stały recenzent  Be El 3

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 234

  • Afera smoka Nudożera

    Be El 2012-01-30

    Fajne przygody dla 5-latków

    Emilka mieszka z rodzicami i bratem w Cichoszewie. Jest księżniczką, tak przynajmniej zwraca się do córki jej tata, a skoro ona jest księżniczką, to jej brat jest królewiczem a tata i mama królem i królową. Pewnego dnia w Cichoszewie zjawia się nietypowy gość - żyrafa. Właśnie taaak. Ale nie jest to zwyczajna żyrafa – jak z filmów i książek przyrodniczych albo zoo. Stefania uciekła z cyrku. Miała już dość występów. Potrafi mówić, śpiewać, tańczyć, liczyć, wspinać się po linie i jeszcze wiele innych rzeczy. Emilka od razu zaprzyjaźnia się z tym nadzwyczajnym zwierzęciem. Cała rodzina akceptuje i z wielką serdecznością gości u siebie nietypowego przybysza. Chwile mijają szczęśliwie do czasu, kiedy to okazuje się, że rodzice Emilki mają problemy finansowe i tatuś musi wyjechać do zamorskiego kraju, aby... zmierzyć się ze smokiem. Jednogłowy potwór jest złośliwy i dokucza mieszkańcom Brytanii. Dzieci smutnieją na wiadomość o wyjeździe taty. Wszystko w królestwie się zmienia na gorsze: królewicz Andrzejek zamienia się w nieznośnego, złośliwego chłopca, mama krzyczy, poza tym ciągle ma czerwone od płaczu oczy. Co dziwniejsze - ich krowa zaczyna dawać zielone gorzkie mleko, pies miauczy a kot szczeka. Emilka postanawia wyruszyć w podróż, aby odnaleźć tatę, pomóc mu pokonać smoka. Jego powrót na pewno przywróci szczęście i radosne życie w królestwie. W nocy dziewczynka siada na szyi żyrafy i obie cichaczem wyruszają do dalekich krajów. Czekają je liczne przygody i niespodzianki. Opowieść o tej dziwnej parze – zwierzaku z dzieckiem uczepionym u szyi to tylko pretekst do przekazania ważnych wartości – przyjaźń, miłość i rodzina. Warto na kimś polegać, warto pomagać, warto poświęcić się dla kogoś. Hasła niezbyt modne i popularne w dzisiejszym świecie. Książkę czyta się fantastycznie. Dzieci bardzo spontanicznie i z zainteresowaniem reagują na opis przygód, nagłe zwroty akcji, niebezpieczeństwa, jakie czyhają po drodze. Do lektury zachęcają też liczne kolorowe ilustracje.
  • Zimowa wyprawa Ollego

