenia, ale już nie w takim stopniu jak poprzednia płyta, są piosenki z numerami 3 i 11, choć ta ostatnia mogła być w wersji przygotowanej na potrzeby filmu, który pilotowała. Avril wydaje się być zmęczona wizerunkiem wiecznie zbuntowanej i nieokiełznanej panienki z deską u boku i gumą do żucia w ustach. Pożyjemy, zobaczymy - przede wszystkim poczekamy na kolejny album. Mam nadzieję, że jest na co czekać, a na dziś bardzo, bardzo średnia, choć album na pewno nie zawiedzie wiernych fanów Lavigne z czasów poprzednich płytek. Polecam - Macy Gray i jej "BIG", słucham jej tysięczny raz i nadal uważam, że to najlepszy album w jej karierze, ta płytka jest godna polecenia w 100%, może i ta sztuka uda się Avril Lavigne. -
- Life In Cartoon Motion
- Mika
- (towar niedostępny)
YarK YarK 2007-04-27
Podobnie z nutką świeżości.... (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Singiel "Relax, take it easy", który promuje debiutancki album tego młodego człowieka, jak i sam album w całej okazałości to mieszanka bardzo dziwna. Z jednej strony do złudzenie przypomina Scissor Sisters, a jednak próbuje zahaczyć o coś świeżego, nazwanego przeze mnie "popidełkiem". Płytki słucha się bardzo fajnie. Kolejne kawałki kołyszą, choć z czasem nudzą się i trzeba wrzucić coś nowego aby móc powrócić znów do "Life in cartoon motion". Godne polecenia i jednocześnie najlepsze na albumie, są kawałki z nr. 2, 5 i 8. Płytka sprzeda się bez dwóch zdań i będzie, to zasługa przede wszystkim "Relax...", bo ten kawałek to bez dwóch zdań hit roku 2007. Nie ma dnia aby nie można było go usłyszeć w radiu, stacjach muzycznych czy nawet reklamie operatora jednej z sieci komórkowych. Album jest mieszanką dziwną, jak kreskówki, do których nawiązanie jest już w tytule krążka. Wart polecenia. Dobry na rozchmurzenie siebie i pogody za oknem. Na pewno wywoła uśmiech na twarzy. -
- Big
- Macy Gray
- cena: 18,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
YarK YarK 2007-04-02
Fenomenalnie!!! (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ojj, długo przyszło nam czekać na kolejny krążek czarnoskórej wokalistki rodem z USA, ale warto było czekać jak nigdy wcześniej. Od debiutu Macy Gray zaskakiwała, wszystkie jej kolejne płytki emanowały czymś nowym, świeżym, oryginalnym - nie bez znaczenia wokalistka nazwała swój nowy album "Wielkim", bo "Big" - rzeczywiście wielkim jest. Macy Gray to wokalistka o najbardziej charyzmatycznych, brudnych i przyciągających strunach głosowych, jaką do tej pory usłyszeć można było (z szacunkiem dla poprzedniczek, które słabo wypadają na jej tle). Nie udaje, nie sprzedaje się i stroni od komercjalizmu, nie udziela wywiadów, skrupulatnie wybiera miejsca koncertów oraz ludzi, z jakim współpracuje - Macy to statek, który płynie pełną parą, niszczy swoim kadłubem wszelkie inne stateczki i opiera się wszelkim falom - łudzą się ci, którzy spodziewają się zobaczyć kiedyś wrak tego statku na dnie, gwarantuję wam, że do tego nie dojdzie, ale dość już o fenomenie osobowościowym tej artystki, wracamy do nowego albumu. "Big" - to 13 różnorodnych klimatycznie piosenek, opowiadających o tym wszystkim, co wydarzyło się pod nieobecność Macy na rynku muzycznym, czyli: nieszczęśliwej miłości i rozstaniu z mężczyzną, fałszywych przyjaciołach, samotnym wychowywaniu dziecka, o trudach dnia codziennego i pierwiastkach szczęścia, które rozświetlają na pozór tylko szarą rzeczywistość dnia codziennego. Macy dzieli się z nami tymi przeżyciami w sposób bardzo osobisty i intymny, nie ukrywa swoich uczuć i emocji, kiedy trzeba jest melodyjna, spokojna i liryczna, ale kiedy trzeba potrafi także wywrzeszczeć i wyrzucić wszystko to, co leży jej na wątrobie. Singiel, czyli "Finally Made Me Happy", jest dobrany i dopracowany w sposób absolutnie kunsztowny, numer jeden zestawienia billboardu, jak się patrzy. Album odstaje troszeczkę muzycznie od poprzednich krążków artystki, ale jest to wynikiem chęci odświeżenia swojego wizerunku, nie daje także szans krytykom na zaszufladkowanie artystki, bo tego zrobić ewidentnie się nie da. Mocne strony albumu to utwory: 1,2,6,7, i 8, brak jednak w nim tzw. "wypełniaczy", płyta jest bardzo różnorodna. Kołysze i podrywa do