stały recenzent  Abu Ishak Ibrahim

Refuse/Resist

Rekomendacje:

  1. Shadows Of The Sun
  2. Lateralus
  3. The Fragile

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 99

  • Blood Mountain [Limited Edition]

    Abu Ishak Ibrahim 2009-02-09

    Odrębny gatunek muzyki   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Już niebawem premiera nowego albumu Mastodon, a kto jeszcze nie miał okazji posłuchać ostatniej płyty grupy pt. „Blood Mountain” to powinien to szybko nadrobić! Jest tutaj wszystko co Mastodon wypracował w ostatnich kilku latach istnienia na metalowej scenie, a więc... jedna wielka niewiadoma! Właściwie każdy kawałek to osobna, zaskakująca historia, a niektóre motywy jak te ze „Sleeping Giant” czy „Bladecatcher” osiągają nowe poziomy ekstremalnej muzyki. Zawsze ciężko było podpiąć pod Mastodona jakąś łatkę, a ten album wcale tego nie ułatwia, bo niby są tutaj typowe metalowe riffy, niby pojawiają się tutaj wyraźnie wpływy sludge metalu, ale i całość opatrzona jest duchem progresywnego metalu. Wydawać by się mogło, że taką różnorodność ciężko poskromić, ale Mastodon wychodzi z tego zadania rewelacyjnie, właściwie czyniąc ze swojej twórczości odrębny gatunek muzyki. „Blood Mountain” to album obok, którego nie można przejść obojętnie, a jeżeli ktoś nie będzie miał jeszcze dość to polecam wersję limitowaną gdzie na dodatkowym DVD można znaleźć materiały o powstawaniu krążka, teledysk do utworu Capillarian Crest i kilka fotosów przedstawiających tych mistrzów niekonwencjonalnych rozwiązań w metalu.
  • The Essential
    • The Essential
    • Judas Priest
    • cena: 67,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Abu Ishak Ibrahim 2009-02-09

    Nic nowego   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Przy okazji takich albumów jak „The Essential” Judas Priest można się zastanowić nad sensem ich istnienia. Mają jedynie wymiar kolekcjonerski, bo na dwóch krążkach, na które składają się 34 utwory nie znajdziemy nic nowego. To zbiór kawałków z większej części dyskografii Judasów, ale też nie z całości, bo brakuje tutaj choćby jednego utworu z pierwszego albumu Judas Priest pt. „Rocka Rolla” czy utworów z czasów kiedy wokalistą grupy był Tim Owens, także można zapomnieć o kawałkach z albumów „Jugulator” czy „Demolition”. Jasne też, że nie znajdziemy tu nic z ostatniego albumu tej heavy metalowej legendy, a więc z „Nostradamusa”. Poza tymi brakami w „The Essential” denerwujące jest, że utwory nie są ułożone w chronologicznej kolejności powstania, co mogłoby dać fajny efekt prześledzenia twórczości zespołu pod kątem tego jak rozwijała się jego muzyka. Album polecam tylko zagorzałym fanom, którzy nie chcą ominąć niczego co się wiąże z Judas Priest, a reszcie odradzam, bo nic nowego tutaj nie znajdziecie.
  • A-Lex [Limited Edition] [Digipack]

    Abu Ishak Ibrahim 2009-02-07

    Muzyczne oblicze Mechanicznej Pomarańczy   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Swego czasu reżyser Stanley Kubrick nadał powieści Anthony’ego Burgessa pt. „Mechaniczna Pomarańcza” zupełnie innego, filmowego wymiaru. Jak się okazuje Burgess zainspirował nie tylko Kubricka, a również i Sepulturę, zespół legendę thrash/death metalu, która o „Mechanicznej Pomarańczy” nagrała płytę! Krążek nazwany od imienia głównego bohatera pt. „A-Lex” składa się z czterech części opisujących poszczególne etapy życia Alexa. Opisy to niezwykłe, bo ubrane w soczysty thrash/groove metalowy wydźwięk. Sepultura użyła także kilku patentów mających mało wspólnego z metalem, co można podziwiać przy utworach takich jak „Sadistic Values” czy „Ludwig Van”, ale to było potrzebnej tej płycie, bo dodaje jej klimatu i wspaniale podkreśla „momenty” z życia Alexa. Wisienką na torcie będzie fakt, że to pierwszy krążek tego zespołu w nowym składzie. Płyta jest dobra bez znajomości książki czy filmu i broni się samą muzyką, ale w połączeniu z jednym lub z drugim (a najlepiej z dwójką tych dzieł) stanowi niezwykłą opowieść, przenoszącą świat wyobraźni w takie miejsca, o których nam się nie śniło! Dajmy zaistnieć Alexowi w naszej świadomości... posłuchajmy nowego albumu Sepultury...
  • Katorz [Digipack]

