stały recenzent  Bogdan Buczek

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 27

  • Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki

    Bogdan Buczek 2012-01-02

    Harlekin Noblisty   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Trywialna historia napisana lekkim piórem, trochę ostrej erotyki. Na tle historii rodzinnego autorowi Peru a także okresu "dzieci kwiatów", początki AIDS, narkotyków we Francji i Anglii. "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" to jedna z mniej ambitnych książek Llosy.
  • Good night Dżerzi

    Bogdan Buczek 2011-01-24

    Donos na trupa   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Z niesmakiem przeczytałem najnowszą książkę Głowackiego. Widać, że autorowi brak jest jakiejś nowej myśli twórczej, wcześniejsze książki autora czytało się z dużą przyjemnością i temat ich był znacznie ciekawszy. W „Good night Dżerzi” Głowacki kopie nieżyjącego od lat Kosińskiego nie wiem za bardzo po co. Książki Kosińskiego chociaż kontrowersyjne czyta się bardzo lekko i akcje ich wciągają. Mnie zwykłego czytelnika za bardzo nie interesuje ilu mu w tym pomagało, czy kradł czyjeś pomysły, wykorzystywał do tego starszą od siebie żonę. Mnie interesuje akcja, treść i lekkie pióro. Z przeczytanych książek Kosińskiego twierdzę, że wszystkie jego książki napisane są w jednym stylu, jednym piórem i za autora uważam Kosińskiego gdyż to jego nazwisko znajduje się na czołowej stronie. Wiele w jego twórczości budzi kontrowersji, szczególnie w „Malowanym ptaku” poruszające nasz stosunek do żydów w czasie wojny. Zgodzę się z tym, że wiele historii jest przerysowane, a nawet zmyślone ale napisane są w miarę wiarygodnie. Na ten temat ciekawą książkę napisała Siedlecka „Czarny patasior” polecam. Głowacki pisząc „Good night Dżerzi” powtarza się za Siedlecką nic nowego nie wnosząc a jego impertynencje związane z życiem seksualnym Kosińskiego są bardzo nieporadne. Kosiński w swej „Pasji”, „Randce w ciemno” może dzięki zwierzeniom żony opisuje szereg scen erotycznych ale z dużym smakiem, u Głowackiego tego nie widać. Z przytoczonych prawdziwych czy też zmyślonych przez Głowackiego związków Kosińskiego z wieloma kobietami wnioskuję że i pod tym względem Kosiński odnosił sukcesy napewno nie chamstwem, poprostu coś w sobie miał. Głowacki mu tego zazdrości, jak również tej sławy jaką za życia cieszył się Kosiński wśród wybrednych amerykańskich czytelników. Dziwię się że po latach które dzielą nas od tragicznej śmierci Kosińskiego Głowacki rozlicza trupa Kosińskiego za jego grzechy. Widocznie mimo minionych lat autor „Good night Dżerzi” ma żal i pretensje że jemu się nie udało powtórzyć sukcesu bohatera. Według mnie Głowacki poddał się tej modnej już od lat fali „odbrązowania” pomników niedawnych idolii, z tym że robi to nieporęcznie, fakty miesza z fantazją i według mnie wyszedł z tego wielki bełkot, moje pytania „po co to robi?”. Nie wiem do końca czy Głowacki chce nam czytelnikom przypomnieć o Kosińskim jako przyjaciel czy raczej jego odwieczny wróg. Pisząc tę książkę teraz Głowacki niestety nie dał Kosińskiemu szans a swoją obronę, a nam czytelnikom dał o sobie niezbyt dobre świadectwo jako człowiek.
  • Hollywood
    • Hollywood
    • Charles Bukowski
    • cena: 24,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Bogdan Buczek 2011-01-16

    Perypetie scenarzysty

    Miła historia autora piszącego scenariusz do filmu i „kuchnia” Hollywoodu. Napisana lekko z wieloma często zabawnymi dialogami, oszczędna w opisy. Oparta o osobiste przeżycia Bukowskiego, pokazująca perypetie związane z tworzeniem nowego filmu w środowisku filmowym słynnego Hollywood. Na pewno wielu zadowoli i sprawi przyjemność przy jej czytaniu.
  • Good night Dżerzi

