Patryk Wolski

Pasjonat Stephena Kinga, wielbiciel fantastyki. Nie pogardzę także dobrze wyłożoną historią.
Rekomendacje:
- Dzieła Stanisława Lema. Solaris, tom 3
- Narrenturm
- Gringo wśród dzikich plemion
- Rio Anaconda - wydanie II - poprawione
- Dzieła Stanisława Lema. Cyberiada, tom 15
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 33
-
- Puzzle Quest (seria Top Seller)
- (towar niedostępny)
Patryk Wolski 2009-02-20
Kulki dla odważnych. I walecznych (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Gra Puzzle Quest nie od początku zapowiadała się hitem, którym zagrywać się będą setki, a może i tysiące polskich graczy. Pojawiła się na rynku kilka miesięcy po premierze. A wszystko to za sprawą ryzykownego posunięcia CD Projektu, który wykupił prawa i rzucił grę do dystrybucji. Teraz nikt nie może zaprzeczyć - to było kapitalne zagranie. Mechanizm gry wygląda dość prosto - gracz musi sumować w trójki, czwórki i piątki kulki porozrzucane na planszy. Taka plansza jest niczym innym jak polem walki, na której walczy gracz z przeciwnikami. Celem gry w kulki jest oczywiście pokonanie przeciwnika poprzez odebranie mu życia (po prostu zabicie). Za zadawanie obrażeń odpowiedzialne są czaszki (czasami można spotkać czaszki +5, które zadają większe obrażenia i niszczą wszystko wokół siebie), fioletowe gwiazdki to punkty doświadczenia, złoto to... złoto, a 4 rodzaje kulek to punkty many. Mana służy do rzucania zaklęć i atakowania specjalnymi ciosami, dlatego warto skupiać się na potrzebnym nam kolorze many. Walka wydaje się monotonna - tymczasem tak nie jest. Wszystko zależy także od szczęścia co nam "z góry spadnie". Przeciwnik także nie jest jakiś arcyinteligentny, nie zauważy czasami czwórki (daje dodatkową turę) co można wykorzystać przeciwko niemu. Puzzle Quest nie jest jednak tylko zwykłą grą w kulki, w którą równie dobrze można sobie pograć w Internecie - i tego zapewne obawiali się polscy wydawcy. Gra jest jak najbardziej rolplejem - jest wątek główny oraz ok. 150 questów pobocznych, które zapewniają ponad 50 godzin rozrywki! Mi się udało wykonać wszystkie misje i zapewniam was, że warto. Z takich misji dołączają do nas towarzysze, którzy bywają bardzo przydatni w walce. Ale czym byłby rasowy RPG bez rozwoju postaci? Owszem, jest! Do wyboru mamy 4 klasy: druid, czarodziej, wojownik i rycerz. Ja wybrałem rycerza - coś w stylu "Diabełkowego" Paladyna. Wraz ze zdobywanymi poziomami nasza postać uczy się nowych zaklęć, które możemy wybierać, jeśli chcemy ich używać lub nie. W walce jest dostępnych 5 zaklęć, a gdy mamy wierzchowca dostępny jest szósty czar, który dostajemy od wierzchowca - gdy zrezygnujemy z naszego "konika" czar znika. Oprócz tak podstawowej rzeczy jak "levelowanie" jest dostępnych jeszcze parę ciekawych rzeczy. Wraz z rozwojem cytadeli możemy wykuwać nowe przedmioty, uczyć się nowych zaklęć oraz trenować wierzchowca. Te 3 czynności wykonujemy, a jakże... za pomocą minigierek w postaci kulek, ale w trochę odmiennej formie - rzeczy wykuwamy za pomocą zbierania potrzebnej ilości kowadeł, zaklęcia za pomocą kumulacji wymaganej ilości kulek many i zwojów, a szkolenie "pojazdów" odbywa się na zasadzie walki na czas - z każdym poziomem wierzchowca mamy mniej czasu na ruch. Dostępne jest także kupowanie punktów umiejętności za mamonę, co bardzo się przydaje, szczególnie przed walką z bossami. W grze znalazłem tylko jedną wadę odnośnie tłumaczenia. Gdy wykujemy jakiś przedmiot za pomocą runy Trolli, wtedy nazwa przedmiotu się kiełbasi. Np. Trollowe Pierścień, Trollowe Oświetlacz. Niby nic, a jakże denerwuje. Ktoś się nie przyłożył do tłumaczenia... -
