stały recenzent  ejem 3

Rekomendacje:

  1. Słuchawki Creative EP-210

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 87

  • Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną

    ejem 2009-07-04

    Pseudo-artystyczny bełt   (12 z 19 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Kompletnie nie rozumiem fenomenu Doroty Masłowskiej,którą skądinąd po publikacji powyższej książki okrzyknięto kimś na kształt głosu pokolenia i uhonorowano najważniejszymi literackimi wyróżnieniami..."Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną" chwalona jest za innowacyjność i za coś całkowicie odmiennego od innych ukazujących się książek z cyklu "współczesna proza polska".Niestety ja nie znajduję w tym "dziele" niczego odkrywczego,porywającego i prowokującego do myślenia - całość napisana jest irytującym językiem.Jasne,ktoś powie - realia,w końcu dresiarze nie potrafią się wysławiać inaczej.Moim zdaniem nie trzeba jednak kończyć nawet liceum,żeby "stworzyć" coś takiego.Czytanie o tym jak pewien dresiarz poszedł do sklepu,kupił kilka piwek,nabluzgał koleżance,wrócił do domu i zapalił jointa po którym zaczęło mu odbijać kompletnie mnie nie bawi.Dla mnie ta książka to zwykły pseudo-artystyczny wymiot.Krytyków zachwyciło,wychwalać będą również Ci,którzy chcą zabłysnąć w "oczytanym" towarzystwie,że niby tacy za pan brat z Masłowską. Ja tylko pytam,po co powstają takie książki?Ni to fabuły,ni to ciekawego języka,który sprawiłby,że mogłabym powiedzieć "ma dziewczyna talent literacki".Albo może to ja nie jestem na czasie,skoro książki tej Pani zwyczajnie mnie odrzucają? W każdym bądź razie - nie polecam!
  • [sic!]
    • [sic!]
    • Hey
    • (towar niedostępny)

    ejem 2009-06-07

    Esencja tego, co w Hey'u najlepsze   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Rok 2000 był dla zespołu Hey i jego fanów niezwykle ważny,żeby nie powiedzieć przełomowy a to z powodu odejścia Piotra Banacha - założyciela i,po Kasi Nosowskiej,głównej postaci w zespole.Oprócz tego grupa borykała się ze zmianą dotychczasowej wytwórni.Wydawało się,że jest to początek końca jednego z najlepszych polskich zespołów ostatnich lat - na szczęście nowy członek zespołu,Paweł Krawczyk idealnie wpasował się w szeregi grupy i udowodnił,że jest godnym następcą Banacha. "[sic!]" to bowiem w dużej mierze kompozycje napisane właśnie przez Pawła. Nowa wizja zespołu,który odświerzył i wzmocnił swe brzmienie okazała się strzałem w dziesiątkę - "[sic!]" wg większości wiernych fanów Hey'a płyta nr 1 w dyskografii szczecińskiej kapeli. Wg mnie również - tak świetnych piosenek dawno nie udało się zgromadzić na jednej płycie. Stawkę otwiera "Antiba" - chyba najmocniejszy dotąd numer Hey'a. Później zespół wcale nie zwalnia,a jeżeli już to tylko chwilami serwują nam świetne ballady takie jak "Romans z Petitem","Z rejestru strasznych snów" czy wreszczcie "Dolly" - zagrane mistrzowsko i zaśpiewane bardzo przejmująco przez Kasię. Zdecydowanie nie jest to radosna płyta - Nosowska pisze tutaj głównie o buncie wobec świata,samotności,niezrozumieniu, znieczulicy ludzkiej czy bólu istnienia - oczywiście widzi też te pozytywne strony naszej egzystencji choć na albumie dominuje melancholia i wszechogarniające uczucie niepokoju. Myślę,że ta płyta jest esencją wszystkiego tego za co tak kochamy grupę Hey - dające do myślenia teksty i charakterystyczny wokal Nosowskiej oraz nietuzinkowe kompozycje ze świetnymi aranżami - w takie płyty warto inwestować :) Znajomość materiału obowiązkowa dla wszystkich - naprawdę warto!
  • A Woman A Man Walked By

