Be El

Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 238
-
- Pan Brumm idzie się kąpać
- Daniel Napp
- cena: 19,54 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Be El 2011-09-12
Ach, ten nierozgarnięty MIŚ (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ta książka spodobała się moim dzieciom z kilku powodów: - po pierwsze – właśnie teraz jesienią jest miłym wspomnieniem słonecznych (niestety w naszych okolicach niewielu) dni, naszych wypraw nad pobliskie jeziora i baraszkowania w wodzie; - po drugie – tematyka jest nam znana. Właściwie Pan Brumm w tym przebraniu nurka bardzo przypomina mi moje dzieci, które potrafią ni stąd ni zowąd zniknąć na kilka minut w garderobie, by pojawić się w kąpielówkach, okularkach i płetwach (taty!) – pora roku obojętna – lubią pływać, lubią wodę – w związku z tym, że zimą jesienią i wiosną jej brakuje, nic nie przeszkadza w tym, by rzucać się w (niewidoczne) fale naszej zimnej (brrrrrrrr) podłogi. Ale w końcu od czego są takie książki (a ta inspiruje, że ho ho) i … wyobraźnia. - po trzecie – ta część jest wyjątkowo śmieszna. Jak zwykle Pan Brumm działa według ustalonego porządku – w poniedziałki kąpie się ze swoim przyjacielem Kaszalotem. I jak zwykle popełnia jakąś gafę, mimo że miało być zupełnie inaczej. Co zrobi tym razem niesforny misiek i kim jest tajemniczy Wkurzacz, który czyha na dnie jeziora? Pan Brumm idzie się kapać to dalsza część serii o misiu uwielbiającym rytuały – w sobotę wieczór telewizyjny, w niedzielę kosztowanie miodu. Świetna kreska znanego za Odrą rysownika – Daniela Nappa i duża doza humoru – do tego niezła porcja emocji – w ilości odpowiedniej dla trzyletniego czytelnika. Trzyma w napięciu tak, że maluchy zaczynają obgryzać paznokcie – kończy się, jak to zwykle w przypadku Brumma, gromkim śmiechem i happyendem. Każdą część można czytać oddzielenie, o każdej porze dnia i nocy - od wyboru do koloru. Na końcu zawsze pojawia się kolejne pytanie. Ciekawe co potem? Co robi Pan Brumm zawsze we wtorki? Na odpowiedź musimy jednak jeszcze troszkę poczekać. -
- Naucz mnie samodzielności
- Maja Pitamic
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Be El 2011-09-12
Naprawdę warto!
Książkę połknęłam wczoraj wieczorem. Mój mąż śmiał się nawet, że ja to ostatnio myślę tylko o Montessori, a on marzy o zwykłej … lasagne (powiedział specjalnie tak długo: lazaniiiiiiiiii). Ale żarty na bok. Od dłuższego czasu podglądam mamy, które na swoich blogach podpowiadają, co można robić z dziećmi metodą Montessori. Tylko, że ja muszę się przyznać do pewnej rzeczy – najgorzej chyba jest zacząć. Nowa rzecz budzi też często respekt. Tymczasem książka Mai Pitamic oswaja metodę Montessori. W Internecie znalazłam opinię, według której wszystkie ćwiczenia opracowane przez Montessori można z dziećmi robić tylko po specjalnym przeszkoleniu, odpowiednich kursach. Nagle okazuje się jednak, że nie taki znów ten wilk straszny – a do tego jeszcze fascynujący. Choć fascynujący był faktycznie jeszcze przed lekturą tej książki. To podręcznik, który pokazuje na blisko 170 stronach mnóstwo ćwiczeń, które można z dziećmi przeprowadzić w domu. Co mi się spodobało – z uwzględnieniem dzieci leworęcznych. Wiele z opisanych działań to czynności dnia codziennego, które dzieci sami uczyliśmy – bo tego wymaga rzeczywistość, bo tak nam nakazywał rodzicielski instynkt – mycie rąk, zębów, czesanie włosów, składanie ubrań, zapinanie koszuli, butów. Książka inspiruje do kolejnych wyzwań – bo dlaczego maluch nie ma sobie sam wypastować butów? Znając moje dzieci wypastują również nam – i to od razu na wszystkie pory roku. Maja