stały recenzent  Mikołaj Sędek

Rekomendacje:

  1. Live In Tokyo
  2. O.K. Computer
  3. Glassworks
  4. Continuo [Digipack]
  5. Godziny / The Hours [OST]
  6. Trading Snakeoil For Wolftickets
  7. Punk Freud
  8. Pocket Symphony (opendisc)
  9. Folk But Not Folk!
  10. 5.55
  11. The Silver Tree
  12. Live At Gorge 05/06 [Box]
  13. Live In Dublin [Digipack]
  14. Live At The Olympia
  15. Magic [Digipack]
  16. Picture In A Frame (Immagine In Cornice - Live In Italy 2006)
  17. January
  18. Playground
  19. From The Cradle

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 53

  • The Roundhouse Tapes

    Mikołaj Sędek 2008-10-07

    Piękno, mrok i progresja - na żywo   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    O koncertówce Opeth naprawdę nie trzeba się specjalnie rozpisywać, poza stwierdzeniem kilku rzeczy oczywistych, że w swojej kategorii (łączenia ciężkiego, technicznego grania z artrockową subtelnością) nie mają konkurencji, że ich umiejętności i zdolności kompozycyjne powinny zawstydzić większość reprezentantów tzw. "ciężkiego brzmienia", że głos lidera Opeth - Mikaela Akerfeldta potrafi wzruszać i koić, a chwilę potem wgnieść w ziemię, roznieść w pył (posłuchajcie takiego "Bleak" z eksplodującym początkiem i pięknym wyciszeniem w środku), że całość nagrana jest wybornie i brzmi lepiej niż niejedna studyjna produkcja (doskonały wokal, soczyste gitary, potężna perkusja), że koncert jest przekrojem przez najważniejsze płyty Opeth, od rzeczy najstarszych (Orchid) po najnowszy wydany wtedy krążek (Ghost Reveries)... I mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Powiedzmy sobie szczerze - Opeth słabych płyt nie wydaje, więc ich album "live" też nie jest pod tym względem wyjątkiem. Jakieś minusy? Publiczności trochę nie słychać. Dla mnie mogłyby być 4 krążki, a na nich więcej starych utworów (bo z taką produkcją i "podrasowanym" brzmieniem byłyby istnym metalowo-progresywnym tornadem). Ale to co jest cieszy i to ogromnie, naprawdę! Dla wielbicieli rzecz obowiązkowa, dla reszty - naprawdę warta uwagi, jeśli lubicie mroczne, niegłupio podane dźwięki. Polecam!
  • Watershed