    ejem 2009-03-29

    Artyści totalni   (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    To już druga oficjalna kolaboracja Polly Jean z jej wieloletnim współpracownikiem, Johnem Parishem – tych dwoje Artystów na tyle silnie połączyła wspólna wrażliwość muzyczna, że tak naprawdę nieprzerwanie współpracują od 1992 roku. Znając wspólne dokonania Parisha i Harvey, po prostu nie spodziewałam się złej płyty. Ale też nie spodziewałam się aż tak dobrej! Podobnie jak w przypadku „Dance Hall At Louse Point” PJ odpowiada za wokalizę oraz teksty, Parish za to jest kompozytorem i głównym muzykiem. Efekt ponownej współpracy Artystów przerósł moje najśmielsze oczekiwania – nowe kompozycje są naprawdę zaskakujące, nietuzinkowe, niezwykle urokliwe no i oczywiście na swój sposób przepiękne. Ten, kto myślał, że po „White Chalk” PJ Harvey złagodniała już na dobre, ten jest w błędzie bowiem lwia część albumu to drapieżne, mocne numery w których PJ lubię najbardziej – „Black Hearted Love”,”Chair”, „A Woman A Man Walked By” czy rewelacyjna „Pig Will Not” (przywodząca na myśl „Reeling” – jedyna i niepowtarzalna okazja, aby posłuchać szczekającej (!) PJ) tylko potwierdzają, że Polly nie straciła nic ze swojej zadziorności, jaką odznaczała się w początkach swej kariery. Dla kontrastu, na płycie odnaleźć możemy, a jakże, echa „White Chalk” – mam tutaj na myśli przecudne „Leaving California”, „The Soliders” oraz „Passionless, Polintless”. Są również utwory-nokauty, których nie da się opisać gdyż nie pozwala na to ich złożoność oraz ogólny performance – mówię tu o „Sixteen, Fifteen, Fourteen” które śmiało może konkurować w swej „dziwności” z „Taut”, „Cracks In The Canvas” – klimatem przypominająca „Is That All There Is?” no i wreszcie „April” jako numer, który wymyka się wszelkim klasyfikacjom, gdyż jest po prostu unikatowy i wręcz obłędny – gdybym usłyszała go przypadkowo nie znając wykonawcy, za nic na świecie nie uwierzyłabym, że śpiewa go właśnie Polly. „A Woman A Man Walked By” to przykład płyty, która ukazuje jak przy minimalnych nakładach i środkach (głównie gitara akustyczna, perkusja i syntezator) z muzyki można uczynić prawdziwą sztukę, wstrząsającą dogłębnie słuchaczem. Tej dwójce udało się to po raz kolejny – nie wpasowując się na siłę w najnowsze trendy, robiąc konsekwentnie swoje i trzymając się maksymy, że powtarzalność ich nie interesuje – PJ Harvey i John Parish nagrali jedną z najważniejszych płyt tego roku.
  • A Woman A Man Walked By [Digipack]

