stały recenzent  Grzegorz Mleczko

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 7

  • Fritz XII

    Grzegorz Mleczko 2011-03-28

    ocena opisu

    1 gwiazdka za opis produktu! Jeśli spolszczenie programu jest równie "profesjonalne" - to lepiej kupić angielskojęzyczny oryginał.
  • 111 Years Of Deutsche Grammophon Vol. 2

    Grzegorz Mleczko 2011-03-25

    Piękny i różnorodny   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Z przyjemnością daję temu zestawowi pięć gwiazdek. Zainteresowanym proponuję poszukać kolekcji na stronie Wydawcy – można tam znaleźć o wiele bardziej wyczerpujący opis, a nawet posłuchać fragmentów utworów. Atutem zestawu, poza jakością nagrań i klasą wykonawców, jest jego różnorodność. W tekturowym pudełku można znaleźć płyty z muzyką operową, symfoniczną i kameralną. Od średniowiecznych pieśni, przez arcydzieła Mozarta, Chopina czy Bizeta, aż po urodzonego w 1960 r. Golijova. W komplecie można znaleźć nagrania Filharmoników Berlińskich z 1939 r. i Rafała Blechacza z 2009 r. Z przyjemnością można nie tylko słuchać, ale i oglądać okładki płyt – śledząc zmiany, jakim podlegały. Wrażenie robi zestawienie występujących gwiazd – nawet osobom zbytnio nie obeznanym z muzyką poważną, nie powinny być obce takie nazwiska, jak: Domingo, Rostropowicz, Zimerman, Bernstein, Karajan, Horowitz… Taka różnorodność nie musi być zaletą dla wyrobionych słuchaczy, mających swoje ulubione gatunki, autorów czy wykonawców oraz imponujące własne zbiory nagrań. Może chyba jednak zadowolić „średniozaawansowanych” melomanów, którym przestały wystarczać, niezłe skądinąd, składanki typu „Classics ever”. Jubileuszowy zestaw DG może dać im okazję do osłuchania się z „klasyką klasyki”, wyrobienia zmysłu i smaku muzycznego oraz będzie obiecującym początkiem własnej płytoteki.
  • Szachy dla żółtodziobów

    Grzegorz Mleczko 2008-08-17

    Raczej dla "żółtodzobów"   (10 z 10 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jeśli masz kategorię szachową, uczestniczysz i wygrywasz w turniejach, masz opanowane ulubione debiuty, potrafisz oceniać sytuację na szachownicy, liczyć warianty, analizować rozegrane partie itd. - to prawdopodobnie już tę książkę przeczytałeś i więcej skorzystasz kupując bardziej zaawansowaną literaturę. Jeśli natomiast dopiero chcesz się nauczyć grać w szachy, poznałeś zasady gry ale widzisz, że twoje umiejętności nie są oszałamiające, albo po prostu chciałbyś odświeżyć i usystematyzować elementarne wiadomości o królewskiej grze - to jest to książka dla ciebie. "Szachy..." wydane są starannie, układ treści jest bardzo przejrzysty. Główny tekst uzupełniony jest, zamieszczanymi w ramkach, anegdotami, definicjami i zwięzłymi poradami. Każdy rozdział podsumowują, ujęte w krótkie punkty, najważniejsze zagadnienia. Całości dopełniają ilustracje i liczne diagramy, ułatwiające czytanie książki bez korzystania z szachownicy. Trzon książki stanowi kurs gry w szachy. Rozpoczyna się od objaśnienia ruchów poszczególnych figur i zapisu szachowego. Dalsze rozdziały opisują najpopularniejsze debiuty oraz główne zasady szachowej taktyki (widełki, związania, klamry) i strategii (wymiana figur, zdobywanie przestrzeni, słabe pola), aż po rozgrywanie końcówek. Każdy rozdział kończą ćwiczenia do samodzielnego rozwiązywania (rozwiązania podane są na końcu książki). Kurs uzupełniają rozdziały prezentującymi historię szachów, sylwetki mistrzów świata (od Steinitza po Kasparowa), oraz wskazówki jak podnosić własne umiejętności przez studiowanie partii, debiutów i końcówek czy udział w turniejach i klubach szachowych. Książka powstała ponad 10 lat temu w USA i stąd wynikają jej nieliczne słabości. O ile nie ma to wpływu na sam podręcznik gry w szachy, to mało przydatna jest dla polskiego czytelnika polecana przez autora literatura (choć wydawca dodał spis kilkunastu pozycji wydanych w Polsce). Najbardziej zestarzały się rozdziały, które w momencie pierwszego wydania, świadczyć mogły o nowoczesności książki. Traktują one o szachach w internecie (szkoda, że nie ma polskich stron) i o programach szachowych, które przez ten czas nieco się zmieniły.
  • 1000 arcydzieł malarstwa