Pitamic sama jest nauczycielką pracującą według metody Montessorii. Swoją książkę podzieliła na 5 rozdziałów: umiejętności życiowe, rozwój zmysłów, rozwój językowy, umiejętność liczenia, umiejętności naukowe i przyrodnicze. Wszystko opisane krok po kroku, w zrozumiały sposób. Co rusz ważna wskazówka dla rodziców – dlaczego właśnie ma być tak a nie inaczej. Na przykład wykonywanie pewnych działań od lewej strony do prawej (np. przelewanie, przesypywanie) przygotowuje dziecko do pisania. Bardzo podobała mi się część, w której są opisane ćwiczenia przygotowujące do nauki czytania i pisania oraz liczenia. Chyba najciekawszą częścią są arkusze z szablonami. Na ich przykładzie można się przekonać, że wystarczy tak niewiele, by samemu przygotować pomoce do nauki i zabawy. Świetne (i jakże proste) są paski do działań matematycznych. Niezorientowanym zdradzę, że gotowe materiały do nauki według tej metody są strasznie drogie - na blogach i w książce znajdziecie inspirację. Książka na pewno nie wyczerpuje tematu. Jest jednak takim małym światełkiem w tunelu dla rodziców, którzy chcieliby zacząć coś nowego z dziećmi. Mnie podoba się mieszanie pewnych rzeczy, które fascynują dzieci. Bo dlaczego rezygnować z baśni, bajek? W tej metodzie dużą uwagę przywiązuje się do książek popularno – naukowych, mniejszą właśnie do wspominanych już gatunków. Moje dzieci łakną i tego i tego. Dlaczego nie, prawda? Książka przeczytana – a teraz do pracy. I ta część jest chyba najprzyjemniejsza. -
- Baśniobór
- Brandon Mull
- cena: 38,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Be El 2011-08-25
Z baśni się nie wyrasta
Brandon Mull zabrał nas w podróż do bajkowego świata, w którym pełno magicznych istot, które...istnieją naprawdę. Dziś, w świecie współczesnym. I to w na pozór najzwyklejszym lesie. Wystarczy tylko wypić mleko, by nagle zobaczyć coś więcej – te wszystkie magiczne istoty, od których w książce aż się roi. Nakreślone tak, jakby były obok nas, na wyciągnięcie ręki, baśniowe a jednocześnie bardzo realne. Trzeba uważać tylko, by satyr nie wystrychnął nas na dudka, albo wróżka nie uszczypnęła w nos – bo ponoć są złośliwe i … próżne. Ale od początku… Kendra i Seth właśnie stracili ukochanych dziadków – rodziców mamy. W testamencie dokonali dość osobliwego zapisu, by wszystkie ich dzieci, a więc również rodzice wspomnianego wyżej rodzeństwa udali się w rejs statkiem – ale… bez dzieci. Rodzeństwo skazane jest zatem na przymusowe wakacje u rodziców ojca, dziadków im obcych i zupełnie nieznanych. Las jak las – ale wokół dzieją się dziwne rzeczy. Pomocnik dziadka wszędzie rozstawia miseczki z mlekiem, dziadek jest dziwnie srogi i tajemniczy, babcia gdzieś zniknęła i nikt ani nie chce ani nie potrafi wyjaśnić gdzie się w chwili obecnej znajduje. W dodatku co chwila dzieci słyszą tylko – tego nie wolno, to trzeba – same zakazy i nakazy, setki przestróg, których nie sposób zapamiętać. Najważniejsza z nich – zakaz wstępu do lasu. Pewnie domyślacie się, że brat i siostra ani myślą brać sobie tych wszystkich rad do serca. W przeciwnym razie nie byłoby tej książki. A tak dzieje się dużo, bowiem każdy rozdział odkrywa kolejną tajemnicę, a dziadek okazuje się całkiem przyjaznym facetem. Noc hulanek zmienia jednak wszystko – rodzeństwo będzie musiało ponieść konsekwencje swojego zachowania i zdać egzamin z odpowiedzialności i dojrzałości. Czy im się uda? Piszę rodzeństwo – jednak brat i siostra znacznie się od siebie różnią. Pomiędzy bratem a siostrą są znaczne różnice charakteru. Chłopak rozrabia więcej. Mówi TAK – choć z góry wie, że zrobi całkiem odwrotnie. Kendra to ułożona nastolatka i dla świętego spokoju chce spełnić prośby dziadka, choć zżera ją ciekawość. Działa w myśl zasady – nie chcę, ale muszę, bowiem widząc zachowanie brata idzie za nim w ogień – by zminimalizować szkody. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Ciekawy pomysł, przy czym BM prochu nie odkrył. Wiadomo, że jak działa duet, to najlepiej ukazać go na zasadzie kontrastu. I pomyślałby kto, że można napisać książkę o wróżkach, skrzatach i gnomach dla nastolatków +. Że to niby dla dzieci? Nic bardziej mylnego. Książka, przy której również dorośli będą się dobrze bawić. Z pewnych rzeczy się nie wyrasta. Na koniec dobra wiadomość dla tych, którym książka się podoba – w planach – kolejne części. -
- Baśniobór
- Brandon Mull
- cena: 28,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Be El 2011-08-04
Z pewnych rzeczy się nie wyrasta (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Brandon Mull zabrał nas w podróż do bajkowego świata, w którym pełno magicznych istot, które... istnieją naprawdę. Dziś, w świecie współczesnym. I to w na pozór najzwyklejszym lesie. Wystarczy tylko wypić mleko, by nagle zobaczyć coś więcej – te wszystkie magiczne istoty, od których w książce aż się roi. Nakreślone tak, jakby były obok nas, na wyciągnięcie ręki, baśniowe a jednocześnie bardzo realne. Trzeba uważać tylko, by satyr nie wystrychnął nas na dudka, albo wróżka nie uszczypnęła w nos – bo ponoć są złośliwe i … próżne. Ale od początku… Kendra i Seth właśnie stracili ukochanych dziadków – rodziców mamy. W testamencie dokonali dość osobliwego zapisu, by wszystkie ich dzieci, a więc również rodzice wspomnianego wyżej rodzeństwa udali się w rejs statkiem – ale… bez dzieci. Rodzeństwo skazane jest zatem na przymusowe wakacje u rodziców ojca, dziadków im obcych i zupełnie nieznanych. Las jak las – ale wokół dzieją się dziwne rzeczy. Pomocnik dziadka wszędzie rozstawia miseczki z mlekiem, dziadek jest dziwnie srogi i tajemniczy, babcia gdzieś zniknęła i nikt ani nie chce ani nie potrafi wyjaśnić gdzie się w chwili obecnej znajduje. W dodatku co chwila dzieci słyszą tylko – tego nie wolno, to trzeba – same zakazy i nakazy, setki przestróg, których nie sposób zapamiętać. Najważniejsza z nich – zakaz wstępu do lasu. Pewnie domyślacie się, że brat i siostra ani myślą brać sobie tych wszystkich rad do serca. W przeciwnym razie nie byłoby tej książki. A tak dzieje się dużo, bowiem każdy rozdział odkrywa kolejną tajemnicę, a dziadek okazuje się całkiem przyjaznym facetem. Noc hulanek zmienia jednak wszystko – rodzeństwo będzie musiało ponieść konsekwencje swojego zachowania i zdać egzamin z odpowiedzialności i dojrzałości. Czy im się uda? Piszę rodzeństwo – jednak brat i siostra znacznie się od siebie różnią. Pomiędzy bratem a siostrą są znaczne różnice charakteru. Chłopak rozrabia więcej. Mówi TAK – choć z góry wie, że zrobi całkiem odwrotnie. Kendra to ułożona nastolatka i dla świętego spokoju chce spełnić prośby dziadka, choć zżera ją ciekawość. Działa w myśl zasady – nie chcę, ale muszę, bowiem widząc zachowanie brata idzie za nim w ogień – by zminimalizować szkody. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Ciekawy pomysł, przy czym BM prochu nie odkrył. Wiadomo, że jak działa duet, to najlepiej ukazać go na zasadzie kontrastu. I pomyślałby kto, że można napisać książkę o wróżkach, skrzatach i gnomach dla nastolatków +. Że to niby dla dzieci? Nic bardziej mylnego. Książka, przy której również dorośli będą się dobrze bawić. Z pewnych rzeczy się nie wyrasta. Na koniec dobra wiadomość dla tych, którym książka się podoba – w planach – kolejne części. -