    Be El 2012-01-30

    Książka - nie tylko na zimę

    Są książki, które świetnie czyta się akurat w tym, a nie innym momencie. A gdyby tak sięgnąć po Zimową wyprawę Ollego w samym środku lata? Na pewno wywołałaby tęsknotę za białą porą roku. Hmmm…. Spróbujcie za kilka miesięcy kto wie…. Bo przecież nikt i nic nie przemawia za tym, żeby najnowsza książka Beskow była tylko i wyłącznie zimową lekturą. Choć teraz, gdy za oknem śnieg, najlepiej się ją czyta… Zakamarki proponują nam kolejny tytuł znanej w Szwecji skrzaciej damy – Elsy Beskow (1847-1953). U nas – kojarzy się niewątpliwie ze Słonecznym jajem (2010) i … Na jagody Marii Konopnickiej, do którego to utworu nasza polska pisarka pożyczyła sobie (chyba niezbyt uczciwie) … ilustracje. Książka, która ujrzała światło dzienne dokładnie w 1907 – mimo swojego wieku, również i dziś może się podobać. Zauroczyła nas ta opowieść, prosta, pełna baśniowych postaci, znakomicie zilustrowana przez autorkę. Oto sześcioletni Olle dostaje na urodziny narty – spełniły się jego marzenia. Kiedy na dworze pojawił się śnieg – chłopiec udaje się na cały dzień do lasu. I tu zaczynają się czary i magia – bo zwykła wyprawa przeistacza się w podróż do baśniowego świata Króla Zimy. Najpierw pojawia się Wuj Szron, który wprowadza chłopca w tajniki świata przyrody, opowiada mu o zmianach zachodzących w przyrodzie, przegania Ciotkę Odwilż i prowadzi chłopca przed oblicze zimowego władcy. Chłopiec spędza w tym świecie cały dzień, bawi się z lapońskimi dziećmi, obserwuje, jak przygotowują sanki, łyżwy i narty. Olle wraca do domu, czeka na wigilijny wieczór, a po kilkunastu tygodniach nadchodzi Ciotka Odwilż, którą tak bezwzględnie kiedyś przegonił Wuj Szron, i nadjeżdża Księżniczka Wiosna. Prosta fabuła – pięknie i niespiesznie opowiedziana historia. To co czyni tę książkę czarującą to ilustracje – postacie dzieci z początków XX wieku, w charakterystycznych pumpach, grubych wełnianych kolanówkach, ciepłych paltach, we fryzurkach na okrągło. Do tego faktura papieru – gruby, szorstki, w kremowym kolorze, książka szyta, z płóciennym grzbietem. Jednym słowem – piękna książka, która przypomina o tym co było, a co może wrócić właśnie dzięki takim książkom. To co zachwyca - to obraz przyrody. Człowiek żyje w zgodzie z tym, co go otacza. Nawzajem się uzupełniają te elementy. A Beskow w prosty sposób uczy i miłości i szacunku do natury. Tłumaczy też procesy zachodzące w przyrodzie procesy - jak choćby następstwo pór roku. Jeśli lubicie takie klimaty – to lektura z pewnością dla Was. Duża czcionka nadaje się do pierwszych prób czytelniczych.
  • Opowiadania z uśmiechem

    Be El 2012-01-30

    Świetna antologia

    Przyjaznym okiem spoglądam na wszelakiego rodzaju antologie. To doskonała okazja, by zobaczyć, co w książkach piszczy, posmakować różne style i gatunki, przekonać się na własnej skórze, co się podoba a co nie, by potem wybrać się już na dalsze poszukiwania. Bo skutkiem ubocznym takich książek jest dokupywanie, uzupełnianie składu półek albo szturm na bibliotekę. Zwłaszcza w takim przypadku, gdy wiadomo, że gros opowiadań zawartych w tej książce to fragmenty większych całości – a dokładniej dwunastu książek polskich autorów dla dzieci. A nazwiska takie że hoho – Wanda Chotomska, Grzegorz Kasdepke, Anna Onichimowska, Joanna Papuzińska, Irena Landau, Barbara Gawryluk, Renata Piatkowska, Paweł Wakuła, Zofia Sosnowska, Beata Ostrowicka, Natalia Usenko, Barbara Stenka, Tomasz Trojanowski, Kazimierz Szymeczko, Andrzej Grabowski, Olga Masiuk (kolejność przypadkowa – to nie nasze gusta utworzyły tę listę.:) Bo jak tu nie sięgnąć po dalsze przygody Gwizdka. Albo zobaczyć, jakie szalone pomysły miała mama czarodziejka – skoro hodowała potwora, warto sprawdzić, co jej do głowy przyszło jeszcze. Choć wiele z tych opowiadań to samodzielne utwory, które z pewnością zachęcą, by sięgnąć po coś jeszcze danego autora. Kolejny atut to ilustracje: jest ich tu bardzo wiele. Szerokie spektrum naszych ilustratorów: Iwona Cała, Małgorzata Flis, Magdalena Kozieł – Nowak, Aneta Krella – Moch, Ewa Poklewska – Koziełło, Potr Rychel i inni. Opowiadania różnego rodzaju – śmieszne, refleksyjne, wzruszające, pouczające, ale też takie, przy których doskonale się bawimy. Rozpiętość wieku – duża – niektóre można czytać już 3- i 4- latkom. Inne dla starszaków. W takiej książce każdy znajdzie coś dla siebie.
  • Jak dobrze być żabką

    Be El 2012-01-30

    Żabka n 6-tkę!