    Abu Ishak Ibrahim 2009-02-07

    Ostatni album Piggy'ego   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Album pt. „Katorz” kanadyjskiego Voivod definiują dwie daty: 25 lipca 2006 kiedy się ukazał i równo jedenaście miesięcy wcześniej czyli 25 sierpnia 2005 kiedy z chorobą przegrał Denis D’Ammour, gitarzysta i serce zespołu. „Piggy” (jak o nim mówiono) kiedy pisał swoje partie gitarowe na ten album już wiedział, że jego życie jest zagrożone, ale nigdy nie przestał tworzyć tego co kochał – swojej muzyki. Napisał partie gitarowe, które można usłyszeć na „Katorz” i odszedł. Słuchając tego albumu myślę sobie, że... każdy człowiek chciałby mieć takie odejście! Śmierć jest czymś najgorszym, ale umierać w takim stylu to hołd dla człowieka. Fakt, że bardzo dużo do albumu dołożyli: wokalista „Snake”, perkusista „Away” i (znany z Metallicy) basista Jason Newsted, ale „Katorz” to przede wszystkim gitara Piggy’ego... posłuchajcie takie kawałki jak „The Getaway”, „After All” czy „Mr. Clean”, a zrozumiecie o czym mówię... To oczywiście nie ten thrash metalowy Voivod z lat 80-tych, a raczej dalszy ciąg namaszczonej przez metal progresywno-elektronicznej rewolucji. Niemniej album jest świetny, a jego jedynym mankamentem jest to, że więcej taki nie powstanie, bo Piggy już nigdy więcej niczego nie nagra.
  • Schizophrenia

    Abu Ishak Ibrahim 2009-01-28

    Drugie uderzenie Sepultury   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Ledwo rok po wydaniu pierwszej studyjnej płyty Sepultura wydała kolejną pt. „Schizophrenia”. Jest to album ważny z kilku powodów. Przede wszystkim jest to pierwszy materiał nagrany z nowym gitarzystą Andreasem Kisserem, który zresztą w Sepulturze gra do dzisiaj. Efekty przyjścia Kissera do zespołu słychać od razu, bo Sepultura z nie uznającego kompromisów death metalu zaprezentowanego przy poprzedniej płytce „Morbid Visions”, zaczerpnęła nieco z thrash metalu, a mówiąc prościej – zaczęła grać szybciej, nie tracąc przy tym swoim swojej ciężkości. To ważne w dziejach zespołu, bo mniej więcej od tego momentu Sepultura zaczęła ewolucję do postaci z jakiej znamy ją dzisiaj, a więc do zespołu thrash metalowego z wyraźnymi wpływami groove. Drugi ważny powód to komercyjny sukces „Schizophrenii”, który z Sepultury uczynił zespół szerzej znany w metalowym świecie, co zaowocowało m.in. nowymi kontraktami i licznymi trasami koncertowymi. Inna, ale nie najmniej ważna sprawa czyniąca ten krążek smakowitym kąskiem to po prostu kilka dużych hitów jakie zostały na tym materiale zawarte z „R.I.P. (Rest In Pain)”, „Troops of Doom” i „Escape To The Void” na czele. Myślę, że dla koneserów jest to bardzo ważna płytka, o czym świadczą postawione wyżej argumenty.
  • Against
    • Against
    • Sepultura
    • (towar niedostępny)