    Bogdan Buczek 2011-01-15

    Donos na trupa   (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Z niesmakiem przeczytałem najnowszą książkę Głowackiego. Widać, że autorowi brak jest jakiejś nowej myśli twórczej, wcześniejsze książki autora czytało się z dużą przyjemnością, temat ich był znacznie ciekawszy. W „Good night Dżerzi” Głowacki kopie nieżyjącego od lat Kosińskiego nie wiem za bardzo po co. Książki Kosińskiego chociaż kontrowersyjne czyta się bardzo lekko, akcje ich wciągają. Mnie zwykłego czytelnika za bardzo nie interesuje ilu mu w tym pomagało, czy kradł czyjeś pomysły, wykorzystywał do tego starszą od siebie żonę. Mnie interesuje akcja, treść i lekkie pióro. Z tego co przeczytałem twierdzę, że książki Kosińskiego napisane są w jednym stylu, jednym piórem i za autora uważam Kosińskiego gdyż to jego nazwisko znajduje się na czołowej stronie. Wiele w jego twórczości budzi kontrowersji, szczególnie w „Malowanym ptaku” poruszające nasz stosunek do Żydów w Polsce w czasie wojny. Zgodzę się z tym że wiele historii jest przerysowane, a nawet zmyślone ale napisane są w miarę wiarygodnie. Na ten temat ciekawą książkę napisała Siedlecka „Czarny patasior” polecam. Głowacki pisząc „Good night Dżerzi” powtarza się za Siedlecką nic nowego nie wnosząc a jego impertynencje związane z życiem seksualnym Kosińskiego są bardzo nieporadne w stylu „wsadził, spuścił się” i po wszystkim. Kosiński w swej „Pasji”, „Randce w ciemno” może dzięki zwierzeniom żony opisuje szereg scen nawet erotycznych, ale z dużym smakiem i taktem, u Głowackiego tego nie widać. Przypuszczam, że mógłby pójść drogą Kosińskiego i uzyskać jakieś wiarygodne zwierzenia od kobiet jak one ten piękny akt tak naprawdę przeżywają. Z przytoczonych prawdziwych czy też zmyślonych przez Głowackiego związków Kosińskiego z wieloma kobietami wnioskuję, że i pod tym względem Kosiński odnosił sukcesy na pewno nie chamstwem, po prostu coś w sobie miał. Głowacki mu tego zazdrości, jak również tej sławy jaką za życia cieszył się Kosiński wśród wybrednych czytelników amerykańskich. Dziwię się że po latach, które dzielą nas od tragicznej śmierci Kosińskiego Głowacki rozlicza trupa Kosińskiego za jego grzechy. Widocznie mimo minionych lat autor „Good night Dżerzi” ma żal i pretensje, że jemu się nie udało powtórzyć sukcesu bohatera. Dopiero po latach jego twórczość wzbudziła zainteresowanie, ale nie na taką skalę jak Kosińskiego. Według mnie Głowacki poddał się tej modnej w Polsce już od lat fali „odbrązowania” pomników niedawnych idoli, z tym że robi to nieporęcznie, fakty miesza z fantazją i według mnie wyszedł z tego wielki bełkot i moje pytania „po co to robi?”. Nie wiem do końca czy Głowacki chce nam czytelnikom przypomnieć o Kosińskim jako przyjaciel czy raczej jego odwieczny wróg. Pisząc tę książkę teraz Głowacki niestety nie dał Kosińskiemu szans na swoją obronę. Odebrałem tę książkę jako wyciągnięte z archiwum IPN donos TW na Polaka Żyda któremu coś się udało w Ameryce.
  • Mitologia świata bez klamek

