stały recenzent  Adam Mendrala

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 11

  • Live In London [NTSC]

    Adam Mendrala 2009-04-08

    Leo Profesjonalista   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wielkość koncertu można zmierzyć formatem artysty i rozmiarem przyjemności, jakiej dostarcza. Wydany na płytach DVD i CD londyński koncert Leonarda Cohena z ubiegłego roku to jedno z wydarzeń trasy, w którą legendarny L.C. udał się po 15 latach. 74-letni poeta i wokalista przyciągnął 700 tysięcy fanów. Trasa zebrała bardzo pochlebne recenzje. Dzięki nowemu wydawnictwu mamy szansę uczestnictwa w tym bezmiarze przyjemności. Wydarzenia ostatnich lat potwierdzają tezę, że niedola artysty często jest sprzymierzeńcem jego artystycznej aktywności i fanów. Był to dla L.C. okres skrajnych doświadczeń. Z jednej strony była menedżerka ogołociła jego konto emerytalne z 5 milionów dolarów, z drugiej – L.C. narodził się na nowo i zbierał laury (m.in. 2006: Canadian Songwriters Hall of Fame, film biograficzny „Leonard Cohen: I’m Your Man”; 2008: Rock and Roll Hall of Fame i Order of Quebec). Koncertowy „Live in London” zawiera aż 26 piosenek (creme de la creme). Nigdy wcześniej nie wydano tak obszernego koncertu L.C. Dla porównania: poprzednie koncertowe CD „Cohen Live” - sprzed 15 lat (!) - miało dokładnie o połowę mniej piosenek. Dylemat: kupić CD czy DVD? - proponuję rozstrzygnąć na korzyść DVD. Dlaczego DVD? Warto zobaczyć, a nie tylko usłyszeć, jak L.C. dziarsko wbiega na scenę, jak cieszy go obecność na scenie, kontakt z publicznością i muzykami. Niezwykła atmosfera, czar basu wokalisty, głębia poezji, znane przeboje – to tylko niektóre określenia opisujące zawartość. Koncert ma zmienny nastrój. Raz L.C. ożywia widownię nietuzinkowym żartem, innym razem wycisza autorską recytacją poezji. Po każdym utworze zdejmuje kapelusz, dziękując szarmancko publiczności. Wielokrotnie zwraca się do uczestników koncertu słowem „przyjaciele”. Nie szczędzi też kurtuazji i uznania pod adresem członków zespołu. Koncert mógłby być lekcją scenicznej elegancji. Część prezentowanego repertuaru ma już po kilkadziesiąt lat - to klasyka. Niektóre piosenki doczekały się licznych coverów. Rozwiązaniem ciekawym i użytecznym - w wersji DVD – jest dla mnie funkcja umożliwiająca „przechodzenie” między tekstem konkretnej piosenki a fragmentem koncertu z jej zapisem. Optymalnym rozwiązaniem byłby zestaw „DVD + CD w rozsądnej cenie. Wybrałem DVD, bo mam już na CD „The Essential Leonard Cohen” (2002) i „Cohen Live” (1994). Polecam potwornie, monstrualnie i przytłaczająco przyjemny „Live in London” (2009). Nigdy wcześniej stosunek ceny do otrzymanej za nią przyjemności nie był tak korzystny.
  • Live In London