- Polowanie na lisa
- Sven Nordqvist
- cena: 19,54 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Be El 2011-06-16
Poszanowanie przyrody i dobra zabawa (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Mimo, że na temat Fidndusa i jego pana Pettsona, możemy tylko achać i ochać – Polowanie na lisa, to jest naprawdę to. Przysłowiowa wisienka w czekoladzie na marcepanowym torcie. Przypomnę niewtajemniczonym: staruszek Pettson mieszka na szwedzkiej wsi spokojnej i wesołej i ma kota. W dosłownym tego słowa znaczeniu – choć kota na punkcie kota też ma. Kot Findus – jest przesympatycznym zwierzakiem, z kocim charakterkiem – czyli czasem pokazuje pazurki. Do tego ma cięty język, bywa bezczelny, obrażalski, potrafi odpłacić pięknym za nadobne. Ot, taka kocia natura w pigułce. Seria o tej dwójce przyjaciół liczy sobie kilka części – przy czym każda z nich to odrębna przygoda, nie kontynuacja, tak więc czyta się świetnie bez żadnych zobowiązań, że trzeba poznać coś przed czy po. Tym razem staruszka i jego zwierzaka odwiedził sąsiad Gustavsson – z flintą przewieszoną przez ramię. Ostrzegł ich, że po okolicy grasuje lis, w nocy wyniósł mu kurę i że on, jeśli tylko go spotka, zamierza go zastrzelić. Pettsonowi i Findusowi żal lisa. Obaj są przeciwnikami rozwiązania siłowego. Szukają sposobu, by tak przestraszyć lisa, aby mu się odechciało kur raz na zawsze. Czy im się uda? Zakończenie jest zaskakujące, nie zdradzę, by nie popsuć zabawy. Ta książka pełna jest humoru. Przysłowiową kropką nad i są ilustracje autora. Cudnie pokazują klimat tej opowieści. Najpierw przygotowania do przestraszenia lisa, cała krzątanina, snucie planów, szykowanie wielkiego wystąpienia Findusa w roli…. – nie zdradzę, choć przyznaję, muszę ugryźć się w język. Potem wielkie buuuum – które dzięki mnogości szczegółów, dbałości o szczegóły – wręcz słyszy się patrząc na ilustracje mistrza. A potem - spokój, refleksja, podsumowanie. I ten spokój – już w zaciszu Pettsonowej kuchni też udziela się czytelnikowi. To co mnie urzekło w tej książce – to poszanowanie istot żywych, przyrody, które nieodłącznie kojarzę ze Szwecją. Dla dzieci to naprawdę wspaniała lekcja. -
- Uszy do góry
- Irena Landau
- cena: 15,72 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Be El 2011-06-16
Dobra książka o niepełnosprawności (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Na okładce dziewczynka na wózku inwalidzkim, która zdobyła szczyt wielkiej góry. I wielka radość wypisana na jej twarzy. To Majka. Właśnie pokonuje mniejsze i większe przeszkody dnia codziennego. Jeszcze niedawno nie zwracała uwagi na brak podjazdów do wózków inwalidzkich przy sklepach, w kinach, urzędach, szkołach, budynkach mieszkalnych, na brak wind, na zbyt wąskie drzwi, wysokie krawężniki. Każde trudne ćwiczenie, zejście z wózka na łóżko, toaletę - to jej prywatne zwycięstwo. To jej kolejny Mont Everest. Dziewczynka skończyła 11 lat, gdy zdarzył się fatalny wypadek. Pędzący samochód, ułamek sekundy, chwila nieostrożności zmieniły wszystko w jej życiu. Mimo wielu operacji, Majka resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim. Smutek, łzy, ale Majka nie poddaje się. Denerwuje ją, gdy inni trzęsą się nad nią jak nad maleńkim kurczakiem – Majka to, Majka tamto. Już woli docinki brata – Artura, który mówi co myśli, nie gra kogoś innego i wypadek siostry niczego w jego zachowaniu nie zmienił. Chłopak instynktownie zachowuje się jak dawniej sprzed wypadku – za co dziewczynka jest mu baaardzo wdzięczna, choć nie zawsze o tym wspomina. Książka dotyka problem niepełnosprawności – w domu, w szkole, wśród znajomych. Pokazuje, jak