reader bloog pl
Rekomendacje:
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 8
-
- Szeptem
- Becca Fitzpatrick
- cena: 35,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
reader bloog pl 2010-01-19
Klasyczna powieść dla nastolatków (1 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jak w tytule. Dodam tylko, że czyta się to naprawdę szybko. Aaaaa sporo informacji jest na polskiej stronie książki wystarczy wpisać "szeptem" w googlach. -
- Podnieś głowę
- Ewa Woydyłło
- cena: 24,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
reader bloog pl 2009-07-27
Książka przede wszystkim dla Pań, ale dla Panów trochę też (19 z 19 uznało tę recenzję za pomocną.)
1. Książka traktuje o sprawach arcypoważnych. A w zasadzie o jednej, fundamentalnej kwestii: jak uczynić swoje życie pięknym. Pułapek czeka sporo. Niezagojone rany z dzieciństwa, niska samoocena, którą tak łatwo zapić lub zajeść, brak wiary w siebie, emocje, z którymi nie dajemy sobie rady. To tylko przykłady pierwsze z brzegu. 2. Dlaczego? Dlaczego to książka dla kobiet (co, autorka podkreśla już w pierwszym zdaniu)? Zastanawiałem się nad tym. Przecież na facetów czekają te same pułapki: alkoholizm, brak kontroli nad emocjami, nadmierne lęki (o rachunki, o bliskich, o zdrowie). Potem dopiero zdałem sobie sprawę, że jeszcze nie słyszałem nigdy o anorektykach i bulimikach, a o anorektyczkach i bulimiczkach - i owszem. Dlaczego? 3. Co proponuje swoim czytelniczkom Ewa Woydyłło? Mówiąc w skrócie - znalezienie w życiu harmonii, akceptację siebie, odróżnienie rzeczy ważnych od pierdół, wyrwanie się z obłędnego kręgu obaw, przemocy, bezsilności. Polubienie siebie. 4. Bardzo spodobała mi się forma "Podnieś głowę". Napisana jest żywym, prawie kolokwialnym językiem. Tak jakby ktoś spisał z taśmy wypowiedź autorki. Choć książka traktuje o rzeczach poważnych - sporo w niej anegdot, przykładów, historii. Wychodzi z tego takie fajne, pełne ciepła "babskie gadanie". 5. Czy książka Ewy Woydyłło może zmienić czyjeś życie? Raczej sygnalizuje problemy i pokazuje, że można je rozwiązać. Nie ma co się łudzić - po tej lekturze, nie uleczymy traumy z dzieciństwa, ani nie przestaniemy nadmiernie popijać, czy się objadać. Jednak z całą pewnością książka może sprawić, ze zaświeci się u czytelnika - przepraszam: czytelniczki - czerwona lampka: "Uwaga, mam problem!" A to niemało. Warto po książkę Ewy Woydyłło sięgnąć w czasie urlopu, długiego weekendu. Wyrywamy się wtedy z miksera codzienności. Mamy głowę wolną od codziennych zmartwień. Łatwiej nam wtedy być sam na sam ze sobą i szukać odpowiedzi na pytania najważniejsze. 6. Wbrew wszystkiemu - facet też może przeczytać "Podnieś głowę". Przynajmniej z dwóch powodów: po pierwsze: cześć z poruszanych problemów dotyczy nas - brzydszej części ludzkości po drugie: książka sprawi, że zrobimy mały kroczek na drodze ku Niemożliwemu: zrozumieniu kobiety. 7. Tak sobie myślę, że byłoby całkiem miło, ciekawie, pouczająco przeczytać "Podnieś głowę" w wersji dla facetów. Jest jakiś chętny autor? -
- Trupy polskie
- cena: 26,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
reader bloog pl 2009-07-27
Słabe nieporuszenie na ziemi (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