    Adam Mendrala 2009-04-08

    Czapki z głów - Cohen powrócił na scenę   (4 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wielkość koncertu można zmierzyć formatem artysty i rozmiarem przyjemności, jakiej dostarcza. Wydany na płytach DVD i CD (niestety osobno; optymalny byłby wariant z kompletem DVD+2CD) londyński koncert Leonarda Cohena z ubiegłego roku był częścią trasy - pierwszej od 15 lat. Legendarny 74-letni poeta i wokalista przyciągnął 700 tysięcy fanów. Trasa zebrała bardzo pochlebne recenzje. Dzięki aktualnej rejestracji mamy szansę uczestnictwa w tym bezmiarze przyjemności. Należy tę szansę wykorzystać. Wydarzenia ostatnich lat potwierdzają tezę, że niedola artysty jest często sprzymierzeńcem jego aktywności artystycznej i fanów. Był to dla L.C. okres skrajnych doświadczeń. Z jednej strony była menedżerka ogołociła jego konto emerytalne z 5 milionów dolarów, z drugiej – L.C. narodził się na nowo, zbierał laury, honory, uznanie (m.in. 2006: Canadian Songwriters Hall of Fame, film biograficzny „Leonard Cohen: I’m Your Man”; 2008: Rock and Roll Hall of Fame i Order of Quebec). Koncertowy „Live in London” w obu wersjach (2CD, DVD)zawiera aż 26 piosenek (creme de la creme). Nigdy wcześniej nie wydano tak obszernego materiału koncertowego L.C. Dla porównania: poprzednie tego typu CD „Cohen Live” - sprzed 15 lat (!) - miało 13 piosenek. Dylemat: kupić wersję 2CD czy wersję DVD? - proponuję rozstrzygnąć na korzyść DVD. Wybrałem DVD, bo mam na CD „The Essential Leonard Cohen” (2002) i „Cohen Live” (1994). Dlaczego DVD? Nie wszystko można usłyszeć. Warto zobaczyć, jak L.C. dziarsko wbiega na scenę, jak cieszy go kontakt z publicznością, z muzykami, obecność. Niezwykła atmosfera, czar basu wokalisty, głębia poezji, doborowy skład towarzyszących muzyków i znane przeboje – to tylko niektóre określenia opisujące zawartość. Koncert ma zmienny nastrój. Raz L.C. ożywia widownię nietuzinkowym żartem, innym razem wycisza autorską recytacją własnej poezji. Po każdym utworze zdejmuje kapelusz, dziękując szarmancko publiczności. Wielokrotnie zwraca się do uczestników: „przyjaciele”. Nie szczędzi kurtuazji i uznania pod adresem członków zespołu. Koncert mógłby być lekcją scenicznej elegancji. Repertuar to klasyka. Część utworów ma po kilkadziesiąt lat (początek kariery L.C. przypada na drugą połowę lat 60.). Niektóre doczekały się licznych coverów. Polecam „Live in London” (2009), bo jest potwornie, monstrualnie i przytłaczająco przyjemny. Nigdy wcześniej stosunek ceny do przyjemności nie był tak korzystny.
  • Capuleti E Montecchi

    Adam Mendrala 2009-03-31

    JULIA i ROMEA - wiosnne trele Netrebko i Garancy   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Zaletą albumu jest gwiazdorska obsada. Anna Netrebko (Julia) i Elina Garanca (Romeo) to popularne dziś śpiewaczki sceny operowej: wypełniają widownie najznamienitszych teatrów operowych i sal koncertowych; uczestniczą w festiwalach; wydają recitale operowe. „I Capuleti e i Montecchi” to ich kolejne artystyczne spotkanie. Udowadniają nim swoją klasę. Ich głosy pięknie współbrzmią, a współpracę wieńczy dzieło. Rejestracja opery (w warunkach studyjnych) miała miejsce przed rokiem, we Wiedniu. Divom towarzyszyli: Tiziano Bracci (Capelio), Joseph Calleja (Tebaldo), Robert Gleadow (Lorenzo). Partie chóru, i role męskie robią wrażenie. Efekt końcowy jest poruszający. Moje „mastepieces” to: na CD1 – 13, 10, 26, 2, 4, na CD2 – 5, 9, 15. Opera Belliniego miała premierę w 1830 r (karnawał w Wenecji). Jeden z głównych przedstawicieli „bel canto”, stworzył arcydzieło z myślą o wirtuozach śpiewu. Wibrujące na płycie głosy Anny i Eliny, z przyjemnymi dla ucha melodiami w tle, są pierwszorzędną ucztą – wszak to 2CD. Rejestracja „I Capuleti e i Montecchi”, z Anną Netrebko i Eliną Garanca w rolach głównych, miała miejsce 180 lat po premierze. Zasłużenie wzbudza aplauz melomanów i uznanie krytyki. Współczesność zjawiskowo połączyła się z tradycją, a młodość przyniosła wiosnę. Polecam. Historia Julii i Romea była tematem, po który chętnie sięgali twórcy, także kompozytorzy. Bellini nie był oryginalny, podobnie jak autor libretta „I Capuleti e i Montecchi”, Felice Romani. Przerobił on dla Belliniego libretto, które sam 5 lat wcześniej napisał dla Nicola Vaccai, opierając się nie na sztuce Williama Shakespeare’a, lecz na źródłach włoskich, które z niej czerpały. Literacki pierwowzór miłości niedojrzałej, po 230 latach od ogłoszenia sztuki żył już własnym życiem. Przyjął się w operze - śpiewająco.
  • Anthology: Mornas & Coladeras

