Klienteria
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 25
-
- In Utero
- Nirvana
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Klienteria 2008-06-25
Nirvana wbrew wszystkiemu!
Po tak olbrzymim sukcesie "Nevermind" trudno było zrobić coś równie przebojowego jak na grungową epokę. Nirvana jednak postanowiła pójść zupełnie w inną stronę. Zamiast pisania kolejnych łatwo zapamiętywalnych riffów jak w "Smells Like Teen Spirit" Cobain postawił na surowość brzmienia i udało się. Mamy tu naprawdę kawał dobrej muzyki Nirvany. Wokal Kurta od pierwszych sekund jest pełen emocji. A warsztat instrumentalny jest niemalże garażowy. Choć o amatorszczyźnie nie ma tu mowy. O ile "Nevermind", czyli kolejnemu najlepiej ocenianemu albumowi Nirvany dało się zarzucić zbyt mało ekspresji czy też zbytnią przebojowość. To na "In Utero" Nirvana pokazała, że nie jest byle zespołem jednego przeboju i naprawdę wypuściła na świat godnego następce wiekopomnego "Nevermind". Wspaniała płyta. Według mnie najlepszy album Nirvany. -
- Mandaryna.com
- Marta Wiśniewska
- (towar niedostępny)
Klienteria 2008-06-01
Wyrazy uznania dla przemysłu muzycznego (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Otóż nad tą artystką rozwodzić się nie mam zamiaru, bo wszyscy wiemy jak zasłużoną jest postacią dla polskiego przemysłu muzycznego i w ogóle międzynarodowego. Chcę jednak podziękować jej za to wspaniałe wydawnictwo, przy którego słuchaniu nie raz pociekła mi łza po policzku, naprawdę arcydzieło muzyki. Kochany przemyśle promuj dalej żony sławnych piosenkarzy z równie ambitną muzyką, nie patrz na rzeczywiste talenty i genialne wydawnictwa artystów, którzy nigdy nie wyjdą z przysłowiowego garażu tylko dlatego, że pieniądze na to im nie pozwalają. Niestety w dzisiejszych czasach muzyka to nie tylko emocje nie tylko świat nie zapomnianych dźwięków ale też źródło dochodów pseudoproducentów, którzy na nieszczęściu ludzkim pragną zbić kasę. -
- Hybrid Theory
- Linkin Park
- cena: 34,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Klienteria 2008-06-01
Jedna z lepszych nu-metalowych płyt (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mimo, iż od jakiegoś czasu nie śledzę poczynań nu-metalowego światka, to ta płyta przyznaje - broni się. Nie jest to może objaw jakiegoś geniuszu muzycznego, ale nie razi tandetą i komercją jak na pierwszy rzut oka inne zespoły tego nurtu. Nie jest to ani żadne rockowe dzieło ani epokowe zjawisko, jednak przyznaję, gdy patrzę czasem na niektóre pseudorockowe poczynania innych skomercjalizowanych gwiazd popu (nienawidzę tego słowa), to takie wydawnictwo można najzwyczajniej w świecie docenić. -
- Significant Other
- Limp Bizkit
- cena: 18,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Klienteria 2008-05-31
