Vintage
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 1
-
- Pan I Pani
- Ania Wyszkoni
- (towar niedostępny)
Vintage 2009-07-01
O (6 z 14 uznało tę recenzję za pomocną.)
Zastanawiałam się ostatnio, jak to jest z debiutowaniem. Czy debiutem jest pierwszy krok na scenie, bo występ na żywo jest testem? Czy może pierwsza płyta? A może pierwszy dźwięk nagrany w studio? A co z osobą, która przez x lat robiła to wszystko, a jednak prezentuje coś zupełnie odmiennego, oddzielnego, świeżego? Czy można to uznać za debiut? Ta płyta w moim przekonaniu dowodzi, że tak. Odważnie określana, jako "naprawdę moja" staje się wizytówką osoby, która ugruntowała już swoją pozycję w muzycznym środowisku w kraju, początkowo jako "Ta od Agnieszki", a potem "Ta, która daje czadu na koncertach i jest solidną wokalistką". Jeżeli szukasz albumu z muzyką niszową, alternatywną albo na przykład z lekką dozą szatana to jest to zły adres. Ania ma do zaoferowania płytę z muzyką, która ma trafić do wielu odbiorców, która ma w założeniu przyciągnąć czymś więcej jednak, niż trzema na krzyż akordami, darciem strun głosowych i lataniem po scenie. Podejmując temat instrumentarium mogę zaproponować przesłuchanie płyty na dobrym sprzęcie i wytężenie słuchu. Dla mnie wyznacznikiem możliwego poziomu twórczości solowej Ani są takie utwory, jak "Przyjdzie wiosna znów, "O tylu rzeczach", "Piosenka z plakatu", czy " Wiem, że jesteś tam". Dostając sporą dawkę zabawy instrumentami odnosi się wrażenie, że płyta jest optymistyczna. Mimo (momentami) dość negatywnego zabarwienia tekstów. Zwróciłabym uwagę na "chórki". W każdej piosence (nawet w tych słabszych utworach) nadrabiają w słuchalności, wypełniają przestrzeń, dobrze komponują się z wokalem. I cieszy mnie niezmiernie ten wokal. Nie męczy jak u niektórych polskich wokalistek. Dodam też, że należy cenić te nagrania, a może raczej wokalistkę, za dykcję. Każde "sz", "cz", "drz" jest słyszalne. Szacun. Uczepiłabym się rzeczywiście tekstów. Są świetne w niektórych przypadkach, ale parę kuleje (autorze "Graj chłopaku graj" - nie zabijaj). Wpadając w klimat płyty można oczekiwać czegoś więcej ("Z ciszą pośród czterech ścian"). Zaskoczenia nie budzi "Po to jesteś tu" z wiadomych powodów. We wspomnianych, moich osobistych, perełkach działa wszystko. Być może (no dobra... na pewno) nie jestem do końca obiektywna z racji faktu, że mocno trzymam kciuki za poczynania Ani, być może z uwagi na fakt, że bardzo lubię takie klimaty, może dlatego, że nie zostałam zaskoczona. W każdym razie gratuluję debiutu, który stawia Anię w innym świetle i otwiera nowy rachunek. Taki, na którym zapisała się też ostatnia lekka zmiana image'u. Patrząc na to wszystko na tyle z boku, na ile pozwala mi moje trzymanie kciuków cieszę się, że pojawił się taki krążek i taka propozycja dla słuchaczy. I to nie tylko tych, którzy noszą pampersy. Podkreśliłabym jeszcze wydanie płyty. Bardzo ładna okładka, pomysł na środek. Przyciąga wzrok i oddaje charakter. Dobrze,że się trafił taki debiut na polskim rynku muzycznym. Taki, który wypełnia braki pozostawione przez parę artystek, które w ostatnim czasie wydały cokolwiek nadającego się do słuchania (kondycja polskiej muzyki popularnej w moim przekonaniu jest jak forma wątroby niektórych fanów Łez), którego nie da się porównać z wcześniejszymi dokonaniami w roli wokalistki Łez. Na sam koniec serdecznie przepraszam za bełkot, ale pisząc słaniam się na nogach i umieram z powodu anginus pospolitus classicus.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





