Rafał Czaja
Absolwent Akademii Medycznej w Gdańsku. Fascynuje mnie połączenie muzyki z obrazem. Cenię reżyserów wrażliwych na piękno zdjęć i doceniających rolę muzyki w dopełnianiu filmowego obrazu. Szczególne miejsce zajmują tutaj Terrence Malick, Krzysztof Kieślowski i Ingmar Bergman.
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 18
-
- Kod da Vinci / The Da Vinci Code [OST]
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2007-08-09
Wielka płyta (2 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Muzyka do "Kodu Da Vinci" dowodzi wielkości kompozytorskiej Hansa Zimmera. Potwierdza ona, że niemiecki twórca ciągle unika samookreślenia. W jednym roku potrafi bowiem stworzyć dzieła utrzymane w zupełnie różnej stylistyce. Nie lęka się nowych wyzwań, a najbardziej pociągają go wyzwania, momenty kiedy nie ma jeszcze żadnego pomysłu na nową oprawę muzyczną. Do tego dołączają się ciągle napięte terminy, bowiem niejednokrotnie musi on pracować nad dwoma projektami jednocześnie. To zdecydowanie fascynujące zajęcie przeznaczone jest dla ludzi o silnych nerwach. Zimmer nie prowadzi zdrowego trybu życia. Bardzo mało śpi i pali papierosy. Kiedyś napisał nawet muzykę do reklamy telewizyjnej pewnego koncernu tytoniowego. Trochę mnie to martwi, ale widocznie tak musi być. Mówi o sobie, że jest sprinterem, którego zawsze męczyły biegi długodystansowe. Przychodzą mi w tym momencie na myśl licznie ścieżki dźwiękowe, które powstawały w ciągu kilku dni. W przypadku "Kodu Da Vinci" tak jednak nie było. Kompozytor miał tym razem kilka miesięcy na skomponowanie, zaaranżowanie i nagranie muzyki, którego dokonano w sprawdzonych już londyńskich Air Studios. Na pochwałę zasługuje niezwykle staranne wydanie płyty przez moją ulubioną wytwórnię Decca. Oprawa graficzna i dołączona książeczka świadczą o profesjonalizmie i poważnym traktowaniu klienta. Przejdźmy jednak do istoty rzeczy, czyli zawartości muzycznej. Dla mnie jest to kompozycja wybitna. Nie boję się użyć tego słowa, bo jej doskonałość stawiam w jednym rzędzie z "The Thin Red Line" i "Hannibal". Szkoda, że ten mierny film Rona Howarda na nią nie zasługuje. Pamiętam, że płytę kupiłem jeszcze przed premierą superprodukcji. Postanowiłem jednak poczekać z jej odsłuchiwaniem do zobaczenia filmu, by ocenić jej współgranie z obrazem. Rozczarowałem się, bo twórcy filmu tak fatalnie zmontowali ścieżkę dźwiękową, że w kinie nie mogliśmy docenić jej piękna. Dopiero na krążku muzyka zaczyna naprawdę żyć. Jest ona dostojna, o religijnym charakterze, który stoi jakby w opozycji do bluźnierczej tematyki tego obrazu. Można ją spokojnie postawić obok największych dzieł muzyki poważnej. Zimmer spełnia marzenia prawdziwych melomanów. Duża orkiestra z doskonale współbrzmiącym The Choir of the King's Consort. Do tego partie solowe wiolonczeli, skrzypiec i fortepianu, którym towarzyszy sopran Hili Plitmann. Zadziwia mnogość tematycznych rozwiązań i doskonałość aranżacji. Muzyka wspaniale buduje nastrój i dostarcza nam wiele wzruszeń. Jednym słowem: muzyczna poezja. -
Rafał Czaja 2007-06-17
Mocne granie (7 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Moim zdaniem jest to najlepsza część z całej trylogii muzycznej "Piraci z Karaibów". Hans Zimmer spełnia nasze marzenia z dzieciństwa o morskich wyprawach i towarzyszących im przygodach. Wzbogaca poprzednie partytury o nowe, niesamowite i porywające tematy. Brzmią one niezwykle atrakcyjnie i przynoszą nam wiele radości podczas słuchania. Nie doszukujmy się w tej muzyce zbyt wielu głębokich refleksji. W końcu towarzyszy ona sprawnie zrobionemu, ale jedynie czysto rozrywkowemu kinu. Płyta została wspaniale wydana i może być bardzo dobrym prezentem na początek wakacji. -
- Thelma & Louise
- cena: 34,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Rafał Czaja 2006-08-10