    Adam Mendrala 2009-03-26

    Letnia bryza Cize w 32 odsłonach   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Pierwszą płytę nagrała mając 47 lat. Status „złotej płyty” osiągnął jej trzeci krążek, gdy była po „50”. Dwie kolejne płyty były nominowane do Grammy. Dwupłytowy album, „Cesaria Evora Anthology” z 2002 r. to wybór piosenek z 9 płyt wydanych między 1988 a 2001 rokiem. Zawiera 32 melodyjne i prostolinijne kompozycje. Artystka czerpie z tradycji Wysp Zielonego Przylądka, skąd pochodzi. Każdy z krążków „Antologii" utrzymany jest w innym nastroju. Na CD-1 znajdujemy liryczne i melancholijne morna, na CD-2 – taneczne i zmysłowe coladera. Tej muzyki można słuchać bez końca. Uspakaja i napawa optymizmem. Przenosi nas na białą plażę, układa pod palmą, potem zaprasza do batuku (miejscowego tańca) nad brzegiem oceanu. Nie trzeba wytrawnego ucha, by usłyszeć w niej wpływy: portugalskie, afrykańskie, brazylijskie i karaibskie. Atutem wydawnictwa jest podwójna dawka wyselekcjonowanej muzyki za cenę pojedynczego albumu. C.E. obrusza się, gdy nazywa się ją „cesarzową Wysp Zielonego Przylądka” albo „królową morny”. Skromnie nazywa siebie „kobietą z wysp”. Zaczęła śpiewać w barach portowych jako szesnastolatka, choć przysposabiano ją do roli kucharki i szwaczki. Nie odnosząc większych sukcesów do 35 roku życia, porzuciła śpiewanie na 11 lat. Kilka lat po powrocie na scenę, mając 52 lata (1993), wyruszała w pierwsze międzynarodowe tournee. Laureatką Grammy została w 2003 roku, za kolejny po „Antologii” album (kategoria „World Music”, album – „Voz d’Amor” czyli „Głos miłości”). Jak mówi: „musiała wypić sporo trucizny, zanim zaczęła pić miód”. Jej kariera jest lekcją cierpliwości, wiary i konsekwencji. Warto zaprzyjaźnić się z tą muzyką i zapamiętać, że Cesaria to dla przyjaciół po prostu Cize.
  • Bare Bones [Polska cena]