Naprawdę można by było podyskutować... (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mój stosunek do kariery Limp Bizkit opisywałem w poprzednich recenzjach tak więc nie zamierzam się powtarzać. Postanowiłem tym razem ocenić płytę a nie Freda i jego zupełnie nierockową postać. Przyznaję, to najlepsza płyta Limp Bizkit najbardziej chyba klimatyczna (jeśli w ogóle w stosunku do tej grupy można się tak wyrazić). Dobra, dobra kończę złośliwości. Bo i po co? Intro może i takie sobie, ale kolejne kawałki to już nawet, nawet ciekawe. Takie "Nookie" fajna gitara i refren. Jakiś pierwiastek talentu kompozytorskiego dałoby się tu wychwycić, trzeba jednak podejść do tego krążka z z góry dobrym nastawieniem. "Significant Other" ma to coś, czego niektóre nu-metalowe i rap-metalowe zespoły nie miały. Trochę melodii i ciekawych rozwiązań. Jednak w żadnym wypadku nie jest to dzieło epokowe, jak na moje zdominowane przez komercje. Ale takiego "N 2 gether now" słucha się nawet przyjemnie. Być może, a nawet na pewno jest to jedna z najlepszych płyt tzw. Nu-metalu i niech Limp Bizkit już przestanie pajacować, bo już działa mi na nerwy to ich pseudoanty-komercyjne nastawienie. -
- Toxicity
- System Of A Down
- cena: 29,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Klienteria 2008-05-31
Metal w najlepszym wydaniu! (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Podchodziłem do SOAD bardzo sceptycznie i przyznaje, nie paliłem się do zapoznawania z ich twórczością. Myślałem, kolejni nowofali metalowcy, którzy nagrają 1 przebojowy singiel i do widzenia. Bardzo się myliłem, to 4 niezwykle utalentowanych facetów, którzy mają ciekawy pomysł na muzykę a przy tym nie udają nikogo kim nie są. Chyba dlatego zmieniłem zdanie, bo zobaczyłem teledysk do "Chop Suey"! O późnej godzinie wieczornej na 4 Fun TV. Zamurowało mnie, ta siła w pełni przemyślanego metalu połączona z najdelikatniejszą odmianą rocka. To było coś, czego od paru lat w muzyce rockowej szukałem, tego powiewu świeżości i nowych, bardzo dobrych pomysłów na muzykę. Kupiłem sobie "Toxicity" zachęcony olbrzymią wrzawą wokół krążka i samymi dobrym na temat niego opiniami. Od pierwszych sekund stwierdziło, że to taki metal, który lubię a zarazem coś oryginalnego. Nie żadna młócka bez wyrazu, ale w pełni przemyślane dźwięki wydobywane z instrumentów i wspaniałego głosu Serja Tankiana. Po więziennej piosence mamy "Needles" przez wielu uważany za najlepszy utwór Systemu. Dla mnie to "Deer Dance" było takim numerem, który mnie od razu powalił, ma w sobie wszystko co lubię w System Of A Down. Potem mocne "Jet Pilot" z wyraźnym wskazaniem na wpływy ormiańskiej muzyki ludowej. "X" to miniutwór doskonale wpasowany do konwencji płyty. "Chop suey!" - nic dodać nic ująć. "Bounce" to niby trochę zabawa, ale jakże pierwszorzędna. Forest to kolejna dawka przemyślanego metalu i rocka ze wskazaniem na melodie. ATWA zaczyna się jak ballada a kończy jak niemal metalowy hymn. Science to takie ludowe wyśpiewanie w stylu Serja, pięknego rockowego numeru. Shimmy to kolejny utwór powalający od pierwszego wejrzenia i kolejny mini. "Toxicity" to perła, chyba najbardziej można w nim wyczuć kunszt kompozytorski chłopaków z Systemu. "Psycho" to kolejny bardzo dobry utwór, coś na wzór metalowej wyliczanki ze wspaniałym, poruszającym punktem kulminacyjnym. Na sam koniec jest "Aerials" - ballada majstersztyk. Jeszcze Arto, nieopisany na okładce utwór wspaniale potęguje na sam koniec klimat tej metalowej płyty jedynej w swoim rodzaju. -