Za dużo piosenek, za mało oryginalnej partytury (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Thelma & Louise" jest drugim wspólnym filmem Ridleya Scotta i Hansa Zimmera. Wcześniej współpracowali oni przy "Czarnym Deszczu". Narodziła się wówczas przyjaźń, która w przyszłości zaowocowała wspaniałymi produkcjami z niepowtarzalną muzyką. Zawsze zastanawiałem się, co rozstrzyga o tak wielkim zrozumieniu obu twórców. Myślę, że to ich europejskie korzenie i wrażliwość decydują o niespotykanej jedności artystycznych wizji. Pracują w Hollywood już od wielu lat, ale w ich dziełach ciągle można odnaleźć unikalne, obce amerykańskiej kinematografii spojrzenie. "Thelma & Louise" uważany jest za jeden z najlepszych filmów Scotta. Obraz ten pozostawia niezatarte wrażenie. Jest on prawdziwym popisem reżyserskich umiejętności. Znakomite ujęcia Ameryki i współgrająca z nimi muzyka na długo pozostają w pamięci. Szkoda, że producenci ścieżki dźwiękowej nie zdecydowali się umieścić całego materiału muzycznego skomponowanego przez Zimmera. W rezultacie "Thunderbird" jest jedynym na tej płycie utworem stworzonym przez kompozytora. Tytuł wspomnianego utworu jest nazwą marki samochodu, którym podróżują bohaterki filmu. Muzyka jest wykonywana głównie na gitarze elektrycznej Pete Haycocka. Dla mnie jest to niezwykłej urody melodia, która opowiada o sile przyjaźni i potrzebie wolności. Reszta albumu wypełniona jest przez piosenki znakomicie pasujące do filmowych obrazów. Można ich z przyjemnością posłuchać, ale fani muzyki filmowej oczekują raczej większej zawartości oryginalnej ścieżki dźwiękowej. -
- The World Of Faure
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2006-02-10
Niezwykły świat Gabriela Fauré (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Pragnę podzielić się z państwem moim największym odkryciem ubiegłego roku. Jest nim francuski kompozytor Gabriel Fauré. Wśród miłośników muzyki poważnej jest to postać bardzo dobrze znana. Powszechnie jednak wciąż pozostaje w cieniu największych sław swoich czasów, takich jak: Edward Grieg czy Maurice Ravel. Uważam, że zupełnie niesprawiedliwie, bo doskonałość i oryginalność jego kompozycji w niczym nie ustępuje najznamienitszym twórcom przełomu wieków. Zachęcam więc wszystkich melomanów do poznania życia i twórczości tego wybitnego kompozytora. Najlepszym początkiem może być doskonała płyta "The World of Fauré", która ukazała się w 1999 roku nakładem wytwórni Decca. Już pierwsze przesłuchanie robi na nas niesamowite wrażenie. Jest to prawdziwe zetknięcie z boską doskonałością, wspaniałą muzyczną poezją. Album rozpoczyna słynna "Pavane, Op. 50", która powstała w 1887 roku i wykonywana była w dwóch wersjach. Pierwszej towarzyszyła wyłącznie orkiestra symfoniczna, a w drugiej dołączał się chór. Tutaj wybrano ten drugi wariant, który osobiście bardziej cenię. W "Sicilienne, Op. 80" i "Berceuse, Op. 16" wyraźnie uwidaczniają się charakterystyczne cechy stylu Fauré, jak: harmonia wyrazu, umiar, proporcjonalność, jasność i przejrzystość konstrukcji. Muzyka jest niezwykle delikatna, subtelna i na wskroś przesiąknięta romantycznymi uczuciami. Słychać to wyraźnie w "Après un rêve, Op. 7 no.1", który przywodzi na myśl kameralistykę niezapomnianego Franza Schuberta. Wiodącymi instrumentami są wiolonczele, skrzypce i fortepian zajmujący szczególne miejsce w dorobku kompozytora ("Romance sans paroles, Op. 17 no.3"). Wszystkie utwory swoiście łączą zmysłowość i racjonalność, finezję, wdzięk i powściągliwość emocjonalną. Zostały one bardzo starannie wybrane spośród rozmaitych okresów twórczości francuskiego kompozytora. Album zamyka najsłynniejsze i najczęściej wykonywane dzieło Gabriela Fauré- genialne "Requiem, Op. 48". Jest to jedno z najbardziej znanych wcieleń w historii tego gatunku i moim zdaniem w niczym nie ustępuje "Requiem" Mozarta. Zawarty jest w nim stosunek kompozytora do śmierci. W 1902 roku powiedział on: "Oto jak widzę śmierć: jako radosne uwolnienie, raczej dążenie do szczęścia ponad grób niż bolesne doświadczenie". Nie znajdziemy w arcydziele Fauré przerażających wizji śmierci, nastroju rozpaczy i apokalipsy. Dominuje tu raczej nastrój zadumy, refleksji nad przemijaniem życia doczesnego i przyszłym życiem wiecznym w raju- "In paradisum". Warto więc posłuchać i zadumać się, choćby przez chwilę. -