    Adam Mendrala 2009-03-20

    Zwierzenia Madeleine   (0 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jest w Madeleine Peyroux artystyczny autentyzm, podobny do tego, który wiódł Billy Holiday i wiedzie Leonarda Cohena. Słuchając jej płyt można odnieść wrażenie, że muzyk i muzyka w tym szczególnym przypadku to jedność. Amerykańska wokalistka i gitarzystka jazzowa dysponuje ciepłym acz chropowatym głosem. Brzmi dobrze zarówno w domowym zaciszu, jak i w barze, czy na bezdrożu. Kolejną, czwartą solową płytą w dorobku "Bare bones"(2006 – „Half the Perfect World”, 2004 – „Careless Love”, 1996 – „Dreamland”), zaprasza nas do swoistego „konfensjonału”. Przypada nam w udziale rola spowiedników. Napisane tym razem przez nią samą piosenki są osobistymi zwierzeniami autorki, jej spojrzeniem na prawdy podstawowe, dotyczące człowieka, miłości, egzystencji i świata. M.F. odziera "szkielet" rzeczywistości ze „skóry” kłamstw i „mięśni” półprawd. W utworze tytułowym „Bare bones” wokalistka śpiewa: „Pamiętam, czego nauczył mnie tata, / Czym jest niebezpieczeństwo, gdy sięgnie się dna. / Jeszcze o jednej rzeczy pamiętam: o dobrze i złu. / Niełatwo jest powiedzieć co jest jednym, a co drugim. / Cóż, jeśli to co zostało jest przegrane i minione. / albo roztrwonione przez głupca podobnego do mnie. / I że z po tych szczerych zwierzeniach. / Coś zostanie we mnie.(...)" - kończy - (...) Przypuszczam, że mój stary nie był oczytany. / Tak naprawdę nie wiem, w co wierzyłam. / Ale w tych szczerych zwierzeniach. / Było coś rozkosznego, coś na później.” Muzycznie wokalistka pozostaje – na szczęście - wierna stylowi, któremu dawała świadectwo wcześniej. "Bare bones” są płytą przemyślaną od początku do końca. Wyostrza percepcję i uwrażliwia zmysły. Cóż, „Kości” zostały rzucone. Życzę Państwu smacznego. Prawdy M.F. to smakowity jazzowy kąsek.
  • Adam Mendrala 2009-03-19

    Eliksir młodości od Franka Sinatry   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Któż nie zna piosenek „My Way”, “Strangers in the Night”, „I’ve Got You Under My Skin” czy „New York, New York”. Już w trakcie czytania tytułów rozbrzmiewają w głowie melodie, którym towarzyszy głos nieśmiertelnego Franka Sinatry. Jego utwory śpiewają z powodzeniem spadkobiercy gatunku, choć oryginał zawsze pozostanie jeden. Kapelusz, muszka, szeroki uśmiech, a wszystko to w atmosferze klubu, kasyna lub eleganckiego salonu – oto żywy obraz wspomnień, choć od śmierci artysty minęła dekada. Kiedy umierał miał 83 lata. Kochał go przemysł muzyczny, filmowy i show biznes. Spędził na scenie 60 lat (Grammy „za całokształt” w 1994 roku). Grał z sukcesami w filmach (Oskar za drugoplanową rolę męską w „Stąd do wieczności” w 1953 roku). Miał własne programy TV. Zdobył serca szerokiej publiczności i wpływy. Czy można dorobek muzyczny Franka Sinatry zawrzeć na dwóch płytach? Wydawcy niejednokrotnie podejmowali próbę ogarnięcia spuścizny Franka Sinatry. Powstawały i nadal powstają kolejne kompilacje z jego piosenkami, bardziej lub mniej udane. Ten rocznicowy zbiór piosenek, wydany w 2008 roku, należy do przedsięwzięć jak najbardziej udanych. Wewnątrz są dwie płyty „czerwona” i „zielona” (miłość i nadzieja?). Pierwsza zawiera nagrania wykonań oryginalnych (remasteryzowane), druga „covery” śpiewane przez Ladies & Gentlemans wokalu. Proszę spojrzeć na nazwiska w wykazie. Razem na płytach są 33 utwory, ale 32 piosenki. Myślę, że nie bez powodu powtórzono symbolicznie na obu krążkach standard „You Make Me Feel So Young”. Piosenki Sinatry są bowiem ponadczasowe, mają właściwości odmładzające (usuwają zmarszczki na duszy) i łączą pokolenia (kolejne wykonania, trwająca popularność). Cóż, Wielki Frank sprawia, że ludzie czują młodość, bez względu na metrykę. Czyni to lekkością głosu, tematu, melodii. Uwagę zwraca staranna oprawa graficzna jubileuszowego wydawnictwa i dobre brzmienie. To gratka dla tych, którzy szukają „mistrzowskich kawałków” podanych jednak po nowemu - w oryginale i w interpretacji. Przemyślany zestaw i proporcje. Polecam.
  • The Berlin Concert
    • The Berlin Concert
    • Placido Domingo, Anna Netrebko, Rolando Villazon
    • cena: 74,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Adam Mendrala 2009-03-19

