doug10
Rekomendacje:
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 50
-
- Szybko i wściekle
- Justin Lin
- (towar niedostępny)
doug10 2009-07-17
Szybko nie znaczy dobrze (0 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Czwartą odsłonę należy ocenić przez pryzmat całej serii. Pierwsza części posiadała ciekawy scenariusz i dobrą obsadę. Zapewniło jej to sukces kasowy i miano kultowego filmu dla maniaków rajdów ulicznych wypasionymi brykami. Sukces kasowy jedynki skłonił do nakręcenia kontynuacji. Film już nie tak dobry, ale można było go obejrzeć. Cześć trzecia to niestety całkowita porażka. Idiotyczny scenariusz, drewniane aktorstwo oraz przeniesienie akcji do Japonii zakończyło na pewien czas żywot tej samochodowej historii w kinach. Po kilku latach producenci zebrali gwiazdy z pierwszej części i stworzyli kolejną odsłonę szybkich i wściekłych. Po obejrzeniu filmu nie za bardzo wiedziałem po co to zrobili, ale chodziło chyba o wyjęcie kasy od widza i to się im udało. No cóż „Szybko i wściekle” jest tylko ciut lepsze od „Tokio Drift”. Efektowność w tym filmie przeważyła nad logiką i prawami fizyki. W filmie dzieje się dużo i szybko nie zawsze sensownie. Mamy wiele efektownych wyścigów i pościgów. Tuningowane autka jeżdżą na i pod ziemią, po pustyni oraz pod płonącymi cysternami. W tej produkcji postawiono na ryk silników, efekty specjalne i nic więcej. Ale spoko, są jeszcze gorsze wieści, na tym podobno się nie skończy. -
- Uśpieni
- Barry Levinson
- (towar niedostępny)
doug10 2009-07-15
Dobry dramat z trudnymi wyborami (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Barry Levinson to reżyser nietuzinkowy często podejmujący w filmach trudne lub niewygodne tematy. Jako znakomity twórca dał się poznać takimi filmami jak „Rain man”, „Good morning Vietnam” czy „W sieci”. „Uśpieni” to jeden z jego starszych filmów. Reżyserowi udało się nakłonić do współpracy wschodzące gwiazdy amerykańskiego kina Brada Pitta, Jasona Patricka i Minnie Driver oraz znanych już i cenionych aktorów z Robertem de Niro i Dustinem Hoffmanem na czele. Film podejmuje bardzo drażliwy i niewygodny temat molestowania nieletnich w poprawczakach. Reżyser podzielił sam film na trzy części przed, w trakcie i po pobycie w domu poprawczym. Pierwsza część przybliża nam bohaterów w wieku dziecięcym i nastoletnim kiery mieszkali i żyli w jednej z dzielnic Nowego Jorku lat 60tych. Druga to obraz gehenny, jaką dzieciaki przechodziły w domu poprawczym poniżani, bici i gwałceni przez strażników. Część trzecia przedstawia bohaterów już w dorosłym życiu próbujących żyć z traumą okresu dziecięcego cały czas szukających sposobu i możliwości zemsty na swoich oprawcach. Film jest bardzo dobrze nakręconym dramatem, jakich mało ostatnio w kinie. -
- Bez twarzy (film z polskim lektorem)
- John Woo
- (towar niedostępny)
doug10 2009-06-14
Prawie jak komedia. (0 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Przez jakiś czas w Hollywood panowała moda na kręcenie filmów w azjatyckim stylu. Amerykanie albo kręcili nowe wersje azjatyckich hitów albo pozwalali kręcić u siebie filmy azjatyckim reżyserom. Jak to się mówi z takimi filmami na dwoje babka wróżyła. Olbrzymim powodzeniem w USA swego czasu cieszył się reżyser John Woo. Bez żadnych skrupułów kręcił on filmy w stylu azjatyckim (w wielu przypadkach całkowicie pozbawione logiki). No cóż z pod jego ręki wyszły takie klopsy kina akcji jak „Nieuchwytny cel” i „Tajna broń” (w tym filmie wszyscy bez wyjątku dobrzy czy źli posiadali broń z niekończącą się amunicją i strzelali przeważnie nikogo nie trafiając, ale za to ile się nabiegali). Wydawałoby się, że to koniec tego reżysera w stanach, ale jednak nie. Nakręcił on jeden wielki przebój a mianowicie M:I2 z Tomem Cruisem. Pomijam fakt, że z nudów usnąłem