    ejem 2009-03-29

    Artyści totalni   (5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    To już druga oficjalna kolaboracja Polly Jean z jej wieloletnim współpracownikiem, Johnem Parishem – tych dwoje Artystów na tyle silnie połączyła wspólna wrażliwość muzyczna, że tak naprawdę nieprzerwanie współpracują od 1992 roku. Znając wspólne dokonania Parisha i Harvey, po prostu nie spodziewałam się złej płyty. Ale też nie spodziewałam się aż tak dobrej! Podobnie jak w przypadku „Dance Hall At Louse Point” PJ odpowiada za wokalizę oraz teksty, Parish za to jest kompozytorem i głównym muzykiem. Efekt ponownej współpracy Artystów przerósł moje najśmielsze oczekiwania – nowe kompozycje są naprawdę zaskakujące, nietuzinkowe, niezwykle urokliwe no i oczywiście na swój sposób przepiękne. Ten, kto myślał, że po „White Chalk” PJ Harvey złagodniała już na dobre, ten jest w błędzie bowiem lwia część albumu to drapieżne, mocne numery w których PJ lubię najbardziej – „Black Hearted Love”,”Chair”, „A Woman A Man Walked By” czy rewelacyjna „Pig Will Not” (przywodząca na myśl „Reeling” – jedyna i niepowtarzalna okazja, aby posłuchać szczekającej (!) PJ) tylko potwierdzają, że Polly nie straciła nic ze swojej zadziorności, jaką odznaczała się w początkach swej kariery. Dla kontrastu, na płycie odnaleźć możemy, a jakże, echa „White Chalk” – mam tutaj na myśli przecudne „Leaving California”, „The Soliders” oraz „Passionless, Polintless”. Są również utwory-nokauty, których nie da się opisać gdyż nie pozwala na to ich złożoność oraz ogólny performance – mówię tu o „Sixteen, Fifteen, Fourteen” które śmiało może konkurować w swej „dziwności” z „Taut”, „Cracks In The Canvas” – klimatem przypominająca „Is That All There Is?” no i wreszcie „April” jako numer, który wymyka się wszelkim klasyfikacjom, gdyż jest po prostu unikatowy i wręcz obłędny – gdybym usłyszała go przypadkowo nie znając wykonawcy, za nic na świecie nie uwierzyłabym, że śpiewa go właśnie Polly. „A Woman A Man Walked By” to przykład płyty, która ukazuje jak przy minimalnych nakładach i środkach (głównie gitara akustyczna, perkusja i syntezator) z muzyki można uczynić prawdziwą sztukę, wstrząsającą dogłębnie słuchaczem. Tej dwójce udało się to po raz kolejny – nie wpasowując się na siłę w najnowsze trendy, robiąc konsekwentnie swoje i trzymając się maksymy, że powtarzalność ich nie interesuje – PJ Harvey i John Parish nagrali jedną z najważniejszych płyt tego roku.
  • Songs For The Gatekeeper [Digipack]

    ejem 2009-03-29

    Radość z grania   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Czesław Śpiewa jest dla mnie zjawiskiem - utalentowany,pokorny i niezwykle skromny muzyk konsekwentnie udowadnia,że jego popularność to nie dzieło przypadku. Choć "Songs For The Gatekeeper" to płyta z 2004 roku - świetnie wpasowuje się w konwencję muzyki proponowanej przez Czesława.Muzyki,będącej wypadkową wielu stylów: od kabaretu po folk.Istna cyganeria,pomieszanie z poplątaniem a przy tym ujmująca bezpretensjonalność i zwyczajna radość z grania co w tym biznesie jest już wartością deficytową :)
  • As I Am - The Super Edition [Eco Style]

    ejem 2009-03-29

    Pozostał niedosyt   (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Alicię Keys kocham za płytę "Songs In a Minor".Uwielbiam ją za "The Diary of Alicia Keys".Niestety,podpadła mi "As I Am". Niby wszystko ładnie pięknie,ale pozostaje wielki niedosyt. Kompozycje owszem na bardzo wysokim poziomie,nienagannie od strony produkcyjnej i wokalnej jednak brak tym kawałkom czegoś najważniejszego - duszy i emocji...Co było na dwóch poprzednich płytach,tego niestety nie ma na "As I Am". Poszczególne kawałki praktycznie się od siebie nie różnią ale największy ból to teksty,które niegdyś wyróżniały pannę Keys,tutaj są płytkie i bez polotu. Mam wrażenie,że Alicia trochę obniżyła loty - w końcu jej pozycja w muzycznym światku jest już ugruntowana ale czy przez to nie musi się już starać? Trudno powiedzieć,szkoda aby Artystka z takim potencjałem i talentem trwoniła czas nagrywając tak banalny materiał. Mimo to daję 3 Merliny z nadzieją na następcę dorównującego debiutowi :)
  • Spis Rzeczy Ulubionych [Digipack]
    • Spis Rzeczy Ulubionych [Digipack]
    • Andrzej Piaseczny
    • (towar niedostępny)