    Jak to się stało, że dotąd nie słyszałam o Żabce? Tej Żabce – gwoli ścisłości, którą napisał Max Velthuijs (1923 – 2005) holenderski laureat nagrody im. Hansa Christiana Andersena, określanej Małym Noblem. Ta książka nas zauroczyła. Swoją prostotą, pięknym tekstem, świetnymi ilustracjami. Przesłanie jest powszechnie znane – ale kto wie, może jednak od czasu do czasu warto sobie przypomnieć, że tak naprawdę piękno człowieka polega na jego inności. Dla nas chwila refleksji, dla dzieci – cenna nauka, która przyda się w życiu, gdy przyjdzie stanąć w szranki z ponoć lepszymi od nich. Lekcję Żabki – warto zapamiętać na długo długo. Bohaterka zasadniczo jest zadowolona z siebie i z życia. Na pierwszej stronie stwierdza nawet: Cóż może być wspanialszego niż bycie Żabką? Jednak czasem przychodzi zwątpienie w swoje umiejętności i możliwości. (Skąd my to znamy?) Chciałaby latać jak Kaczka, piec ciasta palce lizać jak Świnka, czytać książki jak Zając. Tylko, że ona tak nie potrafi. I to wywołuje smutek, niewiarę w swoje siły i możliwości. W końcu mądry Zając (naczytał się tylu książek:)) tłumaczy jej: A ty jesteś żabą i wszyscy kochamy cię właśnie za to. Książka jak balsam na zbolałą duszę malucha, która cierpi, bo nagle okazuje się że młodszy brat nie potrafi rysować jak starszy brat, grać w nogę jak kolega z przedszkola, śpiewać jak koleżanka i pływać jak… Żabka. A słowa Zająca – kocham cię za to, że jesteś jaki jesteś – to chyba jeden z piękniejszych przykładów wyznania miłości w literaturze. Bez żadnych podchodów, dziwacznych nastrojów (o które potykamy się w literaturze dorosłej). Tutaj – słowa wypowiedziane z czystego serca – po dziecięcemu – w końcu dzieci zawsze mówią od razu to co myślą – KOCHAM CIĘ i już. Nie ma zahamowań, przeszkód. Pięknie, prawda? Książka nadaje się do pierwszego samodzielnego czytania – krótkie teksty pod każdym obrazkiem, nieskomplikowane słownictwo, duże litery. Polecam i zaczynam blogowe trzęsienie ziemi – warto dostrzec Żabkę, bo o niej cicho sza – bardzo bardzo niesprawiedliwie. Gdy poszłam tropem Żabki – okazało się, że to stworzenie bardzo popularne w swojej ojczyźnie, w Holandii. Ukazało się tam mnóstwo części z jej przygodami. Można kupić gadżety, maskotki, puzzle, kubeczki, plecaki i piórniki z postaciami z serii.
  • Jedna literka, a zmiana wielka

    Be El 2012-01-30

    Fajna zabawa z językiem

    Gdy jakiś czas temu planowaliśmy wakacje, moje dzieci bardzo rozbawiała propozycja: A może pojedziemy nad morze? Niby dwa tak samo brzmiące wyrazy, tyle że ich pisownia i znaczenie - inne. Jedna literka i już mamy inny wyraz: np. mieć i miedź, kod – kot, Bóg – Bug – buk. Jest ich mnóstwo. I właśnie homofonom, bo to o nich mowa, poświęcona, jest książka Agnieszki Frączek. Nie myślcie jednak, że to jakaś poważna rozprawa naukowa dla studentów. To jak zwykle, do czego zdążyła nas już przyzwyczaić Autorka, wesoła i pełna humoru zabawa z językiem. Homofony to najczęściej komedia omyłek: bo jak tu się nie śmiać, skoro pan Zenek zamówił budki dla ptaków, a w przesyłce nadeszły butki? Albo że Zdzich lubi luźne gadki – a mieszkańcy bloku plotkują: gatki? Co jak co ale to „te” naprawdę czyni różnicę. A czarownica, która chciała, by w jej ogrodzie wyrósł mak – a pojawił się mag? Te i inne wariacje językowe znajdziecie w tej fajnej książeczce. Artur Gulewicz, jak zwykle trafnie uchwycił to coś – stąd dzieci bawią nie tylko harce literek, ale też ilustracje.
  • Pamiętnik Blumki