    Mikołaj Sędek 2008-06-03

    Mroczno-progresywne dźwięki z najwyższej półki   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Czy nowa płyta szwedzkiej, metalowej grupy Opeth jest zgodnie z tytułem punktem zwrotnym? Siedem kompozycji Mikaela Akerfeldta i jego kompanów nie przynosi raczej nagłej zmiany jakości czy (na szczęście) rewolucji stylistycznej. To raczej ewolucja, nie rewolucja. Dla tych, którzy Opeth nie znają wyjaśniam - ta grupa nieprawdopodobnie dobrze połączyła skrajnie różne stylistyki - mroczne, metalowe, wręcz deathowe brzmienie z progresywnym graniem mającym korzenie w latach 70'. Do tego należy dołożyć nieziemskie umiejętności techniczne wszystkich muzyków i fantastyczny wokal Mikaela (aż ciężko uwierzyć, że jeden człowiek potrafi tak czysto, melancholijnie zaśpiewać, a potem ryknąć, że aż ściany się trzesą). Nowa płyta zaczyna się trochę jak "Damnation" (nagranie na którym Szwedzi skupili się na bardziej wyciszonym, spokojnym brzmieniu) - od rewelacyjnego, delikatnego "Coil". Akustyczne gitary, spokojny wokal (i urocze towarzystwo Nathalie Lorichs), bardzo przejmujące melodia (i tekst). Potrafią budować nieziemski klimat jak mało kto. Ale to cisza przed burzą - "Heir Apparent" uderza z siłą huraganu. Nie ma pomiłuj - potężne riffy, ciężka perkusja i mroczny głos wokalisty zrównują z ziemią. A potem nagłe wyciszenie, znów delikatne dźwięki gitar, chwila na oddech i burza wraca ze zdwojoną siłą. "The Lotus Eater" to gitarowo-perkusyjne nawałnice, połączone z przejmującymi wokalami, obłędnymi solówkami oraz fascynująco psychodelicznym zakończeniem. "Burden" przynosi chwilowe uspokojenie, z pięknymi liniami wokalu (oj zasłuchali się chyba ostatnio w Porcupine Tree, te chórki), fantastycznym brzmieniem organów Hammonda i solo na gitarze, jakiego nie powstydziłby się David Gilmour. "Porcelain Heart" świetnie łączy ściany metalowych riffów (i to jakich, nowy gitarzysta daje z siebie wszystko) oraz miażdżącej perkusji z nagłymi wyciszeniami, to taki Opeth w pigułce - ten jedyny w swoim rodzaju klimat, piękny, bardzo dostojny i groźny zarazem. "Hessian Peel" jest jak podróż od ciszy (delikatny, progresywny wstęp na akustyki i głos, plus piękne orkiestrowe dodatki) do nadciągającej burzy (coraz cięższe, lecz doskonale wyważone gitary i demoniczny Mikael) z pięknym, nieco etnicznym zakończeniem. Zamykające "Watershed" nagranie "Hex Omega" czaruje obecnością mellotronu i kolejnymi, karkołomnymi przejściami od spokoju do szaleństwa. Mam wrażenie, że od dawna ("Blackwater Park") tak świetnie nie wyważyli przepysznych składników - melancholii i mroku, metalowego gniewu i akustycznego piękna, progresywnych zapędów i melodyjności. "Watershed" to nie jest płyta dla każdego, wymaga sporo skupienia i "wgryzienia się" w swoją konstrukcję, ale jest z pewnością warta poznania. Nie ukrywam, że po prostu rewelacyjnie się jej słucha, jest jako całość bardzo spójna i wyśmienicie brzmi. Dla wielbicieli takiego grania - zakup obowiązkowy! A jeśli jeszcze nie słyszeliście Opeth - cóż, może też was zafascynuje i będzie to punkt zwrotny?
  • Live In New York City

    Mikołaj Sędek 2008-05-03

    Pasja, żar, siła huraganu - cały Springsteen   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Springsteen i The E Street Band brzmią na tych dwóch płytach, jakby to był ostatni koncert na Ziemi... Nie grali ze sobą przez wiele, wiele lat, a tu w 2001 roku nagle wracają - i grają z pasją, o której większość artystów może zaledwie pomarzyć... Program to przede wszystkim wielkie przeboje Bruce'a "Bossa" Springsteena - "Atlantic City", "Born to Run", "The River", "Jungleland", "Out in The Street". To takie kawałki, które rozruszają nawet najbardziej nieprzekonanych, a fanów doprowadzą do szaleństwa. Jest naturalnie "Born in the USA", ale tę piosenkę Boss porządnie przearanżował i spowodował, że jej krytyczny wydźwięk (wobec Wietnamu i twardej rzeczywistości w USA) jest jeszcze wyraźniejszy. Do tego pełne nadziei "Land of Hopes and Dreams", kawał porządnego rockowego grania, które brzmi niczym pieśń gospel, "American Skin (41 Shots)" - wyraz sprzeciwu wobec przemocy na tle rasowym, "Two Hearts" tak fantastycznie opowiadające o sile miłości. Ale te dwie płyty po brzegi wypełnione świetną, amerykańską muzyką nie byłyby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie schrypnięty głos i osobowość Bruce'a. Ja mu wierzę, gdy śpiewa o pustych autostradach, kolejnych drinkach wypijanych w przydrożnych barach, włóczeniu się bez celu, samotności i nadziei, że przyjdą lepsze dni. Jeśli jest coś od czego warto rozpocząć znajomość z "Bossem" to na pewno jest to dwupłytowe wydawnictwo (dla fanów zakup obowiązkowy). Polecam też DVD (z paroma utworami nie umieszczonymi na płytach audio, m.in. "Thunder Road" i "The Promise"), no i koniecznie pójście na koncert Bruce'a. To nie będą stracone pieniądze i czas!
  • From The Cradle
    • From The Cradle
    • Eric Clapton
    • cena: 28,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Mikołaj Sędek 2008-03-19