- Mumia 3 - Grobowiec cesarza smoka
- Rob Cohen
- (towar niedostępny)
Patryk Wolski 2009-02-20
Rozczarowałem się :( (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Nowa Mumia nie ma ani odrobinę strasznego charakteru. Nic. Wszysko jak w filmie akcji. Wiem że to nie jest horror, ale w poprzednich częściach można się było w paru momentach przestraszyć. Gdy już wiedziałem, że Mumia mnie nie przestraszy, skupiłem się na fabule. A ta też mnie zawiodła. Syn O'Connelów, Alex, odnalazł w Chinach przejście do legendarnego grobowca wielkiego chińskiego Cesarza. Wydobył naszego 'przyjaciela' spod piachu. Tymczasem jego rodzice zmierzają do Chin w misji oddania narodowi chińskiemu kamień Szangri-la - zapewniający (ponoć) nieśmiertelność. Wszystko toczy się aż za szybko, bo po chwili chińska partyzantka, która pragnie wskrzesić Cesarza, odnajduje O'Connelów i 'przypadkiem' wskrzesza tyrana. Reszta leci już jak z bicza strzelił, starym sposobem - mumia zmierza do miejsca w którym się wskrzesi na dobre, a nasi podróżnicy go gonią. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to wszystko nie działo się zbyt szybko... ledwo się przeciągnąłem a oni już dotarli do celu i jest walka z mumią. Nic nadzwyczajnego. Ot, gość puści kilka fireballi i idzie sobie dalej. Ile można coś takiego oglądać? Miałem wrażenie, jakby tuż przed nakręcaniem filmu ktoś podarł scenariusz i później, po strzępkach, próbowano wszystko odtworzyć. Poza tym nie spodobało mi się przejście z Egiptu do Chin. Jak mumie - to tylko Egipt! A ta nowa mumia? Jaka to mumia... ot, skamieniały gość, jakby kolejny żołnież z terakoty. Flaki z olejem. Parę razy podczas seansu miałem ochotę wyjść z sali z nudów, a kilka razy zacząłem myśleć o czymś zupełnie innym niż film. No i znowu. Wątek miłosny. Jakież to sztampowe. Alex ledwo spotkał Lin, odwieczną strażniczkę mumii, a już się w niej zakochał, że życie chciał za nią poświęcić. Ja już po prostu rzygam takimi motywami. Jedyne co mnie nie zawiodło to humor. Został ten sam, stary dobry Rick nie zmienił swojego poczucia humoru. Tak - postacie w tym filmie to jedna z mocniejszych stron. Super-odważny Rick, który rzuci od niechcenia jakimś sarkazmem, materialista Jonathan i wojowcznicza Eve. Tu tylko boli że zmieniła się aktorka. Osobiście wolałem wcześniejszą panią. Co jeszcze wartego uwagi? Efekty specjalne. Są naprawdę dobre, jest na czym zawiesić oko. Lawiny, ogień, yeti - wszystko dopracowane, aż chciałoby się przewinąć i zobaczyć to jeszcze raz. Podsumowując - nowa Mumia to już nie to samo co stara Mumia. Przeprowadzka do Chin wyszła temu tytułowi na gorsze, choć autorzy z pewnością starali się zrobić to jak najlepiej. Niestety, ale dorobek dwóch poprzednich udanych filmów nie sprawia, że kolejne tytuły muszą być udane. Jeśli autorom chodzi po głowie kolejna mumia, niech się porządnie zastanowią czy warto niszczyć i tak pocharatane już dzieło. -
- Diablo II (Platynowa Kolekcja)
- (towar niedostępny)
Patryk Wolski 2009-02-20
