Adam Świętek
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 66
-
- Kind Of Blue
- Miles Davis
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Adam Świętek 2009-03-22
Wiecznie młoda płyta (10 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)
Choć mija właśnie 50 lat odkąd ukazała się płyta „Kind of Blue”, to zawarte na niej kompozycje niezmiennie cieszą się ogromną popularnością i uznaniem miłośników gatunku. Tym bardziej zdumiewa więc fakt, że dzieło tak wybitne powstało właściwie przez przypadek, a ściślej pisząc w warunkach improwizacji. Mimo iż Miles Davis posiadał ledwo kiełkujący pomysł na linię melodyczną płyty, zaprosił do studia nagraniowego grupkę zaprzyjaźnionych muzyków (m.in. Billa Evansa czy John Coltrane) i po oględnym wyjaśnieniu koncepcji zaczęli grać. To niesamowite, ale ta zbiorowa improwizacja zaowocowała powstaniem jednego z największych arcydzieł w historii jazzu, za jakie powszechnie uznawana jest „Kind of Blue”. Choćby z tego powodu warto zaopatrzyć się w płytę i posłuchać tych spontanicznie powstałych nagrań. Jednakże argumentem dużo silniej zachęcającym do bliższego zapoznania z tym cool jazzowym albumem jest po prostu piękno sześciu kompozycji jakie zawiera. Najsłynniejsza to oczywiście „So what”, ale „Freddie Freeloader” czy „Blue in Green” to także świetne i znane kawałki. Choć nie jestem ani znawcą, ani pasjonatem jazzu, to nieustannie wracam do płyty i czynię to z wielką przyjemnością. Potrafi pięknie inspirować, wyciszać i czarować dźwiękami idealnie uzupełniających się instrumentów. A porównując album z codzienną radiową papką stęchłej pseudo muzyki, utwory Milesa są jak piękne perełki w morzu tandety, którymi zachwyci się każdy. -
- Creator - Prom transportowy
- (towar niedostępny)
Adam Świętek 2009-02-08
Raj dla konstruktora (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ten zestaw kloców Lego to zarazem prewencja przeciw dziecięcym narzekaniom o wyczerpaniu konstrukcyjnych możliwości z powodu braku klocków, jakże często będących pretekstem do zakończenia grzecznej zabawy i przejścia do etapu psot. Bo choć małe dziecko ni w ząb nie rozumie jeszcze podstaw kombinatoryki i nie wie na ile sposobów można połączyć te prawie 1300 elementów z zestawu, to pokornie przyzna, że taka góra klocków daje mu możliwości wręcz nieograniczone. Może więc przystąpić do budowy i skonstruować pokaźnych rozmiarów prom, a następnie zapakować na pokład ładunek. Za chwilę jednak prom może się magicznie zamienić w samolot, potem w odrzutowiec, ciężarówkę czy helikopter. Albo w cokolwiek innego, bo przecież kształt i forma jaką przybiorą klocki z zestawu ograniczona jest jedynie rozmiarami wyobraźni dziecka, a ta jak wiemy bywa czasem nieskończona. Co z kolei implikuje długie godziny nienudzącej się zabawy. Klocki są starannie wykonane, świetnie do siebie przylegają i nawet częste użytkowanie nie powoduje ich niszczenia. Zestaw polecam małym, jak i dużym - wszystkim mającym żyłkę kreatora i pomysł na to jak zagospodarować prawie 1300 plastikowych elementów. Świetna zabawa gwarantowana! -
- NHL 09