    Operowa dogrywka na trzy głosy

    Koncert odbył się latem 2006 roku w berlińskiej „Operze Leśnej”. Zgromadził na widowni 20 tysięcy melomanów, wśród których zasiedli obcokrajowcy. Ale nie z tego powodu był widowiskiem globalnym. Była to raczej zasługa artystów, repertuaru, wykonania i kontekstu wydarzenia. Ważne są tu trzy fakty: 1) koncert był bonusem do mistrzostw świata w piłce nożnej. 2) Dzięki transmisji satelitarnej mogła w nim uczestniczyć „na odległość” publiczność światowa - z Europy, Australii, Afryki. 3) Na scenie wystąpiły Gwiazdy opery o międzynarodowej sławie i ugruntowanej pozycji, na co dzień występujące na najważniejszych scenach i nagrywające chętnie słuchane płyty: Placido Domingo (jeden z trzech wielkich tenorów), Rolando Villazon i Anna Netrebko (ten duet często występuje razem, z sukcesami – pamiętna „La Traviata” z festiwalu salzburskiego w 2005 roku, czy wydane w ubiegłym roku „La Boheme”, „Manon”). Daje się odczuć z ekranu wspaniałą atmosferę. Widać, że występy sprawiają publiczności autentyczną radość. Śpiewacy i muzycy potwierdzają swój profesjonalizm. Udowadniają też, że potrafią bawić się operą. Nierzadko widzimy przejawy scenicznej kokieterii, co jest przyjemne dla oka. Impreza jest dobrym przykładem budowy naturalnego dla opery pomostu między powagą i humorem, bo przecież opera powstała po to, by wzruszać i bawić. Idąc tym pomostem - za pośrednictwem DVD – doświadczamy pełni emocji. Najlepszą rekomendacją dla wartości artystycznej tej rejestracji jest fakt, że koncert dwóch tenorów i sopranistki jest porównywany do kultowego dziś „Koncertu Trzech Tenorów” z Mehty w 1990 roku, a to poważne wyróżnienie. Rejestracja obejmuje 21 utworów, w tym przeboje: Verdi’ego, Lehar’a, Rossini’ego, Puccini’ego, Massenet’a, Bizet’a, Bernstein’a, Sorozbal’a, Mascagani’ego, Cile’a, de Curtis’a, Grever’a, Rendine’a. Orkiestrą Opery Berlińskiej dyryguje Marco Armiliato.
  • Capuleti e Montecchi [Polska cena]