Gra nie do pobicia (4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Diablo II jest jedyną grą, w którą gram nieprzerwanie od 3 lat. Nie da się nią znudzić na dłuższy czas. Gra wszechczasów, dla mnie numer 1 na liście wszystkich gier. -
- Narrenturm
- Andrzej Sapkowski
- cena: 42,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Patryk Wolski 2009-02-19
Niższy pułap (3 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Trylogię husycką otwiera przedstawiony tutaj Narrenturm. Dla Sapkowskiego jest to odskocznia od męczącego go już Wiedźmina - po czystym fantasy autor zdecydował się na fantastykę opartą na motywach historycznych. Jak to wyszło w praniu? Narrenturm zaczyna się dynamicznie - Sapkowski wrzuca nas momentalnie w wir wydarzeń; poznajemy głównego bohatera, Reinmara z Bielawy (lub też zwanego Reynevan de Bielau). Jest to student medycyny z akademii praskiej, który 'po godzinach' macza palce w magii wszelkiej postaci. Poprzez swoje zamiłowania do kobiet wpada w kłopoty, a niejeden rycerz/łotr dybie na jego życie. Słowem - nie ma chłopak łatwo, a my to jeszcze wszystko obserwujemy. I nie powiem, ciekawe są nawet te historie Reinmara z Bielawy, ale niekiedy... są po prostu nudne. Majstersztyk to to nie jest, ale mimo to warto. Bo jeśli nawet same losy Reynevana do ciekawych nie należą, o tyle ogólny zarys fabularny jest dość ciekawy. Rok 1420. Europa jest w trakcie walk z herezją husycką (szerzoną, nie inaczej, przez Jana Husa). Ten pan oczywiście, tak jak i w historii, spłonął na stosie, co rozwścieczyło wszystkich husytów. I tak Europa pogrążyła się w wojnie religijnej, wojnie którą kościół przegrywał. Kościół więc jak nie mieczem, to grozi inkwizycją, co powoduje że prawie każdy może być posądzony o herezję. Nie trzeba dodawać, że główny bohater musiał się w to oczywiście wplątać, co mimo wszystko jest najciekawszym wątkiem, bo szczerze mówiąc rozterki miłosne są ciekawe może dla gospodyń domowych. Ale ja, jako fan literatury fantasy, szukam tutaj zapierających dech w piersiach bitew, męskich odzywek i hektolitrów krwi! To, co w prozie Sapkowskiego ni krzty się nie zmieniło, to niesamowity humor. Płakałem ze śmiechu podczas szarlejowskich egzorcyzmów, podczas rozmów raubritterów, ogółem - Narrenturm tryska humorem, a w połączeniu z staropolską mową jest idealnym relaksatorem. Oprócz tego mamy do czynienia w utworze ze słynnymi zmianami akcji, które tak zachwycały w Wiedźminie. Sapkowski po trochu odkrywa nam niesamowitych tajemnic i zjawiskowych powiązań, co czyni powieść o wiele bardziej ciekawszą i sprawia, że czytelnik pragnie połykać więcej stron, żeby się w końcu dowiedzieć o co kaman. Pomimo momentami niezbyt porywającej akcji Narrenturm potrafi ucieszyć czytelnika, nawet jeśli nie Reynevanem to innymi osobami pierwszego i drugiego planu, które są naprawdę dobre. Dodać do tego humor i styl Sapkowskiego, i mamy przyjemną lekturę na zimowe wieczory. -
- Stukostrachy
- Stephen King
- (towar niedostępny)
Patryk Wolski 2009-02-18
Stukostrachy dają siłę, odbierają umysł (7 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)