- (towar niedostępny)
Adam Świętek 2008-12-14
Lodowisko niespełnionych nadziei (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jesienna szaruga i pierwsze płatki białego puchu za oknem, to nieuchronny zwiastun pojawienia się na sklepowych półkach kolejnej części wirtualnego hokeja spod znaku Electronics Arts. Nie inaczej było w tym roku, więc czym prędzej przystępuję do opisu gry NHL 09. Błękitne menu powita nas bardzo ostrą, rockową muzyką w wykonaniu m.in. "The Kills", "Apocaliptica" czy "Black Tide", świetnie pasującą do charakteru tego szybkiego i dynamicznego sportu. Poza starymi i sprawdzonymi trybami rozgrywki (pojedynczy mecz, playoffs, trening etc.) zaimplementowano miłą niespodziankę w postaci trybu „Be A Pro”. Pozwala on na wcielenie się w (stworzenie) dowolnego zawodnika i pokierowanie jego karierą czyli przejście przysłowiowej drogi „od zera do bohatera”. Uważam to za innowacyjny i świetnie wykonany pomysł. Takich świetnych pomysłów jest jednak poza tym w grze jak na lekarstwo. Razi mnie np. brak rozbudowanych opcji treningowych, mini-gierek i innych, niemal integralnych rozgrywek, które tak dobrze przyjęły się w rozlicznych grach sportowych. Gra posiada oczywiście licencje oraz zaktualizowane składy wszystkich drużyn ligi NHL. W samej rozgrywce zmieniło się w stosunku do poprzednich części niewiele. Za pozytywne oceniam uproszczenie sterowania – oprócz przycisków kierunkowych wystarczą właściwie te odpowiedzialne za przyspieszenie, podanie i strzał. Do animacji zawodników również trudno się przyczepić – poruszają się płynnie i naturalnie. Gorzej jest niestety z inteligencją komputerowego rywala. Niby głupich błędów nie robi, broni nieźle, ale nawet na najwyższym poziomie fani tej serii nie będą mieć ze zwycięstwem większych problemów. Tej grupie polecam całkiem niezły tryb gry wieloosobowej czyli popularny „multiplayer”. Na deser (niestety ciężkostrawny) zostawiłem sobie ocenę strony wizualnej produktu. Pisząc delikatnie, nie jest najlepiej. Nie to żeby gra raziła pikselozą, publiczność składała się z płaskiej bitmapy, a zawodnicy nie zostawiali na lodzie zarysowań po łyżwach – chodzi mi bardziej o zastój, jaki pod tym względem od kilku lat dopadł serię NHL. Nawet na moim średniej klasy sprzęcie gra hula na najwyższych detalach, co w pewnym sensie jest też dla graczy ze słabszymi komputerami informacją dobrą. Chciałoby się jednak większej szczegółowości; tak zawodników, jak i wyposażenia hali. Nie czuć po prostu, że wizualnie to gra nowej generacji. Dlatego w mojej końcowej ocenie muszę bardzo wyraźnie rozdzielić dwie sfery – grywalność i płynność gry, które oceniam wysoko oraz grafikę, zdecydowanie nie spełniającej pokładanych oczekiwań. NHL 09 to nadal niezły symulator hokeja, jednak programistom z EA Sports radziłbym zabrać się solidnie do pracy, gdyż cierpliwość graczy ma swoją granicę. Sam zaś jestem w grupie, która zbliża się do niej niepokojąco szybko. -
- Ziemia - puzzle kuliste (540 elementów)
- (towar niedostępny)
Adam Świętek 2008-12-14
Zabawa na okrągło (9 z 15 uznało tę recenzję za pomocną.)