na tym filmie. Przed obrazem M:I2 Woo stworzył jeszcze film „Bez twarzy” w miarę kasową produkcję. Do współpracy nad tym obrazem zaprosił dwóch znanych i kasowych amerykańskich aktorów Nicolasa Cagea i Johna Travoltę i bez ogródek wrzucił ich w jeden z najgłupszych filmów akcji, jakie widziałem. Pomijając fakt, że w tym filmie nie ma nic, co nie byłoby supertajne, to sam pomysł na fabułę woła o pomstę do nieba. Moi drodzy porównajcie sobie budowę ciała obu aktorów i zastanówcie jak można zamienić im twarze skoro jeden jest chudy a drugi sorry John powiedzmy lekko puszysty i udawać ze nikt nie zauważy różnicy albo, że nikt na tak drobny szczegół nie zwróci uwagi (no tak supertajni naukowcy znaleźli sposób i w supertajny sposób szybko pogrubili supertajnego agenta granego przez Cagea). Po prostu mnie ten fakt rozbroił całkowicie. No cóż w dalszym etapie jak to w kinie akcji jest mnóstwo strzelanin, eksplozji i pościgów, co nie zmienia faktu, że fabuła tego filmu mogłaby wytrącić z równowagi nawet samego Forresta Gumpa (chyba zapomniałem dodać, że trzeba jeszcze odnaleźć supertajną śmiercionośną bombę, która grozi wybuchem). Zastanawiam się czy nie potraktować tego filmu jako takiej zakamuflowanej parodii kina akcji. Jednak chyba nie. Ja ten film obejrzałem do końca, ale ponownie nie dałbym rady. Takim produkcją mówimy stanowczo NIE. -
- Batman - Edycja Specjalna (2 DVD)
- Tim Burton
- (towar niedostępny)
doug10 2009-06-13
Pierwszy Batman. (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jako młokos miałem okazję obejrzenia pierwszego filmu o przygodach Batmana w małym polskim kinie jakieś 2 - 3 lat po światowej premierze. Nie muszę mówić, jaki szok wywarł ten film na widzu, jeśli do tego czasu miał serwowane w TV różne filmy klasy B i C reklamowane przez prezenterów jako wielkie hity światowego kina lub stare przebrzmiałe tytuły polskie i zagraniczne. Cóż takie były realia początku lat 90tych, napływ tandety. Na szczęście w tłoku przeciętności pojawił się Tim Burton i jeden z jego najlepszych filmów „Batman”. Burton znakomicie połączył wszystkie części tej filmowej układanki. Zebrał znakomitych aktorów, których świetnie dopasował do scenariusza a mianowicie Jacka Nicholsona i Michaela Keatona (mimo ogromnego sprzeciwu fanów mrocznego rycerza) a na deser dołożył zjawiskowo piękną Kim Basinger. Całość historii osadził w ponurym, mrocznym i można by powiedzieć brudnym mieście Gotham City. Następnie podarował obu bohaterom masę różnych efektownych gadżetów. Batman posiadał najlepszy z całej serii samochód słynny batmobil. Pojazd niezwykle mroczny budzący strach i kryjący tajemnicę (podczas jazdy prezentuje się niezwykle efektownie). To autko po dziś dzień jest jednym z najlepiej rozpoznawanych pojazdów filmowych. Prócz samochodu nasz bohater posiada batsamolot i kilka mniejszych zabawek służących do walki z różnymi łotrami. Joker z kolei dysponuje arsenałem iście cyrkowym jego śmiercionośne zabawki wyglądają jakby żywcem wyjęte z odjazdowego cyrku. Pełno w nich cyrkowej estetyki głownie podobizn klaunów. Aby pojedynek był ciekawy i przyciągający widza prócz mnóstwa zabawek film posiada znakomity scenariusz i to co w tego typu produkcjach najważniejsze mnóstwo akcji. Mamy pościgi, strzelaniny, walkę wręcz i bardzo efektowne eksplozje. „Batman” jest zdecydowanie jednym z o ile nie najlepszym filmem przełomu lat 80tych i 90tych. Wydanie DVD prócz samego filmu posiada szeroki zestaw filmów dokumentalnych na temat pierwszego Batmana. -
- Piekielna głębia
- Renny Harlin
- (towar niedostępny)
doug10 2009-06-13