Haven, miasto wymyślone przez Stephena Kinga gdzieś w stanie Maine, przechodzi "przemianę", od kiedy Bobbi Anderson, pisarka westernów, potyka się w lesie o dziwaczny metalowy przedmiot. To wydarzenie wydało wyrok na wszystkich mieszkańców miasta - wraz z postępującymi pracami wykopaliskowymi ludzie tracą swoje człowieczeństwo, popadając w manię budowania niesamowitych urządzeń. King pokazał mi, jak bardzo ludzie mogą zwariować; do tego stopnia, że pal licho życie ludzkie - wykopalisko jest najważniejsze! Historie mieszkańców Haven jest na swój sposób paradoksalnie śmieszne - zamieniają się nie do poznania, uparcie wierząc, że czynią ciągłe postępy. Wszystkiemu przygląda się Jim Gardener, przyjaciel pisarki, który nie reaguje na oddziaływanie znaleziska. A Stukostrachy stukają, stukają do Haven... Całość jest perfekcyjnie napisana, porządnym, twardym językiem. I to mi się w Kingu podoba, że nie przebiera w słowach; jak trza rzucić mięsem to rzuci. Najbardziej mi się jednak w podoba to, że pomimo ogromu wydarzeń umiał to przepięknie połączyć, tworząc naprawdę interesującą historię. I zabijcie mnie, ale nie mogłem znaleźć żadnych minusów tej książki. Zakończenie jest takie, jakiego oczekiwałem - niby wykończone, ale jednak pozostawia szczyptę niedopowiedzenia, co pozwala pofantazjować o dalszych losach bohaterów. Czy zatem Stukostrachy są straszne? Czy książka, jako opowieść science fiction, jest straszna? To, co tytułowe monstra robią z ludzkim umysłem jest przerażające. Przerażające tym bardziej, że czytając "jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" Stephen King wspomniał, że pisząc "Stukostrachy" chciał ukazać zgubny wpływ kokainy na człowieka. I cholera, ukazał. -
- Szkieletowa załoga
- Stephen King
- (towar niedostępny)
Patryk Wolski 2009-02-10
Zbiór genialny (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jesteś sam w domu. Za oknem nic - tylko ciemność. Zegar wskazuje 2 godzinę po północy. Leżysz w łóżku pod kołdrą, żarówka sypie na ciebie przyćmionym światłem. A w dłoniach trzymasz 'Szkieletową załogę' i twierdzisz, że nie pójdziesz spać, dopóki nie skończysz jednego opowiadania. Tak - tak się czyta ten tytuł. Niejednokrotnie miałem dreszcze. Niejednokrotnie sprawdzałem, czy kogoś może jednak jest w domu. Panika, jaką tworzy Stephen King, jest nie do opisania. Boisz się, ale wciągająca fabuła nie pozwala ci się oderwać od utworu. 'Szkieletowa załoga' jest zbiorem opowiadań wybitnego Stephena Kinga. Tytuł ten składa się z 22 opowiadań o różnej długości. Niektóre mają dosłownie kilka stron, inne są dłuższe (najdłuższa jest Mgła, bodaj 150 stron). Większość jest dla mnie niesamowitymi perełkami - King tutaj zabłysnął niesamowitymi pomysłami, które się filozofom nie śniły. Nie wiem skąd on je bierze, ale jak się je czyta, to mimowolnie na twarzy pojawia się uśmiech, a w duszy sobie myślisz jak bardzo zazdrościsz autorowi pomysłu. Warto przeczytać wszystkie opowiadania - może nie wszystkie są ujmująco fantastyczne, ale nie ma tam żadnej kaszanki, od której po kilku stronach kartkujesz książkę, w poszukiwaniu ciekawszej historii. Mnie najbardziej ujęły opowiadania: Mgła; Małpa; Edytor tekstu; Człowiek, który nie podawał ręki; Nona; Babcia oraz Ballada o celnym strzale. Jedyne, co ciśnie się na usta po lekturze, to MIAZGA. To, co po nietuzinkowych historiach spodobało mi się w opowiadaniach Kinga, to tzw. otwarte zakończenia. Większość opowiadań kończy się niespodziewanie, nagle. Czytelnik nie dowiaduje się, jakie są ostateczne losy głównego bohatera. King poszedł o krok dalej i postanowił uruchomić wyobraźnię czytelnika - TO TY masz wymyślić zakończenie! Może się kończyć happy endem, może się skończyć tragicznie - ale to już Twoja wola! Jak dla mnie - świetny pomysł. Wyjątkami są opowiadania, które są w formie relacji - tzn. któryś z bohaterów opowiada swoją bądź czyjąś historię. Nie może więc być otwartego zakończenia - ale to jest chyba logiczne, nie? Nie mam właściwie żadnych pytań. To, czego się spodziewałem, otrzymałem - a nawet w ilości przewyższającej moje oczekiwania. Jest niepokój, lęk; cały się pocisz, ale nie chcesz przerwać - nie w tym momencie! -