- Ring 2 (Krąg 2)
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2006-02-03
Ciemna strona duszy Zimmera (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Dobrze się stało, że zdecydowano wreszcie o wydaniu muzyki z "The Ring". Warto było czekać aż dwa lata, bo dzieło Hansa Zimmera jest ze wszech miar godne naszego zainteresowania. Ta wspaniała płyta ukazała się nakładem wytwórni Decca i muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Soundtrack jest pięknie wydany, a jakość nagrania na najwyższym poziomie. Zimmer, który już wcześniej sprawdził się w komponowaniu muzyki do horrorów (Hannibal), teraz też stanął na wysokości zadania. Stworzył partyturę o psychodelicznym charakterze, unikalną i doskonale rozpisaną na instrumenty. Orkiestra pędzi tu jak szalona, smyczki szarpią się niczym opętane w transowych dźwiękach tła. Muzyka przeraża nas i straszy tak bardzo, że chcemy uciec i schować się. Nie możemy jednak, bo jednocześnie uwodzi nas i wciąga swoim mrocznym pięknem. Sam kompozytor wielokrotnie wspominał, że jest ona odbiciem ciemnej strony jego duszy. Wydaje mi się, że to prawda. Zachęcam więc do jej poznania i zaręczam, że jest równie fascynująca, co ta jasna. -
- Dni niebios
- Terrence Malick
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2006-02-03
Poezja kina (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Terrence Malick należy do najbardziej tajemniczych postaci w Hollywood. Średnio reżyseruje jeden film na dziesięć lat, ale kiedy już zabiera się do pracy, to tworzy prawdziwe arcydzieła. Wystarczy tutaj wspomnieć "Badlands", "The Thin Red Line" czy wreszcie "Days of Heaven". Akcja "Niebiańskich Dni" rozgrywa się na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Bill i jego dziewczyna Abby pracują fizycznie w Chicago. Pewnego dnia muszą opuścić to miejsce i wyjeżdżają na południe wraz z Lindą, która jest narratorem tej opowieści. Rozpoczynają pracę na farmie w Teksasie i poznają jej bogatego właściciela. Mężczyzna zakochuje się w Abby. Dziewczyna przeświadczona o jego nieuleczalnej chorobie postanawia wziąć ślub, licząc na płynące z tego korzyści materialne. Ta wydawałoby się prosta historia niesie za sobą bardzo ważne treści. Nie powinno nas to dziwić, bo filmy Terrence Malicka stają się często rozprawami filozoficznymi na temat człowieka i jego relacji z Bogiem. Wszak Malick jest absolwentem filozofii na Harvard University i wielokrotnie wykładał ten przedmiot na MIT. W "Days of Heaven" reżyser stawia nam wiele pytań, na które w swoich sumieniach musimy znaleźć odpowiedzi. Czy możliwe jest życie z drugim człowiekiem oparte na kłamstwie? Czy istnieje wina bez kary? Czy los człowieka jest w jakiś sposób zdeterminowany? Poza głębokimi przemyśleniami, obraz ten ma też wiele walorów estetycznych. Pod względem wizualnym i muzycznym jest to film doprowadzony do absolutnej perfekcji. Nagrodzone Oscarem zdjęcia Néstora Almendrosa należą do najlepszych w historii kina. Są olśniewające i zachwycające doskonałością. Jego ujęcia prowincji USA stają się podobne do najpiękniejszych obrazów impresjonistów. Towarzyszy im subtelna muzyka Ennio Morricone, która nie narzuca się, ale odgrywa niezwykle istotną rolę w budowaniu nastroju. Zachęcam wszystkich do poznania tego arcydzieła Terrence Malicka, które można śmiało określić mianem prawdziwej filmowej poezji. -
- Pearl Harbor [OST]
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2005-08-07
