stały recenzent  Jakub Paluszkiewicz

Rekomendacje:

  1. Making Mirrors
  2. Overshare [Digipack]
  3. Wszyscy muzycy to wojownicy [Digipack]
  4. Skała [Digipack]
  5. Okruchy życia [Digipack]

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 19

  • Mutual Friends [Jewelcase]

    Jakub Paluszkiewicz 2012-01-28

    Początek ciekawego spotkania   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Na okładce płyty dwie dziewczyny. Na oko - studentki. Siedzą na podłodze, a nadęty przez jedną z nich balon gumy do żucia wprowadza kompletnie niepoważną i niezobowiązującą atmosferę. Ot, takie zwykłe spotkanie w gronie młodych inteligentnych idealistów, dzielących się swoim spojrzeniem na świat: na rzeczywistość, na politykę, na realia obyczajowe, na sztukę. Taka jest pierwsza płyta dwóch młodych pań ukrywających się pod przewrotną nazwą Boy. Niezobowiązujące spotkanie. A raczej początek spotkania. Album "Mutual Friends" nie odkrywa przed nami fascynujących muzycznych perspektyw, nie szokuje nowymi artystycznymi chwytami, nie zachwyca pięknem kompozycji czy maestrią wykonawczą. To wszystko już gdzieś było, gdzieś to słyszeliśmy, podobne rzeczy już nuciliśmy. Były już neo-folkowe klimaty, charakterystyczne brzmienie indie, było inteligentne śpiewanie pań wykonujących szlachetny pop. Bynajmniej, to wcale nie jest wada. Dwie Europejki pokazują po pierwsze, że Stary Kontynent odżywa i po dziesiątkach lat bezwzględnej dominacji muzyków brytyjskich i amerykańskich (pozostawiających Europie tylko działkę taneczną) przyszedł czas na pozbawione kompleksów, zdolne pokolenie wartościowych twórców. Jednocześnie Valeska Steiner i Sonja Glass sygnalizują tym bardzo przyzwoitym albumem, że są na dobrej drodze, że niejedna ciekawa rzecz w ich głowach się jeszcze urodzi. Lubię, kiedy pierwsza płyta jest raczej obiecująca niż rewelacyjna. Bo ze spotkaniami jest tak: na początku musi być nieco leniwie, a potem rozmowa rozkręca się i dochodzi do kulminacji... Posłuchajmy zatem i poczekajmy.
  • Making Mirrors

    Jakub Paluszkiewicz 2012-01-26

    Gotye. Inaczej, ciekawiej, spójniej   (37 z 43 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Oj, jak obśmiał polskojęzyczny Internet niezobowiązującą piosenkę belgijsko-australijskiego Gotye. Wręcz wypada odżegnywać się, wypada mówić, że "Somebody That Used I Know" to kicz, pioseneczka i w ogóle coś, co nie powinno się podobać. A ja mówię inaczej - ta piosenka, a jeszcze bardziej płyta Making Mirrors, którą piosenka wprowadziła na globalny rynek, to wyjątkowo udane dzieło.

    Dawno nie słyszałem kompletnego albumu, który, jednocześnie zachowując spójność i konsekwencję, wysyłałby słuchacza w tak różne rejony. Od skandynawskiego chłodu, przez kontynentalną elektronikę najwyższych lotów, brytyjski nowoczesny pop, amerykański soul (genialne I Feel Better), nawet gospel...

    Płyta kipi pomysłami, szalenie inteligentnie przetworzonymi na język artystycznej wypowiedzi. Inspiracje bulgoczą pod pokrywką tego garnka, podnosząc go co chwila i uwalniając smakowite zapachy. A potem pokrywka znów opada, co pozostawia odczucie zdrowego niedosytu i pragnienie "jeszcze" (do momentu, w którym pokrywka znów się podnosi).

