Sylwester Zimon
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 31
-
- Single
- Piotr Kępski
- cena: 22,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Sylwester Zimon 2009-10-09
Kobieca lektura autorstwa mężczyzny
Czytając to, co Piotr Kępski napisał o recenzentach w swojej książce, długo zastanawiałem się, co konkretnie napisać w swojej recenzji. Może to prawda, że „kulturalni ludzie w przerwie między drzemką a czekoladowym batonikiem przebiegają wzrokiem recenzję i czują się zwolnieni z nudnego obowiązku czytania nowych książek”. Dlatego muszę napisać coś, co sprawi, że potencjalny czytelnik nie odkryje całej fabuły po przeczytaniu tych kilku zdań napisanych przeze mnie. Zatem, co znajdziemy w „Singlach” – drugiej powieści Piotra Kępskiego, a zarazem pierwszej wydanej pod własnym nazwiskiem? Na pewno nie pochwały życia w samotności, erotycznych przygód czy twardej męskiej lektury o kobietach. Mamy za to odrobinę humoru, romansu i przemyśleń o życiu w Polsce XXI wieku. Można powiedzieć, że mimo płci autora, „Single” stylizowane są na powieść kobiecą w stylu Izabeli Sowy. Chociaż jest wzbogacona o męskie, analityczne spojrzenie na opisywane problemy. Kępski opowiada historię trzech osób, których losy zostają nieoczekiwanie splecione ze sobą: cierpiącej na nerwicę natręctw Marty, cierpiącego z powodu zaginięcia matki Filipa oraz cierpiącego z powodu niespełnienia pisarza-amatora Jakuba. Jak więc widać sielanki nie ma, ale trochę czarnego humoru się tu znajdzie. Co dziwne, w powieści występują aż trzej narratorzy, utrudnia to nieco odbiór i zrozumienie fabuły. Zdziwiło mnie też dość częste używanie dużych liter, co kojarzy mi się z blogami egzaltowanych nastolatek. Po lekturze „Singli” można odczuć, że Kępski dopiero się rozkręca i jeszcze nie pokazał, na co go stać. Piotr pisze poprawnie, lekko filozoficznie, ale wciąż jeszcze brakuje mu czegoś, co wyróżniłoby go w masie polskich pisarzy. -
- Obrazki z wystawki
- Bielizna
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Sylwester Zimon 2009-10-09
Nowa para bielizny (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Rock’n’rollowi ekscentrycy pod wodzą Jarka Janiszewskiego wracają ze swoją ósmą płytą. Informacja ta na pewno zelektryzuje wszystkich fanów absurdu, gorzkiego humoru, niecodziennych gitarowych brzmień i śpiewu Jarka, który albo się kocha – albo nienawidzi. Bielizna to jedna z legend trójmiejskiej sceny alternatywnej. Zespół, który od lat błąka się po obrzeżach sceny oficjalnej i niezależnej. Niestety bez większych sukcesów medialnych. Spowodowane jest to pewną oryginalnością tej grupy. Gdańszczanie serwują koktajl złożony z niecodziennych tekstów, oryginalnej melodyki łączącej w sobie zarówno rock’n’roll, funky jak i liryczne ballady, oraz charakterystycznego, bardziej bluesowego niż rockowego, brzmienia gitar. Po „Obrazkach z wystawki” czuć, że Bielizna na przestrzeni ponad dwudziestu lat dojrzała. Coraz mniej na ich płytach wygłupów w stylu „Cudownej żaby”, „Wielkich dłoni” czy „Najbardziej fatalnej pary od czasów V-2”. Teksty na „Obrazkach z wystawki” są bardziej ponure, gorzko komentujące życie w Polsce. Wesołkowatość zastąpiona została ironią. Janiszewski krytykuje dewotów, polityków, fałszywych filantropów, karierowiczów ale nie brakuje też milszych tematów i typowych dla Bielizny piosenek o miłości. Dla fanów twórczości Janiszewskiego „Obrazki z wystawki” to pozycja obowiązkowa. Dla innych, będzie to dobra propozycja na początek znajomości z tym gdańskim sekstetem, który mimo upływu lat wciąż jest w dobrej formie. -
- Torpedo Los
- Blade Loki