Sztuczne szczęki V (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Kiedyś niejaki Steven Spielberg nakręcił znakomity horror „Szczęki”. Co ciekawe potrafił straszyć i trzymać w napięciu przez ponad połowę filmu nie pokazując rekina. Mimo to nastrój grozy i napięcia w filmie sprawiał ze z przyjemnością się go oglądało. Później po wielkim sukcesie powstały dalsze bodaj trzy części o rekinie mordercy niestety coraz słabsze i bezsensowne pozbawione logiki. Na jakiś czas kino zapomniało o rekinach zabójcach. Do czasu. Kilka lat temu pewien zapomniany reżyser niejaki Renny Harlin (twórca przebojów „Szklana pułapka 2” i „Na krawędzi” oraz klap finansowych „Wyspa piratów” oraz „Długi pocałunek na dobranoc” może, dlatego że główne role grała tam żona reżysera niezbyt zdolna aktorka Geena Davis?) postanowił nas ponownie rekinami postraszyć. Niestety wysoki budżet i mnóstwo efektów specjalnych nie stworzyły wielkiego dzieła a nawet przeciętnego. Film w porównaniu ze „Szczękami” wypada słabo. Scenariusz skupia się wokół programu badań nad genetycznie zmienionymi rekinami i możliwości zastosowania ich do pomocy leczenia chorych ludzi. Jak się okazuje genetycznie zmienione rekiny stają się super inteligentne i zagrażają ludziom w centrum badawczym na środku oceanu. Pech chciał, że przed atakiem rekinów mądrali nad ośrodkiem badawczym zaczął szaleć sztorm. W tym momencie należałoby zakończyć, ale nie. Nasi bohaterowie (rekiny) to spryciarze wydostają się ze swoich akwariów i zaczynają buszować po ośrodku zjadając jego lokatorów. Robią to w efektywny i efektowny acz idiotyczny i pozbawiony sensu sposób. Całość filmu jest niestety mocno średnia i przeciętna. Produkcja z gatunku tych co należy zobaczyć raz i zapomnieć o niej jak najszybciej. -
- Pitbull seria 01
- Patryk Vega
- (towar niedostępny)
doug10 2009-06-13
Psy nad psy (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jeśli chodzi o produkcję seriali to jeszcze wiele nam brakuje. W przeciwieństwie do zachodnich stacji telewizyjnych nie posiadamy praktycznie produkcji telewizyjnych tzw. seriami. Jednak praktycznie posiada wyjątek. Otóż moi drodzy TVP posiada dwa seriale, które spokojnie mogą konkurować z zachodnimi produkcjami w gatunku sensacyjno kryminalnych. Pierwszy to „Glina” a drugi „Pitbull”. Dlaczego wymieniam tylko te dwa tytuły? Powód jest jeden. Zarówno „Kryminalni” czy „Fala zbrodni” to seriale pozbawione realiów naszego małego grajdołka połączone z operą mydlaną. Zupełnie inna sytuacja ma się z „Pitbullem”. Ten serial został wymyślony przez Patryka Vegę człowieka, który jakiś czas temu stworzył świetny dokument o pracy polskiej policji pt. „Prawdziwe psy”. Swoje obserwację przelał na papier i napisał znakomity scenariusz do pierwszej serii „Pitbull” (jak na razie są trzy i z niecierpliwością czekam na kolejne serie). W serialu widać tzw. starą gwardie wywodzącą się z milicji i służb bezpieczeństwa oraz młode wilki, które dopiero wkraczają do walki ze światem przestępczym. Przestępcy też w tym, serialu są swojscy. Żadni to wielcy gangsterzy handlujący bronią i koką na skalę międzynarodową. To przestępcy z pośród nas wywodzący się z dobrych domów, wsi, miast i miasteczek. Popełniają jednak poważne i brutalne zbrodnie i przestępstwa. Bohaterowie serialu nie mają łatwego życia, bo jak można nazwać przyjemnym życie, gdy jeździ się po Warszawie sfatygowanym „poldkiem” i zastanawia się czy wypłaty starczy do pierwszego. Cóż przyjemnego jest w wyciąganiu podgniłych trupów ze śmietników, rzek lub piwnic? Cóż fajnego jest w pracy, która nie trwa 8 godzin? Niewiele, ale taką prace wykonują policjanci ze stołecznej. Serial jest bardzo realistyczny i oddaje w dużej mierze realia pracy policji. Za ten realizm można go polubić lub znienawidzić. Ja polubiłem a innych zrażonych odsyłam do Klanu niech się ekscytują przygodami Rysia. -
- Zawodowcy
- Jon Avnet
- (towar niedostępny)
doug10 2009-06-06
Nie zawsze do trzech razy sztuka wychodzi na dobre. (2 z 6 uznało tę recenzję za pomocną.)