    Be El 2012-01-30

    Piękna i mądra książka

    W swoim pamiętniku Blumka – mała dziewczynka z warszawskiego Domu Sierot przybliża sylwetki swoich dwunastu kolegów ze zdjęcia z Doktorem. Dziewczynki i chłopcy, bez swojego domu, z problemami, z którymi zaczęli sobie radzić dzięki pomocy ich Wychowawcy. Zygmuś – ciągle głodny, Reginka – kiedyś z długimi warkoczami, Kocyk – tylko z przezwiskiem, bez prawdziwego imienia, Abramek – wytrawny stolarz, Hanna – kiedyś strasznie chuda i potargana, Aron – co płacze w nocy, Pola – ta od grochu w uchu, Szymek – zwycięzca konkursu w obieraniu cebuli, Stasiek – pomocny i zawsze uśmiechnięty, Ryfka – urodzona sportsmenka, Chaimek – co pluje inne dzieci, i …Blumka, która kiedyś, w przyszłości zostanie wychowawczynią w sierocińcu. Ot takie ludzkie losy i marzenia. Janusz Korczak, który w rzeczywistości był wychowawcą w warszawskim Domu Sierot i mieszkał na jego poddaszu, jest jakby z boku, na drugim planie. Dopiero w drugiej części dowiadujemy się o nim więcej, ale często widzimy tylko jego nogi, skrawek charakterystycznego niebieskiego fartuch czy zaledwie dłonie. To dzieci są tu najważniejsze i życie w sierocińcu. Niemniej zapadają w pamięć nauki i zasady, jakimi w życiu kierował się Doktor i jakie wpajał swoim wychowankom: nie wolno bić dzieci, dziewczynki i chłopcy mają równe prawa, mali są tak samo ważni jak dorośli, trzeba szanować zwierzęta, trzeba powiedzieć małemu dziecku „przepraszam”, można hałasować i szaleć do woli. Na tamte czasy takie przekonania były iście rewolucyjne. Niby książka łatwa, bo język książki jest językiem dziecięcym, co nie znaczy dziecinnym. Jednak, by w pełni zrozumieć istotę tej książki i jej przesłanie potrzeby jest z pewnością szerszy kontekst historyczny, kulturowy i społeczny. Stąd ta lektura nie jest książką wcale łatwą i na jeden raz. Można do niej wracać co jakiś czas, a za każdym razem ta książka będzie odbierana inaczej. Inaczej zrozumie ją siedmiolatek, inaczej dziesięciolatek, inaczej 13- czy 15- latek. Z biegiem czasu znaczenia nabierają te wszystkie elementy jak: żydowskie imiona: Aron, Chaimek, Ryfka; menora, gwiazda Dawida, kartki z zeszytu do złudzenia przypominające tałes, motyw drzewa – prawie na każdej rozkładówce – głęboko osadzonego w ziemi, na końcu – wyrwanego z korzeniami, przerwana lekcja niemieckiego, bydlęcy wagon. Wtedy na pewno łatwiej zrozumieć, co było dalej, jakie były życiorysy tych maluchów z książki. Stąd ta książka jest nie tylko jakąś tam opowieścią o garstce dzieciaków i ich opiekunie – staje się metaforą, mówi o afirmacji życia a jednocześnie o zgrozie śmierci i zagłady. Jest tu warstwa, która jest ponad tym co napisane – coś trzeba wiedzieć dodatkowo, coś trzeba sobie dopowiedzieć, może doczytać. I to niedopowiedziane kuje w serce, wywołuje wzruszenie, każe tę książkę przeżywać naprawdę, do głębi i nie pozwala o niej tak łatwo, zapomnieć. Mało tego – jakiś wewnętrzny imperatyw każe wręcz – co jakiś czas sięgać po nią i czytać na nowo.
  • Dziadek do orzechów i król myszy