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Sylwester Zimon 2009-10-09
Punk rock dla każdego
Trzy lata trzeba było czekać na premierowy materiał, ale w końcu ukazała się piąta płyta w dyskografii Bladych Loków. Jest to zarazem ostatni album nagrany z dotychczasową wokalistką Agatą Polic, jednak zmiany personalne nie przyczyniły się do zmiany brzmienia. Ciągle pozostajemy w melodyjnych ska-punkowych klimatach skierowanych nie tylko do fanów punk rocka. „Torpedo Los” nie przynosi wiele zmian w stylistyce Bladych Loków. Wrocławianie wciąż serwują nam solidną dawkę na przemian ostrych i melodyjnych dźwięków z dużą ilością sekcji dętej. Jednak niektóre rzeczy zmieniły się na lepsze. Przede wszystkim nie tak łatwo już doczepić się do tekstów zespołu, mniej w nich grafomanii, a więcej punkowej kawy na ławę. Chociaż przekaz niektórych z nich wciąż pozostaje zrozumiały jedynie dla autora. Wielu recenzentów porównywało muzykę Bladych Loków do Less Than Jake czy Mighty Mighty Bosstones. Moim zdaniem więcej znajdziemy tutaj odniesień do polskiego punk rocka lat 90. a nie do pop-punkowego amerykańskiego stylu. Blade Loki na przestrzeni siedemnastu lat swojej działalności dorobili się charakterystycznego brzmienia, które ciężko do kogokolwiek innego porównać. Może działo się tak głównie z powodu charakterystycznego wokalu Agaty? Na potwierdzenie tezy, że nie tylko w wokalistce siła Blade Loki na „Torpedo los” serwują nam trzy bonusowe utwory w wykonaniu nowej wokalistki Majki. Dziewczyna nie jest brunetką, ponadto dobrze wpasowała się w brzmienie grupy, więc nie ma, co obawiać się o dalsze losy Wrocławian. Jako ciekawostkę warto dodać, że na „Torpedo los” znalazł się cover przeboju „Skóra” zespołu Pawła Kukiza – Aya RL z nową ska-punkową aranżacją. -
- Opętani
- Chuck Palahniuk
- cena: 31,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Sylwester Zimon 2009-10-09
Parada obrzydliwości (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Chuck Palahniuk znany jest polskim czytelnikom głównie za sprawą książek „Podziemny krąg” i „Udław się”, które zekranizowano. Oprócz tego jest także pisarzem tworzącym powieści grozy oparte na rzeczywistości. W „Opętanych” nie znajdziesz demonów, potworów czy duchów. Rzeczywisty świat jest bardziej przerażający. „Opętani” to horror, który zachwyci zwłaszcza fanów serii filmowej „Piła”. W powieści Palahniuka przemoc, seks, szaleństwo i ludzkie dziwactwa zmieszane są z cynicznym czarnym humorem. Palahniuk stara się szokować i zadziwiać czytelnika na każdym kroku. Od samego początku prześciga się w wymyślaniu coraz bardziej dziwacznych, obrzydliwych i niepokojących historii. Czasem zabawnych, czasem obleśnych, a czasem dających do myślenia. Chuck Palahniuk korzystając z formuły „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, „Dekameronu” Boccaccia czy „120 dni sodomy” markiza de Sade, stworzył horror, obok którego ciężko przejść obojętnie. Grupa ludzi, uczestników warsztatów literackich, zostaje zamknięta w opuszczonym teatrze w celu stworzenia wiekopomnego dzieła. Opowiadane przez nich najbardziej koszmarne wspomnienia są niczym w porównaniu z tym, co ich czeka. Autor stara się wejść w psychikę ludzi zdolnych do wszystkiego, aby osiągnąć sukces i zdobyć wymarzoną sławę. Obserwacje Palahniuka nie prowadzą do pozytywnych wniosków. Bohaterowie książki są zepsuci i źli. Budzą odrazę i niechęć. Bezpostaciowy narrator, który jest jedynie biernym obserwatorem zdarzeń jeszcze bardziej powiększa dystans dzielący czytelnika i występujące w książce postacie. Palahniuk mocno popuścił wodze chorej wyobraźni. Na niemal 500 stronach zmieścił kanibali, morderców, wszelakich dewiantów seksualnych, aborcje, molestowanie, eksperyment medyczne, obdzieranie ze skóry, samookaleczenia, zarazy, tajemnicze urządzenia z piekła rodem i wiele innych dziwactw. Stworzył jednak powieść, którą mimo całej swej obrzydliwości, świetnie się czyta. „Opętani” nie są adresowani do każdego. Jednak, jeżeli lubisz slashery, gore i masz mocny żołądek to na pewno ci się spodoba. Abstrahując od treści, mamy tu do czynienia z dobrym, wciągającym pisarstwem. -