Robert De Niro i Al Pacino zagrali razem w trzech filmach. Pierwszy to „Ojciec chrzestny II” a drugi „Gorączka”. Każdy z tych filmów to klasyka w swoim gatunku. Pamiętamy wspaniałe kreacje obu aktorów oparte o solidne scenariusze. Inna sprawa, że oba filmy kręcili znakomici reżyserzy. Jeśli chodzi o trzecie spotkanie obu panów to należy o nim jak najszybciej zapomnieć. Film w porównaniu z wyżej wymienionymi tytułami przegrywa z kretesem. Również reżyser Jon Avnet to postać nie tego formatu, co Coppola i Mann. Film jest przeciętną produkcję kina akcji aspirującego do dramatu sensacyjnego. Pacino ostatnia dobrą kreacje stworzył w „Podwójnej grze” z przed czterech lat. Tą rolą dał znać, że jak dostaje ciekawy scenariusz to potrafi wskrzesić swój aktorski geniusz. Jeśli chodzi o De Niro moim zdanie ostatnią ciekawą rolę stworzył w filmie „Rozgrywka” sprzed bagatela ośmiu lat. Wydawać by się mogło, że obaj panowie do ponownego spotkania wybiorą ciekawy i dobry scenariusz. Nic bardziej mylnego. „Zawodowcy” są do bólu przewidywalni a charyzmę obaj panowie mogli pokazać jedynie przy negocjacji gaż za role w tym projekcie. Podczas seansu obaj aktorzy po prostu są i nic więcej, zero gry lub chęci do grania. Nic dziwnego, bo scenariusz jest przewidywalny do bólu a schemat dobry i zły glina jest poruszany w dużo lepszych produkcjach. Jednym słowem nie warto tym filmem zaśmiecać sobie półki. -
- Tora! Tora! Tora!
- Richard Fleischer
- (towar niedostępny)
doug10 2009-05-02
Bardzo dobry dramat wojenny. (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
„Tora! Tora! Tora” to film z okresu złotego wieku kina wojennego. Powstał w okresie, kiedy sukcesy kasowe i artystyczne święciły takie filmy jak „O jeden most za daleko”, „Patton”, „Bitwa o Anglię” czy „Najdłuższy dzień”. Podobnie jak „O jeden most za daleko” film porusza tematykę nie sukcesu a klęski wojsk sprzymierzonych, (choć pamiętajmy, że przed i w czasie ataku na Pearl Harbor amerykanie nie należeli do sił aliantów). Reżyserię tego filmu powierzono Amerykaninowi Richardowi Fleischerowi, który nakręcił min. „Barabasza” z Anthony Quinnem i „Conana Barbarzyńcę” z Arnoldem Schwarzeneggerem oraz Japończykowi Toshio Masudo. Takie posunięcie producentów wyszło filmowi na dobre. Obaj panowie nakręcili sekwencje dotyczące swoich krajów, dzięki czemu stały się one bardziej wiarygodne. Całość filmu koncentruje się wokół przygotowań i ataku japońskiej armii na amerykańską bazę marynarki wojennej w Pearl Harbor na Hawajach. Film mimo lat zdecydowanie wygrywa ze swoim młodszym odpowiednikiem mianowicie filmem Michaela Baya „Pearl Harbor”. „Pearl Harbor” Baya to cukierkowa przeładowana patosem i efektami specjalnymi opowieść z umieszczonym na siłę szczęśliwym zakończeniem. Natomiast „Tora! Tora! Tora!” to zdecydowanie tylko i wyłącznie dramat wojenny bez niepotrzebnej otoczki. Do dziś wielkie wrażenie robią sekwencję batalistyczne bez efektów specjalnych. Oczywiście mamy tu do czynienia w wielu przypadkach z miniaturami lub makietami okrętów i budynków, co widać (pamiętajmy ze film powstał w latach 70tych ubiegłego wieku), ale odgłosu silnika i widoku lecącego prawdziwego samolotu nie zastąpi żaden komputerowy twór. Warto ten film zobaczyć i porównać choćby z innym lotniczym dziełem „Bitwą o Anglię”. -
- Death Race: wyścig śmierci
- Paul W.S. Anderson
- (towar niedostępny)
doug10 2009-05-01
Szybki złom s-f (0 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