- Dark Side Of The Moon
- Pink Floyd
- (towar niedostępny)
Klienteria 2008-05-31
Kolejne wielkie dzieło z Pink Floydo (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
O "Dark Side of The Moon" można mówić i mówić, ja jednak nie chcę mówić o niekwestionowanym arcydziele po raz milionowy bo powiedziano o nim już chyba możliwie najwięcej. Powiem tylko, że Pink Floyd to wielki zespół a "Dark Side of The Moon" to wielka płyta. Jeśli ktoś jej nie ma bądź w najgorszym wypadku nie słuchał to niech ją kupuje możliwie najszybciej. -
- MTV Unplugged In New York: Nirvana
- Nirvana
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Klienteria 2008-05-30
Geniusz o nazwie Nirvana! (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
To chyba jeden z naprawdę najlepszych koncertów jakie dane mi było obejrzeć. Kurta Cobaina można najzwyczajniej w świecie nie lubić, ale niestety będzie to ruch nieprzemyślany i niemądry (Tylko dlatego, że pogubił się i wpadł w nałóg narkotykowy?). Był w moim mniemaniu człowiekiem mądrym i przede wszystkim dobrym. Poczytajcie sobie o nim i o jego życiu a dopiero potem opiniujcie. Lubię jego postać, gdyż podczas oglądania z nim koncertów tzw. unplugged czuje się z nim niespotykaną więź, przeżywa się z nim każdy źle wydobyty i zafałszowany dźwięk. Gitarzystą wielkim nie był, co rusz obsuwał mu się na pierwszy rzut oka banalny chwyt, mimo wszystko grał, wydobywał ze swojego instrumentu i głosu najwrażliwsze emocje i to poruszało słuchaczy. Nie bez powodu Nirvana jest zaliczana do najlepszych zespołów rockowych wszech czasów. I nie, to nie przesada. Bo co przekazuje słuchaczowi jakiś techniczny wirtuoz, jeśli w tym co robi nie ma krzty emocji i wrażliwości muzycznej? Zajmijmy się jednak koncertem unplugged, bo to o tym geniuszu chciałem pisać. Od pierwszych dźwięków urzeka, wzrusza, powala. Cobain nigdy ani wcześniej ani później nie wzruszał śpiewem bardziej niż na tym koncercie. To po prostu trzeba obejrzeć, nie ma innej opcji. Każdy utwór (o tak! Nirvana nie gra tu piosenek) ma w sobie ten czar, to coś, coś z geniuszu najlepszej muzyki. Najwyższa klasa, a porównanie "The man who sold the world" w wersji Nirvany i "The man who sold the world" w wersji Davida Bowiego (oryginał!) to tylko utwierdzenie się w przekonaniu czym była Nirvana i jaki w niej geniusz tkwił, i jeśli się uprzeć to tkwi nadal. I będzie tkwił jeśli tylko my szarzy ludzie będziemy go nadal doceniać i nie przerzucimy się na coś bezsensu i rozumu. Niech każdy sobie jakiś przykład weźmie, telewizja działa 24 na dobę. Pozdrawiam wszystkich, którzy mimo komercyjnej papki serwowanej teraz przez większość mediów nie poddają się i trwają przy dobrej muzyce, bo w niej siła!!! -
- Life Is Peachy
- Korn
- (towar niedostępny)
Klienteria 2008-05-30
Czysty mrok...