- Półświatło
- Brown
- cena: 7,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Sylwester Zimon 2009-07-02
Prawie jak Coma (0 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Rzeszowski Brown to zespół, który kiedyś grał jak Guano Apes, później jak Illusion, a obecnie gra jak Coma. Niestety nie da się zrecenzować „Półświatła” nie odnosząc się do Comy, a jest to zespół, który drażni mnie, jak mało który. Brown nie jest zły. Muzycy grają profesjonalnie i dobrze opanowali warsztat, ale same umiejętności to za mało, aby płyta była fajna. Pierwsze, do czego mogę się przyczepić to tempo, wszystkie trzynaście utworów zagrane są w podobnym średnim tempie. „Półświatło” zdecydowanie nie jest płytą dynamiczną czy ostrą. Chłopaki używają gitar i wywodzą się z rzeszowskiej sceny metalowej, lecz na najnowszej płycie zupełnie tego nie słychać. Brown smęci, nudzi, a ponadto brakuje im własnego stylu. Mimo wielu prób nie udało mi się przesłuchać tej płyty za jednym podejściem. Materiał wybrany na płytę jest tak mało różnorodny, że rzadko, który utwór wyróżnia się in plus. Jeżeli chodzi o teksty i wokal to skojarzenia z Comą są nieuniknione. No może tylko teksty Browna są napisane bardziej zrozumiałą polszczyzną. Na dokładkę rzeszowiacy nagrali cztery utwory po angielsku. Czyżby planowali międzynarodową karierę? Oprócz tego wszystkiego, nie wiem, kto podkusił muzyków, aby wybrali taki brzydki obrazek na okładkę? Mało prawdopodobne, żeby ktoś po ujrzeniu tej grafiki spontanicznie kupił „Półświatło”. Muzyka Browna adresowana jest przede wszystkim do fanów Comy. Ja niestety do nich nie należę. -
- DICK4DICK. Harem Zordaxa
- (towar niedostępny)
Sylwester Zimon 2009-06-21
Kicz, sex & rock'n'roll
Może się mylę, ale jest to chyba pierwszy w Polsce komiks, którego bohaterami jest rodzimy zespół rockowy. Konkretniej, elektro-rockowy band z Gdańska – Dick 4 Dick. W świecie nie jest to jakaś nowość, a komiksy dotyczą najczęściej grup o nietypowym image – jak chociażby KISS, którego wygląd jest główną inspiracją muzyków z Dick 4 Dick. Historia wymyślona i narysowana przez znanego rysownika Jakuba Rebelkę jest parodią tandetnego SF. Kosmiczni bohaterowie z Dick 4 Dick muszą uratować ziemskie kobiety, które zostały porwane do międzygalaktycznego haremu kosmity Zordaxa. Komiks ocieka kiczem i tandetą. Ponadto znaleźć w nim można sporo wizerunków męskiego przyrodzenia. Rebelka czerpie garściami z SF klasy D, a jego kreska przypomina komiksy z Lobo. Ma to swój urok i dobrze wkomponowuje się w styl zbereźników z Dick 4 Dick. Największa wadą tego komiksu jest jego objętość. Cała historia o uratowaniu Ziemi przed zagładą mieści się zaledwie na 36 stronach. Rozumiem, że rysowanie i dopieszczenie każdego kadru to czasochłonne zajęcie, ale „Harem Zordaxa” kończy się zdecydowanie zbyt szybko. A może Jakub Rebelka ma w planach kolejny komiks z Dick 4 Dick w roli głównej i chciał zostawić pewien niedosyt? Nie wiem. Odpowiedź na to pytanie przyniesie dopiero przyszłość. -
- The Legendary Dick
- Dick4Dick
- cena: 14,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Sylwester Zimon 2009-06-21
Dick4Dick zaniża loty