Ten film nie zasłużył na muzykę Hansa Zimmera (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Miałem złe przeczucia, kiedy dowiedziałem się, że za produkcją "Pearl Harbor" będzie stał Jerry Bruckheimer. Niestety, moje przewidywania zostały potwierdzone. Powstał film pusty, pozbawiony jakiejkolwiek głębszej treści i refleksji. Wysokobudżetowe widowiska rządzą się swoimi prawami. Duże pieniądze pozwalają na zatrudnienie najbardziej rozchwytywanych aktorów, operatorów, montażystów czy wreszcie kompozytorów. Hollywood zapomina jednak, że poza kolorowym opakowaniem- formą, liczy się jeszcze treść scenariusza. W tej kwestii "Pearl Harbor" nie ma nam nic do zaoferowania. Jestem bardzo zdziwiony, że tak uznany kompozytor, jak Hans Zimmer zdecydował się napisać muzykę do tak beznadziejnej produkcji. Ten film zwyczajnie nie zasługuje na wyjątkową kompozycję mojego ulubionego twórcy. Muszę wyraźnie zaznaczyć, że jego soundtrack znacznie odbiega wartością artystyczną od samego obrazu. To bardzo ważne, bowiem wiele osób uważa, że muzyka do słabego filmu nie jest w ogóle warta naszej uwagi. Nie zgadzam się z takimi twierdzeniami. Zimmer stworzył jedną z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających ścieżek dźwiękowych do kina wojennego. Słychać wyraźnie, że spojrzał on z dystansem na przedstawione w filmie, tragiczne wydarzenia z historii USA. Partytura nie obfituje więc w typowe dla takich produkcji podniosłe hymny czy zachęcające do boju werble orkiestry. Dominują elegijne dźwięki wiolonczel i skrzypiec, wprowadzające nastrój zadumy nad tragedią Pearl Harbor. Cały album możemy podzielić na dwie główne części. W pierwszej słyszymy wzruszający temat miłosny wygrywany przez smyczki, fortepian i gitarę. Najpiękniejsze oblicze przyjmuje on w "...And Then I kissed Him". Druga część płyty to ilustracja wojny, która zaczyna się już w "I Will Come Back". Muzyka jest niezwykle emocjonalna, nasycona dużą ilością uczuć. Ważną rolę w ich wyrazie odgrywa kobiecy wokal oraz chóry. Zdecydowanie najwspanialszym utworem tego soundtracku jest "December 7th". Rozpoczyna się on wstrząsającym, rozdzierającym serce brzmieniem wiolonczel. Po nim wchodzi męski chór o iście religijnym charakterze. Najrozpaczliwszy, najtragiczniejszy, najgłębszy w wyrazie ze wszystkich skomponowanych przez Zimmera. Prawdziwe arcydzieło, które trudno opisać słowami. Polecam nie tylko fanom kompozytora. -
- King Arthur (Król Artur)
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2005-08-02
Zimmer uderza ponownie (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Król Artur" w reżyserii Antoine Fuqua bardzo mnie rozczarował. Amerykański twórca zupełnie nie zrozumiał tej bliskiej europejskim sercom legendy. Do tego doszły jeszcze patetyczne dialogi oraz nadęta gra aktorska. W rezultacie otrzymaliśmy kolejną hollywoodzką, wysokobudżetową papkę. Nie pomogły doskonałe zdjęcia Sławomira Idziaka. Nie pomogła też muzyka autorstwa Hansa Zimmera. Ścieżka dźwiękowa tego kompozytora nie jest z pewnością czymś odkrywczym w jego karierze, ale na mnie zrobiła całkiem pozytywne wrażenie. Jest to muzyka nawiązująca stylem do Zimmerowskich przebojów w rodzaju "Gladiatora" lub "Crimson Tide". "King Arthur" to kompozycja podniosła, dynamiczna i wciskająca w fotel. Klasyczna orkiestra symfoniczna łączy się tu z syntezatorami i męskimi chórami, co robi niesamowite wrażenie. Nastrojowym i sentymentalnym pierwiastkiem jest z pewnością wokal Moyi Brennan, który pojawia się już w otwierającym soundtrack "Tell Me Now (What You See)". Śpiewana przez nią melodia jest jednocześnie tematem przewodnim albumu. Jej nostalgiczny głos możemy usłyszeć również w "Hold The Ice" i "All Of Them", który jest niezwykle monumentalnym, zapierającym dech w piersiach zakończeniem. Czasami mamy wrażenie, że wszystko to już gdzieś słyszeliśmy. Rzeczywiście, "Król Artur" przywodzi na myśl wcześniejszy dorobek kompozytora.. Zaręczam jednak, że jest to jednocześnie nowa jakość w muzyce akcji. Nie powinno nas to dziwić, bo to właśnie Hans Zimmer wyznacza kierunek postępu współczesnej muzyki filmowej. Polecam. -