    Grzegorz Mleczko 2008-04-10

    Po prostu ładna książka   (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Tę książkę można by nazwać małą encyklopedią malarstwa. To 1000 reprodukcji od miniatury z "Psałterza królowej Ingeborgi" (1213 r.) po "Ostatnią wieczerzę" w interpretacji Andy'ego Warhola z 1986 r. Jak w przypadku każdej antologii, można mieć zastrzeżenia, co do wyboru prezentowanych dzieł. Sam chętnie zobaczyłbym więcej dzieł polskich mistrzów. Jednak nie wywarli oni chyba większego wpływu na zachodnie malarstwo lub może po prostu nie mieli takiej siły przebicia i promocji jak Francuzi czy choćby Rosjanie. Na osłodę pozostaje mi autoportret Tamary Łempickiej, jako przykład stylu art déco i dwa dzieła z polskich zbiorów: "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga i "Dama z łasiczką" Leonarda da Vinci. Wiele z obrazów opatrzonych jest krótkim komentarzem, w książce zamieszczone są także biogramy artystów, słowniczek stylów i kierunków malarskich, całość poprzedzona jest przedmową - esejem opisującym zmiany zachodzące malarstwie i postrzeganiu sztuki na przestrzeni wieków, a każdy rozdział przedstawiający dzieła z kolejnych stuleci, opatrzony jest osobnym wstępem. Można się w nich, niestety, dopatrzyć zaskakujących rzeczy - jak choćby stwierdzenia, że liczne państewka z Półwyspu Apenińskiego zdominowały w XIV w. europejski handel z Rosją i Bizancjum. Do tej pory byłem przekonany, że z jednej strony - Rosja mimo wszystko leży w Europie, a z drugiej - że w XIV w. jeszcze jej nie było, a co najwyżej liczne ruskie księstewka, próbujące się wyzwolić spod tatarskiej dominacji. Można by to jednak uznać za skrót myślowy - przecież jest to album malarstwa, a nie polityczna historia średniowiecznej Rusi. Gorzej został potraktowany obraz Hansa Holbeina "Ambasadorowie" (znany również z piosenki J. Kaczmarskiego). Został on tak nieszczęśliwie przycięty, że próżno się na nim doszukiwać ukrytego za brzegiem kotary krucyfiksu, chociaż jest on wspomniany w opisie malowidła. Gdybym był ekspertem, może takich "kwiatków" znalazłbym więcej. Nie mając dostępu do oryginałów, nie potrafię też ocenić na ile wiernie odzwierciedlają je zamieszczone reprodukcje. Daję jednak albumowi cztery gwiazdki, bo to po prostu bardzo ładna książka! Naprawdę miło jest wziąć ją do ręki, niespiesznie przewracać barwne stronice i podziwiać kunszt, talent i wyobraźnię dawniejszych i młodszych mistrzów. Zaletą wydaje się być również niewygórowana cena, która jest chyba jednak zasługą drukarzy z Państwa Środka...
  • 4 Symfonie / 4 Symphonies