Z okazji swojego pięciolecia gdańscy elektro-rockowcy z Dick4Dick przygotowali niezwykłe wydawnictwo. „The legendarny Dick4Dick” zawiera DVD z teledyskami oraz płytę z remiksami Dick4Dick. Zdziwił mnie pomysł, aby tak młody zespół po nagraniu zaledwie dwóch płyt wypuszczał na rynek podobne wydawnictwa. Dick4Dick słyną jednak z dość nieszablonowych pomysłów i nietypowych zabiegów promocyjnych. Jednak „The Legendary Dick4Dick” to pomysł, moim zdaniem, niezbyt dobrze zrealizowany. Koncepcja jest fajna, ale wykonanie pozostawia trochę do życzenia. Na płytę z teledyskami składa się aż 19 pozycji: 12 teledysków (wliczając w to 5 wersji teledysku „Another Dick”), 5 klipów VJ, oraz takie dodatki jak film z próby czy zapis pierwszego koncertu – z jeszcze dziwniejszym repertuarem niż obecnie. Lubię teledyski Dick4Dick, pokazują fajny dystans, zabawę wizerunkiem i – przede wszystkim – są dobrze zrealizowane. Brakuje mi tu jednak jakichś aktualnych klipów koncertowych, bo obecnie Dick4Dick na żywo wymiata i warto byłoby uwiecznić to na DVD. Cały efekt psuje tutaj płyta audio dołączona do dobrego – lecz nie genialnego – DVD. Dick4Dick do zremiksowania swoich utworów zaprosili takie postacie, jak: Dj Fagot, Gwiazdy, Procesor Plus, M. Bunio czy Excessive Machine. Efekt jest czasem mocno mizerny, czasem interesujący, rzadko jednak remiksy przebijają poziom oryginalnego wykonania. Poza tym rozłożenie na czynniki pierwsze utworów Dick4Dick często uwypukla ich braki, jak chociażby otwierający płytę „Melting your soul”, w którym wokale brzmią po prostu kiepsko. Najlepiej wypada chyba „Dick’s back in town”, który przypomina mi trochę ballady Nicka Cave’a. Płyta adresowana jest zwłaszcza do fanów zespołu. Nie polecam tego, jako pierwsze spotkanie z zespołem, bo wrażenie może być rozczarowujące. Dla mnie w dyskografii Dick4Dick ciągle pierwsze miejsce zajmuje druga płyta zespołu „Grey album”. -
- Syreny nad miastem
- The Cuts
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Sylwester Zimon 2009-06-21
Za dobrzy na festiwal w Opolu (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Na debiutanckiej płycie pilskiej grupy The Cuts czuć sentyment do lat 80. Pierwsze skojarzenia to połączenie starego Kombi z Siekierą z czasów „Nowej Aleksandrii”. Jednak kolejne przesłuchania utrwalają w przekonaniu, że The Cuts mają swój własny styl. Płyta rozpoczyna się dwoma przebojowymi kawałkami: promującym płytę „Pokojem na jedną noc” i tytułowym. Jak to, niestety, często bywa, są to najlepsze utwory na całym albumie. Nie jest jednak źle. Minimalistyczny elektro-rock, jaki prezentuje The Cuts, może się podobać i dobrze się go słucha. Znajdziemy tutaj radiowe przeboje i bardziej mroczne klimaty. Czasami jest jednak trochę kiczowato, jak chociażby w „Smutnej dziewczynie”, która brzmi jak Kombi na kwasie. Jedyne, co przeszkadza mi w odbiorze debiutu The Cuts to teksty. Zwłaszcza wers „nieważne jak i gdzie” powtarzający się w refrenach „Kochać Cię chcę” i „Telefonie”. Dla mnie to niedopuszczalna rzecz. Kiepsko to wygląda, gdy refreny powtarzają się na dwóch różnych płytach w całej dyskografii jakiegoś zespołu. Tutaj mamy to samo w dwóch kawałkach na jednej płycie. Pozostawia to fatalne wrażenie, co do inwencji tekściarza i wokalisty Przemka Zdunka. Płyta „Syreny nad miastem” nagrywana była pomiędzy lutym 2007 a styczniem 2009. Przy tak ogromnym rozrzucie czasowym na brak czasu przy tworzeniu tekstów nie można narzekać, więc skąd to wpadka? Oprócz tego teksty trzymają poziom, chociaż nie stronią od banałów. Minimalistyczna okładka pasuje do minimalistycznej muzyki, jednak sama tekturka to zbyt mało. W sytuacji, gdy zespół śpiewa po angielsku to wkładka z tekstami byłaby jak najbardziej na miejscu. Co ciekawe, na gitarze basowej gościnnie gra tutaj Longin „Lo” Bartosiak z zespołu Strachy Na Lachy, a etatowym specem od syntezatorów grupy jest znany tu i ówdzie Tom Horn. -