Płynnym ruchem wprawiamy globus w obroty i tak kręci się, a poszczególne kontynenty, państwa, morza i oceany przez moment ukazują się naszym oczom, równie szybko znikając. Ten przyspieszony kurs geografii, który zafundował nam ruch obrotowy ziemi, to efekt pracy, jaką włożyliśmy wcześniej w wykonanie globusa. Składa się on z 540 starannie wykonanych elementów z połyskującego tworzywa. Układania jest sporo, ale efekt końcowy wynagrodzi trud łączenia setek, często niemal identycznie wyglądających puzzli. Trzeba się dobrze przyglądać, by dostrzec niezwykłą złożoność tej miniaturki naszego globu, gdyż na pierwszy rzut oka wygląda jak tradycyjne, "jednoczęściowe" globusy. Ale świadczy to tylko dobrze o jakości produktu. Z dumą można potem prezentować swoje dzieło. Wskazujemy palcem puzzel pokryty np. charakterystycznymi konturami buta z napisem "Włochy", a następnie przesuwamy go nieco w górę, docierając do puzzla dźwigającego na swoich plastikowych barkach potężne Alpy. Teraz wystarczy trochę jeszcze odbić w lewo, by dotrzeć do puzzli zatopionych w wodach Oceanu Atlantyckiego. Taka transgraniczna podróż palcem po okrągłej mapie, gdzie granice stanowią łączenia kolejnych puzzli trwać może bez końca. Przynosi również dużą frajdę jak sama konstrukcja tej "globalnej" układanki. -
- PURE (PC)
- (towar niedostępny)
Adam Świętek 2008-10-26
Szaleństwo na czterech kołach (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Marzenia by zasiąść za sterami podrasowanego quadu i dokonywać nim ewolucji przeróżnych, niekiedy tak efektownych, że aż niemożliwych, spełnią się wraz z zakupem tej gry. Pure jest bowiem niczym innym niż symulacją poruszającego się na takim właśnie czterokołowym motocyklu kaskadera. Wszystko co oferuje ta gra, to sport ekstremalny - ekstremalnie trudne trasy, stopień trudności wyścigów, powietrznych akrobacji i niestety również długości w ładowaniu się gry... Choć to ostatnie czasem irytuje, z całą pewnością warto trochę poczekać, gdyż frajda jaka czai się tuż za progiem niweluje dyskomfort beznamiętnego wpatrywania się w statyczny obrazek poprzedzający wyścig. Filozofia wszelkich wyścigów jest zazwyczaj banalnie prosta - dojechać do mety zanim zrobią to rywale. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że Pure łamie tę zasadę - wymaga raczej od gracza by przejechał trasę w możliwie spektakularny sposób, bawił się oraz ekscytował sposobem i modelem jazdy. Złożony system pozwalający na kaskaderskie wyczyny otwiera ocean możliwości w wykonywaniu powietrznych akrobacji (nagradzanych punktowo). Na trasie zostały ponadto umieszczone różne skocznie i wzniesienia, dzięki którym można wysoko wzbić się w powietrze i lecieć, podziwiając piękno krajobrazu rozciągającego się przez moment w pełnej krasie, by po chwili z impetem spotkać się na powrót z kamienistym podłożem, dopingującym silnik quadu do ekstremalnego wysiłku. To co odróżnia Pure od innych tego typu produkcji to oprawa wizualna. Grafika oszałamia wielością barw, jakością tekstur i refleksji świetlnych. Czasami ma się wręcz ochotę by podarować sobie rywalizację i niczym zapalony turysta powędrować szlakiem wzdłuż strumyka płynącego między drzewami oświetlonymi promieniami zachodzącego słońca. Trasy ulokowane zostały w różnych częściach globu między innymi we Włoszech czy Kalifornii. Łącznie jest ich ponad 30. Podziwianie gry w pełnej okazałości nie wymaga na szczęście posiadania superszybkiego komputera - nawet średniej klasy sprzęt umożliwia w miarę płynną rozgrywkę. Produkt jest także w całości spolszczony, co stanowi jego kolejną zaletę. Obcowanie z Pure daje poczucie wolności, szaleństwa, dynamiki i podziwu nad pięknem otaczającego krajobrazu, co całościowo składa się na grę jakiej dawno nie było. To zastrzyk wirtualnej adrenaliny, który z pewnością zapamiętamy na długo. -