1. Czy sięgnę po jakiś polski kryminał po lekturze "Trupów..."? Raczej nie. Teksty Ziemkiewicza, Bratkowskiego, Beresia są słabo napisane. Najdelikatniej mówiąc. Wtórność, przewidywalność, językowa nieporadność, nachalny dydaktyzm (zwłaszcza w przypadku "Zbrodni doskonałej live" Ziemkiewicza) - to moje najważniejsze zarzuty wobec tych próz. Po co znani publicyści brali się za kryminał? Na co im to było? 2. Ale to nie wszystko. Trudno w to uwierzyć, ale w "Trupach..." znalazły się teksty jeszcze gorsze. W właściwie mam na myśli jeden tekst:"Samolot Ribbentropa" Andrzeja Pilipiuka. Powiem szczerze: w moim prywatnym rankingu na najgorsze opowiadanie świata "Samolot..." jest liderem. Czegoś tak głupiego i nieudolnie napisanego nie czytałem od lat. Pan Pilipiuk to, o ile się orientuję, jedna z gwiazd nadwiślańskiej literatury popularnej. Wobec tego faktu, budzą się we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jestem ciekawy czy "Samolot..." to wypadek przy pracy, a reszta rzeczy jest przyzwoita (istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że jest właśnie tak: coś gorszego od tekstu z "Trupów..." ciężko byłoby napisać). Z drugiej jednak strony, przez litość nad sobą, nie bardzo mam ochotę sprawdzać, jak to pisarstwem Pilipiuka jest w istocie. 3. Opowiadanie Pilipiuka - mimo, że jest totalnym literackim potworem - dało się jednak przeczytać. Są jednak teksty w "Trupach...", które tego elementarnego warunku nie spełniają. W zasadzie to nie są teksty - raczej zbiory liter, wyrazów, zdań. Do tej kategorii należy na pewno coś, co napisał Artur Górski. Zaczyna się to od zdania: "Czesław Nowak, syn Zenona, leżał nieporuszenie na ziemi". Po takim wstępie przechodzi mi ochota na ciąg dalszy. 4. Nie brakuje tekstów naprawdę dobrych. Jest ich jednak znacznie mniej niż tych kiepskich. Podobały mi się opowiadania Joanny Chmielewskiej i Irka Grina. Nie przepadam wprawdzie za literaturą opierającą się na popychaniu akcji do przodu. Doceniam jednak warsztat, pomysł, sprawność narracji, klimat. Jest jeszcze tekst Jacka Dukaja. Nie mam o nim zdania. Jest to bowiem esej o "Liniach krwi" Iaina Banksa. Twórczości Pana Banksa nie znam. A czytać eseje o czymś, czego się nie czytało to zajęcie pozbawione resztek sensu. 5. Prawdziwe perły tej antologii to "Kotek" Marcina Świetlickiego i "Ostatnie śledztwo wywiadowcy Gościńskiego" Rafała Grupińskiego. Tekst lidera Świetlików to bodaj fragment "Jedenaście". Właściwie trudno tu mówić o kryminale. Niby ktoś ginie, ale esencja opowieści ulokowana jest w zupełnie innych rejestrach. To samo można powiedzieć o opowiadaniu Grupińskiego. Po jego lekturze, nasunęła mi się jednak zgoła nieliteracka refleksja. Zacząłem się mianowicie zastanawiać, jaka siła pchnęła autora do tego, by stać się głównym ideologiem rządzącego stronnictwa? -
- Cukier w normie z ekstrabonusem
- Sławomir Shuty
- cena: 28,49 zł
- (towar trudno dostępny, do 21 dni
UWAGA: To towar sprowadzany na zamówienie - nie zawsze możemy
zadeklarować z góry, jak szybko go zdobędziemy. Zakładamy,
że jego sprowadzenie lub wyjaśnienie tego, czy i kiedy
będzie dostępny nie powinno potrwać dłużej niż 21 dni roboczych.
Wraz z dostawcą dokładamy wszelkich starań, żeby stało się to szybciej.