    Bogdan Buczek 2010-12-08

    Polska i świat według Łysiaka   (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Kolejna książka Łysiaka ocena politycznej Polski i świata. Zastanawiam się nad celem jaki stawia sobie autor pisząc kolejną książkę o tych samych sprawach i dochodzę do wniosku, że Łysiak podobnie jak Gebels wychodzi z założenia, że nawet nieprawda powtórzona 1000 razy przyjmowana jest za prawdę stąd te jego kolejne książki, chociaż nie twierdzę, że Łysiak kłamie. Łysiak pisząc kolejną książkę o tym samym przytaczając często te same fakty można sądzić, że chce w nas czytelnikach lubiących jego kwiecisty język wytworzyć mniemanie, że to on jest jedyną wyrocznią oceniającą tę „wredną” politykę, tych wrednych skorumpowanych polityków będących na świeczniku, pokazując te nieraz jej skomplikowane meandry. Otóż i bez Pana Łysiaka i jego książek większość z nas czytelników ma przeświadczenie, że polityka to w większości brud, obłuda, korupcja, ale jak z tym walczyć to już Pan Łysiak nie daje jasnej odpowiedzi. Podważa demokrację, prawo, ośmiesza tych na świeczników, ale co zrobić ażeby to zmienić to już niestety bystry umysł autora nie jest w stanie wymyślić. Powołuje się na wielkie indywidualności historyczne Bonaparte, Piłsudski, Regan, pani Tacher cóż z tego, wiadomo co po nich zostało. Cóż, że byli wielcy, wiele zrobili dla ludzkości i swojego państwa, gdyż po nich znów mamy to co mamy tylko wspomnienia. Sam autor wie, że tacy ludzie to wyjątki a wszelkie despotyzmy w większości przynosiły i przynoszą większe straty niż zyski dla ludzkości niż demokracja. Nie będą tutaj chyba wyjątkiem, gdyż już wielu o tym pisało i mówiło, że jeszcze nikt nie wymyślał dla ludzkości, przeciętnego człowieka lepszego systemu jak demokracja. Wielkie indywidua po swoim odejściu na tamten świat, odejściu od władzy zazwyczaj zostawiają pustkę i co z tym wtedy robić, jak wyłuskać tego następnego i powierzyć mu władzę? Pan Łysiak doskonale wie, że władza to nie tylko rozstawianie pionków na szachowni, ale umiejętność kierowania ludźmi i przekonywania ich do takich czy też innych kroków, to umiejętność dogadywania się i pokonywania wrogów, umiejętność wyłuskiwania tego co sprzyja ludziom którymi chce rządzić, to umiejętność przewidywania przyszłości umiejętność wyciągania wniosków z historii i swoich nieraz błędów. Chciejstwem i zacietrzewieniem na otaczającą nas rzeczywistość wiele się nie uzyska i nie uzyskuje o tym na pewno już autor wielu swych powieści wie. Niemniej jednak uważam, że warto jest tę książkę i inne książki autora przeczytać, na pewno wielu może pomóc w zrozumieniu meandrów naszego życia. Mam nadzieję, że dzięki książką Pana Łysiaka wyrośnie kiedyś Polak na miarę Bonapartego, Piłsudskiego, oby i wykształci się jego grono następców.
  • Z dzienników i wspomnień

    Bogdan Buczek 2010-02-12

    Kawałek historii PRL-u w oczach tak niedawno cenionego poety

    W książce tej więcej jest wspomnień niż typowych dzienników, niemniej jednak jest to książka przybliżająca lata PRL-u. Autor przekazuje swoje osobiste refleksje i zapatrywania na życie polskich twórców tamtych lat. Zaczyna się od 1962 roku a kończy w 1987. Pokazuje, że mimo różnych przeciwieństw politycznych i społecznych ówczesnej Polski życie to istniało i że odnosiło często sukcesy międzynarodowe. Często wspierane przez zachodnie organizacje było tam rozpowszechniane i popularyzowane. Mimo ograniczeń polscy twórcy byli zapraszani i wyjeżdżali na różne konferencje, szkolenia, byli wydawani, prowadzili wykłady na różnych renomowanych uczelniach światowych. Duża w tym była zasługa polskich twórców żyjących za granicami Polski jak chociażby wymieniany przez autora Konstanty A. Jeleński, Czesław Miłosz i wielu innych. Dzięki swojej działalności polscy twórcy byli wybierani na czołowe stanowiska organizacji międzynarodowych jak Światowa Federacja PEN Clubów. Na pewno te wynurzenia autora obecnie nie znajdują aplauzu u obecnych naszych polityków i jakoby krzewicieli prawdy o dawnym naszym państwie, niemniej jednak jest to jeden z dokumentów historii naszego państwa z tamtego okresu pisany nie przez człowieka idącego na sznurku władzy a raczej jej przeciwnika. Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy są zainteresowani tamtym okresem naszej Polski, jak również tym którzy chcą jeszcze raz przeżyć te czasy w których i oni brali udział, oraz tym którzy znają twórczość Artura Międzyrzeckiego. Na pewno warto przeczytać relację autora z czasów słynnych „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka, relację ze stanu wojennego, wspomnienia autora po śmierci Edwarda Stachury, Konstantego Aleksandra Jeleńskiego, czy też jego obronę Antoniego Słonimskiego.
  • Dziennik
    • Dziennik
    • Sandor Marai
    • cena: 67,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Bogdan Buczek 2010-02-07