zachowujemy się względem takich osób, które chcą być traktowane bez żadnych społecznych „promocji” w postaci nachalnego udzielania pomocy, rozczulania się, współczucia, litości. Autorka zwraca uwagę na to, że niepełnosprawność to element naszej codzienności i jak niesprawiedliwe są podziały my i oni. W pamięci zapadła mi taka oto refleksja Majki: Łatwo im (rodzicom) mówić, że mam być dzielna, że łzy nic nie pomogą. To niech nie płaczą. Ja im przecież nie każę. Pokazują, że często niepełnosprawność jest bardziej problemem ludzi sprawnych, zdrowych, którzy nie potrafią jej zaakceptować, pogodzić się z nią. Książka w doskonały sposób zwraca uwagę na to, jak ludzie dotknięci kalectwem chcą odnaleźć miejsce w społeczeństwie. Bardzo mądra i ważna lektura, nie pozbawiona też humoru i optymizmu, nawet wątku sensacyjnego z … duchem dziadka. Majka ma wspaniałe marzenia – w przyszłości chce się dalej uczyć, zostać kimś, zakochać się i nauczyć się japońskiego. A jak ktoś bardzo chce – to się to zawsze spełnia. Tego uczy ta książka. -
- Wyspa na ulicy Ptasiej
- Uri Orlev
- cena: 24 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Be El 2011-06-16
Książka, której się nie zapomina
Jest rok 1943. Jedenastoletni Alek mieszka wraz ze swoim ojcem w warszawskim getcie. Matka pewnego dnia nie wróciła do domu – tak po prostu. Poszła do przyjaciółki i ślad po niej zaginął. Takie były czasy. Wszędzie panują terror, strach, głód, śmierć. Podczas deportacji Żydów do obozu koncentracyjnego Alkowi udaje się uciec i schronić w ruinach domu. Krótko przed ucieczką chłopiec obiecuje ojcu, że będzie czekał na niego w zniszczonym domu. Jego nowa kryjówka, to właśnie tytułowa wyspa na ulicy Ptasiej. To analogia do wyspy, na której wylądował Robinson Kruzoe – do której nawiązuje sam Autor w słowie wstępnym. To też symbol wielu podobnych miejsc, jakie mogły istnieć w czasie II wojny światowej, a które służyły Żydom za kryjówkę. Dookoła panują burze, sztormy, huragany jak na prawdziwym morzu - prześladowania i deportacje Żydów, powstanie w getcie, wojna. A na tej maleńkiej wyspie chłopiec, któremu wojna odebrała dzieciństwo, walczy przez kilka miesięcy o przeżycie. Sił dodaje przyjaciółka – mała biała mysz. I choć wiele momentów opisanych w tej książce zakrawa o nieprawdopodobne, niewyobrażalne, ponoć właśnie wiele z nich dotyka samą osobę autora, odnosi się do jego osobistych przeżyć. Autor rocznik 1931 był w 1943 mniej więcej w wieku Alka i też przeszedł przez piekło Getta. Zresztą ślady z życiorysu autora można ponoć znaleźć w innych książkach, które poruszają temat wojny. Ukazały się na całym świecie, są nagradzane i wyróżniane. W Polce – niestety są dostępne tylko dwa tytuły – Wyspa i dla najmłodszych Babcia robi na drutach z ilustracjami Marty Ignerskiej.Przekładu Wyspy podjął się Ludwik Jerzy Kern – mistrz słowa. Od razu wyczuwa się to w tej książce – bo czyta się doskonale. Lektura pozbawiona jest opisu brutalnych scen, jakie na co dzień miały miejsce za murami getta. Autor skupia się na wewnętrznych przemyśleniach chłopca skrytego w ruinach – wyczuwa się jego strach o dzień kolejny. Czy złoży głowę do snu, czy go ktoś odkryje, zabije, wywiezie, czy będzie miał co jeść? Wyspa na ulicy Ptasiej nie jest miejscem zapomnianym przez Boga. Alek spotyka różnych ludzi o dobrym sercu, którzy jeśli tylko mogą, starają się mu pomóc. W tym czasie, kiedy niebo zasłoniły ciemne ciężkie chmury, od czasu do czasu pojawiało się słońce, które dawało nadzieję i wzmacniało chłopca podczas oczekiwań na powrót ojca. Książka może w znakomity sposób przybliżyć młodym czytelnikom temat Holocaustu i II wojny światowej. -