    Adam Mendrala 2009-03-17

    Posłuchaj jak pięknie pieją Divy na wiosnę   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Wydawnictwo zawiera operę Vincenzo Belliniego, jednego z czołowych przedstawicieli bel canto, stylu podkreślającego piękno śpiewu operowego, co po włączeniu płyt jak najbardziej - można usłyszeć. Cofnijmy się na moment w czasie. Premiera „I Capuleti e i Montecchi” miała miejsce w 1830 r. i była kolejną, także we włoskiej operze, adaptacją popularnej historii o młodzieńczej miłości Romea i Julii. Libretto opery Belliniego napisał Felice Romani, który przerobił własne, napisane 5 lat wcześniej libretto, które przygotował dla Nicola Vaccai. Fakt, że Bellini brał na warsztat temat eksploatowany przez kompozytorów i autorów librett we Włoszech, nie przeszkodził, by krytyka nazwała jego operę arcydziełem. Warto zauważyć, że już w ówczesnej kulturze Romeo i Julia funkcjonowali jako symbol kochanków. Opera Belliniego została po raz pierwszy wystawiona 230 lat po premierze tragedii William Shakespeare'a. Sesją nagraniową, której efektem są dwa krążki, składające się na recenzowane wydawnictwo, dzieli aż 180 lat od premiery. Atutem wydawnictwa są wykonawcy, których głosy zarejestrowano rok temu w Konzerthaus we Wiedniu. Na uwagę zasługuje obecność Div współczesnej Opery: sopranistki Anny Netrebko (Julia) i mezzosopranistki Eliny Garanca (Romeo). Towarzyszą im w pozostałych rolach: Tiziano Bracci (jako Capelio), Joseph Calleja (jako Tebaldo), Robert Gleadow (jako Lorenzo). Płyty zawierają popisy wirtuozerii wokalnej. Trudno znaleźć słabe punkty. Jeśli miałbym wymienić kilka utworów, które zrobiły na mnie szczególne wrażenie, wymieniłbym: na CD1 – 13, 10, 26, 2, 4, na CD2 – 5, 9, 15. Zaletą tzw. „wydania polskiego” jest relatywnie niska cena. W stosunku do wersji „standardowej” jest ono tańsze o 45 procent. Jego mankamentem jest natomiast brak tekstu libretta w jakimkolwiek języku, co pewnie ma związek z ceną i jest dość kłopotliwe, bo ogranicza pełen odbiór, z odniesieniem się do treści i interpretacji. Śpiew sam w sobie jest oczywiście piękny, ale… brakuje libretta, choćby po angielsku czy niemiecku. Płyta CD nie daje tych możliwości, jakie daje „opcja włączenia napisów” w przypadku płyty DVD. Jaki procent słuchaczy rozumie śpiewaną „włoszczyznę”? - Pewnie znikomy. Ukłonem wydawców w stronę polskiego melomana mogłoby być umieszczanie libretta w wersji polskojęzycznej, obok oryginalnej i anglojęzycznej. Rozumiem, że jest to jakiś kompromis, ale wierzę, że kiedyś będzie to normą. Póki co pozostają poszukiwania internetowe. Tak zwane „wydanie polskie” jest więc wersją ekonomiczną: tańszą i uboższą pod względem oprawy. Z drugiej strony, lepszy wróbel w garści, więc wypada docenić "zjazd cenowy" DG. Zanim wielcy wydawcy usłyszą głosy narzekań z polskiego rynku, posłuchajmy, jak pięknie Divy śpiewają, na wiosnę. O miłości!
  • Bel Canto
    • Bel Canto
    • Elina Garanca
    • cena: 50,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Adam Mendrala 2009-03-03

    Piękny śpiew Eliny   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Elīna Garanča jest chwalona za piękny głos, interpretację i charyzmę sceniczną. Dysponuje wyjątkowym mezzosopranem. Mimo młodego wieku, jak na operę, ma swoją markę na operowym rynku. Od kilku lat jest śpiewaczką uznaną, występującą i nagrywającą wspólnie z gwiazdami współczesnej opery. Rozkwit światowej kariery E.G. nabrał tempa w 2003 roku. Dziś kalendarz 33-letniej łotewskiej artystki jest napięty i obejmuje uznane sceny. Często wymienia się ją wśród znaczących współczesnych popularyzatorek opery, nie tylko ze względu na walory głosowe: barwę, sprawność techniczną, lekkość i dynamikę. „Bel canto” to pierwsza, ale nie ostatnia tegoroczna odsłona wydawnicza E.G. Za chwilę pojawi się na rynku wspólne wydawnictwo z Anną Netrebko („I Capuleti e i Montecchi”); ich wcześniejsze wspólne projekty uznawano za udane, więc zapowiedź ta brzmi równie obiecująco. Wracając do płyty solowej, wypada uznać, że tytuł pasuje do zawartości. „Bel canto” z włoskiego znaczy tyle, co „piękny śpiew”. To styl operowy, którego rozkwit przypadł na XIX wiek. Umożliwia wykonawcy prezentację możliwości głosowych i popis wirtuozerii. Elina Garanca w każdym z 20 utworów potwierdza swój kunszt. Płytę można słuchać wielokrotnie i się nie nudzi. Raz uspokaja, innym razem niepokoi. Nawet operowego ignoranta jest w stanie przeistoczyć w melomana. Jest to wyborem autorskim E.G., na który złożyły się fragmenty oper włoskich kompozytorów „ery bel canto”: Rossini’ego, Donizetti’ego i Bellini’ego. Dostajemy więc klasykę w nowoczesnej oprawie. Utwory wpadają w ucho, ale nie są „ograne” i „osłuchane”. E.G. towarzyszą miejscami: Ekaterina Siurina, Matthew Polenzani, Adrian Sampetrean. Orkiestrą Teatru w Bolonii dyryguje Roberto Abbado.
  • The Katie Melua Collection