    Grzegorz Mleczko 2008-03-25

    Niebalne, ciekawe, intrygujące   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Gdybym chciał pozować na znawcę muzyki, przepisałbym coś z książeczki dołączonej do płyt – bo jest i taka! Zawiera wiele ciekawych informacji o nagranych utworach i o ich wykonawcach! I to po polsku i po angielsku. A co na płytach? Poza czterema symfoniami znajdują się na niej uwertura i mazurki w wykonaniu kompozytora. Są też dwie jego wypowiedzi dla czeskiego radia, szkoda, że trochę nie na temat, bo obie odnoszą się do oper (Króla Rogera i Harnasiów). A co do muzyki? Nie jest to muzyka lekka i łatwa. Nie ma tutaj melodyjnych, łatwo wpadających w ucho tematów, które można by nucić przy goleniu. Za to jest to muzyka, ciekawa i intrygująca. Są tu tony patetyczne i rzewne. Jak grzmot i jak świst wiatru lub szum strumienia. Jak szloch i śmiech. To sobie nawzajem odpowiadają, to z siebie wypływają, to się przenikają, mieszają, kotłują... Na koniec zostawiają słuchacza oniemiałego i wciąż głodnego i spragnionego wrażeń. Tak, że chce się te płyty na nowo odtwarzać i wsłuchiwać się w nie, poszukując wciąż nowych smaczków!
  • Antologia polskiej animacji

    Grzegorz Mleczko 2007-06-30

    Podróż w krainę czarów   (7 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Czyż nie ma czegoś z magii w tym, że rysowane, malowane, lepione z plasteliny postacie czy też po prostu wzięte z pułki przedmioty ożywają, poruszają się, walczą, kochają, boją się... Więc obrejrzenie filmów wchodzących w skład "Antologii polskiej animacji", podążanie za nieskrępowaną wyobraźnią ich twórców - jest podróżą w krainę czarów. Pod względem technicznym nie potrafię "Antologii..." nic zarzucić. W eleganckim, tekturowym etui znajduje się równie elegancka tekturowo-plastikowa okładka, a w niej dwie płyty i 50-stronicowa książeczka. Dwujęzyczne, polsko-angielskie, opracowanie zawiera wstęp redaktora wydania, w którym starał się w skondensowanej formie zawrzeć pół wieku historii polskiej animacji oraz krótkie biogramy twórców, których dzieła znalazły się na płytach, a ilustrowane jest ono kadrami z filmów. Zamieszczone na płytach filmy dają przekrojowy obraz polskiej animacji od końca lat pięćdziesiątych. Na ile ich wybór był trafny - o to znawcy tematu na pewno będą się spierać. Ale tym, którzy ekspertami w tej dziedzinie nie są, a po prostu lubią filmy animowane zbiór ten da z pewnością sporo satysfakcji. Choć wiele z tych filmów nie jest łatwych w odbiorze, to cztery godziny spędzone przed telewizorem na pewno nie są nudne. Trudno znaleźć określenia (poza: polskie i animowane), które łączyłyby je wszystkie, tak różne są te dzieła. Dlatego, gdyby chcieć je opisywać, należałoby zatrzymać się nad każdym z 28 filmów z osobna. Różnią się techniką wykonania, stylistyką, tematyką, nastrojem. Ale wszystkie są niebanalne, baśniowe, poetyckie, raz barwne, raz mroczne, poruszające i poszukujące. Aż nie chce się wracać z tej krainy czarów. Ale nic nie szkodzi, łatwo wyruszyć w tę podróż w każdej chwili - mając płyty z "Antologią..." pod ręką, wystarczy włożyć je do odtwarzacza.
  • Grzegorz Mleczko 2006-10-27