    Bluesowy ogień!

    Mi pozostaje tylko podpisać się pod recenzją pana Mariusza, ta płyta jest genialna! Po prostu 100 procent bluesa w bluesie, muzyka zagrana z taką pasją i emocjami, że zwyczajnie żal wyłączać... Świetna produkcja - taka szorstka, nieco "brudna", bardzo autentyczna. Płyty słucham ostatnio non-stop, po prostu żal nie znać. Mam nadzieję, że Clapton nagra kiedyś jeszcze taką "petardę".
  • Młynarski [Special Edition] [Digipack]
    • Młynarski [Special Edition] [Digipack]
    • Raz, Dwa, Trzy
    • (towar niedostępny)

    Mikołaj Sędek 2008-02-14

    Piosenka niegłupia   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Taką właśnie piosenkę Adam Nowak i jego koledzy uprawiają - niegłupią, opartą na słowie, dowcipie, przemyśleniu, z nutką goryczy oraz zadumy. Tradycyjnie nie trafią na listy przebojów, ot wzruszą kilku inteligentów, okularników i tego typu stworów (do których sam się zaliczam). Dadzą im chwilę radości, że są takie zespoły jak Raz Dwa Trzy. Adam Nowak śpiewa piosenki Młynarskiego jak swoje, bez kompleksów i fałszu, nic dodać, nic ująć. Bardzo niegłupia płyta, warto ją mieć w tych niezbyt mądrych czasach...
  • Mood Swing

    Mikołaj Sędek 2008-01-24

    Jazz pełną gębą

    Co tu dużo mówić - po prostu wyjątkowo piękna płyta jazzowa, ale taka nienarzucająca się, nie przesłodzona, wypełniona po brzegi tą wspaniałą atmosferą prawdziwej radości grania. Joshua Redman już w 1994 niczego nie musiał udowadniać, był przecież jednym z najciekawszych saksofonistów nowego pokolenia, tak jak i reszta składu - Brad Mehldau (pianista który świetnie gra zarówno standardy jak i psychodeliczne kawałki Radiohead), basista Christian McBride (nie sposób chyba zliczyć projektów, w których brał udział) oraz Brian Blade (współpracownik m.in. Wayne'a Shortera). Absolutnie królewski skład, bez dwóch zdań. Na tej płycie nie ma freejazzowych odlotów, króluje klasyczne, mocno bluesowe podejście rodem z wydawnictw Blue Note. I co w tym złego? Dla mnie osobiście nic! W zalewie ciekawych, ale czasem nużących "odlotowych" projektów (albo zimnego europejskiego jazzu) miło czasem zanurzyć w takiej bluesowej, przydymionej atmosferze, pełnej luzu, ale i szacunku dla każdej nuty. To taka płyta na wieczór, dobra i mocna jak stara whisky albo klasyczny kryminał. Piękna sprawa, moja szczera rekomendacja jest rzeczą oczywistą.
  • Live In Dublin [Digipack]