)
reader bloog pl 2009-06-17
TANDETA (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Jeden z moich wykładowców lubił powtarzać, że nie ma złych książek. No bo jeśli nawet przeczyta się kompletnego pawia, to i tak trzeba sobie odpowiedzieć, dlaczego tym kompletnym pawiem dana książka jest. A poszukiwanie i znalezienie odpowiedzi na to pytanie, samo w sobie jest procesem rozwijającym i stymulującym intelekt. "Cukier w normie z ekstrabonusem" Sławomira Shuty jest dobrą książką. Niestety prawie wyłącznie w znaczeniu opisanym wyżej. Jest prawdopodobieństwo i to nawet duże, że jestem pozbawionym literackiej wrażliwości debilem. To by tłumaczyło, że pewnych strategii promocyjnych w polskiej literaturze nie rozumiem. Nie rozumiem ochów i achów nad twórczością Shutego. Nie rozumiem dlaczego dostał Paszport Polityki. Nie rozumiem entuzjastycznych recenzji. Nie rozumiem dlaczego Marecki nazywa go Nikiforem młodej literatury. Może być tak, że nagrodzony Paszportem "Zwał" to książka genialna. Może tak być, że Shuty popełnił pawia ("Cukier..."), a potem - genialne dzieło ("Zwał"), wytyczające nowe drogi młodej literatury w Polszcze. Może tak być. Ale to mało prawdopodobne. Żeby aż taka różnica? A może kapituła paszportu dała Shutemu, co dała, bo nie było nikogo lepszego na podorędziu (współnominowani w 2004 to Dukaj i Różycki - nie czytałem ["Lód" przeraża mnie objętością], nie mam zdania)? Jaka jest prawda - prędko się nie dowiem. Musiałbym bowiem przeczytać "Zwał". A go nie przeczytam. Dlaczego? Ponieważ po lekturze "Cukru..." po twórczość literacką artysty z Huty powtórnie nie sięgnę. W każdym razie nie prędko. I wszystkim znajomym będę ten czytelniczy wybór odradzał. Czytelnikom tego bloga również. Intencje autor "Cukru..."miał dobre (o ile ja, przypominam, pozbawiony literackiej wrażliwości debil, dobrze je odczytałem). Pokazać jak tandetna popkulturowa sieczka może niszczyć ludzi, a dokładniej mówiąc - człowieczeństwo w ludziach. Niestety, jak to często bywa, intencje sobie, a efekty sobie. Temat wielki, nieopisany, ergo - nie zgrany jeszcze przez literacką brać. Temat, po próbie Shutego, wciąż czekający na swego epickiego Kolumba. Shuty bowiem prześliznął się po temacie. Dał obraz jednowymiarowy, bohaterów schamiałych, durnych i niewrażliwych. A przecież to nie jest takie proste. Proces korozji, ogłupiania, zniewolenia - tak, zniewolenia, nie bójmy się tego słowa! - człowieka przez popkulturę i konsumpcję to trochę więcej niż przesiadywanie przed telewizorem, bójka w knajpie, czy wulgarny język. Tu gra idzie o ludzkie dusze! Ale w te rejony autor nie zagląda. Prostota - nie będę już taki wredny i nie użyję słowa "prostactwo" - wizji autora "Cukru..." bardziej nadawałaby się do kabaretu. Gdyby była (wizja) choć trochę śmieszna. Silił się Shuty na dowcip, ale wyszło mu tak sobie. Delikatnie rzecz ujmując. Wystarczy. Nie lubię jadu wylewać na pisarzy, ale też nie chciałem, żeby na tym blogu było za słodko. Umówmy się - złe książki się zdarzają. I niestety czasami, najczęściej nieświadomie, po nie sięgamy. -
- Szkice Piórkiem
- Andrzej Bobkowski
- (towar niedostępny)
reader bloog pl 2009-06-17
Genialna książka (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Żeby w pełni opisać "Szkice..." potrzeba kilku lat studiów i zapisania setek stron. Ja, jak zwykle, napiszę o tym, co dla mnie w książce Bobkowskiego najcenniejsze. Skazuję tym samym dzieło ulubionego pisarza na potraktowanie powierzchowne, fragmentaryczne i skrajnie zredukowane. Zaczynam czuć do siebie wstręt! "Szkice..." to gorący, niemal reporterski zapis dnia codziennego Francji w latach 1940-1944. Niewyczerpane źródło "obrazków rodzajowych" francuskiej wsi, paryskiej ulicy, życia przeciętnego obywatela. Dla miłośnika historii - pasjonująca