    Abu Ishak Ibrahim 2009-01-28

    Trudny początek nowego etapu   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nic nie trwa wiecznie! Co prawda skład Sepultury nie zmieniał się tak często jak np. skład Megadeth, ale u Brazylijczyków z półki death/thrash metalowej również dochodziło do zmian. Jedną z bardziej spektakularnych jest odejście wokalisty i gitarzysty Maxa Cavalery i przyjście na jego miejsce Derricka Greena. Album „Against” jest świadkiem tych przemian. To pierwszy krążek w dziejach Sepultury z wspomnianym, nowym wokalistą. Zresztą drugim w historii zespołu, a zatem nic dziwnego, że Green nie został zbyt entuzjastycznie przyjęty przez fanów kapeli zapatrzonych w Cavalerę. Mam jednak wrażenie, że jego potężny, „lwi” głos z czasem przekonał nawet najtwardszych oponentów, a „Against” jest początkiem tego procesu. Pewne jest, że brakło tej płycie zmysłu kompozycyjnego jakim miażdżył wszystkich Cavalera. Stanowi ona raczej miks kilku nie zawsze do siebie pasujących spontanicznych pomysłów, oprawionych w metalowe ramy. Zespół przy tej płycie do wykreowanego thrash metalowego stylu wprowadził dużo zapożyczeń z innych gatunków i zrobił to trochę niechlujne. Znajdzie się tutaj ze trzy/cztery dobre numery, ale to raczej przeciętność jak na standardy Sepultury. Moja konkluzja jest taka, że ów album co prawda wspaniale eksponuje możliwości nowego wokalisty, ale został nagrany trochę w pośpiechu, co jest wyraźnie odczuwalne. Może po to by pokazać, że Sepultura nie pękła po odejściu Cavalery? Tak naprawdę udało się to udowodnić dopiero przy kolejnych albumach.
  • Soundtrack To Tour Escape

    Abu Ishak Ibrahim 2009-01-24

    Poszukiwań In Flames ciąg dalszy   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Szwedzi z In Flames mniej więcej od 2002 roku, a więc od ukazania się albumu "Reroute To Remain", zaczęli mocno eksperymentować, dodając garściami do swojego death metalowego stylu dużo elementów melodycznych. Na ich płycie "Soundtrack To Your Escape" z 2004 roku melodii było już tyle, by z całą stanowczością stwierdzić, że zespół zerwał ze starszymi rozwiązaniami i podąża ścieżką nowego stylu w metalu. Rzeczywiście, album ów można określić jako mocno melodyczny death metal, co starszym fanom niekoniecznie odpowiada, ale tak właśnie prezentuje się "Soundtrack To Your Escape". Mamy tu do czynienia z dwunastoma kompozycjami, z których najlepsze według mnie to: "Like You Better Dead", singlowy "The Quiet Place" i balladowy "Evil In A Closet", a już zupełnym wymiataczem jest szybki, z porywającym riffem "My Sweet Shadow". Na płycie jest też kilka słabszych pozycji jak choćby otwierający ją "F(r)iend", schematyczny "Dead Alone" czy nudny "Dial 595-Escape". "Soundtrack To Your Escape" rodzi mieszane uczucia - z jednej strony jest to miejscami fajny, szybki, średnio ciężki gitarowy łomot podrasowany charakterystycznym głosem wokalisty Andersa Fridena, a z drugiej to miejscami nudne, oklepane, schematyczne i włóczące się bez końca kawałki niższych lotów. Zasadniczo można sięgnąć po ten album choćby ze względu przez wspomniane przeze mnie wcześniej świetne kawałki: najlepszy na płycie "My Sweet Shadow" czy balladę "Evil in a Closet", ale jego brak w kolekcji też nie będzie grzechem. Dobry dla fanów nowych rozwiązań w death metalu. Ode mnie "naciągane" cztery gwiazdki choć uczciwą oceną byłoby w tym wypadku 3,5.
  • Morbid Visions (Re-Issue)

