Karolina Bartkowiak

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 5

  • Sceny z życia za ścianą

    Karolina Bartkowiak 2009-03-24

    Wisniewski napisal Sceny... w lochu - gdzie oddychal gazem lzawiacym, popijal pot i gryzl czarny chleb...   (6 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

    - Sentymentalna, plytka, grafomanska – takie mniej wiecej zdanie uslyszalam od mojego kolegi w trakcie dyskusji na temat Samotnosci w sieci Janusza L. Wisniewskiego. Ja wtedy bylam ta ksiazka dotknieta i z przekonaniem jej bronilam. Potem przeczytalam raz jeszcze. I... musze przyznac mu nieco racji. Nie przeszkadza mi to jednak w czytaniu wszystkich ksiazek, ktore wyszly spod klawiatury tego autora. Po co? To jest troche jak czytanie Grocholi – dokladnie wiesz, jak sie skonczy, ale... i tak czytasz kolejna wersje tej samej dobrze znanej historii. Ma sie wrazenie, ze Wisniewski, aby napisac ksiazke najpierw czyta gazety, oglada wiadomosci (wiadomo, ze to niewyczerpane zrodlo przygnebiajacych historii), (moze i podsluchuje pod sciana, jak to sugeruje w Scenach z zycia...) a potem idzie do lochu - gdzie oddycha gazem lzawiacym, popija pot, gryzie czarny chleb - i otwiera swoja puszke Pandory. Wyskakuja z niej historie takie wlasnie, jak w tej ksiazce – obezwladniaja depresja, trauma po molestowaniu w dziecinstwie, zdrada, obojetnosc w zwiazku, osierocenie na smietniku, beznadziejna samotnosc. Dla mnie proza Wisniewskiego jest troche jak keks z rodzynkami. Mozna z niej powybierac: - kilka smakowitych stwierdzen: Kochanki zdarzaja sie ostatnio mezczyznom o wiele czesciej niz mandaty za zle parkowanie albo Partia samotnych w wiekszosci krajow eurpejskich moglaby wygrac wybory, - interesujacych faktow naukowych: Ktos ustalil model kobiety, ktory geometrycznie i graficznie jest rzekomo doskonaly (...) Zaledwie 4% kobiet na swiecie odpowiada temu modelowi i to tylko przez okolo 6,5% czasu trwania ich zycia. Mnozac te dwie liczby przez siebie, dostaje sie cos, co naukowcy nazywaja bledem pomiaru lub wartoscia zaniedbywalnie mala. Dlatego powinno sie ja naprawde zaniedbac. Dla prawdy o kobietach, - oraz ze zbioru okolo dwudziestu felietonow-opowiadan dwa, ktore warte sa lektury - tytulowe Sceny z zycia za sciana oraz Wirtualnosc z ciekawymi zwrotami akcji na koncu. Reszta to tylko zwykle ciasto ;)
  • Dom duchów
    • Dom duchów
    • Isabel Allende
    • cena: 37,99 zł
    • (ponownie w sprzedaży od: 7 marca)

    Karolina Bartkowiak 2009-03-09

    Marquez w spodnicy, czyli południowoamerykańska telenowela w niezwykle dobrym guście   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "-Niemal w każdej rodzinie jest osoba głupia lub szalona (…) Czasami są niewidoczne, gdyż się je ukrywa, jakby przynosiły wstyd. (...) Lecz w rzeczywistości nie ma się czego wstydzić, one tez są dziełem Boga. - Ale w naszej rodzinie nie ma nikogo takiego, babciu – replikowała Alba. - Nie ma. Tutaj szaleństwo udzieliło się wszystkim po trochu i nie zostało go tyle, żeby zrobić z kogoś z nas skończonego wariata." "Dom duchów" jest, jak południowoamerykańska telenowela w niezwykle dobrym guście. Opowiada o losach rodziny, ograniczonych datami: narodzin i śmierci jej głowy – Estebana Trueby. Rodziny... postrzelonej, w której "jeden wuj chodził nago po korytarzach i skakał jak karateka, a drugi leżał przywalony kupą książek, (...) dziadek rozbijał laską aparaty telefoniczne i kwietniki na tarasie, (...) matka wymykała się z domu z pajacowatą torebką (...) babka poruszała trójnożnym stolikiem i grała Chopina nie otwierając pianina...’. Jego autorka Isabel Allende - Marquez w spódnicy (wiem, że ludzie sztuki nie lubią takich porównań, ale nie łudzę się, że Isabel przeczyta te słowa) uprawia realizm magiczny w kobiecej wersji. Więcej tutaj realizmu niż magii. Ja tak wolę (chociaż realizm magiczny to jedyny rodzaj science fiction, który mogę zażywać w dowolnych ilościach). "Dom duchów" leżał na rożnych półkach w ciągle zmienianych przeze mnie mieszkaniach przez... 8 lat. Pożyczyłam go jeszcze na studiach od Anety, która zaniepokojona zastrzegła: tylko nie zapomnij mi jej zwrócić. Teraz oddam, przeproszę i moooooooooooooooocno podziękuję. Warto było ją targać przez wszystkie te przeprowadzki, ciągle pakować do nowych kartonów, czując za każdym razem wyrzuty sumienia. Czyta się to, tak, jak je sałatkę owocowa. Historie: słodka, gorzka, potem kwaśna razem dają wyśmienity, wielobarwny, orzeźwiający deser. Pychota.
  • Gra Anioła
    • Gra Anioła
    • Carlos Ruiz Zafon
    • (towar niedostępny)