lektura. Dla kogoś kto wychował się w Polsce i wie jak tutaj wyglądała okupacja niemiecka, porażające są opisy względnie - mimo wszystko - normalnego życia Francuzów w czasie wojny. Działają urzędy, państwo jako tako funkcjonuje. Czynne są knajpy, kina, teatry, burdele. W tym samym czasie na terenie Polski znikają getta a w Auschwitz dymią kominy. W miastach - łapanki na ulicach i masowe egzekucje. Warto więc pamiętać, że pod słowem "okupacja niemiecka" dla Francuza kryją się zupełnie inne obrazy, znaczenia, emocje niż dla nas. Kolejna warstwa książki Bobkowskiego to refleksje o historii, kulturze, ludziach, narodach, historii, polityce (pojawiają się głosy, że część z owych myśli autor dopisywał ex post). Refleksje pisane przez człowieka bardzo młodego (w momencie rozpoczęcia "Szkiców..." w 1940 Bobkowski ma 27 lat), ale niespotykanie inteligentnego, oczytanego, przenikliwego i bezkompromisowego. Bobkowski bez litości chłoszcze Francuzów za ugodowość wobec Hitlera. W równym stopniu dostaje się też polskiej emigracji. Pisarz chłodno ocenia fakty, a efektem jest - to wiemy już z jego życiorysu - gigantyczne rozczarowanie Europą i decyzja o emigracji do Gwatemali. Moja ulubiona część "Szkiców..." to jednak opis rowerowej podróży Bobkowskiego przez okupowaną Francję. Wojna staje się tu dalekim tłem. Geopolityczne rozważania i opisy ulic Paryża, zastępuje pejzaż, napotkani ludzie, noclegi na sianie, i poczucie absolutnej, nieskrępowanej wolności. Cała podróż opisywana jest sensualnym językiem, wyczulonym na szczegół, "wiernym rzeczywistości". Oto przykład: "Wypełzłem z namiotu, przytuliłem twarz do ziemi. Trawa moczyła i kłuła w wargi i w powieki; pachniała ziemią, zielenią i 9-tą godziną rano, w górach. Poczułem na piersiach chłód od przemoczonej wiatrówki i usiadłem. Żułem czekoladę ze słońcem i zaciągałem się dymem z papierosa, zmieszanym z poranną mgiełką." Prawda, że niewielu umie tak pisać? -
- Holoubek - rozmowy
- Małgorzata Terlecka-Reksnis
- cena: 33,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
reader bloog pl 2009-06-17
Mistrz (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Gustaw Holoubek opowiada Terleckiej - Reksnis o swoim życiu: domu rodzinnym, klimacie przedwojennego Krakowa, udziale w kampanii wrześniowej, studiom aktorskim, wieloletnim zmaganiu z gruźlicą, początkach kariery, jej rozwoju i szczycie. W tej biograficznej części książki najbardziej urzekł mnie opis okupacji w Krakowie, a szczególnie dwa wątki: wizyty w willi przyjaciół i pełne egzaltacji deklamacje przez domowy radiowęzeł. I drugi, okupacyjny epizod Holoubka - przyjęcia u ekscentrycznego pastora metodystów i jego przepięknej - wg. relacji aktora - rudowłosej żony. "[...] wędrowało się więc [w czasie owych przyjęć - przyp. reader] od konieczności myślenia i intelektualnej aktywności do pogrążenia się w zmysłach. Suma tych wrażeń dla mnie, wówczas dziewiętnastolatka, była oszałamiająca." Zderzenie wojennych realiów: grozy, nieustannego zagrożenia, balansowania na granicy życia i śmierci, z zanurzeniem się w sztuce, poezji, zmysłowości, ma w sobie coś absolutnie wyjątkowego. Na osobną uwagę w warstwie biograficznej opowieści aktora zasługuje część poświęcona pamiętnej inscenizacji "Dziadów" w reżyserii Dejmka. Z tego wydarzenia Holoubek daje czytelnikom relację z pierwszej ręki. Dowiadujemy się o atmosferze za kulisami, o tym, co czuli aktorzy. Zdradza też - z rozbrajającą szczerością - na czym polegała tajemnica jego wykonania "Wielkiej Improwizacji": "Starałem się powiedzieć ten tekst tak, jak został on napisany". Drugi - obok biograficznego - wątek rozmów z aktorem, to jego refleksje nt. aktorstwa, specyfiki tego zawodu, warsztatu, pracy nad rolą, tekstem, wreszcie - istoty, sedna, rdzenia bycia