    Mikołaj Sędek 2007-12-07

    Bruce goes country...   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    ...ale nie nudzi ani przez sekundę. Jest folk, gospel, blues, irish, nie ani sekundy udawania i wciskania kitu, Bruce Springsteen nawet jeśli nie rockowo to wyzwala co najmniej rockową energię. Po prostu fantastyczny koncert z niesamowitym zespołem (ta genialna, nieco "nowo-orleańska" sekcja dęta i nieco knajpiane pianino, plus smaczki w postaci irlandzkich flażoletów czy wojennego bębna) i charyzmą Bruce'a Springsteena. Boss jest wielki i tyle, kto go nie posłuchał/obejrzał ten po prostu mnóstwo traci... Podsumowując, genialne dvd!
  • Live In Dublin [Digipack]

    Mikołaj Sędek 2007-12-07

    Bruce goes country...   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    ...ale nie nudzi ani przez sekundę. Jest folk, gospel, blues, irish, nie ani sekundy udawania i wciskania kitu, Bruce Springsteen nawet jeśli nie rockowo to wyzwala co najmniej rockową energię. Po prostu fantastyczny koncert z niesamowitym zespołem (ta genialna, nieco "nowo-orleańska" sekcja dęta i nieco knajpiane pianino, plus smaczki w postaci irlandzkich flażoletów czy wojennego bębna) i charyzmą Bruce'a Springsteena. Boss jest wielki i tyle, kto go nie posłuchał/obejrzał ten po prostu mnóstwo traci... Podsumowując, genialne dvd!
  • Magic [Digipack]
    • Magic [Digipack]
    • Bruce Springsteen
    • cena: 37,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Mikołaj Sędek 2007-11-27

    Przewrotna, mądra magia

    Boss z kolejną świetną płytą. Piosenki w sumie ciągle o tym samym - wojnie, miłości, współczesnym świecie. Ale ile w tych utworach mocy ("Radio Nowhere"), przejmującej prawdy (poruszające, antywojenne "Devil's Arcade" z monumentalnym refrenem, potężne "Long Walk Home") i uczuć, po prostu uczuć, których tak brakuje w sztucznych, elektronicznie obrobionych piosenkach. A Springsteenowi wystarczy schrypnięty głos i gitara by udowodnić jak można oczarować słuchającego - posłuchajcie choćby delikatnego utworu "Magic", który nie jest opowieścią o cyrkowych iluzjach, ale tych którymi karmimy się na codzień. Zakochani w "Bossie" i tak posłuchają, dla reszty może to być wprowadzenie do niesamowitej twórczości Sprinsteena - wielkiego głosu Ameryki.
  • Songs Of Faith And Devotion [Reedycja]

    Mikołaj Sędek 2007-10-30

    Rockowe psalmy, osobiste demony i brudna heroina   (5 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ujmując rzecz krótko - opus magnum "depeszów" i jak dotąd, oprócz "Ultry" oraz "Violatora" ich najlepsze dzieło. Podczas nagrywania "Songs of..." Gahan zmagał się z nałogiem, samym sobą i swoim zagubieniem w życiu - z tych tragicznych wydarzeń powstały jednak chyba najlepsze kompozycje i teksty jakie napisał. Zaczyna się rockowym kopem - "I feel You" - utworem, który można interpretować zarówno jako wyznanie miłości jak i krzyk uzależnionego od heroiny. Potem osobiste wyznanie w "Walking in My Shoes", posępny "Judas" i tak aż do końca płyty. Mrocznie, rockowo (to najbardziej gitarowa płyta Depeche Mode), przeszywająco. Kulminacja następuje w transowym "In Your Room", gdy nie wiemy czy Gahan śpiewa o toksycznej, wyniszczającej miłości do kobiety czy o własnych walkach z bezlitosnym nałogiem. A może o jednym i drugim na raz? "W Twoim pokoju, Twe płonące oczy, Powodują że ogień ożywa (...) Wiszę na Twoich słowach, Żyję Twoim oddechem, Czuję Twoją skórą, I już na zawsze tu pozostanę". To nie jest plastykowy new romantic. To prawdziwie rockowa płyta wypełniona po brzegi emocjami i nieprawdopodobną atmosferą. Nie posłuchać po prostu wstyd.
(Stron 6)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!