    Bronię Gotye. Świetna muzyka, ciekawe brzmienie, ogromny potencjał przebojowy (taki inteligentny , z lekkim posmakiem niezależności i alternatywy - POP. Posłuchajcie.
  • Drwal
    • Drwal
    • Michał Witkowski
    • cena: 36,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Jakub Paluszkiewicz 2012-01-04

    SPA kontra luj, czyli Witkowski w świetnej formie   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Fajna to książka. Bardzo, ale to bardzo udanie mieszają się w niej konwencje, wątki, dygresje, zgrabna konstrukcja czasoprzestrzenna też frapuje. Wszystko to spięte w jednolitą wartką opowieść podaną współczesnym językiem - niby potocznym, ale jednocześnie wystylizowanym. Fajna to książka. "Drwal" Michała Witkowskiego. Przyznam, nie potrafiłem dotąd spojrzeć na Witkowskiego poważnie. Owszem, doceniałem (choćby za "Margot", a szczególnie znakomity słuch i umiejętność oddania natury specyficznego potocznego dialogu drukowanym słowem), ale wartość literacką zagłuszał mi nieco medialny lans autora, tania (tak to odbierałem) sensacja wywołana silnie podkreślaną homoseksualną tożsamością. Ot, taki pajac współczesnej sztuki, doskonale zdający sobie sprawę z niezbędności intensywnej autopromocji. Niech będzie - taka Doda literatury. A teraz - szacuneczek. Naprawdę - rzecz na wysokim poziomie, od początku do końca, w każdym z elementów z osobna i jako całość. W "Drwalu" jest wszystko: - bardzo dużo autoironii, - przejaskrawiony, do łez rozśmieszający obraz współczesnej elity, a jednocześnie... pełna jej akceptacja poprzez deklarowanie przynależności (cóż za kompromis ;), - perfekcyjnie oddany klimat uzdrowiska (Międzyzdroje) po sezonie - z degenerującą się społecznością i uśpionymi enklawami powierzchownego szczęścia (SPA), - rozpędzająca się jak przysłowiowa lokomotywa (na trasie Międzyzdroje - Świnoujście) akcja fantastycznie budująca dramaturgię, - zręcznie podane wątki homoseksualne, które - oprócz znaczenia dramaturgicznego - są bardzo ciekawym materiałem socjologicznym, - no i parę innych rzeczy. Z czystym sumieniem polecam. Fajnie przeczytać coś, co sprawia, że czeka się na następne.
  • Marzenia i tajemnice

    Jakub Paluszkiewicz 2011-12-05

    Matka. A przy okazji - Polka   (8 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Marzenia i tajemnice", czyli opowieść Danuty Wałęsowej to lektura obowiązkowa. Jest ciekawie: - bo o historii najnowszej Prezydentowa opowiada inaczej, akcentując zupełnie co innego, jej punkt widzenia (patrzenia) na epokowe wydarzenia w Gdańsku jest kompletnie inny od podręcznikowego i gazetowego - przez to arcyciekawy, - bo na stronach książki pojawiają się historie, opowieści dotąd nieznane, albo znane wtajemniczonym (również dotyczące Solidarności, czy też - ogólnie - walki z reżimem). Jest wzruszająco: - bo Wałęsowa, mimo pozostawania przez lata na uboczu (de facto w charakterze "własności męża") teraz dochodzi do głosu i mówi "swoje" odważnie i interesująco, - bo nie sposób nie współczuć jej życia, a jednocześnie - nie sposób nie podziwiać za dzielność i niezłomność, - bo autorka/bohaterka odważnie (ale z honorem) opowiada o swoich trudnych relacjach z mężem, zachowując się jednocześnie cały czas w 100% fair (a o wielkości i twardości stojącego między nimi muru świadczy choćby to, że ANI RAZU nie mówi o NIM per "Lech", "Leszek", "Lechu", "Lesiu" - a jedynie "mój mąż" albo "Wałęsa"), - bo czuć, że PRAWDZIWYM problemem, który naprawdę mocno wstrząsnął całą rodziną Wałęsów, był dopiero motocyklowy wypadek Jarka. Jest refleksyjnie: - bo książka pokazuje jaki - dla emocjonalnej kondycji małżeństw - skutek niesie rozłąka: fizyczna, emocjonalna, wynikająca z tak skrajnie różnych priorytetów, - bo udowadnia, że wszyscy są, wobec życiowego zamieszania, równi (DW przyznaje to z pokorą), - bo Wałęsowa, głośno wykrzykując swój całożyciowy żal, jednocześnie nie popada w pretensje i nie korzysta z oczywistych rozwiązań typu "tani feminizm" - wręcz emanując życiową nieudziwnioną mądrością. Jest doskonale w sensie edycyjnym: - bo opracowanie opowieści przez Piotra Adamowicza z jednej strony uszanowało naturalność, prostotę, a momentami nawet "toporność" monologu prostej kobiety, a z drugiej - pozwoliło na zachowanie płynności i szlachetności (majstersztyk), - bo książkę zilustrowano dziesiątkami bardzo interesujących zdjęć i reprodukcji dokumentów, - bo czyta się świetnie.
  • New Blood
    • New Blood
    • Peter Gabriel
    • cena: 52,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Jakub Paluszkiewicz 2011-12-05