aktorem. Ta część sprawia, że "Holoubek. Rozmowy" powinny stać się lekturą obowiązkową we wszystkich uczelniach kształcących aktorów. W książce jest też sporo anegdot. Na koniec - jedna z nich - jej bohaterem jest Juliusz Osterwa (którego zresztą Holoubek nazywa największym człowiekiem teatru, z którym się kiedykolwiek zetknął). Oddajmy głos aktorowi: "Podczas pogrzebu jego [J. Osterwy - przyp. reader] pierwszej żony, Wandy Osterwiny, po zakończeniu ceremonii Osterwa, nie zważając na deszcz, długo jeszcze klęczał przed jej grobem. Jego zachowanie wzbudziło ogólne współczucie, zwłaszcza wśród dam, które nie mogły oderwać od niego oczu. W końcu jedna z nich podeszła i szepnęła: "Panie Juliuszu, jest pan taki wstrząsający w swoim bólu". Na to mistrz, odwracając ku niej twarz, spytał: "A widziała mnie pani w kaplicy?" /reader.bloog.pl/ -
- Schodów się nie pali
- Wojciech Tochman
- (towar niedostępny)
reader bloog pl 2009-05-29
Czasem Nadzieja
I Wdawanie się w dyskusje czy reportaż to gatunek literacki czy dziennikarski nie ma sensu. Przykład Ryszarda Kapuścińskiego, pokazuje, że to, co napisze dziennikarz może być literaturą. Sęk w tym, że może - nie musi. Kiedy dziennikarska relacja staje się sztuką? Gdzie jest ta granica? Nie wiem. Przebiega na pewno gdzieś w obszarach wrażliwości, uważności, intelektu, ale i panowania nad pisanym słowem. A więc w sferach, których ocena według "sztywnych" kryteriów staje się niemożliwa. II Jaka jest wspólna cecha bohaterów zbioru tekstów Wojciecha Tochmana? Ból? Poczucie straty? Na pewno. Dotyka ono wszystkich. Nieważne czy Renaty z tytułowego opowiadania, opiekującej się "niepodobnym do człowieka" Mateuszem. Czy rodzeństwa z tekstu "Bracia i siostry" notorycznie uciekającego z domów dziecka, tylko po to, żeby być razem. Czy dziewczyny sprzedanej przez kolegów do niemieckiego burdelu. Obłęd? Obsesja? Pasja? Raczej drugie i trzecie. Najlepszy przykład to matka Wandy Rutkiewicz wciąż wierząca, że córka żyje. Można współczuć tej kobiecie mówiąc, że jej ból jest tak wielki, że nie dopuszcza myśli o stracie córki. Można też ją podziwiać - bo niewielu dana jest taka Nadzieja. Miłość? Na pewno. We wszelkich swych formach. III Miłość. Obsesja. Poczucie straty. Czasem - Nadzieja. Połączenie dziwne. Niestety jednak - często spotykane też poza literaturą. IV To zadziwiające jak Tochman traktuje bohaterów. Jak potrafi ich "otworzyć" - a później opisać to, co usłyszał. Unika sentymentalizmu, choć każda z tych historii mogłaby stać się scenariuszem tandetnego wyciskacza łez. Pisze z pokorą wobec powierzanych opowieści. V Nie wszyscy bohaterowie reportaży żyją (np. Grzegorz Przemyk i Barbara Sadowska, czy Piotr Skrzynecki). W takich przypadkach dziennikarz opiera tekst na relacjach przyjaciół. Z nich tka historię. Prawdziwą? Kto wie. Nikt już nie sprawdzi. Ale pewne jest, że po lekturze "Mówię ci, tam była enklawa tajemna" o Piotrze Skrzyneckim, Janinie Garyckiej i Piwnicy pod Baranami myślę tekstem Tochmana. VI Reportaż "Nieobecność". To powód dla którego sięgnąłem po "Schodów się nie pali". Opowieść o braciach bliźniakach rozdzielonych w dzieciństwie. Spotykają się po latach. To zmienia ich życie. Po lekturze "Nieobecności" nie mogę uwolnić się od pytania, jakie mechanizmy zadziałały w bohaterach doprowadzając do dramatycznego końca. Ile tajemnic nosimy w sobie? Odkryjemy je wszystkie? Jak wiele sensu ma twierdzenie "znam siebie"? VII Czy takie pytania rodzą się po przeczytaniu reportażu? /reader.bloog.pl/ -
- Kino niezależne w Polsce (1989-2009). Historia mówiona, t.1
- Piotr Marecki
- cena: 45,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
reader bloog pl 2009-05-15
bez kasy
reader.bloog.pl






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