    Abu Ishak Ibrahim 2009-01-24

    Narodziny Sepultury, a ewolucja death metalu   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Lata 80-te XX-ego wieku dla death metalu były tym, czym pierwsze dwie dekady XX-ego wieku dla jazzu – narodzinami gatunku. To właśnie wtedy gdy świat usłyszał po raz pierwszy zupełnie nowe oblicze metalu, gdzieś w Belo Horizonte zebrała się czwórka kolesi, która postanowiła nagrać death metalowy krążek. W ten oto sposób narodził się album „Morbid Visions”, a wspomniani kolesie ochrzcili swój zespół jako Sepultura. Nie była to bynajmniej pierwsza płytka zespołu, bo rok przed nią ukazał się ich mini album pt. „Bestial Devastation”. Nie wspominam o tym bez powodu, bo w oferowanym produkcie zawarty jest zarówno pełny album „Morbid Visions” (utwory od 1 do 8), jak i „Bestial Devastation” (utwory od 9 do 13). Całość uzupełniona jest o dwa, wcześniej niepublikowane bonusowe utwory. A jaki jest sam materiał? Agresywny! Ktoś kto zna Sepulturę z lat 90-tych to niech od razu o tym zapomni, bo nagrania zespołu z lat 80-tych znacznie się różnią od późniejszych, przede wszystkim klimatem. Są bardzo surowe, skoncentrowane w głównym stopniu na ciężkości, a nie na szybkości. Utwory mają w sobie dużo chaosu, bez tego całego studyjnego wygładzania i dopieszczania (efektu nie maskuje nawet remastering krążka z 2001 roku). Może to się podobać albo i nie, ale według mojej opinii warto zapoznać się z tym materiałem. Raz, że to wspaniała "kartka z kalendarza", która jest początkiem istnienia Sepultury i jednocześnie kamieniem milowym w ewolucji death metalu, a dwa, że to po prostu kawał death metalowego rzemiosła.
  • Somewhere Back In Time: The Best Of 1980

    Abu Ishak Ibrahim 2009-01-15

    Winylowe wycieczki sentymentalne   (4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Czym się różni wytrawne wino od taniego wina w kartonie? Ano, jedynie jakością, bo w ostateczności jedno i drugie prowadzi do prostego celu - upojenia. Tyle, że przy wytrawnym winie możemy rozpieścić część naszych zmysłów nadając im przyjemne wrażenie smakowe i oszczędzając sobie smoczego oddechu. Porównanie to nieprzypadkowe, bo opisywany tutaj produkt, ostatni zapisany koncert Iron Maiden, wydany jest na winylu, a w moim porównaniu wytrawne wino to winyl, a tanie wino w kartonie to płytka CD. Oczywiście należy brać te swobodne analogie z pewnym dystansem, ale słuchając tego samego materiału najpierw z winylu, a później ze zwykłej płytki CD powstaje ogromna ochota by powrócić właśnie do starego, klimatycznego sposobu, który szczyty swojej popularności przeżywał w erze komunizmu - do gramofonu i do winyli. Właśnie ten argument przemawia za tym aby nabyć ten koncert w wersji winylowej: doświadczeni słuchacze poczują jak się przed laty, a młodzi będą mieli okazję liznąć nieco emocji jakie towarzyszyły starszemu pokoleniu przy „nastawianiu płyty”. Tutaj wycieczki sentymentalne się nie kończą, bo sam materiał, jak wspominałem, składa się z ostatniego zapisanego koncertu Iron Maiden z trasy „Somewhere Back In Time” z 2008 roku, podczas której to starzy Ironi grali tylko klasyczne utwory z takimi hitami na czele jak: „Run To The Hills”, „The Trooper” czy „Phantom Of The Opera”. Czy trzeba jeszcze kogoś do tego materiału przekonywać?
  • In The Name Of Blood

    Abu Ishak Ibrahim 2009-01-15

    Komunikat Specjalny   (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Uwaga, uwaga! Komunikat specjalny od zespołu Virgin Snatch do wszystkich zainteresowanych jego twórczością: zespół informuje, że płytą „In The Name Of Blood” narodził się na nowo! Żadne skazywanie go na odejście w czeluści polskiego rynku muzycznego nie przyniosło efektów. Po opuszczeniu szeregów Virgin Snatch przez znanego w metalowym świecie Titusa zespół nie załamał się. Wręcz przeciwnie, bo wreszcie uwierzył, że grupa mniej znanych, ale utalentowanych muzyków potrafi stworzyć coś naprawdę dobrego. Efekt możemy podziwiać na albumie „In The Name Of Blood”, pełnym soczystych riffów gitarowych, dopracowanych partii perkusyjnych, odświeżonego basu i wszechstronnego wokalu. Na płytce jest wszystko: szybkość, siła i ciężkość , a więc thrash metal w najlepszym wydaniu. W załączniku zespół zachęca wszystkich do zapoznania się z opisywaną tutaj płytką i śle metalowe pozdrowienia. Wszyscy fani proszeni są o liczny doping na koncertach. Koniec komunikatu.
(Stron 10)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!