    Piękna. Niestety zbyt piękna   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Żal. Że artysta, od którego moglibyśmy spokojnie oczekiwać czegoś nowego, wielkiego, ożywczego, a co najmniej kolejnego przemyślanego dzieła, sprzedaje nam coś, czego nie powinien sprzedawać. Kiedy uznany Twórca sięga po swoje dawne wspaniałe kompozycje, każe komuś zaaranżować je na orkiestrę symfoniczną (albo co najmniej kameralną) i zaczyna jeździć po świecie z orkiestrą, budzi to mój niepokój i podejrzliwość. Od razu mówię - nie spotkałem artysty rockowego, którego dzieła po zaaranżowaniu na skład instrumentów klasycznych, nie straciłyby swojego blasku. Doskonałe piosenki Stinga w wersji "symfonicznej" stają się ledwie marnymi kawałeczkami do windy, "symfoniczny" Perfect traci całą swoją naturalność itd itp. A przecież nie kochamy tych piosenek (mam na myśli oryginały!) za wyjątkową linię melodyczną czy boski tekst. Kochamy je... no właśnie, nie wiadomo za co. Pewnie za połączenie kilku cech w jedną, unikalną jakość. Niekoniecznie byt idealny, ale hipnotyzujący. Dlatego "Red Rain" Gabriela w wykonaniu orkiestry brzmi pompatycznie, bogato i szlachetnie, ale nie ma w sobie ani krzty magii. I taka jest właściwie cała płyta, to znaczy kilka epokowych mini-dzieł tego Artysty + kilka innych (dodanych na zasadzie uzupełnienia) elementów. To znaczy jest fajna. Ale... dlaczego tylko fajna?
  • Last Train To Paris [Polska cena]

    Jakub Paluszkiewicz 2011-02-23

    Diddy wytycza kierunek   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Sean Combs aka Puff Daddy aka Diddy postanowił pokazać światu, jak będzie w najbliższych latach brzmiała muzyka taneczna. Przesłuchałem raz - pozytywnie się zdziwiłem, - uważnie przesłuchałem drugi raz - zaskoczyły mnie muzyczne oryginalności ukryte w energetycznym materiale, - bardzo uważnie przesłuchałem trzeci raz - zrozumiałem, to brzmienie dla Starego Kontynentu jest nieosiągalne. Kupili mnie. Ma facet głowę. I potrafi dobierać producentów, którzy skleili bardzo spójną, bardzo mocną i ani przez sekundę nie pozwalającą na nudę, płytę pełną ciekawych dźwięków. Taki muzyczny, wielogatunkowy miks. Doskonale sprawdzający się nie tylko podczas ćwiczeń na siłowni ;)
  • Dwadzieścia [Digipack]