    Karolina Bartkowiak 2009-02-26

    Odwagi Carlos, drugie koty za płoty   (1 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    ...czytanie tej powieści w nocy powoduje, że podłoga zaczyna dziwnie skrzypieć, cienie się wydłużają, a z korytarza dochodzą szepty... napisał Igor Kościelniak w Polityce. Brzmiało ekscytująco. Pomyslałam, że wreszcie przeczytam inteligentny dreszczowiec. Nie jestem ani fanką, ani znawcą tego typu prozy, więc nie sięgnęłabym po książkę, po takim opisie. Ale to był Carlos Ruiz Zafón. To on miał być gwarancją dobrej czytelniczej przygody. Czekałam na skrzypienie podłogi przez pierwsze sto stron książki - wtedy miałam jeszcze nadzieję. Przez drugą setkę, potem trzecią... Cały czas nie wątpiłam. Takie cierpliwe czekanie musi być wynagrodzone mistrzowsko napisanym punktem kulminacyjnym, a potem finałem. Ta powieść jest jak gra hazardowa w kasynie (nie to, żeby miała duże doświadczenie w tej materii, ale filmów się naoglądałam ;)). Na początku wygrywasz małe sumy, coraz więcej, coraz więcej, a potem zaczynasz tracić, i tak już jest aż do końca, potem odegrasz się jeszcze raz, a na końcu siedziesz spłukany i nie wiesz, co się stało. Gra anioła na początku wciąga - dobrze napisana - przywodzi na myśl swoją poprzedniczkę Cień wiatru. Wydaje mi się, jakby autor pracował nad nią bardzo uważnie i starannie w jakimś małym gnuśnym mieszkanku w Barcelonecie, albo Barri Gòtic. Jest biednie, przytłaczająco, mrocznie, pojawiają się pierwsze ofiary dramatu, jeszcze mordowane w sposób przemyślany. Akcja się rozkręca, zapętla i... Zafón traci kontrolę, nie ma dalej pomysłu lub chęci dalszego cyzelowania powieści. Musiał wrócić albo z wakacji w Las Vegas albo przenieść się z pisaniem książki na balkon rozległego słonecznego aparteamentu przy Las Ramblas. Fajerwerki, trup ściele się gęsto i wieje Danem Brownem. Potem jeszcze próbuje to nadrobić w Epilogu. Udaje mu się odrobinę zrehabilitować, ale... Druga książka jest zawsze dużym wyzwaniem dla pisarza. Szczególnie jeśli pierwsza stała się bestsellerem i zyskała tabuny wiernych fanów. Przy trzeciej nie czuje się takiej presji. Teraz będzie łatwiej. Coraje Carlos :)
  • Gringo wśród dzikich plemion