- Half Life 2 Classic
- cena: 45,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Adam Świętek 2008-10-25
Gra niemal doskonała (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Pierwsza część przygód Gordona Freemana, bohatera gry Half Life, okazała się wielkim sukcesem i zdobyła uznanie graczy. Twórcy z Valve Software zapowiadali, że kolejna odsłona serii jeszcze bardziej rzuci wszystkich na kolana. Często tego rodzaju oświadczenia należy traktować z przymrużeniem oka, nie są bowiem niczym innym niż podbijaniem bębenka oczekiwań i wychwalaniem gry ponad jej rzeczywistą wartość. Tym razem było jednak inaczej - gra jest niemal doskonała. Wydarzenia, w których przyjdzie nam brać udział rozgrywają się w nieistniejącym mieście "City 17", najechanym przez różnorakie kreatury. Wspomniany Freeman musi się im rzecz jasna przeciwstawić, co praktycznie sprowadza się do eliminacji wszystkiego co wykazuje oznaki życia. Może poza kilkoma dobrymi ludźmi, którzy od czasu do czasu, ochoczo zapiszą się do drużyny naszego bohatera. Schemat może i oklepany, ale w tym wypadku wcale nie nudny, zresztą nie wątki fabularno-narracyjne stanowią esencję tej gry. Jest nią przede wszystkim rozgrywka, możliwości penetracji wirtualnego miasta i rozwiązywania napotkanych w nim przeszkód. Nie zawsze musi to też prowadzić do seryjnego wypluwania z karabinu śmiercionośnych pocisków, albowiem w wielu punktach gry napotkamy tzw. zagadki logiczne. W ten oto sposób płynnie przechodzę do zachwytu nad środowiskiem gry, a szczególnie modelem jego deformacji. Niemal każde pudło, kratę, rurę i inne luźno pałętające się elementy otoczenia możemy przestawić, podnieść, zniszczyć, rzucić nimi czy w skrajnym przypadku wykorzystać jako tarczę. Często utworzenie specjalnej barykady lub dróżki z wielkich skrzyń jest jedyną drogą by dostać się do jakiegoś pomieszczenia albo tunelu. Gra respektuje wiele z praw fizyki jak np. wyporności wody, którego znajomość w pewnych miejscach również okaże się szalenie przydatna. Silnik Source odpowiadający za grafikę, generuje doskonale dopracowane modele budynków, postaci, efektowne wybuchy i majestatycznie wyglądające lustra wody. Udźwiękowienie także prezentuje się bez zarzutu. Tych, którzy w tym momencie myślą sobie, że "wszystko co fajne szybko się kończy", uspokajam - gra jest naprawdę długa, złożona z 12 misji, których przejście w zamierzeniu autorów trwać będzie około 40 godzin. Może nawet dłużej, gdyż inteligencja komputerowego przeciwnika stoi na całkiem przyzwoitym poziomie i trzeba się nieźle nagimnastykować by nie musieć bez przerwy ładować gry od nowa. Wraz z kolejnymi etapami otrzymujemy coraz bardziej wyszukaną broń - od pospolitego łomu, do niszczycielskiej wyrzutni rakiet. Nie jest ich jednak wiele, co postrzegam jako mały minus gry. Kolejnym jest też skomplikowana instalacja, która bez wczytania się w instrukcję może sprawić nie lada trudności. W podstawowej wersji gry brak trybu wieloosobowego, lecz jest on w dodatku Deathmatch, dołączonym do produktu. Half life 2 to jeden z najlepszym tytułów w jakie miałem okazję grać - obowiązkowy dla każdego miłośnika komputerowej rozrywki. -