- Spanglish
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2005-08-02
Przepiękna kompozycja z olśniewającym tematem przewodnim (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Kiedy już wydawało się, że 2004 rok można uznać za zamknięty, niespodziewanie pojawił się "Spanglish". Przyznaję, że nie spodziewałem się niczego wielkiego. Myślałem o ścieżce dźwiękowej, która swoim stylem będzie zbliżona do skromnego "As Good As It Gets". Wszak reżyserem obu filmów jest James L. Brooks, a w dodatku są one podobne gatunkowo. Dlatego właśnie nie liczyłem, że Hansowi Zimmerowi uda się nas zaskoczyć czymś nowym. Myliłem się. "Spanglish" jest kompozycją minimalistyczną, co może nam przypominać "As Good As It Gets", ale jednocześnie jest to zupełnie coś nowego. Tytuł filmu jest zbitką słów "Spanish" i "English". Podobnie muzyka jest połączeniem tych dwóch różnych światów. Sposób, w jaki Zimmer potrafi zjednoczyć te dwie muzyczne strony jest naprawdę godny podziwu. Hiszpańska gitara Heitora Pareiry wspólnie z fortepianem, wiolonczelą i skrzypcami tworzą niesamowity, urzekający malowniczością muzyczny świat. Zachęcam wszystkich do jego odwiedzenia i zapewniam, że przyniesie wiele wzruszeń. Wszystko zaczyna się od głównego tematu granego na gitarze, któremu towarzyszą żwawo przygrywające smyczki. Już od samego początku mamy świadomość obcowania z czymś zupełnie genialnym i wyjątkowym. W "The Beach" dołącza się nieśmiało fortepian, a tuż po nim drugi, piękny motyw przewodni. W tym momencie można się rozmarzyć, ale Zimmer dosyć szybko sprowadza nas na ziemię rześkimi dźwiękami, które dominują w kolejnych utworach. Tak więc nostalgia i zaduma przeplata się tutaj z radością oraz taneczną rytmiką. Kompozytor przez cały czas nie pozwala nam się nudzić, a na koniec pozostawia najpiękniejszy utwór tego soundtracku. "Bus Stop" zawiera temat główny, który już wcześniej był grany, ale dopiero teraz ukazuje się w pełnej klasie i dostojności. Podczas jego słuchania mam wrażenie, że świat widziany za oknem staje się piękniejszy. I jak tu nie uwierzyć w potęgę muzyki? -
- Matchstick Men
- Hans Zimmer
- (towar niedostępny)
Rafał Czaja 2005-08-02
Od Zimmera wymaga się więcej (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Matchstick Men" w reżyserii Ridleya Scotta to znakomity film, który spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem krytyki. Doskonały scenariusz, gra aktorska i kapitalne zdjęcia Johna Mathiesona zapadają w pamięci. Niestety tego samego nie można powiedzieć o ścieżce dźwiękowej. Wielki duet Scott-Zimmer wielokrotnie nas zachwycał, ale tym razem muzyka nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest to oczywiście solidna praca, jednak od kompozytora numer jeden w Hollywood oczekuje się znacznie więcej. Przyznaję, że muzyka doskonale współgra z obrazem, ale na płycie nie sprawdza się już tak dobrze. Zimmer wielokrotnie sięga po fragmenty z "La Dolce Vita" Nino Roty. Szkoda tylko, że częste powtarzanie tego samego motywu staje się z czasem bardzo nudne. Dlatego wysłuchanie całego albumu bez pomijania niektórych utworów wydaje się wręcz niemożliwe. Mimo wszystko warto przesłuchać soundtrack do końca, bo ostatni tytuł jest niezwykle interesującą niespodzianką. W "The Banker's Waltz" ujawnia się w pełni klasyczny geniusz Zimmera. Jest to jeden z najpiękniejszych walców, jakie dotychczas słyszałem. Przypomina mi zawsze ten skomponowany przez Wojciecha Kilara do "Trędowatej". Polecam.
- 1
- 2

![Pirates Of The Caribbean - At World's End / Piraci z Karaibów - Na krańcu świata [OST]](/Pirates-Of-The-Caribbean-At-World-s-End-Piraci-z-Karaibow-Na-krancu-swiata-OST_EMI,images_small,28,3957032.jpg)





Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