    Jakub Paluszkiewicz 2011-01-28

    Na szczęście orkiestra... nie zaszkodziła

    Powiem od razu - wszelkie muzyczne projekty, które w nazwie mają przymiotnik "symfonicznie" wzbudzają moją nieufność, graniczącą z niechęcią. Podobnie jak artyści, zapraszający na kolejną swoją płytę (typu "the best of") na przykład sekcję detą, kwartet smyczkowy czy chór. (Nawiasem mówiąc, ryzykowne są również inicjatywy typu "unplugged" - tak samo grożą wysłaniem do getta zamieszkałego wyłącznie przez fanów artysty X, liczących na nową wersję znanego na pamięć, co do nuty, utworu). Zazwyczaj symfoniczne (z kwartetem smyczkowym albo sekcją dętą) wersje są próbą odświeżenia sprawdzonych przebojów - dodajmy - z nadzieją na sprzedaż znaczącej ilości egzemplarzy płyty. Bałem się, że w przypadku Raz Dwa Trzy będzie podobnie. Że to tylko - tłumaczone jubileuszem dwudziestolecia - odcinanie kuponów od, skądinąd bardzo wartościowego, dorobku. Mamy więc dwupłytowy album. 22 piosenki, których większość nie tylko dla fanów Raz Dwa Trzy są pozycją obowiązkową. W aranżacjach i ze wsparciem Braci (oraz Synów) Pospieszalskich, a udziałem skądinąd bardzo dobrej (brrr) Orkiestry Kameralnej Hanseatica. Dlaczego "brrrr"? Bo orkiestra okazała się kwiatkiem do kożucha. Ani słowa Adama Nowaka, ani charakterystyczne melodie do takiej stylizacji (choćby nie wiem jak mistrzowskiej) nie pasują. Poza tym Raz Dwa Trzy jest klasą samą w sobie i bogatego wsparcia aranżacyjnego po prostu nie potrzebuje. Ze smykami traci wiele swojego indywidualizmu. Ale - spokojnie - nic, nawet orkiestra kameralna!, albo fajny zespół Daga Dana w bardzo znikomym stopniu przystający do stylistyki Jubilata, nie jest w stanie zepsuć świetnych, mądrych, muzycznie wartościowych piosenek. I nie jest w stanie zakłócić dobrego, wspólnego, grania, okraszonego zabawnymi wywodami Nowaka (kończonymi rytualnym "dziękuję za wypowiedź"). Raz Dwa Trzy jest świetnym zespołem koncertowym. Na scenie jest znakomite, na płytach - bardzo dobre. Jubileuszowe wydawnictwo (dokumentacja występu live) jest więc czymś pomiędzy.. Gdyby orkiestrę wsparli znajomi i przyjaciele, dzielący się gościnnie w poszczególnych piosenkach swoimi dźwiękami czy głosami - byłoby jeszcze piękniej. W każdym razie - polecam.
  • Overshare [Digipack]

    Jakub Paluszkiewicz 2011-01-25

    Najbardziej uśmiechnięta płyta w Polsce...

    ...i choćby dlatego zachwyca. Dawka pozytywnej energii, wysyłanej z najmniejszej nawet sceny przez tych dwoje młodych ludzi (wspartych utalentowanymi muzycznie współpracownikami) jest oszałamiająca. Prosta neo-folkowa muzyka, oparta na brzmieniu prostej akustycznej gitary i skrzypiec, śpiewanych unisono prostych piosenkach, nie potrzebuje właściwie niczego innego. Właśnie uśmiechu. Widziałem ich na koncercie i nie wyobrażałem sobie, że nowa płyta - "Overshare" może mi się nie podobać. Poprzedzająca ją EP-ka była przedsmakiem, bo longplay okazał się o wiele lepszy - brzmieniowo bardziej dopracowany (choć nadal utrzymany w oszczędnej stylistyce), ambitniejszy i szlachetniejszy. Czy świat to kupi? Chyba oboje na to liczą, ograniczając opisy na załączonej książeczce do angielskiego tekstu. ZA przemawia bardzo poprawna, kanadyjska wymowa Pauli. Życzę powodzenia, chociaż wolałbym taką perełkę pozostawić w kraju...
  • Dwadzieścia [Digipack]