- NBA Live 08 (PS3)
- (towar niedostępny)
Adam Świętek 2008-10-19
Tylko dla fanatyków koszykówki
Któryś już raz z rzędu moje nadzieje na dobry symulator koszykówki prysły wraz z oddaniem pierwszego rzutu na wirtualny kosz. Może nie dosłownie pierwszego, ale w krótkim czasie pojąłem, że hasło "I love this game!" promujące ligę NBA, to nie jest ta fraza, którą będę wykrzykiwał na myśl o NBA live 08. Do zakupu gry zachęciły mnie obietnice programistów ze stajni EA SPORTS wprowadzenia licznych, znaczących zmian w serii. Szczególnie tych, które mają podnieść grywalność, a więc i przyjemność płynącą z rozgrywki. Okazało się, że tak jak zawsze był to czysty marketing - ja zwyczajnie tych zmian nie widzę, a jeśli są to kosmetyczne. Co z tego, że charakterystyczne ruchy kilku największych gwiazd NBA zostały zaimplementowane w grze, skoro cała reszta (ponad 400 chłopa...) porusza się tak jakby im ktoś kij w plecy włożył czyli bardzo nienaturalnie. Komputerowi przeciwnicy nie są tez zbyt inteligentni - nieskończenie wiele razy dają się nabierać na te same zagrania. Zwycięstwo w meczu osiągniemy w najprostszy z możliwych sposobów - nie podawać, nie dryblować zbytnio, po prostu biec z piłką pod kosz i rzucać. Rywal i tak nie nadąży, a jeśli już, to pełni raczej funkcję statysty, niż poważną przeszkodę w drodze do kosza. Zapomniałem bowiem dodać, że poziomy trudności w grze różnią się przede wszystkim procentem celnie wykonywanych przez komputer rzutów - na poziomie "Superstar" trafia niemal wszystko. Na szczęście jest jeszcze całkiem niezły tryb multiplayer. Kolejny minus to kamery z jakich obserwujemy mecz. Jest ich mało, a te które są, często gęsto nie nadążają za akcją. Bywa to irytujące. Wszystkie tryby gry pozostały te same w poprzednich edycjach serii: tak więc mamy do dyspozycji możliwość rozegrania pojedynczego meczu, całego sezonu, trybu kariery, Weekendu Gwiazd oraz treningu, gdzie można przećwiczyć podstawowe elementy koszykarskiego rzemiosła. I ten ostatni tryb (oraz pojedynki "jeden na jeden&") stał się właśnie moim ulubionym. Można sobie spokojnie porzucać i potrenować efektowne wsady. Mam jednak wrażenie, że nie na tym gra miała polegać... Grafika, muzyka i dźwięki prezentują się przyzwoicie; zawodnicy wyglądają niemal jak prawdziwi, szczególnie na powtórkach. W menu do uszu dobijają się rytmy Timbalanda, DJ Jazzy czy Cool Kids. Mamy do dyspozycji licencjonowane zespoły grające w NBA oraz kilkanaście reprezentacji z całego świata (brak polskiej oczywiście). Nasze poczynania na boisku po raz kolejny skomentuje duet Marv Albert - Steve Kerr i przyznać trzeba, że wychodzi im to całkiem dobrze (w porównaniu choćby z serią FIFA). Podsumowując, muszę raz jeszcze wyrazić swoje rozczarowanie NBA live 08. Całe lata świetlne dzielą ją np. do konkurenta pod nazwą NBA2k8. Ale także od tego, by zainteresować gracza na więcej niż kilka godzin, bo po takim czasie stwierdziłem, że gra jest wtórna, zbyt łatwa i jakby niedokończona. -
- Gamepad Ps2 Speed-Link Strike, Srebrny Sl-4207-Ssv
- (towar niedostępny)
Adam Świętek 2008-10-19