- Po rozum do głowy
- Wojciech Witkowski
- cena: 18,74 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Be El 2011-06-16
Śmiesznie z morałem
Wojciech Witkowski to w naszym domu przede wszystkim autor książek o Piracie Rabarbarze. Są fantastyczne tak a propos. Tymczasem Witkowski popełnił kolejną książkę, w której skrzy się również od humoru, a to za sprawą dwóch przemiłych istot – koziego dziecka Anime i owczego - Anibe. Gdy nadeszła odpowiednia pora, dwie pańcie zostały wysłane przez swe mamy do szkoły – ale interesowało je wszystko tylko nie nauka. Zdenerwowany pan nauczyciel odesłał je do domu z informacją, że mogą wrócić, gdy nabiorą rozumu. I tu zaczyna się przygoda, taki króciutki Bildungsroman w wersji mini, bowiem panienki nie zamierzają przyznawać się do szkolnej porażki i chcą jak najszybciej dowiedzieć się, gdzie niby mają szukać tego, no jak mu tam…. rozumu. Książka Witkowskiego to zabawna historia z morałem dla najmłodszych – rozumu nie trzeba szukać daleko. Jest przecież we własnej głowie. W dodatku każdy cały czas się czegoś uczy, nabywa doświadczeń – co nie jest ani łatwe, ani przyjemne. A życie niesie z sobą też różne niebezpieczeństwa. Dwa zwierzątka w czasie swoich poszukiwań przeżywają niemałą metamorfozę – i już wiedzą, po co przychodzą do szkoły. Dobra lektura dla pierwszaków, które mają podobne dylematy, co książkowe dzieci. Z niej również dowiedzą się, że nauczyciele też kiedyś byli dziećmi, i że czasem również trudno im było wysiedzieć w ławce. -
- Koniec świata w obrazkach
- Robert Goolrick
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Be El 2011-06-12
Wzruszająca, ale nie dla wszystkich
To książka o życiu bez dzieciństwa. Wpisanym wprawdzie w metrykę teraz dojrzałego mężczyzny, jednak bolesne wydarzenie sprzed lat zmieniło wszystko. Wieczne poszukiwanie czegoś, czego nawet nie można bliżej sprecyzować, czegoś ulotnego, obcego, co się kiedyś miało, ale jednak utraciło. Smak czegoś, co się zaledwie skosztowało. Tylko co to było? Szukanie wewnętrznego głosu, jakiegoś drogowskazu, który by pokazał tę właściwą drogę. Bo potem już nigdy nic nie było takie jak przedtem, a nawet jeśli pojawiło się coś nowego – ciekawego – to ta radość była stłumiona przez straszny ból, wstyd, złość, upokorzenie, wielką nienawiść, chęć zemsty, zrozumienia, współczucia dla oprawcy. Znajdowało to odbicie w chłopięcej buzi - bo wszyscy zawsze mówili o nim, że chodzi ciągle jakiś smutny, zamyślony, zamknięty w sobie. Tygiel emocjonalny, po którym trudno dojść do siebie przez kilka dni. Nie potrafię opisać tego wszystkiego, co wyraził Goolrick w swojej kolejnej książce Koniec świata w obrazkach. Zaczyna się śmiercią ojca, któremu pisarz postanawia wyprawić pogrzeb w przydomowym ogrodzie. Potem następują kolejne rozdziały, którym brak ciągłości. Obrazki. Prywatny koniec świata. Są jak sceny z filmu powiązane osobą bohatera – który nijak nie daje sobie rady z życiem. Kolejne przygodne romanse – z kobietami, mężczyznami, pobyt w zakładzie dla psychicznie chorych, narkotyki, silne leki psychotropowe, alkoholizm, alkoholizm rodziców, choroba brata, problemy siostry, problemy finansowe. Retrospektywne ujęcie życia, cofanie się do różnych etapów, do spotkań z ludźmi, które zdaniem autora były ważne, do szukania przyczyn takiego, a nie innego zachowania. Od wieku dojrzałego do najmłodszych lat. Do dnia, w którym to się stało. Autor z wielką szczerością pisze o swoich życiowych porażkach, nieudanych książkach, kiepskich relacjach z rodziną, długach, samobójczych próbach, w końcu o molestowaniu przez ojca. Czyżby ta książka była dla niego samego swego rodzajem katharsis? My czytelnicy, zaczytani w jego intrygującej Żonie godnej zaufania możemy jedynie współczuć, zaspokoić swoją ciekawość. Dla Autora taka książka to terapia, otworzenie się przed światem, jak spowiedź na kozetce u psychoanalityka. Smutna książka, prawdziwa, bardzo angażująca emocjonalnie – stąd lektura zapewne nie dla każdego. Świetna okładka z niewyraźną sylwetka chłopca schowanego za delikatną firanką. -