tańca, uspokaja i wyzwala adrenalinę w odpowiednich momentach. Wielkim plusem jest niesamowicie trafnie dobrana kolejność utworów, ale to już jest wynikiem po prostu pełnego zaangażowania artystki w tworzenie dzieła, jakim na pewno jest "Big". Moi drodzy, sięgamy do portfeli, zadłużamy się, bierzemy kredyty i zamawiamy w Merlinie krążek, który na długo pozostanie w pamięci tych, którzy Macy Gray cenią, ale i tych, którzy niekoniecznie życzą jej dobrze. Płyta jest na pewno jednym z najważniejszych wydarzeń muzycznych roku 2007, a na pewno najbardziej oczekiwaną premierą tego roku. Darujmy sobie nijakich Timberlaków i nudnawych Rubików - mamy przecież wielki talent i mieszankę wybuchową w zasięgu ręki. -
- Joyful [Polska cena]
- Ayo
- (towar niedostępny)
YarK YarK 2007-03-13
Bardzo nastrojowo i bardzo spokojnie. . (12 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ayo - na swoim debiutanckim krążku zaskakuje przede wszystkim strunami głosowymi. Dziewczyna obdarzona jest bardzo ciepłym, lekko szpetnym i brudnym głosem, którego na pewno bardzo miło będzie się słuchało, zwłaszcza, że głos ten bardzo przyciąga do siebie potencjalnego słuchacza. Na płytce dominuje nuta bardzo mieszana - od folku po reggae i od soulu po lekki pop. Od razu na myśl przychodzą korzenie Ayo - ojciec Nigeryjczyk, matka - Romka. Ayo bardzo sprytnie wybrała "Down on my knees" na utwór pilotowy swojej debiutanckiej płyty. Utwór wciąga, gitara nadaje sympatyczny i lekki rytm, a głos Ayo porywa, więc singiel, jak najbardziej trafiony. Mamy przebój. Szansę na następne hity maja piosenki o numerach: 2,6,7,11 i 12 - to nuty charyzmatyczne, rozjaśniające twarz po ciężkim dniu, pomagające się odprężyć i zrelaksować. Utwór 12, czyli "Neva been" do złudzenia przypomina słynną "Beautiful" Aguilery. Linia melodyczna od razu przywodzi ten kawałek na myśl, czyżby Ayo czerpała z dorobku gwiazdy POP, której zresztą ostatni album nie bardzo wyszedł (najgorszy ze wszystkich dotychczasowych). Jedynym zarzutem może być zbyt mała różnorodność i troszeczkę oklepany styl. Dwie piosenki na albumie pokazują pazurek artystki, cała reszta to bardzo sympatyczne ballady na późne wieczory okraszone czerwonym winem. Czekamy z niecierpliwością na kolejny krążek Ayo. Debiut - rewelka! ...ale następny album musi być co najmniej 2 x lepszy, bo obawiam się, że zbytnia monotoniczność nie przyniesie nic dobrego. W każdym razie płytka jest jak najbardziej godna polecenia. -
- Loose
- Nelly Furtado
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
YarK YarK 2006-12-10
Nic do dodania... (8 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Furtado już od debiutu udowadnia, że mamy do czynienia z artystką o niepowtarzalnym głosie, talencie i intuicji. Jej 3 krążek jest kolejnym odejściem w strone nowego, lekko amerykańskiego designu artystki, choć płyta nadal przepełniona jest Nelly i rzeczywiście muzyką płynącą w jej krwi, to wyrazie słychać, że "Loose" to dobra, wręcz wyśmienita robota, przede wszystkim na rynek USA. Europejczycy są i zawsze będą zafascynowani Furtado, która lansuje muzykę etniczną, narodowościow-wyzwoleńczą, regionalną z domieszką przemyślanego i w pełni dobranego popu. "Loose" - to majstersztyk, Furtado wiedziała, co robi po prawie 2-3 latach milczenia i nieobecności. Miała ręce pełne roboty, bo musiała wydać naprawdę coś dobrego, niepowtarzalnego - innego, jak zawsze. No i udało się, płyta w pełni zasługuje na tytuł CD roku 2006 i 2007, choć raczej 2007 będzie należał do "The Sweet Escape" Gwen Stefani, to Furtado i tak jeszcze przez długi czas nie zejdzie z list przebojów i będzie sprzedawała się ciągle jak świeże bułeczki. Single dobrane wyśmienicie, z całej trójki niewątpliwie najlepszy jest "All Good Things". Nie warto opisywać każdej piosenki z osobna, bo każda jest zbyt doskonała, dopracowana, dopieszczona i zakręcona. Hmmm 3 niesamowite płyty, strach pomyśleć, jaka będzie czwarta. Jednego możemy być pewni, ta pani nas z pewnością nie zawiedzie. Więc kochani - kołyszemy się w rytm "Loose". Płyta roku w kategorii pop i artystka roku - jak nic, murowana!!! Gratulacje Nelly - świetna robota!!!
- 1
- 2





Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)