Gamepad najwyższej klasy (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Bez niego większość gier nie miałaby racji bytu. Do ogarnięcia niektórych z nich bowiem, nie zawadziłoby być istotą o przynajmniej 20 palcach. A gdy do gry wchodzą jeszcze kombinacje klawiszowe nawet najzręczniejsi zawodnicy gubią się w plątaninie własnych palców. Na szczęście wynaleziono gamepada. To niepozorne urządzenie, dzięki któremu stajemy się operatorami wirtualnych samochodów, postaci czy samolotów, uczyni grę komfortową, a najtrudniejsze nawet kombinacje przestaną być problemem. Gamepad Ps2 Speed-Link Strike doskonale sprawdza się w swojej roli. Posiada aż 18 przycisków i 2 tzw. Gałki. Funkcja "makro" pozwala zaś przypisać kilka komend do jednego przycisku i dzięki temu możliwości konfiguracji są naprawdę duże. Dodatkowo wewnętrzne silniczki wprawiają go w wibracje (Force Vibration), dzięki czemu prowadzenie pojazdów w grze staje się jeszcze bardziej realistyczne. Kupując go zadawałem sobie jedno tylko pytanie: ile wytrzyma? Wiedziałem przecież, że niektóre gry wymagają od gracza maltretowania pada w sposób wręcz niehumanitarny. Szybko przekonałem się jednak, że przyciski w Speed-Link Strike są niebywale wytrzymałe, niemal niezniszczalne. To ogromna zaleta tego urządzenia. Kolejną jest doskonałe wyprofilowanie i dopasowanie do dłoni, nie powodujące uczucia dyskomfortu i niezgrabności sprzętu, tak charakterystycznego dla niektórych modeli. Gamepad ten ma wszystko co mieć powinien, a bardzo niska cena niech będzie tylko dodatkową motywacją do jak najszybszego zakupu. Bez wątpienia mistrz w swojej kategorii. -
- Egipt - wakacje z pilotem
- (towar niedostępny)
Adam Świętek 2008-09-28
Egipt jakiego nie znacie (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Dla przeciętnego zjadacza chleba Egipt kojarzy się przede wszystkim z faraonem i piramidami. Celem Megan McCormick, która będzie nasza przewodniczką w filmie, jest pokazanie, że kraj ten posiada również wiele innych, nie mniej symbolicznych miejsc, nad którymi wręcz unoszą się opary wielkiej historii i wyjątkowości. Swoją podróż rozpoczyna od stolicy, Kairu. Gwar zatłoczonej metropolii przeplata się tam z szaleństwem drogowym w postaci luźnego stosunku kierowców do zasad kierowania pojazdem oraz ogromną uprzejmością i życzliwością jaką Egipcjanie darzą turystów. Obowiązkowym punktem w zwiedzaniu miasta są oczywiście piramidy - monumentalne, tajemnicze, dające wyobrażenie o potędze cywilizacji, która zamieszkiwała ten teren przed kilkoma tysiącami lat. Następny przystanek na trasie egipskiej przygody to starożytny klasztor św. Antoniego, będący kiedyś również niedostępną fortecą. Megan odwiedza później kolejno El-Alamein, gdzie rozegrała się słynna bitwa II Wojny Światowej, a teraz znajduje się cmentarz wojskowy; wioski Siwa, z królującą w centrum XII-wieczną twierdzą oraz zatrzymuje się w oazie Bahariyya i ruinach w Bagawat słynącego z kilkuset grobowców koptyjskich. Są to jednak tylko krótkie postoje w drodze do głównego celu, jakim jest Luxor. Mieści się tam Dolina Królów czyli gigantyczne, ukryte wśród wzniesień cmentarzysko egipskich władców. Nasza przewodniczka kończy swoją podróż bardzo efektownym przelotem balonem nad brzegami Nilu oraz zwiedzaniem świątyni Ramzesa II w Abu Simbel. Podczas całej podróży Megan smakuje tradycyjnych Egipskich specjałów - raz popala specyficzne cygara, a innym uczy się produkcji oliwek. Przy okazji opowiada o miejscowych zwyczajach i częstuje anegdotami z historii kraju faraonów. Omija miejscowości typowo turystyczne, tj Szarm el-Szejk czy Hurghada, by pokazać tereny trudno dostępne, pustynne, a równie niezwykłe. Egipt to kraj, który trudno przedstawić w sposób nieciekawy - determinuje to egzotyka tego terenu i ogromne walory historyczne jakie posiada. Na szlaku podróży co i rusz wyrastały co prawda fantastycznie, intrygujące miejsca, jednak kilku z nich w filmie mi brakowało, że wymienię w tym miejscu znane na cały świat rafy koralowe, czy słynącą z architektonicznych cudów Aleksandrię. Ta 50-minutowa podróż po egipskiej ziemi będzie jednak dla każdego pasjonującą podróżą. I z pewnością zachęci do tego, by w niedalekiej przyszłości osobiście przemierzać pustynne bezdroża, zachwycać się starożytnymi cudami architektury oraz setkami innych atrakcji jakie czekają na turystę w Egipcie. -
- Max Payne 2 The Fall of Max Payne (PS2)
- cena: 67,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Adam Świętek 2008-08-31
Tytuł okazał się proroczy - upadek Maxa Payne'a (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Po znakomitej pierwszej części przygód niezniszczalnego policjanta Maksa Payne'a, apetyty graczy były wielkie. Producenci zapowiadali grę jeszcze smakowitszą, jeszcze bardziej wciągającą i w ogóle wszystkiego jeszcze więcej. Konfrontacja z rzeczywistością okazała się dla gry jednak bardzo bolesna. Przede wszystkim razi wtórnością - już od pierwszych minut spędzonych z grą buszujemy po lokacjach znanych z pierwszej części, w których nawet kosze na śmieci ustawione są tak jak poprzednio. Osią fabuły znów jest postać Mony Sax - policjantki, o której śmierci Max był przekonany. Teraz połączą ich wspólne losy, walka ze złem i szukanie własnej tożsamości poprzez próby dotarcia do odpowiedzi na trudne pytania. Autorzy chcieli w ten sposób podkreślić fabularną ciągłość między obiema częściami, więc od biedy mogłem jeszcze przymknąć oko z nadzieją, że najlepsze czai się dopiero w następnych etapach gry. Ale i tu zawód na całej linii - kolejne poziomy są zwyczajnie nudne, bezbarwne, szarobure. Wszędzie sterty wielkich pudeł, za którymi chowają się się nasi wrogowie, śmieci, płonące ogniska. I ten nieustannie padający deszcz - zupełnie jakby akcja toczyła się na sawannie w trakcie pory dżdżystej. Nie znalazłem w grze choćby jednego ważnego elementu rozgrywki, który mógłbym nazwać innowacyjnym. Albo były więc tak świetnie zakamuflowane, albo nie było ich wcale. I z przekonaniem graniczącym z pewnością zakreślam wariant drugi. Trudno bowiem nazwać rewolucją powielenie wszystkich istotnych elementów z części pierwszej. Max skacze, biega i strzela tak jak przedtem. Dalej korzysta z bullet-time'u (zwolnienie akcji podczas strzelania) i prezentuje minę jakby miał ochotę nafaszerować śrutem każdego przeciwnika od stóp do głów. Do tego zresztą sprowadza się cała gra - eliminując hordy średnio inteligentnych komandosów i innych oprychów, odkrywamy kolejne tajemnice swojej tożsamości. Całość zajmie nam nie więcej niż 3-4 godziny. Co z tego, że gra ma dalej swój mroczny klimat, skoro kończy się w momencie, gdy zaczynamy się w niego wczuwać? Do oprawy audio i wideo raczej nie można się przyczepić, choć z pewnością nie oszałamia. Przyznam, że po przejściu drugiej części przygód Maksa Payne'a jestem zaskoczony - niestety tym, że niczym nowym zaskoczony nie zostałem. Po kontynuacji tak świetnego tytułu wymaga się powiewu świeżości opartego na starych schematach podanych w jeszcze większych dawkach. Niestety, ten produkt zasługuje jedynie nie bycie dodatkiem, a nie kolejną częścią przygód Maksa Payne'a.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