    Karolina Bartkowiak 2009-02-26

    Posluchajcie... od jedzenia 'czerwonych lbow' wiednie pinga &%*#?!?!!!   (2 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Tak mnie wzielo na podrozowanie, ze postanowilam znowu zmienic czas i miejsce. Miejsce: Ameryka Srodkowa i Poludniowa, Czas: pierwszych plemion, czyt. przedtelewizyjny, przedkomorkowy, przedlaptopowy. Tym razem uczepiona mokrej ‘od lasu tropikalnego’ koszuli Wojtka Cejrowskiego. Wiem, wiem... wszyscy to juz czytali. Zostalam ostatnia, nieskazona i dzika, jak Darien (biegun dzungli). Czytalam same pozytywne opinie o tej ksiazce. Najmniejszej krytyki, krytyczki, czy krytykuni. Wszystko: na tak. Niestety musze sie przychylic (a chcialby czlowiek czasem antykonformistycznie, jak Wielki W. ;)) W jednej z recenzji ktos przyznal sie, ze te ksiazke ‘polknal bez gryzienia’. I ja, i ja!!! Ja tak samo ;) Napisana soczystym, krwistym, smakowitym jezykiem. Az zal nie lyknac. Ksiazka - opowiesc J- ze swoim, powtarzanym, jak mantra: posluchajcie... Oprocz oczywistych walorow zywieniowych (wspomniana juz wyzej latwosc przelykania) ma tez cechy: a/leksykalne – gdyby we Francji motyle nazwano SCHMETTERLING! natychmiast oglosilyby strajk generalny, a propos motyli to: Panie Wojtku - teraz ma pan juz dwa na koncie: ten zlapany w stope i bursztynowy za Gringo..., b/informacyjne – Najlepsze cygara na swiecie sa zwijane na spoconych udach kubanskich kobiet, c/podrecznika savoir vivre’u – definicja ‘tupetu tarana’ i jej prezentacja na przykladzie obywateli Republica de Ubezpieczalnia – przyklad proponuje wpisac do Ksiegi Rekordow G. pod haslem: szczyt bezczelnosci, d/atlasu zwierzat – ciekawe zwierzatko to canero (maly sum dostajacy sie do organizmu przez otwory ciala, zagniezdzajacy sie i obgryzajacy miesko ofiary od srodka), dobrze, ze P. tego nie czytal, bo jeszcze mialby niezdrowe skojarzenia, a ja zyskalabym nowa ksywke :), e/spowiedzi lapowkarza ;) - Moj hiszpanski, przedtem nienaganny z ladnym meksykanskim zaspiewem, teraz nabral ciezkiego amerykanskiego akcentu, ktory we wszystkich jezykach swiata kojarzy sie z pieniedzmi gotowymi zmienic wlasciciela. f/ przestrzegajaco-poradnikowe – ...od jedzenia 'czerwonych lbow' wiednie pinga &%*#?!?!!! O cholera! Biegne zawiadomic mojego gringo, ze od dzis szlaban na pomidory, papryke, jablka (chyba, ze zielone), arbuzy i inne buraki (o! tu sie ucieszy)...
  • Nocny pociąg do Lizbony

    Karolina Bartkowiak 2009-02-25

    Padają w niej proste ważne pytania, które zapominamy sobie zadawać   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Większość opisów tej książki brzmi tak: 50-kilkuletni profesor języków klasycznych z Berna, którego każdy poniedziałek przypomina wtorek, wtorek - środę, środa..., przechodząc przez ten sam od 30 lat most spotyka Portugalkę, chcącą popełnić samobójstwo, odwodzi ją od tego zamiaru i... odmienia się jego życie. Uff... Zachęcające? Po Portugalce przychodzi fascynacja Portugalią, językiem portugalskim, literaturą portugalską, książką portugalską, portugalskim autorem książki portugalskiej. Zachęcające? Może dla studentów iberystyki... Pod wpływem książki jedzie do Lizbony... I chyba to było zdanie, które mnie przekonało do przeczytania "Nocnego pociągu". Bo ja mam pociąg do książek w ogóle, a do takich, które traktują o tym, jak bardzo pociągające są książki w szczególe. Pachniało "Cieniem wiatru" Carlosa Ruiza Zafóna, który wciągnęłam nie śpiąc, nie jedząc... Fani "Cienia wiatru" nie powinni być rozczarowani – ciekawa historia gwarantowana. A jednak inna. Biografia człowieka budowana krok po kroku ukazująca relacje ludzi, którzy go spotkali. Nie zawsze znali. Spotkali. Dla, których był albo bratem ratującym życie za pomocą tracheotomii; albo ulubionym lekarzem, który pewnego dnia ośmielił się leczyć kata dyktatury Salazara; współtowarzyszem w ruchu oporu; czy też przyjacielem, który sprezentował aptekę. To czytelnikowi - prowadzonemu za rękę przez profesora - udaje się poznać go najlepiej. Układa jego postać, jak z puzzli. To czytelnik - dzięki profesorowi - jako pierwszy dowiaduje się, że tajemniczy Portugalczyk pisał. I to jak pisał. Fragmenty jego delikatnie filozoficznej książki to jak bonus do "Nocnego pociągu do Lizbony". Książka w książce. Dwie książki w cenie jednej. Ta dodana nie jest jednak tanią broszurą, która się nie sprzedaje. Bynajmniej!!! Padają w niej proste ważne pytania, które zapominamy sobie zadawać. Czasem także ważne odpowiedzi. Nie tak proste. Nie do czytania w metrze. Raczej w dużym miękkim fotelu z małą lampką z boku w ciemny wolny od obowiązków wieczór. Wtedy można się nieprzyzwoicie rozsmakować. Smacznego... :)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!