- Nocna zmiana
- Stephen King
- (towar niedostępny)
Patryk Wolski 2009-02-10
Dla mnie od 'Szkieletowej załogi' gorsza... (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
'Nocna zmiana' składa się z 20 mniej lub bardziej mrocznych opowiadań Stephena Kinga. Długo zastanawiałem się, jak podsumować ten zbiór opowiadań. Myślę, że gdybym najpierw przeczytał 'Nocną zmianę', a później 'Szkieletową załogę' byłoby mi o wiele łatwiej. 'Szkieletowa załoga' podniosła poprzeczkę wysoko, każde opowiadanie było na swój sposób dobre. 'Nocna zmiana' niestety nie jest tak dobra. W książce znalazłem 6 naprawdę dobrych opowiadań, wśród których Dola Jeruzalem jest dla mnie 'number one'. Jest to opowiadanie pełne grozy, fantastycznych momentów i zamrażającym krew w żyłach zakończeniu. Niestety, ale w książce są opowiadania, które nie zasługują na zmieszanie z takimi superlatywami. Kilka z nich jest wręcz nudnych, bezsensownych - po prostu nieciekawych. Nie jest ich wiele - po przestudiowaniu spisu treści doszedłem do wniosku, że kaszanek jest 4. Resztę stanowi grupa 10 średnich opowiadań, które się czytało przyjemnie, ale bez zachwytu. Na szczęście Stephen King nie odszedł od schematu, którego najbardziej w nim ukochałem - otwarte zakończenia. Mamy z nimi do czynienia w prawie każdym opowiadaniu, zastosowane w mniej lub bardziej skuteczny sposób. Jest to zaprawdę wielki atut twórczości Stephena Kinga, gdyż potęgują one stworzoną już dawkę grozy. Oprócz tego książka zawiera w sobie 'męskie' atrybuty: przekleństwa, kontrowersyjne zachowania bohaterów - czuć tą męskość w wielu bohaterach, co potęguje realizm świata przedstawionego. Jak mógłbym porównać oba tomy opowiadań? 'Szkieletowa załoga' ma więcej dobrych opowiadań, natomiast 'Nocna zmiana' ma ich mniej, ale są nawet lepsze od tych zawartych w 'Szkieletowej...' Podsumowując: książka jak najbardziej godna polecenia, jednak zalecam przeczytać ją przed 'Szkieletową załogą' - uciekniecie wtedy od smaku niedosytu i zapachu rozczarowania. -
- Gringo wśród dzikich plemion
- Wojciech Cejrowski
- cena: 27,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Patryk Wolski 2009-02-10
Indianie są ekstra (9 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
O Wojciechu Cejrowskim słyszałem wiele opinii. Że cham, że gbur, że jedyny szczery Polak. Ja Pana Cejrowskiego uważam za wspaniałego podróżnika, i na tym się zatrzymajmy. Kiedyś oglądałem program Cejrowskiego w TV, zatytułowany "Boso przez świat". Już wtedy stwierdziłem, że Wojtek Cejrowski to klawy chłop. Jest cholernie zabawny, zna się na rzeczy i, przede wszystkim, nie boi się nikogo - to znaczy mówi co chce, a nie to co inni chcieliby usłyszeć. Zaprawiony w doświadczenie z programu telewizyjnego, zasiadłem do książki. A o czym jest właściwie ta książka? Jest to zbiór wybranych historii z podróży Wojciecha Cejrowskiego do