    Adam Mendrala 2009-01-27

    Nie tylko dla Kolekcjonerów   (12 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)

    „Collection” to przykład, jak zrobić udaną kompilację. Wydawnictwo jest przyjemne i dla ucha, i dla oka. Nie może być inaczej, skoro wewnątrz mamy CD i DVD. Na CD znajdujemy 17 utworów, w tym 12 nagrań studyjnych z 3 dotychczasowych albumów studyjnych wokalistki: „Call of the search” (z 2003 r. - są 4 numery: 1, 6, 12 i 13), „Pice by pice” (z 2005 r. - jest 6 numerów: 2, 5, 7, 9, 10, 11), „Pictures” (z 2007 r. - są 2 numery: 4 i 8). Obok hitów z płyt jest na CD 5 innych utworów. Na uwagę zasługuje, opublikowany wcześniej jedynie na singlu, numer 3: „What a wonderful world”, w którym dzięki technice możliwe stało się wspólne odśpiewanie standardu Louisa Amstronga przez Katie Melua i Evę Cassidy. Dwa słowicze głosy - gardło w gardło, razem! (utwór opublikowany na singlu w grudniu 2007 r. długo triumfował na listach przebojów nie tylko na Wyspach). Utworem premierowym "Kolekcji", i jakże odmiennym stylistycznie od typowych dla wokalistki obszarów jazzu, folku, bluesa i ballady, jest skoczny numer 15: „Two bare feet”, który wprawia w ruch obute nogi nawet takiej tanecznej „nogi” jak piszący te słowa. Materiał dźwiękowy przypomina mocne punkty wokalnej przeszłości K.M. i wskazuje, że jest ona w stanie nadal zaskakiwać, zmieniać się i pokazać coś nowego przy okazji kolejnych odsłon. Zatem jest na CD zapowiedź ewolucji, co potwierdzać może zapowiadana przez K.M. większa samodzielność twórcza w ramach Dramatico, będąca przedmiotem ubiegłorocznych spekulacji. Na DVD znajdujemy zapis koncertu z Rotterdamu, zagranego w ramach trasy, która w momencie wypuszczenia kompilacji na rynek wciąż jeszcze trwała; jest też materiał filmowy dokumentujący tworzenie muzyczno – multimedialnego spektaklu, jakim był każdy z koncertów trasy „Pictures”, zakończonej pod koniec 2008 r. DVD pozwala również uczestnikom polskich koncertów „przeżyć to jeszcze raz”. (wiosną K.M. odwiedziła Warszawę, Gdańsk i Poznań, a jesienią zawitała do Wrocławia). Z kolei wszystkim tym, których na koncercie nie było, pozwala zobaczyć, co przeszło im koło nosa, uszu i oczu. Sfilmowane show oddaje atmosferę „live”i prezentuje obok kolekcjonerskich okazów z CD, szerszy wybór piosenek. Polecam, nie tylko Kolekcjonerom.
(Stron 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!