- Monty Python - Prosimy nie regulować odbiorników, Nareszcie Show 1948
- (towar niedostępny)
Sylwester Zimon 2009-06-21
Nic zachwycającego
Jestem fanem Monty Pythona, ale ta płyta mimo mojej fascynacji nie przypadła mi do gustu. Widać, że to jeszcze nie to, humor bardziej slapstickowy, ugrzeczniony i mniej śmieszny. Ciekawa rzecz jedynie ze względu na wartość historyczną. -
- Punky Reggae Live - Wrocław 2008 [Digipack]
- Farben Lehre
- cena: 14,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Sylwester Zimon 2009-04-08
90% Punky 10% Reggae 100% Live
Farben Lehre to zespół, który od początku swojego istnienia obijał się gdzieś pomiędzy sceną oficjalną, a alternatywną. Dopiero w ostatnich latach odnalazł swoją niszę i umocnił swoją pozycję w najbardziej młodzieżowym nurcie punk rocka. Dzięki corocznym trasom koncertowym Punky Reggae Live stał się także najczęściej koncertującym punk rockowym zespołem w Polsce. „Punky Reggae Live” to już drugie koncertowe DVD w dyskografii Farben Lehre. Poprzednie skupiało się głównie na starszym repertuarze zespołu. W tym przypadku mamy do czynienia z najnowszymi dokonaniami muzyków z Płocka. Jak sama nazwa wskazuje, niniejsze DVD zawiera koncert z trasy Punky Reggae Live. Konkretnie występ z Wrocławia z 8 marca 2008 roku. Mimo nazwy punky reggae, dobór kawałków jest zdecydowanie ostro punk rockowy, z ograniczeniem lżejszych brzmień do minimum. Co ciekawe, mimo długiego scenicznego stażu na setlistę koncertu nie trafił ani jeden utwór z pierwszych sześciu płyt Farben Lehre. Chociaż teledyski do starszych utworów znajdziemy w materiałach dodatkowych tegoż DVD. Brakuje mi tu jednak paru starych hitów w świeżych, koncertowych wersjach. Mimo tego, że wokalista – Wojciech Wojda – nie miałby szans na zwycięstwo w „You Can Dance” to na scenie odstawia niezły, choć trochę niepokojący, show. Przypomina trochę paralityczny taniec Romana Kostrzewskiego z grupy Kat. Co najważniejsze mimo wielu lat na karku Wojda – jak i reszta grupy – wciąż ma w sobie energię nastolatka. Warto dodać, że oprócz swoich kompozycji na płycie znajdziemy trzy covery: „Should I stay or should I go” The Clash, „Kwiaty” Celi Nr3 i „She goes to Finos” Toy Dolls. Jednak akcent wokalisty w piosence Toy Dolls, pozostawia wiele do życzenia. Jak wspominałem, oprócz koncertu, na DVD znajdziemy aż 12 teledysków Farben Lehre z lat 1993-2008. Możemy śledzić zmiany image i muzyczny rozwój zespołu, a zwłaszcza zmianę poziomu realizacyjnego produkcji wideoklipów. Od topornych i wywołujących niezamierzony uśmiech na twarzy, do bardziej nowoczesnych i profesjonalnych. Jak zwykle wydawca zrobił wszystko, aby płyta wyglądała elegancko i profesjonalnie. Brakuje jednak jakiejś wkładki, gdyż w środku nie ma zbyt wielu informacji. Jakość koncertu także nie budzi żadnych zastrzeżeń. Może jedynie gitara basowa czasem jest zbyt mało słyszalna. Zdarzają się też momenty, jak chociażby w „She goes to Finos”, że wokalista trzyma mikrofon tak, że chwilami go nie słychać. Jedną z wad tej płyty jest prawie całkowity brak odgłosów publiczności, które zostały zapewne wyciszone w montażu. Widziane przeze mnie koncerty Farben Lehre, przypominają mi refren piosenki Połomskiego „Cała sala śpiewa z nami”. Tylko, że nikt walczyka parami na nich nie tańczył.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