    Be El 2012-01-30

    Stare - nowe i ... smakowite

    Historia toczy się dwutorowo – z jednej strony rzeczywistość w domu radcy medycznego, sceny z życia rodzinnego. Z drugiej to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami w pokoju siedmiolatki i baśń o twardym orzechu, którą opowiada chorej Marii ojciec chrzestny. Fantastyczny świat, pełen tajemnic i strachów, które mogą przyprawić o palpitację serca. Swego rodzaju horror, który wpędza małą Marię w chorobę. Dziwne powiązania, tropy, które czasem wiodą do znikąd, dziwna postać samego Dziadka, którego potem Maria rozpoznaje w osobie bratanka ojca chrzestnego, no i to dziwne zakończenie, które niczego nie wyjaśnia, pozostawiając tym samym pole do naszych interpretacji i domysłów. W książce aż kipi od emocji - są strach, zaskoczenie, przywiązanie, przyjaźń, miłość - a wszystko to kręci się wokół małej Marii. No czegoś takiego w literaturze dziecięcej jeszcze nie było. Mało tego - Maria zostaje narzeczoną młodego Drosselmeiera. Oboje poszli za głosem serca. Widział kto wtedy takie rzeczy? Zresztą można poczytać w Cierpieniach młodego Wertera Goethego, jak takie historie się kończyły. Można dociekać - jak oddziaływały na życie społeczne w tamtych czasach. Stąd zakończenie Dziadka ma wymiar - jak na owe czasy - iście rewolucyjny, co nam współczesnym czasem trudno w ogóle zauważyć. W końcu bajka to bajka - powinien być happyend - a literatura przyzwyczaiła nas, że takie opowieści raczej kończą się słodko polukrowane - było wesele i ja tam byłem miód i wino piłem. Nie zapominajmy jednak, że opowieść Hoffmanna, to rzecz balansująca na granicy dwóch światów - poplątanie z pomieszaniem - trochę snu i trochę rzeczywistości. Granica jest tak zatarta, że nawet dorosłemu czasem trudno zorientować się co jest prawdą, a co tylko wytworem wyobraźni. Pamiętajmy, że to zaledwie początki wieku XIX. W najnowszym wiernym tłumaczeniu Elizy Pieciul - Karmińskiej, obok smakowitego tekstu można uraczyć się również ciekawym Posłowiem tłumaczki na temat perypetii Dziadka i kłopotów z przekładem tej wiekowej książki. Kropką nad i są ilustracje Aleksandry Kucharskiej – Cybuch . Najpierw rozczarowała mnie, a potem spodobała, wizja samej postaci Dziadka do Orzechów. Postać w tej książce nie ma nic wspólnego z tradycyjnym dziadkiem do orzechów – drewnianymi figurkami, jakie królują na jarmarkach świątecznych jak Niemcy długie i szerokie. Człowieczek – tak Maria określiła Dziadka, gdy zobaczyła go po raz pierwszy. I tak w istocie wygląda.
  • Słoneczne jajo
    • Słoneczne jajo
    • Elsa Beskow
    • cena: 27,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Be El 2012-01-17