    ejem 2009-03-29

    Niebanalnie o życiu   (2 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Cieszy mnie niezmiernie powrót Andrzeja Piasecznego - wiadomość dobra tym bardziej,że płyta powstała przy czynnym udziale kompozytorskim Seweryna Krajewskiego,którego sylwetki nie trzeba nikomu przedstawiać :) Współpraca tych dwóch świetnych muzyków już na długo przed premierą płyty była obietnicą czegoś naprawdę dobrego. I w rzeczy samej,płyta jest bardzo dobra - co tu dużo mówić: muzyka typowa dla Piaska czyli zgrabny i przemyślany pop. Piosenkom ze "Spisu rzeczy ulubionych" daleko od wyrachowania i tandety - są to naprawdę dobre kompozycje Seweryna Krajewskiego,szczególnie ballady w których Andrzej Piaseczny jest prawdziwym specjalistą.Gorąco polecam - naprawdę warto :)
  • No Line On The Horizon [Limited Edition] [Digipack]

    ejem 2009-03-02

    Niezmiennie wysoka forma   (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Tak się bałam przesłuchania tej płyty... Bałam się - ja, wieloletnia fanka U2 - coś niebywałego! A wszystko to (jeszcze przed oficjalną premierą) przez niechętne głosy wielu rozczarowanych tym wydawnictwem, w tym fanów krzyczących, że nowe U2 to totalna zniżka formy, że gorzej już być nie może, że Bono i s-ka się skończyli... Teraz, gdy po pierwszym przesłuchaniu wyciągam gorącą płytkę z odtwarzacza uspakajam: jest dobrze! W moim mniemaniu U2 jeszcze nigdy nie popełnili słabego dzieła. Jasne, były w ich dyskografii płyty praktycznie wybitne jak "War", "The Joshua Tree", "Achtung Baby" czy "Zooropa", ale nawet biorąc pod uwagę płyty, które nosiły już mniejsze namiastki geniuszu, nigdy nie byłam rozczarowana jakością muzyki Irlandczyków. Tak samo jest z "No Line On The Horizon". Płyta ta przywodzi mi na myśl pierwsze wydawnictwa zespołu, takie jak "Boy" czy "October". Sporo się dzieje, są mocne momenty ("Get On Your Boots" czy "Stand Up Comedy"), są też tradycyjnie ballady (świetne "Moment of Surrender"oraz "Unknown Caller") - chyba już wpisany w tradycję znak rozpoznawczy Bono. Owszem, idąc tokiem myślenia fanów nastawionych na eksperymentowanie i przekraczanie kolejnych terenów muzyki można by się przyczepić, że całość to jakby powtórka z rozrywki - przemycone i zmiksowane treści wyjęte żywcem z poprzednich płyt, monotematyczne teksty oraz lekko monotonny wokal Bono... ale tak naprawdę żadnemu muzykowi nie uda się choć w małym stopniu nie nawiązywać w nowych dziełach do wcześniejszej twórczości. Nie ma co wdawać się w jakieś głębsze refleksje nad tym krążkiem - fakt jest bowiem taki, że U2 jako zespół o tak wielkiej popularności, stałym miejscu na liście zespołów wszech czasów oraz niezwykle bogatym dorobku artystycznym nie musi niczego nikomu udowadniać. Robią swoje i bardzo dobrze im to wychodzi. Myślę, że niemoc twórcza póki co im nie grozi - mimo, że zbliżają się do tytułu "dinozaurów rocka" (prawie 30 lat na scenie), stając w szranki z coraz to młodszymi kolegami po fachu - U2 wychodzą z każdego starcia obronną ręką.
  • No Line On The Horizon [Limited Edition Box]