Ameryki Środkowej i Południowej. Mamy spotkania przede wszystkim z Indianami - oni są głównym celem jego podróży. Przy okazji spotkania ze zwierzętami, z wojskiem, z partyzantką... nie chcę nic zdradzać, ale "sie dzieje". Przyznam się szczerze - wciągnąłem się bardziej niż w Harry'ego Pottera! W książce ciągle coś sie dzieje - nie ma miejsca na wielostronicowe opisy przyrody - autor skupia się na głównym wątku swojej opowieści. A jego przygody? Są jedyne w swoim rodzaju. Na prawdę nie chcę nic zdradzić, chociaż się ledwo powstrzymuję. Są to przygody z cyklu "jak to możliwe? czemu on jeszcze żyje". Tylu ludziom i zwierzętom się narażał, że aż dziw że do dzisiaj chodzi, ba, dalej podróżuje, i chyba możemy się spodziewać kolejnych książek. Tylko zaraz, zaraz.... ale jaką mamy pewność, że to wszystko stało się naprawdę? Spodziewam się że wiele osób, szczególnie nie znających z telewizji Cejrowskiego, będzie wątpiło w autentyczność niektórych historii. No bo jak na przykład uwierzyć w to, że nasz podróżnik wiechał do Hondurasu za pomocą książeczki ubezpieczeniowej zamiast paszportu?! A no, idzie uwierzyć. Bo pan Cejrowski nigdy nie kłamie. Chyba że jest w dżungli, schwytany i jedynie dobra wymówka ratuje mu życie. Znaki szczególnie książki? Piękne zdjęcia. Są to wybrane fotografie, a jakby mogło być inaczej, Wojciecha Cejrowskiego. Aż miło się na nie patrzy (Chociaż zdjęcia z zupą z małpy trochę mną rzuciły). A co oprócz zdjęć?... Czy mieliście w zwyczaju czytać przypisy? Nie? No to lepiej zacznijcie. Bo w tej książce to istny smaczek. Przypisy to nic innego jak docinki autora, tłumacza, a czasami sprzeczki tłumacza z autorem! Przezabawne lub wyjaśniające sedno sprawy. -
- Rio Anaconda - wydanie II - poprawione
- Wojciech Cejrowski
- cena: 40,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Patryk Wolski 2009-02-10
Ideał jest tylko jeden (11 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Niesamowita. Cudowna. Boska. Niewiarygodna. Wciągająca. Jedyna w swoim rodzaju. Jakich określeń bym nie użył, fakt jest jeden - ta książka to spełnienie wszystkich marzeń czytelnika. "Gringo..." mnie uświadomił w jednym - Cejrowski umie nie tylko robić programy telewizyjne, ale i pisać. Z poprzedniej recenzji możecie się dowiedzieć, że pierwsza książka została ubrana bardziej w wątki polityczne i społeczne, niewiele tam było o Indianach. Było, ale niewiele. Uwierzcie mi - "Rio Anaconda" to wszystko rekompensuje. Choć początki budziły wiele znaków zapytania. Pierwszych 100 stron to właściwie opis dążenia do Dzikich, do wymierającego już plemienia Carapana. Nie mogę powiedzieć że te wątki w mieście Mitu są nudne. Są świetne, humorystyczne już same z siebie, a Cejrowski do tego dorzuca swój humor, co tworzy wybuch śmiechu u czytelnika. Miło takie rzeczy się czyta, ale JA CHCĘ INDIAN! No i dostałem co chciałem. A nawet więcej niż chciałem! Reszta stron poszła gładko. To, co się dzieje w dżungli przechodzi ludzkie pojęcie. W niektóre sprawy aż ciężko uwierzyć, ale ja w to wierzę. Powiem inaczej - wiem, że to co Cejrowski opisuje ze swoich podróży jest prawdą. Człowiek który zaciekle walczył z komunizmem ot tak nie zacznie zmyślać. Takie rzeczy zresztą ciężko wymyślić, bo zawsze wśród lawiny znajdzie się mały kamyczek, który będzie leciał w inną stronę. Słowem - to wszystko co Autor opisuje, tworzy zbyt