    Piękna książka

    Piękna książka. I tu moje westchnienie. Dzieci wysłuchały historii z nabożnym skupieniem, ciekawe zakończenia. - Mamo, to psecies pomaranca - zawołał mój Mikołaj zaraz na początku, jednak z pewnym niedowierzaniem, bo przecież skoro mama czyta – jajo, córka elfów mówi – słoneczne jajo – to może faktycznie toto jest jajem przypominającym trochę pomarańczę. Ale Mikołaj miał rację... Bardzo się cieszę z książki Elsy Beskow na naszym rynku. Do tej pory jej tytuły znane mi były z księgarni niemieckich i reprodukcji, jakie widywałam w Kinderzimmer u moich znajomych. Słoneczne jajo trafiło do czytelników w … 1932 roku. Jeszcze trochę i będziemy świętować setne urodziny. Tymczasem okazuje się, że książka, jakby nie było klasyka, ponoć nudna i nie na nasze czasy, jest w świetnej formie. Fabuła tej opowieści jest prosta – rzecz dzieje się w lesie. Córka elfów znajduje coś okrągłego i stwierdza, że musi to być jajo słońca. Ze wszystkich stron schodzą się leśne stworzenia, skrzaty, zwierzęta i dumają, cóż to takiego może było Dopiero zięba wyjaśnia zagadkę i zachęca do skosztowania pysznego soku. Dzieci wysłuchały i zasnęły, a ja zachwycam się tą książką. Ilustracje, faktura papieru. Kolor ecru i płócienny grzbiet, kojarzy mi się ze starymi książkami, ze starym elementarzem, z książkami, które pamiętam, a których już nie ma. Może to głupio zabrzmi, ale to również moja książka…
  • Dwie Królowe
    • Dwie Królowe
    • Gregory Philippa
    • cena: 38,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Be El 2011-10-27

    Pasjonująca podróż w czasie   (5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, którą czytelnicy wychwalają pod niebiosa w Internecie. Rozglądam się teraz za kolejnymi książkami P. Greogry, bowiem Dwie królowe było wyśmienitą podróżą w czasie i żywię nadzieję, że podobnie będzie z innymi tytułami. Henryk VIII właśnie pochował swoją trzecią żonę Jane Seymour. Wybór pada na niemiecką księżniczkę – Annę Kliwijską. Wiadomo, to małżeństwo czysto polityczne. Król szuka sprzymierzeńców do przeciwstawienia się katolickiej Hiszpanii i Francji. Znajduje go w osobie brata Anny – okrutnego, zadufanego w sobie tyrana. Anna jest zachwycona Anglią – tym, że jest daleko od znienawidzonego domu rodzinnego. Tymczasem na dworze pojawia się zaledwie 14-letnia Katarzyna Howard. Gąska, zaledwie podlotek, która szybko owija sobie króla wokół paluszka. Philippa Gregory, historyk z zawodu, ma dar czynienia rzeczy skomplikowanych bardziej zrozumiałymi. Bo nagle ta historia – tak zawiła, trudna, staje się wręcz pasjonującą. Ukazane zostają nie tylko sylwetki osób, ale mechanizmy działania, sztuczki, intrygi, o których najczęściej milczą raczej nudnawe podręczniki. Przedstawia swoją wizję małżeństwa monarchy z dwiema królowymi, o których tak naprawdę niewiele wiadomo. O Annie Kliwijskiej zwykło się powtarzać słowa Henryka VIII, który szukał uzasadnienia do unieważnienia małżeństwa: że gruba, z obwisłymi piersiami, że nie mogła podobać się mężczyznom. Tymczasem Phillippa Gregory przedstawia ją jako osobę z daleka, nową, ale otwartą na nowinki angielskiej kultury. Po rozwodzie z królem jej uroda rozkwita, jest kobietą niezależną, wolną (przynajmniej od śmierci Henryka VIII). Od samego początku budzi moją sympatię. Nie znając za bardzo historii sześciu żon króla, zaczęłam powoli obgryzać paznokcie z nerwów o jej dalszy żywot. To co mi spodobało się przede wszystkim to przedstawienie postaci Katarzyny Howard, która często bardziej zachowywała się jak ladacznica a nie monarchini. Autorka nie potępia jej. Usprawiedliwia jej rozwiązły tryb życia – niedostatecznym wychowaniem, ignorancją jej opiekunów oraz młodym wiekiem. Nie pozostawia suchej nitki na Henryku VIII. Nie budzi sympatii – śmierdzi, puszcza bąki, beka, wszędzie szuka szpiegów i spiskowców, Anglia jak długa i szeroka śmierdzi dymem ze stosów. Szaleniec, który sam nazywa się bogiem, tworzy nową religię, by zagarnąć ziemie Kościołowi, tyran, potwór wręcz, który wywołuje strach i przerażenie nawet u czytelnika. Nie zdradzam nic więcej. Zachęcam do sięgnięcia po książkę.
  • Król Maciuś Pierwszy