„Wyścig śmierci” zamiast dobrego filmu o wyścigach samochodowych w przyszłości okazał się kolejnym pustym filmem w kolejce po kasę widza. Bardzo szybko film zaczyna nudzić i oczekujemy już tylko i wyłącznie końca. Fabuła filmu jest banalna i przewidywalna aż do bólu. Całość koncentruje się na pokazaniu wyścigów i efektownych pożegnań z życiem osób w nim startujących. Na siłę ktoś wmontował w ten jeden wielki sportowy teledysk dialogi a szkoda, bo jako kino nieme dałoby się to wszystko jeszcze jakoś znieść. Dla tych, co lubią cierpieć przed telewizorem a obrady z sejmu nie są w tedy transmitowane. -
- Rok 1612
- Władimir Chotinienko
- (towar niedostępny)
doug10 2009-05-01
Propaganda i nic więcej. (5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Dzięki bogatej w wojny historii literatura światowa otrzymała wiele wspaniałych dzieł literackich. We Francji udanie ekranizowano powieści o muszkieterach i epoce Napoleona na wyspach brytyjskich podziwialiśmy wyczyny Williama Wallecea czy Rob Roya. W naszym kraju powstały udane ekranizacje dzieł Henryka Sienkiewicza. „Krzyżacy”, „Potop” czy „Pan Wołodyjowski” i udowodniły, że również nad Wisłą można stworzyć znakomite filmy historyczne, które swoim rozmachem nie będą w niczym ustępować produkcją zza oceanu czy europy zachodniej. Jednak każda reguła ma swój wyjątek. Przykładem takiego jest film rosyjski „1612”. Właściwie pełna nazwa, która nie myliłaby widza powinna brzmieć „1612 idiotyzm do kwadratu’. Na wstępie chcę podkreślić, że nie jestem nastawiony bynajmniej anty rosyjsko. Widziałem wiele znakomitych filmów rosyjskich czy radzieckich jak np. „Spaleni słońcem, „Cyrulik rosyjski” czy „Wyzwolenie” i „Lecą żurawie”. Niestety produkcji „1612” daleko do tamtych filmów. Jeśli potraktujemy film jako produkcję fantasy to jednorożce i duchy są jak najbardziej na miejscu. Jeśli potraktujemy jako komedie to ok ja się śmiałem wiele razy z głupoty scenariusza. Jednak, jeśli potraktujemy jako film historyczny to nie pozostawię na nim suchej nitki. Główną postacią filmu jest parobek, który dzięki nauce od ducha zostaje bohaterem Rosji z okresu Wielkiej Smuty. W jedną noc zostaje mistrzem szermierki i najlepszym na świecie artylerzystą. Swoje szlify w dziedzinie artylerii zdobywał w lesie w nocy ćwicząc na spróchniałym drzewie. Nie zmienia to faktu, że stał się specem w strzelaniu z armat. Do cech naszego bohatera dodajmy jeszcze umiejętności szpiegowskie i spojrzenie amanta ekranu, którym uwodzi dziewoje. Złym bohaterem w tym filmie jest polski dowódca husarii (Michał Żebrowski, szkoda ze aktor za kasę zagra nawet w największej bzdurze). Jeszcze troszkę się poznęcam. W celu ratowania oblężonego zamku nasz dzielny chłopak buduje ze skór działo artyleryjskie i za jego pomocą niszczy skład prochu w polskim obozie (gratulacje celności). Aby pokazać geniusz rosyjskich wojów i głupotę polskich dowódców w kulminacyjnym momencie oblężenia Polacy atakują zniszczone wrota nie piechotą, ale ścieżką jazdą. Atak kończy się masakrą konnicy przy pomocy (tak tak moi drodzy nie mylicie się) skórzanej armaty!!!!!!!! Cóż, kto nie widział niech nie żałuje. Kto lubi komedie przygodowe z aspiracjami do dzieł historycznych może zobaczyć. W przypadku tego filmu widać, że tak naprawdę czasy propagandy w Rosji nie minęły i maja się jak najlepiej. Takim filmom zdecydowanie mówimy nie.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