Przyznam, że po obejrzeniu nowych teledysków KoRna i po zapoznaniu się z ich nowym muzycznym kierunkiem pozbyłem się wszystkich ich płyt, które miałem, skończyłem im wiernie kibicować. Pewnym bodźcem do tego mogło być też coraz częstsze oglądanie na ulicach miasta 15-latek, które ochoczo puszczają z komórek techno a na plecaku widnieje naszywka "KoRn". Pomyślałem, że w żadnym wypadku nie chce być kojarzony z takim typem "subkultury". Jednak "Life Is Peachy" to zupełnie inna bajka, płyta niemająca po prostu nic wspólnego z komercją, której grupa tak ochoczo ostatnimi czasy się poddała. To inny zespół, Head był prawdziwą głową KoRna. Miał w sobie chyba najwięcej pasji i zamiłowania do komponowania wspaniałych rzeczy. Ta płyta to moim zdaniem najlepsze osiągnięcie KoRna. Powalające. Od pierwszych sekund megapsychodeliczne. Przyznaję, że podchodziłem do niej kilka razy. Przedtem znałem tylko "Follow the Leader" więc myślałem, że to coś w tym stylu. A tu zaskoczenie, wypieki na twarzy, strach i zatrzymanie płyty w odtwarzaczu i tak parę razy. Potem już zacząłem się wtapiać w ten klimat od szalonego, zwariowanego i megadobrego "Twist" przez kolejne "Chi" po psychodeliczne "Lost" i "Swallow", instrumentalne "Porno Creep" aż po zwieńczenie tego moim faworytem koRnowym "Kill You". Chyba naprawdę to ich szczyt możliwości. Genialna płyta, przyznaję, lecz z trochę mniejszym entuzjazmem po zapoznaniu się z ich nowym kierunkiem. Chociaż zaraz, zaraz jeszcze było "Unplugged"... bardzo nawet udane. I tym optymistycznym akcentem zakończmy moją przygodę z przełomową, jakby nie było, formacją KoRn. -
- The Best Rock Ballads...Ever!
- cena: 57,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Klienteria 2008-05-29
Komercyjna papka... (8 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Niestety, rozczarowanie. Naprawdę nieudana składanka, próbująca jedynie wyłudzić pieniądze od fanów. To składanka najlepszych ballad rockowych wszech czasów, tylko najbardziej radiowe utwory świata. Po co wydawać pieniądze na taką mieszaninę badziewia, skoro można to codziennie po 100 razy usłyszeć w radiu. Za mało odkrywczy materiał by opatrzyć go szyldem "The Best rock ballads...ever". Może przesadzam, ale większość tych utworów to czysty, komercyjny pop. Dobrze, ale jest przecież parę utworów naprawdę dobrych, tylko dlaczego w towarzystwie totalnie dennych pioseneczek dla dziewczynek. Z tego co polecam to jedynie Soundgarden, Sinead O'Connor, The Animals, Deep Purple i może parę innych dobrych choćby "Carpet crowls" Genesis. Naprawdę dużo brakuje tej składance by był to zbiór rzeczywiście najlepszych i w dodatku rockowych ballad. Nie marnujcie na to pieniędzy, kupcie sobie jakieś pełnowartościowe wydawnictwo a nie byle jaki zbiór byle jakich piosenek od byle jakich wykonawców. Proponuje zmienić nazwę na "The most famous pop songs mostly bad and from the commercial radio stations and something about 5 good composition". -
- Results May Vary
- Limp Bizkit
- cena: 50,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Klienteria 2008-05-29
Tylko nie Limp Bizkit (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Gdy byłem młody i głupi dostałem płytę "Limp Bizkit" pod tytułem "R.M.V" (nie mam ochoty pisać pełnej nazwy). Zaczęła się moja "przygoda" z tym jednym z najgorszych zespołów jakie miałem okazje poznać. Lubiłem czapkę Freda i malowanki Wesa, z tym że jeszcze myślałem, że grają dobry rock. Pokupowałem sobie ich beznadziejne parodie płyt i nawet dostałem na urodziny o nich książkę (pisałem o niej w jednej z poprzednich recenzji i naprawdę jedynie książka o nich jest dobra, dla fana LB będzie to objawienie, czyta się bardzo przyjemnie). Po mniej więcej okresie 2 lat fascynacji tym pseudorockowym bandem zacząłem sobie uświadamiać, że to komercyjne badziewie bez wdzięku i dźwięku, totalne dno. Tak, mówię to otwarcie, to taki pseudo rock dla kilkunastoletnich dziewczynek nie mających gustu i myślących, że słuchają prawdziwego rocka! Nie polecam, odradzam, nie warto nawet spoglądać na ten zespół, którego jedynym pomysłem na twórczość jest wykrzyczenie na tle banalnych riffów fatalnym wokalem raniącym uszy jak największej ilości "f***".






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