    Uwaga - uzależnia!   (12 z 12 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Lubię czasami w coś sobie pograć, a najbardziej lubię strategie. Ostatnio jednak zaczynają mnie nudzić. Jedne są bez potrzeby, na siłę upiększane i przeładowane grafiką, inne strasznie schematyczne, inne przeładowane różnymi opcjami, których nie sposób ogarnąć i w końcu nie wiadomo dlaczego właściwie wygrywa komputer; są też takie, które choć chciałyby być strategiami, to zwycięstwo w nich zależy głównie od szybkości klikania myszką… Ostatnio coraz częściej wracam więc do starych, dobrych szachów – niekoniecznie komputerowych. Zasady są tu jasne i proste – a możliwości strategicznych i taktycznych rozwiązań co niemiara. Kiedy brakuje żywego partnera do gry – z pomocą przychodzą liczne programy komputerowe. Wybrałem spośród nich "Chessmastera 10th”" i nie żałuję! Czy to najlepsze z komputerowych szachów – nie wiem. Ale myślę, że za tę cenę, trudno by im było znaleźć godnego rywala. Na rozgrzewkę można włączyć tryb zabawy. Łatwi do ogrania przeciwnicy, uproszczony interfejs i barwne, animowane szachownice oraz figury rodem z baśni lub fantasy. Ale zabawę zostawmy młodszemu bratu lub synowi. A sami weźmy się do poważnej gry… Silnik King będzie wymagającym rywalem, nawet dla wytrawnych szachistów. Jeśli do takich nie należymy, możemy poszukać gracza równego sobie. "Chessmaster" symuluje różne poziomy i style gry, wykorzystując tzw. osobowości. Możemy wybrać przeciwników nazwanych z imienia, według ich rankingu, wieku, płci. Chessmaster "wciela się" nawet w znanych szachowych arcymistrzów (m.in. W. Kramnika – obecnego mistrza świata!). Możemy wybrać też tryb treningowy, w którym ustawimy np. różne czasy gry dla siebie i komputera, a wirtualny mentor ostrzeże nas przed błędami czy wskaże potencjalnie najlepsze ruchy, a po zakończeniu partii, pomoże nam ją przeanalizować. Kiedy znudzi się nam gra z komputerem, możemy zmierzyć się z żywymi graczami przez Internet. Prawdopodobnie szybko się zorientujemy, że niewiele potrafimy. Wtedy z pomocą przyjdą nam interaktywne kursy, prowadzone przez znanych arcymistrzów. Możemy także przejrzeć ponad 800 skomentowanych partii, rozegranych przez szachowe legendy. "Chessmaster" to także baza danych, którą możemy przeglądać w najróżniejszy sposób, oferująca ponad 530 tys. partii. Jeśli komuś mało, może stworzyć nową bazę lub uzupełnić istniejącą o zapisy najnowszych turniejów ściągnięte z sieci. Czegóż można chcieć więcej od programu do gry w szachy? Interfejs jest przejrzysty i przyzwoicie wygląda nawet na moim 15-calowym monitorku w rozdzielczości 800x600, chociaż zasadniczo przystosowany jest do wyższej. Poszczególne jego elementy otwieramy w osobnych okienkach, które możemy dowolnie rozmieszczać albo wszystkie pozamykać i program obsługiwać za pomocą rozwijanego menu lub skrótów klawiszowych. Można zmieniać "skórki" programu, korzystać z pięciu płaskich szachownic i prawie trzydziestu trójwymiarowych (niektóre odblokowują się w nagrodę za wygranie pewnej ilości partii) oraz trzech zestawów animowanych. Cała gra jest spolszczona, poza kwestiami mówionymi (są oczywiście "kinowe" napisy). Zalogować można kilku graczy, dla każdego z osobna liczony jest ranking czy "odhaczane" przerobione rozdziały podręczników. "Chessmaster 10th" może sprawić, że zakochacie się w tej wspaniałej grze, jaką są szachy. Czy więc ma jakieś wady – chyba tę, że uzależnia!

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!