    Wiele refleksji i spostrzeżeń zbierane przez lata   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ten nietypowy „Dziennik” to zbiór myśli i refleksji pisarza u nas przez wiele lat niedocenianego, prawie całkowicie nieznanego w PRL-u który robi silne wrażenie, zmusza do refleksji. Warto poświęcić nawet kilka dni na przeczytanie i zadumanie się nad tymi stronami, warto prześledzić te ponad 40lat zapisów tego wielkiego pisarza. Należy tylko żałować że to są tylko fragmenty z jego „Dziennika”. Na pewno na każdym zrobią mocne wrażenie ostatnie chwile życia człowieka starzejącego się który zostaje sam bez wiary na zmianę, zdany na samotną śmierć.
  • Z dziennika podróży

    Bogdan Buczek 2009-10-29

    Śladami wielkiego pisarza

    Po przeczytaniu „Szkiców piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego pierwsze rozdziały tego „dziennika” nie czytało mi się tak jak „Szkice...”. Inny styl inny temperament. Te kolejne dni mijały nudnie i rozwlekle. Wyczuwało się w nich to zniechęcenie całą Francją, stylem życia, tą Francją walczącą o jedzenie, spanie, tą Francją zakłamaną. Nie mogłem w tych pierwszych stronach znaleźć pana Andrzeja tego piszącego leciutkim „piórkiem”. Dopiero gdy znalazł się on na statku zmierzając do egzotycznej i odległej Gwatemali znalazłem tego samego autora co w „Szkicach...” tak jakby wstąpił w niego nowy a raczej stary duch. Każdy opisany dzień to frajda dla mnie czytającego. Jego lekkie „piórko” znowu zaczęło malować, każdy jego opis otaczającej rzeczywistości to dla mnie kolejny stojący przed moimi oczami obraz, tak jakbym się znajdował tuż obok pana Andrzeja widząc to morze, brzegi Hiszpanii, mijający Giblartar, te bawiące się ze statkiem delfiny, fruwające rybki. Odwracając głowę na widok zwracanego morzu lub walającego się po pokładzie „makaronu z pomidorami”, czując zapach tych niemytych nóg współpasażerów. Niezapomniane będą dla mnie czytającego te chwile kiedy statek dopłynął do portu w Wenezueli La Guaira, wyspy Curacao, Panamy. Tak dzięki Bobkowskiemu ja tam byłem w swoich „fata morgana” obrazach. Następnie jest Gwatemala i ponownie okres wojny, rewolucji, strzelaniny i bombardowań. Autor tak jakby kroczył począwszy od Francji od jednej wojny do drugiej. Ponownie jak w „Szkicach ...” zamieszcza swoje wywody dotyczące polityki, szerzącego się już po całym świecie komunizmu. Następnie wspaniały opis w stylu Antoine de Saint-Exup'erego długi lot samolotem do Stanów Zjednoczonych na zawody modelarzy, spotkania zwiedzanie i refleksje z lat młodzieńczych spędzonych w Polsce. Do końca swoich dni autor posługiwał się swym „piórkiem”. Świetnie pisał pan Andrzej szkoda, że już jego nie ma a jego dusza znajduje się na „tamtym świecie”. Teraz na pewno też tak pięknie opisuje swoje dni w tej innej przestrzeni. Mam nadzieję że tam już bez wojen, rewolucji znowu opisuje swoim lekkim i wspaniałym „piórkiem” to co widzą jego wrażliwe oczy. Jak znajdę się i ja w „tamtym świecie” – mam nadzieję, że znowu będę mógł dzięki niemu poznawać „tamten świat” i razem z nim poprzez jego „dzienniki” wędrować, odkrywać piękno i podziwiać „tamten świat”. Gorąco polecam, prawdziwa uczta.
  • Szkice Piórkiem

    Bogdan Buczek 2009-10-26

    Francja w latach 40-tych w oczach wrażliwego polskiego emigranta.