    Be El 2011-10-25

    O dzieciństwie bez dzieciństwa

    Maciuś pewnego dnia zostaje samiuteńki na świecie – najpierw umiera jego mama, potem ojciec król. W wielkim pałacu wszystko ma swój rytm, panują konwenanse, tradycja bierze górę nad rozsądkiem. Maciuś żyje jak w klatce – mimo, że jest królem nie może robić wszystkiego, na co tylko ma ochotę (to najbardziej bulwersowało moje dzieci) – nie może chodzić na spacery do parku, nie może bawić się z rówieśnikami. Nad wszystkim czuwają ministrowie, służba i zagraniczny guwerner. Maciuś ma się uczyć, rządzą za niego inni. Nawet o wojnie dowiaduje się od Felka – syna plutonowego. Pewnego dnia Maciuś postanawia sam wyruszyć na wojnę. Nie chce być królem, który zna wojnę tylko z opowiadań. W okopach słyszy tyle różności, również na swój temat, że z dziecięcą naiwnością postanawia zmienić świat. Po powrocie na tron, przeprowadza reformy, by uszczęśliwić poddanych. Jednak wkrótce zderza się ze smutną rzeczywistością. Nadal ma związane ręce, brakuje pieniędzy, a to, co jest dla jednych dobre, dla drugich – już niekoniecznie. Jak odebraliśmy Maciusia? Książka bardzo smutna. Są momenty, które rozweselają czytelnika – jak choćby list od Felka, z którym Maciuś próbuje się zaznajomić. Rozśmieszyło nas i śmieszy nadal Felkowe: Ile razy będziesz potrzebował pomocy, gwizdnij tylko, a stawię się na pierwsze wezwanie. Korczak pisze o dzieciństwie bez dzieciństwa. Można odnieść to w jakiś sposób do czasów współczesnych, kiedy niektórzy z nas zbyt wiele kładą na barki maluchów. Angielski, karate, gra w tenisa – a gdzie czas na zabawę, na przyjaciół? Stąd też myślę, że wielu rodziców mogłoby w Maciusiu znaleźć pewną naukę dla siebie – odczytać między wierszami to, co nie zostało napisane wprost. Książka pokazuje małym, że wcale nie tak fajnie być dorosłym. Nagle okazuje się, że ten Maciuś stary – maleńki nie może wszystkiego, a samo bycie dorosłym nie jest przepustką do doskonałości i szczęścia. Książka pisana nieśpiesznie, autor pozwala rozwinąć się danej sytuacji, bohaterowie prowadzą długie dialogi, sceneria, która powinna spodobać się chłopcom – wojna, trochę polityki, beztroskie zabawy (w których Maciuś chciałby uczestniczyć). Mnie zaś ogarniało wzruszenie, gdy czytałam opis wojny, w której Maciuś brał udział. Wojna pozycyjna, kopanie rowów, przeganianie nieprzyjaciela, obrzucanie go wyzwiskami i obelgami, wzajemne przekomarzanie się, nawet pokazywanie pewnej części ciała jako celu do strzału (to Felkowe działanie). Gardło się ściska, bo następna wojna miała wyglądać już inaczej. Nie mógł o tym wiedzieć Janusz Korczak pisząc tę książkę w 1923 roku. Nie mógł o tym wiedzieć, że sam stanie się częścią tej straszliwej, nieludzkiej historii. Mądra lektura, przy której można z dziećmi poruszać różne tematy – co tak naprawdę jest ważne w życiu, jak funkcjonuje państwo. Zwróćcie też uwagę na ilustracje Marianny Oklejak. Wniosły wiele świeżości do lektury, rozjaśniły ją. Bardzo nam się podobają.
(Stron 24)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!