    ejem 2009-03-02

    Niezmiennie wysoka forma   (4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Tak się bałam przesłuchania tej płyty...bałam się - ja,wieloletnia fanka U2 - coś niebywałego! A wszystko to (jeszcze przed oficjalną premierą) przez niechętne głosy wielu rozczarowanych tym wydawnictwem,w tym fanów krzyczących,że nowe U2 to totalna zniżka formy,że gorzej już być nie może,że Bono i s-ka się skończyli... Teraz,gdy po pierwszym przesłuchaniu wyciągam gorącą płytkę z odtwarzacza uspakajam: jest dobrze! W moim mniemaniu U2 jeszcze nigdy nie popełnili słabego dzieła. Jasne,były w ich dyskografii płyty praktycznie wybitne jak "War","The Joshua Tree","Achtung Baby" czy "Zooropa" ale nawet biorąc pod uwagę płyty,które nosiły już mniejsze namiastki geniuszu,nigdy nie byłam rozczarowana jakością muzyki Irlandczyków. Tak samo jest z "No Line On The Horizon". Płyta ta przywodzi mi na myśl pierwsze wydawnictwa zespołu,takie jak "Boy" czy "October".Sporo się dzieje,są mocne momenty ("Get On Your Boots" czy "Stand Up Comedy"),są też tradycyjnie ballady (świetne "Moment of Surrender"oraz "Unknown Caller") - chyba już wpisany w tradycję znak rozpoznawczy Bono. Owszem,idąc tokiem myślenia fanów nastawionych na eksperymentowanie i przekraczanie kolejnych terenów muzyki można by się przyczepić,że całość to jakby powtórka z rozrywki - przemycone i zmiksowane treści wyjęte żywcem z poprzednich płyt,monotematyczne teksty oraz lekko monotonny wokal Bono...ale tak naprawdę żadnemu muzykowi nie uda się choć w małym stopniu nie nawiązywać w nowych dziełach do wcześniejszej twórczości. Na wielką rekomendacje zasługuje oprawa graficzna tej edycji - bardzo ładne i przemyślane wydanie tego boxu: dość obszerna książka z masą zdjęć,obrazująca proces nagrywania tejże płyty oraz niezwykły film A.Corbijn'a czynią tę pozycję nie lada gratką dla wysmakowanego gustu prawdziwych koneserów a także dla każdego namiętnego kolekcjonera :) Nie ma co wdawać się w jakieś głębsze refleksje nad tym krążkiem - fakt jest bowiem taki,że U2 jako zespół o tak wielkiej popularności,stałym miejscu na liście zespołów wszech czasów oraz niezwykle bogatym dorobku artystycznym nie musi niczego nikomu udowadniać. Robią swoje i bardzo dobrze im to wychodzi.Myślę,że niemoc twórcza póki co im nie grozi - mimo,że zbliżają się do tytułu "dinozaurów rocka" (prawie 30 lat na scenie),stając w szranki z coraz to młodszymi kolegami po fachu - U2 wychodzą z każdego starcia obronną ręką :)
  • O.C.B.
    • O.C.B.
    • O.S.T.R.
    • (towar niedostępny)

    ejem 2009-03-02

    Bezkonkurencyjny   (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Takich Arystów i takich płyt się w zasadzie nie recenzuje: takie płyty po prostu włącza się na full,siada wygodnie i daje ponieść temu,co Pan Ostrowski ma nam po raz kolejny do powiedzenia. Jak zawsze sporo,jak zawsze na temat i jak zawsze w świetnym stylu. O.S.T.R. od dawna nie ma sobie równych na polskiej scenie hip hopowej - każda jego następna płyta tylko to potwierdza! "O.c.b" również przejdzie do historii najlepszych płyt hh. Wielki ukłon w stronę Ostrego - z płyty na płytę udowadnia,że jest prawdziwym Mistrzem Ceremonii. Poza wszelką konkurencją - miazga! Jak dotąd jedna z najlepszych polskich płyt wydanych w tym roku :) Polecam gorąco!!!

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!