- Elizabeth i jej ogród
- Elizabeth von Arnim
- cena: 32,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Be El 2011-06-12
Chcesz być szczęśliwy przez całe życie, załóż ogród
Są momenty w życiu, w których świetnie się odnajduje ta a nie inna książka. Którą akurat doskonale rozumiemy, przeżywamy i dzięki temu zapamiętujemy na długie lata. Właśnie jeden z takich momentów nadszedł, a ja znalazłam książkę, która już zawsze będzie mi się z nim kojarzyła. I na odwrót. 7 maja Kocham mój ogród. Tutaj właśnie piszę w urocze późne popołudnie, odrywana co chwilę od pracy przez bzyczące komary i kuszona do podziwiania przepychu młodej zieleni, którą pół godziny wcześniej zmoczyła zimna ulewa. W pobliżu mnie dwie sowy prowadzą ze sobą długą rozmowę, którą delektuję się tak samo jak śpiewem słowika. Kiedy kilka miesięcy temu przeczytałam "Zaczarowany kwiecień" wyruszyłam na poszukiwania innych tytułów Elizabeth von Arnim. Susza. Gdzieś przeczytałam o Ogrodzie. Jakże żałowałam, że ta książka jest u nas niedostępna. Na szczęście to już przeszłość. Nie ma to jak wziąć sprawy w swoje ręce. Dwie panie: Elżbieta Bruska i Berenika Marta Lemańczyk przetłumaczyły książkę i zainteresowały nią wydawnictwo. A może było na odwrót. Nie wiem. W każdym razie książka jest. Ku mojej wiosennej radości. Bo to książka dobra na wiosnę i na zmiany w życiu. To w dużej mierze powieść z wątkami autobiograficznymi. Autorka kamufluje jak tylko może rzeczywistość i pisze o Gniewnym (mąż), Dzieciach – Kwietniowym, Majowym i Czerwcowym (dzieci własne). I ogród – pierwszoplanowy bohater - jest jak najbardziej prawdziwy - w pruskich Rzędzinach w okolicach Szczecina. To właśnie to miejsce po kilku latach męczącego i jednostajnego małżeństwa z byłym oficerem pruskiej kawalerii odkrywa przez przypadek Elizabeth. I zostaje na długo. Wszyscy jej żałują, że się na tej wsi zmarnuje, że uroda przemija, że nudno jak flaki z olejem, że mąż niedobry – i inne podobne dyrdymały. A Elizabeth jest przeszczęśliwa i o tym szczęściu pisze. Czasem przyjmuje gości (fajnie, gdy już sobie odjeżdżają), walczy z konwenansami (przecież tyle rzeczy nie wypada robić uczciwej niemieckiej kobiecie), dyskutuje o miejscu kobiety w ówczesnym świecie. Jednak przede wszystkim żyje ogrodem. Angielka urodzona w Nowej Zelandii w 1866 roku chce od życia czegoś więcej niż typowa niemiecka kobieta. W 1907 roku rozstaje się z mężem i zaczyna sama decydować o swoim losie. Jako ciekawostkę dodam, że jednym z guwernerów jej dzieci w Rzędzinach (wówczas Nassenheide) był Edward M. Forster, autor Pokoju z widokiem. Piękna książka, gdzie czas płynie powoli, gdzie człowiek nasłuchuje jak trawa rośnie i czuje jak róże pachną. Świat, którego już nie ma, bo jak czytamy we wstępie, nic po okazałym dworze Arnimów nie pozostało. Bardzo mi się podobała. W natłoku codziennych spraw, obowiązków będę wracała do niej nie raz. I będę patrzyła, jak będzie rozkwitał mój przyszły ogród, na który, również dzięki tej książce, już teraz, bardzo bardzo bardzo się cieszę. I na koniec – zauroczyła mnie okładka. W pastelowych kolorach, w stylu vintage. Cudo.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