    O autorze „Szkiców...” czytałem niemniej jednak dopiero teraz, a fanem książek jestem od lat zapoznałem się z jego wychwalanym jak i krytykowanym „...piórkiem”. Wspaniała książka. „Szkice..” są dla mnie wzorcem do pisania tzw. „dzienników”, gdzie oprócz opisu minionego dnia osobistego mikroświatka autor pisze o świecie globalny. Pisze o polityce tej „małej” i tej „światowej” przytacza wypowiedzi, wyciąga z nich wnioski. Analizuje historię, przewiduje następstwa, jednocześnie pisze o szumiący nad morzem wietrze, taplającej się w błocie kaczce, czy też o zaglądającym przez szpary w płocie słońcu. Pisze o kulturze; o przeczytanych książkach, pisze o pisarzach, filozofach, malarzach, kompozytorach, muzykach, aktorach, o teatrze, o filmie. Jednym zdaniem pisze o tym jak on widzi ten otaczający go świat dając nam czytelnikom możliwość wczucia się w tamte lata, lata 40 XX wieku i tę dla nas Polaków „romantyczną” ciągle Francję, opisując ją z jej wadami i zaletami. W swych wspomnieniach Bobkowski zachwyca się Balzaciem, Flaubertem. Krytycznie wypowiada się o literaturze rosyjskiej, uważa ją za nadętą za bardzo filozofującą. Nie trawi Tołstoja, Dostojewskiego. Wysoko ocenia Prusa jego „Lalkę” często odwołuje się do przemyśleń Rzeckiego. Ceni Sienkiewicza, Conrada. Autor interesuje się francuskim malarstwem zachwyca się Degasem, Manetem, Renoirem, Lautreckiem. Chodzi do ówczesnych teatrów, do kina, zamieszczając w swoich „Szkicach ...” często krytyczne opinie o tym co zobaczył. Chodzi na opery, koncerty muzyczne. Wysoko ceni muzykę Chopina, Schuberta, Mozarta, Haydna. Pisze o przeciętnych ludziach, z którymi na co dzień się spotyka, pisze o ówczesnej modzie. Pisze o jedzeniu, piciu. Pisze też o wojnie, ale innej niż tej, którą mieliśmy w Polsce kiedy to gdy u nas były łapanki, obozy zagłady, ludzie żyli w strachu przed okupantem. Przeciętny Francuz chodzi do kina, do teatru, wyjeżdża na wakacje. Wojnę zauważa kiedy Niemcy wkroczyli do Francji, gdy żywność kupuje się na kartki i wtedy, gdy spadają na niektóre miasta bomby aliantów. Bobkowski posługuje się wspaniałym polskim jędrnym językiem wprowadzając czasami język francuski, niemiecki. Te wprowadzenia bliżej oddają tę atmosferę i środowisko, w którym żył autor. Szkoda, że wydawca nie pokusił się na tłumaczenie tych przytoczonych zdań w języku niemieckim. Jego analizy dotyczące polityki światowej okazują się prorocze z punktu widzenia dzisiejszego czytelnika. Krytycznie podchodzi do wszelkich nazizmów – niemieckiego, polskiego, francuskiego. Komunizm uważa za upadek ludzkości wypowiada prorocze słowa jak na rok 1943 dotyczące wizji przyszłości cyt. Str 430 „Cały komunizm kiedyś wezmą diabli tylko dlatego, że nic nie dał i nawet odebrał tę resztę, odebrał pozory. Rozleci się kiedyś pod naciskiem mas, które będą chciały coś mieć, zostanie pożarty przez własne dzieci. ”W polityce jest za wielką swobodą dla wszystkich cyt. Str 418 „ Wierzę w koty i w rum, i w słońce, i w zielone drzewa, i w wolność. Chcę mieć prawo zdechnąć z głodu, jeżeli sobie nie dam rady. I żyć – na litość boską, żyć trochę tak, jak mi się podoba, a nie koniecznie tak, jak podoba się zas.... ideologii.” Gorąco polecam „Szkice ...” powinny dotrzeć do wielu myślących, szczególnie do ludzi piszących swe dzienniki a wiem, że jest ich niemało.
  • Godot i jego cień