logiczną całość (choć słowo "logiczną" po lekturze tej ksiązki może wydać się nieadekwatne). Gdyby Autor zmyślał, wpadłby na jakimś małym babolu, na tym małym kamyczku, który leci nie tam gdzie trzeba. Dalej nie wiecie o co w tym wszystkim chodzi? Że niby powiedz dokładniej o czym to jest? Już się robi. "Rio Anaconda" to pamiętnik spotkań Wojciecha Cejrowskiego z dwoma szamanami plemienia Carapana - jeden z nich, Angelino, jest właściwie pół-szamanem, uczniem który nie zakończył szkolenia. Drugi zaś, który kazał nazywać siebie Czarownikiem, jest NAPRAWDĘ czarownikiem. I w książce czytamy o czarach które robi; ale pamiętajcie, to nie są jakieś czary w stylu Harry'ego Pottera. To są czary bardziej niezwykłe. Niesamowite. Czytając moment, w którym Czarownik... zrobił to co zrobił, myślałem że padnę. Oniemiałem. Ale o tym Wam nie opowiem - musicie się o tym przekonać na własne oczy. W "Gringo..." znalazłem tylko jeden minus - była za krótka. A "Anaconda"... jest wystarczająco gruba, żeby się zaczytać. Do naszych rąk idzie 450-stronicowa książka w twardej oprawie, z pięknymi zdjęciami Autora, wydana w pięknym stylu. Już dziś wiemy, że Cejrowski nie siedzi na laurach i chełpi się swoimi dziełami. W opracowaniu jest bowiem jego trzecia książka pt.: "Gringo na końcu Orinoko". Nie mogę się doczekać na premierę. Liczę na kontynuację spotkań z plemieniem Carapana, bo z tego co dało się wyczytać, Cejrowski był tam nie raz. Ale nawet jeśli "Gringo na końcu Orinoko" będzie nowy, to nie będę smutny. Oby był tak samo dobry jak "Rio Anaconda"... -
- Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika
- Stephen King
- (towar niedostępny)
Patryk Wolski 2009-02-06
Motywująca lektura. (4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ciężko klasyfikować biografię Kinga z innymi jego utworami, właśnie dlatego, że jest... inna. W połowie pamiętnik, w połowie poradnik Jak pisać... pretenduje do jednej z najlepszych książek Kinga - chociażby w mojej osobistej biblioteczce. Pierwsza część, jak już wspomniałem, jest swoistym pamiętnikiem Stephena Kinga; autor opisuje w nim swoje najważniejsze przeżycia, z którymi większość wiążą się z późniejszą karierą pisarską. Początki to jednak krótkie anegdotki z dziecięcych czasów Kinga, z których możemy się momentami naprawdę pośmiać, a autor udowadnia że sam nie urodził się geniuszem - był taki jak każdy normalny dzieciak. King każdy etap swojego rozwoju zarówno fizycznego jak i metafizycznego okrasza obszernym komentarzem, zmierzając do jednego punktu - moment, w którym Stephen King zostaje pisarzem. Druga część jest poradnikiem dla początkujących jak i zaawansowanych pisarzy. Przed lekturą naprawdę nie spodziewałem się, że ta część może być tak dobra. King wymienia według niego najważniejsze podstawy dobrego pisarstwa. Oprócz tego do każdego z tych 'filarów' Stephen podaje czasami i po kilka przykładów z literatury lub z własnych druków dobre albo złe stosowanie się do zasad. Uważam, że nie można było tego lepiej wytłumaczyć. King wyłożył wszystko jak na tacy, teraz wystarczy tylko po to sięgnąć i pochłonąć. Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika jest idealną lekturą zarówno dla fana Stephena Kinga, jak i dla każdego, kto chce się zająć pisarstwem. A polecam, bo naprawdę warto.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