    Jakub Paluszkiewicz 2011-01-25

    Nie szkodzi, że z orkiestrą

    Powiem od razu - wszelkie muzyczne projekty, które w nazwie mają przymiotnik "symfonicznie" wzbudzają moją nieufność, graniczącą z niechęcią. Podobnie jak artyści, zapraszający na kolejną swoją płytę (typu "the best of") na przykład sekcję dętą, kwartet smyczkowy czy chór. (Nawiasem mówiąc, ryzykowne są również inicjatywy typu "unplugged" - tak samo grożą wysłaniem do getta zamieszkałego wyłącznie przez fanów artysty X, liczących na nową wersję znanego na pamięć, co do nuty, utworu). Zazwyczaj symfoniczne (z kwartetem smyczkowym albo sekcją dętą) wersje są próbą odświeżenia sprawdzonych przebojów - dodajmy - z nadzieją na sprzedaż znaczącej ilości egzemplarzy płyty. Bałem się, że w przypadku Raz Dwa Trzy będzie podobnie. Że to tylko - tłumaczone jubileuszem dwudziestolecia - odcinanie kuponów od, skądinąd bardzo wartościowego, dorobku. Mamy więc dwupłytowy album. 22 piosenki, których większość nie tylko dla fanów Raz Dwa Trzy są pozycją obowiązkową. W aranżacjach i ze wsparciem Braci (oraz Synów) Pospieszalskich, a udziałem skądinąd bardzo dobrej (brrr) Orkiestry Kameralnej Hanseatica. Dlaczego “brrrr”? Bo orkiestra okazała się kwiatkiem do kożucha. Ani słowa Adama Nowaka, ani charakterystyczne melodie do takiej stylizacji (choćby nie wiem jak mistrzowskiej) nie pasują. Poza tym Raz Dwa Trzy jest klasą samą w sobie i bogatego wsparcia aranżacyjnego po prostu nie potrzebuje. Ze smykami traci wiele swojego indywidualizmu. Ale - spokojnie - nic, nawet orkiestra kameralna!, albo fajny zespół Daga Dana w bardzo znikomym stopniu przystający do stylistyki Jubilata, nie jest w stanie zepsuć świetnych, mądrych, muzycznie wartościowych piosenek. I nie jest w stanie zakłócić dobrego, wspólnego, grania, okraszonego zabawnymi wywodami Nowaka (kończonymi rytualnym “dziękuję za wypowiedź”). Raz Dwa Trzy jest świetnym zespołem koncertowym. Na scenie jest znakomite, na płytach - bardzo dobre. Jubileuszowe wydawnictwo (dokumentacja występu live) jest więc czymś pomiędzy... Gdyby orkiestrę znajomi i przyjaciele, dzielący się gościnnie w poszczególnych piosenkach swoimi dźwiękami czy głosami - byłoby jeszcze piękniej. W każdym razie - polecam.
  • Złodzieje zapalniczek [Digipack]

    Jakub Paluszkiewicz 2011-01-18

    Ostry i Emade - starsi panowie dwaj

    Na okładce wyglądają jak na hip-hopowców przystało: odpowiednio obszerne spodnie, bluzy, czapeczki, sportowe buty. Bity też porządne, tłuste, brzmiące jak za Wielką Wodą, z odpowiednią dawką tego "nowego" (pomysły, smaczki, słuch), które nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z kreatywną produkcją na bardzo wysokim poziomie. Niezawodnie składający słowa w gęste rymy O.S.T.R. też w świetnej formie, swoim zachrypniętym głosem dzieli się swoją wizją świata, w rozsądnych dawkach wzmocnioną wulgaryzmami. Płyta idealna? Niemal. W "Złodziejach zapalniczek" znaleźć możemy wszystko to, czego oczekiwaliśmy od słynnego freestylera z łódzkich Bałut i ukształtowanego w muzyczno-intelektualnym warszawskim środowisku syna znanego gitarzysty... Paradoksalnie, jest to płyta... zbyt dobra. Zbyt dobra jak na osiedlowy hip-hop, nie przystająca swoją wystudiowaną surowością do surowości prymitywnej ławki, kulawych ale szczerych rymów, wreszcie zbyt ambitna. A jednocześnie - mam wrażenie, że autorzy chcieli, by była to płyta jak najprawdziwsza, nawet "rdzenna". Tymczasem zmieniło się bardzo wiele. Ostry nie jest już niepokornym raperem, oddanym do końca rymom, klubowemu życiu i lokalnej społeczności. Jest dojrzałym człowiekiem, ustatkowanym, wciąż odwołującym się do osiedlowych realiów i Wspólnoty, ale żyjącym w innym świecie. Emade od producenckich dokonań w dawnych nagraniach Fisza, pokonał dystans mierzony skalą kosmiczną i teraz jest po prostu nowoczesnym kompozytorem, współpracownikiem gwiazd mainstreamu. To już nie buntownicy. To profesorowie, muzycznie i słownie opisujący rzeczywistość z pozycji dobrze ustawionych i uznanych obserwatorów (od lat dwaj główni reprezentanci tego gatunku w rockowym ogródku to starsi o pokolenie Lech Janerka i Waglewski-Tata). Jasne, to nie zarzut. To tylko obserwacja, która każe na tę płytę spoglądać nieco inaczej.
(Stron: 2)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!