    Bogdan Buczek 2009-10-15

    Twórczość Becketta w tle rzeczywistość PRL- u   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Smutne lata dziecinne, młodzieńcze. Przeciętne życie, przeciętego obywatela PRL-u. Nagłe przebudzenie pod wpływem trochę dziwnej i niezrozumiałej dla młodego Libery sztuki Becketta „Czekanie na Godota”. Sztuka ta, jej ukryta myśl inspiruje nie tylko autora a wielu ludzi kultury w tamtych czasach kiedy to szerzyła się idea komunizmu, zakłamania, dla większości strachu, kolejek po wszystko i ciągle z nadzieją, że wreszcie coś przywiozą, że wreszcie nadejdzie ten oczekiwany Godot. W tej atmosferze wychowywany był i przebywał Libera. Staje się naturalnym, że wrażliwy młodzieniec chwyta się - jak wielu w tych czasach - tej nadziei, że przyjdzie... Postanawia zgłębić twórczość Noblisty, chce znaleźć w nich te ukryte myśli, co jeszcze chce powiedzieć o prawdzie życia ten tajemniczy Beckett?, czy w nich znajdziemy siebie, swój los, a może odpowiedź na pytanie co nas czeka w niedalekiej przyszłości?, czy też tylko nicość i że nasze marzenia nigdy się nie spełnią... Beckett znajdował uznanie w nas Polakach żyjących w PRL-u, znienawidzonym przez większość reżimie. Wtedy byliśmy jak Ci bohaterowie z „Czekając na Godota” , czekaliśmy na te zmiany które były nierealne. Teraz żyjemy w innych czasach dla niektórych ten nieosiągalny „Godot” przyszedł, mamy wolność, mamy jakoby swobodę, mamy inny kraj, może lepszy, ale czy nadal nie czekamy na jakiegoś Godota? Z drugiej strony, czy właśnie tym Godotem nie są nasze marzenia i czy musimy na niego czekać nic nie robiąc, rozpaczając że nie przychodzi. Czy naprawdę w naszym życiu o to chodzi, czy naprawdę tak na dobre rozważania o sensie naszego życia mają jakiś sens? Czy większość z nas, chrześcijanie możemy się z takimi myślami godzić, wątpić, w istnienie Boga i nosić go głęboko w sercu? Cóż robi nasz wspaniały autor otóż rozważając i analizując twórczość Becketta i pisząc o wpływie jego twórczości na niego, czekając na swego Godota nie poddaje się. Jego Godotem jesteśmy my czytelnicy dla których tworzy, pisze, przelewa swoje myśli pięknym piórem na papier. On w ten sposób czeka na nas, oszukując nas że jakoby „świat to tylko nasze życie, że po nim świat nie istnieje”. On wie a raczej liczy na to że po nim coś zostanie jak po wielu, że świat to nie tylko nasze „ja”. Mimo wielu nurtów filozofii, twórczości wielu w tym Becketta i pięknie piszącego autora wiara w Boga istniała i istnieć będzie, gdyż my mali go potrzebujemy on nas wspiera, pomaga i poucza. Libera wspaniałym piórem opisuje swoje rozterki, ciągle jak ten śledczy szuka dowodów, analizuje, sięga do wielu porównań, wielu myślicieli znajduje potwierdzenie o słuszności swych wywodów nawet w Biblii, posługuje się metodą porównań matematycznych. Jego pasja poszukiwawcza sprawia, że tę książkę można czytać jak kryminał i to kryminał z najwyższej półki. „Godota i jego cień” polecam wszystkim kochającym piękny polski język, kochającym Becketta, wątpiącym i tym którzy znają „Madame” Libery i jego twórczość, wymusza wiele refleksji.
(Stron 3)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!